OŚWIADCZENIE
W związku z zamieszczonym materiałem prasowym Operator Gazociągów Przesyłowych GAZ-SYSTEM S.A. skierował przeciwko nam pozew o ochronę dóbr osobistych Spółki. W pozwie żądał zapłaty 20.000 zł na cele społeczne i usunięcia powyższego artykułu.
Strony  zdecydowały się jednak na ugodowe zakończenie sprawy, którego efektem jest niniejsze oświadczenie.

Fundacja Zielone Światło – wydawca

Rośnie opór społeczny wobec rozwoju infrastruktury gazowej. Ciemna strona rządowych planów ekspansji gazu ziemnego? “Metan wycieka na każdym etapie produkcji gazu, nagrzewając przy tym atmosferę ponad 80 razy silniej niż CO2” – ostrzegają aktywistki z kolektywu Bombelki.

W piątek, 5. sierpnia, na warszawskich bulwarach doszło do niecodziennej akcji aktywistów z nowej grupy anty-gazowej “Bombelki”. “Naświetlili” oni problem za pomocą ogromnego rzutnika w tzw. partyzanckiej projekcji na ścianie Centrum Nauki Kopernik. Wyświetlane hasła to m.in. “Gaz to drugi węgiel” czy “Gazoport w Gdańsku – kryzys klimatyczny na całym świecie”. Ten ostatni, to realizowany przez spółkę Gaz-System projekt pływającego terminalu LNG typu FSRU, który aktywistki chcą powstrzymać. 

“Gaz to niebezpieczne paliwo kopalne, od którego musimy odchodzić, a nie w niego inwestować, by zapobiec katastrofie klimatycznej” – mówią. “Gaz-System to banda zbrodniarzy, którzy dla swoich zysków pchają nas prosto do katastrofy”. 

Najnowszy raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu przy ONZ (IPCC) podkreśla, że bez redukcji emisji metanu, który jest głównym składnikiem gazu kopalnego (dawniej: ziemnego), nie uda się zatrzymać ocieplenia klimatu poniżej 1,5 stopnia Celsjusza. W świetle tej informacji otwieranie nowych gazociągów i terminali gazowych wydaje się absolutnie kontrskuteczne, a starania Gaz-Systemu w tym zakresie – wyrachowane i okrutne. 

Dlatego też lokalizacja przeprowadzonej projekcji nie była przypadkowa – Centrum Nauki Kopernik to symbol głosu naukowców, czyli jedynego, który może nas uratować od rozpędzającego się kryzysu klimatycznego, który, w postaci rekordowych temperatur i związanych z tym susz, strat w uprawach i wzrostu cen żywności, odczuwamy na własnej skórze. Aktywiści, byli członkowie Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, po raz kolejny apelują do rządzących o działanie w zgodzie z wiedzą zawartą w raportach IPCC i w konsekwencji, powstrzymanie powstania niepotrzebnego i groźnego gazoportu w Gdańsku. 

Nawojka Ciborska, Gastivists Polska & bombelki

Zobacz zdjęcia z akcji (fot. Daniel Petryczkiewicz):

20 sierpnia 1897 roku brytyjski lekarz, Sir Ronalda Rossa odkrył, że za przenoszenie malarii odpowiedzialne są samice komarów. Niestety, zmiany klimatu, jakie obecnie obserwujemy, sprzyjają rozwojowi chorób przenoszonych właśnie przez wektory (m.in. komary i kleszcze), a ich zasięg występowania rozszerza się coraz bardziej na kraje Europy Północnej, powodując pojawianie się jednostek chorobowych, które dotychczas były kojarzone z obszarami tropikalnymi. To jednak niejedyne konsekwencje zdrowotne postępujących zmian klimatu.

Zmiany klimatu wpływają na ludzkie zdrowie na wiele różnych sposobów. Może mieć on charakter bezpośredni, np. poprzez występowanie okresów upałów (wzrost zagrożenia chorobami układu krążenia), intensyfikację występowania ekstremalnych zjawisk pogodowych takich jak burze, tornada, powodzie (powodujące ryzyko uszkodzenia ciała, czy utonięcia) czy susze (m.in. wzrost zagrożenia pożarami lasów i utraty majątku), jak również pośredni, m.in. przez wpływ zmian reżimu termiczno-opadowego na ekosystemy (powodując np. straty w rolnictwie, co wpływa na bezpieczeństwo żywnościowe czy wzrost ryzyka występowania chorób wektorowych poprzez poprawę warunków bytowania i rozwoju wektorów) oraz gospodarkę (straty w wyniku powodzi czy huraganów oraz nawalnych deszczy) i strukturę społeczną (np. powodujące migracje ludności i występowanie konfliktów na tle ekonomicznym i społecznym).

Zdrowotne aspekty zmian klimatu to bardzo istotny temat, który najczęściej jest dostrzegany latem podczas występowania fal upałów, kiedy na obszarach gęsto zabudowanych temperatura przekracza 40 stopni Celsjusza. W te wakacje media donosiły, że tym roku w Hiszpanii w ciągu zaledwie ośmiu dni wysoka temperatura spowodowała śmierć 679 osób. To nawet nie jest wierzchołek góry lodowej problemów zdrowotnych związanych ze zmianami klimatu. Według badań Światowej Organizacji Zdrowia na całym świecie z tytułu chorób wektorowych, do których zaliczamy m.in. boreliozę, malarię, babeszjozę czy gorączkę Zachodniego Nilu, umiera rocznie ok. 600 tysięcy ludzi. To więcej niż populacja Poznania, piątego co do wielkości miasta w naszym kraju – tłumaczy Krzysztof Skotak, ekspert Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego – Gdy dodamy do tego zagrożenia powodowane intensyfikacją występowania zjawisk ekstremalnych, które swoim zasięgiem geograficznym zaczynają obejmować niespotykane dotychczas obszary, skutki mogą znacznie wzrosnąć.

Niemal wszystkie zjawiska pogodowe związane z klimatem, szczególnie o charakterze ekstremalnym są monitorowane¹. Tylko w 2017 roku zaobserwowano w Europie ponad 22 tysiące takich przypadków, głównie silnych wiatrów (ponad 66% z nich). Należy dodać, że w 2017 roku na naszym kontynencie odnotowano również ponad 600 tornad oraz ponad 2,5 tysiąca deszczy nawalnych, w tym gradu. Wyniki prowadzonych obserwacji wskazują, że liczba zjawisk ekstremalnych w Europie z roku na rok wzrasta w szybkim tempie.

Klimat jak inkubator

Zmiany klimatu zauważalne są m.in. w wyniku stałego wzrostu średniej temperatury rocznej czy zmian w bilansie wodnym. Te czynniki mogą znacząco wpłynąć na zwiększenie ryzyka zarażenia się chorobą wektorową. Dlaczego?

Zmiany klimatu mają zasadniczy wpływ na poprawę warunków rozwoju oraz wzrost zasięgu występowania wektorów, które mogą przenosić chorobotwórcze wirusy i bakterie – tłumaczy Krzysztof Skotak, ekspert IOŚ-PIB – Wzrost średniej temperatury, wydłużenie się okresu wegetacyjnego, łagodne zimy i ciepłe oraz wilgotne lata to kluczowe czynniki sprawiające, iż wektory przeżywają dłużej, a ich populacja stale rośnie.

Przeprowadzone między innymi przez Narodowy Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowy Instytut Badawczy badania potwierdziły, że w Polsce głównymi wektorami są kleszcze i komary². Wynikało z nich także, że zasięg występowania wektorów rozszerza się coraz bardziej na kraje Europy Północnej właśnie z powodu zmian klimatu, gdzie pojawiły się choroby, które wcześniej ze względu na niesprzyjający klimat nie występowały w tych regionach.

W lesie i w mieście

Jakie choroby przenoszą kleszcze? Wymienić można boreliozę, babeszjozę czy odkleszczowe zapalenie mózgu, które mogą nieść bardzo poważne konsekwencje dla naszego zdrowia. Choć są one głównie kojarzone z wycieczkami do lasu, coraz częściej duże skupiska wektorów tych chorób występują także
w aglomeracjach miejskich wokół akwenów, rzek i terenów zieleni miejskiej, czyli tzw. zielonej i błękitnej infrastruktury.

Rośnie także temperatura wody w akwenach, które tworzą idealne środowisko dla rozwoju bakterii, np. Legionelli i Vibro³. Szczególnie w przypadku tej pierwszej, jej obecność w zbiornikach słodkowodnych
z temperaturą wody powyżej 20°C jest bardzo powszechna. Rozmnażają się one m.in. w miejskich fontannach, które szczególnie w trakcie upału stanowią miejsce, gdzie niektórzy z nas szukają ochłody. Legionella odpowiada za legionelozowe zapalenie płuc, czyli tzw. chorobę legionistów, której przebieg bywa bardzo ciężki i w skrajnych przypadkach może prowadzić do śmierci. Szczególnie zagrożone są osoby starsze i z obniżoną odpornością.

Kolejnymi bakteriami, które coraz częściej znajdujemy w akwenach w Polsce, m.in. w Bałtyku są przecinkowce z rodzaju Vibrio – dodaje Krzysztof Skotak, IOŚ-PIB – Występują one w wodach, w których temperatura przekracza już 16°C. Mogą one wywoływać cholerę i prowadzić do poważnych infekcji ran. Dlatego powinniśmy działać prewencyjnie i informować o tym zagrożeniu turystów, gdyż tylko w ten sposób będziemy w stanie ograniczyć do minimum ryzyko zachorowań.

W kontekście chorób wodozależnych należy także wspomnieć o coraz częściej występujących sinicach. Wzrost globalnej temperatury i fale upałów sprzyjają zakwitowi wody, a to z kolei sprzyja rozwojowi sinic. Niektóre z nich wytwarzają toksyny, a bezpośredni kontakt z kwitnącą wodą może doprowadzić do szeregu powikłań zdrowotnych. W tym kontekście powinniśmy także uważać na spożywanie ryb oraz bezkręgowców, takich jak małże, krewetki czy ślimaki, hodowanych w akwenach gdzie dochodzi do zakwitów wody. Odżywiają się one fitoplanktonem, a ich połów często odbywa się w miejscach, w których obserwuje się zakwity sinic.

Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób już w 2008 roku ostrzegało przed tym problemem. Choć w naszym kraju choroby wektorowe najczęściej pojawiają się pod postacią boreliozy i kleszczowego zapalanie mózgu, klimat cały czas się ociepla. Jeśli zmiany klimatu będą w dalszym ciągu postępować w takim tempie, zapewniając dogodne warunki rozwoju i bytowania wektorów, już w perspektywie kilkudziesięciu lat będziemy mogli w Polsce zarazić się obecnie tropikalnymi chorobami, takimi jak gorączka Denga, gorączka Zachodniego Nilu czy gorączka Chikungunya.

Przypisy:

1. Watts N. et al. (2015): Health and climate change: policy responses to protect public health. The Lancet Commissions. Vol 386 November 7, 2015 .

2. https://www.pzh.gov.pl/klimat/

3. Fields B.S., Benson R.F., Besser R.E. Legionella and Legionnaires’ disease: 25 years of investigation. Clin Microbiol Rev. 2002;15:506-26.

4. https://cordis.europa.eu/article/id/29552-climate-change-promotes-vectorborne-diseases-in-europe/pl


 

Polska definitywnie powinna wycofać się z planów budowy drogi wodnej E40, łączącej Bałtyk z Morzem Czarnym – apeluje Koalicja Ratujmy Rzeki. W końcu lipca Ukraina wypowiedziała umowę z Białorusią o żegludze na śródlądowych drogach wodnych, zaś w proponowanej przez Komisję Europejską aktualizacji transeuropejskiej sieci transportowej TEN-T nie ma żadnej z promowanych przez polski rząd dróg wodnych. Koalicja uważa, że forsowanie przez nasz rząd „barkostrady” E40, łączącej Białoruś z Polską i Ukrainą, jest działaniem na szkodę walczącej o niepodległość Ukrainy.

29 lipca br. Rada Ministrów Ukrainy wypowiedziała podpisaną 5 lutego 1998 r. umowę pomiędzy Ukrainą a Białorusią o żegludze na wodach śródlądowych[1]. W tej sytuacji upada plan polskiego rządu połączenia drogą wodną Gdańska z Chersoniem przez Wisłę, Bug, Prypeć i Dniepr.

Z ukraińskiej perspektywy sytuację komentuje Heorhiy Veremiychyk z Narodowego Centrum Ekologicznego Ukrainy: „Polska wspiera Ukrainę od pierwszego dnia napaści Rosji na nasz kraj. Nie rozumiem, jak w tej sytuacji możecie chcieć budowy drogi wodnej E40, która ma łączyć Białoruś z Polską i Ukrainą. Niestety, dziś reżim białoruski i terrorystyczna Rosja to jedno i to samo. Polski rząd w imię solidarności z Ukrainą i w interesie bezpieczeństwa własnego kraju powinien definitywnie skreślić ten projekt.”

27 lipca b.r. Komisja Europejska ogłosiła kolejną propozycję rewizji europejskiej sieci transportowej TEN-T, której głównym celem była poprawa połączeń UE z Mołdawią i Ukrainą. Komisja zaproponowała rozszerzenie na oba kraje połączeń drogowych i kolejowych w czterech europejskich korytarzach transportowych. Jednocześnie usunięto z sieci bazowej wszystkie połączenia Unii Europejskiej z Rosją i Białorusią. Jest to naturalna konsekwencja majowego Komunikatu KE 217/22, dotyczącego planu działań na rzecz korytarzy solidarnościowych między UE a Ukrainą[2].

Polska jest w czołówce krajów wspierających Ukrainę: przyjmujemy Ukrainki i Ukraińców u siebie, wysyłamy im wsparcie rzeczowe na front, a obywatele zbierają niebotyczne kwoty w spontanicznych zbiórkach” – mówi Małgorzata Górska z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (Koalicja Ratujmy Rzeki). „Lobbowanie za drogą wodną z Polski przez Białoruś do Ukrainy to jak wbicie noża w plecy przyjaciela. Premier Morawiecki powinien bezzwłocznie powstrzymać zapędy ministra Gróbarczyka i prezesa Dacy.

Brak planowanych przez min. Gróbarczyka dróg wodnych na mapach sieci TEN-T komentuje Jacek Engel z Fundacji Greenmind, członka KRR: „Z powodu zmian klimatu i braku wody spadają przewozy na największych europejskich rzekach – Renie i Dunaju. Komisja racjonalnie stawia na transport kolejowy – szybszy, bardziej dostępny, niezawodny i emitujący mniej CO2”. I dodaje: „W Polsce barkostrad nie ma, a sieć kolejowa jest, wymaga jedynie modernizacji. Tam powinniśmy skierować strumień europejskich funduszy i przestać śnić o „Biełomorskim Kanale”.

Przypisy:

[1] https://www.kmu.gov.ua/npas/pro-denonsatsiiu-uhody-mizh-kabinetom-ministriv-ukrainy-i-uriadom-respubliky-t290722

[2] COM (2022) 217 final z 12.05.2022. Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów Plan działań na rzecz korytarzy solidarnościowych między UE a Ukrainą ułatwiających wywóz produktów rolnych z Ukrainy i handel dwustronny między Ukrainą a UE


W swoich pracach francuski myśliciel Pierre Bourdieu (1930-2002) przewidział wiele typów nierówności widocznych dziś w postindustrialnych społeczeństwach. Pomimo ogromnych środków zainwestowanych w edukację i rekordowych naborów na uniwersytety, obietnice możliwości awansu społecznego i równych szans pozostają niedotrzymane. Czy nie nadszedł już czas, by krytycznie przyjrzeć się społecznej funkcji edukacji?

Artykuł jest częścią serii „Schools for Thought” [szkoły dają do myślenia], która stanowi zbiór refleksji nad wkładem czterech intelektualistów – Marii Montessori, Pierre’a Bourdieu, Simone Weil i Benedicta Andersona – w dzisiejsze rozumienie edukacji i jej potencjału.

Bogactwo w dzisiejszych społeczeństwach kapitalistycznych zawiera się w nagromadzonych w ogromnej ilości dobrach intelektualnych, kulturowych i symbolicznych. Nie sprowadza się wyłącznie do posiadania nadmiaru produktów konsumenckich (z branży mediów, sztuki, wzornictwa i innych), które zaspokajają społeczne i psychologiczne potrzeby dużej klasy średniej. Bogactwo tworzą wartościowe zasoby niematerialne: znaki towarowe, patenty, sieci relacji, czy nawet umiejętności nabyte przez jednostki i potwierdzone zakończonymi etapami edukacji. Całkowita wartość kapitału niematerialnego – który pomimo swojej nieuchwytnej natury wiąże się z zużyciem ogromnej ilości zasobów naturalnych – jest trudna do oszacowania, ale obecnie znaczenie przekracza wartość przypisywaną dobrom materialnym. Kapitał kulturowy jest niematerialnym bogactwem narodów.

Niemiecki socjolog Max Weber (1864-1920) przewidział sposób, w jaki kapitalizm – jako biurokratyczny porządek społeczny zmierzający do maksymalnej racjonalizacji – w coraz większym stopniu polega na instytucjach edukacyjnych i ich dokumentowaniu kwalifikacji. „Kapitał kulturowy”, „kapitał społeczny”, „kapitał symboliczny” i „kapitał ludzki” są pojęciami sięgającymi lat 60-tych XX wieku, których nauki społeczne używają do konceptualizacji lub nawet ilościowego przedstawienia wartości niematerialnej zgromadzonej przez jednostki – jako wartości innej niż ta związana z kapitałem ekonomicznym sensu stricto jak własność i aktywa materialne.

Weber zauważył, że pojęcie „klasy”, oparte o kryteria wyłącznie ekonomiczne, nie wystarczy, by wyjaśnić nierówności wpisane w biurokratyczny kapitalizm, ponieważ te wynikają również ze „statusu”. Kolejni myśliciele, w tym francuscy socjologowie i publiczny intelektualista Pierre Bourdieu, podjęli próbę zbadania relacji między rodzajami kapitału: ekonomicznym, kulturowym oraz społecznym. Uważa się obecnie, że wysoki poziom kapitału kulturowego nie wyklucza niskiego poziomu kapitału ekonomicznego. Taka sytuacja często dotyka zawodów wymagających pracy intelektualnej. Najnowsze badania poświęcone rozwarstwieniu społecznemu, jak te z 2013 roku przeprowadzone przez Mike’a Savage’a i innych w Wielkiej Brytanii[1], uwzględniają różne kombinacje wspomnianych trzech rodzajów kapitału.

Różnica między kapitałami kulturowym i społecznym sprowadza się do tego, że ucieleśnieniem tego pierwszego jest jednostka, w tym głównie jej pamięć, a jego zobiektywizowaną formą są posiadane przez nią przedmioty (książki, ubrania itp.). Natomiast tytuły czy stopnie należą do zinstytucjonalizowanych form kapitału kulturowego. Kapitał społeczny z kolei kształtuje jednostkę z zewnątrz i jest zapisany w pamięci innych jednostek lub samych relacji między nimi. Jednostka nie może korzystać z dobrodziejstw kapitału kulturowego bez obiektywizacji, instytucjonalizacji i następnie przekuwania go na kapitał społeczny, czyli bez uznania zapośredniczonego przez instytucje i reputację. Kapitał kulturowy może jednak być wykorzystany przez jednostkę (która na przykład zda egzamin państwowy) do pomnożenia kapitału społecznego, co z kolei daje jej dostęp do kapitału ekonomicznego.

Logika kapitału kulturowego funkcjonuje od początku epoki nowożytnej, czyli od rozwoju publicznej administracji i uniwersytetów. Inwestowanie zasobów gospodarczych w kształtowanie wzorów kulturowych jednostki, aby poprawić jej byt stanowi mechanizm ciągłej konwersji kapitałów, która charakteryzuje reprodukcję społeczną. Zakłada on zamianę jednego rodzaju kapitału – na przykład materialnego – na inny – jak choćby kwalifikacje, relacje i tytuły. Ostatecznym celem jest wytworzenie więcej kapitału niż zainwestowano. Biurokratyzacja nowożytności nosi wszelkie znamiona „kapitalizmu kulturowego”. Darmowa powszechna edukacja, gwarantowana we Francji od 1881 roku i wywodząca się z idei przyświecających rewolucji z 1789 roku, miała za zadanie zniwelować nierówności w tym zakresie.

Należy jednak zapytać, czy zwrot z tego inwestowania jest ciągle taki sam, czy raczej trzeba wziąć pod uwagę inne czynniki. Pierre Bourdieu i Jean-Claude Passeron próbują odpowiedzieć na te pytania w dwóch wpływowych publikacjach, Les Héritiers. Les étudiants et la culture z 1964 roku (Spadkobiercy. Studenci i kultura) i La Reproduction. Éléments pour une théorie du système d’enseignement z 1970 roku (Reprodukcja. Elementy teorii systemu nauczania, tłum E. Neyman, rok polskiego wydania 1990). Autorzy dowodzą, że jednostki wchodzą do systemu edukacji już wyposażone w różne kody i umiejętności nabyte w swoim otoczeniu. Natomiast wychodzą z niego z większą wiedzą i zniwelowanymi wstępnymi nierównościami. Jak Bourdieu przekonywał w 1979 roku[2], to właśnie nierówności kształtują „dystynkcję” między różnymi sferami społeczno-kulturowymi, co z kolei determinuje społeczne i ekonomiczne różnice. Osoby z większym kapitałem kulturowym na starcie miały istotną przewagę nad osobami, które zgromadziły go mniej. Od wtedy niewiele się zmieniło. Czy obietnica mobilności społecznej nie stała się zwykłą iluzją?

Trudno przecenić rolę systemu edukacji we współczesnym społeczeństwie. Szkoły i uniwersytety mają za zadanie podstawową socjalizację oraz przekazywanie umiejętności, które wymagane są przez gospodarkę zgodnie z funkcjonalnym podziałem zadań. Ponadto instytucje te umożliwiają zdobywanie tytułów i stopni, dzięki którym jednostki otrzymują odpowiednie obowiązki. Z jednej strony system wyrównuje społeczeństwo, a z drugiej – różnicuje je. Społeczne i ekonomiczne nierówności, które w miejsce różnic naturalnych wyłaniają się w procesie edukacji powinny być powiązane z zasługami. Czwartą podstawową funkcją systemu edukacji jest więc: legitymizacja porządku społecznego.

Krytyka sprzeczności republikańskiego systemu edukacji we Francji, którą przeprowadza Bourdieu dotyczy bardzo istotnej kwestii. Szkoły i uniwersytety stanowią część systemu, który legitymizuje polityczne i ekonomiczne status quo. Bez tej funkcji nie ma pewności, czy cały system byłby do utrzymania. Czy edukacja gwarantuje równe szanse? Wniosek Bourdieu na temat Francji można podsumować bardzo zwięźle: szkoły i uniwersytetu nie pełnią funkcji wyrównywania szans. Nierówności obecne na początku edukacji nie znikają po jej ukończeniu. Zatem system edukacji spełnia trzy podstawowe funkcje – socjalizację, kształcenie oraz przypisanie ról i obowiązków – ale nie spełnia czwartej. Jeśli faktycznie byłoby inaczej i spełniałby ją, podważeniu uległby cały liberalny porządek polityczny i ekonomiczny, czyli francuska „Republika”.

W ostatnich kilku latach rozgorzała debata na temat merytokracji. Amerykański socjolog Michael Sandel i brytyjski dziennikarz David Goodheart potępili niesprawiedliwości procesów selekcji zawodowej oraz ich etyczne konsekwencje: brak uznania, frustracja i neuroza klasowa. Ekonomiści, jak Robert H. Frank, poddali analizie dysfunkcje społeczeństwa, w którym „zwycięzca bierze wszystko”, a dobór kadr wiąże się z nadmierną akumulacją kapitału niematerialnego. Thorstein Veblen zidentyfikował i obnażył ryzyka z tym związane już sto lat temu, a Ibn Chaldun nawet tysiąc lat temu.

Konwersja kapitału kulturowego na ekonomiczny jest skomplikowanym, dwuczęściowym procesem. Po pierwsze instytucje edukacyjne dysponują własnością, dobrami materialnymi, które konsumują, aby wyprodukować dobra intelektualne. Wymiana dóbr niematerialnych na pieniądze nie byłaby możliwa bez popytu. W przeszłości administracja publiczna potrzebowała odpowiedniej kadry, a ludzie potrzebowali lekarzy i prawników. Współcześnie to sektor usług w gospodarce wymaga ogromnych zasobów ludzkiego kapitału.

Inwestycje w kapitał kulturowy mogą przynieść straty: miejsca w instytucjach edukacyjnych wymagają nakładów, a osoby pochodzące z nieuprzywilejowanych grup często mają trudności, aby odpowiednio wykorzystać swój kapitał kulturowy. Poza tym koszty akumulacji tego rodzaju kapitału ciągle rosną w związku z logiką „wyścigu zbrojeń”. Zaprzęga się więc niedofinansowane instytucje edukacyjne i ich ogromne zasoby do wyścigu, którego wynik wszyscy już znają. Rytuał ten ma tylko i wyłącznie legitymizować porządek społeczny, a karmi się ludzkimi marzeniami, zasobami naturalnymi, energią, dobrami materialnymi i środkami finansowymi – publicznymi i prywatnymi. Koszty reprodukcji tego świata nieustannie rosną.

Tak postawiony problem nie sprowadza się wyłącznie do problemu ograniczonych zasobów: napięcia związanego z wyścigiem zbrojeń nie da się rozładować, gromadząc coraz to większe ilości broni. Wzrost nakładów na edukację spowodowałby tylko wzrost nierówności i zbytecznie wysokie wydatki. Już w 1964 roku Bourdieu nawet nie brał pod uwagę tego, że rozwiązania tych problemów należy szukać w ekonomii. Jeśli chcemy poradzić sobie z perwersyjnym mechanizmem kapitalizmu kulturowego, musimy go rozbroić. Oznacza to spowolnienie wyścigu o dystynkcję poprzez regulacje, analogiczne do tych, które dotyczą rynków finansowych czy ruchu drogowego. Ostatecznie oznacza to również, że publiczne i prywatne podmioty będą musiały mierzyć się z wyższym poziomem niepewności przy zatrudnianiu nowych osób. Polityka postproduktywizmu musi skupić się przede wszystkim na regulacjach – nie na inwestycjach.

Ogromnej akumulacji kapitału kulturowego nie da się oddzielić od wzrostu wydatków i erozji legitymizacji systemu. Analizy Bourdieu ukazują wyraźną kruchość porządku społecznego. Czy pół wieku po pierwszych badaniach francuskiego socjologa jesteśmy wreszcie w stanie rozpoznać perwersyjną logikę wyścigu za kapitałem kulturowym? Jeśli nie potrafimy wyobrazić sobie lepszego sposobu na zapewnienie funkcjonalnej różnorodności w złożonych społeczeństwach, powinniśmy pogodzić się z ich upadkiem.

____

[1] Mike Savage, Fiona Devine, Niall Cunningham, et al. (2013). “A New Model of Social Class? Findings from the BBC’s Great British Class Survey Experiment”. Sociology 47(2), str. 219-250.

[2] Pierre Bourdieu (2005). Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia. Tłum. Piotr Biłos. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.

Tłumaczenie: Robert Reisigová-Kielawski
Tekst ukazał się w Green European Journal www.greeneuropeanjournal.eu

Za niecałe 50 dni rozpocznie się 29. Finał ogólnopolskiej Akcji Sprzątanie świata. Tym razem, od 16 do 18 września, wolontariusze wyruszą, by posprzątać Polskę pod hasłem: „Wszystkie śmieci są nasze”. Plakat Akcji, który jest zawsze zobrazowaniem myśli przewodniej danej edycji, podobnie jak w latach poprzednich, zaprojektował znany polski artysta grafik – Andrzej Pągowski.

Po raz pierwszy

Kiedy patrzymy na plakat z 1994 towarzyszący pierwszej Akcji Sprzątanie świata, widzimy przede wszystkim odkurzacz wyciągający z ogromną siłą śmieci z kuli ziemskiej. To niewątpliwie poruszające dzieło. Jednak pomimo widoku tej przerażającej góry odpadów, którą trzeba posprzątać, oglądając plakat, czujemy radość i podekscytowanie. Oto za chwilę, w trzeci weekend września, podobnie jak wolontariusze na całym świecie, wyjdziemy posprzątać Polskę z porzuconych w naturze śmieci. Kolorowe literki na plakacie skreślone jakby ręką dziecka, układają się w napis „Sprzątanie świata”. Czujemy, jak wesoło podrygują w rytm wspólnej pracy uczestników Akcji na rzecz jedynej planety, jaką mamy do życia. Patrząc na tę znakomitą kompozycję, jesteśmy niemal pewni, że po Akcji będzie zdrowiej i czyściej. Upewniają nas w tym nakreślone ręką Mistrza Pągowskiego błękity i zielenie, które wyłaniają się zza wyssanych przez odkurzacz ziemskich śmieci.

Ponownie

I oto mijają niemal trzy dekady promocji idei nieśmiecenia w naturze. Jest rok 2022, a polskiej edycji Clean Up The World towarzyszy budzący nie mniejsze emocje obraz, którego autorem jest, podobnie jak za pierwszym razem, Andrzej Pągowski. I podobnie jak poprzednio obsadził w swoim nowym dziele w roli głównej naszą Matkę Ziemię. Jednak tym razem twórca zadbał, abyśmy nie poczuli ani euforii, ani radości. Oto widzimy jak z czarnych przestworzy wszechświata, ogromny papierowy śmieć w postaci kuli ziemskiej, majestatycznie dryfuje w naszą stronę. Czujemy towarzyszącą temu procesowi ciszę: nie śpiewają ptaki, nie szumią lasy, fale nie biją o brzegi. Wyjałowiona Ziemia z bladym obliczem i wyblakłymi konturami kontynentów żegluje bez celu. Przed nami rozpościera się imponujący w swoim zniszczeniu dom współczesnego człowieka. Grozy całości kompozycji dodają białe, smukłe litery skomponowane z niewielkimi przerwami jakby dla zaczerpnięcia świeżego powietrza. Zaprezentowane na surowym, czarnym tle układają się w swoiste memento: Wszystkie śmieci są nasze.

Razem

Hasłem 29. Akcji kierujemy również uwagę uczestników tegorocznej edycji w stronę Antypodów. To stamtąd bowiem pochodzą korzenie Clean up The World – globalnej, ekologicznej akcji pod patronatem ONZ. W roku 2022 Polska i Australia świętują 50-lecie relacji dyplomatycznych. To doskonała okazja, by w trzeci weekend września, wspólnie z Ambasadą Australii, Honorowym Patronem Akcji Sprzątanie świata w Polsce, wygłosić tegoroczny manifest nieśmiecenia. Z tym Partnerem uczynimy to w piątek 16 września, sprzątając wraz z przedstawicielami Ambasad brzegi rzeki Wisły w Warszawie. 17 września w sobotę, zejdziemy pod wodę, by wraz z nurkami, Magazynem Perfect Diver oraz Urzędem Miasta i Gminy Wągrowiec posprzątać Jezioro Durowskie. 18 września, w ostatnim dniu Finału, posprzątamy wraz z mieszkańcami i wrocławską spółką Ekosystem- Park Henrykowski, przywracając go naturze i mieszkańcom Wrocławia do wypoczynku i spacerów. Spółka Ekosystem będzie również Partnerem Merytorycznym tegorocznego Informatora, przewodnika po poprawnym procesie zorganizowania własnej akcji sprzątania oraz materiałów edukacyjnych, dzięki którym nauczyciele mogą przeprowadzić akcję w sposób stacjonarny.

29. Akcja Sprzątanie świata – Polska

Czas powiedzieć więc głośno i wyraźnie: wszystkie śmieci, na całym świecie są nasze; te porzucone przez człowieka w naturze i te posprzątane przez człowieka. Innych na naszej planecie nie ma. Hasło oraz plakat tegorocznej edycji trafią do uczestników Akcji jako edukacyjne wsparcie, ale też, w co głęboko wierzymy, przemówią do sumień wszystkich śmiecących i odmienią ich na lepszych dla naszej Planety. Chętnych zapraszamy do zapisywania się na plakat na stronie: www.naszaziemia.pl/ssp2022

O Akcji Sprzątanie świata – Polska

Akcja Clean up the World swój początek wzięła od sprzątania Australii. W 1993 roku, jej pomysłodawca, australijski żeglarz i biznesmen Ian Kiernan rozszerzył ideę Clean up Australia na cały świat pod patronatem Organizacji Narodów Zjednoczonych. W tym samym roku Mira Stanisławska-Meysztowicz, Polka na stałe mieszkająca w Australii, zaszczepiła tę ideę w naszym Kraju pod nazwą Sprzątanie świata – Polska. Od 1994 roku w Akcji Sprzątanie świata – Polska wzięło łącznie udział ponad 20 milionów osób. Na świecie, rokrocznie uczestniczy w Clean up The World blisko 40 milionów wolontariuszy. Akcja odbywa się w każdy trzeci weekend września i polega na społecznym zaangażowaniu się osób, firm, instytucji w posprzątanie najbliższego otoczenia z zalegających tam śmieci. Od początku Akcję w Polsce koordynuje Fundacja Nasza Ziemia.


 

Post-transformacyjna kultura zarządzania w Polsce wyzwala i aktywnie wspiera sadyzm. We Francji trwa dyskusja publiczna o jadowitych warunkach pracy w Orange, które spowodowały samobójstwo wielu osób i wypalenie poważnej ilości pracowników. Mówi się tam ze zrozumieniem i szacunkiem o tym, że osoby, które były tym dotknięte, przeżywają stres i mają reakcje post-traumatyczne. Na przykład, mają głęboką awersję do budynków swojego byłego pracodawcy i często wolą wręcz omijać ulicę i część miasta, gdzie pracowali. To jest efekt zjawiska przemocowych warunków pracy i jest zrozumiałe, że byli pracownicy unikają takich miejsc.

W Polsce zbyt często traktuje się takie zachowania i reakcje osób straumatyzowanych mobbingiem jako kolejny argument za tym, jak ich traktowano. „Bo skoro X tak się zachowuje, to znaczy, że jest groszy/ słaby/ walnięty i jest zrozumiałe, że należy z nim ostro”, „to oczywiste, że jednostka silniejsza nie może się oprzeć impulsowi wobec takiej jednostki słabszej”. Istnieje cały sadystyczny dyskurs o tym, jak to maltretowani sami się proszą o złe traktowanie i o tym, jaką przysługę się im robi, nie okazując litości ani tym bardziej empatii – „dla ich dobra”, bo przecież muszą się nauczyć, jaki „naprawdę” jest świat.

Nie chodzi o szukanie „złotego wieku”, bo on ma to do siebie, że jest mityczny. Takie postawy istniały zawsze, ale przed transformacją nie były gloryfikowane jako „naukowe” ani propagowane przez system edukacji. Lata 1980-te to w Polsce epoka głębokiej depresji, która wywołała wielką społeczną traumę. Wobec ludzi stosowana była przemoc, brutalnie rozbijano solidarność społeczną i niszczono poczucie godności ludzkiej strajkujących robotników. Był to czas pacyfikacji wyższych wartości i więzi społecznych. Jednak działo się to jakby w mroku wielkiej społecznej nieprawomocności. Dopiero transformacyjne hasło: „świat jest dla silniejszych” spowodowało społeczną epidemię jawnego sadyzmu. Pojawił całkiem nowy rodzaj traumatyzującej energii: elegancki, nowoczesny, nieprawdopodobnie zadowolony z siebie. Podczas gdy w wielu innych krajach szef sadysta jest potępiany przez otoczenie, u nas wygląda to tak, jakby ta cecha wręcz kwalifikowała do zawodu. I tu właśnie tkwi sedno problemu – nie chodzi o same postawy społeczne. Sęk w tym, że w latach 1990-tych oficjalne przygotowanie do roli społecznej szefa zaczęło otwarcie wspierać tyranizowanie podwładnych, powołując się na autorytet wiedzy (niezgodnie z faktycznym stanem wiedzy naukowej).

Na śmietnik wyjechały we wczesnych latach 1990-tych niemal wszystkie wypracowane wcześniej podręczniki do kierowania ludźmi (uczono wtedy, że ludźmi się nie zarządza lecz kieruje – zarządza się rzeczami, zasobami) głoszące konieczność dialogowania z załogą. Starzy szefowie, którzy byli przyzwyczajeni do tego, że trzeba się jakoś dogadywać z radą zakładową, ze związkami – mogli tego nie lubić, ale umieli to robić – albo zniknęli albo zostali przeszkoleni. Cała ta oficjalna wiedza zarządcza – inna sprawa na ile traktowana wcześniej poważnie – ustąpiła miejsca „zasobom ludzkim” i „szefom alfa”. Polska wersja neoliberalizmu jest szczególnie brutalną wersją, która płynnie weszła po wielkiej traumie lat 80-tych.

Zjawisko oficjalnego definiowania szefostwa w kategoriach siły i przemocy wobec innych ludzi oraz gloryfikacja takich wyobrażeń jako szacownych i prawomocnych to – na tak szeroką skalę – cecha neoliberalizmu. Nawet feudalna uzurpacja królewskiej mocy była smutnym spadkiem po „świętych królach”, przynajmniej jako uzasadnienie praktyk, w tym praktyk odrażających. Były też obszary kultur specjalizujące się w sadyzmie, np. wojsko w systemach totalitarnych lub kopalnie w starożytnym Rzymie, jednak nawet w tych przypadkach trudno jest znaleźć na tak szeroką, ogólnosystemową skalę, socjalizujące całe pokolenia apologie typu greed is good.

W neoliberalizmie nie istnieje dla wielu osób żadna wyższa moralna instancja, na którą się można powołać, broniąc swojego prawa do bycia człowiekiem wrażliwym. A już zwłaszcza – swojego prawa do zarządzania czymkolwiek i kimkolwiek, gdy jest się wrażliwą osobą.

Neoliberalny sadyzm zarządczy jest moralnie i społecznie odrażający. Ale jest on nie tylko wstrętny – jest także z punktu widzenia ekologii systemów społecznych głęboko patologiczny. Sadystyczne zarządzanie dramatycznie redukuje różnorodność i złożoność systemów. Te cechy wymagają troski i pielęgnowania. Są jak bioróżnorodność ogrodu – należy o nią dbać, a nie lać ziemię glifosatem albo sadzić rdestowiec ostrokończysty „bo jest taki skuteczny i przecież jest taki z niego alfa winner!” To są metody nie tylko gwarantujące zniszczenie ogrodu, ale pewnie całej okolicy.

W podejściu systemowym zasada niezbędnej złożoności Rossa Ashby’ego głosi, że podsystem zarządzający musi być co najmniej równie złożony, jak system, którym  kieruje. Oznacza to, że dobre, zdrowe zarządzanie musi rozumieć i uwzględniać, a najlepiej także korzystać z różnorodności organizacji, za którą odpowiada. Różnorodność jest ważna i pożyteczna, bo umożliwia zniuansowane reakcje na to co się dzieje w otoczeniu.

Jednostki wrażliwe pomagają wychwycić słabe sygnały, zanim kryzys rozwinie się na poważnie. Bywa, że ratują życie organizacjom. Poszanowanie dla tak pojętej różnorodności jest szczególnie ważne, gdy otoczenie jest nieprzewidywalne i złożone – a właśnie tak jest obecnie.

Wrażliwość na słabe sygnały i zróżnicowanie wewnątrz organizacji zwiększają trwałość i odporność (sustainability) organizacji, sprawiają, że jej szanse na przetrwanie, nawet w burzliwych warunkach, zwiększają się. Co więcej, zróżnicowana organizacja ma większe szanse na bliskie współdziałanie z otoczeniem dzięki swojej zdolności do zniuansowanej komunikacji – zamiast żerowania na środowisku, co bywa strategią przetrwania w trudnych warunkach. Zamiast niszczyć otoczenie można z nim harmonijnie współpracować. To nie żaden ekscentryczny idealizm tylko zwykła realistyczna konstatacja badaczki, jednej z wielu zajmujących się naukowym dokumentowaniem takich organizacji. One istnieją. W Polsce też. Przetrwały nawet pandemię.

Alternatywa istnieje.
Alfa-sadyści oszukali nas.

Szkolenie

Na każdym rogu – Führer
Za każdym biurkiem – Führer
W każdym awansie – Führer
W każdym kurniku – Führer
Tu Fürhrer i tam Führer
Co będzie, kiedy moda – jak to moda –
się skończy
Bum!
koniec epoki Führerów
Co poczną? Dokąd pójdą?
Czy znajdą takie szkolenie,
gdzie uczą mówić: „przepraszam”
(Warszawa, 2020)


 

W Światowym Dniu Długu Ekologicznego członkowie i członkinie WWF Polska, Młodzieżowego Strajku Klimatycznego i Rodziców dla klimatu przekazali Ministrze Środowiska i Klimatu Annie Moskwie symboliczny List Windykacyjny z wezwaniem do spłaty długu.

Dziś ludzkość wykorzysta wszystkie zasoby naturalne Ziemi, które mogą odnowić się w ciągu roku. Od tego momentu zaczynamy żyć na kredyt, za który zapłacą przyszłe pokolenia, a także my sami, w niedalekiej przyszłości. Już teraz coraz bardziej odczuwamy ekologiczne koszty długu, który zaciągamy co roku, od ponad 50 lat. Doświadczamy coraz częstszych ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak fale upałów powodujące w całej Europie pożary, nawracające susze i niedobory wody, a także problemów jak utrata różnorodności biologicznej – w ten sposób planeta „domaga się spłaty długu”.

DZIEN DLUGU DZIEN DLUGU WYKRES 2480x1692

„Jesteśmy dziś na drodze do dwukrotnego przekroczenia poziomów wydobycia węgla, ropy i gazu względem tego, na co pozwalają globalne cele klimatyczne, a nasze uzależnienie od konsumpcji tych surowców odbiera zdrowie i przyszłość naszym dzieciom. Jest również główną przyczyną wojny w Ukrainie, a także wielu innych konfliktów i niesprawiedliwości środowiskowych w krajach tzw. globalnego południa” – podkreśla Agnieszka Liszewska, mama Arka i Zuzi z Rodziców dla Klimatu.

Świat wchodzi w dzień długu ekologicznego później niż Polska. To dlatego, że większość ludzi na świecie, żyjąca w biedniejszych krajach, konsumuje znacznie mniej niż my czy inne bogate kraje Północy. Gdyby każdy mieszkaniec Ziemi miał taki sam wpływ na środowisko jak przeciętny mieszkaniec Polski, to zasoby, które mogą się odnowić w ciągu roku, byłyby zużywane już 2 maja. W tym roku bowiem Polki i Polacy w niecałe 5 miesięcy wykorzystali swoją część zasobów naturalnych globu. Aby zaspokoić nasz apetyt, potrzebowalibyśmy około 1,8 planet takich jak Ziemia!

„Im kraj bogatszy, tym bardziej eksploatuje Ziemię i ma większy ślad ekologiczny. Niechlubnym wyjątkiem jest tu Polska, która w tym roku zaczęła żyć na kredyt wcześniej niż bogatsze Niemcy czy Francja. Nasz wysoki ślad ekologiczny spowodowany jest m.in. ogromnymi emisjami gazów cieplarnianych z nieefektywnego i przestarzałego systemu energetycznego opartego na węglu. Dlatego w Dniu Długu Ekologicznego przekażemy Minister Klimatu i Środowiska symboliczny list z wezwaniem do zapłaty długu. Chcemy w ten sposób zwrócić uwagę na konieczność podjęcia przez rząd pilnych działań, zmierzających do zmniejszenia naszego wpływu na klimat i środowisko” – mówi Mirosław Proppé, Prezes Fundacji WWF Polska.

DZIEN DLUGU DZIEN DLUGU KALENDARZ 2480x1692

„My — młodzi, myślimy o swojej przyszłości. Dług ekologiczny, który z roku na rok tylko powiększamy, zaciągając więcej i więcej, w końcu doprowadzi do sytuacji, gdy zasoby na Ziemi się skończą. Nie zostanie nic dla nas, młodych osób, na które czeka dorosłość w świecie katastrofy klimatycznej, nie wspominając o kolejnych pokoleniach. Czym zasłużyliśmy na braki w wodzie, surowcach? To przyszłość, która czeka nas, jeśli teraz głośno nie wezwiemy was, polityczek i polityków, do wprowadzenia zdecydowanych zmian” – podkreśla Ewelina Żukowska z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego.

 

Może babeczkę z betonu? Proponuje aktywistka w fartuchu z wyraźnym napisem „CPK”. Skoro betonujemy pola uprawne, warto przecież przyzwyczaić się do tego smaku, bo warzyw i zbóż będzie coraz mniej.

Tak było 27 czerwca pod siedzibą spółki CPK w Warszawie. Już kolejny raz kilkaset osób protestowało przeciwko planowanemu megalotnisku i sieci szybkiej kolei. Mieszkańcy objętych planem inwestycyjnym gmin walczą o własne domy, lecz także o wspólną sprawę lub, jeśli mogę sobie pozwolić na górnolotny ton – o nasz wspólny dom, jakim jest planeta Ziemia. Projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego jest bowiem nie tylko zagrożeniem dla struktury istniejących wsi i miasteczek, a perspektywą zniszczenia ekosystemów, obiektów cennych przyrodniczo i siedlisk zagrożonych gatunków. Na proteście nie mogło zabraknąć aktywistek klimatycznych. Grupy Klimat dla Rolnictwa i Extinction Rebellion pojawiły się, by wesprzeć lokalne społeczności ale i pokazać, że cele ruchów rolniczych i klimatycznych są wspólne.

Megalotnisko, megaemisje, megakryzys

Co do faktu, że to działalność człowieka leży u źródeł kryzysu klimatycznego, którego doświadczamy, od dawna nie mamy już wątpliwości. Dane z kolejnych raportów podpowiadają nam, że transport lotniczy powinien zostać znacznie ograniczony. Propozycja budowy zupełnie nowego portu lotniczego na użytek firmy, która od dawna sobie nie radzi to kolejne puste przeloty – brzmi jak proszenie się o tragiczne konsekwencje. Zmniejszenie emisji do zerowych przed 2050 rokiem, zgodnie z zobowiązaniami Porozumienia Paryskiego już teraz jest trudnym zadaniem. Rozwijając kolejne obiekty lotnicze możemy przekroczyć punkt krytyczny, w którym stanie się to niemożliwe. Ale emisje z transportu to tylko wierzchołek góry lodowej. Ekosystemy, które świetnie radzą sobie pochłanianiem i magazynowaniem dwutlenku węgla z atmosfery to żyzne gleby¹ – takie, jak na terenach objętych planami budowy. Gdy zamienią się w lotnisko, stracimy kolejną szansę na częściową choćby mitygację zmian klimatu.

Fot. Oleg Marusic

Skoro o glebach mowa, należy zaznaczyć, że zagrożone tereny obejmują gospodarstwa rolne prowadzone na ziemiach nawet pierwszej i drugiej klasy. Nic dziwnego, że gdy pytam o plony, gospodarze podkreślają ich obfitość i wysoką jakość. Takich gleb mamy w Polsce zaledwie niecałe 4%2 – to tereny, które powinny być szczególnie chronione. Są to cenne ekosystemy, ale i gwarancja naszego – ludzkiego przetrwania.

Teraz, w dobie kryzysu żywnościowego, gdy kraj nękają susze a stosunki międzynarodowe są napięte, bezpieczeństwo żywnościowe powinno być podstawą planowania. Co więcej, z perspektywy sprawiedliwości społecznej chcemy mówić nie tylko o bezpieczeństwie – możliwości zapewnienia sobie wystarczającej liczby kalorii – a raczej suwerenności żywnościowej. Suwerenność żywnościowa, wielokrotnie omawiana na łamach Zielonych Wiadomości³, odnosi się do prawa każdej lokalnej społeczności do produkcji i dystrybucji żywności w zgodzie z własnymi potrzebami, z szacunkiem dla środowiska przyrodniczego i stosunków społecznych. W praktyce oznacza to takie gospodarowanie, które nie umniejsza zasobów, oparte na krótkich łańcuchach dostaw i bezpośrednich relacjach. Zabetonowania ponad 7000 ha4 pól uprawnych jest działaniem odwrotnym. Choć w materiałach prasowych możemy przeczytać deklaracje o szacunku dla lokalnych społeczności5, jej przedstawiciele nie mają złudzeń.

Rolnicy znają ziemię i dobrze wiedzą, jakich konsekwencji mogą się spodziewać. Pan Leszek, z którym rozmawiałam jeszcze podczas ogólnopolskiego protestu 10 czerwca, z pełnym przekonaniem opowiada o znaczeniu swojej pracy: „Pracujemy na ziemiach pierwszej i drugiej klasy. Biją się o ziemniaki z mojego gospodarstwa, chcą je jeść”. „Mówi się o kryzysie żywieniowym – a takie grunty zabetonować?” – pyta retorycznie.

Szprychą przez park

Argumentów przeciwko inwestycji jest wiele. Można mówić o nierealistycznych planach biznesowych, można o dramatycznej sytuacji mieszkańców wysiedlanych z gospodarstw. Wiemy, że firma LOT raczej nie radzi sobie tak dobrze, by potrzebować nowego, olbrzymiego lotniska i że centralizacja transportu to pomysł, który skompromitował się w innych miejscach6. Rozplanowanie komunikacji składa się, niczym koło roweru, z piasty – centralnego ośrodka, oraz szprych – dróg dojazdowych. Te ostatnie – choć spółka podkreśla ich rolę w ograniczaniu wykluczenia komunikacyjnego – są przede wszystkim odpowiedzialne za poszatkowanie gmin i regionów. Na protestach słyszymy głosy rolniczek i rolników, którym odebrana zostanie ziemia oraz mieszkańców wsi i miast, którzy mają być pozbawieni domów. Jeśli dojdzie do budowy, ucierpią również tereny niezamieszkałe przez ludzi. Siatka linii kolejowych nie oszczędza ani lasów podmiejskich i łąk, ani obszarów Natura 2000. Ich brak odczują mieszkańcy najbliższych okolic ale i ci, którzy korzystają z nich rekreacyjnie. Szprycha wiodąca przez Łódź przebiega przez największe kompleksy leśne w okolicach miasta. W regionie o tak niskiej lesistości ma to szczególne znaczenie. i mieszkańcy małych miasteczek. Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich dla Łodzi czy lasy w okolicach Piaseczna dla Warszawy – to miejsca, w których funkcja ekosystemowa łączy się ze społeczną. „To tam jeździcie na grzyby” – przypomina ze sceny mieszkaniec-aktywista.

Obszary chronione to nie tylko krajobraz ale i konkretne siedliska gatunków chronionych, zarówno tych nieco większych – jak bocian czarny jak i najmniejszych – jak licznie występująca tam (i chroniona dyrektywami unijnymi) pachnica dębowa7. Co z nimi? Spółka w swoich mediach chwali się przeprowadzeniem szczegółowych badań środowiskowych8, w wypowiedziach mieszkańców ich rzetelność bywa jednak podważana. W rozmowach z lokalną społecznością pojawiają się mocne oskarżenia: badania liczebności ptaków miały odbywać się w okresie, gdy nie są aktywne. „Jak padało nawet nie wychodzili z samochodów” – opowiada oburzony mieszkaniec. Organizatorzy protestów zapowiadają swoje własne, niezależne badania eksperckie. Muszą się jednak śpieszyć, gdyż obecnie procedowana specustawa ma przyspieszyć wydawanie decyzji związanych z realizacją inwestycji9.

Środowisko naukowe odpowiada: CPK to zagrożenie

Fot. Oleg Marusic

Sygnaliści ze środowiska lokalnego bywają ignorowani – w kolejnych oświadczeniach spółki czytamy retoryczne pytania sugerujące niewystarczające kompetencje czy brak wzięcia pod uwagę istotnych czynników: komunikacji, rozwoju gospodarczego (ten ostatni rozumiany jest dość wąsko, gdyż wiele przedsiębiorstw – rolnych i nie tylko – będzie musiało zaprzestać działalności na skutek budowy). Jednak nie tylko mieszkańcy podnoszą sprzeciw. W marcu 2020, po opublikowaniu Strategicznego Studium Lokalizacyjnego, do projektu odnieśli się merytorycznie eksperci z Państwowej Akademii Nauk. Ich wnioski potwierdzają obawy podnoszone przez stronę społeczną. W dokumencie z 5 marca 2020 roku10 Komitet Przestrzenny Zagospodarowania Kraju PAN wymienia 9 zagrożeń, jakie niesie z sobą wizja forsowane przez spółkę CPK. Planiści obawiają się centralizacji modelu komunikacyjnego (widząc wieloośrodkową strukturę osadniczą jako atut wyróżniający Polskę w Europie), wątpią w efektywność inwestycji kolejowych i zwracają uwagę na pominięcie tras międzynarodowych i transportu drogowego. Jednoznacznie krytykują też – w zgodzie z obawami podnoszonymi przez mieszkańców – sposób przeprowadzenia oceny wpływu na środowisko naturalne. Dokument SSL bierze pod uwagę układ obszarów chronionych (takich jak NATURA 2000), pomija jednak korytarze ekologiczne czy fragmentację krajobrazu, jaka nastąpi na skutek budowy (szczególnie w sąsiedztwie metropolii warszawskiej). Zabrakło też bilansu kosztów środowiskowych i klimatycznych – część tras poprowadzona zostanie na obszarach dotkniętych postępującą depopulacją i będzie użytkowana przez ograniczoną liczbę pasażerów, warto więc przyjrzeć się temu czy istnieją rozwiązania wymagające mniejszych nakładów.

Niepokój KPZK wzbudzają też nieprawidłowości w przeprowadzaniu konsultacji społecznych i tryb podejmowania decyzji. „Strategiczne Studium Lokalizacyjne de facto zmienia podstawy zagospodarowania przestrzennego Polski – możemy przeczytać w opinii. Tak radykalna zmiana powinna dokonać się na mocy dokumentu wyższej rangi niż uproszczone studium lokalizacyjne”. Gdy system transportowy kraju ulega fundamentalnym przemianom, należałoby spodziewać się rzetelnych zakresu studiów przedinwestycyjnych i konsultacji na szeroką skalę. Tego – zdaniem zarówno mieszkańców jak i ekspertów w zakresie planowania – nie było. Opinia komitetu ostrzega, że przyśpieszona decyzja może być źródłem konfliktów – co do tego, z dzisiejszej perspektywy, nie mamy już wątpliwości.

CPK jest dla wszystkich? Na pewno przeciwko wielu

Choć szprychy kolejowe mają oplatać całą Polskę (i w oficjalnej narracji całej Polsce mają służyć), to z trybu konsultacji można odnieść wrażenie, że skutki społeczne, przestrzenne i środowiskowe tej wielkiej inwestycji ograniczają się do lokalnych społeczności. To wygodna dla spółki perspektywa. Pozwala uznać koszty środowiskowe za niezbędne dla rozwoju, protestujących oskarżyć o „zaściankowość” a zdesperowanych rolników zagrożonych wywłaszczeniem nazwać „zadymiarzami”. Tymczasem analiza głosów społecznych i eksperckich buduje wizję bardziej wręcz odwrotną – a przynajmniej bardziej skomplikowaną. Trudno powiedzieć kto skorzysta, a kto straci na reorganizacji przestrzennej – wspominany dokument KPZK przedstawia szereg wątpliwości. „Tworząc SSL, nie dokonano oceny wpływu nowych rozwiązań (Hub&Spokes) na rozwój terytorialny miast i regionów w różnych częściach Polski.” – możemy w nim przeczytać. „Nie przeprowadzono symulacji zmian w rozkładzie ruchu obejmującej konkurencję między transportem lotniczym, kolejowym i drogowym. Nie wykonano symulacji zmian w dostępności przestrzennej, które mogłyby pokazać jakie regiony kraju najbardziej skorzystają na nowych rozwiązaniach, a jakie ewentualnie na nich stracą. Nie zastosowano znanej i sprawdzonej metodyki opracowywania dokumentacji przedinwestycyjnej. Sposób postępowania w tym zakresie odbiegał od standardów tak polskich, jak i międzynarodowych.”. Tak sformułowane zastrzeżenia podważają atrakcyjną wizję stworzenia „atrakcyjnej alternatywy dla transportu drogowego i obejmującego wszystkie obszary Polski11, jak opisuje inwestycję uchwała w sprawie przyjęcia koncepcji.

Z drugiej strony, koszty inwestycji trudno sprowadzić do lokalnych wyłącznie problemów. Żyjemy w czasach wielu kryzysów. Kryzys klimatyczny splata się z degradacją gleb, obserwujemy wielkie wymieranie gatunków. Aktywne niszczenie tych obszarów, które dają siedlisko innym istotom i pomagają chronić nasz – ludzki dobrostan wydaje się być misją samobójczą. Próba uzasadniania jej interesem gospodarczym wpisuje się w szereg działań oddalających nas od nadziei na sprostanie nie tylko środowiskowym wymogom prawnym (unijnym czy tym wynikającym z konferencji klimatycznych) ale przede wszystkim warunkom, które są niezbędne dla komfortowego funkcjonowania na ziemi.

Rozmowy trwają. 4 sierpnia odbędzie się wysłuchanie publiczne w sejmie. Mieszkańcy tracą nadzieję, że ich głos zostanie wysłuchany w konsultacjach, jednak nie zaprzestają działań. Przyjeżdżają do Warszawy nawet w najbardziej zapracowanym okresie rolniczego kalendarza. Sprawa, o którą walczą nie dotyczy jednak wyłącznie wybranych wsi i miasteczek. Środowisko aktywizmu klimatycznego i ci, którzy walczą o własne gospodarstwa ma wspólny cel: nie pozwolić, by wizja zysku stała wyżej niż walka o klimat, ochrona przyrody czy dostęp do żywności i zdrowego powietrza. Ważne, by walka też pozostała wspólna.

 

Przypisy:

1. O tym jak chronić tę funkcję opowiada Marcin Wójcik w Nauce o Klimacie: https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/glebowe-magazyny-wegla-jak-je-chronic-przed-erozja/

2. https://www.kalendarzrolnikow.pl/3488/jak-ocenic-wartosc-ziemi-uprawnej-klasy-bonitacyjne-gleb

3. https://zielonewiadomosci.pl/tematy/ekologia/suwerennosc-zywnosciowa-w-europie-teraz/

4. Na stronie spółki mowa o 74km2 powierzchni inwestycji. https://www.cpk.pl/pl/inwestycja/baza-wiedzy/wszystko-o-cpk/postepy-prac-w-ramach-programu-cpk/badania-srodowiskowe-i-terenowe

5. Takie sformułowania pojawiają się w wielu oficjalnych materiałach, między innymi tu: https://www.cpk.pl/pl/dla-mieszkancow/otoczenie-inwestycji

6. Ocenę biznesową założeń CPK w kontekście podobnych realizowanych w innych miejscach analizuje Tomasz Wardak w książce „Piasta i szprychy”.

7. Obecność tych gatunków podkreśla w swoich przemówieniach Karina Kozłowska.

8. https://www.cpk.pl/pl/dla-mieszkancow/inwentaryzacje-srodowiskowe

9. Mowa o rządowym projekcie ustawy o usprawnieniu procesu inwestycyjnego Centralnego Portu Komunikacyjnego. Równolegle dyskutowana jest ustawa o gospodarce nieruchomościami.

10. http://www.kpzk.pan.pl/images/END_firmowy_stanowisko_SSL_CPK.pdf

11. https://www.cpk.pl/uploads/media/5d0d3e47b817c/rm-111-163-17-pos-uchw-nr-173-rm-z-2017-r-centralny-port-komunikacyjny.pdf


 

Kanikuła trwa. Dzieci i młodzież na wakacjach. Rodzice i nauczyciele wreszcie mogą odetchnąć po kolejnym roku hybrydowego nauczania. W natłoku codziennych doniesień o inflacji, aferach kościelnych, wojnie w Ukrainie, powracającej epidemii, giną informacje zapowiadające nowe, gigantyczne problemy w systemie edukacji.

Wygląda na to, że 1 września szkoły rozpoczną naukę z poważnym deficytem nauczycieli i dyrektorów. Ze szkoły uciekają nauczyciele, dyrektorzy ale i uczniowie.

Zgodnie z informacją Min. Edukacji w całym kraju brakuje ok 10 tys. nauczycieli ale proces odchodzenia z zawodu zaczął się już wcześniej niezauważony przez rządzących. W 2019 roku powstała facebookowa grupa „Byłem nauczycielem i nigdy nie powrócę do systemu”, która dwa lata później pod zmienioną nazwą „Nauczyciel zmienia zawód”, stała się platformą komunikacyjno–informacyjną dla 24 tys. osób, noszących się z zamiarem pilnej zmiany swojego zawodowego życia.

Powszechna frustracja nauczycieli ma wiele źródeł : brak zaufania, niski prestiż, ciągle ingerencje min. Czarnka w systemy nauczania za pośrednictwem kuratoriów, upolitycznianie programów nauczania i w końcu głodowe pensje. Sytuację zarobków w edukacji opisuje szczegółowo Krystyna Opozda w Interia 15.06 w artykule „Nie opłaca się być nauczycielem. W szkołach doszło do sytuacji bez precedensu”.

Płaca minimalna, podnoszona systematycznie osiągnęła taki poziom, w którym pracownik tuż po szkole, może zarobić tyle ile nauczyciel z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym. Jeszcze krytyczniejsza jest informacja o wypłacie części nauczycieli wyrównania, bo nie osiągnęli w 2022 minimum krajowego. Rok 2022 był pierwszym rokiem takich dopłat i dotyczył aż 15 tys. nauczycieli.

Wspaniałomyślna podwyżka pensji nauczycielskich w wysokości 4,4% tylko na chwilę załagodzi problem rekompensat. W przyszłym roku sytuacja na pewno się powtórzy.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z degradacji nauczycielskiego wynagrodzenia przez ostatnich 17 lat. W 2005 roku nauczyciel kontraktowy zarabiał 1355 PLN, podczas kiedy pensja minimalna wynosiła 849 PLN. Po 17 latach pensja minimalna dogoniła wynagrodzenie nauczyciela kontraktowego!

W ślad za nauczycielami idą dyrektorzy na wszystkich szczeblach nauczania: podstawówek, liceów, techników i przedszkoli. Nie przyjmują propozycji przedłużenia kadencji a następców brak. W Lublinie do prowadzonych konkursów w dwóch przypadkach nie zgłosił się żaden kandydat. W Gdańsku brakuje 3 dyrektorów a we Wrocławiu 5-ciu. Gorsza sytuacja jest w mniejszych miejscowościach, gdzie na 8 wakatów, zgłosiło się dwóch chętnych.

Ważnym powodem odchodzenia są znowu zarobki, które nie są adekwatne do obowiązków a wręcz poniżające. Do zadań dyrektora należy tworzenie planu finansowego i jego realizacja BHP, RODO, kontrole z kuratorium, księgowość. Dyrektor powinien śledzić zmiany w prawie i tworzyć sprawozdawczość. W jego gestii leżą remonty szkoły i odpowiedzialność za cały proces przetargowy. To dyrektor dba o dobrostan nauczycieli i uczniów. Nadmierna ilość administracji nie daje przestrzeni do kontaktów z uczniami i rodzicami.

Przysłowiowym gwoździem do trumny okazała się pandemia i organizacja pracy hybrydowej bez pomocy szczebla centralnego ale też groźba wprowadzenia Lex Czarnek, które daje możliwość łatwego i szybkiego odwołania dyrektora przez kuratorium. Jest też pomysł ministra Wójcika wprowadzenia kary 5 lat więzienia dla dyrektorów „za przekroczenie swoich obowiązków”.

Rządzący zapomnieli lub nie znają Preambuły Karty nauczyciela, która zaczyna się słowami „Mając na względzie doniosłą rolę oświaty i wychowania w Rzeczypospolitej Polskiej, pragnąc dać wyraz szczególnej randze społecznej zawodu nauczyciela zgodnie z potrzebami i oczekiwaniami, otwierając niniejszą ustawą drogę do dalszych uregulowań prawnych systemu edukacji narodowej, stanowi się, co następuje”.

Widoczna jest słabość i bezsilność ZNP, który godzi się na głodowe podwyżki i nie ma siły przebicia.

Wszyscy pamiętamy protesty nauczycieli i walkę o swoje prawa i godność . Za ten znak niezgody spotkała ich dotkliwa kara w postaci niewypłaconych uposażeń za czas strajku. Nauczyciele w swoich protestach nie mieli sojuszników. Prawdą jest, że o dobrą edukację , sprawiedliwy dostęp do niej i o nauczycieli powinni walczyć rodzice. To jest konieczny wyraz troski o dobro swoich dzieci i ich przyszłość ale tez w trosce o swoje portfele. Powszechnie wiadomo, że polski system edukacji certyfikuje widzę zdobytą poza szkołą na korepetycjach i kursach.

Rodzice jeżeli leży Wam na sercu zdrowie Waszych dzieci i ich dobre przygotowanie do wyzwań przyszłości, zawalczcie o nauczycieli bo to nauczyciele będą budować w nowej politycznej rzeczywistości szkołę, w której dobro i interesy dziecka będą na pierwszym planie, w której nie będzie korepetycji i prac domowych. Zwiastuny takiego podejścia już funkcjonują w Polsce. Przykładem jest „Budząca się szkoła”, której kreatorką i orędowniczką jest Marzena Żylińska. Aby budząca się szkoła stała się standardem, potrzebna jest presja społeczna najliczniejszej grupy interesariuszy czyli rodziców.


 

Komisja Europejska (KE) przedstawiła 22 czerwca br. ważne propozycje legislacyjne dotyczące ograniczenia stosowania chemicznych środków ochrony roślin i odtwarzania przyrody, które miałoby być połączone ze wsparciem dla rolników. Ich przyjęcie stworzyłoby warunki do realizacji ambitnych celów europejskiej strategii „Od pola do stołu” – zmniejszenia o 50% stosowania pestycydów do 2030 r. Niestety Polska przewodzi grupie 12 krajów sprzeciwiających się propozycjom KE i dlatego Koalicja Żywa Ziemia oraz Koalicja Rolnictwo dla Przyrody apelują do premiera Mateusza Morawieckiego, wicepremiera i ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka, ministra zdrowia Adama Niedzielskiego oraz pani minister klimatu i środowiska Anny Moskwy o zmianę dotychczasowego stanowiska, ponieważ dotychczasowa polityka stanowi zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa żywnościowego. Apel w tej sprawie został wysłany również do posłów i senatorów, oraz polskich europosłów.

Reforma Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) może uczynić europejskie rolnictwo bardziej zrównoważonym poprzez finansowe zachęty dla rolników, by odchodzili od praktyk szkodliwych dla środowiska. By tak się stało trzeba przełożyć cele zawarte w Strategii „Od pola do stołu” oraz „Strategii na rzecz różnorodności biologicznej 2030”, które leżały u podstaw reformy WPR, na powszechnie obowiązujące akty prawne. Analiza krajowych planów strategicznych pokazuje, że państwa członkowskie pomimo zaakceptowania reformy WPR nie zamierzają realizować zawartych w niej celów. Dlatego konieczne jest wprowadzenie nowych regulacji.

Bardzo ważna w najbliższym czasie okaże się determinacja KE we wprowadzaniu zaproponowanych rozwiązań. Dlatego organizacje społeczne wysłały list również do unijnych komisarzy: Stelli Kyriakides, Janusza Wojciechowskiego i Virginijusa Sinkevičiusa. Dziękują w nim za przedłożenie projektu i apelują o pilne podjęcie wszelkich działań w celu przyjęcia przepisów prawa. Przypominają w nim również o Europejskiej Inicjatywie Obywatelskiej „Save Bees and Farmers”, pod którą podpisało się ponad 1,2 miliona osób w całej UE, a którzy oczekują teraz redukcji stosowania chemicznych środków ochrony roślin o 80% do 2030 r. oraz całkowitego wycofania syntetycznych pestycydów do 2035 r. Będzie to służyć poprawie zdrowia publicznego oraz rozwiązaniu problemów środowiskowych i klimatycznych, a co za tym idzie podniesienia bezpieczeństwa żywnościowego w Europie i w Polsce.

Polscy rolnicy powinni mieć szansę na skorzystanie z nowych regulacji, aby produkować w sposób chroniący przyrodę i korzystać ze wsparcia środków WPR umożliwiających im wdrożenie praktyk alternatywnych dla użycia pestycydów i zabezpieczających ich przed stratami w produkcji. Problem zanieczyszczenia wody i gleby środkami ochrony roślin w Polsce narasta. Dlatego tak ważne jest podjęcie wszystkich niezbędnych kroków aby chronić te zasoby przed zanieczyszczeniem chemicznymi pestycydami. Tak by zwiększyć dostępność wody dla polskiego rolnictwa i zahamować dalszą degradację gleb.

Ważne, by zrozumieć, że gospodarka rolna jest ściśle zależna od zasobów naturalnych, w tym gatunków pełniących wiele istotnych z punktu widzenia tej gospodarki funkcji. Tymczasem jedną z bezpośrednich przyczyn pogarszającego się stanu populacji owadów zapylających są wykorzystywane w rolnictwie chemiczne środki ochrony roślin. Jeśli nie ograniczymy i to pilnie ilości pestycydów, które zużywane są na polach czy w sadach, wkrótce może zabraknąć zwierząt, od których zależą plony około 80% roślin uprawnych. Przeciwdziałanie kryzysowi różnorodności biologicznej, w czym może pomóc wdrożenie zapisów strategii „Od pola do stołu”, jest więc ważne dla trwałości gospodarki rolnej i naszego bezpieczeństwa żywnościowego – mówi Aleksandra Pępkowska-Król z Koalicji Rolnictwo dla Przyrody.

Powszechne i zwiększające się użycie pestycydów w rolnictwie powoduje degradację zasobów naturalnych, przede wszystkim wody i gleby. Według raportu IBES z 2019 r. w UE 83% gleb jest zanieczyszczona jednym pestycydem, a 58% mieszanką pestycydów. Ich użycie oraz pozostałości pestycydów w żywności stanowią także zagrożenie dla zdrowia publicznego, gdyż są jedną z przyczyn rozwoju chorób nowotworowych. Jak najszybsze ograniczenie stosowania pestycydów leży w interesie rolników i konsumentów. Politycy powinni podjąć wszelkie kroki by wycofać z użycia chemiczne środki ochrony roślin, a przede wszystkim zagwarantować rolnikom wsparcie finansowe umożliwiające odejście od pestycydów i zastąpienie ich biologicznymi metodami i środkami ochrony roślin. Pestycydy niszczą wodę, glebę i owady zapylające – trzy zasoby, bez których nie może istnieć trwała i opłacalna produkcja rolna, zapewniająca bezpieczeństwo żywnościowe nam i przyszłym pokoleniom – mówi Justyna Zwolińska, koordynatorka ds. rzecznictwa Koalicji Żywa Ziemia.

Źródło: Koalicja Żywa Ziemia

Zdaniem Komisji Europejskiej ​​instrument odbudowy i zwiększania odporności (ang. Recovery and Resilience Facility, RRF), wart 672,5 mld EUR, zapewni „zieloną odbudowę” w całej Europie. Jak wynika z nowego raportu Bankwatch i EuroNatur, RRF nie tylko nie chroni przyrody i nie odtwarza różnorodności biologicznej, ale wręcz stanowi dla niej zagrożenie.

Raport ujawnia wady Krajowych Planów Odbudowy i pokazuje ich porażkę na polu zapobiegania kryzysowi bioróżnorodności w Europie. W opracowaniu znajdziemy szkodliwe dla różnorodności biologicznej inwestycje oraz reformy zawarte w planach odbudowy dziewięciu krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Alarmujący stan różnorodności biologicznej w Europie wymaga natychmiastowych działań, a ogromna liczba dostępnych obecnie funduszy UE stanowi wyjątkową okazję żeby zaradzić temu kryzysowi. Zgodnie ze Strategią UE na rzecz różnorodności biologicznej, na przeciwdziałanie utracie różnorodności biologicznej potrzebne jest co najmniej 20 mld EUR rocznie. Mimo tego, mniej niż 1 procent wydatków z funduszu odbudowy przeznaczono na projekty związane z ochroną przyrody lub rekultywacją, co podminowuje cele unijnej strategii. Co gorsza, niektóre projekty z planów odbudowy prawdopodobnie spowodują dalsze szkody w bioróżnorodności.

W Bułgarii i na Łotwie projekty mające na celu zwiększenie wykorzystania energii odnawialnej generują potencjalny konflikt między działaniami na rzecz klimatu a zachowaniem różnorodności biologicznej. To pokazuje jak ważne są adekwatne regulacje środowiskowe, chroniące przyrodę. Tego problemu można było uniknąć na poziomie prjektowania KPO poprzez lepsze planowanie i wykorzystanie wiedzy fachowej zapewnianej przez organizacje społeczeństwa obywatelskiego. Teraz rząd łotewski upraszcza procedury wydawania pozwoleń, które dopuszczają budowę farmy wiatrowych na cennych terenach leśnych. Ryga umieściła wsparcie dla takich projektów w swoim KPO już po zakończeniu konsultacji społecznych i przeprowadzeniu oceny DNSH, czyli zgodności z unijną zasadą DNSH („nie wyrządzaj znaczących szkód”).

Podobnie projekty gospodarki wodnej na Węgrzech, w Chorwacji, na Łotwie i w Polsce będą wspierać budowę zbiorników, przepompowni, kanałów lub regulację rzek, na cennych przyrodniczo obszarach, w tym na obszarach Natura 2000. Grozi to przekształceniem rzek i strumieni w martwe kanały i stawy, co w konsekwencji pogorszy jakość wody.

Przykłady ze Słowenii, Estonii, Czech i Rumunii pokazują, że projekty leśne, które na pierwszy rzut oka wydają się pozytywne, najprawdopodobniej będą zachęcać do jeszcze intensywniejszej wycinki lasów. Wiele z tych projektów było planowanych i negocjowanych za zamkniętymi drzwiami, bez informacji o ich lokalizacji i bez właściwej oceny ich wpływu na przyrodę. Potencjalnych szkód dla bioróżnorodności nie da się odwrócić, a te przykłady pokazują, dlaczego, i w jaki sposób finansowanie z funduszy UE musi być zgodne z celami ochrony i przywracania różnorodności biologicznej w Europie.

Daniel Thomson, specjalista ds. polityki UE ds. bioróżnorodności w CEE Bankwatch Network: Miliardy euro publicznych środków na odbudowę są już wydawane, ale nadal nie wiemy, co faktycznie finansują. Na pierwszy rzut oka wiele projektów może wydawać się nieszkodliwych, a nawet korzystnych dla przyrody. Ale wystarczy zajrzeć pod wierzchnią warstwę żeby zobaczyć, że ta nowa fala unijnego finansowania niszczy bioróżnorodność, co będzie miało konsekwencje w nadchodzących latach.

Thomas Freisinger, specjalista ds. polityki UE w EuroNatur: Państwa członkowskie otrzymały wyjątkową okazję, aby ta odbudowa stała się punktem zwrotnym w walce z utratą bioróżnorodnośc w Europie. Wybrano jednak podejście business as usual, biznes jak zwykle. Komisja musi stworzyć zachęty i zabezpieczenia, które są niezbędne do prawdziwej zmiany.

Rafał Rykowski, Polska Zielona Sieć: Na ostatniej prostej niektóre szkodliwe z punktu widzenia różnorodności biologicznej komponenty KPO zniknęły lub zostały rozwodnione. Wciąż jednak wiele zapisów jest niejasnych i niepokojących. Wciąż obawiamy się, że dewastująca przyrodę i łączność ekologiczną regulacja polskich rzek, ich postępująca fragmentaryzacja, będzie finansowana w ramach planu odbudowy.

Źródło: Polska Zielona Sieć


 

Fundacja Compassion in World Farming Polska opublikowała dziś wyniki śledztwa pokazującego ogromne cierpienie, jakie nadal znoszą polskie maciory w klatkach. Fundacja wzywa polskiego ministra rolnictwa do pilnego wywarcia presji na UE, aby ta dotrzymała obietnicy zakazania hodowli klatkowej.

Raport: compassion-polska-sledztwo-na-fermach-loch-2022

Potężny, nowy materiał filmowy i zdjęciowy pochodzi z polskich ferm i jest częścią dużego europejskiego śledztwa, jakie fundacja przeprowadziła w tym roku w czterech krajach. Materiały są dokumentacją z ferm, które zaopatrują w produkty „premium” typu szynka parmeńska czy bajońska, ale także pochodzą od zwykłych producentów wieprzowiny.

Co znaleziono podczas śledztwa w Polsce – najważniejsze fakty i wnioski:

– Lochy zamknięte w klatkach praktycznie nie większych niż ich własny rozmiar ciała, uniemożliwiające wszelki ruch inny niż wstawanie i leżenie – chociaż nawet te ruchy są utrudnione ze względu na niedostatecznie szeroką klatkę,

– Lochy zmuszone do leżenia we własnym moczu i odchodach. Jest to nie tylko nienaturalne zachowanie, jakiego te zwierzęta unikają, ale także stan zwiększający ryzyko infekcji dróg moczowych. Zaobserwowano brudny srom zwiększający ryzyko infekcji,

– Lochy trzymane w brudzie,

– Lochy przejawiające nieprawidłowe zachowania jak ustawiczne gryzienie prętów i pozorowane żucie (przeżuwanie powietrza): zachowania uznawane za związane z chronicznym głodem i frustracją,

– Lochy niezdolne do normalnej interakcji z prosiętami oraz nieskuteczne próby loch do wchodzenia w interakcje z prosiętami i ich chronienia,

–  Lochy z ciężkimi, często martwiczymi odleżynami z powodu długotrwałego leżenia na twardej powierzchni.

Te szokujące warunki są typowe dla tych, które obecnie znosi około 85% loch w całej UE.

W reakcji na powyższe ustalenia organizacja zajmująca się dobrostanem zwierząt i ochroną środowiska Compassion Polska, przesłała raport ze śledztwa z naukową opinią dr hab. prof. UP Marcina Urbaniaka do ministra Henryka Kowalczyka i apeluje do wszystkich o podpisanie petycji, w której wzywa ministra do niezwłocznego poparcia dla wprowadzenia unijnego zakazu hodowli klatkowej.

W zeszłym roku Komisja Europejska publicznie zobowiązała się do wprowadzenia przepisów mających na celu zakończenie hodowli klatkowej w UE w ramach przeglądu wszystkich przepisów UE dotyczących dobrostanu zwierząt. Zobowiązanie to zostało podjęte w odpowiedzi na europejską inicjatywę obywatelską „Koniec Epoki Klatkowej – End the Cage Age”, prowadzoną przez organizację Compassion, która zebrała 1,4 miliona zweryfikowanych podpisów obywateli z całej UE (w Polsce była to trzecia najchętniej podpisywana inicjatywa europejska od roku 2012).

„Nasze nowe śledztwo ujawnia ponurą rzeczywistość życia w klatkach dla setek tysięcy polskich loch – nie mogą się poruszać, pielęgnować swoich młodych ani wyrażać naturalnych zachowań, a do tego są tak sfrustrowane, że uciekają się do nienormalnych zachowań, takich jak gryzienie prętów. Naprawdę nie możemy dłużej tolerować przedłużającego się cierpienia zwierząt – nadszedł czas, żeby UE dotrzymała obietnicy bezzwłocznego zakończenia epoki klatkowej. Dlatego nakłaniamy polskiego ministra rolnictwa do zrobienia wszystkiego, co w jego mocy, aby poprzeć unijny zakaz hodowli klatkowej i jego wprowadzenie tak szybko, jak to możliwe” – mówi Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion Polska i członkini założycielskiego komitetu ww. europejskiej inicjatywy obywatelskiej.

Dodatkowo raport Instytutu Europejskiej Polityki Ochrony Środowiska (IEEP) „Finansowanie przejścia na chów bezklatkowy w Europie”,” opublikowany w marcu br. wykazał, że można zapewnić zarówno unijne, jak i krajowe mechanizmy finansowe dla rolników, gdy UE wprowadzi zakaz stosowania klatek.

Petycję oraz wszystkie raporty można znaleźć na stronie organizacji Compassion www.KoniecEpokiKlatkowej.pl