17. AfryKamera odbędzie się w dniach 30.09-9.10.2022 w warszawskiej Kinotece oraz online, w dniach 22-31.10.2022 na platformie VOD.Warszawa. Festiwal zawędruje również do innych miastach Polski: Szczecina, Wrocławia, Łodzi, Konina, Rzeszowa, Krakowa, Białegostoku, Gorzowa Wielkopolskiego.
Festiwal AfryKamera, to największe w Europie Środkowo-Wschodniej wydarzenie poświęcone kulturze afrykańskiej. Tegoroczna edycja AfryKamery, to kino artystyczne i gatunkowe, spotkania z gośćmi, debaty na temat przyszłości Afryki, wystawa artystów i artystek afrykańskich, warsztaty muzyczne i taneczne oraz zajęcia dla dzieci, market afrykański, a także koncerty zespołów afrykańskich.
Program filmowy festiwalu skupia się wokół dwóch wątków tematycznych „Africa mon amour” – to miłosne spojrzenie na kontynent, który będzie mówił o miłości między ludźmi, do kontynentu i kraju, w którym mieszkają. Pokazane zostaną najlepszy filmy roku w Afryce „The Gravedigger’s Wife”/ „Żona grabarza” Khadara Ayderusa Ahmeda (Somalia), w którym główny bohater Guled, grabarz z Dżibuti, stara się zebrać pieniądze na opłacenie operacji, gdy jego żona Nasra ciężko zachoruje na chorobę nerek, czy afrykańska odpowiedź na klasykę kina azjatyckiego „Spragnieni miłości”, czyli „Tug of War” Amila Shivji (Zanzibar / Tanzania).

„Żona Grabarza” – fot. materiały prasowe
Pojawi się również zwycięzca Karlowych Warów z 2021 „As Far As I Can Walk” – serbski dramat z Stefana Arsenijevića. Jest to współczesna opowieść nawiązująca do bohaterki średniowiecznej serbskiej poezji epickiej, o parze z Ghany żyjącącej jako uchodźcy w Belgradzie. Ponadczasowa adaptacja stawia pytania o tożsamość, tradycję, rasę i miłość.
Drugi wątek tematyczny festiwalu, to „Korzenie muzyki”. Spojrzenie na muzykę afrykańską i jej rozwój przez lata 60-te. Pokazane zostaną dokumenty o znaczeniu takich nurtów jak afrobeat, rumba, morna, poprzez przedstawienie największych gwiazd minionych dekad m.in. dokument produkcji Peru, Kongo pt. The Rumba Kings/ Królowie Rumby reż. Alan Brainr oraz dokument biograficzny „Cesária Évora” reż. Ana Sofia Fonseca. O sławnej w latach lat 90. pieśniarce pochodzącej z Wysp Zielonego Przylądka. Właśnie tam udaje się reżyserka filmu po śmierci Cesárii Évory, by dowiedzieć się, co kryło się za wizerunkiem diwy i w smutku wykonywanych przez nią utworów. Odpowiedź przynoszą opowieści tych, którzy byli blisko niej, i nieznane dotychczas archiwalia. Wyłania się z tego obraz kobiety boleśnie doświadczonej przez los i artystki ciągle poszukującej wolności.

„Cesária Évora” – materiały prasowe
Ciekawą propozycją jest również dokument o Nigerii ,,Zaułek Starszych” (Nigeria 2021) w reżyserii Siji Awoyinka. (Premiera polska filmy miał miejsce w sierpniu br. na festiwalu African Beats). Urodzony w Londynie młody nigeryjski fan muzyki dokonuje szokującego odkrycia, że wiele nigeryjskich ikon muzycznych nie posiada kopii swoich własnych nagrań. Wraca więc do Lagos, aby je ponownie nagrać. Film jest kroniką muzyki – od juju do afrobeatu i wszystkiego pomiędzy – oraz jej paraleli z ewolucją społeczno-polityczną Nigerii od kolonialnych lat 50. do ruchu nacjonalistycznego i niepodległości w latach 60. Rzadkie materiały archiwalne ubarwiają tę bogatą w występy wycieczkę przez historię narodowej muzyki.

,,Zaułek Starszych”, fot. materiały prasowe
Pojawi się też wątek afrofuturyzmu, do którego nawiązuje projekt plakatu autorstwa Honoraty Karapudy przy wsparciu niezwykłych afrykańskich artystów. Pokazany zostanie m.in. klasyk si-fi z 1974 r. „Space is the Place” reż. John Coney. Bohaterem jest pochodzący z Saturna Sun Ra, który wraz z orkiestrą, po kilku latach podróży w kosmosie w statku napędzanym muzyką, ląduje w Oakland, w stanie California, by zabrać ze sobą tych przedstawicieli swojej rasy, którzy zagubili się w ziemskiej rzeczywistości.
W ramach imprez towarzyszących odbędą się koncerty, prezentujące afrykańską scenę muzyczną „AFreaks by AfryKamera”. 1 października 2022 r. w Klubie DZIK wystąpią: angolsko-portugalski zespół Batida apresenta IKOQWE, szwajcarski producent Daniel Jakob, znany jako Dejot oraz Dubokaj, duet Lua Preta oraz kolektyw didżejski pod nazwą Laboratortio Tropical Crew.

Bilety na koncert do kupienia: https://goingapp.pl/wydarzenie/afreaks-by-afrykamera/pazdziernik-2022
Więcej informacji na temat festiwalu i koncertach znajduje się na stronie www.afrykamera.pl
Rzeki w Europie wysychają, Polska zmaga się z kolejnym rokiem suszy, a zasoby wodne nieustannie się kurczą. Tymczasem rząd planuje inwestycję, która będzie gwoździem do trumny polskich rzek. Międzynarodowa droga wodna E40 – ogromna inwestycja hydrotechniczna, która ma kosztować co najmniej 60 miliardów zł*, zniszczy naturalny charakter wielu rzek w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym Wisły. W planach jest budowa kilkunastu stopni wodnych, które zamienią swobodnie płynącą rzekę w ciąg zbiorników zaporowych, podobnych do istniejącego Zbiornika Włocławskiego. Będzie to śmierć ekologiczna dla całego ekosystemu największej rzeki w Polsce.
Międzynarodowy raport koalicji Ratujmy Polesie „Droga wodna E40 – zagrożenie dla różnorodności biologicznej i kluczowych obszarów chronionych”: prawie 200 obszarów chronionych do zniszczenia!
Droga wodna E40 ma być rzeczną „autostradą” łączącą Bałtyk z Morzem Czarnym. Jeśli powstanie, będzie miała destrukcyjny wpływ na obszary chronione prawem międzynarodowym o powierzchni równej 10% terytorium Polski. Panel 25 międzynarodowych naukowców** oraz wyniki raportu koalicji Ratujmy Polesie potwierdzają: E40 to jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla różnorodności biologicznej na świecie. Zniszczeniu ulegnie przyroda kilkuset kilometrów Wisły od Gdańska aż po Dęblin, Wieprz, rzeki i mokradła w Białorusi i Ukrainie. Odwodnione zostaną tysiące hektarów gruntów. Pogłębi to problem suszy, z którym wszyscy z roku na rok będziemy się coraz bardziej dotkliwie mierzyć.
Ile zapłacimy za budowę absurdalnej drogi wodnej?
Polesie, region przez który przebiegać ma znaczna część drogi wodnej E40, nazywane jest Amazonią Europy. Ten unikatowy obszar, leżący na terenie Polski, Białorusi, Ukrainy (i Rosji), jest największym na kontynencie obszarem podmokłym. W wyniku budowy drogi wodnej E40 zagrożone będą 193 obszary objęte ochroną prawem międzynarodowym, znajdujące się na terenie tych 3 państw. Na 73 obszary droga wodna E40 wpłynie bezpośrednio, niszcząc siedliska, doprowadzając do wyginięcia wielu gatunków i zaburzając stosunki wodne. Z samej tylko doliny Prypeci każdego roku korzysta 1,5 miliona ptaków wodno-błotnych. Osuszanie terenów podmokłych i regulacja rzek, nasilone od XIX wieku, są kluczowymi przyczynami ogromnego kryzysu wodnego, z jakim się aktualnie mierzymy. Ma on znaczenie nie tylko dla przyrody, ale także poważnie wpływa na warunki życia ludzi i gospodarkę.
Raport międzynarodowej koalicji Ratujmy Polesie (Save Polesia) pokazuje to, co rządzący starają się skrzętnie ukryć. Skumulowany, negatywny wpływ całej inwestycji na środowisko będzie tak ogromny, że nie powinna być ona nigdy rozpoczęta – ani jako całość, ani jako poszczególne jej elementy. Najłatwiejszym i, niestety, realizowanym w Polsce sposobem na uniknięcie niewygodnych dla decydentów pytań o szkody środowiskowe jest podzielenie inwestycji na kilka–- kilkanaście etapów, tak aby nie pokazać całości negatywnego wpływu. W Polsce wciąż nie powstał całościowy Program Rozwoju Drogi Wodnej Wisły, który z pewnością upadnie po przeprowadzeniu strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. Nie przeszkadza to jednak przygotowywać do realizacji pojedynczych inwestycji w kierunku budowy międzynarodowej drogi wodnej na Wiśle.
Stopień wodny w Siarzewie – część większego planu i gwóźdź do trumny polskich rzek
W Polsce znaczącym krokiem ku budowie drogi wodnej E40 jest planowany nowy stopień wodny w Siarzewie na Wiśle. Odwołania organizacji pozarządowych od decyzji środowiskowej dla tej tamy czekają na rozpatrzenie już ponad 4,5 roku. Tymczasem rozpisywane są kolejne przetargi, a stopień wodny ponownie staje się polityczną zagrywką wyborczą. To wszystko kosztem przyrody i kosztem społeczeństwa.
Czy Wisła podzieli los Odry?
Katastrofa ekologiczna na Odrze nie była konsekwencją jednorazowego zrzutu zanieczyszczeń, ale dziesiątków lat uporczywego niszczenia ekosystemu rzeki. Zasolone wody pokopalniane i ścieki przemysłowe są odprowadzane także do Wisły. Masowy rozwój toksycznych złotowiciowców w Odrze mógł nastąpić dzięki wzrostowi zasolenia wody, ale także regulacji fragmentów Odry i zamienieniu rzeki w uregulowany kanał oraz serię zbiorników zaporowych. Dokładnie to samo rząd może teraz zafundować Wiśle, zmieniając ją w kanał dla żeglugi towarowej.
Z nienawiści do rzek
Ten horrendalny pomysł to nie tylko łamanie międzynarodowego prawa, ale także inwestycyjny bubel, który pochłonie 60 miliardów złotych. Są to jedynie szacunkowe koszty samej inwestycji, gdyż koszty środowiskowe (np. skutkujące suszą), które czekają nasz kraj, ciężko jest wyliczyć. Tymczasem zyski z budowy drogi wodnej E40 z trudem mogą sięgnąć połowy kwoty inwestycji. Zniszczenie setek kilometrów rzek i tysięcy hektarów mokradeł za pieniądze obywateli, w dobie katastrofy klimatycznej i przy pogłębiającym się deficycie wody, jest bulwersujące i nieakceptowalne.
Dość znaczy dość
Oczekujemy, że Ministerstwo Infrastruktury raz na zawsze przestanie oszukiwać obywateli, obiecując zbawienny wpływ regulacji rzek, i zaprzestanie realizowania projektu drogi wodnej E40. Zaoszczędzone w ten sposób czas i pieniądze należy niezwłocznie przeznaczyć na racjonalne rozwiązania problemów transportowych, kryzysu wodnego, kryzysu środowiskowego i prawa do życia ludzi w zdrowym, czystym środowisku. Skutki przyrodnicze, społeczne i ekonomiczne budowy drogi wodnej E40 są nie do zaakceptowania!
Przypisy:
*Analiza kosztów i korzyści drogi wodnej E40 w Polsce https://savepolesia.org/new-economic-report-indicates-e40-waterway-would-operate-at-massive-loss/
**A 2021 Horizon Scan of Emerging Global Biological Conservation Issues,Trends in Ecology & Evolution.https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0169534720303062
Raport „Droga wodna E40 – zagrożenie dla różnorodności biologicznej i kluczowych obszarów chronionych” (wersja angielska): https://otop.org.pl/wp-content/uploads/2022/09/SavePolesia-report.-E40-waterway-impacts-on-protected-areas-in-Poland-Belarus-and-Ukraine_compressed.pdf
Podsumowanie raportu (wersja polska): https://otop.org.pl/wp-content/uploads/2022/09/PL_SavePolesia_Factsheet_E40_zagrozenie-bioroznorodnosci_OK.pdf
Źródło: OTOP
Dlaczego warto przeczytać książkę Odwaga troski. Ekofeminizm jako źródło inspiracji trójki autorów Dirka Holemansa, Philsan Osman i Marie-Monique Franssen? Jaki jest jej przyczynek do rozwoju ekofeministycznej myśli i ruchu społeczno-politycznego.
Odwaga troski. Ekofeminizm jako źródło inspiracji autorstwa Dirka Holemansa, Philsan Osman i Marie-Monique Franssen to rozbudowany esej, zasilający całkiem już pokaźną biblioteczkę antropocenu, na którą składają się publikacje na temat destabilizacji klimatu oraz społecznych, politycznych i kulturowych konsekwencji tego procesu. Nie jest to jednolity zbiór książek, bowiem w debacie nad katastrofą środowiskową spotykają się głosy z różnych dyscyplin, od nauk ścisłych po humanistyczne, co na polskim gruncie odzwierciedla szerokość zainteresowań zajmujących się tą tematyką specjalistów i specjalistek, by wskazać tylko Szymona Malinowskiego, Aleksandrę Karaś, Marcina Popkiewicza, Ewę Bińczyk, Edwina Bendyka czy Tomasza S. Markiewkę. Ukazująca się na naszym rynku wydawniczym Odwaga troski… wyrasta z takiego właśnie połączenia różnych perspektyw; rozważania z obszaru filozofii nauki sąsiadują w niej z kwestiami ekologicznymi, gospodarczymi i społecznymi. Wiąże się to nie tylko ze złożonością problematyki, z jaką mierzy się dziś nauka o klimacie, ale też ze skalą i tempem zachodzących na planecie zmian. Wpłyną one – czy raczej: już wpływają – zarówno na ziemskie ekosystemy, jak i na układy polityczne, relacje społeczne, styl życia. Eklektyczność Odwagi troski… przejawia się charakterystycznym skrzyżowaniem refleksji teoretycznej z ukierunkowaniem praktycznym. W publikacji przedstawiono szereg konkretnych rozwiązań, które powinny wdrożyć współczesne społeczeństwa, by uniknąć katastrofy, a przynajmniej zmniejszyć jej negatywne konsekwencje. Połączenie zacięcia praktycznego z pogłębioną refleksją to kluczowy element tej książki, nawet najbardziej obiecujące zmiany systemowe mogą bowiem okazać się niewystarczające bez przeobrażeń w polu wyobraźni i w sposobach opisywania otaczającego nas świata.
Ekofeministyczny wątek publikacji nawiązuje do zainicjowanej w latach 70. refleksji na temat zależności pomiędzy dwoma formami opresji. Ekofeministki podkreślały, że podrzędność kobiet w strukturze patriarchalnej, przejawiająca się m.in. utożsamianiem ich z funkcją reprodukcyjną czy delegowaniem do nieopłacanej pracy opiekuńczej, ma związek z inną formą dominacji, a mianowicie podbojem i eksploatacją świata naturalnego. Strategie podporządkowania oparte są na konceptualnym zbliżaniu kobiecości i przyrody, przejawiającym się „naturalizacją” kobiet (definiowaniu ich poprzez funkcje biologiczne) oraz feminizacją natury (wyobrażenia „Matki Ziemi”). Mówiąc w dużym skrócie: w perspektywie patriarchalnej przyroda oraz kobiecość postrzegane są jako podobnie nacechowane – przez instynkt, płodność, dzikość – a w związku z tym poddawane analogicznym zabiegom dosłownej i metaforycznej kolonizacji. W eseju słusznie podkreśla się charakterystyczny splot symbolicznej oraz dosłownej przemocy, praktyki eksploatacji i podporządkowania możliwe stały się bowiem razem ze stworzeniem określonego konceptu świata naturalnego. Pojęcie „natury” wpisane jest w krąg wyobrażeń, które odzwierciedlają nasz stosunek do tego, co pozaludzkie. Jak trafnie zauważa się w Odwadze troski…, od czasu rewolucji przemysłowej przyroda postrzegana jest jako ludzka własność, rezerwuar dóbr, z których człowiek może dowolnie czerpać, zamieniając roślinne i zwierzęce formy bytu w kapitał. Warto zauważyć, że ruch znaczeń odbywa się tu w dwie strony. Instrumentalna koncepcja przyrody pociąga za sobą określone przekonania na temat ludzkiego podmiotu, wyłączonego z natury i rezerwującego dla siebie pozycję zewnętrzną – rolę użytkownika, badacza czy kolekcjonera. Autor i autorki eseju słusznie podkreślają, że problem takiej postawy polega nie tylko na twardym antropocentryzmie, ale też na fałszywym przekonaniu, że znajdując się poza porządkiem przyrody nie musimy obawiać się radykalnych zmian środowiskowych, związanych na przykład z utratą bioróżnorodności.
Holemans, Osman i Franssen przywołują prace czołowych filozofek ekofeministycznych, takich jak Val Plumwood czy Vandana Shiva i przenoszą ich rozpoznania na grunt debaty klimatycznej. Zwracają uwagę na rolę innych jeszcze kategorii tożsamościowych, które razem z płcią i „naturą” tworzą układ wzmacniających się nawzajem nierówności: klasa społeczna oraz kolor skóry. Nawiązują do pojęcia „intersekcjonalizmu” opisującego nakładanie się na siebie różnych form dominacji, co sprzyja cementowaniu całego układu. Jest to wątek coraz częściej podejmowany w debacie nad społecznymi skutkami destabilizacji klimatu. Chodzi na przykład o sytuacje, w których kobiety ze społeczności rdzennych, kulturowo przeznaczone do prac opiekuńczych, zmuszone są do wielogodzinnych poszukiwań wody a w przypadku katastrofy naturalnej nie są w stanie uciec. Dostrzeżenie, że załamanie klimatu dotyka nas w różnym stopniu, w zależności od przynależności etnicznej, zamożności czy płci, znacząco przekierowuje debatę na temat zmian planetarnych. To spostrzeżenie demaskuje szczytne hasła o jedności ludzkiego gatunku wobec katastrofy środowiskowej i skłania, by poważnie przemyśleć pojęcia sprawiedliwości oraz odpowiedzialności klimatycznej. Odwaga troski… przynosi szereg przykładów takich nierówności. Jak poradzić sobie chociażby z faktem, że za nadmierną eksploatację planety odpowiadają w dużej mierze firmy bogacące się na wydobywaniu paliw kopalnych, a hiperkonsumpcja „arystokracji antropocenu” wytwarza potężny ślad węglowy, lecz ze skutkami rozchwiania stabilnych wzorców pogodowych w pierwszej kolejności mierzą się kraje globalnego Południa?
Ekofeminizm staje się w Odwadze troski… lekcją uważnego i krytycznego myślenia, któremu towarzyszy śmiałość kwestionowania oczywistych, powszechnie akceptowanych prawd. Przedstawiona tu argumentacja nie pozostawia złudzeń: korekta rzeczywistości społecznej nie wystarczy, żeby uniknąć katastrofy klimatycznej. Nie da się skorygować świata zbudowanego na rozkręcającej się konsumpcji i fetyszu ciągłego wzrostu gospodarczego. Trzeba go wymyślić na nowo. Celem publikacji jest rzucenie wyzwania naszym sposobom postrzegania i opisywania rzeczywistości, wprowadzenie nowych kategorii organizujących życie społeczne, a także uwolnienie wyobraźni. Tu właśnie widzę niekwestionowaną wartość przedstawionych rozważań – dają szansę wyobrażenia sobie świata, którego fundament stanowi etyka troski. Zakłada ona postawę dbania o wszystkich w sytuacji kurczących się zasobów planetarnych i etyczne zobowiązanie wobec Innego, które przekracza granice ludzkiego gatunku. Niezwykle mocno wybrzmiewa postulat, aby myśleć o zwierzętach i roślinach nie w perspektywie władzy nad nimi czy możliwości instrumentalnego użycia, lecz poprzez sieć powiązań, w której wspólnie się znajdujemy. Autor i autorki krytykują zachodnią tradycję naukową, opartą na atomizacji badanych fenomenów, przeciwstawiając jej wiedzę społeczności rdzennych oraz najnowsze odkrycia ekologów i ekolożek na temat skomplikowanych zależności w świecie natury. Ich badania pokazują, że komunikacja i współpraca – także między istotami pozaludzkimi – jest dominującą formą bycia na planecie. Uświadomienie sobie, że jako ludzie jesteśmy częścią tego złożonego układu osłabia myślenie hierarchiczne i nie pozostawia złudzeń co do tego, czy nasz gatunek może bezkarnie drenować zasoby planety. Ujęcie skupione na połączeniach nie jest dziś ekstrawagancją, ale poważną propozycją, która wybrzmiewa zarówno w pracach badawczych, na przykład w odkryciach kanadyjskiej dendrolożki Suzanne Simard zajmującej się inteligencją lasu (w zeszłym roku ukazała się po polsku jej książka W poszukiwaniu matki drzew), jak i w literaturze pięknej z gatunku tzw. fikcji klimatycznych, by wymienić tylko Historię pszczół Maji Lunde czy Listowieść Richarda Powersa.
Autor i autorki publikacji stawiają sobie za cel przewartościowanie pojęcia troski. Z kategorii prywatnej, kojarzonej z esencjalnie rozumianą kobiecością i traktowanej pobłażliwie miałaby się stać naczelną zasadą bycia w świecie. Wezwaniem etycznym, które zmienia relacje społeczne i wpływa na charakter zachodnich gospodarek, wdrażających ideę zrównoważonego rozwoju. To oznacza nowe myślenie, ukierunkowane na dostrzeganie połączeń i zależności; nową postawę, w której jest miejsce na lęk i poczucie straty w obliczu zachodzących zmian; nową wyobraźnię podsuwającą wizję inkluzywnej wspólnoty. Odwaga troski… nie pozostawia złudzeń co do tego, że indywidualne zmiany stylu życia, jakkolwiek cenne i szlachetne, są jednocześnie boleśnie niewystarczające. Tylko przeobrażenia systemowe dają nadzieję uniknięcia pełnowymiarowej katastrofy klimatycznej.
Tłumaczenie Jan Skoczylas z wersji angielskiej Dare to care. Ecofeminism as a source of inspiration. Redakcja Irena Kołodziej. Kliknij aby pobrać bezpłatnie książkę w j. polskim.
Dr Monika Żółkoś – filolożka i kulturoznawczyni, pracuje w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego na stanowisku adiunkta. Autorka artykułów z obszaru studiów eko-krytycznych. Obecnie zajmuje się post-humanistyką w obliczu katastrofy klimatycznej.
Artykuł i omawiana książka są częścią projektu „Feminism in the Environmental Movement” Zielonej Fundacji Europejskiej GEF, ze wsparciem think-tanku Oikos i Fundacji Strefa Zieleni, finansowanego przez Parlament Europejski dla GEF.
W piątek 23.09 Młodzieżowy Strajk Klimatyczny organizuje protesty uliczne w 6 polskich miastach. Młodzi ludzie wyjdą na ulice Warszawy, Wrocławia, Katowic, Gdańska, Szczecina i Łodzi, by wyrazić swoje niezadowolenie z dotychczasowej polskiej polityki klimatycznej i energetycznej. Hasłem przewodnim mobilizacji jest: „Wasza bierność nas zabija”.
Tym razem ruch znany z podnoszenia haseł klimatycznych, w trakcie protestów zamierza poruszać także kwestie społeczne, takie jak bezpieczeństwo i ubóstwo energetyczne. Z powodu zaniedbań wiele polskich rodzin może nie być w stanie zapewnić sobie tej zimy bezpiecznej temperatury w domach. Będą musiały wybierać: ciepły dom czy ciepły posiłek. Nie godzimy się na taki stan rzeczy! – zapewnia Karol Maszczyk, który współorganizuje protest w Katowicach – domagamy się wprowadzenia opłat solidarnościowych, czyli opodatkowania nadmiernych przychodów spółek energetycznych. Pozyskane w ten sposób środki powinny trafić do zwykłych ludzi, by Ci mogli zadbać o swoje bezpieczeństwo energetyczne, doraźnie kupując paliwo, ale także docieplając domy i inwestując w odnawialne źródła energii.
Ta zima będzie ciężka, wiemy o tym wszyscy i wszystkie. Dekady zaniedbań kolejnych rządzących koalicji, a byli to ludzie od prawa do lewa sceny politycznej, wprowadziły nas do ciemnej d…ziury, w której się teraz znajdujemy – Mówi Szmo Kacprzak, aktywista z Wrocławia i dodaje – Gdyby rozwój energetyki niskoemisyjnej i odnawialnej był przez te lata odpowiednio wsparty lub przynajmniej nie był blokowany, jak w przypadku tzw. ustawy odległościowej, która uniemożliwiła budowę nowych lądowych farm wiatrowych, teraz nasze Ministerstwo KLIMATU nie musiałby trwonić czasu i środków na paniczny wykup węgla na drugim końcu świata po niebotycznej cenie. Ludzie nie musieliby gromadzić śmieci, w obawie o brak opału.
My o niebezpieczeństwach związanych z uzależnieniem od paliw kopalnych mówimy od początku naszej działalności, czyli od 3 lat, ale naukowcy ostrzegali przed tym już w latach 90tych – opowiada Loren Kamrat, również działająca w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym – Decydenci w Polsce i na świecie byli jednak głusi na ich argumenty i to oni są bardziej odpowiedzialni za obecny kryzys energetyczny, niż Władimir Putin. Sytuacja międzynarodowa obnażyła słabość naszego systemu, więc nawet jeżeli wojna skończy się za chwilę, na co liczymy, musimy dążyć do stabilnej, niskoemisyjnej gospodarki bez paliw kopalnych.
Ania Ćwik, jednak z organizatorek warszawskiego strajku, stwierdza wprost – Mamy dość bierności polityczek i polityków. Wychodzimy z żądaniem, by w trybie natychmiastowym utworzono niezależną radę ekspercką, która opracuje plan osiągnięcia neutralności klimatycznej do roku 2040. Sytuacja w jakiej się znajdujemy nie pozwala nam na obojętność! W lipcu z powodu upałów ponad 300 gmin w Polsce apelowało do swoich mieszkańców o ograniczenie zużycia wody, a zimą te same osoby mogą cierpieć z powodu niedoborów energii. To jawna niesprawiedliwość, a skala problemu jest naprawdę duża. Najwyższy czas zacząć działać – kwituje aktywistka.
Tradycyjnie już, protesty przyjmą formę ulicznych marszy oraz wieców, w trakcie których każda młoda osoba będzie mogła wyrazić swoje odczucia wywołane zmianą klimatu. Organizatorzy zapraszają do udziału także dorosłych i seniorów, niezależnie od poglądów, zgodnie z wyznawaną zasadą „klimat ponad podziałami”.
Wrocławski protest będzie miał swój początek na Placu Wolności o godzinie 10 już w najbliższy piątek!
Komunikat 07/2022 interdyscyplinarnego zespołu doradczego ds. kryzysu klimatycznego działającego przy Prezesie PAN na temat katastrofy ekologicznej na Odrze i antropogenicznej zmiany klimatu poparty przez: Komitet Gospodarki Wodnej PAN i Komitet Inżynierii Środowiska PAN.
Od lipca 2022 r. mamy do czynienia z bezprecedensową katastrofą ekologiczną na Odrze. Spośród wielu czynników, które mogły się do niej przyczynić, należy wymienić:
a) długotrwały, bardzo niski stan wody, który zwiększył wrażliwość rzeki na dopływające do niej zanieczyszczania. Globalne ocieplenie powoduje, że prawdopodobieństwo wystąpienia podobnych ekstremów suchych epizodów w przyszłości szybko rośnie;
b) zrzuty ścieków zawierające związki biogenne, zwłaszcza azot i fosfor, które są niezbędne dla wzrostu fitoplanktonu i znacznie przyspieszają ten proces;
c) zrzuty zasolonych wód przemysłowych lub kopalnianych, które mogły być bezpośrednią przyczyną namnożenia tzw. złotych alg (wiciowców z gatunku Prymnesium parvum lub pokrewnego), wytwarzających toksyny zabójcze dla ryb i innej fauny oddychającej skrzelami;
d) uwolnienie dodatkowego ładunku biogenów, metali ciężkich i innych zanieczyszczeń zgromadzonych przez dziesięciolecia w osadach dennych w wyniku prac utrzymaniowych na rzece oraz niskiego stanu wody, co skutkuje zruszeniem podłoża przy nawet mniej intensywnym ruchu wodnym;
e) wzrost temperatury, który przyspiesza tempo procesów biologicznych, w tym namnażanie glonów. Prawdopodobieństwo wystąpienia wysokich temperatur w przyszłości rośnie wraz ze zmianami klimatu;
f) znaczącą zmianę warunków hydrologicznych w Odrze spowodowaną jej regulacją, piętrzeniem i użytkowaniem dla celów żeglugi śródlądowej skutkującą korzystnym dla namnażania glonów wydłużeniem czasu retencji wody w rzece;
Wszystkie te procesy wpływają w zasadniczy sposób na sposób funkcjonowania organizmów zasiedlających rzekę, prowadząc do zmiany warunków fizycznych, a w rezultacie struktury biologicznej ekosystemu, obniżenia różnorodności biologicznej oraz zaburzenia wielu procesów biologicznych zachodzących na wszystkich poziomach organizacji ekosystemu, w tym procesu samooczyszczania rzeki.
Każda z wymienionych powyżej przyczyn wynika z bezpośredniego lub pośredniego wpływu człowieka na system przyrodniczy, tak więc w żadnym wypadku nie można twierdzić, że katastrofa ekologiczna na Odrze miała przyczynę naturalną. Można wręcz wprost powiedzieć, że stanowi ona modelowy przykład nowych, wieloczynnikowych zagrożeń związanych ze zmianą klimatu, omawianych w ostatnim Raporcie IPCC[I].
Odtwarzanie ekosystemu Odry i działania zapobiegawcze na przyszłość
Jeśli chcemy zmniejszyć zagrożenia podobnymi katastrofami w przyszłości, musimy wyciągnąć z obecnej katastrofy wnioski i patrzeć na planowane działania przez pryzmat adaptacji rzeki do zmiany klimatu i współistniejących zagrożeń wieloczynnikowych.
Kryzysy dotyczące zasobów wodnych są głównie wywołanie problemami z organizacją zarządzania tymi zasobami i mają w większym stopniu charakter społeczno-polityczny niż techniczny czy przyrodniczy[II]. Dobrze zorganizowany system zarządzania wodą cechuje się włączeniem różnych grup społecznych do procesów decyzyjnych, transparentnością tych procesów, jasnymi mechanizmami odpowiedzialności osób i instytucji podejmujących decyzje dotyczące wody wobec społeczeństwa, szybką odpowiedzią instytucji na zmieniające się warunki wodne i potrzeby dotyczące wody oraz sprawiedliwym podziałem kosztów i korzyści związanych z korzystaniem z zasobów wodnych przez różne grupy społeczne. Katastrofa ekologiczna na Odrze wyraźnie pokazuje, że organizacja zarządzania zasobami wodnymi w Polsce wymaga głębokich zmian, które poprawią jej funkcjonowanie w wymienionych wyżej obszarach. Powyższe powinno zostać poprzedzone zmianami w działach administracji rządowej, bowiem zakres działu gospodarka wodna w obecnym brzmieniu nie odpowiada wymaganiom, jakie stawia zintegrowane zarządzanie zasobami wodnymi. W obliczu kryzysu klimatycznego wywierającego rosnącą presję na polskie zasoby wodne jest to wyzwanie niecierpiące zwłoki.
Wiele czynników nałożyło się w tym samym miejscu i czasie powodując zagrożenie nadmiernego zanieczyszczenia Odry. Ostatnim z nich, aktywującym bezpośrednio katastrofę z dużym prawdopodobieństwem mógł być nadmierny, niezgodny z pozwoleniem wodno-prawnym, zrzut ścieków przemysłowych. Jeśli tak się stało, zanieczyszczający powinien ponieść konsekwencje swojego działania. Oczywistym wnioskiem jest również konieczność wzmocnienia służb zajmujących się ochroną środowiska i gospodarką wodną, które muszą skutecznie reagować i egzekwować zapisy prawa, aby nie pozostały one martwe.
Kolejną prawdopodobną hipotezą jest ta, że zrzuty ścieków odbywały się zgodnie z obowiązującymi pozwoleniami wodno-prawnymi. Nadmierne zanieczyszczenie spowodowane było natomiast niskim poziomem wody i zbyt wysokim stosunkiem objętości ścieków do objętości aktualnego przepływu. Z wystąpieniem takich sytuacji należy się liczyć coraz częściej w przyszłości. Antropogeniczna zmiana klimatu prowadzi bowiem do znacznych zaburzeń w obiegu wody w krajobrazie i zmian warunków hydrologicznych w rzekach polskich, o czym pisaliśmy w poprzednich komunikatach[III]. Dlatego też konieczne jest zrewidowanie przepisów w takim kierunku, by podobna czy nawet wielokrotnie mniejsza katastrofa nie mogła się powtórzyć. W pierwszej kolejności potrzebna jest rewizja pozwoleń wodno-prawnych i aktywny monitoring dla sygnalizowania konieczności zatrzymania zrzutów ścieków. Wszystkie zrzuty muszą być dostosowywane do aktualnego, a nie średniego przepływu rzeki i do aktualnych warunków meteorologicznych. Tylko odpowiedni monitoring pozwoli na określanie w czasie rzeczywistym, co i kiedy można odprowadzić do rzeki, by w sposób istotny nie pogorszyć jej stanu i nie przekroczyć jej zdolności samooczyszczania. Takie działanie adaptacyjne wymaga zarówno zmiany prawa, jak i inwestycji w kierunku rozbudowy możliwości retencyjnych zakładów do czasowej retencji zrzutów.
Należy podjąć działania w kierunku odtworzenia, a nawet wzmocnienia odporności ekosystemu rzecznego. Populacje ryb w Odrze praktycznie przestały istnieć. Konieczne jest rozważenie możliwości renaturyzacji rzeki lub jej fragmentów i/lub objęcia ochroną niektórych, szczególnie cennych przyrodniczo obszarów w jej dolinie i dorzeczu. Gdy minie bezpośrednie zagrożenie dla ryb, konieczne będzie odtworzenie populacji. Należy zrobić wszystko co możliwe, by odtworzone populacje mogły zmierzać stopniowo do stanu naturalnego.
Należy stworzyć warunki, by odtwarzanie populacji ryb w maksymalnym stopniu odbywało się w sposób naturalny w oparciu o dopływy. By sprzyjać temu procesowi, pierwszoplanowym zadaniem jest udrożnienie dopływów, jeśli ich nurt jest przecięty zaporami czy progami utrudniającymi wędrówkę ryb. Niektóre tego typu budowle należy rozebrać, a gdzie to jest niemożliwe lub niewskazane, konieczne jest udrożnienie nowoczesnymi przepławkami. Wskazane jest też okresowe wprowadzenie na dopływach maksymalnego rozmiaru ochronnego, powyżej którego ryby powinny być wypuszczane. Jak wykazały badania ostatnich lat, liczba produkowanych jaj u większości gatunków rośnie szybciej niż liniowo z masą ciała[IV],[V],[VI]. Zatem 10 samic o masie 1 kg wyprodukuje mniej jaj, często znaczniej mniej, niż jedna samica o masie 10 kg. Pozostawienie przy życiu dużych osobników spowoduje zatem produkcję nadmiaru narybku, który będzie migrował z dopływów do Odry. Należy też zaapelować do wędkarzy na dopływach, by jak najwięcej ryb wypuszczali z powrotem do wody nawet wtedy, gdy ryby te mieszczą się pomiędzy dolnym i postulowanym górnym rozmiarem ochronnym. Każde zwiększenie populacji ryb w dopływach prowadzić będzie do intensywniejszej migracji, a więc szybszego zasiedlania Odry.
Odrę należy zarybiać jedynie gatunkami, które tam wcześniej występowały, z wyłączeniem gatunków inwazyjnych lub sztucznie wprowadzonych, jeśli takie były stwierdzone. Konieczne jest nie tylko odtworzenie składu gatunkowego, ale także zachowanie różnorodności genetycznej. Komórki rozrodcze ryb powinny zatem być pobierane z dużej liczby osobników, najlepiej pochodzących z tej samej zlewni, a jeszcze lepiej z Odry, jeśli uda się uratować dojrzałe osobniki z tej rzeki w dostatecznej liczbie. W procesie zarybiania należy w maksymalnym stopniu wykorzystywać wiedzę ekspercką, by nie marnować środków na zarybianie gatunkami, które nie mają szans przetrwania z powodu nieodtworzenia się jeszcze odpowiednich warunków środowiskowych, w tym bazy pokarmowej.
Należy wstrzymać prace regulacyjne i podjąć działania na rzecz renaturyzacji Odry i jej dopływów oraz przynajmniej fragmentów jej doliny zalewowej pod kątem zwiększenia zdolności buforowej rzeki i jej potencjału adaptacyjnego do zmiany klimatu i innych zaburzeń antropogenicznych. Renaturyzacja przyniesie korzyści naturze i człowiekowi, gdyż przyczyni się między innymi do regulowania skrajnie niskich i skrajnie wysokich przepływów poprzez połączenie rzeki z doliną, a zatem będzie sprzyjać zapobieganiu powodziom i suszom. Renaturyzacja poprawi zdolność rzeki do samooczyszczania, gdyż zdolność ta drastycznie spada w ciekach o wysokim poziomie przekształceń antropogenicznych. Zwiększy też możliwość bezpiecznego wykorzystania wody do celów konsumpcyjnych, rolniczych, produkcyjnych i rekreacyjnych. Renaturyzacja przyczyni się również do realizacji innych zobowiązań, takich jak realizacja założeń Ramowej Dyrektywy Wodnej czy Unijnej strategii na rzecz bioróżnorodności 2030 (w tym założenia dotyczącego renaturyzacji 25 000 km rzek w UE).
Apelujemy
Przykład Odry pokazał, że konieczna jest zmiana podejścia do zarządzania zasobami wodnymi w Polsce. Dlatego apelujemy o:
– zwiększenie społecznej kontroli nad gospodarką wodną, w tym podniesienie transparentności mechanizmów decyzyjnych oraz ustalenie jasnych zasad odpowiedzialności instytucjonalnej za podejmowanie decyzji lub ich brak;
– rezygnację z planów rozwoju żeglugi na rzecz realizacji i poszerzenia Krajowego Programu Renaturyzacji Wód Powierzchniowych;
– utworzenie specjalnego programu badawczo-wdrożeniowego, który zająłby się nie tylko odtwarzaniem życia w Odrze, ale także zapobieganiem podobnym katastrofom na Odrze i na innych polskich rzekach w przyszłości;
– powołanie niezależnej, apolitycznej grupy składającej się z naukowców, ekspertów i organizacji pozarządowych, która mogłaby zająć się wypracowaniem kierunków adaptacyjnej polityki wodnej w Polsce.
Podpisali:
prof. dr hab. Paweł Rowiński, wiceprezes Akademii, hydrolog i hydrodynamik związany z Instytutem Geofizyki PAN
prof. dr hab. Szymon Malinowski, Uniwersytet Warszawski, Instytut Geofizyki UW
prof. dr hab. Jacek Piskozub, Instytut Oceanologii PAN
dr hab. Iwona Wagner, Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii PAN, Katedra UNESCO prof. Ekohydrologii i Ekologii Stosowanej, Wydział Biologii i Ochrony Środowiska, Uniwersytet Łódzki
prof. dr hab. Krzysztof Kwiatek, Państwowy Instytut Weterynaryjny
dr hab. Adam Habuda, Instytut Nauk Prawnych PAN
dr Krzysztof Niedziałkowski, Instytut Filozofii i Socjologii PAN
dr Agata Goździk, Instytut Geofizyki PAN
prof. dr hab. inż. Tomasz Okruszko, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Przewodniczący Komitetu Gospodarki Wodnej PAN
prof. dr hab. Zbigniew Kundzewicz, Instytut Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN
dr hab. inż. Andrzej Jagodziński, Instytut Dendrologii PAN
dr hab. inż. Anna Januchta – Szostak, Politechnika Poznańska Wydział Architektury, Instytut Architektury i Planowania Przestrzennego
prof. dr hab. Jan Kozłowski, Uniwersytet Jagielloński Wydział Biologii, Instytut Nauk o Środowisku
prof. dr hab. Jan Kiciński, Instytut Maszyn Przepływowych im. Roberta Szewalskiego PAN
dr Aleksandra Kardaś, Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego
dr Justyna Orłowska, Krajowy Ośrodek Zmian Klimatu (IOŚ-PIB)
dr hab. Mateusz Strzelecki, członek Akademii Młodych Uczonych PAN
Przypisy:
[I] IPCC, 2022: Climate Change 2022: Impacts, Adaptation, and Vulnerability. Contribution of Working Group II to the Sixth Assessment Report of the Intergovernmental Panel on Climate Change [H.-O. Pörtner, D.C. Roberts, M. Tignor, E.S. Poloczanska, K. Mintenbeck, A. Alegría, M. Craig, S. Langsdorf, S. Löschke, V. Möller, A. Okem, B. Rama (eds.)]. Cambridge University Press. In Press.
[II] UNESCO, 2006: World Water Assessment Programme. Water for people, water for life. The United Nations World Water Report, Paryż i Nowy Jork: UNESCO i Berghahn Books.
[III] Komunikat 01/2020 interdyscyplinarnego Zespołu doradczego do spraw kryzysu klimatycznego przy Prezesie PAN na temat zmiany klimatu i gospodarki wodnej w Polsce. https://journals.pan.pl/dlibra/publication/134620/edition/117654/content/komunikat-01-2020-interdyscyplinarnego-zespolu-doradczego-do-spraw-kryzysu-klimatycznego-przy-prezesie-pan-na-temat-zmiany-klimatu-i-gospodarki-wodnej-w-polsce?language=pl
[IV] Barneche, D. R., Robertson, D. R., White, C. R. & Marshall, D. J. Fish reproductive-energy output increases disproportionately with body size. Science 360, 642-645 (2018). https://doi.org:10.1126/science.aao6868
[V] Marshall, D. J. & White, C. R. Have we outgrown the existing models of growth? Trends in Ecology & Evolution 34, 102-111 (2019).
[VI] Potter, T. & Felmy, A. An ecological explanation for hyperallometric scaling of reproduction. Functional Ecology (2022). https://doi.org:10.1111/1365-2435.14045
Źródło: Polska Akademia Nauk
Ernest Kaca jest jednym z nielicznych rolników ekologicznych, jakiego znam, który zdecydował się na zupełną rezygnację z orki. Uprawia swoje rośliny bez użycia pługa już od ponad 3 lat. To jest ciągła podróż wyznaczana własnymi doświadczeniami i dochodzeniem do wyników metodą prób i błędów.
Uprawa ziemi, w tym przede wszystkim orka i pozostawianie odsłoniętej gleby, jest jednym z głównych źródeł emisji gazów cieplarnianych w rolnictwie.
Agnieszka Makowska: Zacznijmy od początku. Co Cię skłoniło, by przejść na system bezorkowy?
Uprawą bezorkową interesowałem się na długo przed tym, jak się na nią zdecydowałem. Myślałem na przykład o obfitości systemów leśnych, gdzie bez żadnej ingerencji rośliny sobie wspaniale radzą i to czasami na naprawdę słabych glebach. Kolejna rzecz to mała ilość próchnicy w naszych polskich glebach. Niby mamy przepis – dostarczać więcej materii organicznej, ale sposób wprowadzania jej do gleby ma przecież ogromne znaczenie. Jestem też przekonany, że nawet najlepszy głębosz czy inna tego typu maszyna nie stworzy nam tak dobrych warunków dla życia mikrobiologicznego, jak mogą to zrobić rośliny, które głęboko się korzenią.
Ostatecznie zdecydowałem się na ten system uprawy, jak zacząłem uprawiać zioła. Niedaleko domu mam półhektarową działkę, na której uprawiałem tymianek. Bliskość w stosunku do domu sprzyjała częstemu odchwaszczaniu. Działka była naprawdę wychuchana. Po zbiorach tymianku i likwidacji uprawy postanowiłem wykorzystać to, że pole jest takie czyste i nie zaorałem go. Moja decyzja wywołała wśród najbliższych ogromny opór – przecież takich rzeczy nie można robić, to herezja. Ale byłem uparty i przekonany do swojej decyzji.
Oczywiście w pierwszym sezonie bez orki byłem dość zestresowany. Szczególnie z powodu dużej ilości resztek roślinnych, która zostawała i, z którą nie wiedziałem czy sobie poradzę. Czy dam radę w ogóle w takiej ziemi cokolwiek wysadzić? Nie ma opcji, że sadzarka da sobie radę w takich kłębowiskach. Ale okazało się, że wystarczyły dwa, trzy talerzowania. Nie było problemu z zapychaniem się maszyn, normalnie mogłem wysadzać rośliny. Gdy np. wysadzałem kozłka jesienią, to słoma, która pozostała na polu, była już dość miękka, a w następnym roku wczesną wiosną nie było po niej śladu.
Jakie stosujesz zabiegi?
Moją podstawową i najczęstszą uprawą jest talerzowanie. Przede wszystkim obserwuję swoje pole i oceniam ilość materii organicznej, jaka na nim pozostaje po zbiorach. Od tego zależy ilość talerzowań – czasami wystarczą dwa, ale gdy materii jest dużo, to potrzebne są nawet cztery przejazdy. Stosuję talerzówkę i zwykły kultywator. Moje uprawy to maksymalnie 10 cm głębokości. Nie ma potrzeby robić tego głębiej. Najważniejsza jest odpowiednia regulacja. Jeśli talerzówką udało mi się dobrze pociąć pozostałości roślinne i wymieszać z glebą, to nie będę potem całej tej materii wyciągał na wierzch kultuwatorem. Kultywator głównie służy mi do powierzchniowych upraw i zniszczenia kiełkujących chwastów.
Moje pola nie są książkowo uprawione, wszędzie wystają resztki roślin, nie wszystko udaje się idealnie wymieszać z glebą. Komuś z boku może się wydawać, jakby tędy przeszły dziki i zryły ziemię, ale tam jest po prostu mnóstwo materii organicznej, która w ciągu kolejnych miesięcy rozkłada się i tworzy próchnicę. Okazało się także, że nie potrzebuję super specjalistycznego sprzętu do siewu. Używam zwykłego siewnika do buraków cukrowych, który kiedyś przerobiłem na siewnik do fasoli. Kilka lat stał nieużywany, a teraz okazało się, że dobrze sprawdza się do siewu ziół na moich polach pełnych pozostałości pożniwnych.
Do tych wszystkich prac wystarczy zwykły Ursus.
Chcę zwrócić uwagę także na ekonomiczny aspekt uproszczonych upraw. Wcześniej zużywałem 15 l oleju napędowego na hektar, teraz jest to tylko 5 l. Ja oszczędzam, ale też dla środowiska jest to mniejsze obciążenie.
Mówią, że w ekologii uprawa bezorkowa jest praktycznie niemożliwe, bo presja chwastów jest tak ogromna, że orka wydaje się jedyną bronią dla rolnika ekologicznego. Jakie jest Twoje doświadczenie?
Trzy lata nie stosuję pługa i mam wrażenie, że to były najważniejsze lata dla życia biologicznego naszej gleby. To jest fascynujące, że nie wychodząc z traktora widzę, jak ta gleba żyje, jak kłębią się w niej dżdżownice. To jest nie do przecenienia. Bo gleba jest najważniejsza. W ekologii nie karmimy roślin, tylko karmimy organizmy glebowe, które dają naszej glebie żyzność. Dbamy o glebę, by ona oddała naszym roślinom, co w niej najlepsze.
Cieszy mnie to, że w moich uprawach coraz mniej zabieram z pola. Na przykład uprawiając ostropest zbieram jedynie nasiona, cała reszta rośliny, a często to bardzo dużo masy zielonej, zostaje na polu. Nie wywożę z pola wszystkich makro- i mikroskładników, duża ich część pod postacią materii organicznej pozostaje i zasila glebę.
Oczywiście, jak w każdym gospodarstwie ekologicznym presja chwastów jest duża i to walka z nimi generuje największe koszty. Natomiast w ciągu tych 3 lat nie zauważyłem, by chwastów było o wiele więcej. Ogromnie ważne jest tu systematyczne pielenie i niedopuszczanie do rozrośnięcia się chwastów. Staram się w jak największym stopniu niszczyć chwasty w sposób mechaniczny. Odważyłem się np. bronować pszenicę, co wiązało się dla mnie z dość dużym stresem, bo bałem się, że wszystko zniszczę. Kolega poradził mi, by podczas bronowania nie oglądać się za siebie. Po kilku sezonach jestem bardzo zadowolony z efektów. Nawet na najbardziej zachwaszczonym polu, stosując bronowanie udało mi się uzyskać bardzo dobre plony. Oczywiście, to nie są proste i mechaniczne decyzje, pole trzeba obserwować, patrzeć jak kiełkują chwasty, w jakiej fazie mogą być kiełkujące nasiona zboża i wjeżdżać z broną w odpowiednim momencie. I zdawać sobie sprawę, że każde bronowanie to zmniejszenie zagęszczenia rośliny uprawianej. Ja radzę sobie z tym poprzez gęstszy siew i, oczywiście, zwracam uwagę na jakość nasion.
Tak czy inaczej, mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że w moim przypadku brak orki naprawdę nie wpłynął na zwiększenie problemu zachwaszczenia upraw.
Dodatkowy widoczny plus rezygnacji z orki odczuwam też każdej wiosny. Tam, gdzie wcześniej po wiosennych roztopach czy deszczach nie byłem w stanie wjechać moim prostym sprzętem nawet do maja, teraz o wiele szybciej mogę zaczynać uprawy. A z drugiej strony, gdy dwa lata temu mieliśmy poważną suszę, naprawdę widać było różnicę z sąsiednimi polami za miedzą. Owszem, nie było dobrze, ale na moich polach nie było aż tak tragicznej sytuacji. Gdy wiatry wywiewały z zaoranych pól całą cienką warstwę próchniczną, u mnie przytrzymywały ją resztki organiczne.
Na jakich glebach sprawdza się ta metoda?
Mam dość słabe gleby. Około 15% to klasa VI, reszta to IV i V. Totalna mozaika, na jednym polu są miejsca, gdzie po większym deszczu stoi woda, a kawałek dalej już tylko suchy piach. Żadnej ze swoich działek nie orzę i to mi się sprawdza na każdej glebie, którą mam w gospodarstwie.
Jeśli mówimy o rodzaju gleby, to ważne jest także wspomnieć o regulowaniu jej odczynu. Gdy 15 lat temu zaczynałem przestawiać się na ekologię, ziemia po wielu latach upraw konwencjonalnych nie była w najlepszej kondycji. Zaczynałem z pH między 4, a 4,5. Na takiej ziemi roślinom jest naprawdę bardzo trudno. Obecnie po kilku latach powolnej regulacji odczynu w najsłabszych miejscach pH wynosi 5,5, mam działki, gdzie dochodzi już do 6. Cieszy mnie ten wynik. Uważam, że pH gleby należy podnosić powoli. Gleba to żywy organizm, każda nieprzemyślana ingerencja może spowodować niepowetowane straty w jej życiu biologicznym. Nieodpowiednie wapnowanie, owszem, może szybko podnieść pH, ale jednocześnie zniszczyć wiele glebowych mikroorganizmów. Gleba nie lubi drastycznych zmian.
Skąd czerpiesz wiedzę?
W przypadku różnego rodzaju upraw uproszczonymi metodami, w tym upraw bezorkowych, bardzo dużo dowiedziałem się z materiałów znalezionych w Internecie. Zimą, gdy mam więcej czasu, szukam materiałów z różnych zakątków świata. Tak dotarłem nie tylko do filmów pokazujących gospodarstwa u naszych europejskich sąsiadów, ale także dowiedziałem się, jakie są doświadczenia i nowości w Stanach Zjednoczonych czy w Indiach. To były moje własne poszukiwania i własne eksperymenty. Nie mam w sąsiedztwie nikogo z kim mógłbym podzielić się wątpliwościami, czy porównać efekty stosowania różnych metod. Pozostało mi tylko samokształcenie i eksperymentowanie.
Problemy miałem także z dostępem do wiedzy o ekologicznej uprawie ziół. Ucząc się tego musiałem korzystać przede wszystkim z literatury o uprawach konwencjonalnych. W dużym stopniu te książki są przydatne także dla mnie, jest w nich wiedza o potrzebach roślin, wymaganiach dotyczących gleby czy nawożenia. Ale pojawiają się problemy, gdy chodzi o technologię uprawy, bo np. gęstość nasadzeń jest dostosowana do rolnictwa, które radzi sobie z chwastami syntetyczną chemią. W ekologii, jak wiadomo, nie stosujemy tego typu środków, pozostaje nam jedynie odchwaszczanie ręczne i mechaniczne. Dlatego tak ogromne znaczenie ma szerokość rzędów czy odstępy między roślinami – ziemia okryta roślinnością czy zacieniona, wyda mniejszą ilość chwastów. Muszę sam, metodą prób i błędów znaleźć te najbardziej optymalne rozwiązania. Sadzić gęściej niż w uprawach konwencjonalnych, ale też niezbyt gęsto, by rośliny miały dla siebie miejsce i nie były porażane chorobami grzybowymi. Ze względu na wymagania odbiorcy, nie stosuję środków przeciwko grzybom, nawet tych dopuszczonych w ekologii. Muszę też przerobić opielacz czy siewnik dostosowując je do swoich potrzeb.
Dlaczego w ogóle zajmujesz się rolnictwem? Mówią, że rolnictwo to ciężki kawałek chleb, że nic się nie opłaca…
To chyba najtrudniejsze pytanie dzisiaj. Zacznę od najprostszej odpowiedzi: to jest mój wyuczony zawód. Skończyłem studia ogrodnicze i mam to szczęście, że pracuję w swoim zawodzie. Ale nie zawsze tak było, po szkole średniej stwierdziłem, że nigdy na wieś nie wrócę. Jednak miłość do przyrody, roślin przeważyła. Zawsze na parapecie miałem mnóstwo różnych kwiatów. Lubiłem je szczepić, eksperymentować. Niby nie lubiłem wsi, ale to tu było mi zawsze najlepiej.
Rolnictwo daje mi wolność. Sam odpowiadam przed sobą za podjęte decyzje. Fakt, nie jest to lekka praca. Bardzo często bywa niewdzięczna, ale wymaga ode mnie ciągłego twórczego myślenia. Gdy zajmujesz się rolnictwem, zwłaszcza rolnictwem ekologicznym, nie możesz narzekać na monotonię. Oczywiście, bywają okresy i prace, które nie są specjalnie fascynujące, musisz je wykonać i tyle, ale nie trwa to wiecznie. Ja ciągle czegoś szukam, ulepszam, wprowadzam w życie różne plany. Nie lubię chodzić utartymi ścieżkami, wybieram swoje sposoby na dojście do efektów. Wciąż wprowadzam nowe rośliny, buduję nowe i ulepszam stare maszyny, wymyślam nowe sposoby na mechaniczne pielenie. Liczy się także aspekt ekonomiczny. Mam niewielkie gospodarstwo i glebę średniej klasy, muszę więc znaleźć takie nisze produkcyjne, by móc z tego utrzymać swoją rodzinę. Jeśli trzymałbym się utartych rozwiązań, jak choćby nastawienie się na uprawę zbóż, to byłoby nam ciężko – ceny zbóż ekologicznych w skupie niewiele różnią się od cen zbóż konwencjonalnych.
Poza tym, ja to naprawdę lubię. Jak byłem jeszcze na rozdrożu, szukałem celu w życiu, przypominałem sobie zawsze słowa babci, która mówiła mi: rób to, co naprawdę kochasz. Jeśli robisz coś, co nie sprawia ci frajdy, nie jesteś szczęśliwy przy tym, co robisz, nie widzisz w tym jakiegoś sensu, to znaczy, że robisz duży błąd. Czasu nie da się cofnąć i przeżyć życia jeszcze raz.
*
Kończę słowami Andrea Ferrante, twórcy Schola Campesina, organizacji prowadzącej warsztaty agroekologiczne dla rolników i działaczy z całego świata, które w mojej ocenie, najlepiej oddają, czym jest rolnictwo takie, jakie praktykuje Ernest i wielu innych rolników ekologicznych, regeneratywnych, biodynamicznych, permakulturowych:
Nikt nie jest tak innowacyjny jak rolnik. To jedyny zawód na świecie, który rozprzestrzenia ideę zrównoważonego rozwoju w praktyce. Jest niewiele form produkcji, które mogłyby być równocześnie tak pozytywne dla społeczeństwa, jak i dla środowiska. To wyjątkowo rzadka sytuacja.
Gospodarstwo ekologiczne Eko Dolina Bugu, prowadzone przez Annę i Ernesta Kaca, położone jest we wsi Liszna, w województwie lubelskim. Gospodarstwo zajmuje 20 ha, na których uprawiane są przede wszystkim zioła, jak: kozłek lekarski, tymianek, melisa. W 2021 gospodarze rozpoczęli próbne uprawy kolendry, ogórecznika, kozieradki, czarnuszki, ostropestu, lnu, nostrzyka żółtego. Uprawiają także zboża i rośliny motylkowe na własne potrzeby i jako część płodozmianu. Od 2012 roku Ernest Kaca jest członkiem Lubelskiego Oddziału Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi EKOLAND. Pasją Ernesta są maszyny, które sam buduje, a także usprawnia już istniejące, aby ułatwiać sobie pracę w gospodarstwie.
Agnieszka Makowska – rolniczka ekologiczna, koordynatorka Koalicji Żywa Ziemia, współzałożycielka i członkini Ruchu Suwerenności Żywnościowej Nyeleni Polska.
W opowieści Sandman Neila Gaimana, realizowanej obecnie w formie popularnego serialu, jedna z kluczowych postaci – Śmierć – zna wszystkich ludzi. Spotyka istoty, które się rodzą i spotyka je, gdy umierają. Jest czymś znacznie więcej, niż końcem.
Księga Koheleta ogłasza:
Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem.
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono.
Wszystko – wszystkie żywe systemy, mają swój czas: rośliny, zwierzęta, ludzie, ekosystemy. Także wielkie systemy ekonomiczno-społeczne. Na tym polega życie.
Nie wierzę w postęp ludzkich idei i technologii. Nie wierzę w końce historii. Wierzę w fale, w przychodzenie i odchodzenie, w wielką i nieprawdopodobną sensowność życia – coś co jest większe niż ktokolwiek z nas i niż nasze największe choćby systemy. W wielką negentropię życia, w której wszystko co żyje uczestniczy, a wszystko co świadome przyczynia się do stawania się, dzięki miękkim granicom świata. Te miękkie granice Gregory Bateson nazywał Umysłem, a Mistrz Eckhart Boskością (Gottheit).
Systemy społeczne też są żywe i mają swój czas. System, w którym żyjemy, zmienia się. Miał swój okres rodzenia się, dojrzewania, czas rozkwitu – a teraz schyłku. Rozmawialiśmy o tym wiele razy z Zygmuntem Baumanem; mówiliśmy, że neoliberalizm nie wydaje się nam być ideologią ani nawet względnie spójną polityczną strategią, ale raczej fazą schyłkową kapitalizmu. Neoliberalizm – to wielka systemowa demencja, przynosząca poczucie rozpadu i bólu, o którym pisał w 2016 roku Joe Brewer. Nasz, funkcjonujący od kilku stuleci wielki system, stracił swą pamięć krótkookresową. Zmyśla, konfabuluje. Wywołuje w sobie i w nas wspomnienia ze swej młodości, które na ogół są mocno podkolorowane lub fałszywe („Make America Great Again”, „Wielikorossija”… wstaw inne mniejsze i bardzo małe kraje z analogicznymi narracjami). Politycy zdają się zajmować głównie projektami zemsty, samouwielbienia i całkowitego braku odpowiedzialności za dobro wspólne.
Joe Brewer wyjaśnia, że w tym czasie wiele osób czuje rosnącą beznadzieję. Bardzo potrzebujemy odnowy – od tego zależy przyszłość nie tylko ludzkości, ale i całej planety, coraz bardziej systemowo niszczonej. Jednak odnowa nie przychodzi. Dzieje się tak, ponieważ system stracił zdolność do regeneracji. Dynamiczne, rozwijające się systemy zawierają w sobie dużą różnorodność, która tworzy potencjał zmian, możliwych i niemożliwych scenariuszy. Zdrowy system ma dzięki temu zdolność do regeneracji, nawet jeśli odrzuca, mniej lub bardziej brutalnie, część tych zalążków przyszłości. Obecnie wygląda jakby dopadła nas plaga identyczności. Pisze o tym Byung Chul Han i wyjawia negatywne konsekwencje dla ludzkiej motywacji, jakie ma koszmar tego samego – cierpimy na społeczne wypalenie, niemoc, niesprawczość.
Konserwatyści i postępowcy tradycyjnie spierają się, czy „kiedyś było lepiej”, czy „kiedyś było gorzej”. Jako systemowiec proponuję, że w obecnej fazie ani jedno ani drugie stwierdzenie nie opisuje w głębszy sposób tego, co się wokół nas dzieje. Wiele rzeczy było „lepiej”, a wiele ”gorzej”, ale to co w najbardziej zasadniczy sposób definiuje naszą sytuację mieści się poza tymi kategoriami. Z punktu widzenia przemijania, różnych czasów, było – inaczej. Kiedyś było więcej możliwych przyszłości. Innymi słowy: kiedyś marzyliśmy lepiej, nawet jeśli bywało gorzej. Teraz istnieje jakby przemożna dynamika wiodąca w jakimś jednym jedynym kierunku, wykluczająca tak marzenia jak marzycieli. Kierunek ten budzi niepokój. Wiele osób, szczególnie ekologicznie świadomych, widzi tę dynamikę w czarnych kolorach. Mamy do czynienia z postępującą katastrofą ekologiczną, a do tego z globalnym kryzysem gospodarczym, pandemią, kryzysami społecznymi i permanentna wojną. Potrzebujemy nowych form, nie reprodukcji starych.
„Poza niemocą i władzą, poza fragmentacją społeczeństwa na miriady sprzecznych elementów, poza niepewnym frakcjonowaniem pracy, wiedza jest tym wymiarem społecznym, w którym zły sen o kapitalizmie może zostać w końcu rozwiany: nie po prostu odwrócony, mam na myśli całkowicie porzucony jako pusta przestrzeń, zapomniana jak koszmar senny” – pisze Franco Bifo Berardi w swojej książce Futurability. Tymczasem na horyzoncie nie świta radość przebudzenia. Śnimy kolejne sny, w których poszukujemy rozwiązań w historycznych modelach, czy to u Hayeka, czy u Keynesa. W dodatku system jako całość stracił zdolność uczenia się.
Skąd jednak weźmiemy inspirujące do uczenia się i generowania nowych treści? W ramach koszmaru identyczności, zarządzania przy pomocy odcinania wszystkiego co choćby trochę odmienne, wypełnienia do nieprzytomności czasu produktywnością, i zamiast marzeń – idei-klatek – w tych czasach mamy algorytmiczny chów klatkowy twórców. Nie ma miejsca ani na zaskakującą zmianę trasy ani na bunt.
Czy z tych klatek nie ma wyjścia, nie ma innej drogi niż do śmierci ludzkości, ekosystemu, planety? Czy jesteśmy więźniami umierającego systemu społecznego z zaawansowaną demencją?
Myślę, że niekoniecznie. System musi umrzeć, ale my nie musimy, jeszcze nie teraz, ani nie musi umierać nasza przecudna żywa planeta. Bo nasz czas, jej czas – jest inny, niż czas kapitalizmu. Nie musimy umierać z kapitalizmem, na kapitalizm, za kapitalizm. Czas bywa gorszy, bywa lepszy. Wszystko ma swój czas.
W lepszych czasach…
W lepszych czasach śmialibyśmy się częściej w niebo, jak kundle,
nosilibyśmy spodnie w ciapki, ręce w kieszeniach,
w gębie fajkę, na głowie czapkę
w ciemki, w motylki, dla hecy.
Ci spośród nas, którzy mają cięższą rękę, nie rzucaliby
krzesłem w osobę im podwładną – raczej
opowiadaliby o wakacjach spędzonych na sianie,
w lepszych czasach.
W lepszych czasach nasi bracia ze smutkiem pod żebrami
nie wypełnialiby każdego snu własnym głodem,
własną niepowstrzymaną żądzą chwały –
milczeliby częściej pod gruszami, wybuchali potokiem
trudnych słów nad stawem.
Lew spałby czasem obok baranka,
bo tak też może być,
wilk przebierałby się
w owczą skórę dla czczej próżności, dla fantazji.
Młodość byłaby szumna, człek zachłysnąłby się
marzeniem o długiej drodze, o wznoszącym się kurzu.
Dziecko biegałoby z uniesionymi rękami,
dorosły czasem też, orzech bywałby
niekiedy świeży i cierpki.
W lepszych czasach liczylibyśmy mniej,
a kochali więcej. Zawiść byłaby zawiścią,
a wdzięczność – niekiedy wdzięcznością;
rano, wśród jaśminów biegacz nie mógłby się oprzeć wierszom.
Lubilibyśmy szelest, gołębie, landrynki, pełnię księżyca, długie słowa,
przecudną ludzką słabość, wielką kruchość chwili,
co cesarskie oddalibyśmy cesarzowi, co ludzkie – człekowi.
Każdy mógłby kiedyś zabłądzić, zagapić się w rzekę, zaczytać.
W lepszych czasach.
(Sheffield, 2018)
Na jednej z międzynarodowych konferencji Urszula Zajączkowska, biolożka, ekolożka, autorka fantastycznej książki „Patyki, badyle” wyraziła żal, że dziś mówiąc o świecie, który badamy, lub pisząc granty na badania, używamy wyłącznie naukowego, suchego, obojętnego emocjonalnie języka. Tak jakby badany świat był martwym przedmiotem, a my, badacze i badaczki, niezależnym obserwatorem, do tego racjonalnym, władczym, dominującym. A przecież badając ten świat, powinniśmy przeżywać jego piękno, powinna przerażać nas jego dewastacja, powinniśmy czuć smutek, a nawet żałobę, widząc ginące ekosystemy czy gatunki zwierząt. Jesteśmy wszak złączeni z tym, co badamy, tysiącem niewidzialnych sieci i związków, od których „naukowo” musimy się dystansować.
Dlaczego? Jeszcze w XIX wieku badacze, tworząc naukowe dysertacje na temat przyrody, ewolucji czy klasyfikacji roślin, nie potrafili ukryć swoich emocji i pisali, że coś jest piękne, fascynujące lub wstrętne. Kiedy narodził się ten radykalny dystans wobec świata ożywionego? W którym momencie obudziły się w Europejczyku potrzeby dominacji, władzy, podporządkowania, którego ważnym elementem jest tak zwane naukowe, racjonalne, a więc zimne podejście do świata? Kto znajdzie ten moment, będzie znał genezę antropocenu, czyli geologiczno-cywilizacyjnej epoki, w której żyjemy obecnie. Czy antropocen zaczął się wtedy, gdy w ogóle pojawił się człowiek jako istota racjonalna, czy wtedy, kiedy rozwinęło się rolnictwo (jakieś 11 tys. lat temu) i zaczęliśmy przetwarzać ziemię, czy też wtedy, gdy zaczęła się konkwista, która – poprzez transkontynentalne podróże – doprowadziła do gigantycznych zmian w poszczególnych ekosystemach? A może wtedy, gdy załamał się system feudalny i pojawił omnipotentny kapitalizm, a więc gdy zafundowaliśmy Ziemi nowy sposób funkcjonowania oparty na logice rynku, fetyszu własności prywatnej i związanych z nią różnych praktykach wyzysku, i to zarówno ludzi, jak i przyrody? A może antropocen zaczął się wraz z okresem wielkiej rewolucji przemysłowej, w momencie gdy została wynaleziona maszyna parowa, lub jeszcze później – w epoce wielkiego przyśpieszenia po II wojnie światowej, wraz z zimną wojną i bombą atomową, której wybuchy (próbne) pozostawiły po dzień dzisiejszy ślady widoczne w glebie, korach drzew, w osadach jezior?
Nie będziemy w to wnikać. Z filozoficznego punktu widzenia antropocentryczne widzenie świata nie jest po prostu widzeniem „ludzkim”, lecz patriarchalnym; jest widzeniem, które opiera się na binarnych kategoriach poznawczych i porządkujących, gdzie jeden człon jest lepszy, drugi gorszy, pierwszy jest panujący, drugi – podporządkowany. Przykładowo: rozum – uczucia, kultura – natura, mężczyzna – kobieta, swoi – obcy, człowiek cywilizowany – człowiek dziki, biały – czarny, człowiek – zwierzę, wreszcie pan – niewolnik. Niewolnikiem jest więc przyroda, zwierzę, kobieta, czarny, dziki…
Antropocentryczny (czyli związany z cywilizacją racjonalnych, białych mężczyzn) punkt widzenia i działania okazał się dewastujący dla całego świata. Nasza patriarchalna kultura doprowadziła do niszczenia innych kultur, do eksterminacji rdzennej ludności na podbijanych terenach, do wykluczenia i podporządkowania wszystkich, którzy odstawali od normy stworzonej przez białego Europejczyka, „nosiciela cywilizacji”, doprowadziła do całkowitego niemal uprzedmiotowienia natury i zwierząt, którym – jak powiedział I. Singer – „urządziliśmy wieczną Treblinkę”.
Pora się obudzić, otrząsnąć, zmienić nasze widzenie świata, natury, innych, kobiet. Nawet jeśli jest już za późno na odwrócenie logiki dewastacji, to ratujmy to, co z tej dewastacji jeszcze zostało! Ale przede wszystkim zmieńmy sposób myślenia, zmieńmy radykalnie nasza postawę wobec świata.
Czy to dobry moment? Jest taka przypowieść Wisławy Szymborskiej o trzech rybakach, którzy wyłowili z głębiny butelkę. Był w niej papier, a na nim słowa: „Ludzie, ratujcie! Jestem tu. Ocean mnie wyrzucił na bezludną wyspę. Stoję na brzegu i czekam pomocy. Spieszcie się. Jestem tu!” Pierwszy rybak powiedział: „Brakuje daty. Pewnie już za późno. Butelka mogła długo pływać w morzu”. Drugi zauważył, że miejsce nie zostało oznaczone. „Nie wiadomo nawet, który to ocean”. A trzeci wykrzyknął to, co powinniśmy wszyscy dziś wykrzykiwać: „Ani za późno, ani za daleko. Wyspa jest tu i wszędzie!”. Jest tu i teraz.
Chodzi więc o działanie tu i teraz. Działanie trzeba jednak zacząć od wyobraźni. Dziś ograniczona jest ona takim sposobem widzenia, który wydaje się niezmienny, wieczny, a nawet naturalny. Jak powiedział pewien filozof: prędzej można sobie wyobrazić koniec świata niż koniec kapitalizmu; prędzej można sobie wyobrazić raj niż koniec patriarchalizmu (bo koncepcje raju też są patriarchalne). Mamy nie tylko kryzys planety, ale i kryzys wyobraźni, który trzeba przezwyciężyć. „Potrzebujemy wyobrazić sobie, że wszystko może i musi być inne. Kluczowe jest tu otwarcie się na inne perspektywy, doświadczenia i idee oraz gotowość do uczenia się od innych kultur i społeczności” – piszą autorzy niniejszej pracy. Ich książka to jedna z wielu propozycji innego spojrzenia na świat, na postęp, na etykę, na demokrację, na nasze wzajemne relacje. To spojrzenie ekofeministyczne.
Kobiety już dawno temu zauważyły istnienie zbieżności pomiędzy sposobem, w jaki patriarchalne społeczeństwo traktuje Ziemię, a tym, jak traktuje je same i jak traktuje „innych”, czyli ludzi odbiegających od norm stworzonych przez białego mężczyznę. Środowisko naturalne traktowano i nadal się traktuje jako rezerwuar martwej, obojętnej materii, czekającej na eksploatację. Lasy to magazyny drewna, Ziemia to produkty niezbędne do rozwoju „cywilizacji” i sycenia konsumpcjonizmu. Zwierzęta to obiekty, które przetwarza się w rzeźniach, z których uzyskuje się mięsne elementy oraz skórę, które torturuje się w laboratoriach lub zabija dla przyjemności…
Ekofeminizm nie jest jakąś doktryną czy ideologią jedną z wielu. To prawdziwe periagoge: radykalne odwrócenie sposobów widzenia świata, podmiotu, wspólnoty, przyszłości, etyki. To nie tylko konwersja pojęć opisujących nasze życie (porzucenie binarności, potrzeby dominacji, rywalizacji), to konwersja całego naszego życia. Jak wiadomo, fundamentalną cechą antropocenu ukształtowaną w czasach postfeudalnych był indywidualizm. Całość (natury, kultury, społeczeństwa, lasu, ekosytemu) była widziana jako złożona z odrębnych elementów, a celem nauki (również polityki, ekonomii) było ich wyodrębnienie i zrozumienie poprzez wpisanie ich w jakieś paradygmatyczne zbiory praw (np. konkurencji, niewidzialnej ręki rynku, ewolucji i przetrwania najlepiej dostosowanych). Wyizolowane, opisane i zrozumiałe elementy świata dawały sobą manipulować, dawały nam władzę nad nimi. Władzę – jak się okazało – niesłychanie szkodliwą i dla świata, i dla nas samych. Życie nie ma bowiem charakteru jednostkowego, zatomizowanego, lecz relacyjny: jesteśmy wielką siecią złożonych powiązań, niekoniecznie opartych na rywalizacji, walce i konkurencji, ale również, a może przede wszystkim – na trosce, współodczuwaniu. Wielkie drzewa troszczą się o młode, tak jak matki o swoje dzieci, kultury silniejsze powinny troszczyć się o słabsze, politycy – o biednych, demokracje – o wykluczonych i pozbawionych głosu, ludzie – o zwierzęta, tak jak Ziemia troszczy się o nas mimo naszej niewdzięczności. Vandana Shiva apeluje: „Aby ludzie mogli ochronić życie na Ziemi i swoją własną przyszłość, musimy stać się głęboko świadomi praw Matki Ziemi […] Potrzebujemy ponownie się ugruntować – w Ziemi, w jej różnorodności i w jej żywych procesach… Zawrzemy z Ziemią pokój albo czeka nas zagłada jako rodzaju ludzkiego. Kontynuowanie wojny przeciwko Ziemi nie jest inteligentnym wyborem”.
Nasze relacje ze światem mają charakter nie tylko synchroniczny (tu i teraz), ale i diachroniczny. Rozumieją to poeci; przytoczmy znów Szymborską i fragment jej wiersza „Przemówienie w biurze rzeczy znalezionych” ze zbioru „Wszelki wypadek”:
Pomarło mi rodzeństwo, kiedy wypełzłam na ląd,
i tylko któraś kostka świętuje we mnie rocznicę.
Wyskakiwałam ze skóry, trwoniłam kręgi i nogi, (…)
machnęłam na to płetwą, wzruszyłam gałęziami.
Podziało się, przepadło, na cztery wiatry rozwiało.
Sama się sobie dziwię, jak mało ze mnie zostało:
pojedyncza osoba w ludzkim chwilowo rodzaju (…)
Kategorią fundamentalną, która nie tylko opisuje, ale powinna normować nasze relacje ze światem ożywionym i nieożywionym, jest troska. Troska to nie tylko postawa, to – cały paradygmat poznawczo-moralny, dzięki któremu powinniśmy wpisać się w ten świat i nie tyle panować nad nim, co być jego częścią. W ramach różnych filozoficznych stanowisk etyki normatywnej, etyka troski zajmowała dotąd miejsce marginalne. Antropocen był przecież zbudowany na racjonalizmie i relacjach podporządkowania, dominujące etyczne kategorie naszej patriarchalnej kultury to obowiązek, zakaz, nakaz, imperatyw, posłuszeństwo, zasady.
Troska natomiast kojarzona była z postawami kobiet, z macierzyństwem, z roszczeniami słabszych; ze wszystkim tym, co cenne, ale nie daje się ująć w zasady, zakazy czy nakazy. Gilligan, badając rozwój moralny dzieci, ukazała, że to chłopcy są wychowywani w duchu autonomii, niezależności, racjonalności, bezstronności (a więc cech potrzebnych do funkcjonowania w patriarchalnym świecie opartym na konkurencji), dziewczęta zaś w duchu troski, odpowiedzialności, miłości, zależności. Wychowanie chłopców i wartości, które reprezentują mężczyźni, było w naszej kulturze wzorcem wszelkiego wychowania i wszelkiej aksjologii. Wrażliwość kobiet, z ich macierzyństwem, troską, poświęceniem, miały charakter domowy, a więc marginalny.
Teraz to się musi zmienić! Właśnie troska staje się wspornikiem radykalnych zmian, tak w naszych postawach wobec siebie i wobec świata, jak i w ramach polityki czy ekonomii. Coraz częściej mówi się nie tylko o etyce troski, ale i o polityce troski (zapotrzebowanie na nią było szczególnie widoczne w czasach pandemii) czy ekonomii troski (bo widać wyraźnie, że ekonomia oparta na fetyszu wzrostu jest samobójcza). Jak piszą cytowane w tekście J.Tronto i B. Fischer: „Na najbardziej ogólnym poziomie proponujemy, by opieka (troska) była postrzegana jako aktywność gatunku, która obejmuje wszystko, co robimy, aby podtrzymać i kontynuować istnienie naszego świata i naprawiać go, tak byśmy mogli w nim żyć możliwie jak najlepiej. Ten świat obejmuje nasze ciało, naszą osobowość i nasze środowisko, i wszystkie je chcemy połączyć w złożoną, podtrzymującą życie sieć”. Nie będzie nam łatwo zmienić sposób myślenia o świecie i o nas samych, zwłaszcza że nie o samo myślenie tu chodzi, ale o uczucia, empatię, współodczuwanie, które powinny być włączone do naszych badań, prac, relacji, ekonomii, polityk.
Wróćmy na zakończenie do Szymborskiej, bo poeci mają większą wyobraźnię i ich sposób czucia wyprzedza to, co racjonalne. W wierszu „Rozmowa z kamieniem” poetka pięć razy puka do drzwi kamienia, by doń wejść. On odmawia, a za szóstym razem mówi dość przytomnie, że jako kamień nie ma drzwi. Zwraca zarazem uwagę, że my, jako ludzie, nie mamy z kolei „zmysłu udziału”, co można interpretować jako zmysł kontaktowania się z naturą ponad nauką, językiem, ponad racjonalnością. Ponad antropocenem.
Książka „Odwaga troski. Ekofeminizm jako źródło inspiracji” Dirka Holemansa, Philsan Osman i Marie-Monique Frassen, jest jednym z coraz liczniejszych drogowskazów, co robić, aby ten „zmysł udziału” pojawił się w naszych sposobach pojmowania, odczuwania i urządzania się ze światem.
Dr hab. Magdalena Środa, profesor etyki na Uniwersytecie Warszawskim, jest współzałożycielką Kongresu Kobiet, który promuje pojęcie ekofeminizmu. Jest polską polityczką i filozofką, autorką feministyczną i felietonistką Gazety Wyborczej. W latach 2004-2005 pełniła funkcję pełnomocniczki rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn.
Tekst napisany jako wstęp do wydania polskiego książki „Dare to Care. Ecofeminism as a source of inspiration” (Odwaga troski. Ekofeminizm jako źródło inspiracji) Dirka Holemansa, Philsan Osman i Marie-Monique Franssen, w ramach projektu „Feminists in the Environmental Movement” realizowanego przez Zieloną Fundację Europejską (GEF) we współpracy z Visio, Green European Foundation, Oikos i Fundacją Strefa Zieleni oraz ze wsparciem finansowym Parlamentu Europejskiego dla GEF.
„Wzorem ok. 40 krajów świata możemy powołać radę fiskalną z udziałem ekspertów i strony społecznej – środowisk samorządowych, pracowniczych i biznesowych – celem wprowadzenia miękkiego i refleksyjnego ograniczenia swobody kształtowania wydatków publicznych i ich finansowania.” – tak członkowie Stowarzyszenia Polska Sieć Ekonomii pisali w manifeście “Dług dla regeneracji” w lipcu 2020 roku. Dwa lata później słowo stało się ciałem!
22 sierpnia Stowarzyszenie Polska Sieć Ekonomii i 8 organizacji założycielskich powołało Społeczną Radę Fiskalną. Posiedzenie inauguracyjne odbyło się w murach Akademii Leona Koźmińskiego. W skład komitetu założycielskiego weszły następujące organizacje: Forum Związków Zawodowych, Krajowa Rada Spółdzielcza, Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, Stowarzyszenie Energia Miast, Związek Lustracyjny Spółdzielni Pracy, Związek Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć
„Społeczna Rada Fiskalna jest propozycją Polskiej Sieci Ekonomii na wzmacnianie dialogu społecznego i zwiększenie wpływu reprezentatywnych organizacji na kształtowanie mądrej polityki fiskalnej w Polsce. Podobne rady fiskalne (fiscal council) funkcjonują w kilkunastu krajach świata, w większości w Europie. Zadaniem Społecznej Rady Fiskalnej jest ocena wydatków rządowych, założeń i planu budżetu, wieloletnich planów finansowych oraz polityki podatkowej. W wielu krajach rady fiskalne są niezbędne dla przegłosowania budżetu i dysponują kluczowym zdaniem wobec braku konstytucyjnych limitów zadłużenia.” – czytamy w uchwale Zarządu PLSE powołującej Społeczną Radę Fiskalną.
Członkostwo i prace Rady pozostają otwarte dla innych organizacji. „Do rady zapraszamy związki zawodowe, organizacje spółdzielców, związki pracodawców, organizacje branżowe – każda realna reprezentacja istotnych grup społecznych jest mile widziana. Zależy nam na szerokim dialogu społecznym” – dodaje Jan J. Zygmuntowski, współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii.
Posiedzenia Rady będą odbywać się rotacyjnie w siedzibach poszczególnych organizacji. Kolejne posiedzenie Rady zaplanowane jest na drugą połowę września, gdy zaprezentowany zostanie pierwszy projekt ustawy budżetowej na 2023 rok.
Napisałem apel do prezydenta, rządu i premiera naszego kraju, ponieważ moja siostra została zgwałcona. Jest poturbowana, a rządzący przyzwalają by nadal ją wykorzystywano, ponieważ prawo nie rozpoznaje w niej osoby. Piszę o rzece, Odrze. Pod apelem o uznanie Odry za osobę prawną podpisują się kolejne setki osób.
Kim jest osoba prawna?
Prawo stworzyło pojęcie osoby prawnej by chronić spółki, przedsiębiorstwa, firmy, spółdzielnie, kościoły, uczelnie, partie, czy stowarzyszenia i fundacje. Być osobą prawną, czyli podmiotem, to znaczy mieć wartość, którą można chronić na przykład występując w jej imieniu przed sądem. Nadanie przez prawo podmiotowości oznacza dobro, „o które należy zabiegać, pielęgnować je i chroni㔹.
Według artykuł 8 Kodeksu Cywilnego i 1 paragrafu „każdy człowiek od chwili urodzenia ma zdolność prawną”. Podstawą wszystkich regulacji prawnych jest człowiek. Prawo nie istnieje bez człowieka i podąża za człowiekiem, jego zdolnością do myślenia, empatii, wyobraźni, współczucia. W tym znaczeniu prawo jest wyborem podrzędnym wobec rzeczywistości, chociaż zdecydowanie na tę rzeczywistość wpływającym. Prawo tak jak nauka czy świadomość ewoluuje. Zależne jest od poziomu wiedzy ale również kaprysów rządzących i ich uwikłania w idee czy światopogląd religijny. To, że kobiety nie miały w Polsce praw wyborczych oznaczało, że prawo nie potrafiło w kobietach rozpoznać pełnoprawnych osób, rezerwując to pojęcie wyłącznie dla mężczyzn. Obecnie prawo również nie potrafi rozpoznać w rzece osoby prawnej, chociaż przywykliśmy uznawać za osobę prawną korporacje, firmy czy fundacje.
Rzeka, tak jak woda, nie jest rzeczą, ale w obecnym systemie prawnym posiada właściciela, Skarb Państwa, w imieniu którego uprawnienia właścicielskie wykonują „Wody Polskie” – państwowe gospodarstwo nastawione przede wszystkim na eksploatację a nie ochronę rzek. Wynika to z rządowych i prawnych ustaleń, umów, które między sobą zawieramy ale również niedomówień, cichego przyzwolenia na wypuszczanie do rzeki trujących ścieków. Przypomina to relację pana i niewolnika. Ten pierwszy jest osobą, drugi nie.
Czy jednak możliwe jest posiadanie rzeki? Czy możliwe jest posiadanie czegokolwiek co o całe wieki jest bardziej długowieczne od właściciela? Kim jest gość, który przychodząc do mojego domu uznaje, że jest tego domu właścicielem? Rzeka należy do siebie, tak jak człowiek należy do siebie.
Kim jest osoba?
Słowo osoba pochodzi od etruskiego pojęcia „phersu”, które oznacza maskę zakładaną przez aktora na scenie teatralnej. W starożytnej grece termin „prosopon” również kojarzony był z maską. Gdy rozwinął się rzymski teatr maska teatralna zaczęła być określana „personą”. To ciekawe, że osoba początkowo była rekwizytem, symbolizującym określoną cechę postaci. Posiadanie owego rekwizytu pozwalało przemawiać w imieniu określonej postaci. Podobnie dzisiaj „osoba prawna” jest rekwizytem, narzędziem w rękach prawa służącym do reprezentowania i chronienia określonej struktury, grupy ludzi, ale również ziemi czy rzeki.
Osoba może być prawna i fizyczna. Osobą jest człowiek. Osobą zgodnie z definicją Słownika Języka Polskiego (PWN) jest również „postać występująca w utworze literackim”. Istnieje również osoba duchowna, którą zwykło się określać księży i zakonników (ksiądz Antoni Siemianowski wyznał:„Jako osoba jestem rzeczywistością niewidzialną, ukrytą wewnątrz mnie samego”²). Dla wyznawców Kościoła Katolickiego istnieje również jedna Osoba Boska w trzech osobach: Ojca, Syna i Ducha, osoba Trójcy. Tomasz z Akwinu uważał, że „osoba oznacza coś najdoskonalszego w całej naturze, mianowicie to, co bytuje samoistnie w rozumnej naturze”. Jego definicja pasuje zarówno do człowieka jak i rzeki.
Uznanie rzeki za osobę jest nie tylko możliwe, ale jest również wyborem, na który stać prawo zainteresowane życiem. Osoba ludzka, która nie może zabrać w swojej sprawie słyszalnego głosu – nieprzytomna, niepełnosprawna, nieletnia – pozostaje osobą, którą prawo ma obowiązek chronić. O uznaniu za osobę nie decyduje więc bycie człowiekiem, a nawet możliwość formułowania logicznych czy w ogóle jakichkolwiek słów.
Gdy zatem twierdzę, że moja siostra została zgwałcona nie nadużywam słów i nie korzystam z metafory czy prowokacji. Piszę o osobie, o rzece, w której rozpoznaję swoją krewną. Ta od dekad traktowana jest jak przedmiot, jak ściek. Każdy z nas posiada możliwość wyboru perspektywy, z której spojrzy na rzekę. Czy dom sandaczy, leszczy, sumów, raków, trzcin, tataraków, dom, który odwiedzają jaskółki, jeżyki, kaczki, bociany i ludzie uznasz za podmiot, żywą istotę czy nieczujący, martwy przedmiot? Ustawodawca również dokonuje tego wyboru.
Dla mnie Odra nie jest wpisem na Facebooku, nie jest petycją, jest żywą istotą i nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Nie tylko sama w sobie jest żywa, ale zapewnia życie niezliczonej ilości zwierząt wodnych, pełzających, latających i zapewnia życie rzeszy roślin, krzewów, drzew. Od dobrostanu rzeki zależy również moje zdrowie i zdrowie innych ludzi. Nie jest prawdą, że istnieje człowiek i natura. Każdy z nas, żywych organizmów jest częścią natury. Nie ma tutaj oddzielenia, a nawet pomostu. Gdy ktokolwiek z nas występuje w ochronie natury automatycznie występuje w ochronie ludzkości.
Ochrona środowiska w Polsce
W Polsce „nawet jeśli kodeksowe przepisy określające granice prawa własności chociażby pośrednio odnoszą się do działań mających wpływ na środowisko, wciąż czynią to z perspektywy innego człowieka”³ napisał dr Bohdan Wisła w artykule „Prawa natury? Własność i podmiotowość prawna w antropocenie”.
Definiowanie ochrony środowiska związana jest u nas bezpośrednio z terminem „zrównoważonego użytkowania”. Prowadzenie robót ziemnych, usuwanie gałęzi i korzeni z posesji, korzystanie z rzek powinno być w teorii objęte zrównoważonym użytkowanie. W praktyce często oznacza to zachowanie gwałciciela, który po akcie gwałtu głaszcze lub przytula swoją ofiarę, albo sprawcy przemocy, który posiniaczonej partnerce wręcza kwiaty, pragnąc w swojej chorej wyobraźni doprowadzić do równowagi.
Trybunał Konstytucyjny, jak i Naczelny Sąd Administracyjny uznały, że „w ramach zasady zrównoważonego rozwoju mieści się nie tylko ochrona przyrody, ale i troska o rozwój społeczny i cywilizacyjny, związany z koniecznością budowania stosownej infrastruktury”4. Co to oznacza w praktyce?
Chociaż krajowe i unijne przepisy dotyczące ochrony środowiska naturalnego są niewystarczające, biznes, prawa korporacji oraz niepohamowany głód człowieka do czynienia sobie ziemi poddanej potrafią i je zdominować. Według wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 6 czerwca 2006 roku i Naczelnego Sądu Administracyjnego z 26 października 2011 r nie trzeba stosować przepisów o ochronie przyrody by uzyskać pozwolenie na wycięcie drzew tam gdzie powstają drogi czy lotnisko, ponieważ „w ramach zasady zrównoważonego rozwoju mieści się nie tylko ochrona przyrody, ale i troska o rozwój społeczny i cywilizacyjny, związany z koniecznością budowania stosownej infrastruktury”5. Innymi słowy: obowiązuje nas ochrona środowiska w ramach zrównoważonego rozwoju, chociaż zgodnie z obecnym prawem „zrównoważony” może oznaczać bezwzględny i niepohamowany.
Co oznacza uznanie rzeki za osobę prawną?
W Ekwadorze od 2008 roku Pachamama czyli Mama Ziemia wpisana jest do konstytucji. Zgodnie z artykułem 71 Pachamama, ma prawo do „uznania jej istnienia i zachowania oraz regeneracji jej cykli życia, struktury, funkcji i procesów ewolucyjnych”, a „wszystkie osoby, społeczności ludzkie i nacje mogą domagać się od władz publicznych, aby egzekwowały prawa natury”.
W Boliwii powstała Ustawa o prawach Matki Ziemi, w której zdefiniowano ją jako „dynamiczny, żywy system stworzony z niepodzielnej wspólnoty wszystkich powiązanych, współzależnych i komplementarnych żywych systemów i żywych istot, które dzielą wspólny los”.
To przykłady prawa, które rozpoznaje osobę w dzikiej naturze. Zarazem w Ekwadorze i Boliwii wciąż wyzwaniem jest praktyczne respektowanie ustalonego prawa. Na przykład tak jak to dzieje się w Kanadzie, gdzie za osobę prawną uznano rzekę Magpie, by zapobiec stawianiu na niej kolejnych tam. Magpie przyznano dziewięć praw w tym prawo do swobodnego płynięcia, utrzymania bioróżnorodności i podejmowania działań prawnych. Zgodnie z uchwałą ustanowiono dziewięciu opiekunów prawnych, strażników rzeki, którzy mogą ją reprezentować przed sądem.
Pierwszą rzeką rozpoznaną przez prawo za osobę prawną była Whanganui w Nowej Zelandii wraz z przylegającymi do niej terenami. W 2017 uchwalono Te Awa Tupua (Whanganui River Claims Settlement), w którym rzeka została określona jako „źródło ora (życia, zdrowia i dobrostanu), żyjąca całość, która biegnie od gór do morza, składająca się z wielu dopływów i nierozerwalnie związana ze swoim ludem, co wyraża się w często używanym powiedzeniu przez lud Whanganui Ko au te Awa, ko te Awa ko au (Jestem Rzeką, Rzeka jest mną)”. Rzeka przestała być własnością państwa. Prawo przyznało własność „jej samej” jednak „tylko w zakresie, w jakim dotychczas prawo własności należało do państwa. Nie wywłaszczono zatem prywatnych właścicieli”6.
Niektóre osoby słyszące o uznaniu rzeki za osobę prawną obawiają się, że zyska ona tyle samo lub więcej praw od człowieka. To absolutnie niemożliwe. Status osoby prawnej przypomina status przyznawany osobie nieletniej czy niepełnosprawnej, która nie może sama w swoim imieniu zabierać głosu. Za każdym razem głosu tego użycza człowiek. Istotną kwestią jest wybranie kompetentnych osób reprezentujących rzekę, takich które będą autentycznie występować w jej imieniu, a nie na przykład imieniu rządu czy własnym.
Już w 1972 roku Christophera Stone opublikował artykuł, w którym argumentował, by rzeki i inne, naturalne części natury, uznać za podmiot (tak jak dekady wcześniej czynili to rdzenni mieszkańcy oby Ameryk, Maorysi, Aborygeni czy Słowianie kłaniający się dębowi i rozmawiający z rzeką tak jak rozmawia się z siostrą). W tym czasie Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych rozstrzygał spór między organizacją Sierra Club a inwestorami dążącymi do budowy ośrodka narciarskiego w górach Sierra Nevada. I chociaż góra przegrała, sędzia William Douglas wyraził swój głos w jej imieniu: „Głos nieożywionych przedmiotów nie może być uciszany. Nie oznacza to, że sądownictwo ma przejąć funkcje zarządcze od agencji federalnych. Oznacza to tylko, że zanim bezcenne obszary amerykańskiego kontynentu (doliny, wysokogórskie łąki, rzeki czy jeziora) zostaną bezpowrotnie utracone lub przekształcone tak bardzo, że w końcu staną się ruinami w naszym miejskim środowisku, głos obecnych beneficjentów tych cudów środowiska powinien być usłyszany. Możliwe, że nie wygrają. Być może buldożery „postępu” przetrzebią wszystkie cuda tej pięknej ziemi. Ale nie o to tu chodzi. Jedyne pytanie brzmi: kto ma tu zdolność procesową?7
Odpowiedzi na to pytanie udzielamy my, ludzie.
I dokładnie tego dotyczy nasz apel. Rozpoznania w rzece Odrze osoby, którą jest. Dlaczego Odra? Dlatego, że ociera się o śmierć i w ostatnich dekadach była traktowana bardziej jak śmietnik niż osoba. Nie chodzi o przyznanie jej ludzkich praw, a raczej konieczność zakwestionowania obecnego prawa własności, dla którego ochrona przyrody – a zatem nie tylko rzek, ale również nas ludzi – jest podrzędna wobec interesów inwestorów, developerów i rządzących. Uznanie Odry za osobę prawną to przyznanie jej prawa do spokoju, zdrowia, swobodnego płynięcia.
Pytanie nie brzmi czy to możliwe, by uznać Odrę za osobę prawną, ale raczej jak to zrobić gwarantując jej realną ochronę. Uznanie rzeki za osobę prawną to wyłącznie pierwszy i niezbędny krok w środku trwającego kryzysu klimatycznego. Krok zmierzający do stworzenia prawa gwarantującego człowiekowi przyszłość na planecie, postrzeganej jako żywy organizm.
Petycję znajdziesz tutaj, przeczytaj proszę jej treść, podpisz i udostępnij: https://naszademokracja.pl/petitions/odra-jako-osoba-prawna
Przypisy:
1. Tatiana Chauvin, „Osoba fizyczna czy człowiek? Kilka refleksji na temat podmiotu prawa” PRINCIPIA LXI-LXII (2015): 123-142, 2016.
2. Antoni Siemianowski, „Wokół definicji osoby. Problemy z definicją Boecjusza”, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, DOI: 10.15290/std.2018.04.05.
3. Widła, B. (2022), Prawa natury? Własność i podmiotowość prawna w antropocenie, w: Jasikowska, K., Pałasz, M. (red.), Za pięć dwunasta koniec świata. Kryzys klimatyczno-ekologiczny głosem wielu nauk. Kraków: Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, Biblioteka Jagiellońska, s. 513–539. za512.uj.edu.pl.
4. Tamże.
5. Magdalena Sitek, Piotr Benedykt Zientarski, „Wybrane aspekty realizacji zasady zrównoważonego rozwoju samorządu terytorialnego”, Kancelaria senatu, Warszawa 2019.
6. Widła, B. (2022), Prawa natury? Własność i podmiotowość prawna w antropocenie, w: Jasikowska, K., Pałasz, M. (red.), Za pięć dwunasta koniec świata. Kryzys klimatyczno-ekologiczny głosem wielu nauk. Kraków: Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, Biblioteka Jagiellońska, s. 513–539. za512.uj.edu.pl.
7. Sierra Club v. Rogers Clark Ballard Morton, Secretary of the Interior i in. (405 U.S. 727).
Robert Rient, dziennikarz, pisarz, autor książek „Świadek”, „Duchy Jeremiego” i „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”, praktyk szamanizmu.
W najbliższą sobotę 27 sierpnia odbędzie się druga edycja akcji Czysty Bałtyk. Stowarzyszenie Czysta Polska wraz z wolontariuszami posprzątają plaże oraz pas nadbrzeżnych wydm od Gdańska po Puck. Centrum wydarzenia, do którego warto zaglądać przez cały dzień, będzie miasteczko ekologiczne zlokalizowane przy molo w Gdańsku Brzeźnie.
Wielkie sprzątanie plaż rozpocznie się w sobotę o 10:00. Na tę godzinę zaplanowano otwarcie mobilnych punktów rejestracyjnych, które zlokalizowano w Gdańsku przy Starym Molo, molo w Brzeźnie oraz na plaży Jelitkowo (wejście 73), w Gdyni przy molo w Orłowie oraz plaży śródmiejskiej „przy rybkach”, a także w Rewie (plaża ul. Bursztynowa) i Pucku (ul. Żeglarzy przy molo). Każdy, kto zgłosi się do udziału w wydarzeniu otrzyma tam niezbędnik wolontariusza, składający się z workoplecaka, rękawiczek, worka na śmieci oraz koszulki, będącej wyróżnikiem uczestnika akcji.
Wraz z rozpoczęciem akcji, ruszy również miasteczko ekologiczne przy molo w Gdańsku Brzeźnie, gdzie nie będzie ani chwili na nudę. Na początek organizatorzy zapraszają na rozgrzewkę w strefie boisk plażowych, gdzie o 11:00 trening siatkarski poprowadzą wieloletni reprezentanci Polski Piotr Nowakowski i Piotr Gacek. Pojawią się również mali rugbiści Ogniwa Sopot. Wkrótce potem rozpoczną się całodniowe animacje dla dzieci: zumba, gry i zabawy edukacyjne, czy konkursy. Na plaży będzie można również zobaczyć pokaz ratownictwa wodnego z udziałem psa ratownika.
Z kolei na scenie odbędą się liczne, ciekawe i merytoryczne rozmowy o ochronie środowiska. Z prof. Tymonem Zielińskim porozmawiamy o zagrożeniach Bałtyku. Natalia Szyk-Trocha opowie o projektowaniu budynków w duchu eko. Odbędą się również warsztaty „less waste”, a o 15:00 zaplanowano Eko MeetUp, czyli spotkanie z twórcami internetowymi. O 16:00 dla dzieci wystąpi znany tik-toker Pan Buźka, a o 17:00 podsumujemy efekty akcji. Dzień zamknie koncert zespołu True Colours.
Sporo będzie się również działo w strefach partnerów. Rekopol cały dzień będzie uczył prawidłowej segregacji, organizując rodzinne konkursy. Sieć sklepów Biedronka pozwoli sprawdzić wiedzę ekologiczną młodszym i starszym. Dzieci będą układać magnetyczne MegaPuzzle, a dorośli wezmą udział w SegregAkcji. Na każdego czekać będą świeże owoce sezonowe oraz pamiątkowa ramka do zdjęć.
Aspekt edukacyjny dla organizatorów wydarzenia: Stowarzyszenia Czysta Polska oraz United Nations Global Compact jest najistotniejszy, stąd nacisk na bogaty program wartościowych aktywności w miasteczku ekologicznym. Równie ważne tego dnia będzie też pozostawienie dobrego śladu na plażach. Wolontariusze, członkowie stowarzyszenia i ambasadorzy mają dać dobry przykład wszystkim turystom, spędzającym czas zarówno nad zatoką, jak i otwartym morzem.
– Dbanie o morze, plaże oraz o czyste powietrze nad nimi ma ogromne znaczenie w aspekcie lokalnym, jak i globalnym, bowiem problem dotyczy całego świata. Niemniej powinniśmy zacząć od miejsca, w którym żyjemy z myślą, że każda akcja może mieć ogromny wpływ zarówno na naszą społeczność
jak i całą planetę. Dlatego bardzo się cieszę, że „Czysty Bałtyk” po raz kolejny zagości w gminie Kosakowo, licząc na to, że powiększy się grono osób, świadomych, że Bałtyk to nie śmietnik – powiedział zastępca wójta gminy Kosakowo Marcin Kopitzki.
Wolontariusze Stowarzyszenia Czystej Polski, poza Rewą, drugi rok z rzędu dotrą także do Pucka, który w sezonie letnim również przeżywa turystyczne oblężenie. – Bardzo nas cieszą takie wydarzenia jak Czysty Bałtyk, w końcu Bałtyk oraz Zatoka Pucka to nasze dobro narodowe, o które trzeba dbać. Liczymy, że zaangażowanie i energia w projekt jeszcze bardziej zmienią podejście do większego dbania o czystość wód, jak i plaż. Mamy nadzieję, że akcja z każdym rokiem będzie przybierać na sile, cieszymy się, że możemy brać aktywny udział w tych przeobrażeniach, wspierając organizatorów poprzez promocję, jak i wywóz zebranych śmieci. – podkreśliła burmistrz Miasta Puck Hanna Pruchniewska.
Akcja Czysty Bałtyk odbędzie się w najbliższą sobotę 27 sierpnia. Punkty rejestracyjne dla wolontariuszy będą otwarte w godzinach 10:00 – 15:30. Najlepszym rozwiązaniem jest wcześniejsza rejestracja internetowa pod adresem: https://czystapolska.org.pl/formularz-rejestracyjny-dla-osob-pelnoletnich-czysty_baltyk/
Czysty Bałtyk to przede wszystkim wydarzenie edukacyjne, które obok zbierania śmieci z wybrzeża naszego morza, ma na celu pozytywną zmianę świadomości ekologicznej Polaków. Partnerem strategicznym akcji jest sieć sklepów Biedronka. Partnerem głównym marka Electrolux. Partnerami wspierającymi są Jan Niezbędny, Rekopol, EPAM Polska, Zakład Utylizacyjny w Gdańsku, Gdański Ośrodek Sportu oraz Get Hero. Patronat nad akcją objęły Obszar Metropolitalny Gdańsk-Gdynia-Sopot, RMF FM oraz Onet.
Źródło: Stowarzyszenie Czysta Polska
Szóstego dnia festiwalu Green Film Festival w Krakowie odbędzie się pokaz “Wegańskiej Warszawy” – dokumentu w reżyserii dr. Marcina Anaszewicza, CEO Green REV Institute, i Anny Spurek, COO Green REV Institute. Reportaż nagrywany był w sierpniu 2021 roku, kiedy to głównym temat debaty publicznej stanowiła pandemia i kryzys gospodarczy. Dokument ten jest wyjątkowo aktualny i dzisiaj – rok później, po agresji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r., upałach, suszach, pożarach na całym świecie, galopującej inflacji oraz kryzysie społecznym i gospodarczym, które dzieją się na naszych oczach i w milczeniu są obserwowane przez polityków i decydentki.
Green Film Festival w Krakowie wyznacza kierunek kina dla klimatu. Dzisiaj, kiedy pojawia się coraz więcej produkcji filmowych organizacji pozarządowych, które codziennie stają do walki o prawa zwierząt i naprawę bankruta moralnego, klimatycznego, zdrowotnego i społecznego, jakim jest nasz system żywnościowy, takie wydarzenia są szczególnie potrzebne.
“Wegańska Warszawa” już na 8 festiwalach filmowych!
“Wegańska Warszawa” została lub zostanie pokazana na na 8 festiwalach filmowych; The Paus Premieres Festival, Lift-Off Filmmaker Sessions, One Earth Awards, Festival del Cinema di Cefalu, ECOCUP Green Documentary Film Festival, EKOTOPFILM / ENVIROFILM Festival i BNP Paribas GreenFilm Festival, z czego na Widlife Vaasa Festival-International Nature Film została nagrodzona jako “finalist”.
“Wegańska Warszawa” to opowieść o ludziach i działaniu
“Wegańska Warszawa” to odpowiedź na pytanie, czy da się zmieniać świat poprzez biznes, kojarzony głównie z dążeniem do maksymalizacji zysków, humanewashingiem i greenwashingiem. Jednak Konrad, Karolina, Iga, Paweł, Ala i Yulia odkrywają przed nami inny, lepszy świat; świat zbudowany dzięki wartościom i wierze w efektywną walkę na rzecz zwierząt ludzkich i pozaludzkich i środowiska.
Wyjątkowi bohaterowie i bohaterki tego reportażu, którego można obejrzeć również tutaj, to:
Paweł z Youmiko Vegan Sushi;
Ala i Yulia ze Słusznej Strawy;
Paweł, Karolina i Konrad ze Spółdzielni Margines/ Lokal Vegan Bistro;
Iga z Roślinnego Qurczaka/Apollo.
Słuszna Strawa to kolektyw, spółdzielnia socjalna, która powstała, żeby łączyć weganizację potraw kuchni międzynarodowej z realnym wsparciem dla osób uchodźczych. Yulia, szefowa kuchni i Białorusinka, mówiąc o swoich marzeniach mówi: “ skończyć wojny”. Lokal Vegan Bistro od lat wspiera osoby uchodźcze i stał się miejscem zbiórek i pomocy, Apollo i Youmiko wspierały zbiórki, prowadziły działania na rzecz uchodźców i uchodźczyń.
A co na to politycy i decydentki?
W tym samym czasie kiedy bohaterowie i bohaterki ruszyli na pomoc, wdrażając wartości w czyny, rządy i organizacje międzynarodowe wykorzystały okazję do wzmocnienia systemu żywności opartego na produkcji zwierzęcej. Słynna strategia Od pola do stołu jest z dnia na dzień okrajana nożem do sera i kotletów z elementów zielonej, roślinnej transformacji.
Wsparcie finansowe w czasie wojny otrzymał sektor produkcji zwierzęcej chociażby przemysł mleczarski a reforma polityki promocji UE została zepchnięta hasłem “teraz gospodarka i eksport”, polityka zielonej transformacji została odsunięta na bok.
A produkcja żywności wciąż w ogromnym stopniu powoduje zanieczyszczenie powietrza, wody i gleby, przyczynia się do utraty bioróżnorodności i zmian klimatycznych oraz zużywa nadmierne ilości zasobów naturalnych, a jednocześnie znaczna część żywności jest marnowana.
Rolnictwo, jakie znaliśmy jest globalnym bankrutem
W USA ponad 90 % produkcji zwierzęcej to fermy przemysłowe, w Europie ponad 80%. Antybiotykooporność, zanieczyszczenie gleb, powietrza, wody. Choroby cywilizacyjne. Katastrofa wykorzystywania miliardów zwierząt rocznie. Produkcja zwierzęca, w tym przemysł mięsny, mleczarski i jajczarski, jest fundatorem katastrofy klimatycznej, etycznej i zdrowotnej.
Społeczeństwo o krok przed decydentami i polityczkami
Pomimo, że prawda jest widoczna gołym okiem, Komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski w odpowiedzi na stanowisko Green REV Institute, wyrażające dezaprobatę dla planu wsparcia hiszpańskiego sektora mleczarskiego w kwocie 169 milionów euro, mówi jasno:
“Produkcja mleka jest w pełni zgodną z prawem działalnością rolniczą i gospodarczą, która przyczynia się do dostarczania konsumentom pożywnej i zdrowej żywności, wspierania obszarów wiejskich, a także do utrzymania cennych ekosystemów użytków zielonych i krajobrazów kulturowych na obszarach wiejskich.”
W cieniu walki o prawo do kremowego cappuccino z mlekiem zwierzęcym, zabranym od krowiej matki, ale i kotleta schabowego z zabitej, nieszczęśliwej, cierpiącej świni, jakich nigdy nie zobaczymy na obrazkach w sklepach czy reklamach, bohaterowie i bohaterki wspomnianego dokumentu, wygrywają. Wegańskie biznesy wygrywają, pomimo braku wsparcia systemowego; wygrywają, choć nie należą do uprzywilejowanych i finansowanych – mięsa, nabiału i jaj. Wygrywają, bo zmieniają narrację.
“Wegańska Warszawa” to opowieść o wygranej wegańskich biznesów
Wegańskie biznesy nie muszą dopisywać do etykiet “od szczęśliwych kurek”, bo wiedzą, że najszczęśliwsze kurki to te, które nie muszą być fabrykami jedzenia dla człowieka. Wegańskie biznesy powoli łączą siły i zaczynają tworzyć własne organizacje rzecznicze, zabierać głos jak Heura, VFC, Oatly. Nie boją się mówienia prawdy o tym, jak biznes zwierzęcy niszczy planetę i zaczynają pojawiać się w sądach. Obnażają rzeczywistość produkcji zwierzęcej, wyręczając polityków i decydentki, które nadal boją się przyznać, że nie da się nikogo zabić humanitarnie.
O “Wegańskiej Warszawie”
Dokument “Wegańska Warszawa” pokazuje odwagę. Odwagę ludzi, którzy realizując swoje marzenia i wartości, stoją naprzeciwko ogromnych kłamstw, zakłamania, bierności. Ludzi, którzy samym faktem, że działają, produkują, karmią – dają manifest zrównoważonego systemu żywności, w którym prawa zwierząt, prawa człowieka i klimat są respektowane.
Debaty i dyskusje
Na Green Film Festival odbędą się również liczne debaty związane z tematyką systemu żywnościowego, jego wad i proponowanych rozwiązań. Podczas dwóch z tych dyskusji, Green REV Institute i Koalicję Future Food 4 Climate będzie reprezentować Ewelina Łobodziec, Media Coordinator w Green REV Institute, która weźmie udział w następujących debatach:
18:00-19:30 – panel dyskusyjny ONZ pt. “Ciemna strona żywności”
21:00-21:30 – debata “Przyszłość żywienia”
Serdecznie zapraszamy do Krakowa!
Źródło: Green Rev Institute