Polska stanie się samotną wyspą na mapie systemów kaucyjnych Europy pod względem ich wydajności. System kaucyjny, który ma objąć wyłącznie plastikowe butelki jednorazowe po raz kolejny pokazuje, że rządzący za nic mają sobie nie tylko środowisko i społeczeństwo, ale i doświadczenia, skuteczne wzorce i wnioski płynące z działających w Europie systemów kaucyjnych. Niewłączenie do systemu większej ilości frakcji, w tym przede wszystkim puszki aluminiowej jest nielogiczne i niezgodne z rekomendacjami naukowców, którzy mówią, że musimy walczyć o każdy kilogram recyklingu aluminium.

Dotychczas 27 krajów wprowadziło lub planuje wdrożyć system kaucyjny. Wszystkie 12 działających systemów kaucyjnych obejmuje metalowe puszki (Chorwacja, Dania, Estonia, Finlandia, Islandia, Holandia, Litwa, Łotwa, Niemcy, Norwegia, Szwecja i Słowacja). 11 pozostałych państw, które już mają szczegółowe dane na temat kształtu systemu, także zdecydowały o zbieraniu puszki (Austria, Białoruś, Cypr, Grecja, Irlandia, Malta, Portugalia, Rumunia, Szkocja, Turcja, Węgry). 4 kraje jeszcze nie podjęło decyzji co do frakcji, które zostaną objęte kaucją (Hiszpania, Anglia z Irlandią Płn., Walia, Serbia).
Tylko podejście, w którym znajdzie się jak najwięcej frakcji, gwarantuje redukcję zaśmiecania, maksymalizację poziomów zbiorki i czystość surowca. Europa zdaje się to potwierdzać: nie ma takiego systemu kaucyjnego, w którym nie ma puszki!

10% robi różnicę

Obecnie w Polsce według danych pochodzących od przetwórców aluminium zbieramy ok. 80% puszek aluminiowych w optymalnych warunkach, czyli z odpadów zebranych selektywnie. Dla odróżnienia system kaucyjny gwarantuje uzysk 90% ze wszystkich odpadów wprowadzonych na rynek! Żeby uzmysłowić sobie, o jakich ilościach puszek mówimy, przypomnijmy, że rocznie na polski rynek wprowadza się 82 tys. ton puszek aluminiowych. 10% to różnica między obecnie deklarowanym poziomem zbiórki a możliwym do uzyskania w ramach systemu kaucyjnego.

10% wszystkich wprowadzonych puszek to 8,2 tys. ton. Zakładając, że kilogram puszek to ok. 56 sztuk, system kaucyjny zawróci do systemu prawie 460 mln z nich. Dziś puszki te leżą w lasach, obok boisk piłkarskich, placów zabaw, przy ścieżkach, na łąkach, a także w przydrożnych rowach.

Początkiem wiosny wybrałam się na spacer. Poziom zaśmiecenia puszkami przeraził mnie. Na odcinku 100 m w Ciężkowicko-Rożnowskim Parku Krajobrazowym ze wściekłością i smutkiem naliczyłam ponad 70 puszek leżących w bezpośredniej bliskości trasy. Jak to się ma do deklarowanych 80% zbiórki? Trudno podważać prezentowane dane. Niestety dobrze wyglądają tylko na papierze. Przytomna obserwacja otaczającej rzeczywistości pokazuje coś zupełnie innego. Zaśmiecenie aluminium jest ogromne i niebezpieczne dla ludzi i zwierząt, a obecny system mimo świetnych wyników jest widocznie nieskuteczny – mówi Patrycja Kita z Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste.

Branża producentów puszek aluminiowych głośno mówi, że zamiast włączenia puszek do systemu kaucyjnego należy doposażać sortownie w dokładniejsze urządzenia do oddzielania aluminium. Najnowsze opracowania wskazują, że po wdrożeniu reformy ROP (rozszerzonej odpowiedzialności producenta) sortownie będą mogły doposażyć instalacje w systemy wydzielania pozostałych opakowań z metali nieżelaznych, w tym tych najdrobniejszych o wielkości ok. 1 mm. Rzeczywiście to świetne rozwiązanie dla pozostałych opakowań z metali nieżelaznych, takich jak: świeczki, tacki, nakrętki, puszki po żywności stałej itp. Wydzielanie stanowi dla nich doskonałą alternatywę, co wykazały porównania dostępnych technologii. Jednocześnie samo doposażenie sortowni, choć to bardzo ważny pomysł, nie wpłynie na poziom zaśmiecenia środowiska puszkami po napojach, czyli nie zrealizuje celów środowiskowych. W tym wypadku najbardziej optymalnym systemem zbiórki jest system kaucyjny.

Co istotne, w ostatnio opublikowanym raporcie nt. możliwej optymalizacji sortowania metali nieżelaznych wykazano, iż efektywność sortowania puszek metalowych osiąga maksymalnie 83%, a zatem dużo poniżej poziomu efektywności systemu kaucyjnego, który dodatkowo eliminuje zaśmiecanie.

Cyrkularność, czyli jak ze 100 puszek zrobić 1800

Raz wyprodukowane aluminium stanowi produkt, który daje możliwość nieskończonego wykorzystania. Należy jednak pamiętać, że produkcja puszki z materiału pierwotnego to kosztowna sprawa. Aluminium powstaje z boksytu, którego wydobycie wiąże się z dużą uciążliwością dla środowiska naturalnego i klimatu, a wytopienie aluminium wymaga ogromnych ilości energii. To ważny powód, dla którego powinniśmy dbać o jak najlepsze wykorzystanie każdej wyprodukowanej puszki.
Z danych przedstawionych w Raporcie Eunomii dla Ball Packaging Europe wynika jasno, że im wyższy poziom zbiórki puszek tym więcej puszek można wytworzyć ze 100 puszek z materiału pierwotnego. Wraz ze wzrostem wskaźników zbiórki i recyklingu w systemie kaucyjnym poprawia się zdolność odzyskania materiału. W jaki sposób ilość cykli wpływa na ilość wytwarzanych puszek prezentuje poniższy wykres.

Skuteczny system kaucyjny wpływa na zwiększenie poziomu zbiórki czystego strumienia, co daje w rezultacie dużo wyższe poziomy recyklingu uzyskiwane dzięki większej ilości kolejnych cykli (kolorowe odcinki słupków na wykresie). Liczba puszek w kolejnych cyklach, których jest coraz więcej, sumuje się. Wzrost ilości zebranych puszek powoduje wykładniczy wzrost produkcji tego typu opakowań na bazie recyklatu, co ma kapitalne znaczenie dla rozwoju GOZ oraz redukcji emisji CO2 – twierdzi Filip Piotrowski z Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste. – Jaki ważny powód mamy w Polsce, by tak się nie stało?

Obecny poziom zbiórki aluminium w Polsce (80%) oznacza, że ze 100 puszek z surowca pierwotnego możemy wytworzyć niecałe 400 nowych puszek w kolejnych cyklach. Jeśli zbiórka osiągnie poziom 90%, wytworzymy ponad 850 puszek (z tych samych 100 puszek z materiału pierwotnego), a przy poziomie równym 95% – aż 1800!!!

Przypomnijmy, że ponad 90-procentowy wynik zbioru puszki aluminiowej zapewnia tylko system kaucyjny.

Edukacja nie wystarczy

W środowisku niektórych interesariuszy pojawiają się głosy, że edukacja mieszkańców oraz samorządowców na temat tego, jak nie marnować cennego aluminium to sposób na wzrost zbiórki tego surowca. Niestety mimo szczytnej idei jak dotąd akcje edukacyjne nie doprowadziły do zwiększenia zbiórki w skali kraju, a więc trudno mówić o zmianie. W przeciwieństwie do ważnej, ale często zbyt drogiej i zbyt mało skutecznej edukacji, kaucja stanowi potwierdzoną silną motywację ekonomiczną dla konsumentów i obywateli. – Takie podejście zachęca do odniesienia opakowania do punktu zbiórki (im ich więcej, im powszechniejszy udział detalistów w systemie, tym ta czynność staje się łatwiejsza i bardziej efektywna). Nawet jeśli nasz przykładowy konsument okaże się niezmotywowany kaucją, odpad uzyskał rangę wartościowego na poziomie systemowym. Nie jest już dłużej zwykłym śmieciem, a surowcem, o ustalonej cenie rynkowej. To zaś gwarantuje, że wcześniej lub później trafi z powrotem do systemu i przyczyni się do zamykania obiegu surowców – tłumaczy Patrycja Kita.

Źródła:
Fakty o aluminium: https://friendsoftheearth.eu/wp-content/uploads/2013/02/13_factsheet-aluminium-gb.pdf
Raport Gospodarka odpadami opakowaniowymi po napojach w Polsce: teraz i w niedalekiej przyszłości, dostępny: https://kaucyjny.pl/wp-content/uploads/2022/02/RaportPSZW_Gospodarka-odpadami.pdf
Raport Eunomia dla Ball Packaging Europe www.ball.com


 

Na świecie z powodzeniem działają od lat. W Polsce spółdzielnie energetyczne są nowym zjawiskiem, a pionierzy nie mają łatwo. Muszą się mierzyć z brakiem instytucjonalnego wsparcia i piętrzącymi się barierami prawnymi. Już 2 czerwca br. w Warszawie odbędzie się konferencja, podczas której działacze, politycy i eksperci opowiedzą o funkcjonowaniu wspólnot energetycznych.

Konferencja organizowana przez Polską Zieloną Sieć pt. „Siła wspólnoty, czyli demokracja energetyczna w czasach kryzysu” odbędzie się 2 czerwca 2022 r., w godz. 9.30 – 16.00, w Centrum Prasowym Newserii przy ulicy Chmielnej 73 w Warszawie. Chęć udziału w konferencji wyraził Pan Mark Brzeziński, Ambasador USA w Polsce oraz Pani Marzena Guz-Vetter, Dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Wśród potwierdzonych gości jest również m.in. była wicepremier Jadwiga Emilewicz z PiS oraz Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL. Spodziewamy się także obecności posłanek Beaty Maciejewskiej z Lewicy i Urszuli Zielińskiej z Partii Zieloni, Macieja Żywno – wiceprzewodniczącego Stowarzyszenia Polska 2050, senatora Stanisława Gawłowskiego z Platformy Obywatelskiej

Rejestracja uczestnictwa w konferencji >> TUTAJ

Pierwsza część konferencji poświęcona będzie perspektywom rozwoju demokracji energetycznej w Polsce. W dyskusji wezmą udział politycy zaangażowani w ochronę klimatu i bezpieczeństwa. W drugiej odsłonie konferencji swoimi doświadczeniami na temat wspólnot energetycznych podzielą się spółdzielcy z krajów Europy Zachodniej: Christina Vraka – Członkini Zarządu spółdzielni energetycznej WEnCoop Energy Cooperative z Grecji, Sara Capuzzo – Prezeska spółdzielni energetycznej ÈNostra Società Cooperativa z Włoch. W trzeciej części zajmiemy się bowiem aktualną sytuacją wspólnot energetycznych w Polsce, w tym regulacjami i istniejącymi barierami prawnymi. Głos zabiorą zaangażowani w tworzenie wspólnot energetycznych samorządowcy – Jakub Szymański z Serocka, oraz Komisji Europejskiej – Izabela Zygmunt oraz przedstawiciel Ministerstwa Klimatu i Środowiska.

Czerwcowa konferencja to wydarzenie cykliczne i zagości w Warszawie już po raz czwarty. Jej organizatorem jest Polska Zielona Sieć, w ramach kampanii „Więcej niż Energia”. Konferencję wspierają European Climate Foundation oraz Open Society Foundations.


 

„Rodzice dla klimatu” zapraszają do udziału w peletonie rowerowym z Bełchatowa do Warszawy przez Nowy Janów, Piotrków Trybunalski, Zalew Sulejowski, Tomaszów Mazowiecki, Skierniewice, Żyrardów i Nadarzyn, do udziału w wydarzeniach towarzyszących oraz do wspólnego działania na rzecz klimatu, czystego powietrza, ochrony przyrody oraz sprawiedliwej transformacji. W dniach 25.05. – 29.05.2022 każdy może przyłączyć się do wydarzeń na trasie przejazdu peletonu głównego i pokazać, że klimat to nasza wspólna sprawa.

Uczestnicy wydarzenia zjeżdżają się 25 maja w Nowym Janowie, miejscowości znajdującej się nieopodal elektrowni Bełchatów, która jest jednym z największych emitentów CO2 w Europie, by nazajutrz w Dniu Matki, 26 maja, wyruszyć na trasę raju rowerowego współorganizowanego przez Rodziców dla Klimatu. W drodze pod Sejm, która potrwa cztery dni, zaplanowane są wydarzenia edukacyjne, dyskusje i spotkania z lokalną społecznością. Z rowerem lub bez, do “Rajdu dla Klimatu”, dołączyć może każdy.

Celem rajdu jest zwrócenie uwagi na potrzebę ambitnej polityki klimatycznej dla Polski, ale też rozmowa o problemach i potrzebach lokalnych społeczności, w tym sprawiedliwej transformacji regionów wydobywczych.

To wydarzenie jest przede wszystkim dla miłośników jazdy rowerem, ale nie tylko. Bardzo chcemy spotykać się z mieszkankami i mieszkańcami miast znajdujących sie na trasie przejazdu. Dlaczego jedziemy? …bo nie możemy biernie czekać i przyglądać się jak przyszłość naszych dzieci i kolejnych pokoleń zostaje zaprzepaszczana. Martwimy się, że kryzys klimatyczny jest coraz bardziej realny. Ekstremalne zjawiska pogodowe, susze, pożary, topnienie lodowców – to wszystko konsekwencje ludzkiej nieodpowiedzialności. Od pięciu lat rządzący jedynie debatują, zastanawiają się, ale nic nie robią, nie słuchają naukowców. Konieczne jest w Polsce przeprowadzenie przekształceń energetycznych już teraz. Musimy przestać spalać węgiel jak najszybciej! Musimy przestać zanieczyszczać środowisko!” – komentuje Dorota Herman z Rodziców dla Klimatu, mama Dominika i Julka.

Trasa przebiegać będzie przez Bełchatów, Piotrków Trybunalski, Zalew Sulejowski, Tomaszów Mazowiecki, Skierniewice, Żyrardów i Nadarzyn. Stały skład peletonu rowerowego liczy 10 osób, ale, co bardzo ważne, każdy w dowolnym momencie będzie mógł do niego dołączyć. Szczegóły lokalizacji dostępne są na stronie www Rodziców dla Klimatu oraz w mediach społecznościowych organizatorów.

W miastach-przystankach można będzie wziąć udział w licznych wydarzeniach: panelach dyskusyjnych i naukowych, ale też wydarzeniach o charakterze familijnym tj. np. warsztaty robienia kiszonek, naturalnych kosmetyków, zabawy rodzinne, wegańskie gotowanie, szydełkowanie ekologiczne, wspólne sprzątanie lasów, malowanie eko-muralu farbą pochłaniającą zanieczyszczenia z powietrza, wystawę prac artystów i artystek z całego świata, a także dzieci z Polski, pod szyldem międzynarodowej kampanii #OurOtherMother (Nasza Druga Matka).

Symboliczną metą wydarzenia jest Sejm w Warszawie, przed którym w niedzielę, 29 maja, nastąpi zjazd rodzicowo – rowerowej masy krytycznej, konferencja prasowa oraz odczytanie i złożenie w kancelarii premiera petycji wzywającej go do działań na rzecz ambitnej polityki klimatycznej.

Widzimy, jak nasze dzieci wychodzą na ulice, walcząc o swoją przyszłość – zamiast beztrosko cieszyć się dzieciństwem. Tak być nie powinno! Ludzie potrzebują zielonych i sprawiedliwych globalnych reform, które przyczynią się nie tylko do powstawania miejsc pracy, ale przede wszystkim do tworzenia bardziej bezpiecznego świata i przyszłości dla naszych dzieci’ – dodaje Kamila Kadzidłowska z Rodziców dla Klimatu, mama Julka, Jeremiego i Leona.

Zwieńczeniem rajdu będzie natomiast wegański rowerowy piknik rodzinny z okazji Dnia Dziecka połączony m.in. z eko-warsztatami, rozmową z uczestnikami rajdu oraz otwarta scena dla małego eko-artysty-aktywisty na terenie pobliskiego Jazdowa.

Szczegółowy plan wydarzeń na stronie https://www.rodzicedlaklimatu.org/rowerem-dla-klimatu/.

Źródło: Rodzice dla Klimatu.


 

W grudniu 2019 roku Komisja Europejska przyjęła strategię „Europejki Zielony Ład”. W nią wpisuje się strategia „Od pola do stołu”, która przewiduje ambitne cele dla unijnego rolnictwa, co budzi ogromne emocje w sektorze rolno-spożywczym. Emocje podsyca sektor agrochemiczny – główny beneficjent rolnictwa napędzanego chemicznie. Czy wyznaczone cele uda się wdrożyć w politykę rolną poszczególnych krajów? Czy może pod naporem lobbingu sektora agrochemicznego strategia rozsypie się w pył mało istotnych zapisów prawnych?

Rolnictwo, jakie dominuje dziś w krajach rozwiniętych – w Unii Europejskiej i w Polsce – jest krytykowane. Zarzuca mu się, że przyczynia się do zmian klimatu, zanieczyszcza wodę i ogranicza jej zasoby, powoduje jałowienie gleb, a na skutek używania pestycydów przyczynia się do spadku populacji pszczół i oddziałuje negatywnie na zdrowie rolników i innych mieszkańców obszarów wiejskich.
Koncentracja hodowli, scalanie gruntów, usuwanie miedz, drzew i krzewów śródpolnych, likwidacja oczek wodnych, monokulturowe uprawy wielkoobszarowe, nawozy mineralne, tysiące środków ochrony roślin, rozwinięta mechanizacja, a teraz również informatyzacja – drony, mierniki satelitarne, aplikacje komputerowe… Tym jest dzisiejsze rolnictwo.

Europejski Zielony Ład (ang. European Green Deal) to nowa strategia rozwoju gospodarczego Unii Europejskiej. Jej celem jest głęboka ekologiczna przebudowa gospodarki UE, która z trzeciego największego emitenta gazów cieplarnianych na świecie ma do 2050 roku stać się pierwszym obszarem neutralnym klimatycznie. Cele klimatyczne UE na 2030 rok także będą dostosowane do zobowiązań Porozumienia paryskiego (2016) na rzecz klimatu. Strategia Europejskiego Zielonego Ładu obejmuje wszystkie unijne polityki kluczowe dla osiągnięcia tych celów: energetyczną, gospodarkę obiegu zamkniętego, mobilność, budownictwo i mieszkalnictwo, na rzecz różnorodności biologicznej, rolną i żywności („Od pola do stołu”) oraz na rzecz likwidacji zanieczyszczeń środowiska.

Same zabiegi rolnicze też się zmieniają – coraz szerzej stosuje się środki chemiczne. Do „przygotowania pola” pod uprawę używa się herbicydów – aby oczyścić glebę z życia, tak by żadne rośliny nie miały szansy wyrosnąć na polu i „zanieczyścić” nowe uprawy. Najczęściej są to herbicydy na bazie glifosatu, których na świecie sprzedaje się dziś ponad 800 tysięcy ton rocznie. Wymyślono też dla nich inne „nowoczesne” zastosowanie, tzw. desykację, czyli oprysk przed zbiorem. Oprysk powoduje obumarcie roślin, które w ten sposób zostają „dosuszone”, co ułatwia ich zbiór i zmniejsza straty plonu. Jest to szeroko stosowana praktyka w uprawie rzepaku, łubinu, gorczycy, roślin strączkowych, słonecznika i zbóż, m.in. gryki i prosa. Z tego powodu prawnie regulowane Najwyższe Dopuszczalne Poziomy (NDP) pozostałości glifosatu w produktach rolnych z wielu wymienionych powyżej roślin są wyższe od standardowej normy 0,1 mg/kg – czasem nawet 100 lub 200 razy. Nic dziwnego, że znajdujemy glifosat w kaszy.

Nie będziemy rozwijać kwestii chowu zwierząt w fermach-fabrykach, gdzie profilaktycznie stosuje się środki przeciwdrobnoustrojowe, których pozostałości znajdujemy w mięsie, co daje różnym patogenom możliwość uodpornienia się na antybiotyki. Natomiast niezależnie negatywnego wpływu rolnictwa na środowisko i przyrodę, już samo występowanie pestycydów i antybiotyków w żywności powinno budzić nasz niepokój. Fakt ten świadczy o nieskuteczności unijnej Wspólnej Polityki Rolnej, na którą przeznaczamy prawie 40% budżetu UE. Nadzieją jest Europejski Zielony Ład, którego strategia „Od pola do stołu” zakłada ambitne cele do osiągnięcia w 2030 roku.

Rolników jest bardzo wielu, a gospodarstwa są bardzo różne. W pewnym uproszczeniu gospodarstwa konwencjonalne (znakomita większość gospodarstw) stosują zasadę: dzięki chemii i maszynom zmuszamy ziemię do wyprodukowania tego, co chcemy (lub chce rynek) w jak największej ilości. Poprzez różne „dobre praktyki” zmniejszamy szkodliwe oddziaływanie na środowisko, nigdy go do końca nie eliminując. Mówi się wówczas o „rolnictwie zrównoważonym”. Wielkie gospodarstwa używają do tego technologie, czyli stosują tzw. rolnictwo precyzyjne. Gdy rolnictwo konwencjonalne stara się zwiększać magazynowanie dwutlenku węgla przez glebę i rośliny, mówi się o „rolnictwie węglowym”. Natomiast, gdy stara się zmniejszać emisje gazów cieplarnianych, m.in. przez praktyki hodowlane ograniczające emisje metanu i tlenku azotu, mówi się o „rolnictwie przyjaznym dla klimatu”. Ale wciąż mamy pestycydy i antybiotyki.

Czy można inaczej? Można. Miliony rolników na świecie reprezentują inne podejście do ziemi i rolnictwa – oparte na trosce o glebę, ekosystemy i przyrodę. Dzięki wiedzy i szacunkowi do świata żywego, wykorzystując naturalne procesy i synergie biologiczne, z pomocą naturalnych nawozów i środków biologicznych, można produkować żywność wysokiej jakości, nie szkodząc środowisku i różnorodności biologicznej. Nazywamy to agroekologią. Wbrew rozpowszechnionym opiniom, to właśnie takie rolnictwo daje najlepsze rezultaty. W tym duchu rozwija się rolnictwo ekologiczne, regeneratywne, agroleśnictwo, permakultura. Agroekologię promuje też dziś FAO – Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa.

Czy konsument może wybrać z którego modelu kupuje żywność? Jedynie rolnictwo ekologiczne jest objęte systemem certyfikacji, która pozwala mieć gwarancję, że produkt został wytworzony w zgodzie z przyrodą, bez użycia chemicznych nawozów i środków ochrony roślin. Żywność z certyfikatami produktów regionalnych i tradycyjnych („jakość tradycja”, „chroniona nazwa pochodzenia”, „gwarantowana tradycyjna specjalność”, „chronione pochodzenie geograficzne”) produkowana jest w sposób tradycyjny. Można oczekiwać, że produkcja takiej żywności będzie także przyjazna środowisku, choć nie ma tu tak jasnych formalnych wymogów. To tyle. Pozostaje nam wspierać rolnictwo ekologiczne oraz wywierać presję na rolników konwencjonalnych, żeby ich praktyki były jak najbardziej zrównoważone, aby środki chemiczne nie przenikały do żywności.

Artykuł ukazał się w Raporcie FoodRentgen „Prześwietlamy mąki” (marzec 2021)
www.foodrentgen.eu/pl/raport-maki


 

Wystartowała kampania #FurFreeEurope! Obywatele i obywatelki Unii Europejskiej chcą zakazu hodowli zwierząt na futra. Chcą mody wolnej od cierpienia, obszarów wiejskich wolnych od ferm zwierząt tzw. futerkowych.

W Prognozie Oddziaływania na Środowisko dla Planu Strategicznego Wspólnej Polityki Rolnej 2023-2027 wyraźnie wskazano, że: „ Zwierzęta futerkowe w hodowli krajowej są coraz mniej liczne, a zasadność podtrzymywania tego kierunku produkcji jest przedmiotem dyskusji do tego stopnia, że postulowany jest prawny zakaz hodowli zwierząt na futra.”

Europejska inicjatywa obywatelska „Europa Wolna od Futer” („Fur Free Europe”) wzywa UE do:

– Wprowadzenia zakazu ferm zwierząt futerkowych

– Zakazu wprowadzania produktów futrzarskich pochodzących z hodowli na rynek europejski

Na stronie Fur Free Europe można już podpisywać się pod Inicjatywą.

Europejska Inicjatywa Obywatelska potrzebuje minimum 1 000 000 miliona podpisów, żeby trafiła do Komisji Europejskiej a potem pod obrady Parlamentu Europejskiego. Viva!, Stowarzyszenie Otwarte Klatki, Koalicja Klimatyczna już wspierają i wdrażają działania.

Czas na zakończenie ery futer w Europie.


 

Ponad 15 tys. wolontariuszy z Polski, Czech i Niemiec w ciągu 10 dni zebrało ponad 120 ton odpadów w ramach pierwszej edycji międzynarodowej Akcji Czysta Odra. To największa tego typu inicjatywa ekologiczna w Polsce w Dorzeczu Odry.

Odra to wyjątkowa rzeka, która nas łączy. I właśnie pod tym hasłem zorganizowaliśmy najdłuższą akcję edukacyjną w Polsce. Łącznie to ponad 850 km edukacji ekologicznej, czyli tyle, ile długości liczy Odra – wyjaśnia Dominik Dobrowolski, inicjator Akcji Czysta Odra.

W ciągu 10 dni – od 29 kwietnia do 8 maja – ponad 15 tys. osób sprzątało brzegi Odry na całej jej długości, a także jej dopływy, m.in. Wartę, Nysę Kłodzką, Nysę Łużycką, Bóbr, Troję, Oławę, Pełcznicę, Prudnik.

W akcję zaangażowało się bardzo wielu mieszkańców. Sprzątali pół dnia i włożyli w to kawał serducha. Bardzo serdecznie im za to dziękuję – mówi Adrian Hołobowicz, koordynator wydarzenia w Bytomiu Odrzańskim.

Łącznie wolontariusze zebrali 7,5 tys. worków ze śmieciami. Znalazły się w nich głównie zużyte opakowania, plastikowe i szklane butelki, aluminiowe puszki, opony samochodowe, meble, a nawet stare lodówki, telewizory i odpady poremontowe i budowlane.

Fot. EkoUnia

W akcji wzięli udział: mieszkańcy i lokalne władze nadrzecznych miejscowości, organizacje społeczne, ratownicy Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, druhowie z ochotniczych straży pożarnych, szkoły, wędkarze i straż rybacka, a nawet nurkowie.

Akcja Czysta Odra jest kolejną inicjatywą zorganizowaną w ramach kampanii edukacyjnej #mniejplastiku, którą od blisko trzech lat w całej Polsce organizują wspólnie: ekolog Dominik Dobrowolski, bank Credit Agricole i spółka leasingowa EFL oraz setki organizacji społecznych w Polsce.

Edukujemy, staramy się zmieniać świadomość ludzi i przypominać, że nadmiar plastikowych odpadów w środowisku jest coraz większym problemem. Ten problem dotyczy nas wszystkich i wszyscy musimy się z nim mierzyć – mówi Przemysław Przybylski, rzecznik banku Credit Agricole. – Takie inicjatywy jak Akcja Czysta Odra uczą dobrych nawyków, zmieniają świadomość Polaków i pomagają chronić środowisko.

Mamy świadomość, że sprzątanie jest potrzebne, ale nie rozwiązuje problemu nadmiaru plastiku w środowisku. Kluczowe są zmiany systemowe i zmuszenie producentów do wzięcia odpowiedzialności za opakowania wprowadzane do rynkowego obiegu. Świadomość konsumentów może te zmiany
wymusić oddolnie. Dlatego też przy każdej okazji staramy się o tym głośno mówić – dodaje Dominik Dobrowolski.

Akcja Czysta Odra odbyła się pod patronatem marszałków województw: opolskiego, dolnośląskiego, lubuskiego i zachodniopomorskiego, a także prezydentów, burmistrzów i wójtów większości nadodrzańskich miast i gmin.

Na obszarze od Opola do Nowej Soli akcja była koordynowana przez Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA z Wrocławia.

Mieszkańcy miejscowości nadorzańskich, ale i nie tylko, bo akcje odbyły się też na dopływach rzeki Odry m. in. w Wałbrzychu, Janowicach Wielkich, Henrykowie, z wielkim zaangażowaniem włączyli się do sprzątania. Była to nie tylko okazja do zadbania o czystość rzek, ale również szansa na nawiązanie kontaktów między lokalnymi aktywistami. Zdarzało się, że w tej samej okolicy zgłaszało się kilka grup sprzątających, których organizatorzy zdecydowali zapoznać się, nawiązać ze sobą kontakt i wspólnie połączyć siły aby sprzątanie było bardziej efektywne.

Po zakończeniu sprzątania w wielu miejscowościach organizatorzy starali się zapewnić dodatkowe atrakcje – spotkania przy ognisku, zabawy dla dzieci, poczęstunek w postaci ciast czy zupy rybnej. W Bytomiu Odrzańskim dzieci miały szansę zagrać w ekologiczny quiz z nagrodami, a Nadleśnictwo Nowa Sól podarowało sadzonki drzew, które trafiły do uczestników wydarzenia.

We Wrocławiu powstał Oławski Patrol Kajakowy, a szkoła Shooting Drill Academy zorganizowała nawet bieg z przeszkodami i przeprawą wodną!

Źródło: EkoUnia


 

Opowieści o czystym mięsie, czyli o mięsie produkowanym w bioreaktorach (zwanym również mięsem z in vitro, z hodowli komórkowych, czystym mięsem) mogą uwieść. Podobnie, jak te o wegeburgerach, wege parówkach, kaszance wegańskiej – produkowanych z białka roślinnego zamiennikach mięsa. Mogą uwieść osoby zrozpaczone losem zwierząt hodowanych w fermach przemysłowych, chcących za wszelką cenę zakończyć cierpienie zwierząt. I uwodzą, tylko czy naprawdę technologie te są prawdziwą alternatywą do przemysłowej hodowli zwierząt, która nie tylko byłaby końcem cierpienia zwierząt, również tych dzikich, ale i pozwoliłaby zadbać o klimat i przyrodę?

Przyjrzyjmy się zatem hodowli zwierząt. Przed epoką przemysłową, która wraz z rozwojem transportu kolejowego, umożliwiła powstanie ferm przemysłowych, zwierzęta były hodowane w systemie wolnym. Ich pokarmem przede wszystkim były trawy i inne rośliny zielone, a w zimie siano (krowy, kozy, owce), resztki ludzkiego pokarmu, niezjadane przez ludzi resztki po plonach, czy też choćby spady owoców, ale i też drobne zwierzęta żyjące w glebie (świnie i ptaki). Oczywiście, bardzo często do pasz dodawano również ziarno, paszowe odmiany ziemniaków, buraki pastewne. Zależało to od zamożności osób hodujących zwierzęta. W skrócie – zwierzęta hodowane na mięso, nabiał i jaja, żywiono głównie tym, czego człowiek albo nie trawi, albo nie jest w stanie zjeść. Przy czym, hodowano (dalej się hoduje) rasy selekcjonowane na wybraną cechę: wytwarzanie większej ilości mleka, niż potrzebne było do odchowania młodych (krowy, kozy, owce), czy też większą nośność jaj (ptaki), większy przyrost masy mięśni. Większa wartość tych cechy w porównaniu do dzikich zwierząt, zgodnie z zasadą zamkniętych budżetów energetycznych wszystkich żywych organizmów, wynika z przesunięć w tym budżecie – kosztem np., szybkości poruszania się, niemożności latania itp. Podobnie jest też w przypadku uprawianych odmian roślin – wystarczy zobaczyć, jak wygląda np. dzika kukurydza, ziemniak, pomidor, pszenica – części jadalne są wyraźnie mniejsze, niż u uprawianych gatunków. Oznacza to, że zarówno zwierzęta hodowlane, jak i uprawiane rośliny, w przeciwieństwie do swoich dzikich, nieudomowionych przodków, potrzebują ludzkiej opieki. Najbardziej jaskrawym przykładem są domowe psy i koty, które bez człowieka, dziczejąc, skazane są na szybką śmierć, cierpiąc również z powodu rozłąki z ludzkim towarzyszem.

Nie oznacza to, że zwierzęta mogą być hodowane w ciasnych klatkach, zamkniętych pomieszczeniach, jak dzieje się to w przypadku hodowli przemysłowej. Każde zwierzę czuje, ma potrzeby kontaktu z innymi osobnikami, w przypadku samic potrzebuje kontaktu z potomstwem, jak i ono potrzebuje kontaktu z matką. Do dobrego życia konieczny jest kontakt z pastwiskami, wybiegami, słońcem. Potrzebuje zachowania maksymalnego dobrostanu zgodnego z fizjologią i behawiorem swojego gatunku. Podobnie zaburzenie podstaw biologii gatunku obserwujemy w przypadku roślin uprawianych w systemie wielkoobszarowych monokultur, gdzie bardzo często nie stosuje się choćby płodozmianu, brak jest zadrzewień i miedz śródpolnych. Zamiast zapewnienia właściwych warunków glebowych, łącznie z brakiem warstwy materii organicznej, rośliny odżywiane są nawozami mineralnymi. W tym przypadku, oprócz ważnego z powodów ekonomicznych wyjałowienia gleby, śmiało można mówić o braku zachowania dobrostanu roślin. Choćby dlatego, że nawozy mineralne są toksyczne dla mikroorganizmów glebowych, w tym żyjących w symbiozie z roślinami grzybów mikoryzowych, mających kluczowe znaczenie na przykład w odpowiednim dostarczaniu substancji odżywczych roślinom, czy też ochronie przed patogenami.

Nawet pobieżna lektura technologii stosowanych w rolnictwie przemysłowym pokazuje, jak bardzo w przemysłowym wytwarzaniu żywności oddaliśmy się od przyrody, zapominając tysiące lat doświadczeń rolników i rolniczek, wręcz zachłystując się kolejnymi nowinkami technologicznymi. Nie bacząc na ich skutki i dla nas i dla środowiska, ale również właśnie choćby dla zwierząt. Dwie pozornie najważniejsze technologie stosowane w rolnictwie – nawozy mineralne i syntetyczne środki ochrony roślin (pestycydy), patrząc z dzisiejszej perspektywy, nie tylko nie uwolniły ludzkości od głodu, ale są jedną z głównych przyczyn dewastacji naszej Planety, masowego wymierania gatunków oraz globalnego ocieplenia. Kolejne wynalazki, związane z postępującą mechanizacją rolnictwa, w tym hodowli, dokładają swoje w degradacji gleb, w zużyciu paliw kopalnych, w wyczerpywaniu skończonych zasobów Ziemi. Powinniśmy naśladować przyrodę, korzystać z możliwości, które dostarcza, z pomocą najnowszej wiedzy biologicznej i ekologicznej (ale i społecznej), tak, by system wytwarzania żywności był jak najbardziej cyrkularny, podobnie jak obieg materii i energii w przyrodzie. Zamiast tego kupujemy nowe gadżety, podobnie jak kolejną, niepotrzebną parę butów, jak kolejny model smartfona. Zamieniając system wytwarzania żywności w kolejną, linearną produkcję.

Potrzebę „zielonej” rewolucji tłumaczono koniecznością zwiększenia wydajności plonów, tak, by zapewnić odpowiednią ilość żywności każdej osobie na świecie. Zastanówmy się, czy było to konieczne, czy niedobory żywności nie wynikały z powodów społecznych.

Przed epoką przemysłową jednym z głównych źródeł dochodów bogatszej części społeczeństwa były wszelkiego rodzaju płody rolne, nie tylko żywność, ale na przykład bawełna. W naszym kraju podział wytworzonej żywności, podobnie jak w innych krajach, był bardzo nierówny. Wystarczy przeczytać choć jedną z niedawno opublikowanych książek, np. „Ludowa Historia Polski” Adama Leszczyńskiego, czy też „Chamstwo” Kacpra Pobłockiego, żeby przekonać się, że ludność wiejska właściwie cały czas głodowała, była na granicy przeżycia. Cała nadwyżka żywności była konsumowana, nie tylko dosłownie, ale jako towar, którym handlowano, przez maksymalnie 10% społeczeństwa (w zależności od regionu). Pałace, dworki szlacheckie powstały ze sprzedaży żywności, której odmawiano ludności wiejskiej. Śmiało można napisać, że od wieków, a nawet od tysiącleci, problem głodu nie wynikał z braku żywności, czy też ze słabej urodzajności upraw i wydajności hodowli, ale właśnie z nierównego podziału tego, co rolnicy i rolniczki wytworzyli.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że i teraz jest podobnie. A z powodu globalizacji, nierówność podziału wytworzonej żywności, czy też marnotrawienie terenów rolnych pod zbędne uprawy (np. kwiaty w Kenii), czy też nadmiarowe (bawełna na wyrzucane masowo ubrania) jest główną przyczyną i głodu i dewastacji naszej Planety. Nadwyżki żywności są sprzedawane na Globalnej Północy, bo tam społeczeństwa są wystarczająco bogate, żeby je kupić. Są to też nadwyżki mięsa, nabiału i jaj, prowadząc do ich hiperkonsumpcji, do tego niezdrowej dla naszego wszystkożernego gatunku. Wytwarzanie tych nadwyżek jest możliwe dzięki dwóm mechanizmom: nadmiernej hodowli zwierząt (bo aż 77% terenów rolnych na Ziemi na to jest przeznaczana ), skoncentrowanej głównie w fermach przemysłowych (90% wszystkich hodowli) oraz uprawie pasz, w tym soi na terenach Globalnego Południa. Stamtąd też pochodzi choćby wysokobiałkowa mączka rybna dodawana do pasz w hodowlach na Globalnej Północy. Tak, oczywiście i na terenach rolnych Globalnej Północy uprawia się rośliny na paszę – w Polsce z 33.5 mln ton zbóż jest produkowanych rocznie, aż 15 mln ton to te używane na paszę. Przypominam – wysokobiałkowe pasze, czyli również te produkowane ze zbóż, są wręcz szkodliwe dla większości hodowlanych zwierząt.

Dlaczego tak się dzieje? Podobnie jak przed epoką przemysłową, na wytwarzaniu żywności zarabia niewielka cześć ludzkości, tyle, że dzieje się to obecnie w skali globalnej. Następuje coraz szybsza monopolizacja nie tylko produkcji nawozów mineralnych, pestycydów, maszyn rolniczych, ale również wytwarzania, przetwórstwa i sprzedaży żywności.

Do dominujących koncernów należą choćby Nestle, Cargill, Unilever, JBC, Tyson, wszystkie mniej lub bardziej powiązane z hodowlą zwierząt, dyktujące ceny żywności oraz to, co znajduje się na naszym talerzu.

Wróćmy zatem do pierwszego akapitu tego tekstu: mięso in vitro i „białko roślinne”. Uwodzą, bo jak pisałam, skala hodowli przemysłowej, gdzie zwierzęta cierpią od samego urodzenia się, jest wręcz straszliwa i trudno zobaczyć jej koniec. Stąd też głosy o konieczności całkowitego zakazu hodowli zwierząt na żywność. Zobaczmy jak wytwarzane jest mięso z in vitro: konieczne są komórki macierzyste ze zwierząt (tak, można je pobrać w miarę bezboleśnie) i pożywka dla nich (obecnie głównie serum zwierzęce, ale mogą być opracowane jego roślinne zamienniki). Idźmy dalej: konieczne jest postawienie budynków na jakimś terenie, zasilanych prądem, podobnie jak bioreaktory, w których owo mięso rośnie. Można by spekulować, że budynki postawimy na miejscu ferm przemysłowych, zaoszczędzony w ten sposób prąd będzie użyty na produkcję mięsa z in vitro. Tylko czy jest możliwa cyrkularna produkcja mięsa z in vitro? Np. pożywka produkowana z resztek ludzkiego pożywienia, czy też z roślin niejadalnych dla człowieka, pochodzących z kraju, gdzie jest umiejscowiona fabryka? Czy z takiej produkcji będzie można uzyskiwać naturalny nawóz? Dla kogo będzie przeznaczone takie mięso – dla całego świata, czy też znów głównie, a takie są głosy, dla Globalnej Północy? Czy w takie ilości, jak jest obecnie spożywane – z niezdrowym nadmiarem? Co w takim razie z problemem głodu na Globalnym Południu?

Podobne zastrzeżenia można mieć do „białka roślinnego” służącego do produkcji roślinnych zamienników mięsa. Też musi być przetwarzane ze zużyciem energii, w specjalnych fabrykach. Czy jego produkcja będzie źródłem nawozu wykorzystywanym w lokalnych uprawach? Czy też dalej rośliny będą pochodzić z wielkoobszarowych upraw, gdzie stosuje się zbyt duże ilości i nawozów mineralnych i syntetycznych pestycydów. A może po prostu każdy i każda z nas powinni mieć więcej czasu, by gotować pyszne wegańskie posiłki dla siebie, dla bliskich, zamiast kupować i w pośpiechu zjadać wegeburgery często zapakowane w plastik produkowany z paliw kopalnych. I co szczególnie niepokojące, produkcję mięsa z in vitro i roślinnych zamienników mięsa zaczynają kontrolować te same koncerny, które są odpowiedzialne za eksterminację życia na Ziemi, na której zarabiają krocie, jak choćby Nestle, Cargill, Unilever, wspominane powyżej. To kolejny krok w kierunku kontrolowania żywności na świecie – a kto kontroluje żywność ten ma władzę.

Często słyszę pytanie, zawarte w tytule – czy wegański świat jest możliwy. Nie, nie jest. Przyroda nie jest wegańska, tak, jak nie jest ani dobra, ani zła. Jest w niej miłość, empatia, ale też okrucieństwo (często niewyobrażalne, wystarczy poczytać o osach pasożytniczych), wreszcie śmierć. Organizmy żywe zjadają i są zjadane. Nawet rośliny – i nie mam tu na myśli roślin owadożernych. Bez szczątków organicznych, zawierających nie tylko odchody, ale i resztki ciał zwierząt, nie miałby właściwego podłoża do wzrostu, bogatego w substancje odżywcze, gdzie mogą też żyć tak potrzebne im mikroorganizmy. I na tym bogactwie życia i śmierci rośnie bujność przyrody. Zapominamy o tym, nie mając kontaktu z przyrodą, nie wiedząc jak jest wytwarzana żywność, często z rozpaczy nad cierpieniem zwierząt hodowanych na fermach, oczekując, że to co jemy, nie będzie się wiązało ze śmiercią zwierząt. Osobiście czasem mam wrażenie, że najlepiej z żadną śmiercią. Pójść do sklepu i kupić coś, co nie przypomina żadnej istoty żywej, z której zostało wytworzone, ładnie zapakowane, estetyczne, bez skazy. Taki obraz żywności jest utrwalany przez reklamy, przez koncerny jakkolwiek związane z wytwarzaniem żywności. Bo pomaga w jej nadprodukcji, ale i w produkcji opakowań – świetny interes, zamiast wystarczającej ilości dobrej żywności dla każdego.

Doskonale rozumiem etyczne powody niejedzenia mięsa, nabiału i jajek oraz innej żywności pochodzącej od zwierząt. Tylko jako biolożka muszę zwrócić uwagę czytelników i czytelniczek tego tekstu na funkcjonowanie przyrody, owego cyklu życia i śmierci, którego i my powinniśmy być częścią. Znamy sposoby wytwarzania żywności, jak choćby agroekologia, z włączeniem metod hodowli zwierząt zachowujących ich maksymalny dobrostan, maksymalnie ograniczających ich cierpienia, łącznie z zapewnieniem właściwego dla nich pokarmu. Włączenia ich, ale i siebie, w system wytwarzania żywności maksymalnie przypominający funkcjonowanie naturalnych ekosystemów. Bez marnowania żywności, marnowania terenów rolnych, które mogły by być zwrócone dzikiej przyrodzie, również dzikim zwierzętom. Jednocześnie z maksymalnym ograniczeniem hodowli zwierząt do liczebności stad niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania ekosystemów rolniczych, tak, by żywność pochodząca od zwierząt była uzupełnieniem, a nie głównym składnikiem diety, jak jest to obecnie na Globalnej Północy. Z połączeniem osób wytwarzających żywność z tymi, które jedynie ją konsumują. Tak, by żywność w końcu była prawem, a nie towarem, dla każdej osoby na Ziemi.


 

 — Aby ograniczyć globalne emisje gazów cieplarnianych, a także swój własny ślad węglowy, banki powinny wycofać się z zaangażowania w sektor paliw kopalnych, wyznaczając jasne kryteria i ścieżki odejścia od finansowania wysokoemisyjnej działalności. — komentuje Jan Chudzyński, specjalista finansowy Fundacji “Rozwój TAK – Odkrywki NIE”.

Fundacja “Rozwój TAK – Odkrywki NIE” 9 maja br. opublikowała raport, w którym demaskuje, w jaki sposób banki finansują węgiel, ropę i gaz. Dokument zawiera przejrzystą analizę uwzględniającą 7 największych pod względem aktywów banków w Polsce pod kątem ich zaangażowania w finansowanie sektora paliw kopalnych.

Emisje pośrednie – o tym się nie mówi

Większość banków chętnie chwali się osiągnięciami w zakresie redukcji zużycia energii i emisji gazów cieplarnianych. Zwykle jednak pomijają emisje pośrednie generowane przez finansowane spółki – a te są średnio 700 razy wyższe niż emisje bezpośrednie wynikające z energii zużywanej np. w biurach banku (tak podaje organizacja Carbon Disclosure Project).

Co zawiera raport

Raport pokazuje, w jaki sposób sektor paliw kopalnych może otrzymywać finansowanie od banków. Następnie zestawia ze sobą dostępne informacje na temat zapisów dotyczących finansowania sektora paliw kopalnych (węgla, gazu i ropy) w politykach siedmiu największych pod względem aktywów banków w Polsce, tj. Santander, mBank, BNP Paribas Polska, ING Bank Śląski, PKO BP, Bank Millenium, Pekao S.A. 

Ogólnodostępne [na dzień 26 kwietnia 2022 roku] zapisy polityk każdej z instytucji oceniono w czterech kategoriach – tych dotyczących (I) finansowania energetyki węglowej, (II) wydobycia węgla, oraz sektorów (III) gazu i (IV) ropy. Zastosowana została trzystopniowa skala ocen, w ramach której najwyżej ocenione zostały zapisy wykluczające finansowanie lub jasno określające kryteria i datę  jego zakończenia. Najniższa ocena została przyznana zapisom nie wskazującym dat i kryteriów, bądź ograniczającym swój zakres do finansowania nowych projektów, bez wskazania polityki względem spółek z danego sektora. 

 — O ile żaden z ujętych w zestawieniu banków nie dopuszcza już finansowania projektów nowych elektrowni i kopalni węglowych, o tyle zaledwie część z nich jasno określa kryteria, jakimi kierują się w kontaktach z klientami z sektora paliw kopalnych, informując przy tym o założonych ścieżkach odejścia. Brak takich zapisów jest powodem przyznania najniższych ocen w poszczególnych kategoriach. — 

Czas wprowadzić pojęcie “etyczności” banku

Jak powiedział przy okazji premiery raportu IPCC na początku kwietnia 2022 roku Sekretarz Generalny ONZ António Guterres, by mieć szansę utrzymania celu maksymalnego wzrostu globalnej temperatury o 1,5 stopnia, “przede wszystkim należy potroić tempo transformacji w kierunku energii odnawialnej. A to oznacza odejście – już teraz – od inwestycji i  subsydiowania paliw kopalnych na rzecz źródeł odnawialnych”. 

W dobie kryzysu klimatycznego społeczeństwo staje się coraz bardziej świadome swoich decyzji konsumenckich oraz ich wpływu na środowisko. Czas wprowadzić do dyskursu społecznego pojęcie “etyczności” banku. W ten sposób możemy pomóc konsumentom w podejmowaniu etycznych wyborów oraz wywierać presję na spółkach, aby zmieniały swoje strategie z myślą o dobrostanie planety. Jak najszybsze i zdecydowane wycofanie się z finansowania sektora paliw kopalnych powinno być moralnym obowiązkiem banków.

Raport znajdziesz pod tym linkiem:

https://rt-on.pl/publikacje?download=44:raport-bankowy-2022

W związku z opublikowaniem przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska projektu ustawy o zmianie Ustawy prawo geologiczne i górnicze (pgg) oraz niektórych innych ustaw, Stowarzyszenie Samorządów Południowo-Zachodniej Wielkopolski „Samorząd dla Zrównoważonego Rozwoju” oraz Fundacja „Rozwój TAK – Odkrywki NIE” przedstawiają wspólne stanowisko, w którym zwracają uwagę na niepokojące konsekwencje rozwiązań prawnych zawartych w projekcie ustawy.

Ograniczenie roli władz samorządowych i lokalnych społeczności

Konstytucyjnym prawem społeczeństwa jest możliwość czynnego udziału w ochronie środowiska środowiska oraz dostęp do informacji o jego stanie. Projekt ustawy, pomijając głos władz samorządowych oraz lokalnych społeczności, próbuje mu to prawo odebrać. Po raz kolejny grupą, jaka najbardziej skorzysta na zmianach, są przedsiębiorcy górniczy, którzy otrzymają kolejne ułatwienia w dostępie do złóż węgla brunatnego takich jak: „Oczkowice”, „Legnica”, „Gubin-Brody”, ”Ościsłowo”, „Dęby Szlacheckie” czy „Złoczew”, których plany eksploatacji od wielu lat wzbudzają silny opór społeczny. Autorzy zmian są nie tylko głusi na wszystkie głosy sprzeciwu, ale próbują je wręcz uciszyć, drastycznie ograniczając władztwo planistyczne samorządu gminnego poprzez uniemożliwienie działań organom Gminy oraz wyeliminowanie konsultacji społecznych z procesu wyznaczania ochrony złóż kopalin.

Zapisy projektu w postępowaniu w przedmiocie uznania złoża kopaliny za złoża strategiczne przyznają prawa strony jedynie podmiotowi, na rzecz którego zatwierdzono dokumentację geologiczną lub dodatek do dokumentacji geologicznej. Niedopuszczenie na prawach strony Gminy czy Powiatu to nic innego jak łamanie podstawowych praw obywatelskich oraz praw jednostek samorządu terytorialnego, związanych z uczestnictwem w sprawowaniu władzy publicznej.

Ograniczenie prawa własności i spadek wartości nieruchomości

Zapisy nowelizacji po raz pierwszy na poziomie ustawowym wywodzą bezpośrednio
z ochrony złoża zakaz zabudowy. W praktyce oznacza to drastyczne ograniczenie prawa własności nieruchomości osób prywatnych, które stracą możliwość realnego dysponowania swoją własnością. Nie dość, że zdecydowanie obniży to wartość nieruchomości, to jeszcze projekt ustawy w ogóle nie przewiduje żadnej prawnej ścieżki do otrzymania rekompensaty za poniesione straty.

Wzmocnienie uprawnień centralnej administracji geologicznej i nadanie nowych kompetencji Głównemu Geologowi Kraju jako naczelnemu organowi administracji rządowej

Wg projektu „uznanie złoża kopaliny za złoże strategiczne następuje, jeżeli ze względu na stan zagospodarowania terenu istnieje dostęp do złoża oraz złoże kopaliny ma podstawowe znaczenie dla gospodarki kraju lub dla interesu surowcowego państwa albo złoże kopaliny posiada ponadprzeciętną dla danej kopaliny wielkość zasobów lub kopalina znajduje się w złożu i odznacza się unikalnymi parametrami”. Oznacza to de facto, że Główny Geolog Kraju zyska pełną dowolność w decydowaniu
o wyłączeniu możliwości rozwoju lokalnej społeczności w miejscu, gdzie być może nigdy nawet nie dojdzie do wydobycia kopaliny.

Nowe zapisy art. 161b pgg wskazują, że jedynym kryterium, którym kieruje się Główny Geolog Kraju w uzgadnianiu dokumentów planistycznych i decyzji o warunkach zabudowy czy lokalizacji inwestycji celu publicznego, jest „konieczność ochrony udokumentowanych złóż kopalin,
w szczególności złóż strategicznych, przed zagospodarowaniem w sposób wykluczający ich eksploatację w przyszłości”. Biorąc pod uwagę, że tylko organy administracji geologicznej będą miały prawo do stwierdzenia, czy przewidziane w ustawie przesłanki zaistniały, taka konstrukcja wzbudza ogromny niepokój.

Proponowane w nowelizacji ustawy rozwiązania to kolejna próba drastycznego ograniczenia władztwa planistycznego gmin oraz praw wynikających z własności. Skutkiem tego będzie zablokowanie jakichkolwiek inwestycji na obszarze występowania złoża oraz w bezpośrednim sąsiedztwie. Ucierpi na tym przede wszystkim lokalna społeczność, której zostanie odebrana szansa na rozwój. To przykład systemowego odbierania kompetencji społeczeństwu działającemu poprzez struktury samorządowe czy obywatelskie i powrót do centralizacji państwa. Zapisy w nowelizacji wydają się mieć tylko jeden cel – sprawić, by możliwość eksploatacji złóż miała charakter bezwzględny, niezależnie od kierunku rozwoju państwa czy źródeł energetycznych.

Całość stanowiska: https://rt-on.pl/wiadomosci/item/632-stanowisko-ws-projektu-ustawy-o-zmianie-ustawy-prawo-geologiczne-i-gornicze-oraz-jego-wplywie-na-prawo-wlasnosci-wladztwo-planistyczne-samorzadow-oraz-konstytucyjne-prawo-do-czynnego-udzialu-spoleczenstwa-w-ochronie-srodowiska

Źródło: Fundacja „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”


 

Ponad 100 polskich naukowców apeluje do polityków, przedsiębiorców i wszystkich obywateli: „POSŁUCHAJCIE NAS I DZIAŁAJMY RAZEM DLA KLIMATU. Nie wolno dłużej zwlekać. Wszyscy mamy wkład w zmianę klimatu, więc wszyscy podejmijmy wysiłek, by ją spowolnić. Nie mamy drugiej planety musimy uratować tę jedną”. Apel podpisało już ponad 10 tys. osób. Zbiórka podpisów trwa dalej.

„Zmiana klimatu jest największym wyzwaniem, z którym musimy się zmierzyć. Podjęcie odpowiedzialnych i celowych działań a przy tym zaangażowanie jak największej grupy osób jest jedyną drogą, jeśli chcemy powstrzymać najgorsze scenariusze kryzysu klimatycznego. Nauka zna rozwiązania, wie co musimy zrobić, ale jej głos nadal jest za mało słyszalny. Gubi się w medialnym szumie, wśród wypowiedzi polityków i celebrytów” Prof. dr hab. Szymon Malinowski, Wydział Fizyki, Uniwersytet Warszawski, Nauka o Klimacie.

Sygnatariusze apelują więc:

  • do polityków o podjęcie zdecydowanych działań prowadzących do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych, przejścia na czystą energetykę, ochrony klimatu i różnorodności biologicznej;
  • do przedsiębiorców o obliczenie swojego śladu węglowego, obniżenia go, a docelowo – neutralności klimatycznej;
  • do obywateli o dokonywanie mądrych wyborów zarówno przy sklepowych półkach jak i przy urnach wyborczych.

„Najnowszy raport IPCC potwierdza, że czas, który mamy na działanie dramatycznie się kurczy. Jeśli teraz nie zrobimy wszystkiego by powstrzymać dalsze emisje gazów cieplarnianych, nie uda się ograniczyć wzrostu temperatury globu do 1,5°C. Świat jaki znamy zniknie. Nasze działania są niestety nieadekwatne do zagrożenia. Dość wspomnieć, że w 2021 roku globalne emisje zamiast spadać rosły, a w ostatniej dekadzie zanotowaliśmy największe emisje w historii ludzkości. Działo się to w czasie, gdy byliśmy już pełną wiedzę o zagrożeniu wynikającym ze zmiany klimatu.” Marcin Kowalczyk, Kierownik Zespołu Klimatycznego.

„Przestańmy zaprzeczać nauce – to samobójcza strategia. Nie pozwólmy, by argumenty paranaukowe czy nieaktualna wiedza była stawiana na równi z wynikami wieloletnich badań. Nie możemy dłużej być obojętni wobec napędzania zmiany klimatu i wobec pozornych działań proklimatycznych. Przyszłość ludzkości to za duża sprawa, by poświęcić ją dla krótkowzrocznych doraźnych politycznych czy biznesowych celów” – apelują naukowcy.

Na stornie www.apelklimatyczny.pl można podpisać apel i w ten sposób wesprzeć głos nauki. W piątek 22 kwietnia, w Dzień Ziemi apel pojawi się w wielu ogólnopolski mediach i w serwisach internetowych.

Spadające spożycie mięsa w Unii Europejskiej doprowadziło unijnych urzędników do desperackich kroków: pod pretekstem wspierania rolnictwa postanowili oni finansować kampanie promujące produkty z hodowli przemysłowych.

Według najnowszych danych Greenpeace, Unia Europejska w ciągu ostatnich pięciu lat wydała ponad 252 miliony euro na reklamy mięsa. Jest to działanie całkowicie sprzeczne z interesem społecznym. Eksperci zgodnie podkreślają negatywne skutki zdrowotne regularnego spożywania mięsa oraz niekorzystne oddziaływanie hodowli przemysłowych na środowisko. Zgodnie z normami żywieniowymi opracowanymi przez Instytut Żywności i Żywienia, konsumpcja mięsa powinna wynosić około 0,5 kilograma na osobę tygodniowo, zamiast 1,6 kg, jak ma to miejsce w Polsce. Nadmierna konsumpcja mięsa wiąże się z wieloma poważnymi problemami zdrowotnymi, takimi jak choroby układu krążenia, nowotwory i cukrzyca typu 2. Poświęcone zdrowiu badanie przeprowadzone przez prestiżowy The Lancet zaleca zmniejszenie spożycia czerwonego mięsa w Europie o 77%, aby zapewnić zdrową, pełnowartościową, bogatą w owoce i warzywa dietę. Także ostatni raport o stanie zdrowia Polek i Polaków „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania – raport za 2020 rok Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego” podkreśla, że jemy za dużo mięsa czerwonego i tłuszczów odzwierzęcych, a za mało owoców.

Jeżeli negatywne skutki zdrowotne spożywania mięsa nie są wystarczającą zachętą do ograniczenia konsumpcji mięsa, należy spojrzeć na dane środowiskowe. Koncentracja i intensyfikacja produkcji zwierzęcej w Polsce stanowi ogromne zagrożenie dla różnorodności biologicznej i genetycznej zwierząt. Masowe, prewencyjne wykorzystywanie antybiotyków prowadzi do rosnącej odporności bakterii na ich działanie. Szkodliwe nawozy i pestycydy zanieczyszczają wody azotanami, fosforanami i degradują glebę. Produkcja zwierzęca odpowiada za prawie 80% całościowych emisji amoniaku w Polsce, ma również znaczący udział w emisji gazów cieplarnianych. Dostające się do powietrza amoniak i tlenki azotu mają także negatywny wpływ na zdrowie ludzi. Ponad 70% gruntów ornych w Polsce przeznacza się na uprawy paszy dla zwierząt gospodarskich zamiast służyć uprawie roślin przeznaczonych do konsumpcji przez ludzi.

Pogłębia się kryzys klimatyczny i utrata różnorodności biologicznej. Trwa szóste masowe wymieranie gatunków, a rolnictwo – zwłaszcza przemysłowy chów i hodowla – można uznać za jeden z najważniejszych czynników powodujących drastyczne ginięcie gatunków roślin i dzikich zwierząt. Mamy też kryzys zdrowotny. Wspieranie promocji mięsa produkowanego na fermach przemysłowych, które przyczyniają się do pogłębiania tych problemów, nie jest właściwym wykorzystaniem pieniędzy podatników. W Europie kampanie promocyjne mięsa są finansowane również ze środków publicznych. Każdego roku dziesiątki milionów euro przeznaczane są na zachęcanie ludzi do jedzenia większej ilości mięsa, pomimo że ma to negatywne konsekwencje zdrowotne i środowiskowe.

Stoimy na krawędzi. Naukowcy i eksperci, ludzie żyjący wokół ferm przemysłowych, rolnicy ekologiczni czy hodowcy rodzimych ras zwierząt, konsumenci, niektórzy politycy, na czele z komisarzem Wojciechowskim, strategie unijne dot. żywności, coraz większa liczba Polek i Polaków – wszyscy apelują o to, żeby zatrzymać ekspansję ferm przemysłowych i zacząć wspierać rolników i rolniczki, którzy z poszanowaniem środowiska oraz dobrostanu zwierząt produkują zdrową żywność dla ludzi. Z pieniędzy publicznych powinny być finansowane tylko te praktyki rolne, które faktycznie przyczyniają się do ochrony zdrowia, gleby, powietrza, zwierząt, a nie fermy przemysłowe, które kosztem środowiska, ludzi, klimatu i bezpieczeństwa żywnościowego dążą do maksymalizacji zysku.

Mieszkanki i mieszkańcy Unii Europejskiej powinni mieć świadomość i wpływ na to, w jaki sposób wydawane są pieniądze pochodzące z ich podatków. Wspieranie i reklamowanie niezwykle szkodliwych ferm przemysłowych jest sprzeczne z jakąkolwiek racją stanu. Pod pretekstem ochrony sektora produkcji żywności tysiące europejskich, rodzinnych gospodarstw rolnych każdego roku zmuszonych jest podliczać straty. W czasach kryzysu klimatycznego i epidemicznego te pieniądze mogłyby zostać lepiej ulokowane. Zamiast reklam mięsa powinno się promować zdrowy styl życia, realizować kampanie prowadzące do wzrostu świadomości klimatycznej osób w każdym wieku, czy wspierać sprawiedliwą transformację sektora produkcji żywności. Dzięki promocji zdrowej diety wegańskiej coraz więcej osób mogłoby zdecydować się się na prowadzenie zdrowszego trybu życia i przyczynić się do odciążenia planety z toksycznych związków chemicznych emitowanych przez masową hodowlę zwierząt. Ostatnie lata obalają mity, które narosły wokół diety roślinnej. Może być ona równie różnorodna i ciekawa jak mięsna. Osoby decydujące się na zmianę sposobu odżywiania nie muszą z dnia na dzień rezygnować z ulubionych dań i przekąsek, ponieważ dzięki sprawnej popularyzacji weganizmu coraz więcej producentów zdrowej żywności dba o jakość i zróżnicowaną ofertę produktów.

Jakub Kwiatkowski – aktywista klimatyczny, związany z Młodzieżowym Strajkiem Klimatycznym oraz Greenpeace. Tekst powstał na podstawie raportu Greenpeace pt. „Tuczenie problemu”.


 

Rosyjska inwazja na Ukrainę rozpoczęła zażartą polityczną debatę nad geopolitycznymi konsekwencjami tego konfliktu. Jednakże, co jest mniej zauważane i równie ważne, wojna utorowała drogę bardziej gruntownej militaryzacji tego, co już było gospodarką globalnych wojen, które ugrzęzły w głębokim kryzysie politycznym i ekonomicznym.

Geopolityczne napięcia i międzynarodowe konflikty mogą być tragedią dla tych, którzy utknęli w pożodze, jak na Ukrainie, ale mogą też przynosić korzyści dla tych, którzy próbują legitymizować powiększające się budżety wojskowe i przeznaczone na bezpieczeństwo oraz otwierać nowe możliwości dla kapitalistycznego czerpania zysków w obliczu chronicznej stagnacji i społecznego niezadowolenia.

Pod koniec marca administracja prezydenta Bidena, wspominając o rosyjskiej inwazji, wezwała do zwiększenia budżetu Pentagonu o trzydzieści jeden miliardów dolarów w stosunku do poprzedniego roku wraz z awaryjnym podwyższeniem wydatków na obronę Ukrainy o czternaście miliardów dolarów kilka tygodni wcześniej. Przed inwazją, pod koniec 2021 roku, rząd USA zatwierdził budżet wojskowy w wysokości niemal ośmiuset miliardów dolarów pomimo zakończenia wojny w Afganistanie w tym samym roku. Niemal w ciągu jednej nocy po rosyjskiej inwazji USA, Unia Europejska i inne rządy na całym świecie alokowały miliardy dolarów w dodatkowych wydatkach wojskowych i wysłały strumienie sprzętu wojskowego i prywatnych podwykonawców wojskowych na Ukrainę.

Udziały firm wojskowych i zajmujących się bezpieczeństwem nagle wzrosły na początku inwazji. Dwa tygodnie po rozpoczęciu konfliktu udziały firmy Raytheon wzrosły o osiem procent, General Dynamics o dwanaście procent, Lockheed Martin o osiemnaście procent, a Northrop Grumman o dwadzieścia dwa procent, podczas gdy papiery wartościowe powiązane z wojnami w Europie, Indiach i innych miejscach doświadczyły podobnych wzrostów w oczekiwaniu na wykładniczy wzrost w globalnych wydatkach wojskowych. Rosyjski prezydent Władimir Putin, według dyrektora naczelnego podwykonawcy Pentagonu, firmy AeroDynamic Advisory, jest „niezaprzeczalnie najlepszym sprzedawcą myśliwców F-35 wszechczasów”, co powiedział w odniesieniu do gwałtownego wzrostu rządowego finansowania myśliwców odrzutowych Lockheed Martin przez USA. Jeden z konsultantów Boeinga, General Dynamics, Lockheed Martin i Raytheon Technologies powiedział, że „Nastały znów szczęśliwe dni przemysłu obronnego. Gdy budżet przeznaczany na obronę rośnie, zazwyczaj podnosi ze sobą wszystkie gałęzie tego przemysłu.”

Zmilitaryzowana akumulacja

Rosyjska inwazja – brutalna, nierozważna i godna potępienia pod każdym względem – zapoczątkowała debatę nad proponowaną ekspansją NATO na Ukrainę i nad rolą, którą odegrałaby w motywowaniu Kremla. Urzędnicy amerykańscy zdawali sobie świetnie sprawę, że dążenie do ekspansji NATO na granicę w Rosją ostatecznie popchnęłoby Moskwę do konfliktu wojskowego. „Rozważamy szereg nieagresywnych działań, które mogłyby wykorzystać faktyczne słabości i obawy Rosji jako sposób wywierania nacisku na wojsko i gospodarkę Rosji i polityczną pozycję reżimu w kraju i za granicą” – zaznacza badanie RAND Corporation, związanego z Pentagonem think tanku. „Kroki, które rozważamy, nie miałyby obrony ani odstraszania jako głównego celu”, zaznacza, lecz raczej „te kroki są zamierzone jako elementy kampanii pomyślanej, aby zdestabilizować agresora, co doprowadziłoby Rosję do współzawodniczenia w domenach lub regionach, w których Stany Zjednoczone mają konkurencyjną przewagę i spowodowałoby, że Rosja nadmiernie rozszerzyłaby się wojskowo lub ekonomicznie.”

Jednak prowokacja nie mogłaby się sprowadzać do współzawodnictwa geopolitycznego, nieważne jak ważnego, niezależnie od tego jak bardzo chciałoby tego wielu obserwatorów. W szerszej perspektywie brakuje centralności wojskowej akumulacji – niemających końca działań wojennych o małej i dużej intensywności, wrzących konfliktów, cywilnych zmagań i utrzymywania porządku – w ramach globalnej gospodarki politycznej. Wojskowa akumulacja odnosi się do sytuacji, w której globalna gospodarka wojenna polega na państwach, które organizują tworzenie wojen, kontrolę społeczną i represje, aby podtrzymywać akumulacją kapitału w obliczu chronicznej stagnacji i nasycania światowych rynków. Te organizowane przez państwa praktyki są wyprowadzane do ponadnarodowego kapitału firm, w tym fuzji prywatnej akumulacji z militaryzacją państwową w celu podtrzymania procesu akumulacji kapitału. Cykle destrukcji i rekonstrukcji zapewniają trwające ujścia dla nadmiernie skumulowanego kapitału; to znaczy, te cykle dają nowe możliwości czerpania zysku dla ponadnarodowych kapitalistów poszukujących trwających możliwości zyskownego reinwestowania ogromnych ilości zgromadzonej gotówki. Istnieje zbieżność w tym procesie globalnej politycznej potrzeby kapitalizmu dla społecznej kontroli i represji w obliczu rosnącego powszechnego niezadowolenia na całym świecie i jego gospodarczej potrzeby uwieczniania akumulacji w obliczu stagnacji.

Wojny zapewniają istotny bodziec ekonomiczny. W ujęciu historycznym wyciągały system kapitalistyczny z gromadzenia kryzysów, podczas gdy miały za zadanie odwracać uwagę od politycznych napięć i problemów słuszności. Trzeba było drugiej wojny światowej, aby ostatecznie wyciągnąć światowy kapitalizm z Wielkiej Depresji. Zimna wojna uzasadniała pół wieku rosnących budżetów wojskowych i wojny w Iraku i Afganistanie, najdłuższe w historii, pomogły gospodarce pluć w obliczu chronicznej stagnacji w pierwszych dwóch dekadach wieku. Od ferworu antykomunistycznego zimnej wojny do „wojny z terroryzmem” przez tak zwaną nową zimną wojnę i teraz inwazję rosyjską na Ukrainę transnarodowa elita, prowadzona przez Waszyngton, musiała wyczarowywać jednego wroga po drugim, aby uzasadnić wojskową akumulację i odchylać kryzysy poprawności państw i kapitalistycznej hegemonii w kierunku zewnętrznych wrogów i wymyślonych zagrożeń.

Wydarzenia 11 września 2001 roku naznaczyły początek ery ustawicznej globalnej wojny, w której logistyka, działania wojenne, wywiad, represje, inwigilacja, a nawet personel wojskowy są coraz bardziej sprywatyzowaną domeną ponadnarodowego kapitału. Budżet Pentagonu wzrósł o dziewięćdziesiąt jeden procent z korektą względem inflacji między 1998 a 2011 rokiem, podczas gdy na całym świecie całkowite wydatki państwowych budżetów wojskowych wzrosły o pięćdziesiąt procent od 2006 do 2015 roku, od 1,4 biliona dolarów do ponad 2 bilionów (ta wartość nie uwzględnia setek miliardów dolarów wydanych na wywiad, działania przypadkowe, utrzymywanie porządku, fikcyjne wojny przeciwko imigrantom, terroryzmowi i narkotykom, oraz „bezpieczeństwo krajowe”). W tym okresie zyski łączne przemysłu wojskowego wzrosły czterokrotnie.

Jednakże, skupianie się jedynie na państwowych budżetach wojskowych daje nam jedynie część obrazu globalnej gospodarki wojskowej. Jak pokazałem w mojej książce w 2020 roku, „Globalne państwo policyjne”, różne wojny, konflikty i kampanie kontroli społecznej i represji na całym świecie zawierają w sobie fuzję prywatnej akumulacji z militaryzacją państwową. W tym związku państwo ułatwia ekspansję możliwości akumulacji poprzez militaryzację dla kapitału prywatnego, jak na przykład poprzez ułatwianie globalnej sprzedaży broni przez firmy zajmujące się wojskowością, przemysłem i bezpieczeństwem, której to kwoty osiągnęły bezprecedensowe poziomy. Globalna sprzedaż broni przez największych stu producentów broni i firmy wojskowe wzrosła o trzydzieści osiem procent między 2002 a 2016 rokiem i można się spodziewać, że będzie rosła dalej w obliczu przedłużającej się wojny na Ukrainie.

Jak powiedział jeden z konsultantów Boeinga, General Dynamics, Lockheed Martin i Raytheon Technologies: „Nastały znów szczęśliwe dni dla przemysłu obronnego.”

Do 2018 roku firmy wojskowe nastawione na zysk zatrudniały około piętnastu milionów ludzi na świecie, a kolejne dwadzieścia milionów osób pracowało globalnie w sektorze prywatnego bezpieczeństwa. Branża prywatnego bezpieczeństwa (utrzymywania porządku) jest jednym z najszybciej rosnących sektorów gospodarki w wielu krajach i przyćmiewa rozmiarem bezpieczeństwo publiczne w skali światowej. Kwota wydana na prywatne bezpieczeństwo w 2003 roku, roku inwazji na Irak, była o siedemdziesiąt trzy procent wyższa niż wydana w sferze publicznej i trzykrotnie więcej osób było zatrudnionych w siłach prywatnych niż w oficjalnych organach bezpieczeństwa. W połowie krajów na świecie jest więcej prywatnych agentów ochrony niż funkcjonariuszy policji.

Tych korporacyjnych żołnierzy i policję wysłano, aby chronili firmową własność, zapewniali osobistą ochronę dyrektorom i ich rodzinom, zbierali dane, prowadzili działania policyjne, paramilitarne, zwalczania powstań i nadzorujące, prowadzili masową kontrolę tłumów i represjonowali protestujących, prowadzili prywatne placówki więzienne i placówki przesłuchań, zarządzali więzieniami i uczestniczyli w otwartych działaniach wojennych. Teraz te same prywatne firmy wojskowe i zajmujące się bezpieczeństwem wchodzą masowo na Ukrainę, przy czym niektóre firmy najemnicze oferują między 1.000$ a 2.000$ dziennie tym z doświadczeniem w walce.

Rosyjska inwazja przyspieszyła, ale nie była źródłem trwającego wzrostu w wydatkach wojskowych na świecie. Warto zauważyć, że państwowe wydatki wojskowe poszybowały w górę na początku globalnego upadku finansowego w 2008 roku nawet poza wzrostem wydatków po 11 września od półtora miliarda dolarów w 2008 roku do ponad dwóch bilionów dolarów w 2022 roku. Fakt, że ta eksplozja wydatków idealnie zbiega się z trwającą światową stagnacją, która nastąpiła po wielkiej recesji sugeruje, że zwiększona militaryzacja globalnej gospodarki jest taką samą lub większą odpowiedzią na tą chroniczną stagnację niż postrzegane zagrożenia bezpieczeństwa. Jeżeli impulsy zmilitaryzowanej akumulacji (jak ta wywołana 11 września, potem upadkiem finansowym 2008 roku, a teraz rosyjską inwazją) pomagają równoważyć kryzys nadmiernej akumulacji dalej w przyszłości, stanowią także zakłady wysokiego ryzyka, które zwiększają ogólnoświatowe napięcia i popychają świat niebezpiecznie w kierunku całkowitego międzynarodowego pożaru.

Kryzys globalnego kapitalizmu

Kryzys globalnego kapitalizmu jest ekonomiczną lub strukturalną, chroniczną stagnacją globalnej gospodarki. Jednak jest także polityczny: jest kryzysem państwowej prawowitości i kapitalistycznej hegemonii. System idzie w kierunku „ogólnego kryzysu rządów kapitalizmu” gdy to miliardy ludzi na całym świecie stoją w obliczu niepewnych zmagań w celu przeżycia i kwestionują system, który już nie jest postrzegany jako słuszny. Historycznie wojny wyciągały kapitalistyczny system z kryzysu, podczas gdy służyły odwracaniu uwagi od politycznych napięć i problemów z słusznością.

W ujęciu ekonomicznym globalny kapitalizm napotyka to, co w języku technicznym zwane jest „nadmierną akumulacją”: sytuację, w której gospodarka wyprodukowała – lub ma zdolność produkcji – wielkich ilości bogactwa, ale rynek nie może go wchłonąć z powodu rosnących nierówności. Kapitalizm z samej swojej natury będzie produkował obfite bogactwo, jednak będzie je polaryzował i generował coraz większe poziomy społecznej nierówności, chyba że zostanie ona zrównoważona politykami redystrybucji. Poziom globalnej polaryzacji społecznej i nierówności jest teraz doświadczany bezprecedensowo. W 2018 roku najbogatszy jeden procent ludzkości kontrolował ponad połowę światowego bogactwa podczas gdy dolne osiemdziesiąt procent musiało jakoś sobie poradzić posiadając zaledwie pięć procent.

Międzynarodowa agencja rozwoju Oxfam podała w styczniu, że podczas pierwszych dwóch lat pandemii koronawirusa dziesięciu najbogatszych mężczyzn na świecie ponad dwukrotnie podwoiła swoje fortuny, od siedmiuset miliardów dolarów do półtora biliona dolarów, podczas gdy dziewięćdziesiąt dziewięć procent ludzkości doświadczyło spadek dochodów i sto sześćdziesiąt milionów ludzi popadło w ubóstwo.

Takie nierówności ostatecznie podkopują stabilność systemu, kiedy to rośnie przepaść między tym, co jest – lub mogłoby być – wyprodukowane, a tym co może wchłonąć rynek. Ekstremalne skupienie bogactwa planety w rękach kilku osób i postępujące ubożenie i pozbawianie dóbr większości oznacza, że międzynarodowa klasa kapitalistów, lub TCC (ang. transnational capitalist class, przyp. tłum.) z coraz większym trudem znajduje rynki zbytu produkcji w celu zbytu ogromnych ilości lub nadwyżek, które skumulowała. W latach przed pandemią miały miejsce stały wzrost niewykorzystanych zdolności produkcyjnych i zwolnienie produkcji przemysłowej na całym świecie. Nadwyżka skumulowanego kapitału niemającego ujścia szybko się zwiększała. Międzynarodowe korporacje zanotowały rekordowe zyski w latach 2010-tych i w tym samym czasie spadły inwestycje tych korporacji. Wraz z wojskową akumulacją TCC zwróciła się w stronę bezprecedensowych poziomów finansowych spekulacji i napędzanego długiem wzrostu w celu podtrzymania czerpania zysków w obliczu kryzysu. Gdy nie jest kontrolowana, nadmierna akumulacja prowadzi do kryzysu – w postaci stagnacji, recesji, spadków, społecznego wrzenia i wojnach – dokładnie tego, czego doświadczamy teraz.

Jednak jest związana z tym dynamika, która ma miejsce w globalnej gospodarce wojennej: potrzeba, aby dominujące grupy tłumiły masowe niezadowolenie i odbijały kryzys państwowej słuszności.

Międzynarodowe tarcia eskalują wraz z tym jak państwa, w swoich wysiłkach, aby utrzymać słuszność, próbują tłumić społeczne i polityczne napięcia i powstrzymać społeczny porządek od załamania. Na całym świecie rozpoczęła się „wiosna ludów”. Od Chile do Libanu, od Iraku do Indii, od Francji do Stanów Zjednoczonych, od Haiti do Nigerii, od RPA do Kolumbii, od Jordanu do Sri lanki, fale strajków i masowych protestów pozwalają rządzącym grupom odwrócić uwagę od krajowych niepokojów, aby utrzymać władzę wraz z tym, jak pogłębia się kryzys.

Międzynarodowa elita, prowadzona przez Waszyngton, musiała wyczarować jednego wroga po drugim w celu uzasadnienia wojskowej akumulacji i odbicia kryzysu słuszności państwa i kapitalistycznej hegemonii w kierunku zewnętrznych wrogów i wymyślonych zagrożeń.

W Stanach Zjednoczonych do tej sublimacji należały wysiłki w celu ukierunkowania niepokojów społecznych na kozły ofiarne takie jak imigranci czy inne marginalizowane grupy – jest to jedna z kluczowych funkcji rasizmu i była ona głównym komponentem strategii politycznej Trumpa – lub w kierunku zewnętrznego wroga jak Chiny czy Rosja, które stały się kamieniem węgielnym strategii rządu Bidena na długo przed rosyjską inwazją na Ukrainę. Prezydenci USA historycznie osiągali najwyższą popularność, gdy wszczynali wojny. George W. Bush osiągnął najwyższą popularność dziewięćdziesięciu procent w 2001 roku gdy jego administracja przygotowywała się do inwazji na Afganistan, zaś jego ojciec George H.W. Bush osiągnął osiemdziesiąt dziewięć procent poparcia w 1991 roku gdy USA ogłosiła koniec swojej (pierwszej) inwazji na Irak i „uwolnienie Kuwejtu”.

Jest mało prawdopodobne, że zwiększająca się militaryzacja światowej gospodarki może w dłuższym rozrachunku zrównoważyć ekonomiczny lub polityczny wymiar kryzysu globalnego kapitalizmu. Globalny kapitalizm wychodzi z pandemii koronawirusa z większymi nierównościami, większym autorytaryzmem, większą militaryzacją i większymi zmaganiami społecznymi i politycznymi. W USA zwiększają się zmagania klasowe wraz z falą strajków i ruchami łączenia się w związki zawodowe w Amazon, Starbucks i innych obszarach rynku umów śmieciowych. Obecna spirala inflacji i eskalacja zmagań kasowych w USA i na świecie wskazuje na niezdolność grup rządzących do opanowania powiększającego się kryzysu. Dążenia kapitalistycznych państw do uzewnętrzniania politycznych skutków kryzysu zwiększają niebezpieczeństwo, że międzynarodowe napięcia i lokalne konflikty, jak na Ukrainie, będą eskalować w kierunku szerszych międzynarodowych konfliktów o nieprzewidywalnych konsekwencjach.

Wraz z tym, jak kryzys na Ukrainie przeciąga się i eskaluje globalna rewolta, nastąpi radykalna rekonfiguracja globalnych geopolitycznych dążeń w rytm eskalujących turbulencji w globalnej ekonomii, które będą karmić nowe polityczne przewroty i gwałtowne konflikty, co spowoduje, że globalny kapitalizm będzie jeszcze bardziej zmienny. Mimo, że trudno jest wyobrazić sobie powrót do status quo sprzed wojny we wschodniej Europie, w szerszym wymiarze kryzys na Ukrainie nie jest przyczyną, a konsekwencją ogólnego kryzysu globalnego kapitalizmu. Ten kryzys jedynie się pogorszy. Zapnijcie pasy, będzie znacznie gorzej.

Artykuł ukazał się pierwotnie po angielsku w Trouthout: https://truthout.org/articles/global-capitalism-has-become-dependent-on-war-making-to-sustain-itself/

William I. Robinson jest zasłużonym profesorem socjologii, globalistyki i studiów dotyczących Ameryki Południowej na uniwersytecie University of California w Santa Barbara. Jego ostatnia książka to “Globalna wojna domowa: kapitalizm po pandemii”.

Tłumaczenie: Tomasz Szustek