Spór o kompetencje i przyszłość ochrony przyrody w Polsce
W Sejmie procedowany jest projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, który może istotnie zmienić zasady tworzenia rezerwatów. Proponowane przepisy wprowadzają obowiązek uzyskania zgody rady gminy na ustanowienie nowego rezerwatu przyrody. Równolegle organizacje przyrodnicze rozpoczęły zbiórkę podpisów pod petycją wzywającą do wycofania projektu. Jej autorzy zapowiadają, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni przekażą ją Marszałkowi Sejmu.
Obecny model i proponowana zmiana
14 kwietnia posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Polski 2050 przedstawili projekt zmian w ustawie o ochronie przyrody. Zakłada on ograniczenie roli Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska w procesie tworzenia rezerwatów. Kluczowa decyzja miałaby należeć do rady gminy, przy czym jej stanowisko mogłoby zostać uchylone przez wojewodę.
Dotychczas decyzje o tworzeniu rezerwatów opierają się przede wszystkim na przesłankach przyrodniczych, analizach naukowych oraz rekomendacjach wyspecjalizowanych instytucji. Ostateczną decyzję podejmuje Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska po zasięgnięciu opinii Regionalnej Rady Ochrony Przyrody.
Zastrzeżenia środowisk naukowych i organizacji przyrodniczych
Krytycy projektu zwracają uwagę na ryzyko uzależnienia decyzji o ochronie przyrody od bieżących uwarunkowań politycznych i gospodarczych. Wskazują również, że proponowane rozwiązanie przypomina mechanizm tzw. „weta samorządowego”, który od 2001 roku utrudnia tworzenie nowych parków narodowych w Polsce.
W ich ocenie wprowadzenie analogicznych regulacji dla rezerwatów może prowadzić do podobnego efektu – znaczącego spowolnienia lub blokowania nowych inicjatyw ochronnych.
Znaczenie rezerwatów i konsekwencje zmian
Rezerwaty przyrody obejmują obszary o najwyższej wartości przyrodniczej, często kluczowe dla zachowania rzadkich gatunków i siedlisk. Ich wyznaczanie opiera się na kryteriach naukowych, co ogranicza uznaniowość decyzji.
Organizacje przyrodnicze podkreślają również możliwe skutki ekonomiczne dla samorządów. Gminy otrzymują subwencje ekologiczne za obszary chronione, które stanowią istotne wsparcie budżetowe. Wprowadzenie nowych przepisów może zwiększyć ryzyko rezygnacji z obejmowania terenów ochroną, a tym samym ograniczyć dostęp do tych środków.
Istotnym elementem sporu jest również wpływ proponowanych zmian na gospodarkę łowiecką. Ustanawianie rezerwatów wiąże się z ograniczeniami polowań, dlatego rozszerzanie obszarów objętych ścisłą ochroną od lat spotyka się z oporem środowisk łowieckich. Proponowana nowelizacja wpisuje się w ten kontekst, ponieważ w praktyce może utrudnić tworzenie nowych rezerwatów, a tym samym ograniczyć zakres wprowadzanych restrykcji wobec polowań.
Trwająca mobilizacja społeczna
W odpowiedzi na projekt nowelizacji uruchomiona została petycja wzywająca do jego wycofania. Jej autorzy argumentują, że decyzje o tworzeniu rezerwatów powinny pozostać w gestii wyspecjalizowanych organów i opierać się na wiedzy naukowej.
Zebrane podpisy mają zostać przekazane Marszałkowi Sejmu w najbliższych tygodniach jako głos sprzeciwu wobec proponowanych zmian.
Treść petycji oraz formularz podpisu dostępne są pod adresem: Na ratunek nowym rezerwatom
Opinia ekspertów pojawia się w momencie, gdy Polska wciąż nie wdrożyła wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 2023 roku, a kolejne orzeczenie – dotyczące estońskich lasów – jeszcze wyraźniej potwierdza, że wycinki w tym czasie naruszają dyrektywę ptasią.
Każdy dzień zwłoki oznacza nie tylko ryzyko wielomilionowych kar finansowych, ale przede wszystkim realne straty w przyrodzie – niszczenie gniazd, rozbijanie jaj i śmierć piskląt.
Kolejny sezon strat dla przyrody
Z powodu braku zmian legislacyjnych nadchodzący sezon lęgowy ponownie będzie wiązał się z masową destrukcją ptasich lęgów. Od trzech lat polskie władze nie wprowadziły korekt do przepisów zmienionych w 2016 roku, które w praktyce osłabiły ochronę gatunkową w lasach.
Eksperci nie mają wątpliwości – obecne regulacje prowadzą do systemowego łamania prawa unijnego i degradacji przyrody.
Źródło problemu: zmiany z 2016 roku
Kluczowe znaczenie miała nowelizacja przepisów wprowadzona w 2016 roku, gdy Ministerstwem Środowiska kierował Jan Szyszko. Zmieniono wówczas ustawę o lasach i ustawę o ochronie przyrody, uznając, że gospodarka leśna prowadzona według tzw. „dobrych praktyk” automatycznie spełnia wymogi ochrony gatunkowej.
W praktyce oznaczało to przyzwolenie na działania, które normalnie byłyby zabronione – w tym niszczenie siedlisk, płoszenie zwierząt czy ingerencję w miejsca rozrodu chronionych gatunków. W efekcie wiele z nich zostało pozbawionych realnej ochrony podczas prac leśnych.
Wyrok TSUE: Polska narusza prawo UE
Na problem zwróciły uwagę organizacje społeczne – Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, WWF Polska i Fundacja Frank Bold – które złożyły skargę do Komisji Europejskiej. Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości UE, który w 2023 roku orzekł, że polskie przepisy naruszają prawo unijne.
Trybunał wskazał, że przepisy dopuszczające odstępstwa od ochrony gatunkowej są zbyt ogólne i mogą być interpretowane jako pozwolenie na ignorowanie unijnych dyrektyw siedliskowej i ptasiej.
Mimo wyroku Polska nie wdrożyła wymaganych zmian. Komisja Europejska wyznaczyła dwumiesięczne ultimatum, które upłynęło z końcem marca – co oznacza realne ryzyko nałożenia wysokich kar.
Wspieraj niezależne dziennikarstwo
Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.
Jednoznaczne stanowisko ekspertów
W odpowiedzi na pytania Ministerstwa Klimatu i Środowiska Państwowa Rada Ochrony Przyrody opracowała opinię, w której rekomenduje wprowadzenie zakazu prac leśnych w kluczowym okresie lęgowym.
Eksperci wskazują, że zakaz powinien obejmować przede wszystkim starsze drzewostany, będące najważniejszymi siedliskami lęgowymi ptaków, szczególnie tych wymienionych w dyrektywie siedliskowej.
Nowy wyrok TSUE: brak wątpliwości
Dodatkową klarowność przyniosło najnowsze orzeczenie Trybunału w sprawie estońskich lasów. TSUE uznał, że prowadzenie wycinek w sezonie lęgowym – nawet jeśli niszczenie gniazd nie jest celem działań – stanowi działanie umyślne.
Leśnicy mają bowiem pełną świadomość, że lasy są zasiedlone przez ptaki. W związku z tym każde działanie, które prowadzi do niszczenia gniazd, jaj lub piskląt, narusza dyrektywę ptasią – niezależnie od tego, czy dotyczy gatunków rzadkich czy pospolitych.
Trybunał powołał się również na zasadę ostrożności: sama obecność ptaków w lesie – ich śpiew czy obserwacja – jest wystarczającą przesłanką, by uznać, że lęgi są zagrożone.
Zakaz powinien objąć niemal wszystkie lasy
W uzupełnionej opinii z marca 2025 roku PROP podkreśla, że zakaz cięć powinien obowiązywać w praktycznie wszystkich lasach w Polsce w okresie od 15 marca do 10 lipca – czyli w czasie największej intensywności lęgów.
W przypadku niektórych gatunków, takich jak puszczyk czy bielik, okres ten może być jeszcze dłuższy.
Eksperci zaznaczają, że wyjątki od zakazu powinny być stosowane wyłącznie w sytuacjach absolutnie wyjątkowych, głównie w przypadku pilnych cięć sanitarnych. Rutynowe prace gospodarcze – takie jak trzebieże czy rębnie – nie kwalifikują się do takich odstępstw i powinny być przesuwane poza sezon lęgowy.
Wspieraj niezależne dziennikarstwo
Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.
Zagrożenie dotyczy także nietoperzy
Problem nie ogranicza się wyłącznie do ptaków. Naukowcy zwracają uwagę, że podobne ryzyko dotyczy nietoperzy, których kolonie rozrodcze często znajdują się w dziuplach lub pod korą drzew.
Usunięcie jednego drzewa może prowadzić do śmierci dziesiątek, a nawet setek młodych osobników. Ze względu na bardzo niską dynamikę rozrodu skutki takich działań są szczególnie dotkliwe dla populacji tych ssaków.
Czas na decyzję
Eksperci nie pozostawiają złudzeń – Polska stoi dziś przed koniecznością natychmiastowego dostosowania prawa do wymogów unijnych. Brak działania oznacza nie tylko ryzyko kar finansowych, ale przede wszystkim dalsze niszczenie przyrody.
Jak podkreśla Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot i członek PROP, zakaz cięć w sezonie lęgowym nie jest kwestią interpretacji, lecz obowiązkiem wynikającym z prawa.
Stawką nie są wyłącznie pieniądze, ale odpowiedzialność za stan środowiska naturalnego. Każdy dzień opóźnienia to kolejne utracone lęgi – i kolejne dowody na systemowe zaniedbania w ochronie przyrody.
Apel o pilne działania
Zwracamy się do Państwa organizacji z gorącą prośbą o poparcie oraz rozpowszechnienie apelu skierowanego do Donald Tusk w sprawie pilnego wprowadzenia ogólnokrajowego zakazu prowadzenia cięć w lasach w okresie lęgowym ptaków – co najmniej od 15 marca do 10 lipca.
Postulat ten jest zgodny z aktualną opinią Państwowa Rada Ochrony Przyrody oraz standardami wynikającymi z orzecznictwa Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
APEL: NIE dla wycinek w okresie lęgowym ptaków
Organizacje składają wnioski do SKO i zawiadomienie do prokuratury
W Warszawie narasta sprzeciw wobec decyzji władz miasta dotyczącej odstrzału redukcyjnego oraz odłowu z uśmierceniem 500 dzików. Organizacje społeczne i eksperci podejmują działania prawne, wskazując na poważne naruszenia przepisów oraz brak systemowego podejścia do zarządzania obecnością dzikich zwierząt w mieście.
W imieniu Fundacji Niech Żyją! mec. Adam Kuczyński skierował do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Warszawie wniosek o wszczęcie postępowania w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji Prezydenta m.st. Warszawy Rafała Trzaskowskiego.
We wniosku wskazano liczne naruszenia prawa oraz złożono wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji. Organizacja podkreśla, że działania polegające na masowym zabijaniu dzików są nie tylko nieetyczne, ale również nieskuteczne i krótkowzroczne.
Odstrzał nie rozwiązuje problemu obecności dzików w miastach. Jeśli nie usuwa się przyczyn konfliktu, takich jak dostępność odpadów, dokarmianie czy błędy infrastrukturalne, sytuacja będzie się powtarzać – wskazują eksperci.
Jednocześnie organizacje spodziewają się, że SKO – zgodnie z dotychczasową praktyką – może uznać brak interesu prawnego Fundacji. W takim przypadku sprawa zostanie skierowana do dalszego rozpatrzenia, aż do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Zawiadomienie do prokuratury
Równolegle złożono zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z zabijaniem dzików przy ul. Stępińskiej.
Zawiadomienie dotyczy zarówno osób bezpośrednio uczestniczących w zabijaniu zwierząt, jak i wysokich urzędników stołecznego Ratusza. Autorzy liczą na rzetelne i apolityczne działania prokuratury.
Dlaczego to ważne?
Dziki pełnią kluczową rolę w ekosystemie jako tzw. „inżynierowie środowiska”. Spulchniają glebę, ograniczają populacje szkodników oraz przyczyniają się do utrzymania równowagi przyrodniczej.
Eksperci podkreślają, że ich obecność w miastach jest efektem działalności człowieka – urbanizacji, ograniczania siedlisk naturalnych oraz łatwego dostępu do pożywienia.
Obecne działania władz Warszawy budzą poważne wątpliwości etyczne i społeczne. Dochodzi do przypadków zabijania zwierząt na terenach zamieszkałych, także w obecności mieszkańców, w tym dzieci, co powoduje realne obciążenie psychiczne.
Apel o zmianę podejścia
Organizacje społeczne apelują o natychmiastowe zaprzestanie zabijania dzików oraz wdrożenie nowoczesnych, humanitarnych metod zarządzania konfliktem człowiek–dzikie zwierzę.
Wśród postulatów znajdują się m.in.:
- wstrzymanie odstrzałów,
- powołanie niezależnej rady ekspertów,
- wdrożenie metod nieśmiercionośnych,
- edukacja mieszkańców,
- ograniczenie presji łowieckiej wokół miasta.
Warszawa jako nowoczesna europejska metropolia powinna opierać swoje działania na wiedzy naukowej, a nie doraźnych rozwiązaniach polegających na eliminacji zwierząt.
Podpisz petycję: Dziki w stolicy: czas na humanitarne rozwiązania! | Akcja Demokracja
Compassion Polska i jej darczyńcy zmieniają świat
2025 rok przejdzie do historii jako czas, w którym głos zwierząt hodowlanych wybrzmiał głośniej niż kiedykolwiek wcześniej. Pomimo niepewnych czasów gospodarczych i geopolitycznych, społeczność Compassion in World Farming Polska udowodniła, że determinacja w budowaniu lepszego jutra dla zwierząt, ludzi i planety nie słabnie.
Globalny wpływ i lokalne sukcesy W ciągu ostatniego roku w działania organizacji zaangażowało się 1,6 miliona osób, w tym 100 000 darczyńców. Ten ogromny ruch pozwolił na wywieranie silnego nacisku na rządy i wielki biznes. Prezeska Compassion Polska, Małgorzata Szadkowska, za swoją niestrudzoną pracę otrzymała tytuł Kobiety Roku 2024 magazynu „Forbes Women”, co dodatkowo wzmocniło rangę walki o dobrostan zwierząt w Polsce.
Koniec cierpienia w transporcie i klatkach Jednym z największych sukcesów było doprowadzenie do zakazu transportu żywych zwierząt w Wielkiej Brytanii oraz zablokowanie morskich tras przewozu młodych cieląt przez firmę Stena Line.
W Polsce kampania „Czarne punkty” nagłośniła problem zagrożeń w transporcie, a pod petycją do ministra rolnictwa podpisało się ponad 65 tysięcy osób.
Równolegle trwała walka o wycofanie klatek. Dzięki gigantycznej mobilizacji i wysłaniu ponad 40 000 e-maili do przewodniczącej Komisji Europejskiej, KE zaprezentowała nową Wizję dla Rolnictwa i Żywności, zapowiadając publikację przepisów kończących hodowlę klatkową w 2026 roku.
Nowe granice ochrony: Ryby i ośmiornice Rok 2025 przyniósł historyczne zmiany w postrzeganiu zwierząt wodnych. Parlament Europejski rozpoczął prace nad przepisami, które po raz pierwszy chronią dobrostan ryb, ośmiornic i krabów podczas transportu
. Na arenie międzynarodowej Compassion skutecznie przeciwdziała komercyjnej hodowli ośmiornic, promując globalne zobowiązanie „Niech pozostaną wolne”, które w Polsce wsparli wybitni naukowcy i organizacje partnerskie,
Zmiana przyszłości jedzenia Działania organizacji docierają również bezpośrednio do sektora biznesowego. Dzięki programom takim jak Better Chicken Commitment, do którego w Polsce przystąpiły już sieci Carrefour i Auchan, miliony kurczaków zyskają lepsze warunki życia. Co więcej, badania PBS przeprowadzone na zlecenie Compassion pokazują rosnącą świadomość Polaków – aż 31% mężczyzn w Polsce planowało w 2025 roku ograniczyć lub całkowicie zrezygnować z mięsa.
Dowiedz się więcej i przeczytaj pełny raport: COMPASSION POLSKA 2025: TWORZYMY TRWAŁĄ ZMIANĘ
Za nami trzy miesiące pełnej mocy systemu kaucyjnego
Informacja prasowa
Od startu systemu – de facto przez trzy miesiące – Polacy zwrócili 520 milionów puszek i butelek ze znakiem kaucji. Najnowsze dane potwierdzają, że system kaucyjny nie tylko działa z pełną mocą, ale realnie zmienia codzienne nawyki konsumentów i rynek opakowań. Efekty widać już dziś – w czystszym otoczeniu i rosnącym udziale surowców wracających do obiegu.
Najważniejsze informacje:
- System kaucyjny funkcjonuje od 1 października 2025 r. Tempa nabrał jednak w pierwszym kwartale 2026 roku.
- Od 1 stycznia 2026 obserwujemy systematyczny wzrost liczby opakowań objętych systemem, a także tych już zwróconych.
- Do końca marca zostało zwróconych ok. 520 mln pustych opakowań.
- W całym kraju funkcjonuje 52 tys. miejsc, w których można oddać opakowania.
- Sklepy poniżej 200 m kw. odgrywają istotną rolę – to właśnie w lokalnych placówkach działa ok. 24 tys. miejsc przyjmowania opakowań, co znacząco zwiększa dostępność systemu.
„System kaucyjny działa z pełną mocą od ponad trzech miesięcy i realnie zmienia codzienne nawyki konsumentów oraz naszą wspólną rzeczywistość. Gospodarka obiegu zamkniętego zaczyna przynosić wymierne efekty, co potwierdzają liczby: do tej pory zebraliśmy około 520 milionów opakowań. W połowie marca informowaliśmy, że było ich 300 milionów. Więc widać wyraźny postęp – w ciągu dwóch tygodni liczba zebranych opakowań wzrosła o 66%. Szacujemy, że miesięcznie będziemy zbierać około pół miliarda sztuk opakowań” – wiceministra klimatu i środowiska Anita Sowińska podczas konferencji prasowej.
Cała Polska dba o środowisko
System kaucyjny stał się naturalną częścią zakupów, a puste opakowania wracają do obiegu w coraz większych ilościach. Z najnowszych danych wynika, że w 52 tys. punktów zwrócono już łącznie 520 mln sztuk opakowań. 78% tej puli stanowią opakowania zwrócone za pośrednictwem maszyn RVM, tzw. kaucjomatów, które funkcjonują w 9,5 tys. lokalizacji.
To najchętniej wybierany sposób zwrotu, jednak niejedyny. Warto pamiętać, że obok automatycznej, w ponad 40 tys. sklepów funkcjonuje również ręczna zbiórka opakowań. To równie szybki i sprawny sposób na oddanie opakowań i odbiór kaucji. Brak maszyny RVM w sklepie nie oznacza więc, że sklep nie prowadzi zbiórki. W przypadku, gdy urządzenie jest nieczynne, zapełnione lub odmawia przyjęcia prawidłowo oznakowanego opakowania, sklep ma obowiązek przyjąć je ręcznie i rozliczyć kaucję, np. przy kasie. Z kolei automat może wydać bon, który na prośbę klienta musi zostać wymieniony na gotówkę w kasie.
W małych sklepach siła
Ważną częścią systemu kaucyjnego są lokalne społeczności i zaangażowanie mniejszych placówek handlowych. Choć ustawowy obowiązek zbiórki opakowań spoczywa na dużych sklepach o powierzchni powyżej 200 metrów kwadratowych, to już 24 tysiące mniejszych punktów zdecydowało się dołączyć do systemu dobrowolnie. To aż 46% wszystkich punktów zwrotu.
Dla lokalnych przedsiębiorców udział w tym mechanizmie oznacza realne korzyści: dodatkowe wpływy z opłaty handlingowej oraz przyciągnięcie klientów. Dzięki temu system budowany jest w oparciu o codzienne potrzeby mieszkańców, pozwalając im na wygodny zwrot opakowań przy okazji codziennych zakupów, bez konieczności wyprawy do dalekiego marketu.
Powszechny system kaucyjny
Obok ceny napoju w sklepie powinna znajdować się wyraźna informacja o wysokości kaucji, co umożliwia klientom zweryfikowanie kwoty doliczanej do paragonu. Przedsiębiorca prowadzący jednostkę handlową lub inny punkt zbierający opakowania ma obowiązek udostępnić w widocznym miejscu informacje dotyczące zasad zwrotu pustych opakowań oraz sposobu odzyskania kaucji.
Powszechny system kaucyjny działa bezparagonowo. Sklepy powyżej 200 m kw. oraz mniejsze placówki, które dobrowolnie przystąpiły do systemu, mają obowiązek przyjmować wszystkie opakowania ze znakiem kaucji – niezależnie od marki, rodzaju napoju, czy obecności danego produktu w ich ofercie sklepu. Wysokość zwrotu zawsze odpowiada kwocie wskazanej na etykiecie.
INFORMACJA PRASOWA
Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy (IOŚ-PIB) rozpoczyna realizację projektu National Adaptation Hubs, który:
- wzmocni spójność działań adaptacyjnych do zmian klimatu w Europie
- poprawi komunikację między różnymi poziomami zarządzania – od szczebla lokalnego, poprzez regionalny i krajowy, aż po obszar całej Unii Europejskiej
- ułatwi orientację w europejskim systemie adaptacji i dostęp do już istniejących inicjatyw
- umożliwi efektywniejsze dzielenie się praktycznymi narzędziami wdrażania działań adaptacyjnych.
IOŚ-PIB jest polskim liderem w projekcie National Adaptation Hubs.
Zadaniem IOŚ-PIB będzie utworzenie Krajowego Centrum Adaptacji. – KCA będzie elastyczną strukturą organizacyjną, w skład której wejdą przedstawiciele władz krajowych, regionalnych i lokalnych oraz instytucje i ośrodki naukowe, organizacje pozarządowe i przedstawiciele biznesu. Dlatego zapraszamy wszystkie instytucje zajmujące się adaptacją od strony naukowej i praktycznej do włączenia się w działania Krajowego Centrum Adaptacji. Widzimy różne możliwości współpracy. Chcemy je z Państwem omówić na pierwszym spotkaniu Krajowego Centrum Adaptacji, które odbędzie się 16 kwietnia 2026 r. w godz. 9:00-11:00, w formule online (MS Teams). Zapraszamy do wcześniejszego zgłoszenia zainteresowania na adres: adaptacja@ios.edu.pl – mówi kierownik projektu dr inż. Anna Dubel z Zakładu Adaptacji do Zmian Klimat IOŚ-PIB.
Krajowe Centrum Adaptacji będzie:
- platformą współpracy łączącą administrację krajową, wojewódzką i lokalną
- przestrzenią wymiany wiedzy, narzędzi, danych i dobrych praktyk
- zapleczem eksperckim wspierającym integrację działań adaptacyjnych z dokumentami strategicznymi i planistycznymi
- punktem kontaktowym w europejskiej sieci krajowych centrów adaptacji (National Adaptation Hubs – NAH) oraz kanałem komunikacji między polskimi interesariuszami a instytucjami UE
- punktem koordynacyjnym, wzmacniającym współpracę międzysektorową w obszarze adaptacji.
Zadania te realizowane będą z poszanowaniem kompetencji instytucji rządowych i samorządowych, bez ingerencji w istniejące struktury decyzyjne. IOŚ-PIB zapewni wsparcie merytoryczne i organizacyjne, ułatwi przepływ informacji oraz pomoże łączyć podmioty zaangażowane w proces adaptacji.
Nowa sieć NAH nawiąże ścisłą współpracę m.in. z:
- platformą MIP4Adapt
- Społecznością Praktyków (CoP)
- projektami realizowanymi w ramach Misji UE ds. Adaptacji
- siecią punktów kontaktowych NCP.
National Adaptation Hubs jest finansowany przez Komisję Europejską w ramach programu Horyzont Europa. Jego głównym celem jest wsparcie państw członkowskich UE w wypełnianiu zobowiązań wynikających z rozporządzenia (UE) 2018/1999 dotyczącego zarządzania unią energetyczną oraz działaniami w dziedzinie klimatu. Projekt jest koordynowany przez North West Croatian Energy and Climate Agency (REGEA) i realizowany przez 32 partnerów z całej Europy, w tym instytuty badawcze, agencje klimatyczno-energetyczne, uczelnie techniczne, organizacje sieciujące i krajowe służby meteorologiczne. Wspólnie tworzą one zespół odpowiedzialny za rozwój i koordynację wielopoziomowego zarządzania adaptacją do zmian klimatu.
Zapraszamy do kontaktu wszystkie podmioty zainteresowane włączeniem się w proces tworzenia Krajowego Centrum Adaptacji do Zmian Klimatu: adaptacja@ios.edu.pl
Zaproszenie na konferencję online projektu LIFE Riverease (16 kwietnia 2026). Rozwiązania oparte na przyrodzie w adaptacji rolnictwa do zmiany klimatu
Serdecznie zapraszamy do udziału w międzynarodowej konferencji inaugurującej projekt LIFE Riverease. Wydarzenie poświęcone będzie roli rozwiązań opartych na przyrodzie (NBS) w ograniczaniu wpływu rolnictwa na zasoby wodne oraz skutecznym metodom adaptacji terenów wiejskich do zmieniających się warunków klimatycznych.
Spotkanie odbędzie się 16 kwietnia 2026 r. w formule online. Jego celem jest rozpoczęcie szerokiego dialogu oraz wymiany doświadczeń między nauką, administracją a praktyką rolniczą w zakresie zrównoważonego zarządzania wodą.
Dlaczego warto wziąć udział?
Udział w konferencji to okazja do zapoznania się z konkretnymi narzędziami i strategiami, które będą wdrażane w ramach projektu LIFE Riverease:
- dla samorządowców – dowiesz się, jak skutecznie zarządzać zlewnią na poziomie lokalnym i jak nowoczesne systemy IT mogą wspierać podejmowanie decyzji w sytuacjach kryzysowych (susze, podtopienia). Poznasz koncepcję parku demonstracyjnego w Poddębicach jako narzędzia edukacji mieszkańców,
- dla naukowców i ekspertów – zyskasz wgląd w najnowsze dane dotyczące modelowania hydrologicznego i klimatycznego. To doskonała okazja do wymiany doświadczeń z przedstawicielami innych projektów LIFE oraz nawiązania międzynarodowych kontaktów badawczych,
- dla rolników i doradców rolniczych – poznasz sprawdzone, naturalne metody retencji wody, które poprawiają jakość gleby i stabilność plonów bez konieczności kosztownych inwestycji technicznych. Dowiesz się, jak współpraca w skali całej zlewni pomaga chronić konkretne gospodarstwa.
Kogo usłyszymy? (Eksperci i paneliści)
W programie przewidziano wystąpienia uznanych autorytetów oraz praktyków zarządzania wodą:
- dr hab. Iwona Wagner (FPP Enviro) – o skutkach zmiany klimatu dla rolnictwa w Europie,
- dr hab. Tomasz Jurczak (Uniwersytet Łódzki) – o roli ekohydrologii w ochronie zasobów wodnych,
- dr Agnieszka Bednarek (Uniwersytet Łódzki) – o praktycznym zastosowaniu rozwiązań opartych na przyrodzie (NBS),
- Emilia Skłucka (FPP Enviro) – o zintegrowanych systemach IT wspomagających decyzje w rolnictwie.
Goście zagraniczni: dr Lars Briggs (Amphi International APS, Dania) oraz dr inż. Mariusz Merta (Ingenieurgesellschaft Prof. Dr. Sieker mbH, Niemcy) przedstawią doświadczenia z zachodniej Europy.
Głos praktyków: w dyskusji udział wezmą m.in. przedstawiciele NFOŚiGW, Instytutu Technologiczno-Przyrodniczego (PIB) oraz Łódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego.
Co w programie?
Wydarzenie składa się z dwóch części.
W części pierwszej, plenarnej (10:00–13:00) przestawimy analizę wyzwań (susza, jakość wód) oraz prezentację innowacyjnych narzędzi IT, które będą rozwijane w ramach projektu LIFE Riverease.
W części drugiej, warsztatowej (13:30–15:30) zapraszamy do pracy w grupach. Będziemy rozmawiać o budowaniu synergii między projektami LIFE, dobrych praktykach z całej Europy oraz realnych potrzebach użytkowników nowoczesnych technologii.
Informacje organizacyjne
Termin: 16 kwietnia 2026 r. (platforma Zoom).
Koszt: udział w wydarzeniu jest bezpłatny.
Rejestracja: zgłoszenia przyjmujemy do 14 kwietnia 2026 r.
Szczegółowy program oraz formularz zapisów: https://sendzimir.org.pl/projekty/life-riverease/konferencja-inaugurujaca-life-riverease
Wszelkie pytania dotyczące konferencji proszę kierować do: magdalena.niezabitowska-krogulec@sendzimir.org.pl
———————-
Konferencja jest organizowana w ramach projektu LIFE RIVEREASE, który jest współfinansowany ze środków Programu LIFE – unijnego funduszu na rzecz środowiska, klimatu i energii, który wspiera najbardziej ambitne i innowacyjne inicjatywy ekologiczne w Europie oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Wyrażone poglądy i opinie w tym dokumencie są jednak wyłącznie poglądami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy Unii Europejskiej, CINEA lub NFOŚiGW. Ani Unia Europejska, ani organ przyznający pomoc nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności.
Nowe dane OECD za 2025 rok
Informacja prasowa
Dziś Komitet Pomocy Rozwojowej OECD opublikował wstępne dane dotyczące Oficjalnej Pomocy Rozwojowej (ODA) za 2025 rok, potwierdzając bardzo niepokojący trend. Już trzeci rok z rzędu państwa członkowskie UE – w tym Polska – ograniczają wydatki w ramach oficjalnej pomocy rozwojowej.
Polska jest jednym z krajów, w których poziom oficjalnej pomocy rozwojowej był niższa w 2025 roku niż w roku poprzednim (-19 %), głównie ze względu na niższy poziom kosztów wsparcia uchodźczyń i uchodźców, które – zgodnie z metodologią DAC OECD – można kwalifikować jako ODA. Polska ODA stanowiła tylko 0,16 % polskiego dochodu narodowego brutto (DNB). To nieznacznie więcej niż w 2021 roku (0,15% ODA/DNB), czyli w roku poprzedzającym inwazję rosyjską na Ukrainę.
W 2025 roku Polska przeznaczyła na pomoc rozwojową 6,1 mld zł: 2,1 mld zł w ramach pomocy dwustronnej (34%) i ok. 4 mld zł w ramach pomocy wielostronnej (66%) czyli za pośrednictwem instytucji międzynarodowych, takich jak Unia Europejska, do których Polska wnosi swój wkład finansowy.
Polska pomoc rozwojowa i humanitarna dla Ukrainy wyniosła w 2024 roku 676,5 mln zł, w roku poprzednim było to 764 mln zł, a w 2023 – 966 mln zł. W kwocie tej nie są raportowane koszty wsparcia dla osób uchodźczych z Ukrainy, które przebywają w Polsce. Pomoc osobom uchodźczym w kraju donora to odrębna kategoria wydatków. W 2025 roku wyniosła ona 827 mln zł, co stanowiło 13,6 % całkowitej polskiej ODA za ten rok.
Jak sytuacja wygląda w całej Unii Europejskiej? W 2025 roku aż 17 państw członkowskich UE zmniejszyło swoje ODA, co oznacza spadek wkładu państw UE o 9,9% od 2024 roku.
Te cięcia nie dzieją się w próżni. Wpisują się w globalny trend ograniczania pomocy. W 2025 r. całkowita ODA spadła o 23,1 pkt. proc. w ujęciu realnym w porównaniu z 2024 r. Jest to największy roczny spadek w historii. Pytanie brzmi: jakie będą tego skutki dla większości świata? Cięcia uderzą przede wszystkim w kraje najsłabiej rozwinięte (LDC) oraz państwa dotknięte kryzysami i niestabilnością, gdzie pomoc rozwojowa często decyduje o dostępie do podstawowych usług i szansach na poprawę warunków życia.
Opublikowane dziś dane OECD jasno pokazują, że Polska nie jest wyjątkiem – mówi Jan Bazyl, dyrektor Grupy Zagranica. – Polska oficjalna pomoc rozwojowa wpisuje się w szerszy trend widoczny w całej Unii Europejskiej oraz globalnie: ograniczanie skali wsparcia i stopniowe odchodzenie od podstawowego celu współpracy rozwojowej, jakim jest walka z ubóstwem. Potwierdzają to także konkretne decyzje polskiego MSZ, takie jak zmniejszenie od 2026 roku liczby krajów priorytetowych Polskiej Pomocy, m.in. o Senegal i Etiopię. Jednocześnie w sposobie myślenia o współpracy rozwojowej niewiele się zmieniło. Po krótkim okresie mobilizacji związanym z wojną w Ukrainie i dużym wsparciem dla osób uchodźczych z Ukrainy w ramach polskiej ODA, wracamy de facto do punktu wyjścia sprzed 2022 roku. Współpraca rozwojowa cały czas pozostaje mało istotnym elementem działań zewnętrznych państwa.
Pełen raport dotyczący wstępnych danych oficjalnej pomocy rozwojowej (ODA) za rok 2025 jest dostępny na stronie internetowej OECD pod linkiem: https://www.oecd.org/en/topics/official-development-assistance-oda.html.
Komentarzy udziela: Jan Bazyl – dyrektor Biura Grupy Zagranica,
Tel. 791 361 670
jan.bazyl@zagranica.org.pl
*Dane dotyczące oficjalnej pomocy rozwojowej dla Ukrainy w 2025 r. są wstępne i niepełne, ponieważ kilku darczyńców nadal gromadzi bardziej szczegółowe informacje.
*Wartość poszczególnych kwot w walucie PLN została przeliczona po uśrednionym kursie NBP dla USD za dany rok.
—
Grupa Zagranica jest federacją 62 organizacji pozarządowych zaangażowanych we współpracę rozwojową, pomoc humanitarną i edukację globalną. Więcej informacji na www.zagranica.org.pl.
Płazy są jednym z najczulszych wskaźników kondycji środowiska. Tam, gdzie znikają, zwykle znika także bioróżnorodność i woda w krajobrazie. Dlatego ochrona zbiorników wodnych i dzikich fragmentów przyrody powinna być dziś jednym z priorytetów polityki lokalnej.
Wczesną wiosną, kiedy noce robią się wilgotne, a temperatura zaczyna przekraczać kilka stopni powyżej zera, w wielu miejscach w Polsce rozpoczyna się niezwykłe zjawisko. Setki, a czasem tysiące płazów wyruszają w swoją doroczną wędrówkę, czyli migrację do miejsc rozrodu. Ropuchy, żaby, grzebiuszki, traszki i kumaki przemieszczają się często dokładnie tą samą trasą co rok, kierując się do macierzystych stawów, oczek wodnych i mokradeł, w których przyszły na świat. Niestety na trasie tej wędrówki coraz częściej znajdują się drogi, zabudowa i różnego typu infrastruktura. Dlatego ochrona płazów stała się dziś jednym z ważniejszych wyzwań ochrony przyrody w krajobrazie przekształconym przez człowieka.
Płazy należą do najstarszych grup kręgowców lądowych. Ich biologia jest wyjątkowa, ponieważ łączy dwa środowiska życia wodę i ląd. Większość gatunków potrzebuje obu tych światów, aby przejść pełny cykl życiowy. Wiosną dorosłe osobniki spotykają się w zbiornikach wodnych, gdzie dochodzi do rozrodu. Samiec obejmuje samicę w charakterystycznym uścisku zwanym ampleksusem. W zależności od gatunku może on mieć różną formę najczęściej pachową lub pachwinową. Samica składa jaja w wodzie, a samiec zapładnia je zewnętrznie.
Jaja otoczone są galaretowatą substancją, czyli skrzekiem. Chroni on jaja przed uszkodzeniami mechanicznymi, drapieżnikami oraz pomaga utrzymać wilgoć i odpowiednie warunki rozwoju podnosząc w nim temperaturę. W jednym skrzeku może znajdować się od kilkuset do kilku tysięcy jaj. Ropucha szara składa zazwyczaj około trzech do sześciu tysięcy jaj, a niektóre gatunki żab nawet ponad dziesięć tysięcy. Z tej ogromnej liczby tylko niewielka część doczeka dorosłości.
Z jaj rozwijają się larwy, czyli znane wszystkim kijanki. Oddychają one skrzelami, odżywiają się głównie pokarmem roślinnym i przez kilka miesięcy żyją w wodzie. W tym czasie przechodzą niezwykle złożony proces przemiany, czyli metamorfozę. Organizm kijanki stopniowo zmienia się w postać dorosłą. Rozwijają się kończyny, zanikają skrzela, pojawiają się płuca, zmienia się także sposób odżywiania, a ogon ulega procesowi resorpcji, czyli wchłonięciu. Małe żabki opuszczające zbiornik wodny mają zwykle około jednego do dwóch centymetrów długości i nazywane są przez specjalistów tegolatkami. W sprzyjających warunkach ze zbiornika może wyjść nawet kilka lub kilkanaście tysięcy takich młodych osobników. Większość z nich nie przeżyje jednak pierwszych miesięcy życia. Do rozrodu przystąpią dopiero po kilku sezonach życia najczęściej po dwóch do czterech latach w zależności od gatunku i warunków środowiskowych.
Życie płazów jest silnie związane z wilgocią i temperaturą. Są zwierzętami zmiennocieplnymi, co oznacza, że temperatura ich ciała zależy od temperatury otoczenia. W chłodniejszych miesiącach zapadają w stan hibernacji. Zimują w norach, szczelinach w glebie, zagrzebane w ziemi czasem nawet na głębokość ponad jednego metra, pod korzeniami drzew lub na dnie zbiorników wodnych często w mule, gdzie temperatura pozostaje bardziej stabilna.
Płazy kryją w sobie wiele fascynujących biologicznych rozwiązań. Nie piją wody tak jak ssaki. Pobierają ją głównie przez skórę. Szczególnie ważny jest obszar w tylnej części ciała przez, który woda może być szybko wchłaniana z wilgotnego podłoża. Pęcherz moczowy u wielu gatunków pełni funkcję swoistego zbiornika na wodę co pomaga im przetrwać okresy suszy. Płazy nie przeżuwają pokarmu. Połykają go w całości a podczas połykania gałki oczne cofają się lekko do wnętrza czaszki i pomagają przesunąć pokarm w kierunku przewodu pokarmowego. Potrafią także oddychać przez skórę. Ropuchy wytwarzają substancje toksyczne oraz związki o działaniu bakteriobójczym i grzybobójczym co pomaga im bronić się przed patogenami.
Choć płazy często pozostają niezauważone ich rola w ekosystemie jest ogromna. Dorosłe osobniki zjadają ogromne ilości owadów w tym wielu uciążliwych dla ludzi między innymi komary czy mszyce. Zjadają także ślimaki, pajęczaki i inne drobne bezkręgowce. Same z kolei stanowią ważne ogniwo łańcucha pokarmowego i są pokarmem dla wielu ptaków, ssaków czy gadów. Ze względu na cienką i przepuszczalną skórę są bardzo wrażliwe na zanieczyszczenia środowiska, dlatego uznaje się je za jedne z najlepszych bioindykatorów. Można powiedzieć, że są swoistym papierkiem lakmusowym kondycji środowiska.
Niestety na całym świecie także w Polsce obserwuje się szybkie zanikanie populacji wielu gatunków płazów. Największym zagrożeniem jest utrata siedlisk. Osuszanie mokradeł, zasypywanie oczek wodnych, intensywne rolnictwo, urbanizacja oraz wprowadzanie ryb drapieżnych do niewielkich zbiorników powodują, że miejsca rozrodu znikają lub przestają być bezpieczne. Poważnym problemem są również drogi przecinające szlaki migracji, zabudowa, ogrodzenia, fragmentaryzacja siedlisk oraz stosowanie pestycydów i herbicydów.
W wielu miejscach w Polsce w okresie wiosennych migracji organizowane są akcje aktywnej ochrony płazów. Wolontariusze ustawiają tymczasowe płotki, wzdłuż dróg które kierują zwierzęta do specjalnych pojemników. Następnie płazy są przenoszone na drugą stronę jezdni w kierunku zbiorników wodnych. Dzięki takim działaniom można uratować tysiące zwierząt w ciągu jednego sezonu. Choć jest to działanie doraźne w wielu miejscach okazuje się absolutnie niezbędne.
Najskuteczniejszą metodą ochrony jest jednak zachowanie i odtwarzanie siedlisk. Małe zbiorniki wodne w krajobrazie mają ogromne znaczenie. Wbrew pozorom to właśnie niewielkie płytkie oczka wodne bez ryb są dla płazów najlepszym miejscem rozrodu. Dlatego tak ważne jest zachowanie istniejących stawów i mokradeł oraz tworzenie nowych zbiorników wodnych.
Warto również czy to w projektach obywatelskich czy podczas uzgodnień z władzami samorządowymi zabiegać o pozostawianie w miastach fragmentów dzikiej przyrody. Niewielkie strefy z naturalną roślinnością, martwym drewnem, liśćmi czy kamieniami mogą stać się schronieniem dla wielu gatunków zwierząt. Tworzenie nowych zbiorników wodnych, ochrona już istniejących oraz zatrzymywanie wody w krajobrazie poprzez retencję to działania, które pomagają nie tylko płazom, ale całym ekosystemom.
Również w ogrodach możemy zrobić wiele dobrego. Ażurowe ogrodzenia lub niewielkie przejścia w podmurówkach umożliwiają małym zwierzętom swobodne przemieszczanie się między siedliskami. Ograniczenie koszenia trawników i pozostawienie fragmentów ogrodu w bardziej naturalnej formie tworzy schronienie dla wielu organizmów. Jeśli jednak decydujemy się na koszenie warto robić to od środka działki w kierunku jej obrzeży, aby dać drobnym zwierzętom szansę ucieczki.
Warto także pamiętać, że nawozy sztuczne i środki ochrony roślin zubożają ekosystemy. Ginie wtedy wiele pożytecznych organizmów a toksyczne substancje trafiają do gleby, wody i powietrza. Rezygnując z oprysków i chemii w ogrodach pomagamy nie tylko płazom, ale całej przyrodzie.
Od kilku lat jestem jedną z współtwórczyń akcji ochrony płazów w Otrębusach powołaną przez Stowarzyszenie Mała Wspólnota oraz mieszkańców miejscowości. W ciągu zaledwie dwóch sezonów na odcinku drogi liczącym kilkaset metrów udało się w niecałe osiem tygodni uratować ponad osiemnaście tysięcy płazów. Dla zobrazowania skali, gdyby ustawić je w jednym rzędzie byłaby to długość porównywalna z czterokrotną wysokością Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Oprócz samej ochrony prowadzimy również działania edukacyjne. Podczas warsztatów przekazaliśmy wiedzę kilkuset osobom, organizujemy także coroczne spotkania dla dzieci ze szkół i opowiadaliśmy o płazach w mediach.
Dziś w Otrębusach i okolicznych miejscowościach niemal każde dziecko wie czym są płazy i jak ważną rolę pełnią w przyrodzie.
Płazy są jednymi z najbardziej niedocenianych mieszkańców naszych krajobrazów. Nie są tak spektakularne jak duże ssaki ani tak widoczne jak ptaki a jednak odgrywają ogromną rolę w funkcjonowaniu ekosystemów. Ich obecność świadczy o zdrowiu środowiska a ich zanik jest sygnałem alarmowym. Ochrona mokradeł, małych zbiorników wodnych i dzikich fragmentów przyrody w naszych miastach to działania, które przynoszą korzyść nie tylko płazom, ale całym ekosystemom a ostatecznie także nam samym.
Autorka: Alicja Borowska
Koordynatorka inicjatyw społecznych i edukacyjnych związanych z ochroną przyrody oraz współistnieniem człowieka i dzikiej przyrody.
Współpracuje z samorządami, organizacjami społecznymi i ekspertami przy projektach dotyczących ochrony środowiska i bioróżnorodności. Współinicjatorka akcji czynnej ochrony płazów w Otrębusach oraz działań edukacyjnych dla mieszkańców i szkół. Zaangażowana w popularyzację wiedzy przyrodniczej i budowanie lokalnych inicjatyw na rzecz ochrony przyrody.
Co mówią badania naukowe i czego nie obejmuje system kontroli żywności
Dziczyzna bywa postrzegana jako produkt naturalny, ekologiczny i zdrowszy od mięsa pochodzącego z hodowli. Jednak analiza dostępnych badań naukowych oraz obowiązujących regulacji pokazuje, że z punktu widzenia zdrowia publicznego mięso dzikich zwierząt, a w szczególności mięso dzika, pozostaje w Polsce produktem o nieprzewidywalnym profilu toksykologicznym.
Badania prowadzone w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej potwierdzają obecność metali ciężkich w tkankach dzikich zwierząt. Jednocześnie nie istnieje system, który gwarantowałby, że mięso trafiające do konsumentów jest rutynowo badane pod tym kątem. Problem dotyczy nie tylko mięsa kupowanego bezpośrednio od osób pozyskujących zwierzęta, lecz również dziczyzny serwowanej w restauracjach.
Brak obowiązkowych badań dziczyzny na metale ciężkie
W Polsce obowiązkowe badania mięsa dzikich zwierząt koncentrują się przede wszystkim na zagrożeniach biologicznych, takich jak choroby odzwierzęce i pasożyty, oraz na ogólnej ocenie weterynaryjnej tuszy. Celem tych kontroli jest wykrycie chorób widocznych klinicznie oraz zagrożeń mikrobiologicznych.
Nie istnieje natomiast obowiązek rutynowego badania każdej tuszy dzikiego zwierzęcia na zawartość metali ciężkich, takich jak ołów czy kadm. Oznacza to, że mięso może zostać dopuszczone do spożycia bez sprawdzenia, czy jego skład chemiczny nie stanowi zagrożenia dla zdrowia.
Brak takiego obowiązku nie oznacza, że ryzyko nie istnieje, lecz że system kontroli żywności nie obejmuje tego aspektu w sposób powszechny i systemowy.
Metale ciężkie w dziczyźnie w świetle badań naukowych
Dostępna literatura naukowa potwierdza, że metale ciężkie są obecne w tkankach dzikich zwierząt. W badaniach prowadzonych w Polsce wykazywano ich obecność zarówno w narządach wewnętrznych, jak i w mięśniach, czyli w częściach bezpośrednio przeznaczonych do spożycia.
W przypadku ołowiu wskazywano, że jego obecność w mięsie może być związana nie tylko z zanieczyszczeniem środowiska, ale również z fragmentacją amunicji używanej podczas odstrzału. Badania wykazały, że drobne fragmenty metalu mogą pozostawać w tkankach mięśniowych i nie zawsze są możliwe do usunięcia podczas standardowej obróbki tuszy.
Kadm natomiast wykazuje zdolność kumulacji w narządach wewnętrznych, zwłaszcza w wątrobie i nerkach. Jego obecność w tych tkankach była wielokrotnie potwierdzana w badaniach zwierząt łownych. Rtęć występuje rzadziej, lecz również stanowi zagrożenie ze względu na działanie neurotoksyczne.
Metale ciężkie nie wpływają na smak, zapach ani wygląd mięsa, dlatego konsument nie ma możliwości ich wykrycia bez specjalistycznych badań laboratoryjnych.
Dlaczego problem szczególnie dotyczy dzików
Spośród zwierząt łownych to właśnie dziki są gatunkiem najczęściej wskazywanym w badaniach jako narażony na kumulację metali ciężkich. Wynika to z kilku nakładających się czynników.
Dziki intensywnie ryją w glebie, która stanowi główny rezerwuar metali ciężkich obecnych w środowisku. Ich dieta obejmuje korzenie, bulwy oraz bezkręgowce, które mają bezpośredni kontakt z zanieczyszczoną glebą. Dodatkowo dziki często żerują na terenach rolniczych i podmiejskich, gdzie gleby mogą być obciążone zanieczyszczeniami pochodzenia przemysłowego lub komunikacyjnego.
Istotnym czynnikiem jest także sposób pozyskiwania dzików. W ich przypadku powszechnie stosuje się amunicję ołowianą, która może fragmentować się w tkankach. Ponadto dziki należą do najczęściej pozyskiwanych gatunków łownych i najczęściej trafiają do sprzedaży oraz gastronomii, co zwiększa skalę potencjalnego narażenia konsumentów.
Restauracje nie eliminują ryzyka
Często zakłada się, że dziczyzna serwowana w restauracji jest bezpieczniejsza niż mięso pozyskiwane poza oficjalnym obrotem. W rzeczywistości restauracje nie mają obowiązku zlecania badań dziczyzny na zawartość metali ciężkich ani informowania klientów o wynikach takich analiz.
Stosowany w gastronomii system HACCP (Hazard Analysis and Critical Control Points, analiza zagrożeń i krytyczne punkty kontroli) dotyczy przede wszystkim bezpieczeństwa mikrobiologicznego oraz warunków przechowywania i obróbki żywności. Nie obejmuje on obowiązkowych analiz chemicznych surowca.
W praktyce oznacza to, że danie z dzika podawane w restauracji może pochodzić z mięsa, które nigdy nie było badane pod kątem zawartości metali ciężkich.
Szczególne zagrożenie dla dzieci i kobiet w ciąży
Instytucje zajmujące się zdrowiem publicznym podkreślają, że dzieci oraz kobiety w ciąży są grupami szczególnie wrażliwymi na działanie metali ciężkich. W przypadku ołowiu nie określono bezpiecznego poziomu narażenia dla dzieci, ponieważ nawet niewielkie dawki mogą wpływać na rozwój układu nerwowego.
Kadm kumuluje się w organizmie i może prowadzić do uszkodzeń nerek oraz zaburzeń mineralizacji kości. Może również przenikać przez łożysko, narażając rozwijający się płód. Z tego powodu spożywanie dziczyzny, zwłaszcza mięsa dzika i jego podrobów, jest uznawane za szczególnie ryzykowne dla tych grup.
Wnioski
Dostępne badania naukowe potwierdzają obecność metali ciężkich w mięsie dzikich zwierząt, w tym w mięsie dzików. Jednocześnie brak jest w Polsce obowiązku rutynowego badania każdej tuszy na zawartość tych substancji. Oznacza to, że konsument nie ma realnej możliwości oceny bezpieczeństwa dziczyzny, niezależnie od tego, czy pochodzi ona z nieformalnego źródła, czy jest serwowana w restauracji. W świetle tych faktów unikanie spożywania dziczyzny, szczególnie mięsa dzika, należy uznać za racjonalne działanie profilaktyczne, zwłaszcza w przypadku dzieci i kobiet w ciąży.
Literatura
Bąkowska M. i in., Cadmium in Selected Organs of Game Animals from Areas with Different Degrees of Industrialisation and Its Intake by Human Consumers, Animals, 2024. Zowczak M., Koncentracja ołowiu w tkance mięśniowej dzików (Sus scrofa) w wybranych województwach w Polsce, Roczniki Naukowe Polskiego Towarzystwa Zootechnicznego, 2016.
Durkalec M., Szkoda J. i in., Bioaccumulation of Lead, Cadmium and Mercury in Roe Deer and Wild Boars, 2015.
EFSA, Scientific Opinion on Lead in Food, 2010.
WHO, Lead poisoning and health
Autorka:
Alicja Borowska
Koordynatorka inicjatyw społecznych i edukacyjnych związanych z ochroną przyrody oraz współistnieniem człowieka i dzikiej przyrody.
Współpracuje z samorządami, organizacjami społecznymi i ekspertami przy projektach dotyczących ochrony środowiska i bioróżnorodności. Współinicjatorka akcji czynnej ochrony płazów w Otrębusach oraz działań edukacyjnych dla mieszkańców i szkół. Zaangażowana w popularyzację wiedzy przyrodniczej i budowanie lokalnych inicjatyw na rzecz ochrony przyrody.
Serdecznie zapraszamy na wydarzenie objęte matronatem Zielonych Wiadomości
Fundacja „Pożywienie – Darem Serca” oraz Zielony Dialog zapraszają na warszawską premierę filmu „To tylko jedzenie?” – dokumentu o bezpieczeństwie żywnościowym, rolnictwie oraz społecznych kosztach globalnego systemu żywnościowego.
Wydarzenie odbędzie się w sobotę, 11 kwietnia 2026 roku, w godz. 11:00–14:00 w warszawskim barze VEGA przy al. Jana Pawła II 36C.
Po projekcji odbędzie się debata ekspercka i sesja pytań od publiczności, a następnie uczestnicy zostaną zaproszeni na wegański poczęstunek.
„To tylko jedzenie?” to dokument Green REV Institute o związkach między żywnością, zdrowiem, klimatem i odpowiedzialnością społeczną. Pokazuje, że to, co trafia na nasze talerze, ma znaczenie daleko wykraczające poza kuchnię. Film zwraca uwagę na środowiskowe koszty rolnictwa przemysłowego, problem chorób dietozależnych oraz znaczenie odpowiedzialnych, świadomych i etycznych wyborów konsumenckich.
Spotkanie będzie okazją do rozmowy o tym, czym naprawdę jest bezpieczna żywność oraz jak budować bardziej sprawiedliwy i zrównoważony system produkcji żywności.
Wydarzenie odbędzie się w siedzibie Fundacji „Pożywienie – Darem Serca”, prowadzącej bar VEGA – najstarszym roślinnym miejscu w stolicy.
W debacie udział wezmą:
Filip Pelc- Rada dzielnicy Białołęka Warszawa
Morgan Janowicz- Green REV Institute
Agata Szczebyło- Fundacja WWF Polska
Marzena Wichniarz- Rodzice dla Klimatu
Edyta Grabarczyk- F. Pożywienie- Darem Serca
Moderator: Artur Wieczorek- Zielony Dialog
Ważne informacje:
• wydarzenie z udziałem tłumacza PJM
• film z tłumaczeniem na Polski Język Migowy
• wydarzenie będzie utrwalane do celów dokumentacyjnych i promocyjnych
Wydarzenie odbywa się dzięki wsparciu Green REV Institute w ramach Programu „Roślinna Szkoła”.
Matronat: Zielone Wiadomości, Bezpieczna Żywność
Monika Kostera: Dominiko, jesteś artystką, a ja naukowczynią społeczną – porozmawiajmy o sztuce I przyrodzie. Nie w sensie teorii czy historii sztuki przedstawiającej naturę, ale o stanie świadomości, komunikowanym przez naturę wyobrażaną przez sztukę. Socjolog Hartmut Rosa pisze o rezonansie, czyli o szczególnej właściwości relacji człowieka ze światem. Jest to niejednoznaczny, nieliniowy sposób tworzenia więzi między istotami i rzeczami, które mogą być bliskie lub odległe. Rezonans sprawia, że uczestniczący w nim w zasadniczy sposób zmieniają się wzajemnie. Świat w ten sposób „mówi” do nas i słuchanie go sprawia, że pojawiają się doświadczenia nadające i tworzące sens. Nie da się go kupić, spowodować, wyprodukować, zaplanować – ale też nie jest przypadkiem, nie wydarza się mimo woli. Udział w nim wymaga dyscypliny, cierpliwości i świadomości. Dzięki rezonansowi możliwa jest regeneracja społeczeństw ludzkich. Jednym z potężnych nośników rezonansu jest sztuka. Dlatego nie jest to działalność czysto pięknoduchowska, lecz coś, co ma praktyczną moc generowania nowej energii.
Monika: W czasie pandemii COVID i lockdownów, gdy wiele muzeów było niedostępnych, a wystaw jak na lekarstwo, Muzeum Życia Romantycznego w Paryżu otworzyło niezwykłą wystawę poświęconą sztormom i katastrofom morskim – Les Naufrages. Przedstawienia statków na wzburzonym morzu, ogromnych fal rozdzierających na strzępy łodzie i okręty, żagli drżących od wichrów – w szczególny sposób rezonowały ze mną w tamtym momencie. Sama czułam się jak rozbitek, nie tylko w z powodu pandemii. Porywające – dosłownie – przedstawienia morskiego żywiołu takich artystów jak Joseph Vernet, Théodore Géricault, Eugène Isabey, Eugène Boudin czy Gustave Courbet ilustrowane były muzyką Beethovena i Liszta. To było niezwykłe doświadczenie, może szczególnie dlatego, że te obrazy zostały zebrane razem i ukazane właśnie wtedy. W ogóle jednak nie ma takiego sezonu czy dnia, gdy nie miałabym ochoty obejrzeć obrazów morza namalowanych przez Gustave’a Courbeta. Na przykład ten, gdzie nie ma żadnych dramatycznych scen z rozbijającymi się statkami, nawet jeszcze nie ma sztormu. To jest najmroczniejszy, najbardziej niepokojący obraz jaki znam – a jednocześnie w przedziwny sposób pocieszający. Takie właśnie dla mnie jest morze – bezgranicznie niejednoznaczne. Mój ukochany biolog, zmarły niedawno Francis Hallé, powiedział niedawno, tuż przed swoją śmiercią, że nie jest do końca pesymistą klimatycznym, bo nawet jeśli człowiek zbyt dużo zniszczył, to nadal jeszcze mogą uratować nas oceany i morza – pod warunkiem że się zmiarkujemy i zawrócimy z drogi destrukcji. One mogą nas wesprzeć na drodze naprawy.
Dominika Kieruzel: Uch, chciałabym bardzo zobaczyć tę wystawę, szczególnie w Muzeum Życia Romantycznego. W ogóle nie jestem fanką „white cube”. Myślę że często sztuka wygląda najlepiej w warunkach domowych, i też jak najbardziej w połączeniu z muzyką. Te dwie sfery mogą się nawzajem otwierać… W opisie wystawy jest takie zdanie:
Ta autentyczna inscenizacja szalejących żywiołów odsłania również całą gamę silnych uczuć, takich jak przerażenie, odwaga i podziw wobec potęgi i piękna natury.
Pamiętam dokładnie kiedy zobaczyłam ocean po raz pierwszy. To było w Biarritz. Byliśmy na szkolnej wycieczce do Lourdes i jednego dnia na parę godzin pojechaliśmy właśnie tam. Jakieś niesamowite masy wody tłukły się o skały. Potęga tego to było coś niezapomnianego – wypełniającego i trwogą i podziwem. Natomiast ocean od jakiegoś czasu jest ze mną w inny sposób – przez Annelies Jahn, której pracę opublikowałam w Kosmossie pare lat temu. Annelies pływa codziennie w tym samym miejscu w Coogee, Sydney i jej praca tego miejsca i tego rytuału dotyczyła. Nagrania oceanu ułożone są obok siebie, parami (dlatego nie da się tego obejrzeć na smartfonie), tak że horyzonty sąsiednich filmów schodzą się w jedną linię, a potem gubią się i tak od nowa. Jest tu piękna poetyka dookoła znajdowania i gubienia poczucia jedności z tym ogromnym bytem, ale i naszego niszczenia oceanów i ich odnowy. Annelies słuchało się cudownie. Czasem rozmawiałyśmy kiedy tam była lub właśnie stamtąd wróciła. Mówiła o jej oddechu i oddechu morza:
Kiedy oglądasz [filmy] wyświetlane obok siebie, stajesz się świadoma przesunięcia horyzontu. To jest, jak sądzę, mój oddech. Trzymam kamerę, która jest w moim telefonie. Nie jest wyrafinowana, nie ma statywu. Dużo o tym myślałam: rytm oddechu osoby stojącej tam i będącej w tym miejscu. Można powiedzieć, że to wada filmu, ale mam nadzieję, że to też to, co cię tam przenosi. To ten naturalny ruch ciała, wiesz, tak naprawdę nigdy nie stoimy w miejscu. Możemy nawet myśleć o rytmie oceanu jako o oddechu. Ruch fal wciągających wodę do oceanu, a następnie wypychających ją z powrotem na brzeg. To jak ruch oddechowy, do wewnątrz i na zewnątrz, i jest stały.
I ten oddech oceanu teraz już zawsze mogę przywołać, on zawsze gdzieś jest. To rzeczywiście jest bardzo pocieszające.
M: Niesamowite to co piszesz – wprawdzie niby widywałam ocean wcześniej, ale doświadczyłam jego obecności po raz pierwszy właśnie w Biarritz, kilka lat temu. Chodziliśmy wzdłuż wybrzeża i w pewnym momencie weszłam kawałeczek do wody w ubraniu, naprzeciwko falom. To było doświadczenie graniczne – jednocześnie zjednoczenia z czymś co jest wszystkim, w tym sensie, że stąd pochodzimy, wszelkie istoty żywe. Z drugiej, jednak wrażenie odrębności, własnej energii istnienia, która nie jest żadną rzeczą, ani żadną cechą, nie da się nazwać, ale można jej doświadczyć, jak się ma szczęście. W Biarritz Éric Rohmer nakręcił słynną ostatnią scenę „Zielonego Promienia”, gdy dwójka bohaterów wpatruje się w zachodzące na ocenie słońce i widzą ten ostatni promień – który trwa moment i jest zielony. To zjawisko zostało opisane przez Jules’a Verne’a w książce pod tym samym tytułem. Sylwestra ubiegłego roku spędzaliśmy na wyspie Groix i szliśmy jego zachodnim wybrzeżem, gdy zachodziło słońce. Zatrzymaliśmy się, by popatrzeć – i wtedy też zobaczyliśmy zielony promień.
I jest dokładnie tak jak mówisz – oddech oceanu już zawsze jest gdzieś niedaleko. Czy jakiś artysta dobrze to, Twoim zdaniem, oddaje?
D: Hmmm, ciekawa rzecz z Biarritz, być może są miejsca gdzie coś więcej się dzieje, gdzie życie bardziej do nas dociera… Jest taka praca – ‘Dark Ecology’ Olafura Eliassona. Jest to akwarela, część większej serii, wykonana w taki sposób, że na papier, na który nałożona jest cienka warstwa pigmentu w kształcie koła, położono kawałeczek lodowca wyłowionego z morza u wybrzeży Grenlandii. I ten lód po prostu się topi i przenosi pigment w różne strony. Ruch wody jest zapisany. Detale tego ruchu są przebogate: miękkie przestrzenie gradientowe, ostre krawędzie, wgryzanie się jednego ciała wody w drugie, momenty gdzie widać ślady napięcia powierzchniowego wody i te gdzie widać jak woda przesuwała pigment pod powierzchnią, po dnie, czyli papierze. Są też jakieś większe rytmy – zamarzania, topienia i parowania wody, również jej podróży. Jest to oczywistością, ale różne rodzaje wody rzeczywiście zachowują się inaczej. Kiedy malowałam akwarelą w Londynie, zazwyczaj chodziłam nad Tamizę po wodę, bo ona rozlewała się o wiele ciekawiej niż kranówka. Więc woda z lodowca ma swoją specyfikę, swój sposób poruszania się i interakcji z otoczeniem. Widzę tę pracę tak jakby była ona portretem materii i jej ruchu, pełnym miłości i zapatrzenia. Ale też piękna i smutku, no bo termin dark ecology odnosi się do idei Timothiego Mortona, gdzie nasz zachwyt światem i jego zagłada są dwoma licami tej samej monety. Eliasson zrobił też bardziej monumentalną pracę około tematyki topienia lodowców – „The Ice Watch” – gdzie przywiózł duże bryły grenlandzkiego lodowca do różnych miast w Europie, bo i w Kopenhadze, i w Paryżu i w Londynie to się działo. Wtedy można było dosłownie patrzeć na topiące się lodowce, ludzie dotykali ich, obejmowali, wsłuchiwali się. Ta praca jednak wydaje mi się bardzo gorzka, bo aspekt ogromnych instytucji sztuki, jak Tate Modern, myślę zmienia ja pewną komercyjnością, staje się to trochę turyzmem lodowcowym. Pomijając to, jednym ze wspólnych punktów w „Dark Ecology” i ”The Ice Watch” jest wskazywanie na jakość żywego obiektu. Dla mnie meritum tych prac, jest wywołanie stanu kontemplacji materii, i to nie statycznie, ale w jej ruchu, rytmie, sposobie poruszania się przez czas, w zmianie – czyli pokrótce, kontemplacji życia tej specyficznej materii. To jest oddech, ten ciągły ruch. Wydaje mi się że ta warstwa tych prac jest miejscem gdzie myśl ekologiczna ma prawdziwą moc, to praktyka bliskości ze światem naturalnym, nasze poczucie odpowiedzialności myślę powinno być w niej zanurzone.
M: Tak, to jest wspaniałe! Nie znałam prac Olafura Eliassona ale teraz zostałam fanką. Zupełnie z innej beczki ale kojarzy mi się to z pracami Michelle Holland, brytyjskiej rzeźbiarki która często tworzy w związku z morzem. Może dlatego, że kiedy była młodsza mieszkała na barce? A może dlatego, że orzeźwia ją kolor niebieski? Któż to wie… W każdym razie artystka zbiera wyrzucone na brzeg rzeczy: kawałki szkła, wodorosty, drewno. Tworzy z nich różne prace. Przede wszystkim znana jest ze swoich morskich książek – topi szkło znalezione na plażach, z wodorostów produkuje papier i powstają w ten sposób rzeźby-książki. Czasami szuka dalej, poszukuje rezonansów. Efektem takich poszukiwań jest jest rzeźba przedstawiająca fale. Ja czytam tę pracę muzycznie, dla mnie wydaje ona dźwięk. Podobny do dźwięku fal w Biarritz.
D: Materiały znalezione są zawsze jakoś ‘zanieczyszczone’, niestandardowe, kształtowane lub zmieniane przez swoje środowisko. To jest coś pięknego dla artysty, pracować z takim żywym materiałem. Moje dumania poszły również w stronę czegoś co w oceanie możemy znaleźć. Wczoraj obejrzałam film ‘Małni, Towards The Ocean, Towards The Shore’. Jego autor, Sky Hopinka, jest artystą wideo i zazwyczaj pokazuje swoje prace w galeriach, a to jest jego pierwszy feature film. Trochę oszalałam na jego punkcie. Jest tam bardzo rozpoznawalny sposób opowiadania historii, poetycka kompozycja, nielinearna, wrażeniowa i atmosferyczna. Natomiast rytm i sposób edytowania niesamowicie do mnie przemawiają: zdecydowanie, przestrzeń, uważność, jakieś zakorzenienie. Jeśli go obejrzysz, to zwróć uwagę na sposób chodzenia jednego z bohaterów, Jordana Merciera. On tak właśnie chodzi – w zdecydowany, wyważony i zakorzeniony sposób. Z siłą i swobodą. Ogromne wrażenie to na mnie wywarło. Sky Hopkina dotyka mitów swojego plemienia – Cherokee, z którego i on i jego bohaterowie się wywodzą. I tam jest właśnie ta gra kierunków – przybyliśmy z oceanu i po śmierci dusze do niego wracają. Pomyślałam o ich oceanie i o tym jak gdzieś on się łączy z naszym europejskim, i o nas wszystkich którzy na niego patrzyli i patrzą. I że częścią naszej origin story – opowieści o naszym pochodzeniu – jest to że wyszliśmy z oceanu – tak jak Tobie to się okazało w Biarritz. Więc posuwamy się o wiele głębiej w skali od jaskiń. Co znajdujemy w oceanie to źródło życia na Ziemi i wspólnotę, rodzinę, która obejmuje nie tylko nasz gatunek, ale i wszystkie żywe istoty. To kołysanie, w stronę brzegu, w stronę morza, źródło, którego echo jest w naszym oddechu.
M: To niesamowite co piszesz – ocean jest w nas głębiej niż jaskinia… Nie miałam jeszcze okazji obejrzeć filmu w całości, dziękuję za polecenie – obejrzałam trailer i zgadzam się, że jest wspaniały. Pada tam pytanie, czy przemieszczamy się w górę, czy w dół rzeki – a może w kierunku oceanu? Bardzo silnie zarezonowało to ze mną. Przywołało mi to pracę Billa Violi, „Ocean bez brzegu”, która wywarła na mnie gigantyczne wrażenie. Jest to film opowiadający o kondycji ludzkiej, która jest nierozłączna z żywiołem wody. Postaci emanują jednocześnie światłem i wodą, jeśli można to tak ująć. W intencji autora jest to praca sakralna, wystawiana zresztą z kościołach, której tematem jest zmartwychwstanie. Woda jednocześnie wyraża smutek rozstania, jak jest tym elementem, który stanowi granicę między światami. Może dlatego tak mocno przemawia do mnie technika ebru preferowana przez Katarzynę Korzeniecką, czyli dosłownie malowanie obrazów na wodzie.
D: Oh wow, ta praca Billa Violi jest niezwykła. On opowiada o tym też jak technicznie trudne było wykonanie czegoś co wygląda tak prosto – ściana wody, tak przezroczysta i gładka jak szkło. Opowiada o tym że dla ludzi którzy znaleźli się w jego filmie, przekroczenie tej ściany miało duże osobiste znaczenie. Więc to nie tylko praca wideo ale też zapis pewnego rytuału, pewnego zdarzenia. Dla mnie Bill Viola i Sky Hopkina bardzo się wiążą ze sobą… i wskazują na ocean jako miejsce ducha, zaświaty i źródło zarazem.
A Katarzyna Korzeniecka, co ciekawe łączy wodę z kosmosem, więc znowu lądujemy w tym kontekście.
M: Przez naszą rozmowę o morzu przewija się motyw patrzenia na nie przez człowieka. Patrzenie na morze jako część kondycji ludzkiej. Wspaniale to ujął Félix Buhot w swoim obrazie „Poeta patrzy na morze”. Obraz przedstawia postać ludzką pod parasolem, odwróconą do widza, siedzącą na brzegu morza na krzesełku, podczas gdy przed nią śmigają na falach dwie małe żaglówki. Niby nic się nie dzieje, ale wyraźnie czuję, jak powstaje poezja. Jest bowiem tak, jak mawiał Leonard Cohen: nie ma się kontroli nad dobrymi pieśniami, one są tam gdzie są i przychodzą jak przychodzą. Twórca nic nie produkuje, raczej chodzi po różnych przestrzeniach, gotowy do tego, by przyjąć pieśń. „Gdybym wiedział, gdzie są dobre pieśni, chodziłbym tam częściej”, mówi Cohen. To prawda, ale morze bywa szczególnie hojne dla poetów.
Obraz Buhota przywodzi mi na myśl innego poetę i jego wiersz o morzu. Patrick Boulanger w jednym ze swoich wierszy zapewnia: „morze nas widzi”. Opowiada w swojej poezji o obecności życia wokół, o tym, że nie jesteśmy sami ani bez znaczenia – świadomość jest wszechobecna i naszą rolą jest współrezonowanie z nią. Morze, które nas widzi, to przejaw tego rezonansu, który jest żywy. Jesteśmy tu, na Ziemi, po to by w szczególnie świadomy sposób, poezją, sztuką, odpowiedzialnym zaangażowaniem, brać w tym udział, ponieważ, jak mówi Boulanger: „Nic nie umiera, co się zaczęło”.

Flix Buhot, La Petite Marine – Souvenir de Medway, 1879, akwaforta, 22.4 x 33.3 cm