Ile człowieka w gospodarce?

Ewa Charkiewicz , Agnieszka Grzybek , Bartłomiej Kozek , Adam Ostolski , Anna Zachorowska-Mazurkiewicz
31 sierpnia 2011

Na początku sierpnia SLD podpisał z Business Centre Club pakt „Gospodarka dla człowieka”. Przyjrzeliśmy się temu dokumentowi z punktu widzenia wpływu proponowanej polityki na rozwarstwienie społeczne, ekologię, położenie kobiet i pracowników oraz politykę społeczną.

1. Rozwarstwienie społeczne (Adam Ostolski)
2. Ekologia (Bartłomiej Kozek)
3. Prawa pracownicze (Agnieszka Grzybek)
4. Gender (Anna Zachorowska-Mazurkiewicz)
5. Polityka społeczna (Ewa Charkiewicz)

Rozwarstwienie społeczne (Adam Ostolski)

„Pakt dla polskiej gospodarki” BCC i SLD zawiera 77 postulatów. Ostatni z nich brzmi: „Zmniejszyć do końca 2015 r., poprzez m.in. działania na rzecz zwiększenia aktywności zawodowej ludności, nierówności dochodowe mierzone wskaźnikiem Giniego […] z obecnych 0,34 do ok. 0,30”. Brzmi przełomowo, mimo skromnego celu (czemu tylko do 0,30?). Rozwarstwienie dochodowe nie było dotąd definiowane przez elity polityczne jako problem. Nie było też tak postrzegane przez lewicę spod znaku „trzeciej drogi”. Zobaczmy, jak BCC i SLD proponują osiągnąć deklarowany cel.

Zmniejszeniu nierówności ma służyć wzrost aktywności zawodowej. Proponuje się tymczasowo obniżyć składki na ubezpieczenie społeczne dla grup szczególnie narażonych na bezrobocie oraz zwiększyć wydatki z Funduszu Pracy na staże pracownicze. Wpływ niższych składek na tworzenie nowych miejsc pracy wydaje się mocno zmitologizowany, za to straty dla finansów publicznych dziś i więcej biednych emerytów jutro – nad wyraz realne. Wg danych Ministerstwa Pracy tylko co drugi stażysta znajduje potem stałe zatrudnienie. To naturalne, że bardziej opłaca się wziąć stażystę finansowanego przez urząd pracy niż po prostu kogoś zatrudnić. Realny wpływ na aktywność zawodową miałyby obiecane w programie inwestycje publiczne. Ale bez gwarancji dotyczących np. płacy minimalnej istnieje ryzyko, że nowo zatrudnieni zasilą armię „pracujących biednych”. Propozycja podniesienia płacy minimalnej znalazła się wprawdzie, ale gdzie indziej – w programie społecznym SLD. Pracodawcy z BCC się pod nią nie podpisali.

Program postuluje też zmiany w polityce społecznej. Chodzi o likwidację świadczeń uniwersalnych, z których korzystają również bogaci, i zwiększenie transferów adresowanych wyłącznie do ubogich. Taka polityka prowadzi do stygmatyzacji ubogich, ale nie do spadku rozwarstwienia. Dystans między bogatymi a biednymi nie zmniejszy się od tego, że bogatym zabierze się tysiąc zł becikowego. Nie uleczy go też likwidacja ulg podatkowych. Potrzebna jest realna redystrybucja poprzez zwiększenie progresywności podatku dochodowego, ale takiego postulatu tu nie ma.

Rozwarstwienie społeczne to nie tylko dysproporcje w dochodach, lecz także nierówny dostęp do podstawowych usług. Dlatego na rozwarstwienie negatywnie wpłynęłoby postulowane zwiększenie udziału samorządów w PIT i CIT. Bez jednoczesnego wzmocnienia mechanizmów redystrybucyjnych (typu janosikowe) oznaczałoby to wzrost dysproporcji między biednymi a bogatymi gminami. Pieniądze, które zostają w kasie samorządu, to nie dobro samo w sobie – trzeba je rozdzielać tak, by jak najlepiej zaspokajać potrzeby ludzi. Prawo do edukacji czy ochrony zdrowia nie może zależeć od tego, czy mieszka się w bogatej gminie.

Uznanie zmniejszenia rozwarstwienia społecznego za jeden z celów polityki gospodarczej to dobry znak – wskazuje bowiem na widzenie gospodarki szersze niż przez pryzmat PKB. Następnym krokiem powinno być zaproponowanie narzędzi, które faktycznie pozwoliłyby osiągnąć ten cel.

Ekologia (Bartłomiej Kozek)

W porównaniu do ofert innych partii pakt SLD-BCC wydaje się życzliwiej podchodzić do roli środowiska w gospodarce. Nie ma tu charakterystycznego dla PiS demonizowania unijnego pakietu klimatycznego, nie ma też – jak w wypadku PO – jednoznacznego poparcia dla energetyki jądrowej i sceptycyzmu wobec walki ze zmianami klimatu. Polityka energetyczno-klimatyczna wydaje się być traktowana jako szansa na modernizację gospodarki, co pozytywnie odróżnia ten program od głoszonego przez PiS i PO konfliktu na linii ekonomia-ekologia. Być może biznes zaczął zauważać, że marnowanie energii zwyczajnie się nie opłaca (w Polsce wykorzystuje się jej 2,5 raza więcej na 1% PKB niż przeciętnie w UE), długofalowo obniżając konkurencyjność polskiej produkcji.

Są tu ważne ekologiczne postulaty, takie jak europejski podatek klimatyczny czy modernizacja linii przesyłowych. Ekologicznie korzystny byłby też dobrze ukierunkowany wzrost wydatków na badania i rozwój, jeśli chodziłoby o nowe technologie np. w sektorze efektywności energetycznej, transportu czy odnawialnych źródeł energii. Szkoda, że program milczy w kwestii tego, jakie badania powinny mieć priorytet. W kontekście współczesnych debat o granicach wzrostu i gospodarce bezwzrostowej anachronicznie wypada natomiast stawianie na wzrost gospodarczy za wszelką cenę. Co gorsza, nacisk położony jest na inwestycje w infrastrukturę, która przyspiesza zmiany klimatu, taką jak drogi czy lotniska.

Trudno powiedzieć, co oznacza postulat wsparcia dla prywatnych inwestycji w niskoemisyjne elektrownie. Czy chodzi tu np. o farmy wiatrowe bądź kotły na biomasę rolną, czy raczej o sekwestrację węgla i energetykę jądrową? Ogólnie jednak postulaty ekologiczne na tle innych, budzących wątpliwości fragmentów paktu SLD-BCC, nie wydają się kontrowersyjne, a na tle sloganów PiS i praktyki rządzenia PO wyglądają całkiem przyzwoicie.

Prawa pracownicze (Agnieszka Grzybek)

W programie SLD i BCC zabrakło perspektywy praw pracowniczych. Nacisk położony jest przede wszystkim na to, aby zapewnić konkurencyjność polskiej gospodarki, która ma przekładać się na wysoki wskaźnik PKB. Nie pojawiają się natomiast takie tematy jak płaca minimalna, uzwiązkowienie czy dialog społeczny, czyli kwestie o fundamentalnym znaczeniu dla społecznej gospodarki rynkowej. Jako jeden z ostatnich postulatów pojawia się, co prawda, zmniejszenie nierówności dochodowych mierzonych współczynnikiem Giniego z obecnych 0,34 do 0,30 w 2015 r., czyli wyrównanie ze średnią europejską. To jednak za mało, skoro w całym dokumencie przeoczono „pracowników”, którzy nie występują tu ani jako osobny podmiot, ani tym bardziej jako partnerzy w społecznym dialogu.

Mówi się za to o promowaniu elastycznych form zatrudniania. Biorąc jednak pod uwagę, że mamy najwyższy w UE wskaźnik osób zatrudnionych na umowy na czas określony (28%), niedające poczucia bezpieczeństwa, to postulat ten nie brzmi najlepiej. U nas zamiast flexicurity promuje się samą elastyczność, zdecydowanie korzystniejszą dla pracodawców, lecz nie dla pracowników. Nie wystarczy poluzować gorset regulacji (na marginesie to najczęściej powtarzana mantra, że barierą dla rozwoju polskiej gospodarki jest jej nadmierna regulacja), żeby automatycznie zwiększyła się konkurencyjność. Większa elastyczność to jednocześnie mniejsze wpływy do budżetu, co świetnie wyliczyły pielęgniarki, pokazując, ile traci budżet państwa na przejściu osób zatrudnionych w sektorze zdrowia z umów etatowych na kontrakty (o 1,4 mld zł rocznie zmniejszyłyby się wpływy do ZUS).

Podobnie dwuznaczny jest postulat otwarcia się na imigrantów. Propozycja byłaby do rozważenia, gdyby towarzyszyło temu całościowe myślenie o polityce migracyjnej i zapewnieniu imigrant(k)om takich samych warunków pracy, jakie mają polscy pracownicy. O tym jednak nie ma ani słowa, co rodzi obawy, że wybrano drogę na skróty. Zamiast podwyższać standardy pracownicze, tworzyć godziwe warunki pracy, łatwiej zaprosić migrantów, którzy zgodzą się pracować za jeszcze mniej i nie będą stawiali „wygórowanych” żądań. I dzięki temu wzrośnie „bezkosztowo” nasza konkurencyjność. Niestety, wiele wskazuje na to, że siłą napędową polskiej gospodarki ma być dumping socjalny i konkurowanie gorszymi warunkami pracy.

Gender (Anna Zachorowska-Mazurkiewicz)

Dokument proponuje przekształcenie polskiej gospodarki w najbardziej konkurencyjną gospodarkę Europy. Zakłada się, że nie wymaga to zmian w sytuacji kobiet, o których wspomina się raz, przy okazji wyrównywania wieku emerytalnego przez wydłużenie czasu pracy kobiet do 65. roku życia. Ale sytuacji kobiet dotyczą również inne postulaty, nawet jeśli nie zawsze widać to na pierwszy rzut oka.

W pakcie nie zauważa się znaczenia opieki i gospodarki opiekuńczej, pisząc jedynie o potrzebie zatrzymania demograficznej degrengolady (cokolwiek to znaczy) i o zwiększaniu dostępu do opieki nad dziećmi. Brak wzmianki, że opieka dotyczy również osób chorych, niepełnosprawnych i starszych.

W części o wzroście gospodarczym podkreśla się znaczenie pracy. Autorzy widzą potrzebę zwiększenia zatrudnienia w grupie absolwentów oraz osób po 50. roku życia (przy czym wg GUS największa liczba bezrobotnych jest w grupie osób między 25-34 rokiem życia). Wzrost zatrudnienia nastąpić ma dzięki niższym składkom na ubezpieczenie społeczne nowo zatrudnionych osób z tych grup. Albo więc odpowiedzialność za wyrównanie tych składek spadnie na państwo (z kolei postulat 14 mówi o potrzebie zrównoważeniu budżetu centralnego do 2016 roku), albo osoby zatrudnione na takich warunkach otrzymałyby obniżone transfery w przyszłości. Dotknęłoby to przede wszystkim kobiet, na których wciąż spoczywa odpowiedzialność za wykonywanie pracy opiekuńczej, a więc często, mimo podjęcia pracy zaraz po ukończeniu edukacji, rezygnują wraz z pojawieniem się potomstwa (z powodu braku odpowiedniej opieki instytucjonalnej).

Innym pomysłem na przyspieszenie wzrostu jest większa elastyczność pracy. Elastyczne formy zatrudnienia bywają promowane jako przyjazne rodzicom (matkom), gdyż pozwalają łączyć opiekę z pracą zawodową. Niemniej pozostaje założenie, że kobiety będą pełnoetatowymi pracownicami oraz pełnoetatowymi opiekunkami (podwójne obciążenie pracą).

Przy okazji postulatów dotyczących sprawiedliwego podziału SLD i BCC proponują likwidację ulgi prorodzinnej i becikowego dla najlepiej uposażonych gospodarstw domowych i taką modyfikację ulgi prorodzinnej, aby była prawdziwym wsparciem dla najbiedniejszych. Warto jednak spojrzeć na te „przywileje” jako na udział społeczeństwa w kosztach opieki nad dziećmi. Z dobrze wychowanych dorosłych czerpie całe społeczeństwo (też pracodawcy), ale koszty wychowania ponoszą jedynie rodzice. Zresztą podobnie argumentowano w 2004 r., likwidując powszechne zasiłki rodzinne. Tłumaczono to potrzebą podwyższenia zasiłków dla najgorzej sytuowanych. Dziś zasiłków nie wypłaca się wszystkim, ale ich wysokość pozostała bardzo niska.

Potencjalnie pozytywną zmianą byłoby powołanie Państwowej Rady Fiskalnej. Nie jest to chyba zamierzenie autorów, lecz Rada mogłaby być miejscem do prowadzenia analizy budżetu pod kątem relacji płci (gender budgeting). Dzięki temu Polska dołączyłaby do coraz dłuższej listy krajów, które poważnie traktują wpływ polityki makroekonomicznej na kobiety i mężczyzn.

Polityka społeczna (Ewa Charkiewicz)

W trakcie poprzednich wyborów prezydenckich i lokalnych SLD nie miał programu gospodarczego. Parę tygodni temu program taki pojawił się na stronie internetowej SLD w postaci porozumienia o współpracy z BCC. Program gospodarczy BCC-SLD opiera się na tych samych założeniach, co Polska 2030. Wyzwania rozwojowe – strategia przygotowana przez ekipę PO. Obydwa dokumenty proponują przyspieszona akumulację kapitału jako strategia rozwoju Polski, uprzywilejowują firmy i inwestorów kosztem praw człowieka i środowiska.

Program gospodarczy BCC-SLD jest sprzeczny z programem polityki społecznej SLD „Lepsze życie”. W programie społecznym mówi się m.in. o podniesieniu progów dochodowych uprawniających do pomocy społecznej, wzroście płacy minimalnej czy promowaniu pracy na etat i szukaniu równowagi między elastycznością a bezpieczeństwem zatrudnienia. W pakcie „Gospodarka dla człowieka” nie ma ani śladu takiego myślenia.

Z punktu widzenia polityki społecznej program BCC-SLD zawiera bardzo niebezpieczną propozycję wprowadzenia kryterium majątkowego, czyli uzależnienia pomocy socjalnej od oceny tego, co ludzie posiadają. Do tej pory pomoc była uzależniona od tzw. kryterium dochodowego w gospodarstwie domowym, czyli od pieniężnych dochodów. Kryterium majątkowe jest wprowadzane przez nowy dyskurs pomocy społecznej.

W Krośnie, gdzie robiłam badania, wygląda to w ten sposób, że pracownica opieki społecznej przychodzi do domu tzw. beneficjentki, ogląda, co jest w mieszkaniu i mówi: „Pani sprzeda ten dywan, psa też można sprzedać – to będzie miała Pani na życie”… Jeśli nie sprzeda psa czy dywanu, nie dostanie marnego wsparcia, dożywiania dziecka w szkole czy zasiłku mieszkaniowego.

Niektórym robotnikom i drobnotowarowym rolnikom zostały z PRL emerytury ze starego portfela, mieszkania czy domy. Teraz warunkiem uzyskania skromnej pomocy, choćby dożywiania dzieci, będzie sprzedaż np. własnościowego spółdzielczego mieszkania. A wszystko to w imię odebrania rzekomo bogatym, aby pomóc najbiedniejszym! Najbiedniejszym można pomóc przez przez tworzenie nowych miejsc pracy za godziwym wynagrodzeniem oraz podwyższenie progów dochodowych uprawniających do pomocy społecznej, ale tego program BCC-SLD nie postuluje. Skutki takiej polityki przerzucane są na barki kobiet, a pomoc socjalna jest coraz bardziej represyjna. Wprowadzenie kryterium majątkowego pogłębi te trendy i zmniejszy liczbę „beneficjentów”, pozostawiając jeszcze więcej ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie bez żadnej pomocy ze strony państwa.

Parlamentarna lewica zablokowana jest w ramach neoliberalnej polityki prawdy. Nie ma krytyki neoliberalizmu i jego różnych postaci, lewicowej czy prawicowej. Bez takiej krytyki SLD nie jest w stanie stworzyć nowego, postneoliberalnego projektu politycznego i zyskać poparcia wyborców. Na razie głosy na SLD to głosy przeciw PiS czy PO. To za mało, żeby zyskać większość parlamentarną.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *