na YouTube

Więcej niż artykuły

Rozmowy z ekspertami i podcasty na YouTube


                            Autorzy kanału Zielone Wiadomości na YouTube
Odwiedź kanał →
Strona główna » Artykuły » Publikacje » Felietony » Dwugłos o sztuce i przyrodzie: Niebo

Dwugłos o sztuce i przyrodzie: Niebo

Dominika Kieruzel i Monika Kostera prowadzą dialog o sztuce przedstawiającej niebo i kosmos, ukazując jej rezonansowy wpływ na ludzką wrażliwość, odczuwanie przestrzeni oraz relację z naturą.

Paul Huet: Staw w pobliżu La Glacière o zmierzchu, 1821, olej na płótnie, 35.2 x 48.6cm

Monika: Dominiko, jesteś artystką, a ja naukowczynią społeczną – porozmawiajmy o sztuce i przyrodzie. Nie w sensie teorii czy historii sztuki przedstawiającej naturę, ale o stanie świadomości, komunikowanym przez naturę wyobrażaną przez sztukę. Socjolog Hartmut Rosa pisze o rezonansie, czyli o szczególnej właściwości relacji człowieka ze światem. Jest to niejednoznaczny, nieliniowy sposób tworzenia więzi między istotami i rzeczami, które mogą być bliskie lub odległe. Rezonans sprawia, że uczestniczący w nim w zasadniczy sposób zmieniają się wzajemnie. Świat w ten sposób „mówi” do nas i słuchanie go sprawia, że pojawiają się doświadczenia nadające i tworzące sens. Nie da się go kupić, spowodować, wyprodukować, zaplanować – ale też nie jest przypadkiem, nie wydarza się mimo woli. Udział w nim wymaga dyscypliny, cierpliwości i świadomości. Dzięki rezonansowi możliwa jest regeneracja społeczeństw ludzkich. Jednym z potężnych nośników rezonansu jest sztuka. Dlatego nie jest to działalność czysto pięknoduchowska, lecz coś, co ma praktyczną moc generowania nowej energii.

W czerwcu zwiedziłam wspaniała wystawę Face au ciel – Paul Huet et son temps („W obliczu nieba – Paul Huet i jego czasy”) w Musée de la Vie Romantique w Paryżu. Wystawa poświęcona była pracom artysty z XIX wieku i jego niezwykłej wrażliwości na światło. Był pejzażystą podobnie jak Barbizończycy o których mówiłyśmy wcześniej, ale w odróżnieniu od większości z nich jego prace zwrócone są nie ku drzewom i lasom, ale ku niebu – nawet gdy przedstawia las, opowiada o tym, jak las zwraca się ku niebu. Niebo Hueta to, podobnie jak u Constable’a, którego prace też były wystawiane na tej wystawie, wędrówka chmur, ale zawsze w relacji do pól, dróg, drzew – tego co na ziemi. Huet wydobywa z pejzażu jego poetykę dzięki temu, jak porozumiewa się z niebem – tak jak wiersz porozumiewa się z pustą przestrzenią czy to kartki, gdy jest pisany, czy powietrza, gdy jest recytowany. Zawsze jest to relacja więcej niż dwustronna, wykraczająca poza ramy.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo

Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.

Dominika: Paul Huet, jego niebo robi ogromne wrażenie, Le Cavalier to chyba mój ulubiony obraz, zastanawiam się czy on malował go z pamięci… no bo to jest burza, zjawisko które zmienia się niezwykle szybko, a jest u niego uchwycony bardzo konkretny i ulotny moment – czegoś w rodzaju wertykalnej chmury. Wyobrażam sobie że on stał, patrzył i skrupulatnie zapamiętywał. Podobają mi się też akwarele które malował w plenerze, na przykład Widok Doliny w Normandii albo Góry Auvergne. Niebo u niego jest zawsze w ruchu, ma dynamikę i nawet powiedziałabym żywotność, czerstwość w sobie. W niebie nocnym Whistlera jest inaczej, tam jest spokój i przestrzeń. Widziałam jeden z jego Nokturnów w Tate Britain w Londynie. Był maleńki i znajdował się w ogromnym pomieszczeniu ze ścianami gęsto zasłanymi najróżniejszymi obrazami. Ale od razu przyciągał wzrok. U Whistlera wszystko jest przesiąknięte niebem. Błękit i szarość zbierają świat na powrót w jedno, w rodzinę. Spokój i cisza mają tam głębokość, w ciemności wydaje się jakby materia była niekończąca się. Ten czas i miejsce, tak jak i u Hueta, są takimi w których człowiek zatrzymuje się.

Latarnia morska w nocy

James McNeill Whistler: Nokturn, 1870-1877, olej na płótnie, 50.6 x 76.7cm

Monika: Tak, masz rację, to nocne niebo u Whistlera jest wszędzie, jest ciszą i spokojem świata. Odwrotnie niż – a jednak w jakiś sposób tak samo jak – dzienne a właściwie niebiańskie niebo u Fra Angelico. Nie wiem czy zwróciłaś uwagę na to jak ono wygląda na fresku „Noli me tangere” – miałam szczęście oglądać ten fresk w celi klasztoru gdzie artysta mieszkał, teraz jest to Muzeum San Marco, we Florencji? Właśnie wstaje słońce, ale nie widzimy go, bo świt emanuje ze środka obrazu, wypływa z postaci zmartwychwstałego Jezusa i Marii Magdaleny i unosi się ku niebu, które wcale nie jest szczególnie niebieskie, tylko nadal jeszcze właściwie szare. Nie ma cieni – podobnie jak zdarzało się to Alberto Giacomettiemu który czasami malował światło bez cienia. Z tą różnicą, że u Fra Angelico niebo przenika i unosi wszystko jak przypływ, a Giacometti pozwala mu zajrzeć do kości, do szkieletu wszystkich rzeczy.

Dominika: Bardzo ciekawe że Fra Angelico przywołałaś. U niego często nie ma chmur. To nie jest to dynamiczne niebo co u Hueta, to jest przestrzeń. Patrzę na Retabulum w Klasztorze św Dominika – dwa okna wyglądające na czysty prosty gradient nieba – one w pewnym sensie dominują ten obraz, na którym poza tym jest multum detali. Wszystko dzieje się w kontekście bezkresu.
Cały czas przez nasze rozmowy przewija mi się myśl, jaki jest związek pomiędzy myśleniem symbolicznym, czuciowym, sensualnym a wiedzą. Jak to było dla Fra Angelico, który miał bardzo różną od nas wiedzę. Niebo nas przenika. Niebo przenika pejzaż. Tak czujemy. Ale fizycznie nie przeżylibyśmy tam. Elon Musk musi zbudować rakietę żeby ochronić swoich pasażerów przed … niebem. Ale może o to chodzi. Czym jest to miejsce z którego przyszliśmy, ale którego nie możemy bezpośrednio doświadczyć? Jak twarz Boga w starym testamencie, upajająco piękna i straszna – tajemnica, Jestem który Jestem.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo

Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.

Monika: Tak – piękna i straszna! A jednak rzeczą ludzką jest patrzeć w górę. Platon w dialogu Kratylos wywodzi słowo anthropos od patrzenia w górę – człowiek to ten, który patrzy w górę. Owidiusz opowiada w Metamorfozach, że człowiek jako jedyny został stworzony z obliczem wzniesionym ku górze, przez co jest zmuszony patrzeć w górę, ku gwiazdom. Czasami próbuje podzielić się tym, co widzi – i po co tam patrzy. James Turrell, artysta którego obie bardzo lubimy, tworzy niesamowite prace ze światła. Miałam szczęście podziwiać dwie jego prace w CSW w 1998 roku, na wystawie zorganizowanej przez kuratorkę Miladę Ślizińską: „Wedgeworks” i „Aperture”. Po przejściu przez całkowicie ciemny korytarz wchodziło się do pomieszczenia, w którym jedną ze ścian stanowiła świecąca na niebiesko tafla; przez nią widoczne było kolejne, również wypełnione niebieskim blaskiem wnętrze. Całe pomieszczenie tworzyły płaszczyzny światła, które nadawały materialnym ścianom przejrzystość – lub może pozwalały dostrzec to, co kryło się poza nimi – ukazując perspektywę zarazem niesamowitą jak i bardziej rzeczywistą niż sama materia. Druga praca stworzona była z bardzo słabego światła, na granicy widzialności. Trudno byłoby określić jego barwę – czy w ogóle ją miało? Było to schwytane światło odległych gwiazd – starsze niż piramidy, starsze niż najstarsze ślady ludzkiej cywilizacji, w ogóle życia na Ziemi.

Dominika: Wydaje mi się że taka sztuka to bardziej odkrywanie niż tworzenie. W najlepszym tego słowa znaczeniu.

Turrell również przychodził mi do głowy, niedawno otworzył swoją największą kopułę Skyspace w Danii, miejsce przeznaczone do cichej kontemplacji, pełne światła, z okrągłym otworem na niebo w centrum kopuły. Ta kopuła, jak i wiele innych, które zbudował, ma związek z jego religijnością – Turrell jest kwakrem, a u nich jest tradycja wspólnego siedzenia w kole w ciszy. Ja nie widziałam jego prac nigdy na żywo, niestety, ale pisałam o nim już wcześniej. Myślę, że to co on robi, ma też do czynienia z atmosferą, która jest przestrzenią mającą specyficzne właściwości, a w szczególności specyficzną obecność. Jego światło i atmosfera działają na zmysł dotyku. On sam mówił o tym że nikłe światło pozwala na odczuwanie dotykowe przez oczy. I chyba jest w tym coś pierwotnego, w takim dogłębnym ale i rozciągniętym w czasie doświadczeniu zmroku. To że mamy elektryczność sprawia że nie jesteśmy zmuszeni do tego żeby czuć zmierzch, czuć ciemność, czuć atmosferę – te sytuacje kiedy nasz świat nie jest poszatkowany wzrokiem przeskakującym przez niewidzialną przestrzeń z przedmiotu na przedmiot, kiedy świat jest właśnie przestrzenią połączony, połączony kosmosem, niebem. Więc u Turrella myślę można poczuć jakąś ciągłość, bo on uwidacznia to, co fizycznie jest między nami. My żyjemy w atmosferze, więc, w jakimś sensie (jednak!) żyjemy w niebie, w jego specyficznym obszarze. Jest to interesujące pomyśleć sobie, że świat mógłby nie być tym czym się objawia w świetle dziennym, że zmrok mógłby nam więcej mówić o świecie niż dzień. Co się wtedy widzi, czuje, słyszy?

Monika: Tak, dokładnie, żyjemy w jakimś obszarze nieba! Ziemia jest wielkim okrętem, statkiem kosmicznym, który przepływa przez te niebieskie krajobrazy. Turrell jakby pokazuje widok z mostka kapitańskiego. Wiesz, to co mówisz o zmroku przywodzi mi na myśl sufity w barokowych kościołach. Barok, wbrew popularnym opiniom, jest mroczny, nawet gdy ukazuje różowe chmurki i pyzate aniołki. Kilka lat temu odwiedziliśmy Santa Maria Nova w Caltanissetta na Sycylii, stojąc i patrząc na fresk sufitowy miałam wrażenie, że sklepienie się unosi i otwiera. Jest to świetlistość, która splata się z mrokiem i na naszych oczach ujawnia jakąś prawdę o świecie, o nas. Mąż był w tym kościele kilka razy – mieszkaliśmy niedaleko – żeby zobaczyć fresk w różnym oświetleniu i teraz żałuję, że nie towarzyszyłam mu za każdym razem, bo ten rezonans nie daje się wyrazić ani słowami, ani na fotografii. Tak jak mówisz, pozostaje pytanie: co się właściwie widzi, czuje, słyszy? I wobec takiej sztuki to pytanie jest ważniejsze niż możliwe odpowiedzi.

Dominika: W Chelsea College of Art uczono mnie że dlatego nowość w sztuce jest ważna, że w taki sposób się zmusza widza żeby naprawdę patrzył i czuł, a nie instynktownie szufladkował. Ale właściwie chyba się z tym nie zgadzam.  To znaczy wydaje mi się, że to działa tylko na dosyć płytkim poziomie. Bo jak można by wtedy wytłumaczyć prace, które sprawiają, że czujesz i widzisz i słyszysz za każdym razem kiedy z nimi obcujesz, kiedy nie są już dla ciebie nowe? Albo to, że wejście do oceanu, albo spojrzenie w gwieździste niebo może wyciągnąć człowieka z trybu ciągłej kompartmentalizacji za każdym razem.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo

Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.

Myślę że w sztuce współczesnej za bardzo fiksujemy się na pomyśle, koncepcie, a nie na patrzeniu, czuciu i byciu. W pewnym sensie w świecie, którego mitologia jest przesiąknięta i językiem reklamowym i treściami reklamowymi, nośnikiem jest opowieść – niezwykle uproszczona i często też w formie obrazu. Tęsknię za odsunięciem się zupełnie od tego świata nowości i promocyjnej opowieści.

Na koniec proponuje skromne prace ołówkowe łotewskiej artystki o imieniu Vija Celmins. Grafit na papierze jest czymś niezwykle pierwotnym, prostym, nie potrzeba tu nic więcej.

Monika: Niesamowite gwiazdy na końcu ołówka! Blaise Pascal pisze w Myślach w ten sposób, w pięknym tłumaczeniu Tadeusza Boya Żeleńskiego:

Niechaj tedy człowiek […] Niech spojrzy na to olśniewające światło, niby lampa wiekuista oświetlające wszechświat; niechaj Ziemia zda mu się jako punkcik w stosunku do rozległego kręgu, jaki ta gwiazda opisuje: i niech się zdumieje, że ów rozległy krąg jest jeno drobnym punkcikiem w porównaniu z tym, jaki obejmują gwiazdy toczące się na firmamencie.

Ale, jak pisze Pascal, nasza  wyobraźnia sięga do gwiazd i jeszcze dalej. Nie ustaje w obserwowaniu, a natura w dostarczaniu obiektów. Może jest to wzajemna relacja? Jeśli tak, to w niebanalny sposób,  Katarzyna Korzeniecka, która tworzy w różnych bardzo „uziemionych” technikach, głównie ebru i intarsji, obrazy przedstawiające planety, gwiazdy, big bang, spadające meteory, mówi, że wpatrujemy się w Kosmos, a on nic sobie z tego nie robi  – i to jest piękne.

Obraz artyski Katarzyny Korzenieckiej

Katarzyna Korzeniecka: Untitled (Meteorite), 2022, technika własna na bazie ebru, papier, 155 x 180 cm

Obrazy:

  1. Paul Huet: Staw w pobliżu La Glacière o zmierzchu, 1821, olej na płótnie, 35.2 x 48.6cm
  2. James McNeill Whistler: Nokturn, 1870-1877, olej na płótnie, 50.6 x 76.7cm

Autorzy

Dominika Kieruzel

Dominika Kieruzel zajmuje się sztuką wizualną: rzeźbą, instalacją i malarstwem, a także kuratorstwem i niezależną publikacją. Do 2025 roku mieszkała i pracowała w Thamesmead w Londynie, gdzie była związana z organizacją Bow Arts. Studiowała sztuki piękne w Chelsea
College of Arts and Design i Performans w Goldsmiths University w Londynie. W 2018 roku stworzyła kuratorsko-publicystyczny projekt kosmoss.co.uk. Aktualnie mieszka w Polsce.

Monika Kostera

Monika Kostera jest profesorem tytularnym nauk ekonomicznych i humanistycznych. Pracowała na licznych polskich, brytyjskich i szwedzkich uniwersytetach jako profesor nauk zarządzania. Zajmuje się m.in. badaniami wyobraźni organizacyjnej i organizatorskiej. Wszystkie wygłaszane tu opinie są oparte na jej doświadczeniu i nie reprezentują marki, strategii ani misji żadnej organizacji.