na YouTube

Więcej niż artykuły

Rozmowy z ekspertami i podcasty na YouTube


                            Autorzy kanału Zielone Wiadomości na YouTube
Odwiedź kanał →
Strona główna » Artykuły » Tematy » Ekologia » Woda » Susza postępuje małymi krokami

Susza postępuje małymi krokami

Powodzie i susze – dawniej rzadko spotykane stają się nową normą – rozmowa z dr hab. Mateuszem Grygorukiem z Centrum Badań Klimatu SGGW.

Susza rolnicza / Canva
Susza rolnicza / Canva

Susza nie jest zjawiskiem tak spektakularnym jak powódź, ale nie mniej groźnym. W pierwszej kolejności dla rolników?

Zmiana klimatu prowadzi do coraz częstszego występowania ekstremalnych zjawisk meteorologiczno-hydrologicznych, takich jak powodzie i susze. Dawniej rzadko spotykane stają się nową normą. Ludzie bardziej boją się powodzi niż suszy, bo jest gwałtowna i spektakularna, a na razie mamy wodę w kranach. Otrzeźwienie nastąpi dopiero wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, że może zabraknąć wody w rzece. Do suszy przez ostatnie kilka lat zdążyliśmy się przyzwyczaić. Ona postępuje małymi krokami. Taką suszę, jak jest na przykład zimowo-wiosenną, łatwo przegapić. Okres wegetacyjny jeszcze nie ruszył, nie ma potrzeby nawadniania pól, a w krajobrazie gdzieniegdzie widać resztki wody. Zdajemy sobie jednak sprawę, że obecna susza będzie rzutowała na cały rok. Gdybyśmy zsumowali kilkanaście ostatnich susz, to okazałoby się, że choć każda się kiedyś kończyła, to jednocześnie zabierała nam trochę zasobów wodnych, tych najtrudniej odnawialnych, pochodzących głównie z wód podziemnych. Epizodyczne powodzie, chociażby tak duże jak
ta we wrześniu 2024 roku, następujące w wyniku długotrwałych i ekstremalnie intensywnych opadów, szybko spływają i nie uzupełniają zasobów wód podziemnych. Choćby dlatego mamy stan suszy hydrogeologicznej, ogłoszony niedawno przez Państwowy Instytut Geologiczny.

Gdy rolnikowi nagle zaczyna brakować wody w studni, przypuszcza on, że studnia się zamuliła i trzeba ją pogłębić. Rzadziej wiąże to z kilkuletnią suszą. Dzieje się tak, bo zwykle jej skutki nie są bezpośrednio związane z sytuacją meteorologiczną „z wczoraj”. Co więcej, panująca susza nie jest związana z gospodarką wodną prowadzoną w Polsce, a wyłącznie ze zdarzeniami meteorologicznymi. Nie widzimy, że pojawiła się, bo na wiele lat zapomnieliśmy o urządzeniach piętrzących w systemach melioracyjnych, regulowaliśmy i odmulaliśmy rzeki, żeby przyśpieszyć odpływ, wycinaliśmy roślinność z ich brzegów i koryt. Dzisiejszą suszę mało kto z tymi zdarzeniami wiąże, dlatego może się wydawać niespektakularna, ale dla rolników jest bardzo, bardzo groźna.

Zatem twierdzenie, że mamy suszę rolniczą, bo nie padają deszcze, jest dużym uproszczeniem?

Oczywiście. Polska boryka się z dużym deficytem wody, co może prowadzić do poważnych problemów
w przyszłości. Roczne opady wynoszą średnio 600 mm, z czego 450 mm odparowuje, a 100–120 mm odpływa rzekami. To stawia Polskę wśród krajów europejskich z najniższymi zasobami wodnymi na mieszkańca. Bardzo lubię porównania, które mogą nam pewne zjawiska uświadomić. Możemy więc powiedzieć, że akurat teraz,
pod koniec miesiąca, nie mamy pieniędzy na koncie, bo nikt nam nie wypłacił wynagrodzenia. To wynagrodzenie, jakie by nie było, dostaliśmy wcześniej i mogliśmy przewidzieć, że w pewnym momencie zabraknie nam pieniędzy. A gdybyśmy przewidzieli, moglibyśmy się do tego momentu przygotować. Pytanie, czy tak samo podchodzimy do suszy.

Ale możemy też powiedzieć, że mamy wynagrodzenie tak małe, zasoby wody tak małe, że na co dzień borykamy się z jej deficytem.

Tak, ale skoro jesteśmy tego świadomi, powinniśmy podejmować działania zmierzające albo do ograniczenia wydatków, albo do zwiększenia przychodów.

Czyli inaczej mówiąc, musimy albo oszczędzać wodę, albo zwiększyć jej zasoby.

Musimy podejmować radykalne działania i rolnictwo takie działania podejmuje. Tylko, niestety najczęściej sięga w skali całego kraju po wody podziemne.

Ale to nie jest dobre działanie?

Jest dramatyczne w dłuższym horyzoncie czasowym, choć obecnie wydaje się jedynym możliwym. Wobec postępującej suszy, powodowanej głównie znacznym wzrostem parowania w wyniku ocieplenia klimatu, zaraz się może okazać, że nie mamy wód podziemnych albo mamy ich tak mało, że trzeba będzie bardzo głęboko kopać studnie, by sięgnąć kolejnych poziomów wodonośnych. Okaże się, że ta woda jest zanieczyszczona związkami żelaza i manganu, a jej ujęcia muszą być wyposażane w kosztowne, specjalne instalacje, aby radzić sobie z problemem suszy. Z jednej strony korzystamy
z zasobów ponad miarę, a z drugiej strony pozbawiamy się możliwości ich odtworzenia, spuszczając wodę z krajobrazu. Wyprostowane, niemeandrujące rzeki szybciej płyną i szybciej będą wysychać. Powinniśmy dbać przede wszystkim
o to, żeby odnawiać zasoby wodne w skali krajobrazu i zużywać mniej zasobów wód podziemnych, by doprowadzić do ich otworzenia.

Nie ulega wątpliwości, że musimy retencjonować wodę, tylko gdzie i jak ją zbierać?

No właśnie, trzeba zwrócić uwagę na to, że przez wiele lat nomenklatura wodno-gospodarcza przyzwyczaiła nas do mówienia o retencji zbiornikowej. Ale, susza hydrologiczna to skutek różnicy bilansu wodnego, która wynika z naturalnych procesów przebiegających w krajobrazie. Retencja powinna więc polegać przede wszystkim na odtwarzaniu tak zwanej retencji krajobrazowej, czyli łapaniu wody tak wysoko w zlewni, jak się da – najlepiej blisko miejsca, w którym spada wraz z deszczem. Kluczowe jest gromadzenie wody w krajobrazie poprzez tworzenie mokradeł, oczek wodnych (tam, gdzie niegdyś były), bagiennych stref buforowych oraz poprzez renaturyzację rzek i dbanie o stan gleb. Takie działania pomagają w stabilizacji odpływu wód i przeciwdziałają skutkom suszy. Budowa dużych zbiorników retencyjnych nie jest skutecznym rozwiązaniem, szczególnie dla rolnictwa.

Nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem, by rolnicy pobierali wodę ze zbiorników „małej retencji”, jakich setk zbudowano przez ostatnie 30 lat. Nie widziałem instalacji przerzucającej wodę ze zbiornika na pole. Widziałem za to zbiorniki „małej retencji” zbudowane na małej rzece, która poniżej nich wysychała, bo parowanie ze zbiornika było większe niż dopływ do niego. Duże zbiorniki retencyjne muszą z kolei podlegać weryfikacji pod kątem gospodarowania zebraną w nich wodą. Klasycznie – napełnialiśmy je wodami wiosennego wezbrania, a zgromadzone zapasy wykorzystywaliśmy w okresach suszy. Popatrzmy na ostatnie bezśnieżne zimy i odpowiedzmy sobie sami na pytanie, skąd może się ta woda wziąć…skąd ma się wziąć to wiosenne wezbranie. W długim horyzoncie czasowym opadów w Polsce jest co roku tyle samo. Oczywiście zachodzą niewielkie zmiany, ale żadnego trendu nie ma. Natomiast rośnie średnia temperatura powietrza, rośnie parowanie i wydłuża się okres wegetacyjny. Podkreślam, że zbiorniki ani dużej, ani małej retencji nie rozwiążą nam problemu suszy.

Małą retencję starają się robić leśnicy w lasach.

Rolnicy też ją robią. W 2020 roku, kiedy zaczynał się COVID-19, była bardzo długa susza. Mieszkałem wtedy na wsi i przekonałem się, że rolnicy na Podlasiu próbowali sobie z nią radzić, rzucając baloty z siana, ze słomy do rzek, żeby zatykać ujścia rowów melioracyjnych i spowalniać odpływ wody. Później, w roku 2022, dzięki rolnikom udało się doprowadzić do zmiany zapisu artykułu 395 Prawa wodnego, aby działania polegające na zatrzymywaniu wody w systemach melioracyjnych nie wymagały pozwolenia wodnoprawnego ani zgody wodnoprawnej. Można więc zgodnie z prawem zatkać rów melioracyjny na własnym gruncie, o ile zmiana ta nie wpłynie na tereny niebędące we władaniu danego właściciela. Ta zmiana została wprowadzonana wniosek rolników, bo oni wiedzą, skąd się bierze woda.

Dobrze, że rolnicy starają się na własnym terenie poprawiać gospodarkę wodną, ale brakuje rozwiązań systemowych. Co robią ministerstwa, Wody Polskie?

W ministerstwach pracują urzędnicy, którzy biorą pod uwagę przede wszystkim kwestie wynikające głównie z Prawa wodnego, częściowo z Prawa budowlanego. Są tam na przykład zapisy dotyczące aktualizacji planów gospodarowania wodami i planów utrzymania wód, które dotyczą wykonywania prac utrzymaniowych. Wskazane są działania, które należy podejmować w ramach Krajowego planu renaturyzacji wód powierzchniowych. Każdy z tych programów ma inny cel, ale wszystkie działają na tym samym organizmie. Patrząc z boku, odnosi się jednak wrażenie, że te wszystkie zapisy ze sobą nie współgrają.

Czyli należałoby zmienić prawo?

Bezwzględnie trzeba je uprościć. Sprawić na przykład, żeby podstawowe działania, które można wykonać, aby zwiększyć zasoby wodne, były wpisane do katalogu prac utrzymaniowych. Obecnie obejmuje on osiem działań, z których siedem polega na usunięciu czegoś z rzeki, a ósme to zasypywanie wyrwy na jej brzegu. Przewiduje na przykład wycięcie drzewa na brzegu, ale już nie jego posadzenie. Przewiduje usunięcie kamienia z dna rzeki, ale już jego powtórne wrzucenie do rzeki wymaga pozwolenia na budowę. Taka asymetria, faworyzująca uproszczenia działań pogłębiających ryzyko suszy, a utrudniająca działania ograniczających to ryzyko, jest rozwiązaniem systemowym sprawiającym, że susza będzie się u nas miała coraz lepiej. Należy jak najszybciej doprowadzić do rozszerzenia katalogu prac utrzymaniowych w art. 227 ustawy Prawo wodne o takie, które ograniczają ryzyko suszy.

Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowy Instytut Badawczy (IUNG-PIB) w Puławach prowadzi monitoring suszy rolniczej. Jakie wnioski płyną z tych obserwacji i czy mają przełożenie na działania podejmowane przez resort rolnictwa, Wody Polskie czy inne instytucje?

Przełożenie wyników monitoringu suszy na działania operacyjne jest niestety znikome. Dotyczy to zresztą nie tylko tego systemu. Mamy program przeciwdziałania niedoborowi wody, program przeciwdziałania skutkom suszy… Na poziomie operacyjnym te dokumenty są jednak wdrażane – delikatnie mówiąc – homeopatycznie.

Jakie obszary Polski i jakie uprawy są najbardziej narażone na suszę rolniczą?

Najgorzej mają się uprawy jare. Głównym problemem jest rozpoczynający się wcześniej okres wegetacyjny i brak retencji glebowej. Wiosenna susza jest wyniszczająca dla upraw jarych. Ozime mają się nieco lepiej. Na suszę narażone są również te uprawy, które produkują dużo suchej masy, np. buraki cukrowe. Natomiast obszary najbardziej narażone na susze to północ i środek Polski, a generalnie te, gdzie mamy najgorsze albo średniej jakości gleby: Mazury, Wielkopolska, Podlasie, województwo łódzkie. Proszę sobie wyobrazić, że w zeszłym roku, gdy we wrześniu mieliśmy do czynienia z ogromną powodzią w południowej części Polski, to na Podlasiu, Suwalszczyźnie, Mazurach było najwyższe zagrożenie suszą.

Dostępne informacje na temat łącznej kwoty odszkodowań wypłaconych rolnikom z powodu suszy w Polsce są ograniczone i dotyczą głównie lat wcześniejszych. Na przykład do czerwca 2020 roku wypłacono z tego tytułu 1,2 mld złotych. W naszych badaniach naukowych i wdrożeniowych proponujemy rolnikom dopłaty retencyjne i węglowe, rynkowy ekwiwalent za utrzymywanie wody na obszarach zalewowych albo w miejscach, gdzie występują od czasu do czasu jej wysokie stany. Rolnik powinien mieć płacone na przykład za to, że w ten sposób kumuluje wodę. W naszych badaniach analizowaliśmy, ile kosztuje retencja 1 m3 wody w sztucznych zbiornikach. Okazało się, że 2 zł rocznie. Jeśli rolnik ma podtopioną łąkę przez dwa miesiące wodą o głębokości 10–20 cm, to powinien dostać pieniądze za retencjonowanie wody na swoim terenie. Tak liczona dopłata wynosi nawet 2–3-krotnie więcej niż obecnie oferowana rolnikom w ramach pakietów wodno-środowiskowo-klimatycznych dopłata retencyjna na poziomie 280 zł za hektar. Podobnie ma się rzecz z węglem. Jeżeli na trwałym użytku zielonym są gleby potorfowe, to podniesienie na takiej łące poziomu wody o 10 cm spowoduje spadek emisji gazów cieplarnianych o 5 ton. Tona ekwiwalentu CO² kosztuje obecnie 70 euro. Nagle okazuje się, że rolnictwo „węglowo–wodne”, a więc zorientowane na zatrzymywanie na swoim terenie
węgla i wody, to nie jest mrzonka, tylko działanie, które można ekonomicznie wycenić. Gdyby do tego dodać rolnictwo bagienne, paludikulturę, czyli uprawę roślin znoszących warunki bagienne – trzcinę, pałkę czy mchy torfowce – to może się okazać, że stoimy u progu wdrożenia nowoczesnych schematów rolnictwa dopasowanego do warunków środowiska i ograniczającego ryzyko suszy.

Budowa dużych zbiorników retencyjnych nie jest skutecznym rozwiązaniem, szczególnie dla rolnictwa.

Wydaje się, że nie ma prostego przepisu na rozwiązanie problemów z wodą.

Potrzebna jest zmiana legislacji, promowanie projektów opartych na naturze, potrzebna jest też edukacja. Gdybyśmy rozumieli, że nasze działanie może prowadzić do pogorszenia zasobów wodnych, może zrezygnowalibyśmy z niektórych hobby, na przykład z jazdy na nartach w marcu po naśnieżanych stokach, gdy wokół zielono. Woda, z której produkujemy sztuczny śnieg, jest często zabierana z pobliskiej rzeki lub potoku, a wyprodukowany śnieg utrzymuje się przy użyciu substancji, które dla środowiska nie są obojętne. Gdy patrzymy w prognozy, widzimy, że czekają nas coraz głębsze susze, na które zbiorniki retencyjne nie pomogą. Czekają nas też coraz większe powodzie, na które duże zbiorniki będą wciąż za małe. Moim zdaniem jedynym ratunkiem jest rozproszenie działań przeciw suszy czy przeciw powodzi w krajobrazie i przyzwyczajenie się do myśli, że te dwa ryzyka pozostaną z nami na dłużej. Susza jest jednak jakby schowana, gdyż postępuje powoli, przez lata Więc, przyzwyczajamy się do niej i przestajemy o niej pamiętać. To błąd.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Jacek Zyśk

Autorzy

Mateusz Grygoruk

Dr hab. Mateusz Grygoruk jest profesorem nadzwyczajnym, dyrektorem Centrum Badań Klimatu SGGW w Warszawie. Specjalizuje się w hydrologii mokradeł, modelowaniu przepływu wód podziemnych oraz restytucji torfowisk i renaturyzacji rzek. Prowadzi projekty badawcze z zakresu zarządzania środowiskiem oraz oceny skuteczności działań renaturyzacyjnych, w tym w zakresie ilościowej oceny skuteczności działań NBS w zwiększaniu zasobów wodnych oraz ograniczania emisji gazów cieplarnianych. Jest współautorem Krajowego Programu Renaturyzacji Wód Powierzchniowych, Katalogu dobrych praktyk robót hydrotechnicznych i prac utrzymaniowych na rzekach.