A może należy tworzyć wielkie rezerwy leśne z długo żyjących drzew ?
Wstępne oszacowania wskazują na istotny temat do badań.
Decyzja o budowie domu z drewna (zamiast z cegieł i betonu) może przynieść tyle samo ekologicznych korzyści, co zasadzenie około setki drzew. W każdej publikacji na temat roli lasów w wiązaniu CO2 możemy przeczytać, że las wiąże CO2 dopóki jest młody i rośnie, a gdy tylko zaczyna obumierać i gnić, to uwalnia węgiel z powrotem do atmosfery. Badania na temat chemii i biologii gnijącego posuszu leśnego potwierdzają ten pogląd. Masa próchniejącego drewna systematycznie maleje a organizmy i bakterie żywiące się nim muszą, siła rzeczy wydychać typowe dla organizmów żywych gazy będące efektem spalania węgla. Nie jest to greenwashing lobby przemysłu drzewnego zainteresowanego wycinaniem drewna. Na całym świecie martwe i rozkładające się drewno uwalnia co roku około 10^10 ton węgla. To więcej (115%) niż roczna emisja paliw kopalnych dokonywana przez człowieka, zatem temat wart jest uwagi.
Może więc warto zastanowić się, jak zatrzymać węgiel w dorosłych drzewach i uniemożliwić mu powrót do atmosfery ? Być może wystarczy zakonserwować to drewno ? Pewien szalony pomysł podsuwają doniesienia archeologiczne o odkryciach doskonale zachowanych w morskim dnie starożytnych okrętów wojennych, zakonserwowanych przez słoną wodę. Drewno nie lubi jednak tonąć i jest sto lepszych sposobów jego wykorzystania.
Gromadzenie CO2 w drewnie jest przedmiotem badań i promocji wielu organizacji rządowych a w USA doczekało się specjalnego programu „30×30” mającego na celu zabezpieczenie na rzecz przyrody, w formie obszarów leśnych, 30% terytorium tego kraju do roku 2030.
To dobry pomysł, ponieważ całość lasów na naszej planecie (szacowana na ok. 3×10^12 drzew) pochłania obecnie tylko jedną trzecią emisji gazów cieplarnianych emitowanych przez człowieka, wykorzystując moc fotosyntezy do przekształcania CO2 w biomasę i pochłaniając, a więc magazynując przy okazji energię promieniowania słonecznego, co być może ma również znaczenie na przegrzewającej się planecie. Każdy kilogram drewna w rosnącym drzewie to 1,5 kg CO2 ściągnięte z atmosfery oraz „zamrożenie” 18 MJ energii. To jednak marginalna wielkość w porównaniu z energią docierającą do powierzchni Ziemi. Hektar lasu zużywa za dnia około 5 kW mocy na procesy chemiczne związane z rośnięciem drzew a otrzymuje ze Słońca średnio około 1 MW.
Lasy nie nadążają za ludzkością w konwersji CO2 z powrotem na tlen. Ciekawym pytaniem jest, czy całość biomasy jeszcze wystarcza do równoważenia obecności i aktywności dwunożnych zwierząt na Ziemi. Tym bardziej, że z perspektywy przyrody, nieprawdą jest, iż populacja dwunożnej małpy z gatunku homo sapiens to tylko 8-9 mld sztuk. Tak byłoby, gdybyśmy żyli skromnie jak ludzie pierwotni. W rzeczywistości mieszkaniec Polski emituje obecnie tyle CO2, co setka osobników w czasach pierwotnych. Warto byłoby to kiedyś dokładnie policzyć i scałkować. Mogłoby się okazać, że jest nas na Ziemi obecnie nie 8 lecz 200 miliardów, gdyby wprowadzić pojęcie równoważnika emisji przez człowieka pierwotnego. Czy planeta jest obliczona na taką ilość ssaków homo sapiens ?
Zwiększanie zalesienia jest więc na pewno dobrym pomysłem. Inicjatywy amerykańskie sugerują też zwiększenie intensywności endemicznych gatunków drzew zdolnych do życia po 300-600 lat zamiast typowych dla europejskiej sosny kilkudziesięciu lat. Przy czym 30% poziom zalesienia już od dawna stanowi standard w USA i Europie, pora więc pomyśleć o wyższych wskaźnikach, rzędu 50%. Szczególnie w krajach, które jak dotąd omijały wszelkie porozumienia klimatyczne i pierwszym miejscu stawiały poziom PKB.
Koncepcją równoległą do magazynowania CO2 w długożyjących gatunkach drewna jest oczywiście magazynowanie go w produktach przemysłu drzewnego, ale oczywiście tych, gdzie pozostanie ono zakonserwowane, podobnie jak zatopione antyczne statki wodą morską, na okres przynajmniej kilkuset lat, dający szanse na wypracowanie cywilizacyjnych rozwiązań bilansów energetycznych i gazowych ludzkości. Najbardziej obiecującym obszarem w kwestii masowej konserwacji celulozy, której biologia nie pozwala już dłużej utrzymywać formy żywej w naturze, wydaje się być promowanie i subsydiowanie budownictwa opartego na konstrukcjach drewnianych. Zakonserwowane drewniane belki pozwalają zatrzymać na kolejne 100-200 lat węgiel, który gromadził się w rosnących sosnach czy dębach i uniemożliwić mu zbyt wczesny powrót do atmosfery w procesach gnicia i próchnienia.
Budownictwo z drewna wydaje się być podwójnie atrakcyjne z perspektywy ograniczania emisji CO2, ponieważ przynosi podwójny efekt – przez magazynowanie CO2 oraz przez zmniejszanie popytu na tradycyjne materiały budowlane, których ślad węglowy jest ogromny.
Potencjał redukcji CO2 jest też w tym obszarze ogromny – według raportów ONZ budownictwo odpowiada aż 38 procent globalnej emisji CO2. To bardzo dużo.
Przy czym ¾ tych wielkości. to zużycie energii przez budynki (tzw. operacyjny ślad węglowy), zaś ¼ to całość procesu powstawania tych budynków. Produkcja cementu, podstawowego składnika betonu, uwalnia CO2 w ilościach podobnych do całego światowego ruchu lotniczego.
Badania Instytutu Gospodarki Niemieckiej w Kolonii (IW), wykazały, że same tylko publiczne zamówienia dla branży budowlanej w Niemczech, po wprowadzeniu preferencji dla materiałów z drewna, pozwoliłyby zaoszczędzić do 2 mln ton CO2, czyli tyle, ile generuje niemiecki ruch lotniczy. Wszystko dzięki temu, że Państwo jest jednym z największych budowniczych w Niemczech. Zbliżona sytuacja może być w innych krajach europejskich, zatem możność wprowadzenia zmian wydaje się być na wyciągnięcie ręki.
Oczywiście kluczem do sukcesu nie są zmiany w samej Europie, lecz przede wszystkim w krajach, które do tej pory nie interesowały się redukowaniem emisji CO2 (czyli tzw. non-Annex I countries). Rekordzistami w produkcji cementu oraz emisji są Chiny i Indie.
Według raportu Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego (PSBE) globalne zasoby budowlane podwoją się do połowy XXI wieku, co zwiększy te emisje. Eksperci PSBE uważają, że dekarbonizacja polskiego sektora budowlanego jest osiągalna, ponieważ technologie umożliwiające budowanie z zerowym śladem węglowym są już dostępne. Potrzebne jest jednak wsparcie ze strony państwa, ponieważ, o ile eksploatacja energetyczna budynków jest objęta szerokimi regulacjami nawet w Polsce, to kwestie związane ze śladem węglowym procesu ich powstawania, a więc również procesu produkcji cementu i stali wydają się być pomijane. Wyjątkiem w tej materii jest Szwecja, gdzie drewniane budownictwo jest już wspierane przez rząd. W Polsce, po wdrożeniu wszystkich programów termomodernizacyjnych, redukujących emisje związane z eksploatacją, niezbędne w kraju, gdzie połowa domów pochodzi sprzed transformacji ekologicznej i ustrojowej, redukowanie śladu węglowego materiałów budowlanych staje się naturalnym przedmiotem uwagi.
Ze strony rządów należałoby również oczekiwać ograniczenia obciążeń fiskalnych materiałów budowlanych na bazie drewna oraz wprowadzenia zwolnień i subsydiów prowadzących do wzrostu inwestycji w lasy prywatne. Wszelkie działania wspierające ze strony rządów UE trafiłyby na podatny grunt wobec wysokiej świadomości społecznej problemu, a w przypadku Polski również na sprzyjające ceny materiałów budowlanych z drewna. Rynek wyraźnie preferuje drewno w sektorze budownictwa jednorodzinnego. Średni koszt budowy domu jednorodzinnego w Polsce jest bowiem o 25% niższy dla konstrukcji drewnianych niż tradycyjnych.
W ofertach biur projektowych zaczynają pojawiać się atrakcyjne konstrukcje oparte na stali, drewnie i wielkich przeszklonych powierzchniach. Dom z drewna nie musi już więc oznaczać typowego domu z bali. Co więcej, okazuje się, że z drewna można budować większe obiekty – na warszawskim Ursynowie powstaje cztero kondygnacyjny biurowiec o całkowicie drewnianej konstrukcji. To bardzo dobry kierunek zważywszy, że produkcja cementu w Polsce stanowi 20% całej emisji CO2 polskiego przemysłu, czyli 20 mln ton.
Na świecie, powstają obiekty nawet wielokrotnie wyższe. W USA, Austrii i Norwegii powstały prototypowe wieżowce mieszkalne liczące sobie powyżej 80 metrów i 20+ pięter, co oznacza, że potencjał drewna wykracza poza budownictwo jednorodzinne, które, np. w USA od zawsze było oparte na tym materiale, i to bez szkody dla stopnia zalesienia Ameryki Północnej.
Najważniejszym produktem ekologicznym fundacji DEMOK (www.fundacja.demok.pl) jest projekt www.ZieloneGodziny.pl, który wspiera naszą osobistą, domową ekologię, pomagając planować domową konsumpcję prądu (np. pracę pralki lub zmywarki) w porach, gdy dostępność prądu ze słońca lub wiatru jest największa. Fundacja prowadzi też od 20 lat obserwacje w zakresie pozafinansowych skłonności konsumentów do preferowania czystej energii. Przygotowując ten tekst postanowiliśmy sprawdzić jak wyglądają różnice w emisji CO2, gdy decydujemy budować prywatny dom z drewna zamiast betonu i cegieł (szczegółowe obliczenia chętnie udostępnimy zainteresowanym: Piotr.lubanski@demok.pl).
Otóż w przypadku tradycyjnych materiałów (cement, kruszywo, piasek, stal, cegły) osiągaliśmy ślad węglowy rzędu 400-500 kg CO2 na m2 powierzchni użytkowej a podczas budowy analogicznych domów drewnianych, gdzie tradycyjne materiały oczywiście również występowały (lecz w mniejszych proporcjach) osiągaliśmy wynik rzędu 80-100 kg na m2. Oszczędność emisji CO2 rzędu 300 – 400 kg na m2 wydaje się być warta uwagi, szczególnie, gdy dodamy do niej ilość tego gazu „zamrożonego” w drewnie.
Budując dom o powierzchni 150 m2 możemy spodziewać się zużycia ok. 50 m3 drewna (czyli ok. 30 ton drewna), zawierającego w sobie ok. 40 ton CO2. Wygląda więc na to, że decydując się na wspomniany drewniany dom oszczędzamy atmosferze ok. 90 ton CO2.
Zważywszy na to, że średnia światowa roczna emisja CO2 na osobę to ok. 5 ton (w Polsce ok. 13 ton), to znaczy, że podejmując decyzję o budowie domu z przewagą drewna a nie cegły i betonu, o umiarkowanej powierzchni 150 m2, nie tylko zaoszczędzamy około 100-150 tys złotych, ale też równoważymy atmosferze kilkuletnią całościową, życiową emisję CO2 trzech mieszkańców tego domu.
Jedno typowe drzewo o wysokości 25m gromadzi w sobie podczas 50-cio letniego życia około 500-600 kg CO2. Nasz drewniany dom zaoszczędził środowisku około 90 ton CO2. Nasuwa się ciekawa refleksja: oto decyzja o budowie domu z drewna nabiera ekologicznie podobnego znaczenia, co zasadzenie około setki drzew, nawet uwzględniając – odejmując te, które trzeba będzie ściąć na zbudowanie tego domu. W tym świetle przysłowie o zasadzeniu drzewa, zbudowaniu domu i wychowaniu potomka nabiera zupełnie innych proporcji. Temat wart jest badań.
Artykuł ukazał się w gazecie AURA, luty 2024
Piotr Krupa-Lubański
