Świat, w którym żyjemy, stoi w obliczu szeregu bezprecedensowych zagrożeń. Najpoważniejsze z nich to ekologiczne zniszczenie planety, wojna nuklearna, śmiercionośna dewastacja dokonywana przez neoliberalizm oraz rosnące na całym świecie zagrożenie neofaszyzmem.
Dydaktycy nie mogą się wycofać z tych problemów. Edukacja ma kluczowe znaczenie nie tylko dla polityki. Stawia także fundamentalne pytania o to, jak kształtować kwestie świadomości, sprawczości, tożsamości i wartości w ramach szerszej walki o formatywną kulturę, w której mogłaby się rozwijać demokracja. Należy pamiętać, że centralnym dogmatem każdej radykalnej polityki jest to, że demokracji nie da się utrzymać bez świadomych i aktywnych obywateli.
Centralne miejsce polityk
Jednym z wyzwań stojących przed obecnym pokoleniem dydaktyków i studentów jest potrzeba odpowiedzi na pytanie o rolę i misję edukacji w czasach tyranii. Co powinna starać się osiągnąć w społeczeństwie w historycznym momencie, kiedy społeczeństwo pogrąża się w otchłani faszyzmu? Kluczowe jest pytanie, co edukacja powinna osiągnąć w demokracji? Czego potrzeba, aby szkolnictwo wyższe nie porzuciło swojej roli demokratycznej sfery publicznej?
Jaką pracę muszą wykonać dydaktycy, aby stworzyć ekonomiczne, polityczne i etyczne warunki niezbędne dla zapewnienia młodym ludziom i ogółowi społeczeństwa zdolności do myślenia, kwestionowania, wątpienia, wyobrażania sobie tego, co niewyobrażalne, a także obrony edukacji jako kluczowego narzędzia inspirowania i pobudzania obywateli, którzy są niezbędni dla istnienia silnej demokracji? Jaki język jest potrzebny, aby szkolnictwo wyższe przedefiniowało swoją misję, aby umożliwić kadrze akademickiej i studentom pracę na rzecz innej przyszłości niż ta, która odbija się echem teraźniejszości, by skonfrontować się z tym, co niewypowiedziane, rozpoznać siebie jako agentów zmiany, a nie ofiary, i mieć odwagę działania w służbie merytorycznej i inkluzywnej demokracji? Czego potrzeba, by w świecie, w którym coraz częściej porzuca się egalitarne i demokratyczne wartości i odruchy, edukować młodych ludzi i szerzej pojmować politykę – kwestionować przejawy autorytaryzmu i pociągać władzę do odpowiedzialności?
O neoliberalnym faszyzmie
Neoliberalny faszyzm, jako skrajna forma kapitalizmu, w demokracji widzi wroga, w rynku jedynego gwaranta wolności, a w wyobraźni etycznej przedmiot pogardy. To forma polityki zombi, która produkuje elitę rządzącą reprezentującą 21. wersję chodzących trupów. Parafrazując krytyka filmowego New York Times, A. O. Scotta: politycy zombi i brokerzy władzy są dystopijnym „przypomnieniem nie tylko o naszych obawach, ale również o tym, kim się staliśmy”. Brutalizacja amerykańskiej kultury i społeczeństwa zaowocowała usankcjonowaniem przez państwo języka, w którym udomowiona – jeśli nie uznana za normę – została tyrania autorytarnych zombi. To, czego jesteśmy świadkami, to śmierć współczucia, odrzucenie naszych zobowiązań wobec najsłabszych, śmierć tego, co społeczne, i niehonorowa rezygnacja z obowiązków, jakie niesie ze sobą demokracja.
W gangsterskim kapitalizmie neoliberalizmu Stany Zjednoczone zatraciły swoje poczucie przyzwoitości – pogrążyły się, sankcjonując społeczeństwo mierności i moralnej obojętności. Trump i Trumpizm są końcowym punktem dla kraju kryminogennego społeczeństwa, które – jak napisał Pankaj Mishra – promuje „szeroko usankcjonowany bezwzględność…, która nie pozwala zrozumieć splątanych korzeni ludzkiego cierpienia.” Dzisiejsza kultura okrucieństwa jest zarówno symbolem wojny z demokracją, jak i lustrem ukazującym osuwanie się Stanów Zjednoczonych w przepaść faszyzmu.
Łączę neoliberalizm z faszyzmem w określeniu „neoliberalny faszyzm”, które definiuję zarówno jako projekt, jak i jako ruch. Neoliberalizm uruchamia siłę, która osłabia – jeśli nie niszczy – naczelne instytucje demokracji podważając jej najbardziej wartościowe założenia. Jest częścią tego, co Sheldon Wolin nazwał wyobraźnią totalitarną, która stanowi rewolucyjne zerwanie z demokracją. To forma faszyzmu, w którym władza państwa zostaje zastąpiona suwerennością korporacji, a kultura strachu, niepewności i prekarności ożywia władzę wykonawczą i budowę państwa karzącego. W konsekwencji neoliberalizm jako forma gangsterskiego kapitalizmu stanowi podatny grunt dla uwolnienia – sankcjonowanej i wytwarzanej przez faszyzm – ideologicznej architektury, trujących wartości i rasistowskich stosunków społecznych.
Neoliberalizm i faszyzm łączą się i rozwijają w dopasowanym i wzajemnie kompatybilnym projekcie i ruchu, które scalają najgorsze ekscesy kapitalizmu z faszystowskimi ideałami: cześć dla wojny oraz nienawiść do rozumu i prawdy; populistyczne święto ultranacjonalizmu i czystość rasową; tłumienie wolności i sprzeciwu; kulturę, która promuje kłamstwa, spektakle dyskredytacji i demonizacji drugiego; dyskurs upadku, brutalnego wyzysku, a ostatecznie przemoc państwa w heterogenicznych formach. Wszelkie pozostałości tkanki społecznej zostają zastąpione idealizacją indywidualizmu, a wszelkie formy odpowiedzialności zrzucone są na indywidualne podmioty.
Wspieraj niezależne dziennikarstwo
Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.
Neoliberalizm tworzy nieudaną demokrację, a tym samym otwiera przed faszystami możliwość wykorzystania strachu i terroru do przekształcania sytuacji wyjątkowych w stan wyjątkowy. Jako projekt niszczy wszystkie naczelne instytucje demokracji i konsoliduje władzę w rękach elity finansowej. Jako ruch tworzy i legitymizuje masowe nierówności ekonomiczne i cierpienie, prywatyzuje dobra publiczne, rozmontowuje podstawowe instytucje państwa i indywidualizuje wszystkie problemy społeczne. Ponadto przekształca państwo polityczne w państwo korporacyjne i wykorzystuje narzędzia inwigilacji, militaryzacji oraz prawa i porządku, aby zdyskredytować krytyczną prasę i media, podważać swobody obywatelskie, jednocześnie ośmieszając i cenzurując swoich krytyków. Ponadto tym, co wyróżnia neoliberalny faszyzm, jest jego agresywna wojna z młodzieżą, zwłaszcza czarnoskórą, z kobietami, oraz dewastowanie planety.
Korporacyjna kontrola nad instytucjami kultury dostarcza społeczeństwu niekończących się spektakli przemocy, toksycznych i banalnych iluzji, kultu wartości dyktowanych przez rynek oraz pustej obsesji i adoracji świata celebrytów. Wraz z upadkiem państwa socjalnego, karzące państwo neoliberalnego faszyzmu pojawia się z pełną mocą: kryminalizuje szereg zjawisk społecznych takich jak bezdomność, choroby psychiczne i ubóstwo, które w rzeczywistości są manifestacją problemów społecznych. Model więzienia i usankcjonowane przez państwo wykorzystanie przemocy i bezprawia są w nim bezkarnie kierowane przeciwko młodzieży, ludziom o innym kolorze skóry, nielegalnym imigrantom i wszystkim innym, których uważa się za zbędnych.
Ogromne nierówności – dobitnie zaakcentowane przez neoliberalną politykę – które niszczą podstawowe usługi społeczne, niezbędną infrastrukturę i podstawowe dobra publiczne, stanowią żyzny grunt dla rozwoju niebezpiecznego zwrotu w kierunku zbiorowego gniewu i niechęci. To otwarcie się na nowo wzmocniony populizm zbudowany wokół ideologii białej supremacji, państwa przemoc i autorytarnych przekonań. Neoliberalizm jest obliczem nowego faszyzmu. Po dziesięcioleciach neoliberalnego koszmaru – tak w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą – mobilizujące namiętności faszyzmu zostały uwolnione w stopniu, jakiego nie widzieliśmy od lat 30. i 40. XX wieku.
Ekstremalny kapitalizm zniszczył wszelkie ślady solidnej demokracji, wywołał ogrom cierpienia ekonomicznego, wykorzystał połączenie strachu i okrucieństwa, i zachęcił do dzikiego bezprawia wymierzonego w tych, których uznaje za zbędnych. Nadszedł czas, aby odrzucić pogląd, że kapitalizm i demokracja to to samo, odnowić wiarę w obietnice demokratycznego socjalizmu, a wokół sojuszu różnych ruchów społecznych stworzyć nowe formacje polityczne i poważnie potraktować potrzebę uczynienia edukacji centralnym problemem polityki. Jak przypomina nam Walter Benjamin, faszyzm jest często wytworem upadłych demokracji. Pod rządami neoliberalizmu znajdujemy się nie tylko w dysfunkcyjnej demokracji, ale także w klinczu skrajnej formy gangsterskiego kapitalizmu przywiązanego do nieokiełznanych form korporacyjnej władzy, które powodują gigantyczne nierówności w bogactwie i władzy oraz agresywnie toczą wojnę ze wszystkim, co kluczowe dla dynamicznego, demokratycznego społeczeństwa.
Przemyślane na nowo znaczenie historycznego rozumienia faszyzmu
Warunki prowadzące do pojawienia się faszyzmu nie istnieją w jakiejś eterycznej przestrzeni poza historią. Nie są też utrwalone w statycznym momencie w przeszłości. Jak przypomina nam Hannah Arendt, zmiennym elementom faszyzmu zawsze grozi skrystalizowanie się w nowe formy. Pamięć historyczna jest warunkiem wstępnym politycznego i moralnego świadectwa, które jest niezbędne dla skutecznego przeciwdziałania rosnącemu obecnie w Stanach Zjednoczonych faszyzmowi. Choć była administracja Trumpa nie powtórzyła może wszystkich cech Niemiec i Włoch z lat 30. XX wieku, dziedzictwo faszyzmu jest ważne – odbija się echem „ostrzeżenia z historii”, którego nie można lekceważyć. Historycy tacy jak Jason Stanley, Timothy Snyder i inni sugerowali, że kluczowe jest zbadanie historii – aby zrozumieć, jak wygląda tyrania i autorytaryzm, oraz jak możemy wykorzystać przeszłość do walki z takimi siłami.
Chociaż Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa mogły nie być dokładną repliką Niemiec Hitlera, to mobilizujące idee, polityka, pasje, a także bezwzględne praktyki społeczne faszyzmu, ozdobione flagą i dyskursami o czystości rasowej, ultranacjonalizmie i militaryzmie stały się centrum władzy administracji Trumpa i mają dziś kluczowe znaczenie dla politycznej tożsamości Partii Republikańskiej. Kiedy wybrane elementy historii są tłumione, a świadomość i pamięć historyczna nie zapewniają już wglądu w mechanizmy represji, wyzysku i oporu, ludzie łatwo wpadają w pułapkę formy historycznej i społecznej amnezji, które ograniczają ich poczucie perspektywy, ich rozumienie tego, jak władza działa, i w jaki sposób elementy faszyzmu utrzymują się w różnych praktykach.
Faszyzm nie jest jednorodny i wyraża swoje najbardziej fundamentalne ataki na demokrację w różnych konfiguracjach. Dlatego ludzie rozwijają coś, co Timothy Snyder nazywa „aktywnym stosunkiem do historii” – aby zapobiec normalizacji relacji z autorytarnymi reżimami, takimi jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Indie, Brazylia i inne kraje pogrążone w otchłani faszyzmu. Z pewnością krytyczne rozumienie historii pozwoliłoby Amerykanom rozpoznać elementy faszystowskiego dyskursu w większości języka używanego dziś przez Partię Republikańską, a także wielu skrajnie prawicowych dyktatorów na całym świecie. Wystarczy pomyśleć o Bolsonaro w Brazylii, Erdoganie w Turcji, i tak dalej.
Wspieraj niezależne dziennikarstwo
Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.
Nieoczyszczona historia jest ważnym źródłem, które pomaga nam kształtować etyczną podstawę oporu – ona natomiast stanowi antidotum na politykę dezinformacji, podziału, dywersji i fragmentacji. Ponadto historia przypomina nam, że w obliczu pojawiających się form autorytaryzmu, niezbędna jest solidarność. Jeśli jest coś, czego nauczyły nas lekcje historii zawarte w dziełach pisarzy takich jak George Orwell to tego, że musimy odmówić współudziału w kpinie z prawdy.
Jest to szczególnie ważne w obecnym momencie historycznym, tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, w jaki sposób skrajnie prawicowi politycy wraz ze skrajnie prawicowymi gigantami medialnymi – takimi jak Infowars, Sinclair Broadcast Group, Fox News i Breitbart News Network – pracują nad agresywnym propagowaniem ogromnej machiny wyobrażeń. Wraz ze śmiercią pamięci historycznej nadchodzi koszmar, o którym myśleliśmy, że nie jest już możliwy.
Lekcje historii są kluczowe: można je łatwo wykorzystać, aby zidentyfikować współczesne nadużycia władzy i korupcji. Historia nie tylko zakorzenia nas w przeszłości pokazując, jak instytucje demokratyczne powstają i upadają, ale jest też pełna wspomnień i narracji o oporze – one są zagrożeniem dla każdego faszystowskiego i autorytarnego systemu. To szczególnie prawdziwe dzisiaj, jeśli weźmiemy pod uwagę cechy ideologiczne i spuściznę faszyzmu, które są głęboko wplecione w retorykę Partii Republikańskiej: podporządkowywanie wyborców, czystość rasowa, zemsta, nietolerancja i demonizacja oponentów; mieszanka szaleństwa, przymusu, przemocy i bezkarności, a także ciągłe podsycanie ultranacjonalizmu i retoryki rasowej. Pamięć jako forma świadomości historycznej jest niezbędna. Jest formą spłaty naszego długu wobec przeszłych i obecnych ofiar poprzez pociąganie do odpowiedzialności tych, którzy pozostają niemi i świadomie przybierają ślepą formę wymyślonej ignorancji, rezygnują ze wszelkiego poczucia moralnej odpowiedzialności za swoje naganne czyny, a może nawet zbrodnie.
Biorąc pod uwagę zagrożenia ze strony prawicowego populizmu i gwałtowny wzrost faszyzmu w naszych czasach, Hannah Arendt słusznie przypomina nam, że myślenie i osądzanie musi być powiązane z działaniami. Ponadto takie myślenie musi uchwycić podstawowe przyczyny obecnego kryzysu gospodarczego i politycznego – kolektywnie działać w celu zwalczania neoliberalnego faszyzmu i jego poparcia dla białej supremacji, nierówności społecznych i ekonomicznych, a także nienawiści do demokracji. Dlatego pamięć historyczna – kompendium krytycznego myślenia – jest tak niebezpieczna dla neofaszystów. Jak zauważa czerpiąca z pracy Arendt Samantha Hill: „Lekcje historii są kluczowe dla przypomnienia, że „ślepota i milczenie nie są rozwiązaniem; w mrocznych czasach należy wybrać myślenie i krytyczny osąd”.
Neoliberalny faszyzm i plaga obywatelskiego analfabetyzmu?
Neoliberalizm ujawnił istniejące od dziesięcioleci plagi głęboko zakorzenionego analfabetyzmu obywatelskiego, skorumpowanego systemu politycznego i pogardy dla rozumu. Wskazuje również na zanikanie więzi obywatelskich i kultury obywatelskiej, upadek życia publicznego oraz erozję wszelkiego poczucia obywatelskiej wspólnoty. W miarę jak mentalność i moralność rynkowa zacieśniają się we wszystkich aspektach życia społecznego, instytucje demokratyczne i sfera publiczna kurczą się, a nawet całkowicie zanikają. Wraz ze znikaniem tych instytucji – od szkół publicznych i alternatywnych mediów po ośrodki zdrowia – następuje poważna erozja dyskursu dotyczącego społeczności, sprawiedliwości, równości, wartości publicznych i dobra wspólnego.
Rozum i prawda nie są zwyczajnie kwestionowane, ani świadomie konfrontowane z argumentami, jak powinno to się dziać. Są natomiast niesłusznie oczerniane i wrzucane do trującego świata fake news. W neoliberalizmie język został splądrowany, prawda i rozum zdyskredytowane, a słowa i wyrażenia pozbawione jakiejkolwiek substancji lub przekształcone w swoje przeciwieństwa. Ta ponura rzeczywistość wskazuje na klęskę potęgi wyobraźni obywatelskiej, woli politycznej i otwartej demokracji. Jest to również aspekt polityki, który pozbawia społeczeństwo wszelkich demokratycznych ideałów i podważa postrzeganie edukacji w kategorii dobra publicznego. To, czego jesteśmy świadkami, to nie tylko projekt polityczny konsolidacji władzy w rękach korporacyjnej i finansowej elity. To także przepracowanie samego znaczenia alfabetyzacji i edukacji jako kluczowych dla tego, co związane z tworzeniem świadomego, obywatelskiego i demokratycznego społeczeństwa.
W czasach, gdy umiejętność czytania i pisania staje się niebezpieczna dla antydemokratycznych sił rządzących wszystkimi posiadającymi władzę instytucjami gospodarczymi i kulturalnymi Stanów Zjednoczonych, prawda jest postrzegana jako obciążenie – ignorancja staje się cnotą, a świadome osądy i krytyczne myślenie są dyskredytowane oraz przekształcane w zgliszcza i popioły. Pod rządami tej uznanej za normę architektury rzekomego zdrowego rozsądku, umiejętność czytania i pisania traktowana jest z pogardą, słowa sprowadzane do danych, a nauka mylona z pseudonauką. Pozostałości myśli krytycznej znajdują się coraz bardziej na marginesie kultury – ignorancja staje się podstawową zasadą organizacji amerykańskiego społeczeństwa.
Pod czterdziestoletnim panowaniem neoliberalizmu kultura obywatelska została utowarowiona, wspólnota obywatelska uległa erozji, interes własny i przetrwanie najsilniejszego etosu została wyniesiona do narodowego ideału. Ponadto język został zmilitaryzowany, przekazany reklamodawcom, a teleturniejowy idiotyzm oraz polityczny i kulturowy antyintelektualizm usankcjonowane przez Biały Dom. Należy połączyć to z kulturą celebrytów, która tworzy ekosystem bełkotu, szoku i tandetnej rozrywki. Dodać do tego należy okrutnych, błazeńskich, antyspołecznych intelektualistów, takich jak Jordan Peterson, którzy bronią nierówności, infantylnych form męskości i w ignorancji oraz mentalność wojownika widzą część naturalnego porządku, jednocześnie usuwając wszelkie realne poczucie sprawstwa i polityczności.
Kultura sfabrykowanego analfabetyzmu jest również reprodukowana przez aparat medialny, który handluje iluzjami i spektaklem przemocy. W tych okolicznościach analfabetyzm staje się normą, a edukacja centralną częścią neoliberalnej polityki zombi, która działa głównie w celu usunięcia wartości demokratycznych, relacji społecznych i współczucia z ideologii, polityki i instytucji rządzących kontrolujących obecnie amerykańskie społeczeństwo. W epoce sfabrykowanego analfabetyzmu stawka jest wyższa niż tylko brak nauki, idei czy wiedzy.
Nie można przypisać panowania sfabrykowanego analfabetyzmu wyłącznie powstaniu nowych mediów społecznościowych, kulturze natychmiastowości i społeczeństwu, które karmi się natychmiastową gratyfikacją. Wręcz przeciwnie – sfabrykowany analfabetyzm jest projektem politycznym i edukacyjnym kluczowym dla prawicowej ideologii korporacyjnej i polityki, które działają agresywnie: odpolityczniają ludzi i czynią ich współudziałowcami neoliberalnych i rasistowskich sił politycznych i gospodarczych, które nakładają na ich życie nieszczęście i cierpienie. Działa tu coś więcej niż to, co Ariel Dorfman nazywa „okropną głupotą”: to działanie dogłębnie złośliwej formy faszyzmu XXI wieku i kultury okrucieństwa, w której język zmuszany jest służyć przemocy – prowadzić nieustający atak na wyobraźnię etyczną i pojęcie dobra wspólnego. W obecnym momencie historycznym analfabetyzm i ignorancja tworzą pozory wspólnoty w postaci prawicowego populizmu – stanowią prezent dla ciemnej chmury faszyzmu, która nadciągnęła nad Stany Zjednoczone.
W jaki sposób kapitalizm tłamsi system edukacji, który powinien żywić zdrową demokrację?
Wzrasta presja neoliberalnych reżimów w Europie i Ameryce Północnej. Przypuszczają one poważny atak na szkolnictwo wyższe oraz tych wykładowców i studentów, którzy postrzegają edukację jako kluczową dla tworzenia form uczenia się i kultury formatywnej niezbędnych do walki o silną i zdrową demokrację. Na przykład w Stanach Zjednoczonych szkolnictwo wyższe traci finansowanie, jest dewaluowane i prywatyzowane. Jednocześnie ogranicza się dostęp do niego dla studentów pracujących i pochodzących z niższej klasy średniej. Ci nieuprzywilejowani studenci, którzy mają dostęp do niektórych form kształcenia pomaturalnego, często są obciążeni długami, które ich paraliżują.
Coraz częściej uniwersytety są przekształcane w fabryki księgowości – zaprojektowane tak, aby odzwierciedlać wartości kasynowego kapitalizmu. Dyscypliny i przedmioty niezorganizowane wokół zasad rynkowych są niedofinansowane, ograniczane lub restrukturyzowane w celu podporządkowania ich wartościom rynkowym. Dyscypliny takie jak studia genderowe, afroamerykańskie, związane z organizacją pracy czy studia latynoskie straciły znaczną część funduszy, zostały zamknięte lub zmarginalizowane. Jednocześnie znikają lub są marginalizowane nauki humanistyczne i sztuki wyzwolone. Atak na szkolnictwo wyższe ma długą historię. Od lat 80. demokratyczne zasady funkcjonowania uniwersytetu są atakowane przez prawicowych miliarderów, takich jak bracia Koch, część elit finansowych i wielkie korporacje, co „prowadzi do zatarcia granic między uniwersytetem, a światem korporacji”. Coraz częściej celem w szkolnictwie wyższym jest indywidualny konsument, a nie dobro publiczne.
Wspieraj niezależne dziennikarstwo
Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.
W takich okolicznościach władza jest skoncentrowana w rękach klasy menedżerskiej, która zbyt często postrzega edukację wyłącznie z perspektywy kultury napędzanej przez rynek: zarządzanie, nauczanie i uczenie się są podporządkowane instrumentalnym potrzebom gospodarki. Dowodem na przejmowanie szkolnictwa wyższego przez korporacje jest pojawienie się struktur zarządzania naśladujących kulturę biznesu i formy przywództwa definiowane niemal w całości w kategoriach przedsiębiorczości. Struktury te są nie tylko hierarchiczne i pozbawiają władzy wykładowców i studentów, ale powodują ogromne nierówności między różnymi wydziałami, personelem i studentami w odniesieniu do wynagrodzeń, zasobów i wyborów. Wszystko, co dotyczy edukacji okazuje się wchłonięte przez dyskurs biznesowy, wskaźniki i redukcjonistyczne pojęcie efektywności.
Badania są coraz bardziej kształtowane, cenione i nagradzane w zależności od tego, w jakim stopniu odzwierciedlają interesy korporacyjne, i na ile są zdefiniowane w mierzalny sposób. Nagrody akademickie, awanse i dostęp do władzy są teraz powiązane z otrzymywaniem grantów lub zewnętrznych, korporacyjnych funduszy. Wyznaczniki liczbowe i wartości handlowe kształtują politykę i praktyki na niemal wszystkich poziomach życia uniwersyteckiego. Na przykład usługi uniwersyteckie są coraz częściej zlecane na zewnątrz, studenci są określani jako przedsiębiorcy, a kultura edukacji przekształca się w kulturę biznesu. Rozróżnienie między wiedzą a informacją, ideami a danymi zanika pod wpływem ekonomicznego imperatywu wyceny wiedzy w kategoriach instrumentalnych i dewaluacji idei, które służą dobru wspólnemu.
Ponadto wykładowcy na uniwersytetach publicznych utracili wiele ze swojej władzy i autonomii i zostali zepchnięci do roli pracowników zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin, definiowanych w dużej mierze przez tę samą logikę miejsca pracy, która charakteryzuje Wal-Mart i inne branże usługowe. Jej celem, jak wskazuje Noam Chomsky, jest „zmniejszyć koszty pracy i zwiększyć jej służalczość”. Dorywcze formy zatrudnienia kadr uniwersyteckich również służą ograniczeniu wolności akademickiej i swobody wypowiedzi.
Wielu pracowników akademickich zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin z zasadnej obawy przed zwolnieniem boi się zabierać głos i zajmować się ważnymi problemami społecznymi w swoich klasach i poza nimi. Judith Butler ma rację twierdząc, że wydział coraz bardziej traci „wsparcie finansowe i instytucjonalne”, a także „gwarancję i warunki, na których opiera się wolność – zarówno akademicka, jak i wolność wypowiedzi politycznej”. Wielu adiunktów może liczyć tylko na bardzo słabą ochronę praw pracowniczych w tak niepewnym środowisku. Są także narażeni na redukcję płac, co w niektórych przypadkach zmuszają ich do korzystania z pomocy społecznej czy żywnościowej.
W miarę jak uniwersytet poddaje się kulturze audytu, coraz bardziej wiąże się z rynkowym pojęciem satysfakcji klienta, wskaźnikami i miarami wyników, które tłumią prawdziwą edukację krytyczną, nie wspominając o jakiejkolwiek możliwości wyrażania sprzeciwu. Podporządkowana zadaniu odtwarzania ładu korporacyjnego i przynoszenia mu korzyści edukacja krytyczna rozpada się na szkolenia, a rola uczelni jest instrumentalizowana i pozbawiana jakiejkolwiek demokratycznej wizji. Atak na szkolnictwo wyższe – demokratyczne dobro publiczne, i wydział – publicznych i zaangażowanych intelektualistów, ma w Stanach Zjednoczonych długą tradycję.
W ramach tej napędzanej przez rynek koncepcji zarządzania, wydziały tracą zarówno władzę, jak i autonomię. Neoliberalne rządy powodują, że studenci są często obarczeni wysokimi stawkami czesnego, a ich przyszłością skazana jest na ciągłą niepewnością, niestabilność ekonomiczną i zagrożenie ekologiczne. Ponadto, gdy demokratyczne horyzonty są usuwane ze szkolnictwa wyższego, zastępuje je obsesja na punkcie wąsko pojętej gotowości do pracy i instrumentalnej racjonalności rachunku kosztów.
Świadczy to o powstaniu tego, co teoretycy – jak nieżyjący już Stuart Hall – nazywali audytem lub kulturą korporacyjną. Służą one demoralizacji i odpolitycznieniu zarówno kadry, jak i studentów, co przekłada się na uwolnienie ich od wartości szerszych niż te, które wzmacniają ich własny interes i pozwalają wycofać się z poczucia odpowiedzialności moralnej i społecznej. Ponieważ szkolnictwo wyższe i zaprzecza swojej roli demokratycznej sfery publicznej, i ją porzuca, skłania się do zapewniania edukacji, w której obywatel przekształca się w konsumenta. To podwaliny pod rozwój samolubnych bytów, które zamieszkują wyniszczające orbity prywatyzacji i są obojętne na wzrost despotycznej władzy wokół nich.
Notka od redakcji:
Artykuł opublikowaliśmy w numerze papierowym i online w nr 36. z 2021 r. Przypominamy, bo wydaje nam się boleśnie aktualny.