Rolnictwo jutra

Louise Knops
2 lipca 2013

Zieloni walczą o to, by zachować Wspólną Politykę Rolną, ale w zupełnie innym kształcie. Z polityki na rzecz produkcji powinna stać się zintegrowaną polityką żywnościową, która ponownie połączyłaby producentów i konsumentów.

13 marca br. Parlament Europejski, będący obecnie jednym z podmiotów decydujących o sprawach rolnictwa oraz budżetu, przyjął stanowisko w kwestii zmian we Wspólnej Polityce Rolnej UE. Rozpoczął się więc okres gorących negocjacji między Parlamentem a Radą. Całkowita zmiana WPR w kierunku ekologicznej transformacji rolnictwa raczej nie będzie miała miejsca. Mimo to Zieloni i inni postępowi działacze nadal będą się do tego przygotowywać. Skoro WPR nie może się zmienić, może zmienimy się my sami?

Przez stulecia symbolem postępu społecznego był rozwój przemysłu i odchodzenie od rolnictwa. Jednak po II wojnie światowej w Europie zrozumiano, jak istotne jest zachowanie silnego sektora produkcji żywności, który powinien wykarmić ludność oraz osiągnąć pewien stopień samowystarczalności. Wspólnota Europejska zainwestowała ogromne środki w uwspólnotowienie wszystkich modeli rolniczych na kontynencie oraz ich wsparcie poprzez silne mechanizmy interwencyjne (stałe ceny, kwoty, dopłaty do eksportu, cła itd.).

Narodziła się wtedy Wspólna Polityka Rolna (WPR) – pierwszy prawdziwy symbol integracji europejskiej. Po latach braku inwestycji i zaniedbywania tego sektora rolnictwo, nieco paradoksalnie, znowu zaczyna być łączone z postępem. Postrzega się je obecnie jako jeden z kluczowych sektorów, które przyczynią się do powstania nowych paradygmatów: gospodarczego, społecznego i ekologicznego. Zaczyna się uprawiać ziemię w wielkich miastach, ziemia rolna staje się dobrem rzadkim – a tym samym staje się cenna – a sektor rolniczy jest ważnym elementem rewolucji przemysłowej, społecznej i terytorialnej, jaka jest udziałem naszego stulecia. Teraz, gdy nawołuje się obywateli do „powrotu do natury”, rolnicy zajmują strategiczną pozycję w pracy z naturą – już nie przeciwko niej.

Mimo powszechnego poczucia, że trzeba jak najszybciej stawić czoła bieżącym wyzwaniom w tej dziedzinie, aktorzy sektora rolniczego nieprędko przyjmą na siebie tę nową rolę narzucaną im przez społeczeństwo. Zieloni są rozczarowani tym, że obecna reforma WPR nie ułatwi tego procesu, wręcz przeciwnie. Przyjęte niedawno stanowisko Parlamentu Europejskiego potwierdza zachowawczy i oporny na zmiany charakter WPR.

WPR dziś – niesprawiedliwa, nieskuteczna, niezrównoważona

Od czasu ostatniej reformy z r. 2003 WPR stanowi przedmiot bacznej uwagi i narastającej krytyki ze strony europejskiego podatnika. Nierówności w otrzymywanych dopłatach, jakie istnieją między krajami tzw. starej Unii a nowymi członkami (w 2010 r. rolnicy z tych pierwszych otrzymywali średnio 7486 euro, podczas gdy ci z drugich – 1552 euro), a także w obrębie społeczności rolniczych odsłoniły niezwykle niesprawiedliwy charakter tej polityki, której zadaniem ma być przecież wspieranie rolników. Analizy ekonomiczne wskazały również na to, że system wsparcia jest zasadniczo niewydajny i – zamiast przyczyniać się do wzrostu dochodów rolnika – powoduje raczej wzrost wartości ziemi (dopłaty oblicza się bowiem według posiadanej ziemi, na podstawie poziomu produkcji z poprzedniego roku – dlatego zostały one w dużej mierze skapitalizowane jako wartość ziemi, zamiast zwiększyć dochody rolników).

Sytuacje, gdy jakość żywności wywoływała obawy u konsumentów, ujawniły niezdolność WPR do wykrywania oszustw czy też wprowadzenia sensownego sposobu śledzenia drogi produkcyjnej żywności. Doszła do tego degradacja środowiska naturalnego, łączona bezpośrednio z WPR (spadek bioróżnorodności, zanieczyszczenia itd.). Wszystko to potwierdziło, że Wspólna Polityka Rolna nie prowadzi do zrównoważonego rozwoju.

Wreszcie, faworyzowanie wielkich producentów kosztem tych mniejszych, obsesja na punkcie konkurencyjności na światowych rynkach zamiast optymalizowania potencjału Europy (np. dzięki stawianiu na jakość, politykę promującą rodzimą żywność itd.), a także wiele zasadniczych wad struktury i programów WPR znacząco popsuły jej obraz w oczach europejskich obywateli i obywatelek. A jednak jej liczni udziałowcy i czołowi decydenci z różnych opcji politycznych walczą na śmierć i życie o utrzymanie tej polityki.

Opór przed zmianą

Jako że WPR jest pierwszym dzieckiem integracji europejskiej, jej twórcy mają do niej dziwny i niekiedy mało racjonalny stosunek. Mimo najgorszych błędów popełnionych przy tworzeniu tej polityki oraz jej zachowawczego charakteru Europejczycy nie chcą z niej zrezygnować. Może po prostu dlatego, że nie rezygnuje się z jedzenia. Zieloni nadal mają nadzieję, że ta ogromna kwota – obecnie 40 proc. budżetu UE; 373 179 mln euro zaplanowanych na lata 2014–2020 (dane z 8 lutego 2013 r., liczby te mogą ulec zmianie) – może zostać przekierowana na zrównoważoną uprawę ziemi.

Fundusze te mogłyby służyć przejściu na system rolniczy, jakiego pragną Zieloni, oraz wspierać wreszcie tych rolników, którzy naprawdę tego potrzebują. Są to drobni rolnicy, którzy nie weszli ślepo w przemysłową produkcję, lecz podtrzymują obszary rolnicze przy życiu, i tacy, którzy produkują nie tylko żywność. Ich produkty nie są sprzedawane z uwzględnieniem prawdziwych kosztów produkcji. Nie mogą oni konkurować z chińskim mlekiem w proszku. Jednak nadal potrzebujemy ich obecności w naszych wsiach. Ci rolnicy chcą się zmienić, lecz wpadli w bezwzględne sidła gospodarki. Są wśród nich rolnicy młodzi, rolnicy miejscy i wielu innych.

Zieloni walczą o to, by zachować Wspólną Politykę Rolną, ale w zupełnie innym kształcie. Z polityki na rzecz produkcji powinna stać się zintegrowaną polityką żywnościową, która ponownie połączyłaby producentów i konsumentów. Po drugiej stronie politycznego spektrum konserwatywni politycy także chcą zachować WPR, mając nadzieję, że zmiany będą tylko kosmetyczne. Walczą o utrzymanie systemu, z którego najwięcej korzyści czerpią wielcy posiadacze ziemscy i wielkie korporacje produkujące żywność. Ofiarą ich działalności pada środowisko, nasze obszary rolnicze oraz nasze zdrowie.

Ogólnie rzecz biorąc, planowana reforma WPR jest produktem archaicznej, produktywistycznej wizji rolnictwa, jaka została nam w spuściźnie po okresie tużpowojennym. Nie odpowiada ona jednak na wyzwania XXI wieku. Niemniej jednak, mimo rozczarowań, a także ze względu na daleko idący wpływ polityki rolnej na całe społeczeństwo, pozostaje nadzieja, że rolnicy i obywatele sami doprowadzą do korzystnej dla siebie zmiany.

Jeśli WPR nie może się zmienić, to może my się zmienimy…

Przeniesienie zasobów finansowych przypisanych WPR (ponad 373 179 mln euro na lata 2014–2020) na zmiany w obrębie systemów żywnościowych stanowiłoby oczywiście znaczący wkład w ekologiczne przekształcenie naszych gospodarek. Obecnie jest to mało prawdopodobne, ale to nie znaczy, że my, obywatele, politycy, aktywistki, rolnicy, konsumentki nie możemy sami tego dokonać. Wręcz przeciwnie. Wiele akcji obywatelskich, inicjatyw oddolnych, a także wykorzystywanie luk w prawodawstwie pozwala nam przybliżyć się nieco do zrównoważonych systemów żywnościowych.

Belgijscy Zieloni przewodzą działaniom na rzecz poszerzania polityki żywnościowej, ponownie łącząc rolnictwo z resztą gospodarki i próbując ustanowić równowagę jako zasadę żywnościowego łańcucha dostaw. Partia Ecolo znacząco przyczyniła się do wprowadzenia do publicznej debaty problematyki „zrównoważonych systemów żywnościowych”, które belgijska Conseil Fédéral du Développement Durable (Federalna Rada na rzecz Trwałego Rozwoju) definiuje następująco:

Mianem zrównoważonego systemu żywnościowego określamy taki, którego celem jest zagwarantowanie prawa do żywności i który szanuje suwerenność żywnościową. Sprawia on, że odpowiednia ilość zdrowej żywności jest dostępna wszystkim po przystępnych cenach, że w cenie końcowej zawarte są wszystkie koszty produkcji, zewnętrzne koszty i korzyści środowiskowe i społeczne. Wykorzystuje on zasoby naturalne, pozwalając im się odnawiać, i szanuje różne oblicza kultury żywieniowej. Wszyscy uczestnicy łańcucha żywnościowego i rządy powinny wspierać dążenia do zrównoważonego systemu żywnościowego.

Z tak szerokiej definicji Ecolo wyprowadziło kilka najistotniejszych zasad ekologicznych, którymi kieruje się w swoich działaniach w regionie Walonii i Brukseli.

Jedną z największych wad obecnie obowiązującego ujęcia systemów żywnościowych jest faworyzowanie jednej strony łańcucha dostaw: produkcji. Doprowadziło to do sytuacji, w której rolnictwo coraz częściej postrzegane jest jako kolejny sektor przemysłu, który wytwarza towary o jak najniższej cenie. Zapominając o specyficznym charakterze rolnictwa, udało nam się zmienić ten niezwykle ważny sektor w przemysłową maszynę zdolną do zatruwania ludzi i niszczenia zasobów naturalnych, od których sam jest zależny. Zieloni zdecydowanie sprzeciwiają się tej wizji, przekonani o wyjątkowym charakterze rolnictwa. Uważamy, że ten sektor gospodarki nie powinien być traktowany jak każdy inny. Skoro żywność historycznie stanowi tak ważny element cywilizacji, mamy uzasadnioną nadzieję, że sektor rolniczy będzie stanowił samo serce fundamentalnej zmiany, do której nawołujemy.

Konsumenci czy koproducenci?

Drugą dysfunkcją dominującego dzisiaj modelu rolnictwa jest szybko poszerzająca się przepaść między producentami a konsumentami. Zmiany demograficzne oraz urbanizacja, a także industrializacja sektora rolniczego doprowadziły do tego, że większość konsumentów niewiele wie na temat jedzenia, jakie spożywa – skąd ono pochodzi, jak się je produkuje, kiedy można je spożywać, jak należy je przygotowywać itd.

Długi i złożony łańcuch dostaw żywności ma oczywiste skutki środowiskowe (powiązane z transportem żywności itd.), lecz również mniej oczywiste skutki gospodarcze, społeczne i kulturalne. Pod naciskiem ze strony największych aktorów tego łańcucha (przetwórców i sprzedawców) oraz ze względu na presję na niskie ceny, producenci pierwotni są zmuszani do przyjęcia na siebie rosnącego ryzyka – kosztem wieloletnich tradycji, naszego zdrowia i środowiska naturalnego. Dlatego Zieloni uczynili z ponownego powiązania konsumentów z producentami samo sedno politycznej strategii nakierowanej na tworzenie zrównoważonych systemów żywieniowych, promując krótki łańcuch dostaw, bezpośrednie relacje konsumenta z producentem oraz rolnictwo na terenach miejskich.

Rolnicy przyczyniający się do relokalizacji rolnictwa powinni zostać nagrodzeni odpowiednimi cenami żywności, odzwierciadlającymi wszystkie pozytywne i negatywne czynniki zewnętrzne powiązane z jej produkcją. Dopóki tego nie zrobimy i dopóki nie dokona się skuteczna relokalizacja rolnictwa, Zieloni będą koncentrować się na wzmocnieniu pozycji producentów wobec sprzedawców i przetwórców, tak by mieli oni więcej do powiedzenia w ustalaniu cen żywności.

  • Jesteś tym, co jesz
  • Industrializacja rolnictwa uczyniła z konsumentów ofiary zwiększonej ilości pestycydów i nawozów, zmniejszonej ilości składników odżywczych w żywności (np. przy masowej produkcji żywności niesezonowej), zwiększenia ilości soli, cukru i tłuszczów w produktach końcowych dzisiejszego systemu żywnościowego: posiłków gotowych oraz fast foodu. Obecnie nikt już nie kwestionuje negatywnych skutków tych zmian żywieniowych. Jednakże istnieją różne interpretacje kulturowe tego, czym jest „zdrowa” żywność. Mimo tych różnic, mamy coraz więcej dowodów, że ograniczenie spożycia mięsa oraz odżywianie się produktami sezonowymi i świeżymi jest bardzo korzystne. Potwierdza to nasze argumenty ekologiczne za relokalizacją rolnictwa – świeża żywność musiałaby najprawdopodobniej pochodzić z lokalnych obszarów rolniczych, a nie z importu. Zrównoważona żywność jest więc jednocześnie zdrowa.

  • Zrównoważona żywność to zarazem smak i wysoka jakość
  • Zieloni nie mają monopolu politycznego na zdrową żywność. Dysponują jednak sposobem na połączenie jakości, zrównoważenia i przyjemności. Jedzenie to czynność istotna społecznie, mająca swoje znaczenia kulturowe i będąca momentem świętowania, które powinno być przyjemne i radosne. Miłość do dobrego jedzenia i docenienie tego, czym w istocie jest posiłek, stanowią kluczowy krok ku zrównoważonej żywności. Ponowne odkrycie smaku i kultury związanej z jedzeniem zachęci konsumentów do zwrócenia większej uwagi na żywność, którą spożywają, oraz na sposoby jej przygotowania. W środowisko wielokulturowym ma to tym większe znacznie, gdyż argument „zdrowia” nie zawsze jest na tyle silny, by znacząco wpłynąć na nawyki żywieniowe. Wysokiej jakości żywność powinna więc być smaczna, zdrowa, przyjazna środowisku, akceptowalna społecznie i powstała w poszanowaniu dla kultury.

  • Żywność jest zrównoważona, gdy jest dostępna dla każdego
  • Łatwo zdezawuować przytoczone tu argumenty jako dyskusję elit, zarezerwowaną dla nielicznych uprzywilejowanych, którzy mogą sobie pozwolić na myślenie o jakości, podczas gdy pozostali walczą o to, by zdobyć wystarczającą ilość żywności, wszystko jedno jakiej.

    Ale żywność wysokiej jakości nie musi być przywilejem. W gruncie rzeczy to, że zdrowa żywność wysokiej jakości jest droższa, jest jednym z najtrudniejszych do obalenia mitów. Ogólny koszt (w kategoriach tak ekonomicznych, jak i środowiskowych czy społecznych) żywności produkowanej przemysłowo – jest znacznie wyższy niż koszty wytworzenia sezonowej, lokalnie i organicznie wyprodukowanej żywności. Niestety dla wielu konsumentów rzeczywistość stanowią przemysłowo wytworzone produkty, które nadal są tańsze w supermarketach.

    Zrównoważona żywność faktycznie jest kosztowna, ale głównie jeśli chodzi o wiedzę i świadomość. Trzeba dokładnie wiedzieć, co kupować, jak nawiązać i utrzymać bezpośredni kontakt z producentami, gdzie znaleźć świeże produkty. Lepsze zrozumienie tego, jak żywność dostaje się z pola na widelec, oraz lepsza wiedza o alternatywnych możliwościach dostawy (innych niż markety) stanowią klucz dla gospodarstw domowych, które mają skierować się ku bardziej zrównoważonym wzorcom konsumpcji.

  • Zrównoważone jedzenie – akt solidarności
  • Tak jak pokazano wyżej, konsumenci są współproducentami w tym sensie, że ponoszą wspólną odpowiedzialność za to, jak żywność jest produkowana w ich kraju, a także za granicą. Akt konsumpcji ma z tego względu istotne skutki dla żywnościowego bezpieczeństwa i suwerenności danego państwa. Nigdy w historii nie produkowaliśmy tyle jedzenia i nie zajmowaliśmy tyle ziemi pod uprawy, mając zarazem tak niewielu rolników jak dzisiaj. W ciągu 30 lat (1980–2010) Belgia straciła 63 proc. swoich gospodarstw rolnych i 45 proc. rolników, a średni obszar zajmowany przez jedno gospodarstwo się podwoił. W tym kontekście żadna żywność nie może być nazwana zrównoważoną, niezależnie od tego, jak wysokie będą standardy środowiskowe i zdrowotne, jeśli jej produkcja, dystrybucja i konsumpcja niszczy tkankę społeczną obszarów rolniczych. Bez udziału głównych aktorów: rolników, nie powstanie żaden zrównoważony system żywnościowy.

    GEJ LOGO (220x220)Artykuł „From the Common Agricultural Policy to sustainable food systems” ukazał się w „Green European Journal”. Przeł. Katarzyna Sosnowska.

    zp8497586rq

    Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.