III Grodziski Festiwal Permakultury „Symbioza” organizowany przed Stowarzyszenie Moc Korzeni pokazał, że w świecie pełnym hałasu i pośpiechu wciąż istnieje głód spokojnej, sensownej rozmowy o tym, jak żyć — z ziemią, z innymi ludźmi i z samymi sobą — trochę mądrzej i łagodniej.
Weekend, który nie był „jeszcze jednym eventem”
Przez dwa dni Dworek Adama Chełmońskiego stał się miejscem spotkania światów, które rzadko się przecinają. Z jednej strony naukowcy i praktycy: m.in. dr hab. Paulina Kramarz, dr Anna Traut-Seliga, prof. Piotr Skubała, dr Magdalena Ochwat, Zofia Seliga, dr Joanna Erbel, Ewa Sufin-Jacquemart, edukatorzy związani z Fundacją Strefa Zieleni, Koalicją Żywa Ziemia czy lokalnymi inicjatywami ogrodowymi. Z drugiej – mieszkańcy, edukatorzy, rodzice, rolnicy, artyści.
Wspólny mianownik był prosty: potrzeba zrozumienia, jak to wszystko się ze sobą łączy. Coraz więcej osób czuje, że zmiana nawyków konsumenckich czy segregacja śmieci to za mało. Szukamy przestrzeni, w której można zadać trudniejsze pytania – o sens, odpowiedzialność i kierunek, w którym zmierzamy jako wspólnota..
Wspieraj niezależne dziennikarstwo
Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.
O czym naprawdę był ten festiwal
Na papierze program wyglądał bardzo specjalistycznie: mikoryza, bezpieczeństwo żywnościowe, komunikacja roślin, zdrowie publiczne, klimat. W praktyce była to jedna opowieść — o relacjach. O tym, co dzieje się, gdy je zrywamy, i co się pojawia, gdy próbujemy je odbudować.
Opowieści o podziemnych sieciach grzybni szybko przestały być tylko nauką. Stały się metaforą. Bo kiedy słyszysz, że drzewa współpracują i dzielą się zasobami, trudno nie zapytać: jak wygląda nasz ludzki „las”? Kolejne wystąpienia tylko pogłębiały ten obraz. Żywność, zdrowie, klimat i gospodarka nie są osobnymi tematami, ale jednym systemem, który przez lata opierał się na eksploatacji. I który dziś wystawia rachunek.
Szczególnie wyraźnie wybrzmiał wątek „jednego zdrowia”: człowieka, zwierząt i środowiska, o którym mówili wspólnie dr n. wet. Michał Kaczorowski, dr hab. Paulina Kramarz i Dyrektor Biura Oświaty Gminy Grodzisk Mazowieck Cezary Skalski. Jeszcze niedawno taka perspektywa wydawała się niszowa, dziś brzmi jak coś oczywistego – choć wciąż zbyt rzadko przekładane na praktykę instytucji, polityk i codziennych wyborów.
Permakultura jako narzędzie, nie hasło
Na tym tle permakultura przestaje być hobby czy estetyką ogrodu. Staje się sposobem patrzenia na świat. Zamiast myślenia w kategoriach „zasobów” proponuje myślenie w kategoriach relacji. Zamiast maksymalizacji – trwałość. Zamiast kontroli – współpracę.
Nie daje gotowych recept. Raczej zestaw pytań: co mogę zrobić tu, gdzie jestem? Jak zaprojektować przestrzeń – ogród, szkołę, przedszkole, społeczność – tak, żeby jak najwięcej potrzeb było zaspokajanych lokalnie, przy mniejszej zależności od zewnętrznych zasobów? Jak sprawić, żeby woda, jedzenie, pieniądze i emocje nie wyciekały bokami z systemów, w których żyjemy i które tworzymy?
To myślenie wybrzmiewało nie tylko w wykładach, ale też w tym, jak festiwal został zbudowany: przy wsparciu lokalnych partnerów, organizacji proekologicznych, ruchów miejskich i nieformalnych grup sąsiedzkich, które na co dzień zajmują się edukacją, ogrodnictwem, kulturą czy włączaniem osób z doświadczeniem kryzysu zdrowia, niepełnosprawności lub wykluczenia.
Muzyka, która domyka sens
Festiwal nie zatrzymał się na wykładach – i dobrze, bo wtedy byłby po prostu konferencją. Muzyka domknęła to, o czym przez cały dzień mówiło się w teorii.
Występ orkiestry osób z niepełnosprawnościami, związanej z grodziską szkołą specjalną i lokalnymi organizacjami wspierającymi osoby z niepełnosprawnościami, był jednym z najmocniejszych momentów. Nie jako „element programu”, lecz realne doświadczenie wspólnoty. Publiczność nie oglądała „terapii zajęciowej”, tylko pełnoprawny koncert, który zebrał szczere brawa. Taki gest – włączenie orkiestry w sam środek festiwalu permakultury – bardzo jasno pokazywał, że troska o ludzi nie jest dodatkiem do dbałości o środowisko ale jej integralną częścią.
Podobnie Biały Chór – zespół śpiewający tradycyjne pieśni – wniósł do festiwalu coś więcej niż tylko „ładny koncert”. Jego mocne brzmienie przypomniało, że kultura nie zawsze była produktem do kupienia, ale sposobem bycia razem: śpiewem do pracy, do świętowania, do żegnania i witania świata. W przestrzeni dworku te głosy wybrzmiały jak przypomnienie, że „korzenie” to nie tylko systemy korzeniowe drzew, ale też język, melodie i rytuały, które splatają ludzi w coś więcej niż przypadkową publiczność
W tym sensie „symbioza” wydarzyła się nie tylko w referatach, ale w praktyce — w tym, jak obok siebie stanęły nauka, sztuka, doświadczenie osób z niepełnosprawnościami i codzienność lokalnej społeczności.
Wspieraj niezależne dziennikarstwo
Dzięki Tobie możemy tworzyć rzetelne treści i rozwijać portal.
Miejsce, które ma korzenie
Dworek Adama Chełmońskiego nie jest neutralną przestrzenią wynajętą „pod wydarzenie”. To miejsce, które żyje warsztatami, spotkaniami, koncertami, sąsiedzką codziennością, prowadzonymi tu przez zespół dworku i współpracujące z nim organizacje. Ta ciągłość była podczas festiwalu mocno wyczuwalna.
Ludzie nie zachowywali się jak publiczność odhaczająca program, tylko jak współgospodarze. Ktoś przyszedł „na chwilę” po rodzinnej uroczystości i został na pół dnia. Ktoś przyprowadził dzieci, żeby pobiegały po parku między namiotami, stoiskami i grą terenową, przygotowaną we współpracy z lokalnymi edukatorami i animatorkami. Ktoś został dłużej po wykładzie, bo „dobrze się tu siedzi”.
To drobiazgi, ale właśnie one pokazują, czy miejsce naprawdę działa. Dworek daje poczucie kameralności i „bycia u siebie” — nawet jeśli przyjeżdża się tu z drugiego końca miasta. I może dlatego festiwal tak dobrze się w nim ukorzenił: nie został „wklejony” w przypadkową salę, tylko trafił na glebę, którą od lat przygotowują gospodarze, społecznikowskie stowarzyszenia, grupy sąsiedzkie i ruchy ekologiczne współpracujące przy programie.
Co z tego wynika
Można potraktować Grodziski Festiwal Permakultury jak kolejne wydarzenie w kalendarzu. Można też zobaczyć w nim coś więcej – ćwiczenie z wyobraźni.
Jak wyglądałoby życie w mieście i okolicy, gdyby zasady permakultury potraktować poważnie nie tylko w ogrodzie, ale też w edukacji, zdrowiu, politykach lokalnych, relacjach społecznych? Co by się zmieniło, gdyby „troska o ziemię, troska o ludzi i dzielenie się nadmiarem” stały się realnym filtrem decyzji, a nie tylko hasłem?
Nie ma tu prostych odpowiedzi – i może właśnie dlatego ten format ma sens. Bo największą wartością tego weekendu było coś innego: stworzenie przestrzeni, w której można się zatrzymać, posłuchać i zadać sobie pytania, na które na co dzień brakuje czasu.
Po trzech edycjach widać, że to nie jest jednorazowy projekt, ale proces – coś, co powoli się zakorzenia. A Dworek Adama Chełmońskiego, ze swoją kameralnością i poczuciem „bycia u siebie”, sprawia, że ta wspólnota nie pozostaje tylko ideą, lecz staje się doświadczeniem naprawdę bliskiego, ludzkiego spotkania, współtworzonego przez sieć osób, organizacji i ruchów, które na co dzień pracują na rzecz bardziej żywej, sprawiedliwej i współczującej relacji z ziemią.






