Ministerstwo Energii opublikowało projekt rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków funkcjonowania systemu elektroenergetycznego. Część przepisów poruszyła środowisko energetyki rozproszonej – operatorzy sieci dystrybucyjnej mają uzyskać prawo do odłączania mikroinstalacji od sieci.
Chodzi o kontrolowanie sytuacji, w której w sieci pojawia się nadwyżka energii. Najczęściej ta sytuacja występuje w słoneczne dni, gdy nie ma dużego zapotrzebowania na energię (np. weekendy). Obecnie operatorzy sieci dystrybucyjnych mogą reagować, ograniczając produkcję energii w instalacjach OZE o mocy powyżej 50 kW.
Inne narzędzie wykorzystują Polskie Sieci Elektroenergetyczne, które odpowiadają za sieć przesyłową. PSE ma prawo wyłączyć instalacje pogodozależne przyłączone do sieci przesyłowej w sytuacji nadwyżki energii w sieci. W 2025 zmarnowaniu uległo aż 1 TWh energii ze słońca i 0,4 TWh energii z wiatru – to dwukrotnie więcej, niż w 2024. Redysponowaniu mogą podlegać instalacje OZE o mocy zainstalowanej powyżej 10 kW.
Ten zabieg dotknął m.in. spółdzielnie energetyczne – Żerkowska Spółdzielnia Energetyczna w 2024 roku otrzymała kilkakrotnie polecenie wyłączenia farmy fotowoltaicznej, która jest głównym źródłem energii dla Gminy Żerków. Jest to niepokojąca sytuacja, w której za niezbilansowanie systemu elektroenergetycznego obarczana jest spółdzielnia, której głównym zadaniem jest lokalne dostarczanie energii dla swoich członków.
Projekt rozporządzenia rozszerza przepisy zawarte w Instrukcji Ruchu i Eksploatacji Sieci Dystrybucyjnej na mikroinstalacje, których właścicielami najczęściej są zwykli obywatele. Operatorzy sieci dystrybucyjnych mają zainstalować prosumentom własne urządzenia do sterowania produkcją energii. Dzięki nim, operatorzy mogą odłączyć instalację w przypadku, gdy:
- moduł wytwarzania energii nie spełnia wymagań określonych w warunkach przyłączenia
- jego funkcjonowanie stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa pracy sieci, a operator systemu elektroenergetycznego nie ma możliwości zdalnego wyłączenia instalacji
- właściciel instalacji odmówi zainstalowania portu RS 485 przez operatora sieci dystrybucyjnej, lub dokona demontażu, uszkodzenia lub ingerencji w port
- stwierdzono działania właściciela modułu wytwarzania energii skutkujące przerwaniem komunikacji z urządzeniami lub systemami właściwego operatora systemu elektroenergetycznego
Minister Motyka zaznacza w swoich ostatnich wystąpieniach, że powyższe zmiany zostały zaproponowane przez samych operatorów. Co na temat tych propozycji uważają eksperci?
Jak mówi ekspert od prosumeryzmu z Politechniki Śląskiej, dr inż. Krzysztof Bodzek, “warto spojrzeć na te zmiany chłodnym okiem. Wiele z opisywanych aspektów w praktyce funkcjonuje już od dawna dla instalacji powyżej 10 kW – zapisy w IRiESD ( Instrukcja Ruchu i Eksploatacji Sieci Dystrybucyjnej) istnieją co najmniej od 2016 roku. Obecna zmiana to przede wszystkim obniżenie progu wymagań oraz wymóg techniczny w postaci instalacji urządzeń po stronie operatora. Niepokoi jednak co innego: brak precyzyjnego opisu warunków, na jakich ma odbywać się przejęcie kontroli nad falownikiem. Brak szczegółowych wytycznych w tym zakresie tworzy niepotrzebne pole do nadużyć i ryzyko techniczne. Podsumowując: problem ze zmianą wpływu operatorów na mikroinstalacje jest nieco wyolbrzymiony, ale obawy dotyczące braku jasnych zasad sterowania są w pełni uzasadnione”.
Niezbilansowanie systemu elektroenergetycznego – jak duży jest problem?
System energetyczny budowany w Polsce od czasów II RP był przystosowany do kilku centralnych źródeł energii i rozproszonych odbiorców. Wraz z rozwojem energetyki odnawialnej, a szczególnie tej prosumenckiej, kierunek przesyłu energii uległ zmianie – teraz każdy z nas może być wytwórcą energii. Jak podaje Urząd Regulacji Energetyki, w 2024 r. prosumenci odpowiadali za 97,2% energii słonecznej wprowadzonej do sieci.
Mikroinstalacja – instalacja OZE o mocy zainstalowanej nie większej niż 50 kW. Jak podaje Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej (PTPiREE), średnia moc zainstalowana mikroinstalacji PV w 2025 r. to ok. 11,6 kW.
To właśnie energetyka słoneczna zaliczyła największy skok w mocy zainstalowanej od początku transformacji. W latach 2020-2025 OZE potroiły swoją moc zainstalowaną w polskim miksie energetycznym, przy czym elektrownie słoneczne zwiększyły swoją moc z 3,96 GW do aż 24,81 GW (za: MKiŚ). Fotowoltaika odpowiada za ponad 62% mocy OZE (dane na koniec 2024 r.), a miażdżąca większość tych instalacji to instalacje prosumenckie.
Przy takim zestawieniu liczb nie da się nie stwierdzić, że prosumenci napędzają transformację polskiej energetyki w kierunku OZE. Żadna spółka, ani państwowa, ani prywatna, nie poczyniła tak dużych inwestycji w OZE, jak zwykli obywatele. Na pochwałę zasługują oczywiście systemy wsparcia i dofinansowania, które umożliwiły inwestowanie we własne instalacje. Dzięki efektowi skali, instalacje fotowoltaiczne stały się tańsze – w 2010 roku cena modułu fotowoltaicznego wynosiła 10 tyś. zł za kW, zaś obecnie wynosi 2-3 tyś. zł za kW.
Transformacja w kierunku energetyki rozproszonej wiąże się z kosztami modernizacji sieci. Polskie Sieci Elektroenergetyczne deklarują konieczność inwestycji na poziomie 75 mld zł. Miliardy złotych na modernizację sieci popłynęły do spółek dystrybucyjnych (m.in. z KPO i NFOŚiGW). Bank Gospodarstwa Krajowego podaje, że łączne wydatki związane z modernizacją sieci przesyłowych i dystrybucyjnych wyniosą nawet 500 mld zł. Ciężko jest ocenić, czy działania modernizacyjne nie powinny zajść wcześniej – kierunek transformacji ku OZE jest znany przecież od dziesięcioleci. Nowością są inwestycje w wielkoskalowe magazyny energii, elektrownie szczytowo-pompowe, a także mechanizmy rynkowe uelastyczniające dystrybucję energii elektrycznej, jednak jakość sieci elektroenergetycznych wydaje się podstawą, która została pominięta na początku transformacji.
Minister reaguje – nie wszystkie propozycje OSD przejdą
Na początkowe poruszenie środowisk prosumenckich zareagował Minister energii Miłosz Motyka. W ramach swoich wystąpień z początku czerwca, wykluczył możliwość wdrożenia przepisu o wyłączaniu mikroinstalacji przez OSD. Podkreślił, że projekt rozporządzenia jest w fazie konsultacji.
Podczas konsultacji poszukiwany będzie więc konsensus między bezpieczeństwem działania sieci, a prawem prosumentów do produkcji zielonej energii. Wydaje się, że Ministerstwo Energii stoi murem za obywatelami zaangażowanymi w energetykę rozproszoną. Trudno jednak mówić, że prosumenci mogą odetchnąć spokojnie – w przyszłości pojawią się z pewnością kolejne postulaty ze strony operatorów sieci, które będą wpływały na produkcję energii z mikroinstalacji. Stanowią one zbyt dużą część zainstalowanej mocy OZE, która pozostaje bez kontroli państwowych spółek.
Bez prosumentów nie ma transformacji energetycznej
Polska jest doskonałym przykładem tego, jak duży wkład w transformację w kierunku energetyki rozproszonej mają obywatele. Jednocześnie, poruszenie prosumentów uwydatniło opieszałość w transformowaniu całego systemu elektroenergetycznego. Czy to prosumenci powinni być więc “karani” za brak spójnej wizji transformacji?
W dyrektywie RED II wyróżnia się pozytywny wpływ prosumentów i społeczności energetycznych chociażby na kwestie lokalnego bilansowania energii, zwiększania mocy zainstalowanej w OZE czy akceptacji społecznej zmian w energetyce.
Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu wskazuje, że “kierunkiem zmian jest uczynienie z prosumentów świadomych uczestników rynku”, co po części wpisuje się w wyżej opisane zmiany w uprawnieniach operatorów sieci dystrybucyjnych. Trudno jednak nie zauważyć niefortunnej kolejności tych zmian, w ramach których najpierw umożliwiono prosumentom objęcie czołowej pozycji w produkcji odnawialnej energii w polskim systemie elektroenergetycznym, a dopiero teraz poszukuje się możliwości kontroli tego zjawiska – kosztem samych prosumentów. Na szczęście projekt nowego rozporządzenia sieciowego jest w fazie konsultacji, co umożliwia interwencję środowisk prosumenckich.
O zdanie zapytaliśmy prezesa Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Energetycznych, Łukasza Pałuckiego:
„Mam poważne wątpliwości, czy zaproponowane zmiany są w obecnych warunkach wdrożeniowe. Głównym problemem jest niski poziom cyfryzacji państwowych spółek energetycznych, które mimo wysokich zasobów kapitałowych, nie radzą sobie z podstawową informatyzacją. Przykładem jest choćby trzyletni brak skutecznego systemu rozliczeń dla spółdzielni energetycznych – wiele z nich do dziś czeka na rozliczenia lub realizuje je w trybie ręcznym. Skrócenie czasu zmiany sprzedawcy do 24h w realiach państwowych molochów pozostaje jedynie mrzonką; przepis może wejść w życie, ale nie będzie przestrzegany.
Kluczową kwestią jest też brak jasności co do technicznych standardów komunikacji urządzeń nadzorczych z siecią OSD. Dodatkowo, plany Ministerstwa Cyfryzacji dotyczące odłączenia falowników od internetu z powodów bezpieczeństwa cybernetycznego stawiają cały projekt pod dużym znakiem zapytania.
Niepokojące są również doniesienia z Ministerstwa Rozwoju i Technologii dotyczące magazynów energii. Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej i Magazynowania Energii słusznie wskazuje, że rygorystyczne wymogi montażowe mogą skutecznie zablokować rozwój domowych magazynów. W efekcie, zamiast efektywnej transformacji, otrzymamy model, w którym monopolista ogranicza naszą produkcję, a my tracimy możliwość jej przechowywania. To prosta droga do dalszych podwyżek cen energii. Niestety, zapowiadany „pakiet antyblackoutowy” Ministra Motyki z lipca 2025 r. okazuje się szeregiem niekorzystnych dla społeczeństwa regulacji, realizujących interesy firm, które już teraz budzą powszechną niechęć.”
