Wydarzenia w Bielsku nie stanowią zwykłej awarii. Dokumenty, do których dotarliśmy, tworzą kronikę zaniedbań, które doprowadziły do stanu, w którym rzeka przestała pełnić swoje funkcje biologiczne. Jak mówi radny Bartosz Zinkiewicz:
„Temat zanieczyszczeń ze strony zakładu Laktopol-B pojawił się już w mediach ogólnopolskich, jednak urzędnicza machina jedynie gra na zwłokę, a sprawa właśnie doszła do krytycznego punktu.”
Ale to, co wylewa się z rur, stanowi jedynie wierzchołek góry lodowej. Prawdziwy problem leży w tym, na co my wszyscy się zgadzamy, kupując produkty odzwierzęce.
Raport o destrukcji – Fakty, liczby i ludzie, którzy powiedzieli „dość”
Zakład Laktopol-B od lat znajduje się w centrum publicznej dyskusji dotyczącej oddziaływania na środowisko. Oficjalna dokumentacja PWIOŚ stanowi wstrząsający zapis tego, jak daleko przesunięto granice eksploatacji rzeki.
1. Skala skażeń – liczby, które mówią same za siebie
- 28 października 2025 r. stwierdzono przekroczenie zawiesiny ogólnej do poziomu 1100 mg/l (norma 35 mg/l) oraz ChZT na poziomie 1255 mg/l.
- 20 listopada 2025 r. wyniki były jeszcze bardziej drastyczne. ChZT wyniosło 2200 mg/l (norma 125 mg/l), a wskaźnik BZT5 osiągnął 700 mg/l (norma 25 mg/l). Oznacza to przekroczenie normy aż 28-krotnie.
- Marzec–maj 2026 r. kontrole potwierdziły, że problem nie został rozwiązany. Systematyczne przekroczenia azotu, fosforu, zawiesiny i BZT5 występowały nadal.
Co oznaczają te liczby w praktyce?
BZT5 (Biochemiczne Zapotrzebowanie na Tlen)
Wynik 700 mg/l wskazuje na skrajne wyczerpanie zasobów tlenu i warunki, w których większość organizmów wodnych nie jest w stanie przetrwać.
ChZT (Chemiczne Zapotrzebowanie na Tlen)
Tak drastyczne przekroczenia wskazują na ogromne obciążenie rzeki substancjami, których środowisko nie jest w stanie skutecznie rozłożyć i zneutralizować.
Zawiesina powoduje stopniowe pokrywanie dna rzeki warstwą osadów. Ikra ryb obumiera, a mikroorganizmy odpowiedzialne za naturalne procesy oczyszczania wody zostają wypierane.
2. Społeczny front
W urzędniczym marazmie sprawę rzeki Białej wyciągnęli z cienia konkretni ludzie. Radny Bartosz Zinkiewicz stał się głosem rzeki w urzędowych gabinetach. Jego interpelacje przestały być prośbami, a stały się żądaniami, które zmusiły organy do zajęcia stanowiska.
Obok niego stanęło stowarzyszenie „Nasz Bielsk”, dokumentujące każdy krok tej sprawy.
3. Procedury, które budzą poważne wątpliwości
Inspekcje ujawniły stosowanie instalacji, które według dokumentacji nie figurowały w pozwoleniu zintegrowanym.
W protokołach odnotowano również zaniki danych w systemach komputerowych, tłumaczone „rozładowaną baterią”. Wszystko to działo się w czasie, gdy stan rzeki budził coraz większe obawy mieszkańców, przyrodników i organizacji społecznych.
4. Farsa administracyjna i brak skuteczności organów
Za katastrofalny stan rzeki potężny zakład został ukarany mandatami na łączną kwotę zaledwie 4 000 złotych.
Jak mówi radny Bartosz Zinkiewicz:
„Chcemy pokazać opinii publicznej w całym kraju ten absurd – rzeka jest martwa, winny jest wskazany palcem, a instytucje państwowe od kilku lat przerzucają się papierami.”
WIOŚ Białystok – mimo stwierdzonych nieprawidłowości ponownie przesunął termin decyzji dotyczącej wstrzymania użytkowania oczyszczalni.
Starostwo Powiatowe – od sierpnia 2023 r. prowadzi postępowanie w sprawie cofnięcia pozwolenia zintegrowanego. Termin był wielokrotnie przesuwany, a kolejny wyznaczono na 1 lipca 2026 r.
W przestrzeni publicznej pojawiły się również informacje o rozważaniu ograniczenia pozwolenia, mimo że zakład nie spełniał dotychczasowych norm.
Czy tylko rzeka umiera?
Wszyscy jesteśmy wściekli na fetor, na martwe ryby i na opieszałość urzędników. Ale zadajmy sobie pytanie: dlaczego ten zakład w ogóle istnieje?
Laktopol-B stanowi końcowe ogniwo przemysłu, który przetwarza produkty pochodzenia zwierzęcego. Rzeka Biała umiera jako cichy świadek moralnego upadku, w którym przemysłowa eksploatacja zwierząt i środowiska stała się normą,
Wszyscy uczestniczymy w podtrzymywaniu tego systemu, jeśli nadal finansujemy go zakupami produktów odzwierzęcych.
Ten zakład istnieje tylko dlatego, że istnieje popyt. Każda złotówka wydana na nabiał czy mięso stanowi wsparcie dla modelu produkcji.
Trudno nie dostrzec hipokryzji w naszym podejściu. Oburzamy się na skutki, ale znacznie rzadziej rozmawiamy o źródłach problemu. Potępiamy skażenie rzeki, lecz nie kwestionujemy systemu, który traktuje żywe czujące istoty jak surowiec, a środowisko jak zasób do nieograniczonej eksploatacji.
Jeśli ten zakład ma zostać zamknięty – a skala ujawnionych nieprawidłowości rodzi poważne pytania o możliwość dalszego funkcjonowania go w obecnej formie – to musi również zniknąć popyt, który napędza jego działalność. Dopóki płacimy za produkty, których rzeczywista cena obejmuje cierpienie zwierząt, degradację środowiska i koszty ponoszone przez lokalne społeczności, pozostajemy częścią tego mechanizmu.
Przypadek Bielska nie jest odosobnionym incydentem. To jeden z przejawów szerszego problemu, którego skutki obserwujemy w całym kraju.
Tworzymy przemysłowe fermy i systemy masowej eksploatacji i cierpienia zwierząt na niespotykaną wcześniej skalę. Każdego dnia miliony czujących istot żyją i giną w warunkach podporządkowanych wyłącznie wydajności produkcji.
Jako społeczeństwo ignorujemy te koszty tak długo, jak długo pozostają niewidoczne. Reagujemy dopiero wtedy, gdy pojawia się fetor, gdy zanieczyszczenia trafiają do wód, gdy degradacja środowiska zaczyna bezpośrednio wpływać na nasze życie.
Nie widzimy ofiar. Nie widzimy cierpienia. Nie widzimy pełnej ceny tego systemu.
A później dziwimy się, że mechanizm, który sami stworzyliśmy, obraca się przeciwko nam.