Monika: Dominiko, jesteś artystką, a ja naukowczynią społeczną – porozmawiajmy o sztuce i przyrodzie. Nie w sensie teorii czy historii sztuki przedstawiającej naturę, ale o stanie świadomości, komunikowanym przez naturę wyobrażaną przez sztukę. Socjolog Hartmut Rosa pisze o rezonansie, czyli o szczególnej właściwości relacji człowieka ze światem. Jest to niejednoznaczny, nieliniowy sposób tworzenia więzi między istotami i rzeczami, które mogą być bliskie lub odległe. Rezonans sprawia, że uczestniczący w nim w zasadniczy sposób zmieniają się wzajemnie. Świat w ten sposób „mówi” do nas i słuchanie go sprawia, że pojawiają się doświadczenia nadające i tworzące sens. Nie da się go kupić, spowodować, wyprodukować, zaplanować – ale też nie jest przypadkiem, nie wydarza się mimo woli. Udział w nim wymaga dyscypliny, cierpliwości i świadomości. Dzięki rezonansowi możliwa jest regeneracja społeczeństw ludzkich. Jednym z potężnych nośników rezonansu jest sztuka. Dlatego nie jest to działalność czysto pięknoduchowska, lecz coś, co ma praktyczną moc generowania nowej energii.
Dominika: : Chwyta mnie wzruszenie, kiedy myślę że to już nasz ostatni odcinek dwugłosu. To była i jest niezwykła podróż, przez którą moje myślenie i podejście do pracy uległo głębokiej przemianie. Takiej przemianie, która przynosi spokój. Jak nowość, którą zawsze się znało. Kocham Twoje podejście do sztuki Monika, bo prowadzi mnie ono prosto do tego co dla mnie w sztuce najważniejsze, choć nie da się tego w jednym zdaniu ująć. Kiedyś w jakimś opisie swojej praktyki artystycznej napisałam że sednem mojej sztuki jest kontakt. A Ty napisałaś, że praca jest spotkaniem ze światem. I przypomina mi się znowu odwaga bycia razem Paula Tillicha.
Sztuka jest wyjściem świata wewnętrznego, duchowego do świata materialnego, wspólnego. To spotkanie jest jakąś alchemią i myślę że tak, dokładnie tak jak mawiał Mamet, sztuka przynosi pokój, scala świat, a nawet jeśli nie wynika z tego synteza to sztuka może stać się miejscem do konfrontacji różnych świata wymiarów. Jest to też dziedzina w której kluczowe jest działanie z intuicji, a więc i trzeba, zajmując się sztuką, mieć w sobie obszar ciszy, gotowości do usłyszenia, zobaczenia, przyjęcia czegoś. Pisanie z Tobą dało mi regularną motywację, żeby do tego miejsca powracać. Bardzo Ci za to dziękuję.
Chciałabym porozmawiać o psach. Wokół nich rozgrywał się mój ostatni projekt. To jest punkt z którego wychodzę. Mój tata miał tragiczną śmierć, rzadko rozmawialiśmy w ostatnich latach jego życia, które również było naznaczone chorobą i nieszczęściem. Kiedy umarł zostawił po sobie szczeniaczka, Axela. Pamiętam go, wystraszonego, w kartonowym pudle, w samochodzie mojego brata. Piotrek i jego żona zaadoptowali go. Zobaczyłam go po raz kolejny dopiero po kilku latach. Był zupełnie beztroski, taki radosny rozrabiaka… Stał się symbolem nadziei. To nie była ani oficjalna ani jedyna inspiracja dla wystawy, ale tutaj, Axel z mojej zupełnie prywatnej historii, z głębi żałoby prowadzi nas do jaskini, do miejsca gdzie my i nasze otoczenie znowu jesteśmy razem, gdzie wibrujemy życiem, tak jak i on i ściany jaskini wibrują ziemią, minerałami z leśnej gliny, z której cała instalacja była zrobiona.

Axel, Dominika Kieruzel, 2024, rzeźba i instalacja, drewno, surowa glina z Lessness Abbey Woods, płótno
Monika: To niezwykła rzeźba i przejmująca opowieść. Axel kojarzy mi się ze średniowiecznymi postaciami psów pilnującymi nagrobkowych rzeźb królów i książąt w świątyniach, na przykład w bazylice w Saint Denis. Psy pełnią rolę symboli siły i lojalności. Mają zawsze otwarte oczy, co symbolizuje wiarę w Zmartwychwstanie, a ich wzrok bywa skierowany jest ku wschodzącemu słońcu. Pies strzeże zmarłego, ale też jest jego przewodnikiem. Więc w tym sensie – tak, też widzę, że te wyrzeźbione psy mają za zadanie zaprowadzić nas gdzieś, do naszych korzeni, do przestrzeni, gdzie jesteśmy znów razem.
I tu z kolei przychodzi mi na myśl ikoniczne wyobrażenie świętego Rocha z psem, na przykład na rzeźbie z Bilej Hory w Pradze, gdzie pies ma niemal taki sam wyraz pyska, jak Twój Axel. Świętego Rocha uważa się za patrona psów, ponieważ legenda głosi, że jeden z nich lizał jego rany i przynosił mu chleb, gdy cierpiał na dżumę (kiedy rozmawiamy o tym, akurat w radio dochodzą niepokojące wieści o śmierci badaczki syberyjskiego laboratorium badającego tę chorobę).
Dominika: Ta uważność psów jest godna podziwu. Natomiast rzeźba świętego Rocha przypomina mi Diogenesa z Synopy, który ponoć kochał psy i czasem był z psami przedstawiany. Ja lubię obraz namalowany przez Camille Marcille, bo pies i Diogenes są tam do siebie podobni, razem szukają prawych ludzi… Są podobni do siebie jak rodzina. W książce In Defence of Dogs John Bradshaw sugeruje, że nasz związek z psami nie zrodził się z praktycznych pobudek, z tego, że łatwiej było polować razem. Bradshaw uważa, że wyglądało to raczej tak, że jedząc w obozowisku jakiś nasz przodek zobaczył obok siebie głodnego szczeniaka i po prostu podzielił się z nim posiłkiem. Według tej teorii w centrum naszej wspólnej historii byłoby ciepło… Margret Grebowicz też widzi taką rodzinną intymność w związku człowieka i psa w eseju „Uratuj mnie. O psach i ich ludziach”, Ona rozważa to, że czasem warunki nie są idealne ani dla psa ani dla człowieka, ale jednak bycie razem jest od tego ważniejsze. Taka właśnie wspólnota, przyjaźń wydaje się jest na tym obrazie. Diogenes ma kompana, nawzajem o siebie dbają. Obaj mając niewiele, jednak dzielą się ze sobą.
Monika: Tak, pies jest od dawna przyjacielem człowieka. Ale też jest pies w sztuce przedstawiany w roli stworzenia dzikiego, groźnego, srogiego. W starożytnej Grecji postać trzygłowego psa Cerbera, stróża wejścia do królestwa zmarłych budziła grozę – dotąd jej wyobrażenia takie jak na tej wazie z VI wieku p.n.e. mogą przerazić. Również w nowszym ujęciu Williama Blake’a Cerber może się wkraść w bardzo nieprzyjemny sen. Jednak już Gustav Doré widzi w nim chyba jednak raczej także psa – Wirgiliusz w Trzecim Kręgu Piekła wykonuje dłonią gest jakby miał go nakarmić i jedna z głów spogląda wcale nie niepodobnie do tego, jak patrzy na nas spod stołu pies przyjaciół, kiedy ma nadzieję na smakowity kąsek z naszego talerza. Niestety, jak wiemy, Wirgiliusz zamiast kiełbasy podał piekielnemu psu garści ziemi. Na słynnej mozaice Cave Canem z Pompei czarny pies jest groźny, stróżuje, chętnie chwyci złoczyńcę za łydkę. Może jednak także jest gotowy by pomerdać ogonem przyjacielowi swoich państwa? Pies pilnuje granic między tym, co ludzkie, a tym co dzikie.
Dominika: Fascynujący zestaw. Goustav Doré szczególnie mnie uderza. I u niego i w mozaice z Pompei widać to, jak ludzie podporządkowali sobie psy. W mozaice wyraża to łańcuch. Będąc dzieckiem zawsze bałam się psów na łańcuchach. Ich gniew wydawał się nieokiełznanym żywiołem.
To ciekawe, że tak przewija się tu wątek śmierci. W Starożytnym Egipcie były trzy postacie psie, pierwszą było bóstwo opiekuńcze Duamutef, pozostałe dwie były związane ze śmiercią właśnie. Byli to Wetwawet – „otwierający drogi” i bóg śmierci Anubis. W drewnianej statuetce Anubisa z II w.p.n.e. czarny wysmukły szakal ma niezwykły wyraz twarzy: jest uważny, elegancki, zdecydowany, być może bezlitosny. W statuetce jest prostota i symetria a jednak Anubis ma w sobie niezwykłą dynamikę i siłę. Ogromne otwarte uszy. Uważność. Czerń jego futra miała symbolizować żyzną glebę wybrzeży Nilu a także odrodzenie. A więc dzikość, płodność i śmierć, a przewodnikiem i strażnikiem jest pies… Cerber w roli sługi, Anubis jako bóg. W Pompei, w drugiej połowie dziewiętnastego wieku, Giorgio Sommer sfotografował odlewy ludzi i psa – wykonane poprzez wlanie gipsu w przestrzenie pozostawione w wulkanicznym pyle Wezuwiusza. Zupełnie nieziemska, nie do pojęcia pamiątka po żywych istotach, tragicznie uwiecznionych w chwili ich wspólnej śmierci.
Monika: Fascynujące, niepokojące, poruszające! A jednocześnie, spójrz na te współczesne prace z Anubisem w roli głównej – Joanna Karpowicz przedstawia go jako wędrowca pograniczy, jednocześnie bardzo Innego, ale i w jakiś sposób bliskiego nam, może poprzez dzieła sztuki do jakich nawiązuje wprost lub aluzyjnie, takich jak sztuka japońska, Edward Hopper, czy Berthe Morisot. Anubis jest troszkę zagubiony, zamyślony jak wędrowiec nad morzem mgły. Próbuje wpasować się w kontekst i czyni to poprzez rezonanse ze sztuką… czy staje się przez to jednym z nas? Raczej chyba nie, ale budzi empatię.
Z innej strony do tej inności podchodzi Pierre Bonnard, na przykład w obrazie przedstawiającym kobietę i psa za śniadaniowym stołem. Scenka jest bardzo codzienna, pogodna swoją zwyczajnością. Pies patrzy na kobietę z pełnym nadziei wyrazem pyska (nota bene podobnym do spojrzenia Cerbera u Dorégo) – a nuż, widelec, przytrafi się smakowity kąsek? Jest przyjacielem, jak na obrazie Camille’a Marcille przedstawiającym Diogenesa z psem. A jednak jest w nim też mroczność i zagadkowość przypominająca mi Anubisa z prac Karpowicz… Pies to nie pluszowa zabawka, to istota żywa i inna od człowieka, która ze znanych tylko sobie przyczyn zawarła z nami sojusz. Może takie przypomnienie, że my sami też nie jesteśmy do końca oswojeni….
Dominika: Bardzo mi się podoba ten wędrujący samotny Anubis… bardzo, bardzo! Trochę mi się to kojarzy z trzecią serią Twin Peaks. Ludzie-demony zagubieni w wędrówkach pomiędzy światem a zaświatami… Ale też zagubieni w świecie konformizmu, sparaliżowani nim.
Nie, nie jesteśmy do końca oswojeni. Powiedziałaś kiedyś coś takiego, nie pamiętam gdzie… być może w jakimś podcaście albo książce… Być może to było After The Apocalypse. Są takie rzeczy, którymi możemy zarządzać w sytuacjach międzyludzkich, a są takie siły, żywioły, które trzeba po prostu szanować. Przychodzą mi do głowy wilkołaki – „Wilkołak (albo kanibal)” Lucasa Cranacha Starszego z XVI wieku właściwie wygląda jak człowiek, jest on zupełnie opętany morderczą pasją. Z tyłu za nim biegnie niewinnie wyglądający domowy piesek. To pozwolenie sobie na dzikość jest mieczem obosiecznym (jest nim zresztą również oswojenie!).
Merce Cunningham opierał swój taniec współczesny na upadku i powstaniu z niego. Ja uczyłam się tego tak: oddajesz się zupełnie grawitacji, rozluźniasz, zaczynasz upadać, a potem włączasz głębokie mięśnie i prostujesz się jak sprężyna. I całe życie może być takim tańcem, między oddawaniem się dzikości, różnym siłom, które nami rządzą i dyscypliną wbrew nich. Ale dzikość może być też dziwnością. I w to czasem warto pozwolić sobie wpaść. Tu jest rysunek psa mojego męża z dzieciństwa, piesek miał na imię Bob i rodzina Jacksona zaadoptowała go kiedy był już dorosły. Był trochę chory i biegał za własnym ogonem. Ale Jack powiedział, że był najlojalniejszym psem jakiego miał, bardzo go wszyscy kochali. Jack powiedział, myśląc o Bobie „dziwni ludzie… oni robią trochę przestrzeni w świecie. Dziwnym ludziom źle się czasem toczy…”
Monika: O tak! Bardzo ciekawa jest też ta oswojona strona psa. Popatrzmy na psie portrety angielskiego malarza Thomasa Gainsborough. Słynie z portretów ludzi, głównie arystokratów oraz z pejzaży, bardzo często w połączeniu. Jego psy prezentują się równie dumnie i często sprawiają wrażenie posiadaczy ziemskich w takim samym stopniu, jak sportretowani ziemianie. Weźmy na przykład portret Bumpera. Biały pies stoi zamyślony nad brzegiem wzgórza lub urwiska, w tle widać drzewa, zachmurzone niebo, dwa ptaki. Pies patrzy w dół, gdzie prawdopodobnie są jakieś budowle, a może ruiny. Na jego pysku rysuje się zamyślenie, ale też i duma posiadacza, prawda? Czyż nie jest podobny do prawnika Joshuy Grigby’ego sportretowanego przez tego samego artystę? Takie samo zamyślenie, zadowolenie posiadacza, ale też stateczny spokój. Ani pan Grigby ani Bumper nie zaskoczą nas dzikością i daleko jest im do świata wilkołaków. I myślę sobie, czemu mi się kojarzą z dziwnymi postaciami… Bo pewnie coś w tym jest że „ludzie są dziwni” jak śpiewał Jim Morrison. I psy też bywają.
Dominika: Ha, no rzeczywiście są do siebie podobni! To prawda wszyscy jesteśmy dziwni! Od jakiegoś czasu rzuca mi się w oczy jak wychowywane są dzieciaki i widzę czasem jak mocno próbuje się wykorzenić dziwność. Brzechwa, co zaskakujące, ma wiele wierszyków, które temperują ciekawość i spontaniczność, np tragicznie słaby wierszyk „Pytalski”. Vivienne Westwood mawiała, że w pewnym momencie przestała się interesować tworzeniem alternatywy, a zaczęła po prostu iść swoją drogą i to ją zaprowadziło w niezwykłe miejsca, takie, których nie potrafiła sobie wcześniej wyobrazić. Tu znowu przypomina mi się coś o czym Ty mówiłaś, jak ważne jest to gdzie kierujemy uwagę, to, że nie powinniśmy kierować jej do centrum, do tej wielkiej katastrofy, która się odbywa przed naszymi oczami, ale na obrzeża, do miejsc gdzie coś nowego może się narodzić. I Vivienne, myślę, tak też zrobiła. Moja rzeźba „Żywot”, przedstawiająca dwa pieski szykujące się do posiłku, jest o uwadze właśnie. Parę lat temu tak właśnie siebie zobaczyłam, jestem jak ten pies, który ma swoją kiełbasę, ale zawsze będzie patrzył w stronę tego, który ma więcej. Nie mam pojęcia czy psy tak się zachowują. Mnie zaczęło się wydawać, że można całe życie spędzić skupiając się na osobistym poczuciu niesprawiedliwości. Czego wtedy nie widzimy? Psy i uwaga, to też temat kultowej pracy Williama Wegmana Two Dogs and a Ball (Dwa Psy i Piłka). Ta praca jest niesamowicie zabawna i zabawne jest to, jak to gra z moim „Żywotem”. W kadrze widać tylko psy wspólnie wiodące wzrokiem, jak zahipnotyzowane za niewidocznym obiektem. Wegman ma bardzo dużo zdjęć w których jego psy wcielają się w role ludzi. A więc myślę o zabawie, bo ta sztuka jest zabawą, bo w zabawie jesteśmy skupieni, bo z psami trzeba się bawić. W zabawie trzeba mieć przestrzeń otwartości i tam też dziwność się może wkraść, ba, może wkraść się życie.
Monika: Jaki wspaniały medytacyjny Wegman! Psy skoncentrowane na piłce, rzeczywiście wyrażają radość i zabawę, z którymi możemy się identyfikować. Troszkę chyba podobnie praca Mariette Lydis „Music Hall” artystka kabaretowa otoczona jest psami typu „pieski kanapowe”. Całe towarzystwo ubrane jest z kabaretową fantazją i ma podobne miny. Całe towarzystwo bardzo do siebie pasuje! Albo Charles Paillet „Dwoje przyjaciół” pokazujące, że pies chętnie dostosuje się także do innego niż ludzki kompana. Małpa i pies ewidentnie się lubią, ale też mają jakieś duże podobieństwo. Chyba podobnie jak Wegman, Paillet nie tylko lubi psy w tej pracy, ale tak jakby identyfikował się z nimi. W tej rzeźbie sam staje się bratem łata, idealnym kompanem, na każdą porę roku.
Dominika: Niezwykle rozległe tematy do nas przyszły z tymi psami. Z jednej strony czujność, uwaga, opiekuńczość i lojalność – to pewnie one wytypowały psy na przewodników w podróży między życiem a śmiercią. Z drugiej strony ciepło, bliskość, beztroska zabawa i wzajemna akceptacja – jako bytów swoistych, intymnie sobie nawzajem bliskich. Nie jakiś pies, ale ten właśnie pies i ten właśnie człowiek. Czasem trzeba przestać szukać reguły, analizować, i po prostu żyć życiem, które nie będzie zarejestrowane a jedynie (!) przeżyte.

