na YouTube

Więcej niż artykuły

Rozmowy z ekspertami i podcasty na YouTube


                            Autorzy kanału Zielone Wiadomości na YouTube
Odwiedź kanał →
Strona główna » Artykuły » Tematy » Prawa zwierząt » Dziedzictwo Profesora Andrzeja Elżanowskiego

Dziedzictwo Profesora Andrzeja Elżanowskiego

Oburzamy się na krzywdę psa, ale los miliardów świń i krów w chowie przemysłowym pozostaje nam obojętny. Jakie procesy pozwalają nam wyłączyć empatię przed sklepową półką? O uśpionych sumieniach, mechanizmach psychologicznych i autorytetach, które zwalniają nas z myślenia i wyzwaniu, które rzucił nam wybitny zoolog i bioetyk, profesor Andrzej Elżanowski.

Zbliżenie na twarz świni w chowie przemysłowym. Zimny metal przecinający kadr oddziela świadome, czujące zwierzę od zewnętrznego świata.

Trudno o większy dysonans poznawczy niż ten, który na co dzień towarzyszy naszemu stosunkowi do zwierząt. Potrafimy zdobyć się na niezwykłe akty czułości wobec psów czy kotów, a jednocześnie każdego dnia milcząco akceptujemy i finansujemy miejsca, w których miliardy innych, równie wrażliwych istot sprowadza się do roli surowca.

Zmarły 9 września 2026 roku w wieku 76 lat profesor Andrzej Elżanowski, wybitny zoolog, paleontolog i bioetyk, całe swoje życie zawodowe poświęcił na zrozumienie tego kulturowego wyparcia. Zamiast moralizować, profesor posługiwał się po prostu ustaleniami nauki.

Co mówi nauka o świadomości zwierząt

Przez stulecia w zachodniej kulturze pokutowało wygodne przekonanie, że zwierzęta to w gruncie rzeczy biologiczne maszyny, reagujące na świat wyłącznie za pomocą odruchów. Profesor Elżanowski zwalczał ten pogląd. Powołując się na badania z zakresu kognitywistyki zwierząt, udowadniał, że w układzie nerwowym kręgowców nieustannie zachodzi proces zmiany zewnętrznych bodźców w subiektywne doznania. Zwierzęta nie tylko unikają uszkodzeń ciała; one świadomie odczuwają ból i strach.

Z tej biologii rodzą się ich własne pragnienia – szukają bezpieczeństwa, kontaktów społecznych, zabawy. Z perspektywy naukowej twardy podział na „ludzi” i całą resztę gatunków traci uzasadnienie. Przepaść kognitywna między organizmami pozbawionymi układu nerwowego a świnią czy psem jest fundamentalna, podczas gdy zdolność do odczuwania bólu u wyższych ssaków i ludzi jest niemal tożsama.

Wyrachowanie i szowinizm gatunkowy

Skoro nauka nie pozostawia złudzeń co do zdolności odczuwania przez zwierzęta, dlaczego dajemy ciche przyzwolenie na to, by w chowie przemysłowym co roku cierpiały ich dziesiątki miliardów? Profesor Elżanowski wyjaśniał, że nasza moralność w dużej mierze zrodziła się z wyrachowania – służyła utrzymaniu spójności grupy, opierając się na zasadzie wzajemności. „Oczekujemy odwzajemnienia przysług, jak również liczymy się z odwetem. Problem w tym, że od zwierząt nie możemy się spodziewać takiej intencjonalnej wzajemności. […] Z drugiej strony żadne zwierzęta nie potrafią się na nas skutecznie odegrać”. Będąc całkowicie bezbronnymi, automatycznie wypadają one poza nawias naszej moralności. Zjawisko to, opisywane w etyce jako szowinizm gatunkowy, przypomina w swoich strukturach rasizm.

Ilustracją tego mechanizmu są współczesne prowokacje społeczne. Przykładem jest głośna satyryczna kampania „Elwood’s Organic Dog Meat”, w ramach której przechodniom oferuje się rzekome „mięso z psa” (będące w rzeczywistości produktem roślinnym). Reakcją jest zazwyczaj naturalne oburzenie i sprzeciw. My sami, instynktownie odrzucając myśl o zjedzeniu psa, na co dzień nierzadko finansujemy chów świń – zwierząt o wyższej inteligencji analitycznej i równie głębokiej zdolności do strachu. Ten psychologiczny paradoks badacze określają mianem karnizmu. To niewidzialny zestaw wierzeń sprawiający, że empatia staje się wybiórcza, a wartość życia istoty zależy od sztucznego podziału na zwierzęta „do kochania” i „do jedzenia”.

Ta wybiórczość bywa jeszcze bardziej widoczna, gdy spojrzymy na naszą działalność charytatywną. Potrafimy ronić łzy nad losem porzuconych w schroniskach psów i kotów, by chwilę później bez cienia dyskomfortu spożywać mięso innych istot. Zderzamy się tu z absurdem: utrzymanie przy życiu jednego domowego drapieżnika wymaga w ciągu jego życia śmierci wielu zwierząt rzeźnych, z których produkuje się karmę. Powstaje ciche pytanie, dlaczego życie jednego faworyzowanego kota cenimy wyżej niż kilkunastu świń. Te ostatnie gasną w ciasnych kojcach, pozbawione praw, podczas gdy udomowione gatunki otaczamy opieką. To skłania do refleksji, czy nasza więź z pupilami nie opiera się czasem na egoistycznym sentymentalizmie.

Ten szowinizm gatunkowy widać też w prawodawstwie. Za znęcanie się nad psem grozi więzienie, z czym większość z nas w pełni się zgadza. Równocześnie dziesiątki miliardów innych zwierząt giną każdego dnia w ubojniach. Fakt, że wysyłamy sprawcę za kratki za kopnięcie psa, przy jednoczesnym legalizowaniu uśmiercania innych inteligentnych gatunków, obnaża głębokie pęknięcie w naszej moralności.

Cień zagłady: „Wieczna Treblinka”

Aby pojąć skalę zjawiska, z którym mierzył się profesor Elżanowski, można spojrzeć na przemysł hodowlany oczami tych, którzy doświadczyli najgorszego. Porównywanie rzeźni do obozów śmierci często budzi opór, jednak to sami ocalali z Holokaustu jako pierwsi sformułowali tę analogię.

Alex Hershaft, który przeżył koszmar warszawskiego getta, a później założył  Amerykański ruch na rzecz praw zwierząt, mówił o tym podobieństwie otwartym tekstem. Kiedy w latach 70. odwiedził rzeźnię i zobaczył zmechanizowany proces zabijania, wróciły do niego obrazy z obozów. Zrozumiał, że machina skrajnego uprzedmiotowienia ofiar bywa niepokojąco zbieżna.

Wtórował mu laureat Nagrody Nobla Isaac Bashevis Singer, zauważając, że w stosunku do zwierząt ludzie zachowują się jak naziści, tworząc dla nich „wieczną Treblinkę”. Te świadectwa wspierają diagnozę profesora: ucisk nierzadko karmi się po prostu wiarą we własną, gatunkową wyższość.

Mechanizm religijnego wyparcia

Taki stan rzeczy łatwiej utrzymać przy pomocy uspokajającego alibi ze strony autorytetów, w tym religii. To zjawisko tłumaczy psychologia społeczna, a dokładniej teoria wyłączenia moralnego opracowana przez wybitnego badacza Alberta Bandurę. Badania pokazują, jak funkcjonuje ludzki umysł: potrafimy akceptować okrucieństwo bez cienia poczucia winy, jeśli nasze sumienie zostanie uśpione przez wyższy autorytet. Kluczowym narzędziem tego procesu jest tak zwane moralne usprawiedliwienie, często przybierające formę religijnych dogmatów.

Kiedy doktryna uświęca naszą dominację nad przyrodą i podsuwa narrację o boskim przeznaczeniu zwierząt na stół, czujemy się zwolnieni z obowiązku krytycznego myślenia. Poczucie winy zanika, co zwalnia nas z dokonywania analizy etycznej. Skoro to instytucja dyktuje definicję dobra i zła, łatwiej przestać zadawać niewygodne pytania.

Elżanowski zauważał to na polskim gruncie: „Kościół katolicki w Polsce przejawia wobec cierpienia zwierząt w najlepszym przypadku obojętność, a są też przejawy wrogości i szowinizmu gatunkowego”. Religijna narracja sprawia, że łatwiej oddać swój kompas moralny w ręce instytucji. Pozwala nam to uczestniczyć w czymś obiektywnie okrutnym, a jednocześnie wciąż uważać się za osoby prawe.

Fikcja humanitarnej rzezi i przemysł mleczarski

Andrzej Elżanowski punktował mity o humanitarnym zabijaniu, zwłaszcza w kontekście uboju rytualnego, którego okrucieństwo potwierdzają m.in. raporty Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Wykorzystując wiedzę z anatomii, tłumaczył fikcję szybkiej, bezbolesnej śmierci.

Badacz demitologizował też sielankowy wizerunek przemysłu mleczarskiego, przypominając, że krowy mleczne żyją z reguły w gorszych warunkach niż te rzeźne. Stoją w zamknięciu, cielęta po urodzeniu są im odbierane, a ostatecznie i tak trafiają pod nóż.

Zwierzęta w chowie przemysłowym to świadome podmioty. Świnie zamykane są w klatkach tak ciasnych, że nierzadko nie mogą się obrócić. Ptaki spędzają życie w ścisku. Czują ból i lęk, co jest wynikiem pozbawienia ich naturalnych bodźców. Ich egzystencja w halach to rzeczywistość, od której na co dzień odwracamy wzrok.

Przesłanie profesora: Uczciwość zaczyna się przed sklepową półką

Siła autorytetu profesora polegała na spójności jego poglądów z własnym życiem. Już w 1983 roku zrezygnował z mięsa. Z biegiem lat, rozumiejąc nieuchronny związek między produkcją nabiału a rzeźnią, uznał to za kompromis niewystarczający. W 2013 roku przeszedł na weganizm.

Weganizm nie był dla niego przelotną modą, ale wyborem kogoś, kto potrafił spojrzeć na świat bez uprzedzenia własnego gatunku. Decyzję tę traktował z dużą szczerością, uważając, że zmiana zaczyna się od momentu, w którym przestajemy finansowo brać w czymś udział.

Profesor Andrzej Elżanowski zostawił nam naukowe dowody na podmiotowość, świadomość i cierpienie zwierząt. Udowodnił, że zwierzęta czują, a nasza moralność bywa podszyta wygodnictwem. Eksploatacja istot żywych nie ukryje się już za fasadą tradycji czy rynkowej konieczności. Każdy z nas musi samodzielnie zdecydować, co z tą prawdą zrobi. W świetle współczesnej wiedzy biologicznej dalsza zgoda na obecny porządek to świadomy współudział w największym kryzysie etycznym naszych czasów.

Autorzy