ECVC (European Coordination Via Campesina*) wyraża oburzenie z powodu katastrofalnej umowy handlowej między UE a USA, podpisanej 27 lipca w Szkocji przez Donalda Trumpa i Ursulę von der Leyen. Umowa ta jest nie do przyjęcia z kilku powodów: popiera i legitymizuje stosowanie przez Trumpa ceł jako narzędzia kolonializmu i deregulacji, a także ogromne zakupy energii z paliw kopalnych i sprzętu wojskowego w USA, które są niezgodne z unijnym prawodawstwem w zakresie ochrony środowiska, a także zagraża warunkom życia konsumentów i rolników poprzez otwarcie rynku europejskiego na amerykańskie produkty rolno-spożywcze o niskich standardach jakości.

Po raz kolejny Komisja Europejska postanowiła przedłożyć interesy handlowe nad dobro ogółu społeczeństwa europejskiego. Cła nie są najważniejszym aspektem tej umowy: dzięki niej UE obniża swoje standardy jakości, aby umożliwić wprowadzanie produktów amerykańskich na rynek UE. Żywność i produkty rolne z USA są wytwarzane przy użyciu środków sanitarnych i fitosanitarnych  zakazanych w UE (takich jak chlorowane kurczaki lub mięso z hormonami);
GMO i pozostałości chemiczne, nie wymagają szczegółowego oznakowania (składniki, alergeny, pochodzenie, informacje w językach lokalnych); nie mają ścisłych limitów dotyczących pozostałości pestycydów, metali, leków weterynaryjnych lub użycia bromku metylu; a także nie podlegają ograniczeniom dotyczącym stosowania pestycydów po zbiorach.

Nie ma zakazów dotyczących BHA, BHT, bromianu potasu oraz niektórych sztucznych aromatów, które nie są zatwierdzone w UE, a produkty nie spełniają norm UE dotyczących chowu zwierząt, ich transportu i mięsa bez hormonów. Jak pokazały protesty przeciwko umowie o transatlantyckim partnerstwie handlowo-inwestycyjnym (TTIP), europejscy konsumenci nie chcą tych produktów, lecz wolą być zaopatrywani w zdrową żywność z lokalnych gospodarstw. Dla ECVC umowa ta stanowi wprowadzenie TTIP tylnymi drzwiami!

Podpisując tę umowę z Donaldem Trumpem, Unia Europejska decyduje się na ochronę podmiotów przemysłowych, w szczególności z sektora motoryzacyjnego, ze szkodą dla zdrowia konsumentów, ich miejsc pracy i praw człowieka. Po raz kolejny wykorzystuje rolników i jakość żywności jako kartę przetargową, całkowicie łamiąc swoje własne przepisy. Komisja decyduje się nadać priorytet militaryzacji, rezygnując z możliwości wyżywienia własnej ludności przez państwa członkowskie, co znajduje odzwierciedlenie zarówno w przedstawionej w lipcu przez Komisję Europejską propozycji nowej WPR, która przewiduje zmniejszenie budżetu WPR o 20% bez zaproponowania żadnych środków regulacji rynku, jak i w upartej determinacji przewodniczącej Komisji do podpisania wielu kolejnych umów o wolnym handlu, takich jak umowa UE-Mercosur.

Pośpiech w podpisywaniu tej i innych umów o wolnym handlu, w połączeniu z redukcją budżetu WPR, sprawia, że Komisja Europejska nadal sprzeniewierza się interesom i ignoruje rolników w momencie, gdy najbardziej potrzebują ochrony i wsparcia. Ponadto KE kieruje UE w stronę gospodarki zorientowanej na eksport z korzyścią dla (głównie amerykańskich) przedsiębiorstw rolniczych, takich jak Cargill, Bunge, JBS czy Unilever. Tymczasem UE zobowiązana jest zagwarantować suwerenność żywnościową poprzez ochronę rynku wewnętrznego, wspieranie rolnictwa chłopskiego, produkcję zdrowej żywności na rynek wewnętrzny oraz wzmacnianie obszarów wiejskich.

źródło: European Coordination Via Campesina

* European Coordination Via Campesina (Europejska Koordynacja Via Campesina) jest europejską gałęzią największej światowej organizacji rolników La Via Campesina (Chłopska Droga), która zrzesza ok. 300 milionów drobnych rolników z pięciu kontynentów.

Do 14 lipca 2025 r. możesz zgłosić się do programu, który łączy wiedzę, praktykę i wspólnotę wokół idei agroekologii i suwerenności żywnościowej.

 

Polska Szkoła Agroekologii (PSA) to bezpłatny program edukacyjny dla osób, które chcą działać na rzecz bardziej sprawiedliwego i ekologicznego sposobu wytwarzania i dystrybuowania żywności – na wsi i w mieście.

 

Kiedy i gdzie?

PSA 2025 odbędzie się w dniach 18-22 września 2025 r. w Godki 22 – Gościnnym i Edukacyjnym Gospodarstwie Ekologicznym na Warmii. W programie znajdą się także wizyty w agroekologicznych gospodarstwach i spotkania z przedstawicielkami lokalnych inicjatyw.

 

Dla kogo?

Dla wszystkich, którzy chcą działać na rzecz sprawiedliwego, zdrowego i zrównoważonego systemu żywnościowego albo już to robią i chcą poszerzyć swoją wiedzę, zyskać nowe inspiracje i kontakty.

Zapraszamy osoby, które chcą:

  • zaangażować się w zmienianie tego, jak myślimy o żywności i jak ją wytwarzamy;
  • zrozumieć agroekologię i jej powiązania z troską o ludzi, glebę, klimat i lokalne wspólnoty;
  • wspólnie budować etyczną, lokalną i sezonową przyszłość jedzenia.

W szczególności zapraszamy osoby:

  • z organizacji pozarządowych, oddolnych inicjatyw, a także instytucji publicznych i samorządowych;
  • na początku zaangażowania aktywistycznego, edukacyjnego, artystycznego lub badawczego;
  • wytwarzające żywność, pracujące w rolnictwie, doradztwie rolniczym lub kuchni;
  • zajmujące się tematami społecznymi, klimatycznymi, feministycznymi, wiejskimi i miejskimi.
Co w programie?

Tematyka obejmuje m.in.:

  • opowieść i storytelling jako narzędzie zmiany,
  • praktykę głębokiej ekologii,
  • definicję agroekologii,
  • glebę i kompost,
  • nasiona i suwerenność żywnościową,
  • przemiany współczesnej wsi,
  • żywność i politykę.
Zgłoszenia

Rekrutacja trwa do 14 lipca 2025 r.

Szczegółowe informacje LINK

Regulamin LINK

Formularz rekrutacyjny LINK

 

Udział w programie jest bezpłatny, liczba miejsc ograniczona.

 

Organizatorami Polskiej Szkoły Agroekologii są Fundacja Agro-Perma-Lab i Fundacja im. Heinricha Bölla w Warszawie.

Najnowszy projekt dotyczący tzw. „Nowych Technik Genomowych” (NGT) przedstawiony państwom członkowskim 19 lutego 2025 r. budzi fundamentalne wątpliwości. IFOAM Organics Europe alarmuje, że dokument zawiera poważne braki, które mogą mieć niepokojące konsekwencje dla europejskich hodowców, rolników i przemysłu spożywczego. Według organizacji reprezentującej sektor ekologiczny, obecny projekt pozostawia europejskich hodowców i rolników bez ochrony przed roszczeniami patentowymi, a przemysł rolno-spożywczy z niewystarczającymi środkami do zabezpieczenia swojej wolności gospodarczej.
„Po ponad 18 miesiącach ograniczonych dyskusji w Radzie, stoimy w obliczu nowego tekstu, który ignoruje wielokrotne i jasne żądania europejskiego sektora żywności i rolnictwa, hodowców, organizacji ekologicznych i obywateli” Jan Plagge, prezes IFOAM Organics Europe
Plagge nie kryje rozczarowania brakiem realizacji obiecujących ambicji Rady dotyczących ochrony europejskiego sektora hodowlanego przed zagrożeniem ochroną patentową. „Co najmniej roszczenia patentowe nie powinny obejmować materiału genetycznego, który można również uzyskać poprzez konwencjonalną hodowlę lub który występuje w naturze, a tekst nawet nie wyjaśnia tego aspektu” – podkreśla.

Między innowacją a monopolizacją

Eksperci prawni wskazują, że możliwe jest ograniczenie zakresu patentów na rośliny i zwierzęta poprzez ukierunkowaną modyfikację dyrektywy biotechnologicznej 98/44. Niedawno opublikowana biała księga na temat łagodzenia wpływu patentów na rośliny uzyskane z NGT proponuje konkretne poprawki do tej dyrektywy. Warto przypomnieć, że w lutym 2024 roku Parlament Europejski poparł projekt przepisów dotyczących wykorzystania nowych technik genomowych w rolnictwie UE, które mają pozwolić na opracowanie ulepszonych odmian roślin odpornych na zmieniający się klimat i szkodniki. Posłowie domagali się również całkowitego zakazu patentów na wszelkie rośliny NGT, materiał roślinny, ich części, informacje genetyczne i zawarte w nich cechy procesu. Jednak organizacje ekologiczne, w tym IFOAM Organics Europe, od początku wyrażały obawy, że propozycja deregulacji NGT jest błędna i niebezpieczna dla europejskiej autonomii nasiennej. „NGT przyczynią się do monopolizowania patentów na materiał genetyczny w rękach zaledwie kilku firm” – ostrzegała już w 2023 roku Dora Drexler, wiceprezes zarządu IFOAM Organics Europe.

Śledzenie i identyfikowalność

Oprócz kwestii patentowych, istnieje szereg innych nierozwiązanych problemów, które decydenci muszą pilnie rozwiązać. Parlament Europejski wprowadził w swoim stanowisku możliwość śledzenia, aby chronić wolność wyboru sektora rolnego i spożywczego.
„Rada powinna pójść w ślady Parlamentu i dodatkowo chronić integralność produkcji ekologicznej i konwencjonalnej wolnej od GMO, zabezpieczając suwerenność narodową i prawo do wprowadzania krajowych środków koegzystencji” Jan Plagge, IFOAM Organics Europe
Producenci ekologiczni liczą na państwa członkowskie w Radzie, aby zabezpieczyć swoje prawo do podejmowania środków dotyczących identyfikowalności i krajowej koegzystencji, zapewniających wolność rolnikom, producentom żywności i konsumentom od stosowania technik inżynierii genetycznej.

Polska perspektywa

Polska, która przejęła prezydencję w Radzie UE 1 stycznia 2025 roku, zapowiedziała kontynuację prac nad projektem rozporządzenia NGT, mając na uwadze zachowanie konkurencyjności sektora hodowli roślin. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi podkreśla, że nowe techniki genomowe różnią się od tradycyjnie rozumianych GMO. „Do materiału genetycznego rośliny nie jest wprowadzany żaden obcy gen/fragment DNA – tak jak ma to miejsce w przypadku GMO” – wyjaśnia resort.
Kategoria Charakterystyka Regulacje
NGT 1 Do 20 modyfikacji w genomie Złagodzone przepisy
NGT 2 Powyżej 20 modyfikacji Przepisy jak dla GMO
Podział roślin NGT na kategorie według projektu rozporządzenia UE
Jednocześnie rozporządzenie NGT zakłada podział na dwie kategorie roślin, a kryterium podziału stanowi liczba modyfikacji wprowadzonych w genomie rośliny. Dla obu kategorii NGT projekt rozporządzenia zakłada zakaz stosowania ich w rolnictwie ekologicznym. W obliczu tych złożonych wyzwań, najbliższe miesiące będą kluczowe dla przyszłości europejskiego rolnictwa i suwerenności żywnościowej kontynentu.

Czym są Nowe Techniki Genomowe (NGT)?

Nowymi technikami genomowymi określa się techniki modyfikacji genetycznych, które zostały opracowane w ostatnich dwóch dekadach. Jedną z nich jest metoda CRISPR/Cas9, potocznie nazywana nożyczkami genetycznymi, która pozwala na edytowanie genomu w określonych miejscach (za opracowanie tej metody w roku 2020 przyznano nagrodę Nobla w dziedzinie chemii). Nowe techniki genomowe nie służą do wprowadzania genów obcych gatunków. Ten fakt odróżnia produkty NGT od organizmów, które kojarzone są z organizmami modyfikowanymi genetycznie (GMO).  

Źródło: Gov.pl, IFOAM Organics Europe

   

18 marca (wtorek) | Warszawa | Centrum Konferencyjne Zielna, ul. Zielna 37
Konferencja pod honorowym patronatem Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Przyszłość ochrony roślin – konferencja Koalicji Żywa Ziemia i PAN Europe

Koalicja Żywa Ziemia oraz Pesticide Action Network Europe zapraszają na wyjątkowe wydarzenie poświęcone nowoczesnym i ekologicznym metodom ochrony upraw. W dobie rosnących wyzwań związanych z degradacją środowiska i zdrowiem publicznym, konferencja ta stanowi niepowtarzalną okazję do zgłębienia wiedzy na temat alternatywnych metod ochrony roślin oraz ich wpływu na rolnictwo, konsumentów i ekosystemy.

Eksperci z różnych dziedzin przedstawią najnowsze badania, analizy oraz propozycje rozwiązań, które mogą znacząco wpłynąć na kształtowanie przyszłej polityki rolnej Unii Europejskiej. Wśród prelegentów znajdą się przedstawiciele instytucji europejskich, środowisk naukowych, organizacji ekologicznych oraz praktycy rolnictwa.

Główne tematy konferencji:

✅ Przyszłość ochrony roślin w Unii Europejskiej oraz zmiany w polityce rolnej.
✅ Wpływ środków ochrony roślin na zdrowie ludzi i środowisko – najnowsze badania.
✅ Ograniczenie chemizacji rolnictwa i rozwój zrównoważonych metod upraw.
✅ Biologiczne i ekologiczne metody ochrony upraw jako przyszłość rolnictwa.
✅ Nowe wyzwania i kierunki zmian we Wspólnej Polityce Rolnej po 2027 roku.

📌 Cel konferencji: Konferencja ma na celu promowanie innowacyjnych, przyjaznych dla środowiska metod ochrony roślin oraz stworzenie przestrzeni do merytorycznej dyskusji na temat przyszłości rolnictwa w Unii Europejskiej. Dzięki udziałowi ekspertów z różnych sektorów możliwe będzie wypracowanie rekomendacji, które mogą przyczynić się do ograniczenia stosowania pestycydów oraz wdrożenia bardziej zrównoważonych rozwiązań w sektorze rolnym.

💡 Szczegóły wydarzenia:
Data: 18 marca 2024 r. (wtorek)
Miejsce: Centrum Konferencyjne Zielna, ul. Zielna 37, Warszawa
Start: godz. 11:00
Rejestracja: https://forms.gle/tMv1a1vhwJLc765f6

Nie przegap tej wyjątkowej okazji, by zdobyć cenną wiedzę, wymienić się doświadczeniami i wspólnie kształtować przyszłość rolnictwa opartego na zasadach zrównoważonego rozwoju. Dołącz do nas i bądź częścią tej ważnej dyskusji!

    1. Dlaczego agroekologia

Sercem agroekologii jest dzielenie się wiedzą – czerpanie z wiedzy i doświadczenia innych osób, ale też dzielenie się własnymi. Ta wymiana umożliwia naturalne tworzenie się wspólnot i społeczności. A ich aktywność jest nam potrzebna w obliczu kryzysów, z którymi przyszło nam się mierzyć w XXI wieku.

Dziś agroekologia łączy naukę, praktykę i ruch społeczny. Nie jest już tylko sposobem wytwarzania pożywienia, ponieważ obejmuje cały system żywnościowy od gleby po organizację społeczeństw ludzkich. Agroekologiczna produkcja żywności to współpraca z Naturą, ale i wydajność. To korzystanie z dobrodziejstwa nauki, która nieustannie bada i odkrywa zależności w przyrodzie, a także sprawdza bezpieczeństwo i wartość odżywczą pokarmów. Agroekologia to ruch społeczny, który dąży do aktywnego wpływania na politykę rolno-spożywczą, ponieważ to my wszyscy doświadczamy jej negatywnych skutków. Właśnie dlatego powinniśmy być częścią dyskusji i brać udział w podejmowaniu decyzji, by były jak najlepsze i uwzględniały potrzeby wszystkich istot.

W podejściu agroekologicznym ujęta jest potrzeba całościowej zmiany systemu żywnościowego – transformacji ekologicznej i społecznej, a także przeciwdziałanie negatywnym skutkom globalizacji. Motorem naszych działań powinna być myśl o przyszłych pokoleniach i ochrona tego, co cenne dla przetrwania życia na Ziemi.

    1. Słowem wstępu

Polska Szkoła Agroekologii jest kontynuacją dotychczasowych działań edukacyjnych prowadzonych pod szyldem Agro-Perma-Lab w metodologii szkół agroekologii, upowszechnianych przez włoską organizację Schola Campesina. Projektując Polską Szkołę Agroekologii zespół Fundacji Agro-Perma-Lab korzystał z wiedzy i doświadczenia zdobytych w dotychczasowych projektach edukacyjnych: Szkolenia Liderów Agroekologii (2019), Treningu Agro-Perma-Lab NASIONA (2021) i Kobiece Mosty (2023). Kontynuacja działań edukacyjnych Agro-Perma-Lab była możliwa dzięki współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla w Warszawie. Polska Szkoła Agroekologii to nie tylko działania edukacyjne, ale również sieciujące, mające na celu rozpowszechnienie wiedzy o agroekologicznym podejściu do rolnictwa i żywności. Zjazd odbył się w dniach 29.09. – 2.10.2023 roku w Ekologicznym Uniwersytecie Ludowym w Grzybowie.

    1. Kilka słów o rekrutacji

Rekrutacja na zjazd Polskiej Szkoły Agroekologii pokazała, że zapotrzebowanie na tego typu wydarzenie jest duże, wskazując na potencjał drzemiący w agroekologii. Prawie 50 osób potwierdziło chęć uczestniczenia, wypełniając formularz rekrutacyjny. W formularzu pojawiły się pytania między innymi o motywację do działania i pomysły na wykorzystanie nowej wiedzy w przyszłości.

Rekrutacja była skierowana do osób z różnych środowisk i w różnym stopniu powiązanych z żywnością i jej produkcją. Podsumowując, do wysyłania zgłoszeń zostały zaproszone wszystkie osoby zainteresowane zmianą systemu żywnościowego.

W zjeździe wzięło udział 17 osób z całej Polski, ze wsi i miast. Różnorodność osób uczestniczących zapewniła obfitość wiedzy i doświadczeń. Niektóre osoby zaczynały swoją przygodę z agroekologią. W grupie uczestniczek i uczestników były osoby, które reprezentowały różne środowiska m.in. akademickie, aktywistyczne, kultury i sztuki, ogrodnicze i rolnicze oraz przedsiębiorczynie i przedsiębiorcy.

    1. Metodologia szkół agroekologii

O szkołach agroekologii mówi się, że to szkoły bez ścian. Wiele zajęć odbywa się na zewnątrz, na gospodarstwach, w przyrodzie. Często są to szkoły” tworzone oddolnie.

Ważne są w nich relacje oparte na zaufaniu i tworzenie trwałych społeczności.

Fot.: Artur Szymański

Wiedza naukowa jest równie ważna jak wiedza i doświadczenie wnoszone przez osoby współtworzące i uczestniczące. Rolnicy mają praktyczne umiejętności wytwarzania pożywienia, aktywiści natomiast doświadczenie tworzenia społeczności żywnościowych i wywierania wpływu na system rolno-spożywczy, a naukowcy i badacze wnikliwe analizy i dane.

Projektując takie szkoły daje się dużo czasu na interakcje oraz usłyszenie głosu wszystkich osób. W różnych regionach świata te szkoły skupiają się wokół innych zagadnień, wynikających z lokalnych potrzeb społeczności.

W tym roku ruch społeczny kenijskich rolników, rybaków, pasterzy i konsumentów (The Kenyan Peasants League) zorganizował letnią szkołę agroekologii dla rolniczek i rolników. Pogłębiali swoją wiedzę o zachowywaniu nasion, użyźnianiu gleby oraz wzmacniali relacje. W Polsce dotychczasowe zjazdy szkół agroekologii skupiały różne środowiska i miały rolę wprowadzającą pojęcie agroekologii i tworzenie wokół niego społeczności.

Otwartość metodologii szkół agroekologii na lokalne uwarunkowania oraz korzystanie z wielu modeli uczenia się i dzielenia doświadczeniem, świetnie się u nas sprawdza.

    1. Program

Program Polskiej Szkoły Agroekologii skupiał się na doświadczaniu agroekologii oraz poznawaniu osób, które ją praktykują. Wybór miejsca zjazdu był nieprzypadkowy – Ekologiczny Uniwersytet Ludowy w Grzybowie to kolebka ruchów na rzecz lokalnej i ekologicznej żywności w Polsce. Odwiedziliśmy kilka gospodarstw, by zobaczyć różne formy wytwarzania żywności i relacji rolnik-konsument. Wchodziliśmy w głębokie interakcje z przyrodą, by poczuć naszą przynależność do niej. Poznawaliśmy siebie w grupie z uważnością i szacunkiem do wnoszonego doświadczenia i wiedzy.

Zgłębialiśmy agroekologię w wielu jej wymiarach i szukaliśmy naszych definicji, by lepiej ją zrozumieć. Przyglądaliśmy się agroekologicznym działaniom w Polsce i na świecie. Dużym zainteresowaniem cieszyły się dobre praktyki z Azji Centralnej, co pokazało jak wiele nas łączy, niezależnie od szerokości geograficznej.

Ogrodnictwo miejskie spotkało się z żywym zainteresowaniem i chęcią rozwijania tego ruchu. Zgłębialiśmy również system żywnościowy, rozbijając go na czynniki pierwsze, cofając się w czasie oraz tworząc scenariusze przyszłości.

Poznawaliśmy relacje pomiędzy zmianą klimatu a działaniami ludzi.

Pod lupę, dosłownie, wzięliśmy bioróżnorodność w krajobrazie rolniczym.

Wspólnie popracowaliśmy w ogrodzie oraz wyplataliśmy z wikliny, poznając tradycyjne rzemiosło. Nogi poczuły tradycje chłopskie w czasie potańcówki z kapelą Wowakin.

To połączenie różnych sposobów uczenia się z naciskiem na wyrażanie siebie, aktywne uczestnictwo oraz doświadczanie, dobrze się sprawdziło i nadal chcemy je eksplorować.

    1. Po stronie Natury

Celem Polskiej Szkoły Agroekologii była edukacja i networking na rzecz rozwoju agroekologii w Polsce. Z pewnością jest to działanie długoterminowe, ale mamy nadzieję, że udało nam się wesprzeć ten proces podczas zjazdu.

Wiele osób uczestniczących podkreślało na koniec tego czterodniowego spotkania, że wyjeżdżają wzmocnione, z dużą dawką energii do działania, z nadzieją. Również ze świadomością przynależności do społeczności, w której mogą swobodnie się uczyć i współpracować. Ta nadzieja rozświetla nam mroki. Daje nam motywację do działania.

Agroekologia stoi po stronie życia, również dostrzegania i celebrowania jego piękna i wielowymiarowości. To z całą pewnością udało się nam wdrożyć w trakcie Polskiej Szkoły Agroekologii.

Do zobaczenia na agroekologicznym szlaku!

Wioletta Olejarczyk, Barbara Kurek

Fundacja Agro-Perma-Lab

Projekt Polska Szkoła Agroekologii powstał we współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla w Warszawie.

W naszym ostatnim numerze Wojciech Mejor z Nyeleni Polska próbował zajrzeć pod pokrywkę etycznej konsumpcji. Czy wyłaniający się z tego artykułu krytyka sprawiedliwego handlu jest nomen omen sprawiedliwa? Prezentujemy polemikę Andrzeja Żwawy z Fairtrade Polska.

Serdecznie dziękuję, że „Zielone Wiadomości” 1/2022 (37) poświęciły tak dużo miejsca na Fairtrade:

– „Czy koronawirus stłumi modową rewolucję?”
– „Fairtrade w czasach Covid-19”
– Wojciech Mejor „Sprawiedliwość na sprzedaż”

Dziękuję panu Wojciechowi, że tak wiele uwagi poświęcił Fairtrade. Niestety jego tekst wymaga sporo wyjaśnień. Na początek przybliżmy terminologię.

W literaturze często pojawiają się zwroty „Fairtrade”, „Fair Trade”, „Sprawiedliwy Handel” a także „fair trade” i „sprawiedliwy handel”. Oto różnice między nimi:

– „Fairtrade” – określa system certyfikacji produktów będący własnością Fairtrade International.

– „Fair Trade” – jest to pojęcie szersze znaczeniowo od „Fairtrade” i odnosi się do całego ruchu Sprawiedliwego Handlu, włączając w to poszczególne organizacje oraz systemy certyfikacji organizacji i produktów.

– „Sprawiedliwy Handel” – polskie tłumaczenie zwrotu „Fair Trade”, używane zamiennie z angielskim oryginałem.

– „fair trade” pisane małymi literami oznacza uczciwość (justice), sprawiedliwość w relacjach handlowych i nie musi się odnosić wyłącznie do wyżej wymienionych ruchu, organizacji i systemów certyfikacji

– „sprawiedliwy handel”, czasem „uczciwy handel” – polskie tłumaczenie zwrotu „fair trade” w szerokim rozumieniu.

Tak więc Sprawiedliwy Handel to międzynarodowy ruch społeczny tworzony przez organizacje pozarządowe, działaczy i wolontariuszy oraz firmy, który dąży do większej równowagi w handlu światowym. Sprawiedliwy Handel powstał po to, aby mieszkańcy globalnego Południa produkujący m.in. kawę, herbatę, kakao, banany, miód, bawełnę czy nawet złoto, mogli godnie żyć z pracy własnych rąk. Podstawowe założenia Sprawiedliwego Handlu to dialog, przejrzystość i szacunek wobec rolników, pracowników najemnych i rzemieślników.

Produkty Sprawiedliwego Handlu są oznaczone certyfikatem potwierdzającym, że przy ich produkcji wypełniono standardy Sprawiedliwego Handlu, zgodnie z Międzynarodową Kartą Sprawiedliwego Handlu w ramach takich systemów certyfikacji Fairtrade, Naturland Fair, Fair for Life lub Ecocert Fair Trade oraz produkty dostarczane przez certyfikowane Organizacje Sprawiedliwego Handlu skupione w World Fair Trade Organization:

Fairtrade jest największym niezależnym systemem certyfikacji produktów Sprawiedliwego Handlu. W systemie Fairtrade działa już około 1,9 miliona drobnych rolników, pracowników najemnych i rzemieślników z ponad 70 krajów Afryki, Ameryki Łacińskiej, Karaibów, Azji i Oceanii, zrzeszonych w około 1880 organizacji producentów. Na świecie jest ponad 35 tysięcy certyfikowanych produktów Fairtrade, dostępnych w sklepach i restauracjach w ponad 125 krajach. Znakiem Fairtrade mogą być oznaczane produkty wytworzone zgodnie ze standardami Fairtrade. Standardy regulują trzy obszary zrównoważonej produkcji: ekonomiczny, środowiskowy i społeczny.

Korzyści dla rolników i pracowników w systemie Fairtrade:

Gwarantowana cena minimalna – chroni producentów na wypadek nagłych spadków cen na rynkach światowych. Jest to niezwykle pomocne w planowaniu domowych budżetów i rozwijaniu produkcji. W przypadku gdy cena rynkowa jest wyższa od gwarantowanej ceny minimalnej, producenci otrzymują za swe plony cenę rynkową.

Premia Fairtrade – dodatkowe środki wypłacane oprócz ceny skupu. Decyzje o jej przeznaczeniu podejmowane są wspólnie w drodze głosowania podczas Walnych Zgromadzeń spółdzielni lub związków pracowników plantacji. Środki z premii mogą służyć do sfinansowania budowy szkół, ośrodków zdrowia czy dostępu do wody pitnej. Jednocześnie producenci inwestują premię w modernizację produkcji, żeby podnosić wydajność i jakość plonów.

Zaliczki i stabilne, długofalowe kontrakty – pozwalają lepiej zarządzać domowym budżetem i inwestować w rozwój gospodarstw.

Ochrona środowiska lokalnego – dbałość o lokalne środowisko naturalne jest niezbędna, aby producenci Fairtrade mogli żyć i pracować w odpowiednich warunkach. Dlatego standardy Fairtrade regulują takie kwestie, jak właściwe używanie wody, gospodarowanie odpadami, stosowanie bezpiecznych środków ochrony roślin i zachowanie bioróżnorodności.

Przestrzeganie praw człowieka i praw pracowniczych – standardy Fairtrade bezwzględnie zakazują wszelkich form dyskryminacji, np. ze względu na płeć, pochodzenie czy wyznawaną religię, pracy niewolniczej i przymusowej pracy dzieci. Pracownicy najemni mają prawo tworzyć demokratyczne związki zawodowe. Oprócz zakazów Fairtrade prowadzi szereg programów mających na celu ochronę najsłabszych grup społecznych i edukację w zakresie praw.

Współdecydowanie o rozwoju Fairtrade – 50% głosów na Walnym Zgromadzeniu Fairtrade International należy do przedstawicieli sieci producentów. Dzięki temu mają oni realny wpływ na to, w jakim kierunku rozwija się organizacja.

Szkolenia – umożliwiają i przyspieszają rozwój gospodarstw i całych lokalnych społeczności. Szkolenia obejmują nie tylko poprawę wydajności i jakości produkcji, ale również zarządzanie organizacją, zdobywanie nowych umiejętności itd.

Fairtrade oferuje kilka znaków certyfikacyjnych. Są to m.in.:

Znak FAIRTRADE na czarnym tle umieszczany jest na produktach jednoskładnikowych (np. banany, kawa, orzechy nerkowca itp.), które mają certyfikat Fairtrade i są fizycznie identyfikowalne.

Znak FAIRTRADE ze strzałką umieszczany na produktach wieloskładnikowych, takich jak tabliczka czekolady czy płatki śniadaniowe. Wszystkie składniki dostępne na zasadach Fairtrade muszą być pozyskane na zasadach Fairtrade. Zdanie „Wszystkie składniki dostępne na zasadach Fairtrade” odnosi się do tego, że nie wszystkie surowce mają opracowane standardy Fairtrade. Np. mleko stosowane często do produkcji czekolady nie występuje w systemie Fairtrade (wyjaśnienie powodów tej sytuacji przekraczało by ramy tego tekstu). Natomiast jeśli dany składnik (np. kakao, cukier i wanilia) występuje w systemie Fairtrade to musi być zastosowany.

Znak ten wykorzystywany jest również na produktach jednoskładnikowych pozyskanych zgodnie z zasadami bilansu masy. Jest to możliwe tylko w przypadku kakao, cukru, soku owocowego i herbaty. Wprowadzenie tej zasady wynika z tego, że łańcuchy dostaw tych produktów (począwszy od lokalnych systemów skupu) uniemożliwiają fizyczne rozdzielenie surowców certyfikowanych i niecertyfikowanych, a więc ich fizyczną identyfikowalność. Oznacza to, że wprowadzenie do skupu np. 10% masy surowca certyfikowanego pozwala by „na wyjściu” 10% masy produktów uzyskało znak FAIRTRADE (ze strzałką) i z informacją, że surowieć został WPROWADZONY na zasadach Fairtrade tj. przy ich uprawie i skupie był przestrzegane standardy Fairtrade. Wskazana wartość procentowa nie może zostać zwiększona, tj. nie następuje „rozcieńczanie” surowca certyfikowanego surowcem niecertyfikowanym. Bezwzględne stosowanie fizycznej identyfikowalności bez oglądania się na warunki lokalne oznaczało by odcięcie rolników od korzyści z udziału w systemie Fairtrade. Oczywiście nie można takiej stosować w przypadku produktów ekologicznych – klient musi mieć pewność, że spożywany przezeń produkt powstał z surowców ekologicznych. Zasada bilansu masy jest stosowana także w innych systemach certyfikacyjnych, np. w przypadku drewna. Pomocna może być analogia związana z decyzją kupowania „zielonej energii”, choć oczywiście nie ma możliwości podpięcia się pod osobną sieć energetyczną, doprowadzającą prąd tylko z wiatraków i fotowoltaiki. Jednakże wybierając „zieloną energię”, płacimy właśnie za energię z wiatraków i fotowoltaiki a nie z elektrowni węglowych.

Znak Fairtrade na białym tle stosowany na produktach wieloskładnikowych, w których tylko wybrane składniki zostały pozyskane na zasadach Fairtrade. Aby móc stosować znak Fairtrade Sourced Ingredient, 100% wybranego składnika Fairtrade w produktach złożonych, liniach lub kategoriach produktów złożonych musi być pozyskane na zasadach Fairtrade. Niestety wymóg zastosowania np. w czekoladzie wyłącznie składników Fairtrade (np. kakao, cukier i wanilia) często bywa barierą dla firm, co zmniejszało popyt na surowce Fairtrade. Wprowadzenie tego znaku pozwoliło rolnikom uprawiającym np. kakao znacznie zwiększyć sprzedaż surowca.

Przechodząc bezpośrednio do omawianego tekstu.

Autor zadaje pytanie /…/ Tylko dlaczego pracowniczki zbierające kakao nie wiedzą, jak smakuje czekolada? Dlaczego ich na nią nie stać? /…/ Trudno na nie odpowiedzieć, gdyż nie wiadomo czy ono odnosi się konkretnie do Fairtrade czy nie. Oglądałem kiedyś film, w którym osoby uprawiające kakao były pytane do czego ono służy i okazywało się, że nigdy nie jadły czekolady i niewiele wiedzą o jej istnieniu. Pytanie, czy gdyby tę wiedzę miały, to by kupowały czekoladę, czy była by ona dostępna w ich miejscach zamieszkania, czy było by je na nią stać itd. Nie były to osoby uprawiające kakao z certyfikatem Fairtrade, jednak nie można wykluczyć, że i w spółdzielniach Fairtrade mogą się takie rzeczy zdarzyć. Trzeba sobie zdać sprawę, że poziom nierówności na świecie jest wciąż ogromny i mimo starań m.in. Fairtrade, ludzie w krajach Południa mają wciąż wiele pilniejszych potrzeb niż kupno czekolady.

Dalej Autor wspomina o /…/ duńskiej powieści „Maks Havelaar” /…/ Faktycznie jest to jednak powieść holenderska (ang. Dutch), a jej oryginalny tytuł „Max Havelaar” dał nazwę pierwszemu certyfikatowi Fairtrade, która jest wciąż używana w niektórych krajach:

Kolejne stwierdzenia Autora: /…/ żeby przeciętny konsument miał szansę zetknąć się ze sprawiedliwymi produktami, trzeba było wprowadzić je do zwykłych sklepów /…/ wymaga sprostowania. Otóż w Fairtrade nie to jest najważniejsze by konsument miał szansę zetknąć się ze „sprawiedliwymi produktami”, lecz by rolnik mógł w godziwych warunkach surowce wyprodukować i sprzedać za godziwym wynagrodzeniem, aby się utrzymać. Dlatego produkty te zaczęły trafić do masowego obiegu. Pojedyncze sklepy świata (world shops), prowadzone nierzadko przez entuzjastów i wolontariuszy i czynne w ograniczonym zakresie, absolutnie tego nie mogły zapewnić, zaś stworzenie alternatywnych kanałów masowej dystrybucji przekraczało możliwości ruchu.

Kolejne stwierdzenie Autora, które zawiera nieporozumienie to: /…/ Początkowo w ramach sprawiedliwego handlu importowano głównie rękodzieło, ale rynek szybko się nasycił /…/ bo trudno twierdzić by rynek ręcznie robionych szali, figurek, makatek itd. nasycił się produktami Sprawiedliwego Handlu. Na pewno nie są to jednak produkty, które dają utrzymanie rzeszom producentów. Nie są one masowo też kupowane. Dlatego faktycznie Fairtrade skupia się na produktach rolnych (spożywczych i bawełnie), uprawianych przez miliony ludzi od pokoleń.

Autor pisze: /…/ prywatna komercyjna spółka FLOCERT /…/ – weryfikacją spełniania standardów Fairtrade zajmuje się niezależna jednostka certyfikacyjna. Jest ona prywatna, czyli nie należy do rządu, samorządu, nie jest spółdzielnią itd. Jest komercyjna tj. osiąga zyski, ale przeznacza je na rozwój systemu Fairtrade.

/…/ Dwie inne największe organizacje certyfikujące to UTZ oraz Rainforest Alliance /…/ – na początku tekstu ujednoliciłem i wyjaśniłem terminologię, dodam jednak, że UTZ oraz Rainforest Alliance nie należą do ruchu Sprawiedliwego Handlu. Niemniej ważne: nie zajmujemy się oceną czy działania innych organizacji „są fair czy nie”, wręcz z radością witamy każdą inicjatywę wspierającą zrównoważony rozwój i poprawę losu rolników.

Dalej Autor pisze: /…/ Jednostki certyfikujące powinny stać na straży przestrzegania tych ideałów, ale w praktyce stały się wielkim, biurokratycznym pośrednikiem, a producenci często skarżą się, że nie stać ich na drogi proces certyfikacji i regularne audyty. /…/ O ile z pierwszym zdaniem trudno się spierać i jednostki certyfikujące faktycznie stoją na straży przestrzegania zasad, to już dalsza część wypowiedzi jest ogólnikiem, a z ogólnikami trudno dyskutować. Zastanawiam się jednak: pośrednikiem między kim a kim? Z jednej strony jest producent (rolnik) a z drugiej nabywca (konsument). Jednostka certyfikująca NIE pośredniczy w handlu między nimi. Certyfikuje producenta oraz firmy importujące i przetwarzające surowce i pozostaje wobec nich niezależna. Certyfikacja, aby była rzetelna, wymaga audytów czyli pracy. Nie da się ukryć, że jest to koszt i że wiąże się z pewnymi „biurokratycznymi” obowiązkami raportowania.

Zupełnie nietrafione jest zdanie /…/ Przecież normy certyfikacji ustalane są w Europie, a producenci mają się tylko podporządkować. /…/ Owszem, siedziba Fairtrade International znajduje się Europie, jednak system Fairtrade składa się z 3 kontynentalnych organizacji reprezentujących rolników z krajów Południa (Ameryka Łacińska + Karaiby, Afryka + Bliski Wschód, Południowa Azja + Oceania), które mają 50% głosów w ciałach decyzyjnych Fairtrade (pozostałe 50% należy do organizacji z krajów Północy zajmujących się propagowaniem Fairtrade). Przedstawiciele organizacji rolników z krajów Południa zasiadają również we wszelkich grupach roboczych i ciałach decyzyjnych Fairtrade. Od kilku lat to osoby z Południa pełnią funkcję Global CEO Fairtrade International. Natomiast FLOCERT posiada swe biura zarówno w Europie i Am. Północnej jak i w Ameryce Środkowej, RPA i Indiach.

/…/ gwarantuje producentom cenę minimalną i stabilniejszy zbyt niż rynkowe wahania /…/ – Fairtrade ustanawia tzw. cenę minimalną (minimalna cena gwarantowana), poniżej której nabycie surowca wyklucza możliwość oznaczenia go jako Fairtrade. Jest to więc gwarancja stabilniejszej ceny zbytu a nie stabilniejszego zbytu. Faktycznie, tak jak pisze Autor nie ma /…/ gwarancji, że całość certyfikowanej produkcji uda się sprzedać jako Fairtrade, bo nie ma wystarczającego popytu. /…/ Tak, to konsumenci decydujemy, czy rolnicy sprzedają surowce na warunkach Fairtrade. Rolnicy z pewnością są tym zainteresowani (bardziej niż tym, czy ich produkty są sprzedawane w hipermarketach, czy w Sklepach świata i kooperatywach spożywczych). Prawdopodobnie tego problemu dotyczą wspomniane przez Autora „doniesienia”, że /…/ niekiedy producentom wręcz opłaca się sprzedawać najlepszej jakości produkt bez certyfikacji, bo na logo Fairtrade jest mniejszy zbyt. /…/ Organizacje Fairtrade zajmują się propagowaniem znaku certyfikacyjnego, a nie sprzedażą oznaczonych nim produktów. Nie dają też gwarancji zbytu. O ile wiem, inne systemy certyfikacji też tego nie gwarantują. Znane mi są przypadki, gdy produkty ekologiczne sprzedawane były w cenie produktów konwencjonalnych, z którymi bywają zmieszane. Czy można za to winić organizacje ustanawiające standardy czy weryfikujące przestrzeganie tych standardów? To konsumenci są siłą napędową popytu.

/…/ Żeby certyfikowanie się opłacało, gospodarstwa muszą zrzeszać się w duże spółdzielnie (co samo w sobie jest z wielu względów bardzo korzystną praktyką dla rolników), te z kolei decydują, na co zostaną przeznaczone premie (Fairtrade Premium) /…/ – Fairtrade nie certyfikuje indywidualnych rolników lecz spółdzielnie (ale nie koniecznie duże!) nie dlatego, że ci pierwsi nie byliby w stanie zapłacić za certyfikację, lecz dlatego że nie byliby w stanie sprostać warunkom handlu międzynarodowego. Zrzeszając się w spółdzielnie, rolnicy mają szanse uzyskać efekt ekonomii skali, np. dzięki premii Fairtrade wspólnie uzyskują środku na szkolenia, podnoszenie jakości, przestawianie produkcji na ekologiczną, dywersyfikację upraw (czy to na eksport czy na własny użytek) czy w ogóle dywersyfikacji działalności (np. przyjmowanie turystów), tworzenie wartości dodanej np. przez rozpoczęcie przetwórstwa, aby wyjść ze schematu surowcowego, o którym wspomina Autor. Można twierdzić, że to spółdzielnie decydują, na co zostaną przeznaczane są premie, jednak są to przecież oddolnie zorganizowane kooperatywy, więc de facto decydują sami rolnicy. Oczywiście czasem robią to lepiej a czasem gorzej, jednak demokracja w podejmowaniu decyzji stanowi integralny element certyfikacji Fairtrade.

Autor wyraża opinię, że /…/ z reguły niewiele z wysokiej ceny certyfikowanych produktów trafia bezpośrednio do rolników /…/ – znów: trudno się odnieść do takich „reguł”. Przede wszystkim, warto pamiętać, że mitem są wysokie ceny certyfikowanych produktów – dzięki wprowadzeniu produktów Fairtrade do sieci handlowych nie są one już oferowane wyłącznie jako produkty premium – stały się dostępne dla przeciętnych konsumentów, o czym dobitnie świadczą gwałtownie rosnące wyniki sprzedaży. Należy jednak pamiętać, że na cenę produktów (nie tylko certyfikowanych) wpływa wiele czynników, nie tylko cena, którą otrzymuje rolnik: przechowywanie, transport, przetwórstwo, podatki, marże, marketing itd. itp. Nie wszystkie elementy da się wyeliminować (podatki) i nie zawsze trzeba. Część czynników wpływających na cenę to wartość dodana, którą z różnych powodów rolnik (czy szerzej: kraj producencki) nie zawsze zapewnia, przynajmniej obecnie. Autor pisze o direct trade i o krótkich łańcuchach dostaw. Jednak łańcuchy dostaw powinny być optymalne. Eliminacja pośredników nie zawsze jest łatwa ani celowa. O ile można przywieźć „w plecaku” pewną ilość kawy, wypalić i sprzedać w sympatycznej kooperatywie spożywczej, to już podobna skala w przypadku np. bananów może nie mieć sensu. Nawet jeśli się ono technicznie uda, to może mocno zawyżyć cenę (nie zadziała ekonomii skali). Nawet jeśli uda się znaleźć grupę majętnych nabywców, to pomyślmy jeszcze o tym ilu rolników obejmiemy takim systemem wsparcia. I choć Fairtrade to wciąż mały % rynku światowego, to już może się pochwalić sporym wpływem na poprawę warunków życia rolników, dzięki którym możemy ze spokojniejszym sumieniem za wciąż rozsądną cenę nabywać produkty, które od pokoleń „wrosły” w globalną gospodarkę i w styl życia mieszkańców Północy: kawa, herbata, kakao i jego pochodne, owoce tropikalne czy bawełniane tekstylia itd.

/…/ Przetwórstwo, dystrybucja i ustalanie zasad certyfikacji nadal są po stronie dużych organizacji na Globalnej Północy. Skupiając się na produktach nieprzetworzonych, bez dużej wartości dodanej, fair trade utrzymuje kolonialną logikę zarabiania na biedniejszych krajach, której krzywdy certyfikacja ma przecież łagodzić /…/ – jak wspomniałem, w Fairtrade i we Flocert głos globalnego Południa jest bardzo ważny. Natomiast jeśli chodzi o przetwórstwo i dystrybucje, to faktycznie marki z krajów Południa nie są jeszcze zbyt widoczne, choć są już jaskółki i to nie koniecznie pierwsze (przywołany przez Autora zarzut brzmi więc trochę nieświeżo). A dlaczego to tylko jaskółki? Znów: powodów jest wiele. Jednym z nich są przyzwyczajenia konsumenckie. Wprowadzenie nowej marki nie jest łatwe. Nie wszystkie spółdzielnie Fairtrade chcą i potrafią się tego podjąć. Te, które się tego podejmują mają do dyspozycji wsparcie Fairtrade, np. mogą wykorzystać otrzymaną premię Fairtrade, aby podnieść swoje kwalifikacje. Nie bez znaczenia jest również możliwość skorzystanie z doświadczeń i wsparcia innych organizacji Fairtrade.

Warto w tym miejscu przywołać ciekawy fakt, że znacząca część tekstyliów z bawełny Fairtrade szyta jest na Południu, np. w Indiach, podczas gdy polscy (ale nie tylko) klienci pytają firmy mające certyfikat Fairtrade „dlaczego nie zlecacie szycia u nas?”. Takie podejście, choć ma swoje uzasadnienia (ale to temat na inny artykuł) też nie ułatwia wyjścia ze schematu handlu surowcami.

/…/ Zależnie od systemu certyfikacji, żeby umieścić logo na produkcie, dystrybutor musi udokumentować sprawiedliwe pochodzenie tylko części składników (chociażby dlatego, że nie wszystkie składniki są dostępne z certyfikatem). Duże koncerny, takie jak Nestle czy Starbucks, z reguły zapewniają zaledwie 20 procent – absolutne minimum, żeby oficjalnie nazwać produkt „sprawiedliwym” /…/ – tu znów nie wiadomo do czego konkretnie Autor się odnosi, o jakim systemie pisze. Jak wspomniałem na wstępie, w systemie Fairtrade nie ma opisanej wyżej zasady. Nie wolno „rozcieńczać” surowców certyfikowanych niecertyfikowanymi. Inna sprawa jaki procent produktów danej marki posiada certyfikat. Tu znów: presja konsumentów to jeden z czynników, które mogą przynieść pozytywne zmiany w tym zakresie.

Pakt z diabłem” to długi fragment, który w zasadzie nie odnosi się do naszego ruchu. Opisuje niesprawiedliwości handlu światowego winiąc za to m.in. hipermarkety, w których to odbywa się większość sprzedaży produktów Fairtrade. Jednak podobne zarzuty można odnieść do sprzedawania w hipermarketach, które przyczyniają się do cierpień zwierząt, produktów vege. I podobnie: ws. sprzedawania tam produktów ekologicznych, zdrowotnych, slow, lokalnych, tradycyjnych, less waste itd. itp. Jednak większość społeczeństwa kupuje w hipermarketach. Tam jest największy obrót kawy, herbaty, bananów itd. Można pogodzić się z tym faktem i próbować wpływać na reguły TEGO handlu, godząc się jednocześnie z faktem, że jest to powolny, ewolucyjny proces. Można też skupić się na zmianach holistycznych, radykalnych, choć ograniczonych (na razie?) do węższego grona odbiorców (co można by określić właśnie „niewielkim plastrem na pocieszenie”). Można też pozostać w strefie komfortu i snuć wizje idealnego społeczeństwa i idealnej gospodarki. Rzecz w tym, że Autor nawet nie przedstawił takiej alternatywnej wizji, lepszej od tego jak DZIAŁA Fairtrade, poprzestając na ogólnikowym wytykaniu jego prawdziwych i nieprawdziwych niedoskonałości.

/…/ certyfikaty dotyczą głównie kilku wybranych surowców: kakao, bananów czy herbaty /…/ – to nieporozumienie. Tych surowców jest już kilkadziesiąt i lista stale rośnie. O ile pamiętam można by znaleźć nawet zieleninę, taką jak na zdjęciu obok tytułu. Natomiast druga ilustracja (przedstawiająca człowieka z torbą z dużym znakiem recyklingu) niezbyt pasuje do artykułu, bo może sugerować jakiś szczególny związek między Fairtrade a np. nurtem less waste. Choć oczywiście kwestie środowiska, w tym gospodarka obiegu zamkniętego, klimat itd. są dla nas ważne, to się na nich nie koncentrujemy, gdyż nie da się robić wszystkiego na raz. Stawienie zbyt wysokich wymagań nie musi sprzyjać postępowi.

/…/ Skoro więc certyfikacja Fairtrade nie jest ściśle związana z jakością produktów i ekologicznym sposobem uprawy, to nie jest prawdopodobnie brana pod uwagę, kiedy motywacją jest troska o własne zdrowie czy jakość spożywanych produktów. Ostatecznie chętniej dopłacimy do ceny produktu, jeżeli w grę wchodzi zdrowie nasze i naszych bliskich, niż kiedy chodzi o ludzi odległych o tysiące kilometrów /…/ – jak wspomniałem kwestie ochrony środowiska są istotną częścią kryteriów Fairtrade, choć należy jasno podkreślić, że punktem wyjścia jest tu prawo rolnika do zdrowego środowiska, takiego w którym on i jego potomkowie będą mogli żyć i pracować. Ponadto premia Fairtrade może zostać wykorzystania na dalsze działania proekologiczne (np. w zakresie recyklingu opakowań czy ochrony lokalnych siedlisk dzikich zwierząt), a nawet na dobrowolne przestawienie się na produkcję ekologiczną.

Po uzyskaniu certyfikatu rolnictwa ekologicznego spółdzielnia uzyskuje wyższą cenę minimalną. Skutkiem tego około połowy produktów Fairtrade ma dodatkowo certyfikat rolnictwa ekologicznego. Niemniej zrozumiała jest troska Autora, że prawa pracowników, ludzi oddalonych od konsumentów o tysiące kilometrów, mogą być mniejszą motywacją niż troska o zdrowie własne i rodziny. Bliższa koszula ciału. Mam jednak wrażenie, iż z tego faktu Autor wyciąga wniosek, że zamiast skupiać się na promowaniu odpowiedzialnej konsumpcji (np. Fairtrade) należy zająć się zmianami systemowymi. Kto jednak ma się tym zająć? Kto poprze takie zmiany (czy to w formie oddolnego aktywizmu czy na wyborach)? Czy Kowalski, który jako konsument niezbyt troszczy się o prawa pracowników, podejmie/poprze działania jako obywatel a nawet aktywista? Wątpię, choć chciałbym się mylić. Sądzę jednak, że prędzej Kowalski kupi (nawet nieświadomie) w swym ulubionym hipermarkecie produkt Fairtrade (zwłaszcza jeśli będzie on łatwo dostępny, dobry, tani) niż podejmie się działań (albo choćby je poprze), które spowodują, że certyfikaty przestaną być potrzebne, bo bycie fair stanie się dla firm obowiązkiem a nie wyróżnikiem.

/…/ O ile logo FT zawiera w sobie nominalnie obietnicę dobrego traktowania pracujących przy produkcji, to wiele innych czynników pozostaje dla konsumenta niewiadomą /…/ – znów: trudno się odnieść do tak enigmatycznej wypowiedzi. Nie rozjaśnia tego dalsza część wypowiedzi.

Chciałbym się odnieść do: /… / Inną sprawą jest popularność egzotycznych produktów. Banany, kakao i kawa zostały tak zintegrowane z zachodnią kulturą, że trudno jest sobie nawet wyobrazić sklep spożywczy bez bogatego wyboru czekolad, a kawa w papierowym kubku stała się czymś w rodzaju atrybutu miejskości i pracowitości. Podobnie jak okazjonalne loty samolotem, importowane produkty na dobre zagościły w menu szanujących się mieszczan /… / – jednak trudno zrozumieć, gdzie tu jest zarzut czy propozycja zmiany, którą dało by się potraktować serio. Kawa i kakao są z nami od pokoleń. W międzykontynentalny handel herbatą czy tzw. przyprawami korzennymi zostaliśmy „wmanewrowani” (używając określenia autora) jeszcze przed epoką wielkich odkryć geograficznych Europejczyków.

Oczywiście możemy sobie wyobrazić nasze życie bez tych produktów i wzmacniać lokalne rynki (kawa z prażonych pestek derenia naprawdę daje radę, a do tego ma alternatywy takie jak kawa z żołędzi, cykorii i orkiszu; herbatki ziołowe naprawdę bywają super, jest też pieprz ziołowy itd. itp.). Tylko, że to jest zmiana naszego życia. A co z życiem milionów rodzin utrzymujących się z produkcji Coffea L., Camellia sinensis, Saccharum officinarum L. itd.? Oczywiście ci ludzie też mogą wzmacniać swoje lokalne rynki: zastąpić cash crops zróżnicowanymi uprawami roślin zapewniającymi im zdrowe wyżywienie. Część pól będą musieli przeznaczyć pod budowę fabryk leków, maszyn rolniczych, komputerów itd., bo produkując żywność wyłącznie na własnej potrzeby nie będą mieli pieniędzy by te dobra nabywać. A teraz serio: większa samowystarczalność jest nam wszystkim potrzebna. Być może nawet zmiany te zostaną wymuszone przez kolejne kryzysy. Jednak współpraca międzynarodowa to nie tylko wady. Nawet jeśli się to neguje, to trudno oczekiwać by wszyscy zechcieli przestawić się na autarkię.

Autor twierdzi, że /…/ podejmowanie drobnych, etycznych decyzji zakupowych przy jednoczesnym ignorowaniu strukturalnych powodów destrukcyjnych modeli biznesowych nie zmieni świata na lepsze. Na pierwszy rzut oka świadomy konsumpcjonizm jest moralnie słusznym, odważnym ruchem, ale w rzeczywistości odbiera nam sprawczość. Drenuje nasze konta bankowe i odwraca uwagę od prawdziwych mechanizmów władzy. /…/ Fairtrade /…/ sam w sobie niewiele robi, żeby je rozwiązać. Nie podważa istoty systemu /…/. Oczywiście z pokorą przyjmujemy opinię Autora, że robimy niewiele. Być może jednak Autor nie ma świadomości, że Fairtrade to nie tylko certyfikat nadawany produktom spełniającym określone kryteria. Organizacje Fairtrade prowadzą i wspierają (np. poprzez Fair Trade Advocacy Office w Brukseli) rozliczne działania rzecznicze na rzecz zmian ustawodawczych obejmujących to, czego wymagają kryteria certyfikacyjne! Można by sądzić, że jest o podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Sądzimy jednak, że mimo zwiększania się wymogów prawnych jest miejsce na certyfikaty, które wymagają od biznesu więcej niż prawo, które dają producentom i konsumentom więcej niż daje prawo.

Jeszcze raz dziękuję Autorowi i Redakcji za możliwość refleksji nt. naszych działań.

Z poważaniem
Andrzej Żwawa, CEO Fairtrade Polska


 

Na progu trzeciej dekady XXI wieku żyjemy w świecie, gdzie człowiek, jego kultura i potrzeby, inne żywe istoty i całe ekosystemy, stały się jedynie elementami bezwzględnej machiny globalnego systemu. Jego nadrzędnym celem jest generowanie niebotycznych zysków dla nielicznej uprzywilejowanej grupy najbogatszych ludzi.

Neoliberalny kapitalizm, bo o nim mowa, doprowadził nasz świat na skraj przepaści: galopujące zmiany klimatu, wyczerpywanie się zasobów naturalnych, zanieczyszczenie środowiska, degradacja gleb i katastrofalny zanik różnorodności biologicznej, nadużywanie długu jako sposobu na przeniesienie konsumpcji z przyszłości do teraźniejszości, powiększające się nierówności gospodarcze oraz narastające przeludnienie i nadmierna konsumpcja (szczególnie wśród bogatych), stawiają pod znakiem zapytania dalsze przetrwanie naszej obecnej cywilizacji, a być może całego gatunku ludzkiego.

Oparty na zasadach polityki neoliberalnej współczesny przemysłowy system produkcji i dystrybucji żywności jest jednym z podstawowych źródeł większości wspomnianych kryzysów. Jest główną przyczyną dramatycznej utraty bioróżnorodności [1]. Odpowiada za ok. 50% emisji gazów cieplarnianych [2], które napędzają katastrofalną zmianę klimatu. Prowadzi do pustynnienia i degradacji gleb {3], wytwarzając jednocześnie schemizowaną żywność, która przyczynia się do powstawania większości chorób przewlekłych związanych z odżywianiem. Narzucany całemu światu przez kraje bogatej Północy globalny system rolno-spożywczy prowadzi również do niezmiernie dotkliwych skutków społecznych, szczególnie na globalnym Południu. Opierając się na monopolu niewielkiej liczby pionowo zintegrowanych korporacji, które w coraz większym stopniu kontrolują wszystkie ogniwa łańcucha produkcji żywności – poczynając od sprzedaży patentowanych nasion i środków ochrony roślin poprzez ich uprawę, przetwórstwo, aż po sieci sprzedaży – zagraża podstawom egzystencji setek milionów ludzi. Znakomicie zilustrowali to Szymon Rębowski i Piotr Depta-Kleśta: „Weźmy na przykład Persea americana – avocado. Dla jednych stało się w ostatnim czasie smacznym, zdrowym i modnym składnikiem nowoczesnej diety. Innym – w Meksyku i Chile – kojarzy się raczej z utratą ziemi, brakiem dostępu do wody pitnej, zniszczeniem środowiska naturalnego i niewolniczą pracą” [4].

Coraz bardziej oczywista – niestety nie dla tych, którzy mają pieniądze i władzę – staje się konieczność radykalnej zmiany. Jeśli chcemy przetrwać, musimy całkowicie zmienić sposób funkcjonowania na tej jedynej dostępnej nam planecie. Zmiana ta musi obejmować gospodarkę, życie społeczne, styl życia i sferę wartości.

Odpowiedzią na te wszystkie wyzwania są agroekologia i suwerenność żywnościowa – dwie zyskujące coraz szersze poparcie, wzajemnie się uzupełniające koncepcje, które razem tworzą spójną wizję prawdziwie zrównoważonego systemu żywnościowego i sprawiedliwości społecznej.

Czym jest suwerenność żywnościowa?

Suwerenność żywnościową definiuje się jako: prawo ludzi do zdrowego i zgodnego z ich kulturą jedzenia produkowanego w oparciu o ekologiczne i zrównoważone metody, a także ich prawo do definiowania własnych systemów żywnościowych i rolnych.

Koncepcja została opracowana i po raz pierwszy przedstawiona przez zrzeszający ponad 200 milionów rolników i rolniczek ze wszystkich kontynentów międzynarodowy ruch chłopski La Via Campesina (Chłopska Droga) podczas rzymskiego Forum Organizacji Społeczeństwa Obywatelskiego w 1996 r. Deklarację końcową Forum – „Profit for few or food for all” (Zyski dla niewielu albo żywność dla wszystkich) – zaprezentowano na Światowym Szczycie Żywnościowym, który odbył się w tym samym roku pod auspicjami Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). W dokumencie „Profit for few or food for all. Food Sovereignty and Security to Eliminate the Globalisation of Hunger” czytamy: „Proponujemy nowy model zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego, który podaje w wątpliwość wiele z obecnych założeń, polityk i praktyk. Jest on oparty o decentralizację i kwestionuje aktualny paradygmat, którego podstawę stanowi koncentracja bogactwa i władzy, zagrażająca dzisiaj światowemu bezpieczeństwu żywnościowemu, różnorodności kulturowej i całym ekosystemom, które podtrzymują życie na naszej planecie”.

Określenie suwerenność żywnościowa zostało zaproponowane w reakcji na termin bezpieczeństwo żywnościowe, używany przez większość rządów i organizacji pozarządowych podczas dyskusji na temat żywności i rolnictwa. Suwerenność żywnościowa różni się od bezpieczeństwa żywnościowego zarówno jeśli chodzi o podejście do kwestii żywnościowych, jak i pod względem politycznym. W podejściu opartym na samym dążeniu do zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego nie ma znaczenia, skąd pochodzi żywność ani w jakich warunkach jest wytwarzana i dystrybuowana. Narodowe cele dotyczące bezpieczeństwa żywnościowego są często spełniane poprzez zakup żywności wytwarzanej w sposób szkodliwy dla środowiska i w warunkach wyzysku – żywności, której produkcja jest wspomagana subsydiami i strategiami niszczącymi lokalnych producentów, ale przynoszącymi krocie korporacjom agrobiznesowym. Suwerenność żywnościowa podkreśla znaczenie produkcji, dystrybucji i konsumpcji w zgodzie z zasadami ochrony środowiska i sprawiedliwości społeczno-gospodarczej oraz wartość lokalnych systemów żywnościowych jako sposobów na poradzenie sobie z głodem i ubóstwem, jak również zagwarantowanie trwałego bezpieczeństwa żywnościowego dla wszystkich ludzi. Promuje kontrolę społeczności lokalnych nad zasobami produkcyjnymi; reformę rolną i bezpieczeństwo własności ziemi dla drobnych producentów; agroekologię; różnorodność biologiczną; wiedzę lokalną; prawa chłopów, kobiet, ludów tubylczych i pracowników najemnych; ochronę socjalną i sprawiedliwość klimatyczną [5].

Koncepcja suwerenności żywnościowej była również wyrazem sprzeciwu wobec agendy handlowej dotyczącej żywności i rolnictwa, promowanej w tamtym czasie przez Światową Organizację Handlu (WTO). WTO powstało w 1995 r. w celu negocjacji umów handlowych. Gdy dominujące państwa wprowadziły do negocjacji rolnictwo, uzgodniły zasady, które zagrażały zdolności innych krajów do organizowania produkcji rolnej i dostaw żywności dla własnej ludności, i do zarządzania nimi. Zasady te wzmacniają również wpływy międzynarodowych korporacji i umożliwiają im coraz większą kontrolę nad produkcją i dystrybucją żywności oraz handlem produktami spożywczymi.

WTO postawiła sobie za cel stworzenie świata, w którym wszystkie artykuły rolne byłyby wytwarzane w miejscach, gdzie są najniższe koszty produkcji. Umowy handlowe często obligują państwa do likwidacji krajowych gospodarek rolnych i systemu ich wsparcia, prowadząc do ekspansji upraw monokulturowych i zwiększonej mechanizacji rolnictwa. Handel na zglobalizowanych rynkach oznacza parcie na coraz mniejsze koszty produkcji – więc koncentruje się ona tam, gdzie są na przykład najniższe koszty pracy. Proces ten, któremu towarzyszy uprzemysłowienie przetwarzania i dystrybucji żywności oraz innych produktów rolnych, prowadzi do zniszczenia drobnego rolnictwa oraz chłopskiej i wiejskiej gospodarki [6]. Ziemie uprawne są przechwytywane przez zmniejszającą się liczbę gospodarstw. Drobne gospodarstwa, zmuszone do konkurowania z biznesami dysponującymi ogromnymi zasobami – upadają. Ludzie, którzy wcześniej byli w stanie utrzymać się na przyzwoitym poziomie z rolnictwa na drobną skalę, muszą albo stać się pracownikami najemnymi agrobiznesu, albo emigrować do miast – przyczyniając się do dalszej erozji społeczności wiejskich i przeludnienia aglomeracji miejskich. Skalę zjawiska obrazują statystyki: np. w latach 2000–2013 liczba małych gospodarstw w Europie zmniejszyła się o jedną trzecią [7].

Idea suwerenności żywnościowej została wypracowana przez ludzi najbardziej zagrożonych procesami konsolidacji władzy i własności w systemach rolnych i żywnościowych – drobnych rolników. Zamiast pozwolić się zniszczyć przez silnych, proponują oni nową wizję rozwiązania wielorakich kryzysów, w obliczu których jako ludzkość stoimy [8].

Suwerenność żywnościową można postrzegać zarówno jako zdecydowany sprzeciw wobec neoliberalnego modelu korporacyjnego globalizmu, jak i alternatywę dla niego. Jest ona procesem budowania ruchów społecznych i umożliwiania narodom i ludom organizacji ich społeczeństw w sposób, który przekracza neoliberalną wizję świata towarów, rynków i podmiotów gospodarczych nastawionych na własny zysk. Ruch na rzecz suwerenności żywnościowej skupia inicjatywy społeczne działające na rzecz agroekologii i chłopskich systemów nasiennych, sprawiedliwości społecznej, klimatycznej i ekologicznej, reformy rolnej, a także obrony godności i praw migrantów, pracowników najemnych, tradycyjnych rybaków itp. Postulat ten mają na sztandarach organizacje tak różne, jak meksykańscy zapatystyści, Landless Workers’ Movement z Brazylii, Friends of the Earth, brytyjski Land Workers Alliance, niemiecki Arbeitgemeinschaft bäuerliche Landwirtschaft (AbL) czy Zachodniopomorski Oddział Ekolandu z Polski.

Jest to ruch, który dąży do zbudowania lokalnych systemów żywnościowych zorganizowanych wokół potrzeb społeczności. Suwerenność żywnościowa oznacza często aktywny bojkot istniejących struktur korporacyjnej władzy i kontroli oraz kolektywne tworzenie od podstaw nowych systemów produkcji, wymiany i konsumpcji. Na całym świecie powstają tysiące inicjatyw, takich jak spółdzielnie rolnicze i ich związki, spółdzielcze zakłady przetwórcze, alternatywne sieci dystrybucji, lokalne rynki, grupy „rolnictwa wspomaganego przez społeczność”, kooperatywy spożywcze i ogrody społecznościowe w miastach oraz wiele innych.

Suwerenność żywnościowa ma znaczenie dla ludzi mieszkających zarówno na terenach wiejskich, jak i zurbanizowanych, w krajach biednych, ale i bogatych. Jest przestrzenią oporu wobec neoliberalizmu, wolnorynkowego kapitalizmu, niesprawiedliwego handlu i destrukcyjnych inwestycji – przestrzenią budowania demokratycznych systemów żywnościowych i gospodarczych, a także sprawiedliwej i zrównoważonej przyszłości [9].

Kamieniem milowym w rozwoju koncepcji suwerenności żywnościowej było Międzynarodowe Forum Suwerenności Żywnościowej, które odbyło się w 2007 r. w Mali z udziałem 500 osób z 80 krajów, przedstawicieli/-ek organizacji chłopskich, ekologicznych, ruchów kobiecych, miejskich i innych. Przyjęta wówczas Deklaracja Nyeleni jest ucieleśnieniem i syntezą wizji ruchu na rzecz suwerenności żywnościowej:

„Suwerenność żywnościowa to prawo ludzi do zdrowego i zgodnego z ich kulturą jedzenia produkowanego w oparciu o ekologiczne i zrównoważone metody, a także ich prawo do definiowania własnych systemów żywnościowych i rolnych. W centrum systemu żywności stawia aspiracje i potrzeby tych, którzy produkują, dystrybuują i konsumują żywność, a nie wymagania rynków i korporacji. Suwerenność żywnościowa staje w obronie interesów przyszłych pokoleń, żądając uwzględnienia ich w debacie […] Suwerenność żywnościowa nadaje priorytet gospodarkom i rynkom lokalnym oraz narodowym, wspiera drobne rolnictwo chłopskie i rodzinne, tradycyjne rybołówstwo, pasterstwo wypasowe oraz produkcję, dystrybucję i konsumpcję żywności w oparciu o zasady ekologicznego, społecznego i gospodarczego zrównoważenia. Suwerenność żywnościowa oznacza nowy rodzaj relacji społecznych, wolny od ucisku i nierówności pomiędzy mężczyznami i kobietami, narodami, grupami rasowymi, klasami społecznymi oraz pokoleniami” [10].

Sześć zasad Suwerenności Żywnościowej [11] zawartych w Deklaracji przyjętej w Nyeleni w Mali w 2007 r.:
  1. Żywność dla ludzi: suwerenność żywnościowa sprzeciwia się postrzeganiu żywności jako jeszcze jednego towaru lub elementu w systemie kontrolowanym przez międzynarodowe przedsiębiorstwa rolno-spożywcze. Powszechne – niezależne od sytuacji społecznej, ekonomicznej i politycznej – prawo ludzi, społeczności i narodów do zdrowej i zgodnej z lokalną kulturą żywności powinno być sercem systemów zarządzania rolnictwem, hodowlą, rybołówstwem, a także dystrybucji ich produktów.
  2.  Docenienie wytwórców żywności: suwerenność żywnościowa docenia pracę jaką (kobiety i mężczyźni) chłopi, drobni rolnicy, pasterze, rybacy, nomadzi i ludność rdzenna, a także najemni robotnicy rolni, w tym migranci, wkładają w produkcję, zbiór i przetwarzanie żywności. Chce chronić ich prawa i sprzeciwiać się działaniom, które im zagrażają.
  3.  Lokalne systemy żywnościowe: suwerenność żywnościowa likwiduje dystans pomiędzy wytwórcami żywności a jej konsumentami, umieszczając jednych i drugich w centrum procesu podejmowania decyzji w sprawach żywności. Na lokalnych rynkach chroni wytwórców żywności przed dumpingowymi cenami i negatywnymi skutkami pomocy żywnościowej, natomiast konsumentów ochrania przed żywnością niskiej jakości, żywnością skażoną GMO oraz nieodpowiednio udzielaną pomocą żywnościową. Sprzeciwia się działaniom rządów i międzynarodowych instytucji mającym na celu promowanie niezrównoważonego i niesprawiedliwego handlu międzynarodowego, który oddaje władzę nad systemami żywnościowymi odległym i nieprzewidywalnym korporacjom.
  4.  Lokalna kontrola nad zasobami: suwerenność żywnościowa przekazuje kontrolę nad terytoriami, ziemią uprawną, pastwiskami, wodą, nasionami, zwierzętami i rybami lokalnym wytwórcom żywności i respektuje ich prawa. Ich użytkowanie powinno być społecznie i ekologicznie zrównoważone, a także nie zagrażać zachowaniu naturalnej różnorodności biologicznej. Suwerenność żywnościowa sprzeciwia się prywatyzacji wspólnych dóbr i zasobów, a także poddawaniu ich regułom gospodarki wolnorynkowej.
  5.  Rozwijanie wiedzy i umiejętności: suwerenność żywnościowa pracuje na rzecz zachowania, wsparcia i rozwoju miejscowej wiedzy, praktyk i umiejętności wytwórców żywności i lokalnych społeczności. Wiedza jest dobrem wspólnym, a suwerenność żywnościowa sprzeciwia się technologiom, które jej zagrażają, chcą ją komercjalizować bądź dążą do jej zawłaszczenia.
  6. Współpraca z naturą: suwerenność żywnościowa używa metod agroekologicznych, które wymagają niewielkich nakładów zewnętrznych, wykorzystują naturalne siły przyrody oraz wzmacniają odporność i zdolności adaptacyjne agrosystemów, szczególnie w kontekście zmian klimatu. Dąży do uzdrowienia planety, tak aby planeta mogła uzdrowić nas. Odrzuca metody, które zagrażają dobroczynnym funkcjom ekosystemów, niszczą środowisko i przyczyniają się do globalnego ocieplenia klimatu, takie jak monokultury, chów przemysłowy, niezrównoważona eksploatacja łowisk i wszelkich innych zasobów.

Agroekologia – suwerenność żywnościowa w praktyce

„Agroekologia jest odpowiedzią na pytanie, w jaki sposób zmienić i naprawić nasz system żywnościowy i życie obszarów wiejskich, które zostały zniszczone przez rolnictwo przemysłowe oraz tak zwane Zielone i Niebieskie Rewolucje. Uważamy agroekologię za kluczową formę oporu wobec systemu gospodarczego, który przedkłada zyski ponad ludzi. Przemysłowy system żywnościowy jest główną przyczyną licznych kryzysów: klimatycznego, żywnościowego, ekologicznego, zdrowia publicznego i innych. Umowy o wolnym handlu i korporacyjne porozumienia inwestycyjne, umowy w sprawie rozstrzygania sporów pomiędzy inwestorami a państwami oraz fałszywe rozwiązania, takie jak rynki emisji związków węgla, a także postępująca »finansjalizacja« ziemi i żywności – wszystkie z nich powodują dalsze pogłębianie się tych problemów. Agroekologia w ramach suwerenności żywnościowej oferuje nam wspólną ścieżkę do przezwyciężenia wymienionych wyżej kryzysów” – głosi Deklaracja Międzynarodowego Forum na rzecz Agroekologii.

Podczas gdy suwerenność żywnościowa jest koncepcją, która tworzy ramy dla zrozumienia systemu żywnościowego i jego transformacji, agroekologia jest jej praktyką – zbiorem konkretnych metod i sposobów działania mających na celu jej realizację. Sednem agroekologii jest pogląd, że systemy rolne powinny naśladować poziom bioróżnorodności i funkcjonowanie naturalnych ekosystemów. Termin agroekologia został po raz pierwszy użyty przez amerykańskiego agroekonoma Basina Bensina i początkowo oznaczał przede wszystkim zastosowanie nauk ekologicznych w poszukiwaniu bardziej zrównoważonego modelu rolnictwa. Stopniowo pionierzy agroekologii zdali sobie sprawę ze znaczenia wiedzy rolników i ludów tubylczych dla innowacji agroekologicznych. Dzisiaj „podejścia agroekologiczne świadomie dążą do połączenia praktycznej wiedzy rolników i ludów tubylczych z najnowszymi odkryciami ekologii jako nauki”[12]. W latach 90. zakres zainteresowania agroekologii poszerzył się z agroekosystemów na cały system żywnościowy, co doprowadziło do ściślejszych powiązań z organizacjami rolników, obywatelskimi grupami konsumenckimi i ruchami społecznymi. Dziś dla wielu organizacji rolników i ruchów społecznych agroekologia jest jednoznacznie powiązana z suwerennością żywnościową, stając się integralnym systemem obejmującym cały łańcuch produkcji i dystrybucji żywności – od gleby po organizację społeczeństw.

Odpowiedzią rządów, instytucji międzynarodowych i wielkiego biznesu na bezprecedensowy, zagrażający podstawom życia na ziemi kryzys, jest tzw. nowa Zielona Rewolucja. To naukowe i technologiczne innowacje, które mają umożliwić intensyfikację produkcji bez uszczuplania zasobów i zwiększania zanieczyszczenia środowiska naturalnego. Jest to eklektyczna mieszanka niektórych praktyk agroekologicznych, np. agroleśnictwa i płodozmianu, i technologii rolnictwa przemysłowego: upraw odpornych na herbicydy, toksycznych środków owadobójczych, modyfikowanych genetycznie roślin i zwierząt, olbrzymich monokultur upraw przeznaczonych na eksport, opatentowanych nasion i technologii oraz przemysłowej hodowli zwierząt. Częścią tego podejścia jest również rynek handlu emisjami CO2.

Są to fałszywe rozwiązania – w gruncie rzeczy oznaczają kontynuację dotychczasowego scenariusza rolnictwa przemysłowego, a także dalsze utowarowienie natury i zwiększenie kontroli ponadnarodowych korporacji, których nadrzędnym celem jest powiększanie zysków, nad wszystkimi ogniwami łańcucha produkcji i dystrybucji żywności, ze wszystkimi katastrofalnymi tego konsekwencjami. Utrwalają struktury, które nadają priorytet rozwojowi rynku przed ochroną środowiska i dobrostanem człowieka. A ponieważ kierują się taką samą absurdalną logiką nieograniczonego wzrostu i zysku, która doprowadziła nas do obecnego kryzysu, mogą go jedynie bardziej pogłębić.

W przeciwieństwie do nowej Zielonej Rewolucji, planowanej w laboratoriach sponsorowanych przez wielki biznes oraz w gabinetach szefów koncernów i polityków, agroekologia jest tworzona oddolnie, wyrasta z żywego doświadczenia tych, którzy od tysięcy lat uprawiają ziemię i nadal, gospodarując na zaledwie 25 procentach gruntów rolnych, wytwarzają 70 procent żywności na świecie. Agroekologia stosuje praktyki, które udowodniły swoją wartość na przestrzeni wielu generacji i opierają się na „zasadach ekologicznych, takich jak: wspomaganie życia biologicznego w glebie, recykling składników odżywczych, dynamiczne zarządzanie bioróżnorodnością i oszczędność energii bez względu na skalę”, korzystając przy tym z nowoczesnej wiedzy o roślinach i ekosystemach. Nie używa „chemicznych środków ochrony roślin, sztucznych hormonów, GMO i innych nowych niebezpiecznych technologii” [13].

Praktyka agroekologii jest wspierana przez horyzontalną wymianę wiedzy pomiędzy chłopami (lub rolnikami) i wdrażana w oparciu o ocenę realiów konkretnych gospodarstw. System agroekologiczny opiera się na różnorodności biologicznej, integracji roślin, drzew i zwierząt w tym samym miejscu – w skrócie, na polikulturze. W dłuższej perspektywie agroekologia zmierza do zmniejszenia zależności rolników od nakładów zewnętrznych, przyczyniając się do autonomii rodzin i społeczności wytwarzających żywność. Jednocześnie jej celem jest redukcja uzależnienia społeczności od produktów importowanych, a czyni to poprzez rozwijanie lokalnych sieci dystrybucji. Ponadto agroekologia dąży do stworzenia bezpośrednich więzi pomiędzy rolnikami a nie-rolnikami – poprzez kolektywne tworzenie systemów żywnościowych, które są sprawiedliwe i zrównoważone ekologicznexiv. Poprzedni Specjalny Sprawozdawca ONZ ds. prawa do żywności, Olivier De Schutter, rozwiał wątpliwości w kwestii tego, czy metody agroekologiczne mogą zapewnić wystarczającą ilość żywności. W swoim raporcie dla Rady Praw Człowieka z marca 2011 r., napisał: „Agroekologia może podwoić produkcję żywności w całych regionach w ciągu dziesięciu lat, łagodząc jednocześnie zmiany klimatu i zmniejszając ubóstwo na wsi” [14].

Podczas gdy dominujący system żywnościowy podporządkowuje środowisko naturalne gospodarce rynkowej, model agroekologiczny poprawia to „odwrócenie”, postrzegając gospodarkę, jako „jednostkę zależną” od większego ekosystemu planety. Uznaje, że niezbędna jest „równowaga pomiędzy naturą, wszechświatem a istotami ludzkim” oraz „fakt, że jako ludzie jesteśmy tylko częścią natury i wszechświata”. Odrzuca „przekształcanie w towar jakichkolwiek form życia” [16].

Równocześnie agroekologia ma bardzo mocny aspekt polityczny – odnosi się do politycznych i strukturalnych przyczyn dzisiejszego kryzysu i „wymaga od nas zakwestionowania i przekształcenia struktur władzy w społeczeństwie”, aby „oddać kontrolę nad nasionami, bioróżnorodnością, ziemią i terytoriami, wodą, wiedzą, kulturą i innymi dobrami wspólnymi w ręce ludzi, którzy karmią świat”. Rozpowszechnianie agroekologii, skuteczny opór wobec korporacyjnej kontroli systemu żywnościowego i budowanie alternatyw są możliwe dzięki „kolektywnej samoorganizacji i wspólnemu działaniu […] rodziny, społeczności, kolektywy, organizacje i ruchy społeczne są żyzną glebą, na której rozkwita agroekologia”. Kluczowe znaczenie ma „solidarność pomiędzy narodami oraz mieszkańcami wsi i miast” [17].

Agroekologia docenia rolę kobiet i dąży do równouprawnienia płci: „Kobiety – ich wiedza, wartości, wizje i przywództwo – mają kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju. Migracje i globalizacja powodują, że kobiety coraz więcej pracują, a jednocześnie mają o wiele gorszy dostęp do zasobów. Należy doprowadzić do równej dystrybucji władzy, zadań, wynagrodzeń i możliwości podejmowania decyzji” [18].

Wartość agroekologii została doceniona przez Organizację Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). Agenda ONZ określiła ją jako system „integrujący koncepcje ekologiczne i społeczne w projektowaniu i zarządzaniu produkcją rolną i systemami żywnościowymi, jednocześnie optymalizując interakcje pomiędzy roślinami, zwierzętami, ludźmi i środowiskiem”. Uznała ponadto, że agroekologia oferuje „unikalne podejście do kwestii zaspokojenia znacznego wzrostu zapotrzebowania na żywność w przyszłości, gwarantując jednocześnie, że nikt nie zostanie pominięty” [19].

Ubiegłoroczny raport Komitetu ds. Światowego Bezpieczeństwa Żywnościowego ONZ stwierdza, że agroekologia „stała się nadrzędnymi ramami politycznymi, w których wiele ruchów społecznych i organizacji chłopskich na całym świecie dochodzi swoich wspólnych praw i domaga się różnorodności systemów rolniczych i żywnościowych przystosowanych do warunków lokalnych, które są głównie tworzone przez drobnych producentów żywności”. Ruchy te „kładą nacisk na konieczność budowania mocnych związków pomiędzy agroekologią, prawem do żywności i suwerennością żywnościową” i postrzegają ją „jako walkę polityczną, wymagającą od ludzi zakwestionowania i zmiany struktur władzy w społeczeństwie” [20].

Podsumowując: agroekologia jest podejściem prawdziwie demokratycznym; opartym na niezależnej nauce i tradycyjnej wiedzy zgromadzonej przez poprzednie pokolenia, i wypływa z autentycznej troski o dobro gatunku ludzkiego i całej planety. Odnosi się do rzeczywistych przyczyn kryzysu – niesprawiedliwego, zdominowanego przez interesy ponadnarodowych korporacji i instytucji finansowych systemu, który opiera się na absurdalnym paradygmacie wzrostu gospodarczego i podsycanej przez ten system ludzkiej chciwości. Społeczności kierujące się zasadami agroekologii i suwerenności żywnościowej dążą do jak największego uniezależnienia od nakładów/dostaw zewnętrznych i do samowystarczalności, a zatem są o wiele bardziej odporne na wstrząsy związane z załamaniem rynku i fluktuacjami na rynkach finansowych. Nie trzeba chyba wyjaśniać jak bardzo to ważne w kontekście prawdopodobnej całkowitej, niekontrolowanej dezintegracji obecnego systemu.

Artykuł pierwotnie ukazał się w Nowym Obywatelu nr 34 (85) /Zima 2020.

Przypisy:

[1] Zob. Ziemia na rozdrożu: Raport ONZ: Apokalipsa trwa i nabiera tempa. https://ziemianarozdrozu.pl/artykul/4027/raport-onz:-apokalipsa-trwa-i-nabiera-tempa
[2] „Food and climate change: the forgotten link” https://www.grain.org/article/entries/4357-food-and-climate-change-the-forgotten-link
[3] Scientific American, „Only 60 Years of Farming Left If Soil Degradation Continues” https://www.scientificamerican.com/article/only-60-years-of-farming-left-if-soil-degradation-continues/
{4] https://magazynkontakt.pl/ziemia-na-granicy/
[5] Nyeleni newsletter no 13 https://nyeleni.org/spip.php?article409
[6]  European Coordination Via Campesina ECVC), „A Guide to Food Sovereignty” https://viacampesina.org/en/wp-content/uploads/sites/2/2018/02/Food-Sovereignty-A-guide-Low-Res-Vresion.pdf
[7] ECVC: 10 FACTS about Peasant Agriculture in Europe http://www.eurovia.org/wp-content/uploads/2017/07/EN_10_Facts-about-peasant-agriculture-in-Europe.pdf
[8] „A Guide to Food Sovereignty”.
[9]  Shalmali Guttal, „Focus on the Global South”, Nyéléni newsletter no 13.
[10] https://nyeleni.pl/deklaracja-nyeleni-mali-2007/
[11] Zredagowana wersja tekstu opublikowanego w broszurce „Polityka na talerzu: przewodnik po agroekologii i suwerenności żywnościowej”, Nyeleni Polska, 2019 https://nyeleni.pl/wp-content/uploads/2020/02/PolitykaNaTalerzu.pdf
[12] Michel Pimbert,„Agroekologia jako alternatywa dla rolnictwa przyjaznego dla klimatu” https://zielonewiadomosci.pl/tematy/obywatele/agroekologia-jako-alternatywa-dla-rolnictwa-przyjaznego-dla-klimatu/
[13] Deklaracja Międzynarodowego Forum na rzecz Agroekologii, Nyeleni, Mali, 2015 https://nyeleni.pl/deklaracja-miedzynarodowego-forum-na-rzecz-agroekologii-2
[14] Gabriel Leblanc, „When organic agriculture meets corporate interests” https://viacampesina.org/en/when-organic-agriculture-meets-corporate-interests/
[15] https://www.civileats.com/wp-content/uploads/2011/03/20110308_UN_agroecology_report.pdf
[16] Deklaracja Międzynarodowego Forum na rzecz Agroekologii.
[17] Ibidem.
[18] Ibidem.
[19] FAO, „10 elements of agroecology. Guiding the Transition to Sustainable Food and Agricultural System”, 2018, www.fao.org/3/i9037en/i9037en.pdf
[20] http://www.fao.org/3/ca5602en/ca5602en.pdf

Czyli o tym, jak na styku nauki, sztuki, wiedzy intuicyjnej oraz aktywizmu, projekt ,,Agro-Perma-Lab: Nasiona” przywraca właściwą wagę zagadnieniu nasion.

Nasiona w rękach ludzi

Projekt ,,Agro-Perma-Lab: Nasiona” powstał w reakcji na to, jakie jest obecnie podejście do nasion w tak zwanym głównym nurcie oraz w wielkoprzemysłowym rolnictwie. Właśnie – jak się mają ,,nasiona w rękach ludzi” w naszych czasach? Są przejmowane przez wielkie firmy (10 światowych firm kontroluje 55% globalnego rynku nasion), są patentowane, są modyfikowane genetycznie (GMO) oraz tworzone laboratoryjnie. Rolnik, kupując nasiona, dostaje cały wykaz środków chemicznych, którymi ma za zadanie w całym cyklu życia ,,potraktować” roślinę (więcej na temat patentowania nasion i monopolizacji rynku w artykule Jana Skoczylasa).

Foto: Joanna Bojczewska

Ludzie w rękach nasion – wiedza

Zanim nasiona trafiły w ręce ludzi, ci byli już od dawna ,,w rękach nasion”. Świat roślin jest doskonały i idealnie przystosowany do środowiska naturalnego – korzysta z wiatru, słońca, wody oraz innych otaczających istot – z flory i fauny. Czy pamiętasz może jak, gdy szłaś po łące, przyczepił ci się do swetra rzep ostu, łopianu albo rzepienia? Czy wiesz, co to zdarzenie naprawdę oznacza? Znaczy to, że pasażer na gapę, zupełnie niezauważony i bez własnego wysiłku, przemieścił się za pomocą twojej energii wiele metrów/kilometrów dalej, tak, by przetransportować swoje nasiona i tym samym poszerzyć obszar występowania swojego gatunku. Jak powiedział nam w wywiadzie Paweł Kobielus: ,,…nam się wydaje, że rośliny to jest coś takiego na niższym poziomie niż ludzie czy zwierzęta, czy jakieś inne tam części tej natury, ale być może wcale tak nie jest, być może one są na tyle inteligentne, że one, żeby się rozmnażać, wcale nie potrzebują się ruszać, nie potrzebują się tam jakoś manifestować wielce, tylko się posługują nami i innymi istotami do tego wszystkiego. Także na jakim one są poziomie, to jest dla mnie zagadką, ale nie uważam, że to są jakieś prymitywne istoty, tylko wręcz odwrotnie”. To właśnie ta wypowiedź Pawła zainspirowała nas do stworzenia jednego z haseł projektu ,,Agro-Perma-Lab: Nasiona” – ,,Ludzie w rękach nasion”.

Pierwszym etapem projektu ,,Agro-Perma-Lab: Nasiona” były wywiady z doświadczonymi osobami, które już od lat prowadzą  swój bank nasion. Do tej pory, zespół Fundacji Agro-Perma-Lab, przy wsparciu współpracujących ochotników, przeprowadził pięć tego typu wywiadów. Na ich podstawie powstanie publikacja dotycząca domów nasion (studium przypadku). Nasiennicy, z którymi zostały przeprowadzone wywiady, to prawdziwe kopalnie życiodajnej wiedzy – mądrości zdobywanej własnymi obserwacjami, własnymi zmysłami. Jak powiedział nam w wywiadzie Paweł Kobielus: ,,powiem szczerze, większość tak intuicyjnie, z racji tego, że już od dziecka obcuję z tymi roślinami różnymi, to jakoś tak się tego powiedzmy nauczyłem, skończyłem też średnią szkołę ogrodniczą, ale tam akurat nie miałem kierunku nasiennictwa, także ze szkoły nie wyniosłem takich wiadomości, tylko już sami się tam po prostu z żoną zaczęliśmy zagłębiać w te tematy”.

Ludzie w rękach nasion – sztuka

Dysproporcje pomiędzy tym, jaką wagę ma zagadnienie nasion, a tym, jak większość ludzi straciło z tym tematem łączność, jest zadziwiająca. W odpowiedzi na taki stan rzeczy, projekt ,,Agro-Perma-Lab: Nasiona” korzysta z artystycznych środków przekazu, by spopularyzować temat nasion, przesunąć to zagadnienie choć trochę bliżej głównego nurtu zainteresowań opinii publicznej. Jednym z artystycznych elementów projektu jest serial podcastowy ,,Ludzie w rękach nasion”, który oparty jest na wywiadach przeprowadzonych z nasiennikami. Z serialu wyłaniają się inspirujące portrety osób, ich historie, doświadczenia, głęboko ekologiczna wiedza i życiodajne postawy.

,,Renata” – Pierwszy sezon serialu-ma obecnie swoją premierę. Archiwalne, jak i nowo powstające odcinki serialu można odsłuchać na stronie Fundacji Agro-Perma-Lab. Innym środkiem przekazu, jakim Agro-Perma-Lab próbuje kształtować narrację w temacie nasion, jest film – obejrzyj tutaj.

Ludzie w rękach nasion – aktywizm

Na szczęście, przez ostatnie trzydzieści lat, aktywizm w dziedzinie suwerenności nasiennej na świecie staje się coraz bardziej słyszalny. Fundacja Agro-Perma-Lab chce wzmacniać ten trend. W grudniu 2020 organizujemy Trening  Liderów i Edukatorów Społecznościowych Domów Nasion. Trening ten prowadzony będzie przez polskich specjalistów-nasienników oraz międzynarodowych trenerów (połączenie online). Uczestnicy będą wybierani na zasadzie rekrutacji, bowiem szkolenie przeznaczone będzie dla osób, które mają potencjał, by przekazać swoją nowo zdobytą wiedzę i umiejętności dalej – multiplikować ją. W ramach programu uczestnicy zgłębią zagadnienia z zakresu standardów i technik zachowywania nasion oraz metod i podejść w uczeniu innych w tym temacie. W dialogu z ekspertami dowiedzą się również o blaskach i cieniach prowadzenia wspólnotowej inicjatywy oraz pracy z ludźmi i organizowania społecznych działań wokół nasion. W ramach treningu grupa wspólnie odbędzie twórcze sesje i ćwiczenia z opracowywania potrzebnych struktur, ról, harmonogramów i procesów dla prowadzenia i utrzymania społecznościowych domów nasion. Trening, tak jak cały projekt „AgroPermaLab: Nasiona”, współfinansowany jest ze środków CSB Academy. Wydarzenie odbędzie się w Domu Spotkań Twórczych ,,Ptasia Dolina”.

Foto: Joanna Bojczewska

Co w Twoich rękach?

Zacznij zbierać nasiona w swoim ogrodzie. Zwracaj uwagę, jakie warzywa i owoce kupujesz. Czy są to warzywa i owoce z dobrego źródła? Czy ich producent wspiera bioróżnorodność? Pomyśl – przechodząc obok monokulturowej przemysłowej uprawy jakiegoś warzywa (najpewniej z nasion hybrydowych, wspartych wieloma środkami chemicznymi) – czy bije z tego pola jakiekolwiek życie? Czy widać ptaki, owady, inne współistniejące rośliny? Jak pięknie nakreśliła nam to w wywiadzie Renata Korn: ,,nie ma bogactwa tego życia, mówię tu o życiu glebowym i na przykład owadach – nie ma bogatej flory i fauny. Natomiast w ogród, jak mój, jak ja go odbieram (może się tutaj będę chwalić), ale po prostu jak wchodzę do niego, to czuję, że ciarki chodzą po plecach… Są zapachy, jest energia, tętni życie, brzęczą pszczoły i to też dodaje aurę. Po prostu naprawdę odczuwa się to w każdej komórce ciała. Na mnie, na człowieka działa to tak, że moja istota odbiera sygnał – tutaj po prostu jest prawdziwe życie przez duże „Ż”. Co więcej, wierzę, że taki właśnie system może sam sobie dawać radę, może przetrwać w przeciwieństwie do tamtego sztucznego, który jest na kruchych nogach”.

Co jeszcze jest w Twoich rękach? Włącz się w nasze działania –napisz do nas, jeżeli chcesz działać z nami – wesprzeć nas w promocji tematyki nasion. Szukamy osób, które przeprowadzą (według naszej ankiety) pogłębione wywiady z większą liczbą nasienników. Ponadto, szukamy osób, które chciałyby się włączyć w pisanie artykułów, montowanie filmików i podcastów. Dodatkowo, możesz też przekazać darowiznę na nasze cele statutowe – po to, żeby Fundacja mogła sprawnie działać i przepychać się łokciami z ważną tematyką nasion do głównego nurtu.

Dodajmy, że projekt „Agro-Perma-Lab: Nasiona” współfinansowany jest ze środków Community Seed Banks Academy. ,,Zielone Wiadomości” są natomiast patronem medialnym projektu.

Fundacja Agro-Perma-Lab działa na rzecz rozwoju edukacji w dziedzinie permakultury, agroekologii, suwerenności żywnościowej i głębokiej ekologii. Numer KRS: 0000862195. Odwiedź naszą stronę: https://agropermalab.org/

Agroekologia oparta na suwerenności żywnościowej jest niezbędną ścieżką do  rozwiązania kryzysu klimatycznego.

Rolnictwo przemysłowe i korporacyjny system żywnościowy są jedną z głównych przyczyn kryzysu klimatycznego i nie mogą być ignorowane podczas dyskusji o ścieżkach ku ograniczeniu globalnego ocieplenia klimatu do poziomu poniżej 1,5°C.

Według IPCC (2014), rolnictwo i zmiany sposobu użytkowania gruntów są odpowiedzialne za około 25% światowych emisji gazów cieplarnianych (GHG) [1]. Jednak zamiast podjąć natychmiastowe, dalekosiężne działania, by dokonać fundamentalnej zmiany, rządy i korporacje promują rynki emisji związków węgla, geoinżynierię i rozwiązania technologiczne, które jak twierdzą, są „potrójnym zwycięstwem” dla zrównoważenia, rozwoju i sprawiedliwości [2].

Handel emisjami CO², organizmy modyfikowane genetycznie (GMO), REDD+ [3], rolnictwo przyjazne dla klimatu i geoinżynieria są kapitalistycznymi próbami zdominowania i instrumentalizacji natury w służbie stale powiększających się zysków. Te oparte na rynku „fałszywe rozwiązania” zostały zaprojektowane w celu akumulacji kapitału, a nie dla poradzenia sobie z kryzysem klimatycznym.

Będąc światowym ruchem chłopskim, La Via Campesina znajduje się na pierwszej linii klimatycznej katastrofy. Z naszej perspektywy, powstrzymanie klimatycznej katastrofy wymaga systemowej zmiany zmierzającej do wykorzenienia podstawowej przyczyny kryzysu – systemu kapitalistycznego.

Publikacja „La Via Campesina w działaniu na rzecz sprawiedliwości klimatycznej”, przygotowana przez La Via Campesinę i zredagowana przez Fundację Heinricha Bölla, jest jednym z rozdziałów nowego wydawnictwa Fundacji, zatytułowanego „Radykalny realizm na rzecz sprawiedliwości klimatycznej”, i przedstawia kluczowe aspekty zmiany systemu w odniesieniu do rolnictwa oraz pokazuje konkretne przykłady zorganizowanego oporu i alternatyw, które sprawiają, że zmiana ta następuje. W części pierwszej definiujemy punkt widzenia La Via Campesiny na kryzys klimatyczny i przedstawiamy dowody na to, że podczas gdy przemysłowy system żywnościowy jest jedną z głównych przyczyn globalnego ocieplenia, agroekologia chłopska [4] i suwerenność żywnościowa mają ogromny potencjał redukcji emisji – w tym poprzez zmniejszenie zużycia paliw kopalnych, adaptacji do zmian klimatu i realizacji zasad sprawiedliwości społecznej. Agroekologia chłopska i suwerenność żywnościowa oferują społeczną, polityczną i ekologiczną wizję, która jednoczy różne sektory w ramach jednego ruchu, aby przeciwstawić się kontynuacji dotychczasowego scenariusza postępowania i zbudować systemy wspólnej kontroli nad sposobami zaspokajania naszych potrzeb życiowych.

Przemysłowy agrobiznes vs. agroekologia chłopska

Aby w pełni zrozumieć powiązania kryzysu klimatycznego z rolnictwem, konieczne jest rozróżnienie pomiędzy dwoma systemami rolno-spożywczymi:

1. przemysłowym agrobiznesem kontrolowanym przez niewielką grupę coraz bardziej rozrastających się korporacji, które dążą do zwiększania swoich prywatnych zysków (w tym poprzez finansjalizację natury);

2. rolnictwem chłopskim opartym na zasadach agroekologii, praktykowanym przez chłopów i innych drobnych producentów żywności przy wsparciu ze strony ich miejskich i wiejskich sprzymierzeńców. Dążą oni wspólnie do zaspokojenia ludzkich potrzeb, pracując w zgodzie z naturą.

Ta analiza jest ważna, ponieważ demaskuje relacje władzy, które kształtują system rolno-spożywczy. Umożliwia nam to jaśniejszą ocenę, który z tych systemów jest w stanie wesprzeć uczciwą transformację na rzecz rozwiązania kryzysu klimatycznego i klimatycznej sprawiedliwości.

Od 44 do 57 % całości globalnych emisji GHG pochodzi z przemysłowego łańcucha żywnościowego. Są to emisje z wylesiania, rolnictwa, przetwórstwa, sprzedaży detalicznej, transportu, chłodnictwa i odpadów (zob. rys.1). Każde z ogniw tego łańcucha jest kontrolowane przez niewielką liczbę gigantycznych, wysoko zintegrowanych globalnych korporacji.[5] Podejmowane przez nie decyzje mają ogromny wpływ na lokalne społeczności, środowisko i na światowy klimat.

Rys. 1: Udział emisji z przemysłowego systemu żywnościowego w globalnych emisjach GHG źródło: LVC/Grain. 2016

Przewozy towarów w ramach tego długodystansowego komercyjnego łańcucha żywnościowego stanowią jedną czwartą całego światowego transportu towarowego.[6] Przemysłowy łańcuch żywnościowy jako całość promuje konsumpcję żywności przetworzonej zamiast produktów lokalnych. Wymaga to użycia energochłonnych procesów przetwarzania, pakowania i chłodzenia, aby móc dłużej przechowywać produkty przemieszczane po całym globie. Zglobalizowany rynek żywnościowy kieruje się logiką nadprodukcji. Oznacza to wyrzucanie „do 50% całej wyprodukowanej przez niego żywności, w trakcie długiej drogi z gospodarstw do pośredników, przetwórni, magazynów i supermarketów”. [7] Ponadto ten system jest odpowiedzialny za powiększanie się obszarów ziemi wykorzystywanej przez rolnictwo przemysłowe na całym świecie, zagrażając istnieniu sawann, mokradeł i lasów w związku ze zmianą sposobu użytkowania gruntów. Plantacje soi, trzciny cukrowej, oleju palmowego, kukurydzy i rzepaku są dzisiaj głównymi winowajcami deforestacji na świecie.[8]

Na szczytach klimatycznych ONZ korporacje agrobiznesowe wykorzystują swoją znaczną siłę lobbingową, aby wywrzeć wpływ na politykę klimatyczną w sektorze rolnictwa. Nie dajemy się omamić tym korporacyjnym dyskursem. Tak zwane „rolnictwo przyjazne dla klimatu” jest „częścią większego projektu ‘zielonego’ dostosowania strukturalnego wymaganego przez znajdujący się w niebezpieczeństwie system gospodarczy i zagrożone elity, ponieważ wyczerpały one inne możliwości olbrzymich spekulacyjnych inwestycji i postrzegają teraz rolnictwo jako nowy ‘dziki zachód’”.[9]  Porozumienie paryskie jest częścią tego planu. Tworzy ono globalne ramy dla dalszej ekspansji rynków emisji związków węgla. Porozumienie paryskie jest w istocie „umową ws. handlu emisjami”, które jeszcze bardziej utowarawia Matkę Ziemię i wywłaszcza chłopów i ludność rdzenną z ich własnej ziemi. [10]

Rynki emisji związków węgla mają poważne konsekwencje dla chłopów i lokalnych społeczności. W wielkim akcie „eko-wybielania” (ang. greenwashing), prywatne korporacje, rządy i inni gracze starają się przywracać, tworzyć i finansować „rezerwuary dwutlenku węgla” (ang. carbon sinks) w rolnictwie. Rolnictwo i inicjatywy na rzecz zwiększenia sekwestracji węgla w glebie są używane w celu zrównoważenia dalszych nadmiernych emisji gazów cieplarnianych przez korporacje. Tymczasem chłopi i ludy rdzenne mieszkają na terenach tych tzw. rezerwuarów dwutlenku węgla i używają ich – stanowią one ich źródło utrzymania. Od momentu zmagazynowania związków węgla w ziemiach, lasach i wodach, uzyskują one wartość rynkową, działalność rolnicza i bezpieczeństwo żywnościowe społeczności wiejskich stają się kwestiami drugorzędnymi. Kiedy zwiększa się wartość rynkowa gruntów, wzrasta zagrożenie grabieżą ziemi.

Międzynarodowe korporacje agrobiznesowe twierdzą, że ich potęga i zyski są usprawiedliwione, ponieważ to one nakarmią świat i rozwiążą kryzys klimatyczny. Jednak przemysłowy system żywnościowy dostarcza żywność tylko dla 30% światowej populacji. Robi to, używając ogromnego areału – 75% wszystkich gruntów rolnych.[11] Korporacyjny łańcuch żywnościowy przyczynia się do zwiększenia głodu i ubóstwa.[12] Ponadto przemysłowy system rolno-spożywczy wpływa szczególnie negatywnie na sytuację kobiet i ludzi młodych. To kobiety pierwsze cierpią z powodu skutków wywłaszczenia z ziemi, zmian klimatu i katastrof.[13] Korporacyjna rywalizacja o grunty i wodę jest przyczyną masowych migracji, szczególnie ludzi młodych, grabieży ziemi, a także konfliktów społecznych i wojen. Rozwiązanie kryzysu klimatycznego wymaga przekształcenia relacji władzy u samych podstaw systemu kapitalistycznego. Agroekologia chłopska oferuje kilka ważnych punktów wyjściowych dla wypracowania kolektywnych rozwiązań tych poważnych, zagrażających życiu problemów w rolnictwie.

Agroekologia chłopska

Chłopi i ludy rdzenne od pokoleń współpracują z naturą, w bezpieczny sposób wytwarzając żywność w harmonii z Ziemią. W ostatnich dekadach termin agroekologia jest używany przez ruchy społeczne, które usiłują bronić niewielkich, chłopskich systemów żywnościowych i rozwinąć alternatywy dla agrobiznesu. W tym samym czasie wiele międzynarodowych organizacji, niektóre rządy, korporacje oraz część naukowców i organizacji pozarzadowych używają koncepcji agroekologii w inny sposób, często w celu promocji rolnictwa przemysłowego, które zagraża drobnym producentom. Zwolennicy systemu przemysłowego twierdzą, ze rolnictwo chłopskie nie jest zdolne wyżywić rosnącej światowej populacji i obarczają chłopów odpowiedzialnością za ich własny głód i ubóstwo. Tymczasem drobni rolnicy, chłopi, rybacy, społeczności rdzenne, robotnicy rolni, w tym kobiety i ludzie młodzi, już karmią ponad 70% światowej populacji, i robią to używając zaledwie 25% zasobów rolnych.[14]

Co więcej system żywnościowy oparty na suwerenności żywnościowej, drobnym rolnictwie i agroekologii może w ciągu kilku dekad zmniejszyć emisje związków węgla o połowę. Można tego dokonać bez ich utowarowiania, jednocześnie przyczyniając się do rozwiązania problemu głodu i ubóstwa. [15] Aby było to możliwe, niezbędne jest podjęcie pięciu kroków, które przedstawiamy  poniżej.

    1. Dbałość o glebę: Właściwa polityka i wprowadzenie zachęt do stosowania chłopskich praktyk agroekologicznych pozwoli na przy wrócenie materii organicznej w glebie do poziomów przedindustrialnych i wchłonięcie przez nią w ciągu pięćdziesięciu lat 24-30% całości obecnych emisji CO².
    2. Metody naturalne zamiast chemii: Chemikalia zubożają glebę, a szkodniki stają się na nie odporne. Chłopska wiedza i praktyki agroekologiczne zwiększają żyzność gleby, zapobiegają jej erozji i budują materię organiczną, zwiększając jednocześnie potencjał produkcyjny ziemi (red. żyzność gleb).
    3.  Ograniczenie transportu żywności: Dużą część emisji GHG z systemu żywnościowego można wyeliminować dzięki rozwojowi lokalnych rynków i zwiększeniu konsumpcji świeżej żywności oraz ograniczeniu spożycia produktów przetworzonych i mrożonych z supermarketów. Żywność nie jest towarem,
      którym można handlować.
    4. Zwrócenie ziemi rolnikom: Monokultury są notorycznymi emitentami GHG. Drobni rolnicy żywią 80% ludności krajów nieuprzemysłowionych, używając mniej niż 25% gruntów rolnych. Redystrybucja ziemi
      drobnym rolnikom połączona ze strategiami na rzecz odbudowy żyzności gleby i promocji
      lokalnych rynków może ograniczyć emisje GHG o połowę w ciągu kilku dekad.
    5. Żadnych fałszywych rozwiązań: Żywność i rolnictwo są głównymi źródłami emisji GHG. Rozwiązania promowane obecnie przez rządy, takie jak CSA, GMO, geoinżynieria, biopaliwa, rynki emisji dwutlenku węgla
      i REDD+ nie odnoszą się do podstawowych przyczyn zmiany klimatu. Przejście z przemysłowego systemu żywnościowego na praktyki agroekologiczne oparte na suwerenności żywnościowej jest jedynym rzeczywistym rozwiązaniem kryzysu klimatycznego.

Suwerenność żywnościowa jest prawem chłopów i społeczności lokalnych do sprawowania kontroli nad ich własnymi systemami żywnościowymi Agroekologia jest suwerennością żywnościową w działaniu. Jest ona „polityczna, wymaga ona od nas zakwestionowania i przekształcenia struktur władzy w społeczeństwie. [Oddaje] kontrolę nad nasionami, bioróżnorodnością, ziemią i terytoriami, wodą, wiedzą, kulturą i innymi dobrami wspólnymi w ręce ludzi, którzy karmią świat”. [16] Agroekologia chłopska drastycznie ogranicza użycie środków zewnętrznych, które trzeba zakupić od przedsiębiorstw agobiznesowych. Odrzuca stosowanie chemikaliów rolniczych, sztucznych hormonów, GMO, syntetycznej biologii i innych korporacyjnych technologii, które osłabiają dobrostan ludzi i suwerenność żywnościową. System oparty na agroekologii produkuje na lokalne rynki, pomagając ten sposób społecznościom uniezależnić się od globalnego korporacyjnego łańcucha wartości.

Agroekologia chłopska ochładza planetę. Wymaga użycia mniejszych ilości energii niż przemysłowy agrobiznes. System chłopski stosuje również mniej substancji chemicznych i technologii opartych na paliwach kopalnych. Ponadto, jak pokazują badania, bogactwo różnorodności biologicznej w systemach agroekologicznych sprawia, że są one bardziej odporne na katastrofy klimatyczne. [17]

Agroekologia w ramach suwerenności żywnościowej promuje sprawiedliwość społeczną i równe prawa dla wszystkich ludzi. W szczególności ma mocne korzenie feministyczne. Uznaje kluczową rolę kobiet w agroekologicznej transformacji – w gospodarstwach i w ruchach społecznych. W batalii na rzecz agroekologii dążymy do zapewnienia wszystkim ludziom wspólnej kontroli nad wszystkim, co stanowi podstawę naszego bytu, włączając w to ziemię.

Wnioski

Przemysłowy system rolno-spożywczy znajduje się w punkcie krytycznym. Jego ciągła ekspansja zagraża zniszczeniem warunków, od których zależy życie obecnych i przyszłych pokoleń. Drogi prowadzące do zatrzymania ocieplenia klimatu na poziomie nie przekraczającym 1,5ºC muszą być radykalne różne od tych, które doprowadziły do dzisiejszego kryzysu. W tej pracy chcieliśmy pokazać jasno podstawowe realia: podczas gdy przemysłowy agrobiznes niszczy różnorodność biologiczną, lokalne ekosystemy, globalny klimat, źródła utrzymania i samo życie, chłopska agroekologia jest niezbędną ścieżką do rozwiązania kryzysu, ponieważ już karmi większość ludzi na świecie, nie narażając zdrowia planety. Według światowego ruchu chłopskiego – La Via Campesina – i naszych sojuszników: ”Prawdziwe rozwiązania kryzysu klimatycznego muszą się wiązać z dostępem ludu do ziemi i wody oraz sprawowaniem przezeń kontroli nad nimi, a także z promowaniem agroekologii, restytucji przyrody i naturalnej retencji wody”.[18] Chłopi mają umiejętności i doświadczenie, które są konieczne, aby zbudować podstawy dla niezbędnej transformacji i dokonać tego olbrzymiego skoku do nowego systemu.

Publikacja „La Via Campesina w działaniu na rzecz sprawiedliwości klimatycznej” przedstawia przykłady, które pokazują, że chłopi i reprezentujące ich organizacje nie oglądają się na rządy i korporacje. Już teraz bronią oni systemów rolniczych, które od tysięcy lat podtrzymują życie, zamiast je osłabiać, i starają się takie systemy odtwarzać.

Chłopska agroekologia potrzebuje natychmiastowego wsparcia, aby odwrócić wzajemnie powiązane społeczne i ekologiczne kryzysy. Jeśli rządy chcą rzeczywiście rozwiązać kryzys klimatyczny, muszą bezzwłocznie wziąć pod uwagę głosy szerokich rzesz zwykłych ludzi, szczególnie wiejskich społeczności chłopskich, pasterzy, drobnych rybaków i ludów rdzennych, w tym kobiet i ludzi młodych, których szczególnie dotykają skutki zmiany klimatu. Tak jak próbowaliśmy pokazać powyżej, chłopskie strategie na rzecz zmniejszenia emisji GHG i adaptacji do zmiany klimatu są najbardziej holistycznym podejściem do odwrócenia skutków kryzysu klimatycznego i promocji sprawiedliwości społecznej w systemie rolno-spożywczym.

Walka o świat, w którym ocieplenie klimatu nie przekroczy 1,5º C, jest również walką o prawa człowieka. Aby wesprzeć chłopskie praktyki agroekologiczne i zbudować wolę polityczną, by osiągnąć suwerenność żywnościową, konieczne jest zastosowanie środków politycznych, w tym natychmiastowe wdrożenie procesów ukierunkowanych na prawa człowieka. Procesy te obejmują: prawo do odpowiedniej żywności, Konwencję nr 169 Międzynarodowej Organizacji Pracy, zasadę dobrowolnej, wcześniejszej i świadomej zgody [19], Zalecenie nr 34 Komitetu ONZ ds. Eliminacji Dyskryminacji Kobiet, Deklarację praw ludów tubylczych ONZ, Wytyczne FAO dot. własności ziemi oraz wytyczne ws. rybołóstwa na małą skalę. Podstawowe znaczenie ma również szybkie wprowadzenie w życie zapisów „Deklaracji ONZ ws. praw chłopów i chłopek oraz innych ludzi pracujących na wsi ”. Ponieważ kryzys klimatyczny jest z natury rzeczy wzajemnie powiązany z kryzysem związanym z globalnymi nierównościami, głodem, ubóstwem, migracją, wywłaszczaniem, konfliktami terytorialnymi, represjami politycznymi, okupacjami i wojnami, potrzebne są natychmiastowe, szeroko zakrojone zmiany systemowe. La Via Campesina i jej sojusznicy pracują na polach, na ulicach i na poziomie instytucjonalnym, aby zmiany te stały się rzeczywistością.

Artykuł jest tłumaczeniem fragmentów publikacji „La Via Campesina in Action for Climate Justice”, przygotowanej przez La Via Campesinę i zredagowanej przez Fundację Heinricha Bölla, która jest częścią wydawnictwa Fundacji zatytułowanego „Radical Realism for Climate Justice – A Civil Society Response to the Challenge of Limiting Global Warming to 1.5°C”.

Tłumaczenie i opracowanie: Jan Skoczylas

Artykuł pierwotnie ukazał się w broszurce „Polityka na talerzu – przewodnik po agroekologii i suwerenności żywnościowej” przygotowanej i wydanej przez zespół Nyeleni Polska przy wsparciu Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie. Cała broszurka do pobrania w formacie pdf: https://nyeleni.pl/wp-content/uploads/2020/02/PolitykaNaTalerzu.pdf

Opublikowano na podstawie licencji Creative Commons “Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe” (CC BY 4.0).

Publikacja „La Via Campesina w działaniu na rzecz sprawiedliwości klimatycznej” do pobrania w formacie pdf (jęz. angielski): La Via Campesina in Action for Climate Justice

Cała publikacja „Radykalny realizm na rzecz sprawiedliwości klimatycznej”: Radical Realism for Climate Justice

Przypisy:

[1] Smith, P., et al. (2014). Chapter 11: Agriculture, Forestry and Other Land Use (AFOLU). In:Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC) Fifth Assessment Report (AR5). www.ipcc.ch/report/ar5/mindex.shtml

[2] Karlsson, L., et al. (2018). «Triple wins» or «triple faults»? Analysing the equity implications of policy discourse on climate-smart agriculture (CSA). Journal of Peasant Studies, 45 (1),150–174.

[3] (od red.) ang. Reducing emissions from deforestation and forest degradation

[4] (od red.) Termin, którym posługuje się ruch La Via Campesina.

[5] IPES-Food. (2017). Too Big to Feed: Exploring the Impacts of Mega-Mergers, Consolidation, and Concentration of Power in the Agri-Food Sector. www.ipes-food.org/images/Reports/Concentration_FullReport.pdf

[6] Eurostat. (2011). From farm to fork – a statistical journey along the EU’s food chain.

[7] GRAIN. (2016). The Great Climate Robbery. GRAIN/Daraja Press.

[8] GRAIN, 2016, loc. cit

[9] LVC. (2014). Unmasking Climate Smart Agriculture. https://viacampesina.org/en/un-masking-climate-smart-agriculture

[10] IEN-CJA. (2017). Carbon Pricing: A Critical Perspective for Community  Resistance, p. 31. Indigenous Environmental Network and Climate Justice Alliance. www.ienearth.org/wp-content/uploads/2017/11/
Carbon-Pricing-A-Critical-Perspective-for-Community-Resistance-Online-
Version.pdf

[11] ETC Group. (2017). Who Will Feed Us?: The Peasant Food Web versus the Industrial Food Chain.                                          www.etcgroup.org/sites/www.etcgroup.org/files/files/etc-
whowillfeedus-english-webshare.pdf

[12] Lappé, F.M., et al. (1998). World Hunger: Twelve Myths. New York: Grove Press. Second edition, Chapter 5

[13] Chapter 5.19 Shiva, V. (1988). Staying Alive: Women, Ecology and Development. London and New Jersey: Zed
Books; Neumayer, E., and Plümper, Th. (2007). The gendered nature of
natural disasters: the impact of catastrophic events on the gender gap
in life expectancy, 1981–2002. Annals of the Association of American
Geographers, 97 (3), 551–566.

[14] ETC Group, 2017, op. cit., pp. 12 and 17.

[15] LVC and GRAIN. (2014). Food Sovereignty: 5 steps to cool the planet
and feed its people. https://viacampesina.org/en/wp-content/uploads/
sites/2/2014/12/Food%20and%20climate%20poster%2007.pdf

[16] Deklaracja Międzynarodowego Forum na rzecz Agroekologii. http://
zielonewiadomosci.pl/tematy/feminizm/deklaracja-miedzynarodowego-
forum-na-rzecz-agroekologii-nyeleni-2015/

[17] Vandermeer, J., et al. (1998). Global change and multi-species agroeco-systems: Concepts and issues. Agriculture, Ecosystems and Environment, 67, 1–22. Altieri, M.A., et al. (2015). Agroecology and the design of climate change-resilient farming systems. Agronomy for Sustainable Development, 35, 869–890

[18] IPC. (2018). The IPC Statement from Paarl (Cape Town).
www.foodsovereignty.org/ipc-statement-cape-town

[19] (od red.) ang. Free, Prior and Informed Consent (FPIC) – zasada uznana w Deklaracji praw ludów tubylczych

Danuta Nowak o pięknym i niezwykłym miejscu – Domu Spotkań Twórczych „Ptasia Dolina” na Pogórzu Kaczawskim

Najpierw pojawiła się wizja wspólnego życia na wsi.

Potem dyskusje i wybór części Polski, gdzie oboje czulibyśmy się dobrze.

Mój mąż pragnął zamieszkać na wschodzie Polski. Ja nie widziałam dla siebie innego miejsca niż mój rodzinny Dolny Śląsk. W górach lub na pogórzu.

Początkowo miał być to po prostu domek na wsi. Mały, tylko dla nas, otoczony lasami, wśród innych domów, we wsi – by mieć sąsiadów, ale też żeby nie zawłaszczać kolejnego kawałka Ziemi ingerując w nienaruszoną przyrodę. Chcieliśmy wykorzystać infrastrukturę jaka już istniała, zamiast tworzyć nową. Z przyrodą wokół, na wyciągnięcie ręki. Z ludźmi, dla których natura jest ważna i dbają o nią.

Zanim podjęliśmy decyzję o zamieszkaniu na wsi, poza głównymi drogami, bez sklepu itp. przygotowywaliśmy się do tego długo, mieszkając w małej miejscowości na ziemi łódzkiej. Mieliśmy tam ogród, który po dwóch latach przerobiliśmy na permakulturowy. Próbowaliśmy swojej niezależności np. testując żywienie się tylko plonami z ogrodu (piekliśmy chleby, pasztety z dyni i cukinii, robiliśmy przetwory z owoców, pomidorów i innych warzyw, kwiatów czy ziół, korzystaliśmy z dziko rosnących roślin). Jedliśmy też jajka od naszych kur.

Pewnej jesieni postanowiłam przeprowadzić eksperyment. Uznałam, że skoro mamy kury oraz własny, naturalny ogród, a także potrafimy przetwarzać jedzenie, to warto zobaczyć, jak to jest w ogóle nie korzystać ze sklepów, samodzielnie przygotowując pożywienie. Mieliśmy trochę zapasu mąki, kasz i oliwę. Reszta produktów pochodziła z naszego ogrodu. Tak przeżyliśmy miesiąc nie kupując nic w żadnych sklepach, również z artykułami tekstylnymi czy AGD. Okazało się to zaskakująco łatwe, po czasie eksperymentu trudno było znaleźć w sklepie spożywczym jakieś produkty, które byłyby nam potrzebne, a zarazem warte zakupu. Uważamy, że przeprowadzenie takiego detoksu od wszelkich usług i towarów raz na jakiś czas każdemu wyjdzie na zdrowie.

Staraliśmy się też uniezależnić od codziennego jeżdżenia do miasta do pracy. Znacznie ważniejsza stawała się jakość naszego życia niż jego standard. Wiedzieliśmy, ile czasu potrzebujemy pracować w mieście, a ile warto wykorzystać na pracę we własnym ogrodzie, by mieć zdrowe i dobrej jakości pożywienie z własnej uprawy. Jako że od kilkudziesięciu lat jesteśmy wegetarianami, ogród warzywny, sad, łąka i las są dla nas bardzo istotnymi elementami ekosystemu.

Droga na Pogórze Kaczawskie

Z własnego doświadczenia wiemy, że żyjąc w mieście wpada się w pułapkę zarabiania, aby korzystać z atrakcji jakie oferuje (koncerty, kino, teatr, inne wydarzenia kulturalne i społeczne itp.), by jeść zdrowo, odpoczywać/regenerować się, wyjeżdżając w piękne miejsca. Gdy żyje się bliżej przyrody i lubi pracę w ogrodzie okazuje się, że zmniejsza się ilość potrzeb związanych z aktywnym wypoczynkiem w dziczy czy dbaniem o jakość życia, rozładowywaniem napięć i stresów. Można to robić każdego dnia zamiast czekać na weekendy i urlopy. Zaczyna się odkrywać piękno w przyrodzie otaczającej nas w najbliższej przestrzeni. Jest nim śpiew ptaków, zwierzęta wokół, piękne wschody i zachody słońca, doświadczanie deszczu, wiatru, dotyk i zapach gleby, szczególnie zroszonej deszczem, spektakle na niebie podczas burz. Wtedy zaczynamy żyć zgodnie z rytmem pór roku. Gdy odkrywa się przyjemność w prostych rzeczach, przestaje się chcieć mieć więcej. Z czasem otoczenie staje się miejscem, w którym czujemy się dobrze zarówno my, jak i nasi goście, oraz inni dzicy mieszkańcy ogrodu.

Nasze dziesięcioletnie wspólne doświadczenie życia na wsi w województwie łódzkim prowadziło nas dalej. Wiedzieliśmy już, że męczy nas miasto, nawet gdy tylko przyjeżdżamy do niego do pracy robiąc warsztaty. Chcieliśmy mocniej zanurzyć się w przyrodę, spowolnić nasze życie. Jeszcze bardziej doświadczać przyrody i odgłosów natury, zamiast hałasu drogi wojewódzkiej, jaką mieliśmy zza oknem. Czuliśmy, że jesteśmy na to gotowi.

Gdy już wspólnie zdecydowaliśmy się, aby zamieszkać na Dolnym Śląsku chcieliśmy zawęzić obszar poszukiwań.

Od ponad dziesięciu lat pracuję jako moderatorka odnowy dolnośląskiej wsi, wspierając mieszkańców przy aktywizacji oraz tworzeniu strategicznych dokumentów dla gmin i sołectw. Dzięki temu dość dobrze poznałam specyfikę różnych zakamarków województwa dolnośląskiego, poszczególnych regionów, zależności, uwarunkowań, historii, a także ukształtowania terenu. Moją szczególną uwagę zwróciły okolice parku krajobrazowego Chełmy. Wiedziałam też, że jest to teren gdzie żyją ludzie aktywni i kochający swoje miejsce na ziemi. Poczułam, że znajdzie się tu też przestrzeń na nasze działania. To pozwoliło nam całkowicie świadomie wybrać Pogórze Kaczawskie – teren interesujący przyrodniczo i geologicznie, ale jeszcze nieodkryty i „zdeptany” przez turystykę. Miejsce, gdzie mógł powstać nasz ogród (ze względu na temperatury, wybór padł na pogórze a nie góry). Odkryliśmy małą XIV-wieczną wioseczkę o szumnej nazwie Nowa Wieś Wielka, w gminie Paszowice.

Jak piękne miejsce znaleźliśmy odkrywamy spacerując po okolicy. Poza przyrodą, spotkaliśmy tu wartościowych ludzi, którzy wspierali nas już podczas remontu, rozmawiając, zapraszając na wspólne kolacje. Utrzymujemy kontakt z poprzednimi właścicielami, szczególnie z seniorką rodu, panią Wandą.

Remontując, przyglądamy się domowi i okolicy. Staramy się wykorzystać jak najwięcej materiałów z odzysku – starą cegłę, deski, drzwi i podłogi. To co da się zachować, zachowujemy. Wymieniamy jedynie niezbędne elementy. Gdy okazało się, że pod naszymi sufitami kryją się stare belki postanowiliśmy je odsłonić i zabezpieczyć. Skuwając stare tynki odkryliśmy kamienne ściany. Część z nich zostawiliśmy odsłonięte. Obserwujemy otoczenie, to jak światło pada na budynek, skąd wieją wiatry. Dopiero potem decydujemy się na zmiany w otoczeniu, nasadzeniach drzew i krzewów.

Początki były trudne. Dom wymagał dużo pracy i serca. Fot. Igor Buszkowski

Kiedy szuka się domu na Dolnym Śląsku to najczęściej spotkać można duże poniemieckie budynki połączone z pomieszczeniami gospodarczymi. Taki też jest nasz dom. Trzypoziomową stodołę postanowiliśmy przerobić na sale warsztatowe. Ponieważ zajmujemy się edukacją przyrodniczo-artystyczną uznaliśmy, iż może nadszedł czas, by nie musieć już jeździć po placówkach oświatowych Polski, ale w zamian zacząć zapraszać grupy do nas. Szczególnie, że nasza wieś leży na terenie obszaru Natura 2000, Parku Krajobrazowego Chełmy oraz otoczona jest trzema wąwozami, a dwa z nich są rezerwatami przyrody (Wąwóz Lipa i Wąwóz Siedmicki).

Planowane jest też utworzenie Geoparku UNESCO na terenie Gór i Pogórza Kaczawskiego (tzw. Krainy Wygasłych Wulkanów). Występuje tu wielkie bogactwo roślin i zwierząt – jelenie (jesienią wokół słychać odgłosy z rykowiska), muflony, salamandry, żmije zygzakowate, borsuki jedzące orzechy w sadzie, nietoperze w stodole, mnóstwo ptaków, w tym żurawie, bociany czarne czy bieliki. Wiosną zakwitają m.in. rośliny z rodziny storczykowatych.

Plemię Ptaków

Wraz z mężem – Darkiem, pracuję z dziećmi i młodzieżą. Kilka lat temu uczestniczyliśmy w Zgromadzeniu Kręgów, gdzie zajmowaliśmy się dziećmi, współtworzyliśmy przestrzeń dla dzieci. Na zakończenie kilkudniowego spotkania, wspólnie z Magdą Polkowską z projektu „Baśnie Ludów Ziemi”, przedstawiliśmy spektakl o plemieniu ptaków, które nauczyło ludzi jak być szczęśliwymi. Jak ważne są spotkania, rozmowy, taniec i śpiew. Plemieniu, które nauczyło ludzi tego, dzięki czemu ludzie mogą być szczęśliwi, aby spotykali się razem, rozmawiali, tańczyli i śpiewali.

Myśląc o funkcji, jaką miał spełniać nasz dom, wiedzieliśmy jedno – ze względu na swoje rozmiary nie jest to dom tylko dla nas. To przestrzeń na spotkania, twórcze działania, radość, śpiew, inspirację i inicjatywy szanujące wszystkie istoty na Ziemi. Również ważnym tematem jest dla nas suwerenność żywnościowa i szacunek dla Ziemi jako żywicielki, i jak najmniejsze jej eksploatowanie. Tak narodziła się nazwa Dom Spotkań Twórczych „Ptasia Dolina”.

Tworząc Dom Spotkań, już podczas odnajdywania ukrytego piękna naszego budynku i okolicy, zapraszaliśmy osoby chcące współtworzyć go z nami. Zorganizowaliśmy dwa spotkania (jesienią i wiosną), podczas których tynkowaliśmy ściany gliną. Przyjeżdżali nasi znajomi, młodzież, z którą pracujemy w ramach obozu Tropami Tęczowego Wojownika.

W działaniach kierujemy się zasadą, aby żyć nie tylko dla siebie. Chcemy być pomostem łączącym ludzi z przyrodą, ludzi w relacjach z innymi – w miejscu zamieszkania oraz w przestrzeni obozów, jakie corocznie organizujemy dla dzieci i młodzieży. Interesują nas: łączenie idei, wartości, szacunek dla przyrody, historii i tradycji.

Wiosną 2019 r. (jeszcze podczas remontu), w Ptasiej Dolinie odbyły się Warsztaty Permakulturowego Projektowania Siedliska organizowane przez Asię Bojczewską z Ekopoletko i Bena Lazara z Permakultura.Edu.Pl oraz warsztat stolarski prowadzony przez Alicję Liczkowską i Jędrzeja Cyganika z „Drwa. Tales of the Woods”. Zostaliśmy też zaproszeni do współtworzenia projektu Forest School Center dla nauczycieli leśnych przedszkoli oraz Akademii Głębokiej Ekologii. W ramach tych projektów w Ptasiej Dolinie odbywały się warsztaty.

Obecnie wraz z Joanną Bojczewską rozpoczęliśmy projekt „PDC – Ptasia. Roczne Projektowanie Permakultury w Ptasiej Dolinie”.

Warsztaty projektowania permakulturowego z PermaKultura.Edu.PL. Fot.Piotr Łóżny

Kolędowanie

Zdając sobie sprawę, że w świadomości mieszkańców możemy budzić pewien niepokój, ze względu na dużą liczbę pojawiających się u nas ludzi, głównie młodych, postanowiliśmy przedstawić się sąsiadom, odwiedzając ich podczas kolędowania. Mieliśmy już takie doświadczenia z lat poprzednich. Darek kolędował z Teatrem Węgajty, a razem, wspólnie z młodzieżą z organizowanych przez nas obozów Tropami Tęczowego Wojownika, kolędowaliśmy w domach pomocy społecznej.

W tamtym okresie nasz Dom nie był jeszcze gotowy na przyjęcie gości. Nie mieliśmy ogrzewania ani łazienek. Ale ugościła nas wieś. Przyjechało 30 osób z Polski i zagranicy. Przez trzy dni przygotowaliśmy się ucząc kolęd i pastorałek oraz tworząc kostiumy: śmierci, diabłów, aniołów i herodów. Tego dnia wiele drzwi stanęło przed nami otworem.

Otwarcie Domu

Po półtorarocznym remoncie Domu postanowiliśmy otworzyć go dla naszych przyjaciół i sąsiadów. Zaprosiliśmy też społeczność gromadzącą się wokół obozów Tropami Tęczowego Wojownika. Było dużo poezji, śpiewu, wspólnego gotowania, rozmów w kręgu, itp. W następnym tygodniu zaprosiliśmy mieszkańców naszej wsi, aby opowiedzieć o sobie, posłuchać o naszej miejscowości od lokalnego historyka, sołtysa, członków lokalnego stowarzyszenia i mieszkańców.

W następnych miesiącach organizowaliśmy jeszcze wiele spotkań artystycznych, takich jak koncert Teatru Węgajty, potańcówkę z węgierskim zespołem Szepszerevel grającym muzykę csango, czy wieczór autorski o mitologii słowiańskiej.

Mamy dużo planów na dalsze działania, projekty związane z przyrodą i uprawą ziemi. Jednym z nich jest stworzenie społecznego Domu Nasion i edukowanie mieszkańców w temacie zbierania i przechowywania nasion starych odmian roślin. Będziemy go realizowali współpracując z pasjonatami i nauczycielami tworzenia naturalnych ogrodów oraz stowarzyszeniami wspierającymi suwerenność żywnościową.

Inne, ważne dla nas projekty, które planujemy realizować w najbliższym czasie, dotyczą rozwoju osobistego w kontakcie z naturą. Szczególnie te skierowane do kobiet. Zarówno kontakt kobiety z Ziemią, która nas karmi oraz bycie w lesie, doświadczanie go wszelkimi zmysłami, może być uzdrawiające dla świata. Kobiety, które odkryją swoją siłę dzięki kontaktowi z przyrodą lub odnowią utraconą więź z Ziemią, będą uczyły innego, pełnego szacunku jej traktowania.

Rozumiejąc, jak ważne i wielopoziomowe jest przygotowanie się do przeprowadzki na wieś, stworzenie sobie odpowiedniego modelu z uwzględnieniem trudności i zagrożeń a nie tylko romantyczną wizją sielskiego życia wiejskiego, przygotowaliśmy program wspierający osoby decydujące się na świadome zamieszkanie na wsi. Pracuję z nimi m.in. takimi metodami, jak: mentoring i coaching.

Życie na wsi, w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami niesie ze sobą wiele wyzwań. Podobnie jest z tworzeniem i utrzymywaniem więzi społecznych. Mamy świadomość, że podążamy wymagającą ścieżką, jednak dla nas tylko takie życie ma sens.

Danuta Nowak – coach, mentorka, pedagożka i animatorka społeczna. Prowadzi warsztaty i konsultacje indywidualne w zakresie prostego życia w bliskości natury i zakorzeniania się na wsi. Pasjonuje się naturalnym ogrodnictwem i projektowaniem permakulturowym.

Kontakt: danuta.nowak.hr@gmail.com

Dom Spotkań Twórczych „Ptasia Dolina”, Pogórze Kaczawskie: https://www.facebook.com/PtasiaDolina

Artykuł ukazał się w wakacyjnym numerze Miesięcznika Dzikie Życie, lipiec / sierpień 2020

Opublikowano za zgodą autorki i redakcji Miesięcznika Dzikie Życie


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Przesłanie z okazji Światowego Dnia Ochrony Środowiska, 5 czerwca 2020 r.

31 maja, kiedy ludzie umierali podczas pandemii coronawirusa, kiedy miliony ludzi straciło źródło utrzymania i głodowało na skutek „lockdownu”, kiedy miliony demonstrowały w kolejnych miastach w USA, aby zaprotestować przeciwko przemocy i brutalności policji, po zamordowaniu George’a Floyda przez policję w Minneapolis, miliarder Elon Musk wystrzelił Space X.

Był to dla mnie brutalny pokaz siły, nieposkromionej pychy i bezduszności jednego procenta najbogatszych ludzi, którzy doprowadzili ekosystemy, społeczności, wspólnoty narodowe i całą ludzkość na skraj katastrofy.

Musk chce w ciągu najbliższego wieku zbudować na Marsie „samowystarczalne” miasto Space X dla uprzywilejowanego ułamka ludzkości. Ignoruje fakt, że nie ma Planety B, że Ziemia jest naszą jedyną żyjącą planetą, że ona jest Gają, że jest żywa.

Musk mówił o swoim wzruszeniu podczas startu Space X. Potężni ludzie żywią „uczucia” do swoich maszyn, a nie do ludzi i innych istot. Mówią o ludzkości stającej się „cywilizacją wyruszającą w przestrzeń kosmiczną i gatunkiem multiplanetarnym”. Wciąż zaprzeczają temu, że jesteśmy Ziemianami i Ziemiankami, dzielącymi życie z innymi istotami na tej ziemi, która jest naszym wspólnym domem.

Wygląda na to, że miliarderzy, którzy naruszyli naturalne ograniczenia naszej planety i przyczynili się do zniszczenia ziemi oraz do niesprawiedliwości i nierówności społecznych, chcą teraz „uciec” od swojego człowieczeństwa i zagrożenia wymarciem, za które są współodpowiedzialni.

Ich obowiązkiem, jako członków ziemskiej społeczności, jest dbanie o ziemię, nie zaś eksploatowanie jej, a następnie, gdy jest już zniszczona, decyzja o pozostawieniu jej i kolonizacja innych planet.

Za pieniądze, które Musk pakuje w Space X można by było nakarmić miliony ludzi i zaangażować ich w twórczą pracę na rzecz regeneracji Ziemi – naszego wspólnego domu – sprawiając, że nadawałaby się do życia dla obecnego i przyszłych pokoleń, wszędzie.

Szóste wielkie wymieranie jest zjawiskiem spowodowanym przez człowieka: jego przyczyną jest bezgraniczna chciwość nielicznych.

Weźmy tylko jeden przykład, pomimo że przedstawia się go jako wzór „zielonej” gospodarki – nieograniczony apetyt na lit należącego do Muska przemysłu elektrycznych samochodów, doprowadził do ekspansji kopalni litu w Północnym Tybecie, Południowej Ameryce, Chile i Boliwii. Szacuje się, że w związku ze wzrastającym popytem na elektryczne auta, do roku 2025 zapotrzebowanie na lit wzrośnie ponad dwukrotnie, co spowoduje ogromne szkody dla środowiska i lokalnych społeczności.

Według byłego prezydenta Boliwii, Evo Moralesa, motywem zamachu stanu, który odsunął go od władzy, było wydobycie litu. Zamach nastąpił tydzień po nacjonalizacji przez Moralesa kopalni litu 4 listopada 2019 roku – były prezydent ogłosił, że lit jest własnością narodu boliwijskiego, a nie międzynarodowych przedsiębiorstw, i anulował umowę z niemiecką firmą ACI Systems Alemania (ACISA) . Decyzja ta poprzedzona była tygodniami protestów mieszkańców rejonu Potosi, gdzie w solnisku Salar de Uyuni znajduje się od 50 do 70% światowych zasobów litu. ACISA zaopatruje w baterie należącą do Muska Teslę i w konsekwencji zamachu stanu ogromnie wzrosła wartość akcji tego przedsiębiorstwa.

Kiedy bogaci i posiadający władzę udaremnili wiążący traktat w sprawie zmian klimatu w Kopenhadze w 2009 roku, Evo Morales zwrócił się do Konferencji Stron, przypominając wszystkim, że przedmiotem negocjacji rządów miały być sposoby na ochronę Matki Ziemi, a nie prawa trucicieli. Ogłosił, że aby przeciwstawić się zaistniałej sytuacji zwoła ludowy Szczyt ws. Zmian Klimatu i Praw Matki Ziemi. Miałam zaszczyt pracować z grupą powołaną przez rząd Boliwii w celu przygotowania projektu Powszechnej Deklaracji Praw Matki Ziemi.

Jako obywatele i obywatelki Ziemi mamy wybór – albo kierować się rynkowymi prawami chciwości i nieograniczonych zysków, albo prawami Ziemi.

Kiedy planujemy gospodarkę po pandemii COVID-19, powinniśmy wziąć po uwagę pełne ekologiczne, społeczne i polityczne koszty dostępnych możliwości i dokonywanych przez nas wyborów. To właśnie poprzez ukrywanie rzeczywistych kosztów dla ziemi i ludzi, świat mega korporacji gromadzi swoje bogactwo, coraz bardziej polaryzując społeczeństwo, odmawiając milionom ich podstawowych praw, podkopując demokrację, zwiększając swój ślad ekologiczny i obarczając tymi kosztami ziemię i społeczności, które znajdują się w najtrudniejszej sytuacji.

Jak zwykle kolonizatorzy opuszczają miejsca i tereny, które zniszczyli i zanieczyścili, i odkrywają nowe kolonie, aby je zająć i eksploatować, chełpiąc się tym jako kolejnym krokiem w rozwoju, rozwiązaniem ekologicznych i społecznych kryzysów, do których sami się przyczynili – znajdują inne miejsca i innych ludzi, aby ich zdominować, a następnie ograbić.

Cecil Rhodes, który doprowadził do kolonizacji Zimbabwe (przedtem Rodezja), wyraził to wprost: „Musimy znajdować nowe ziemie, z których będziemy mogli z łatwością uzyskać surowce i jednocześnie tanią, niewolniczą siłę roboczą, dostępną wśród mieszkańców kolonii. Kolonie będą również stanowiły wysypisko, pozwalające nam pozbyć się nadwyżek towarów wyprodukowanych w naszych fabrykach”.

Jest to nadal model gospodarki jednego procenta. Instrumenty generowania zysków i kolonie mogą się zmieniać, lecz wzorzec kolonizacji pozostaje ten sam – rabuj i kradnij to, co należy do innych, spraw, żeby stało się twoją własnością, pobieraj czynsz od pierwotnych właścicieli, przekształć wysiedlonych w tanią, niewolniczą siłę roboczą dostarczającą tanich surowców i zrób z nich konsumentów twoich produktów przemysłowych.

Dla Elona Muska koloniami są zarówno Mars, jak i kraje bogate w lit. Dla Billa Gatesa i Big Tech (giganci technologiczni – przyp. tłum.) nowymi koloniami są nasze ciała i umysły, tak jak to zostało zapisane w patencie nr WO2020/06060, przyznanym miliarderom przez Światową Organizację Własności Intelektualnej (WIPO) w trakcie „lockdownu” podczas szczytu zachorowań na korona wirusa pod koniec marca. Jest to następny krok w realizacji planu gigantów technologicznych zmierzającego do cyfryzacji świata, w którym ludzi i ich pracę uznaje się za „bezużytecznych” i redukuje się ich do „użytkowników” maszyn.

Cyfrowa dyktatura opiera się na założeniu, że 90% procent ludzkości to tania siła robocza, którą zawsze można wymienić, i nie poczuwa się do obowiązku dbania o sprawiedliwość społeczną czy prawa człowieka. Cyfrowa dyktatura nie jest gospodarką podtrzymującą życie i zapewniającą środki do życia. Może ona funkcjonować przez kilka lat dzięki ekstrakcji danych z naszych umysłów i ciał, jako tzw. „kapitalizm inwigilacyjny”, ale ponieważ nie tworzy warunków, które umożliwiają podtrzymywanie życia w gospodarce natury i zapewniają spełnienie podstawowych potrzeb w gospodarce ludzi, ponieważ nie wzmacnia naszego zdrowia, nie karmi naszych ciał i umysłów czy naszej kreatywności, wolności, ani nie przyczynia się dobrostanu naszej planety – zniszczy ona gospodarczą i społeczną podstawę gospodarki i naszej przyszłości jako rodzaju ludzkiego.

Zaprzeczanie ekologicznym procesom, które podtrzymują gospodarkę i eksternalizacja kosztów społecznych i środowiskowych, prowadzą do ekologicznego załamania.

Terminy „economy” (gospodarka) i „ecology” (ekologia) pochodzą od tego samego greckiego słowa „oikos”, które oznacza nasz dom, zarówno nasz planetarny dom, jak i konkretne miejsca, które nazywamy domem. Ale to, co dzisiaj nazywamy gospodarką niszczy nasz wspólny dom.

Arystoteles zdefiniował „oikonomię” jako „sztukę życia”. Odróżnił ją od „sztuki zarabiania pieniędzy” , którą nazywał „chrematistics”.

Gra, w którą grają miliarderzy, nie zasługuje na to, by ją nazywać gospodarką, zarówno w znaczeniu troski o dom, jak i sztuki życia. Jest to ekstrakcyjne zarabianie pieniędzy – brutalna i pozbawiona jakichkolwiek skrupułów pogoń za zyskiem – w konflikcie z życiem i kreatywnością.

Cyfrowi giganci celowo wprowadzają nas w błąd, mówiąc o „dematerializacji”, tak jakby cyfrowa gospodarka miała być napędzana rozrzedzonym powietrzem, bez zużywania zasobów i energii. W rzeczywistości jest ona niezwykle energochłonna i prowadzi do ogromnych strat społecznych i ekologicznych. Technologie cyfrowe są dzisiaj źródłem 4% procent emisji gazów cieplarnianych (GHG) i ilość zużywanej przez nie energii wzrasta każdego roku o 10%. Transfer danych jest odpowiedzialny za ponad połowę negatywnego wpływu cyfrowej technologii w skali globalnej, stanowiąc 55% jej rocznego zużycia energii. Każdy przetransmitowany lub zmagazynowany bajt wymaga wielkoskalowych i pochłaniających mnóstwo energii terminali i infrastruktury (bazy danych, sieci). Ten ruch zwiększa się obecnie o 25% rocznie. Jak dużo czasu upłynie zanim ekologiczne koszty cyfryzacji każdego aspektu naszego życia doprowadzą do załamania pozostałych ekosystemów i wymarcia żyjących gatunków?

Wszystkie demokratyczne społeczeństwa i ich obywatele muszą ocenić te koszty i doprowadzić do tego, by zasady „ostrożności” i „zanieczyszczający płaci” były stosowane w odniesieniu do cyfrowej gospodarki. Aby zanieczyszczający nie uciekali od swojej ekologicznej i demokratycznej odpowiedzialności, a dyktatorzy nie narzucili nam ich „kapitalizmu inwigilacyjnego”.

Jest możliwe wyjście poza kolonizację i poza wymieranie, które najpierw doprowadziły do unicestwienia innych gatunków i kultur – a teraz zagrażają wymarciem całego ludzkiego gatunku.

Zamiast podążać za bogaczami, którzy ignorują Ziemię i chcą z niej uciec, powinniśmy jako ludzkość wybrać ścieżkę powrotu do Ziemi – w naszych umysłach, naszych sercach i w naszych życiach – jako jedna Ziemska Społeczność z potencjałem współtworzenia, współwytwarzania i regeneracji, i pozwolić Ziemi na podtrzymywanie życia nas wszystkich. Jest to ścieżka prowadząca do odzyskania naszych twórczych mocy, abyśmy mogli ukształtować nasze gospodarki i demokracje od podstaw. Jest to praktyka Demokracji Ziemi.

Musimy odejść od antropocentryzmu i uznać, że wszyscy ludzie i wszystkie istoty są członkami jednej Ziemskiej Rodziny. Przekonanie o wyższości ludzi nad innymi gatunkami i niektórych ludzi nad innymi, o odmiennym kolorze skóry, innej płci czy religii, jest przyczyną przemocy wobec kobiet, osób czarnoskórych i ludów tubylczych. Służy jako usprawiedliwienie eksterminacji gatunków i kultur. To ono doprowadziło do zabójstwa George’a Floyda i wielu przed nim. I to właśnie antropocentryzm jest podstawową przyczyną kryzysu wymierania.

Musimy odrzucić założenie, że gwałcenie ograniczeń planety, ekosystemów i gatunków oraz praw człowieka jest miarą postępu i wyższości – i przejść do budowania gospodarek opartych na respektowaniu ekologicznych praw i ograniczeń, a także praw najuboższych ludzi i najsłabszych dzieci.

Musimy przejść od postrzegania kapitału i technologii jako mistrzów nowej religii zarabiania pieniędzy – „chrematistics” – do świadomości, że są one jedynie środkami, którymi trzeba w sposób demokratyczny zarządzać i które należy poddać regulacjom prawnym, aby służyły wyższym ekologicznym i ludzkim celom.

Musimy przejść od ekstraktywizmu jako podstawy gospodarki, do solidarności i dzielenia się jako podstaw stabilnych społecznych gospodarek obiegu zamkniętego.

Musimy sprzeciwić się przejmowaniu naszych dóbr wspólnych przez 1% najbogatszych ludzi i odzyskać je dla dobra ogółu i pomyślności wszystkich.

Ludzkość musi wybrać życie i zadbać o nasz wspólny dom, Ziemię i siebie nawzajem – i odnowić Planetę, zasiewając w ten sposób ziarna naszej wspólnej przyszłości.

„Jedynie jako jedna ziemska społeczność i jeden gatunek ludzki, zjednoczeni w naszej różnorodności, zdołamy przetrwać i oddalić się od krawędzi przepaści – uwolnić się od destrukcyjnych, prowadzących do ekologicznej zagłady i ludobójstwa, rządów jednego procenta i halucynacji mechanicznych umysłów. Jeden procent doprowadził nas do tego miejsca jak owce na rzeź. Ale możemy obrócić się i odejść – ku wolności. Aby żyć jak wolni ludzi. Aby myśleć jak wolni ludzie. Aby jeść jak wolni ludzie. Wysiew naszej przyszłości jest w naszych umysłach, naszych sercach i w naszych rękach”.*

*Oneness vs 1%—Shattering Illusions, Seeding Freedom, Women Unlimited, New Internationalist

Przełożył: Jan Skoczylas

źródło: Common Dreams

Artykuł opublikowany na podstawie licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 License.

 

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
O konkursie Permakultury

Pomysł na konkurs na najtroskliwszy Ogród Permakultury, powstał podczas trwającej debaty publicznej o przekroczeniu pojemności ekosystemu. I co za tym idzie o konieczności zmiany produkcji rolnej na taką, która chroniłaby zasoby ziemi. Odpowiedzią na tę potrzebę okazały się, powstające wokół coraz liczniej Ogrody Permakultury.  Uprawa zdrowej żywności, realizowana w oparciu o zasady Permakultury, może być pierwszym krokiem na drodze do naszej samowystarczalności żywieniowej. I równocześnie posłużyć odbudowie struktury ziemi, odbudowie naszej więzi z ziemią i odbudowie więzi społecznych. I tej odnowie w poszanowaniu natury ma służyć nasz konkurs w wymiarze lokalnym a nawet miejskim.

Zapraszamy do uczestnictwa w konkursie zarówno osoby, prywatne z przydomowymi ogrodami permakultury, grupy uprawiające permakulturowy ogródek działkowy, jak i członków ogrodów społecznościowych. Szczególnie dla tych ostatnich sytuacja pandemii, może wiązać się  z wyzwaniami rozwoju w którym wsparcia merytorycznego w trakcie trwania konkursu mogą udzielić nasi wspaniali jurorzy:

Joanna Bojczewska, Monika Podsiadła, Wojciech Górny, Dariusz Śmiałowski.

ZGŁOŚ swój OGRÓD do KONKURSU w terminie do 21 września przez formularz http://gdziejestwoda.pl/konkurs/,  a w przypadku pytań pisz na pemakultura@gdziejestwoda.pl

Nagrody w konkursie:

  • książka nt. permakultury
  • roczna prenumerata Eko-ogród
  • roczna prenumerata Przepis na ogród
  • książki wydawnictwa Burda Media o tematyce ogrodowej
  • kurs permakultury
  • talony na nasiona
  • 10%  (rabatu) na 10 kW instalację PV

Powodzenia i do zobaczenia!

Z wyrazami poważania:

Gabriela Morawska; organizatorka Konkursu Permakultury: permakultura@gdziejestwoda.pl

 

Patroni merytoryczni:

Sponsor konkursu:

Patroni medialni: