Strona główna » Artykuły » Publikacje » Felietony » Dwugłos o sztuce: Góry

Dwugłos o sztuce: Góry

Kolejny dwugłos: Monika Kostera i Dominika Kieruzel o tym, czego o budowaniu wspólnoty uczą nas góry? O architekturze pychy i „uczciwej cegle” w świecie sztuki i natury.

Reprodukcja obrazu: Pieter Bruegel Starszy, Wieża Babel
Pieter_Bruegel_the_Elder_-_The_Tower_of_Babel_(Vienna)_-_Google_Art_Project_-_edited

Monika: Dominiko, jesteś artystką, a ja naukowczynią społeczną – porozmawiajmy o sztuce i przyrodzie. Nie w sensie teorii czy historii sztuki przedstawiającej naturę, ale o stanie świadomości, komunikowanym przez naturę wyobrażaną przez sztukę. Socjolog Hartmut Rosa pisze o rezonansie, czyli o szczególnej właściwości relacji człowieka ze światem. Jest to niejednoznaczny, nieliniowy sposób tworzenia więzi między istotami i rzeczami, które mogą być bliskie lub odległe. Rezonans sprawia, że uczestniczący w nim w zasadniczy sposób zmieniają się wzajemnie. Świat w ten sposób „mówi” do nas i słuchanie go sprawia, że pojawiają się doświadczenia nadające i tworzące sens. Nie da się go kupić, spowodować, wyprodukować, zaplanować – ale też nie jest przypadkiem, nie wydarza się mimo woli. Udział w nim wymaga dyscypliny, cierpliwości i świadomości. Dzięki rezonansowi możliwa jest regeneracja społeczeństw ludzkich. Jednym z potężnych nośników rezonansu jest sztuka. Dlatego nie jest to działalność czysto pięknoduchowska, lecz coś, co ma praktyczną moc generowania nowej energii.

Szkocki artysta John Slavin często maluje góry: północne, z Isle of Skye, południowe z departamentu Aude w południowej Francji, z Andorry… Najlepiej oglądać je w galerii – na przykład w Sutton w Edynburgu – obraz w internecie nie oddaje tego co w nich najciekawsze czyli wrażenia fizycznej syntezy tekstury i światła. Patrząc na te prace na wystawie miewałam wrażenie, że kształty wystają poza płaszczyznę obrazu. Ale jest coś ciekawego w tych obrazach, co widoczne jest również na płaskich ekranowych zdjęciach – góry Slavina robią to, co góry robią najlepiej – wyłaniają się. Robią to – jak to góry – w swoim rytmie i w swoim tempie. Patrząc na te obrazy w skupieniu, widzi się to z ich perspektywy. Slavin maluje góry tak, jak wyglądają, gdy nikt, żaden człowiek, na nie nie patrzy. Mienią się światłem swoich terytoriów, wynoszą na wierzch z głębi Ziemi jakieś przekazy, coś co ona w tym właśnie miejscu chcę powiedzieć niebu. Kiedyś miałam przyjemność towarzyszyć artyście podczas wizyty w Luwrze. Oczywiście poszedł oglądać przedstawienia gór, długo wpatrywał się z oddali i z bliska w obrazy. Spojrzał na mnie i wyjaśnił, że podziwia, jak te namalowane góry schodzą do nieba, użył przy tym słowa descend. To mnie bardzo zainteresowało, ale nie chciałam mu przeszkadzać w kontemplacji więc nie dopytywałam. Potem zaraz już wyjeżdżał i jakoś nie spytałam do tej chwili. Artysta żyje wśród gór i lasów i nie ma nawet adresu mailowego. Ale może Ty masz jakiś pomysł, dlaczego „schodzą”? Przecież co najmniej od czasów Petrarki ludzie wchodzą na górę po to żeby popatrzeć w dół?

Dominka: Descend into heavens? Więc tak jakby spływały do nieba, tak jakby grawitacja nie ciągnęła ich do ziemi ale właśnie do nieba. Tak o tym pomyślałam. To ciekawe odwrócenie, bo ty mówisz o tym, że góry u Salvina chcą coś powiedzieć niebu. Jenny Odell w książce „Jak robić nic” (którą uwielbiam i wciąż czytam!) sięga po etymologię słowa attention, czyli naszej „uwagi”, ad-tendre więc rozciągać się, ciągnąć ku czemuś. To miło myśleć o takim związku między górami a niebem. Dla mnie natomiast pierwsza rzecz jaka przychodzi do głowy w związku z górami to zmiany w percepcji spowodowane tą niezwykłą skalą, tym ogromem przestrzeni. Widać to trochę na ilustracji z Atlasu Blaeu-Van der Hem z 1662 roku. Przepiękna pofałdowana i porwana ziemia i dopiero po chwili zauważa się że maleńkie kształty w centrum to domy.

M:  O tak, aż zapiera dech, ten obraz naprawdę odbieram w taki fizyczny sposób… może z powodu tych postaci wędrowców: mężczyzna, kobieta i pies. Ludzie niosą bagaż – on plecak, ona spore torby. Gdy przyjrzeć się bliżej widać w tle, w dolinie wioski wśród pól, kościółek na górce i to niesamowite wrażenie przestrzeni, które wywołują góry. Francuski rysownik Étienne Davideau pokazuje góry z perspektywy człowieka, to wędrowiec jest na pierwszym planie; idzie granią, po równym względnie terenie, patrząc w dal, gdzie góry zaginają przestrzeń. Tam, gdzie jest człowiek jest dość bezpiecznie – trawa i ścieżka. Jednak tuż za krawędzią jest inny wymiar – tu nie rządzi człowiek, tu w ogóle nie ma dla niego miejsca, nawet grawitacja nie jest na miarę człowieka. W dali pojawiają się skaliste szczyty daleko spoza świata oswojonej codzienności i te szczyty spotykają się z chmurami. Człowiek jest tu tylko gościem. Davideau pokazuje radość bycia gościem, aż przypomina się Rimbaud piszący: Par les soirs bleus d’été, j’irai dans les sentiers – „W błękitne, letnie wieczory pójdę bezdrożami”. Tytuł wiersza, „Wrażenie”, podpowiada co dla mnie łączy te wszystkie przedstawienia górskich krajobrazów – ich przejmująca fizyczność, rezonująca z systemem nerwowym, nie tylko obraz do oglądania…

D: Fizyczność rezonująca z systemem nerwowym! Tak, dezorientacja, dziwność i właśnie pewna obcość, poczucie że nie jest się w świecie człowieka, do tego stopnia że są inne zasady fizyki – to bardzo u mnie się wiąże z górami. Chciałabym spojrzeć na obraz na którym prawie wcale nie widać gór, ale czuć tę niezwykłą atmosferę – jest to „Krzyż w Górach” Caspara Davida Friedricha.

Ten obraz właśnie działa na mnie w fizyczny sposób, bo coś ogromnego kryje się w tej mgle, jakiś bezmiar skały i przestrzeni. A katedra jest jak góra, wyciąga się ku niebu. I te dwie rzeczy obijają mi się o myśli – fizyczne ciągnięcie ku niebu jako pewien symbol kulturowy i porównanie architektury z górami. Góra to symbol i punkt orientacyjny. Widziana z oddali przypomina o czymś. To miejsce gdzie Mojżesz spotkał się z Bogiem, ale i miejsce które, jak i punkt orientacyjny, łączy i pozwala ulokować się w terenie. Patrzę teraz na „36 widoków na górę Fudżi” Hokusai – niezwykłe bogactwo! Tak wiele rzeczy się dzieje, nie tylko w świecie ludzkim ale i zwierzęcym, i wszędzie, gdzieś w tle jest Fudżi i każda z tych istot ją widzi, lub też zerka na nią co jakiś czas, w trakcie codziennych aktywności. Wydaje mi się że wieżowce są właśnie takimi współczesnymi górami, że gdzieś reprodukujemy te naturalne  krajobrazy z ich niezwykłością i ich symboliką. A ta symbolika musi brać się z żywego doświadczenia. I zastanawiam się nad tym co to doświadczenie gór robi, czym ono jest i w jaki sposób staje się symbolem? Czy kalkowanie go nie stępia go? Trochę się w tym gmatwam, ale może pomożesz mi znaleźć tu jakąś ścieżkę?

Katsushika Hokusai, Sazai Hall at the Temple of the Five Hundred Arhats from the series Thirty-six Views of Mount Fuji

M: O tak, u Hokusai góra Fudżi jest tu igłą w kompasie przestrzeni, punkt odniesienia w czasie, w przestrzeni, porach roku. To z kolei mi przywołuje na myśl górę Saint-Victoire tak obsesyjnie malowaną przez Cézanne’a. Namalował przeszło 40 wyobrażeń tej góry, wpisujących się w dwa różne okresy. Inaczej niż wielu impresjonistów, w serii poświęconej tej górze Cézanne nie starał się uchwycić chwili, tylko raczej zgłębić sens tej góry, namalować coś co jest ponadczasowe. Inaczej niż u Hokusai, na tych obrazach nie widać jaka jest pora roku – przynajmniej dla mnie nie jest ani oczywiste ani ważne. Za to jest gra z kontekstem, z przestrzenią, która zmienia się i poszukuje jakby własnego środka, punktu oparcia. Mont Sainte-Victoire uosabiała majestat i trwałość natury, dotknięcie jej nieskończonej wielowymiarowości i złożoności w każdym ujęciu. Dla mnie na tych obrazach artysta jest obecny ale nie w sensie twórcy ani nawet obserwatora, tylko jako koncentracja, oczekiwanie. Na późniejszych obrazach widoczna jest także dynamika, coś w tych obrazach przepływa i przyspiesza. Jest tu mnóstwo energii i uczucia, ale nie należą one ani do góry, ani do Cézanne’a, ani do widza. Tu jest jedna z wersji przedstawień góry, którą można odwiedzić w Musée d’Orsay, z roku 1890 a więc z pierwszego okresu.

No właśnie, odnosząc się do Twojego pytania, artysta umie wyrazić złożoność świata choćby poprzez swoja pokorę i oczekiwanie. Dumny miejski planista wraz z deweloperem w postaci wieżowców wyraża tylko to, co widzi poprzez okulary swojej pychy. Bo jak ludzki produkt może dorównać górom?

D: Przepiękny Cézanne! To jest fantastyczne że on powracał tyle razy do tego samego pejzażu. Moje ulubione to te gdzie góra i niebo i flora zlewają się w jedną wibrującą materię – jak na „Mont Sainte-Victoire and Château Noir” z lat 1904-06. Jeśli chodzi o wieżowce, to mnie przyszły do głowy Thamesmead, gdzie ja mieszkałam i Park Hill w Sheffield, gdzie ty mieszkałaś; obydwa przypominają mi góry. Ludzie, jak niektóre ptaki mieszkają w skale. Tyle że w betonie. Jeden z moich ulubionych architektów to Louis Kahn i jego budynki często mają tą monumentalność powierzchni, którą mają i góry, na przykład Sher-e-bangla Nagar w Bangladeszu albo Salk Institute w Kalifornii. Bardziej myślę o tym, jakby… hmmm…. architektura i miasta są czymś na co jesteśmy w pewnym sensie skazani. Jednak wciąż architektura to coś co wynika z natury. Kiedy przyszedł czas abym wybrała swój pierwszy stół jako dorosła osoba, moja wyobraźnia od razu zaczepiła o stół mojej babci, przy którym tyle razy siadałam, no i zrobiłam go (choć bardzo nieudolnie) żeby miał takie wymiary jakie pamiętałam z dzieciństwa. Potem okazało się że ten stół wciąż jest u mamy, tyle że już w szopie, i że jest o wiele mniejszy od tego który zrobiłam. Ja urosłam i urosłam stół też, proporcje między nami zostały te same. No w każdym razie myślę o architekturze przypominającej góry analogicznie:  trochę tak, jak o próbie wykreowania powrotu do jakiegoś miejsca, choć ostatecznie zawsze lądujemy z czymś co jest ‘swoje’, co jest teraz. No i gwoli powtórzeń i powrotów – John Ruskin powrócił do miejsca w Valley of Cluses w Alpach,  gdzie Turner 47 lat wcześniej studiował góry, i to coś do czego ty też wracasz – wędrówka, szlak. Wiadomo gdzie się idzie, więc idziemy nie tyle po to, żeby się na tej wędrówce dowiedzieć o czymś, ale po to żeby ją przeżyć.

M: Tak, masz rację z architekturą! Te budynki, a także nasze Park Hill i Thamesmead są rzeczywiście podobne do gór, w organiczny sposób. To przywodzi mi na myśl starożytne miasta takie jak Byblos. To fenickie miasto, słynące z papirusu, od którego wzięła swoją nazwę biblioteka, miało korzenie znacznie starsze, sięgające Neolitu. Położone na wzgórzu nad morzem Śródziemnym, dawało mieszkańcom zarówno oparcie, jak i perspektywę. Nic dziwnego, że Fenicjanie z powodzeniem trudnili się podróżowaniem i handlem. Bo faktycznie, góra może skłaniać do wracania, nawet sama wskazywać drogę – szlak, który tak wspaniale przedstawił Ruskin. Ale też jest wyrazem inności, dzikości. To umie tylko taka architektura o jakiej mówiłaś – złożona i niepokorna. Nie umieją tego wieżowce ze szkła i aluminium, którymi skolonizowane są obecnie nasze miasta. I w tym momencie nie sposób nie przywołać Wieży Babel Pieter Bruegla Starszego  – zresztą też w wielu wersjach, wybrałam tę namalowaną w 1563 roku, która można spotkać w Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu. Według Księgi Rodzaju wieża została zbudowana dawno temu, gdy ludzkość mówiła jednym językiem. Postanowiono zbudować wieżę, której szczyt będzie sięgał nieba. Za ten akt pychy ludzie zostają ukarani pomieszaniem języków. Na obrazie Breugla jednak pycha nie dominuje, widać, raczej jak ludzie zjednoczeni z naturą budują, a może wypiekają miasto-górę, zharmonizowaną z otoczeniem, niespieszną. Sam czubek sugeruje już jednak inny porządek – jego kolor i kształt jest inny, mniej organiczny, bardziej ambitny. I otaczają go chmury.

Reprodukcja obrazu, na której widać budowę Wieży Babel

Pieter Bruegel Starszy – The Tower of Babel (Vienna) – Google_Art_Project_–_edited

D: Babel Bruegla też mi przychodził do głowy! Chyba rozumiem o czym mówisz teraz. Ambicja jest czymś interesującym… Jest widziana jako bardzo pozytywna wartość w naszej kulturze, ale często bywa ślepa… We want to see ambition – to taka mantra sponsorów i różnych organizacji u których artyści ubiegają się o granty. Tak to pamiętam z UK. Ale coś z czego zdałam sobie sprawę przy ostatniej wystawie, to że w sztuce nie tyle ważne jest realizowanie własnej(lub czyjejś) wizji, co bycie żywym w swoim otoczeniu. Pomyślałam o tym w kontekście tego „wypiekania wieży Babel”, o którym mówisz, a które jest naznaczone zdrową kreatywnością. Dopiero arogancja jest czymś co oślepia ambicję, ciekawość i myśl. Ja kiedyś też zrobiłam górę, szkic góry, zainspirowany Stasiukiem, fragmentem „Drogi do Babadag” w którym wspomina on podróż z Klużu do Sighisoary. „…prześladuje mnie wizja tych wzgórz, prześwituje przez wszystkie pejzaże, jakie ostatnio oglądam, ponieważ gdzieś między Valea Florilor a Ploscosem uwierzyłem na nowo, że człowiek ulepiony został z błota.”
Stasiuk mnie zaraził obrazem tego krajobrazu…. I on działa w odwrotny sposób do Wieży Babel. Wstecz.

M: Niesamowity rezonans mamy w tym odcinku naszej rozmowy! Następnego dnia po tym, gdy mówiłyśmy o Wieży Babel, Papież Leon XIV ogłosił swoją pierwszą encyklikę Magnifica Humanitas, gdzie Babel pojawia się jako symbol grzechu przeciwko różnorodności. Papież zauważa, że jako ludzkość stoimy wobec wyboru, czy będziemy budować Wieżę Babel, czy odbudujemy mury Jerozolimy jak Nehemiasz – dla życia w pokoju, kształtując „cegła po cegle […] bardziej sprawiedliwe współistnienie, zdolne chronić godność wszystkich”. Możliwe, że jest to „uczciwa cegła”, o której pisał Richard Sennett – wyprodukowana przez dobrą, rzemieślniczą pracę, która dodaje rzeczom ducha, ale która sprawia, że żaden wytwór ludzkich rąk nie jest identyczny, „idealny” w martwy sposób. Taka cegła zawiera skazy, które odzwierciedlają ich stworzenie.

Papież podkreśla, że budowa Wieży Babel jest przejawem dążenia do konsolidacji władzy, optymalizacji i standaryzacji: jeden język, jedna technologia, jeden kierunek. Taka jednolitość jest jednak aktem pychy, bo jest płytka, brak jej głębi przejawiającej się poczuciem wspólnoty i duchowego sensu. Konsolidacja prowadzi do przedkładania ujednolicenia nad żywą wspólnotę. Paradoksalnie zoptymalizowana w ten sposób komunikacja załamuje się. Języki, w efekcie upraszczania i ujednolicania, stają się zbyt proste, zbyt sztuczne dla wyrażenia ludzkiej godności i tajemnicy społecznej złożoności. To sprawia, że ludzie przestają się rozumieć nawzajem, że przestają rozumieć sami siebie. Zamiast jedności następuje rozproszenie w masie. Zamiast wspólnego dobra – kult zysku. Papież bałwochwalstwo zysku określa mianem „syndromu Wieży Babel”.

Natomiast mury odbudowane przez Nehemiasza jest organiczne, mniej spójne, mniej spektakularne, nieoptymalne. Nie ma tu wiodącego celu, ale  jest wspólna podstawa, z której miasto wyrasta – jest nią miłość. Ten plac budowy nadziei Papież nazywa „cywilizacją miłości”.

Nawiązując do tego co mówisz o książce Stasiuka, myślę o wędrówce do i od Wieży Babel. To z kolei przywodzi mi na myślę książkę, którą obie kochamy. Tytułowa siedmiopiętrowa góra Thomasa Mertona ze słynnej opowieści autora o swojej wewnętrznej podróży w poszukiwaniu sensu, jest aluzją do czyśćca w poemacie Dantego. U Dantego na szczycie góry czyśćcowej znajduje się Eden, ziemski raj. Merton opisuje swoją drogę od zagubionego młodego człowieka do mnicha trapisty. Na końcu drogi wędrowiec znajduje cichą rewolucję jaką jest praktyka głębokiej kontemplacyjnej modlitwy.

Góry, twory z innego czasu i porządku, one wędrują z nami. Nasze serca biją dużo szybciej i my szybciej żyjemy. Życie ludzkie liczy się w dziesięciolecia, w najlepszym razie sięga stulecia. Narodziny gór trwają dziesiątki milionów lat. Mają wspólne serce – to serce bijące w głębi Ziemi. Pomagają nam spłynąć do ziemi, do wspólnego fundamentu.

 

Autorzy

Dominika Kieruzel

Dominika Kieruzel zajmuje się sztuką wizualną: rzeźbą, instalacją i malarstwem, a także kuratorstwem i niezależną publikacją. Do 2025 roku mieszkała i pracowała w Thamesmead w Londynie, gdzie była związana z organizacją Bow Arts. Studiowała sztuki piękne w Chelsea
College of Arts and Design i Performans w Goldsmiths University w Londynie. W 2018 roku stworzyła kuratorsko-publicystyczny projekt kosmoss.co.uk. Aktualnie mieszka w Polsce.

Monika Kostera

Monika Kostera jest profesorem tytularnym nauk ekonomicznych i humanistycznych. Pracowała na licznych polskich, brytyjskich i szwedzkich uniwersytetach jako profesor nauk zarządzania. Zajmuje się m.in. badaniami wyobraźni organizacyjnej i organizatorskiej. Wszystkie wygłaszane tu opinie są oparte na jej doświadczeniu i nie reprezentują marki, strategii ani misji żadnej organizacji.