Niech sczezną miasta…

Andreas Billert
31 stycznia 2012

Na przekór wszelkiej wiedzy o polityce rozwojowej rząd uznał, że polskie miasta nie potrzebują upodmiotowienia; niech sobie radzą.

Upadek polskich miast jest faktem. Nawet polski rząd potwierdził to, przesyłając już w r. 2010 odpowiedni raport do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).. W pierwszej części raportu opisano nędzę polskich miast, a w jego części drugiej to, jak Polska będzie walczyła z tym dramatem. Będzie to następowało w oparciu o politykę rozwoju kraju, której priorytety to: rozwój regionów i infrastruktury. Taką rząd ma koncepcję walki z upadkiem polskich miast…

Tę orientację wyrażają wszystkie dokumenty rządowe, a premier Donald Tusk potwierdził ją, rezygnując z utworzenia ministerstwa rozwoju miast. Na przekór wszelkiej wiedzy o polityce rozwojowej, wbrew założeniom Unii Europejskiej, ignorując doświadczenia innych krajów członkowskich, rząd uznał, że polskie miasta nie potrzebują upodmiotowienia. Nie ma polityki miejskiej odrębnej od polityki rozwoju przestrzennego kraju, regionów i infrastruktury. Nie ma ani ustawy o planowaniu i rozwoju miast (jest tylko ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym „w ogóle”), ani odpowiedzialnego za te sprawy ministerstwa.

Nic dziwnego, że ekspertom brak wiary „w racjonalność przyszłych polityk przestrzennych”, jak stwierdził prof. Węcławowicz podczas konferencji o polityce miejskiej, zorganizowanej w Sejmie już w 2008 r. Swoją rolę eksperci widzą już tylko w dostarczaniu rządowi niezliczonych tomów koncepcji, ekspertyz i raportów, w których lament nad upadkiem polskich miast, cytaty z różnych dokumentów unijnych i prezentacja niezliczonych „cmentarzy danych statystycznych”, łączą się w osobliwą całość z wizjami rozwoju regionów, infrastruktury i autostrad jako panaceum na rozwoju miast, państwa i jego „przestrzeni w ogóle”. Miasta w tych opracowaniach pojawiają się i znikają, nie mając tam swego określonego miejsca. Jak to ujął Jacek Żakowski, w takiej polityce i systemie organizacji polityki rozwoju miasta po prostu giną przy kolejach i drogach.

Jest to nad wyraz wygodne. Rząd nie musi w takiej sytuacji zawracać sobie głowy programami rozwoju miast, rewitalizacją, polityką mieszkaniową, budowaniem programów i szukaniem dla realizacji tych celów pieniędzy, które są przecież potrzebne na budowę stadionów. Może to też tłumaczyć brakiem pieniędzy unijnych, tworząc równocześnie struktury administracyjne pracowicie zajmujące się formułowaniem wytycznych i budowaniem „pasów transmisyjnych” dla redystrybucji środków unijnych na potrzeby infrastruktury i rozwoju regionalnego. Są unijne środki – jest i odpowiednie ministerstwo! Taka polityka zaspakaja Urzędy Marszałkowskie i firmy realizujące inwestycje w infrastrukturę. Zaspakaja interesy budowniczych autostrad, mogących liczyć na polityczne wsparcie swych działań.

Nowa trasa turystyczna: „Unikalny w Europie - autostradowy szlak degradacji miast” (kolaż autora)
Nowa trasa turystyczna: „Unikalny w Europie - autostradowy szlak degradacji miast” (kolaż autora)

A miasta? Miasta zadowalają się deweloperami, budującymi coraz to nowe wieżowce, centra handlowe i osiedla mieszkaniowe, których blichtr pozwala politykom lokalnym demonstrować je jako sukces programów nowoczesnego rozwoju miast. Wykorzystując środki unijne Lokalnego Programu Rewitalizacji, gminy mogą realizować fragmentaryczne inwestycje „rewitalizacyjne”, pod którą to nazwą kryją się remonty ulic, placów i kwietników. Fakt, że obok tych inwestycji galopuje proces degradacji całych śródmieść, a przestrzeń miasta poddawana jest niebywałym dotąd procesom dezintegracji przestrzennej i społeczno-gospodarczej, władz miejskich szczególnie nie wzrusza. Ofiary upadku miasta – społeczeństwo, które w nich pozostało – posiadają minimalną siłę politycznego przebicia i z reguły nikłą świadomość dalekosiężnych i katastrofalnych skutków degradacji miast.

A przecież degradacja miast uniemożliwia pozyskiwanie nowoczesnych potencjałów inwestycyjnych, tworzenie nowoczesnych miejsc pracy i rozwój nowoczesnego społeczeństwa miejskiego. Innymi słowy, obecny stan miast polskich uniemożliwia rozwój kraju. W ten sposób miasta upadają, a liczba kilometrów bieżących autostrad i liczba stadionów rośnie. Jest rozwój! Niestety nie odbija się on ani w pozycji Polski, ani w rankingu państw w zakresie innowacji gospodarki, w którym Polska zajmuje jedną z ostatnich pozycji w UE. Nic dziwnego, skoro o wartości i jakości gospodarki decyduje dzisiaj nowoczesny rozwój miast. Potrzeba będzie dekad, aby odwrócić skutki dzisiejszych zaniedbań. Wymagałoby to gigantycznych środków finansowych, reform prawa i zmiany orientacji dotychczasowej polityki rozwoju. A dla takiej kuracji środków unijnych w przyszłości nie będzie…

Co więc robić? Uciekać na wieś? O tych marzeniach mieszkańców miast wie dobrze Prezydent Bronisław Komorowski, który, jak donosi „Gazeta Wyborcza”, w trakcie ostatnich uroczystości dożynkowych powiedział, że 40% obywateli miast w Polsce chce żyć na wsi, gdyż wybiera świadomie miejsce, gdzie się dobrze żyje. Tajemnica uroków współczesnej wsi polskiej leży według Prezydenta w tym, że na wsi można żyć nie tylko dobrze, ale też ciekawie i pożytecznie, nie będąc przy tym rolnikiem. Inaczej niż w miastach, pozbawionych po transformacji swej własnej politycznej, prawnej i instytucjonalnej podmiotowości.

Pełna wersja artykułu do pobrania w formacie .pdf.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *