„Powódź o rozmiarach katastrofy to nie tylko tragedia dla ludzi, to także tragedia dla przyrody. Natura znów będzie musiała podjąć ogromny wysiłek, żeby odbudować swój ekosystem.”

Z Arturem Furdyną, hydrobiologiem, przewodniczącym Towarzystwa Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy, rozmawia Aldona Zyśk.

Aldona Zyśk: Apokaliptyczne obrazy, jakie oglądaliśmy we wrześniu 2024 r. z Polski południowo-zachodniej, przerażają, budzą grozę, ale też prowokują pytanie: co zrobiliśmy źle? 

Artur Furdyna: Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie, chociaż można to ująć jednym zdaniem – zmieniliśmy i, niestety, wciąż zmieniamy krajobraz. Jeszcze ok. 200 lat temu rzeki w dolinach funkcjonowały w zrównoważony sposób. Pojawienie się coraz bardziej wyspecjalizowanych maszyn spowodowało, że w szybkim czasie jesteśmy w stanie tak przeobrazić i zmienić zlewnię, że zachowuje się zupełnie inaczej. Jednym ze skutków tych zmian jest szybsze tempo spływu wód opadowych, szczególnie gdy te opady, jak we wrześniu 2024 r. w Polsce, są wyjątkowo obfite. Na ten szybki spływ ogromny wpływ mają, między innymi, wylesienia, szczególnie na górskich terenach o dużym nachyleniu. W efekcie, w omawianym przypadku mieliśmy bardzo szybki spływ bardzo dużej ilości wody, która zalała większą niż zwykle część doliny. Oczywiście nie możemy zapominać o kryzysie klimatycznym, większej ilości energii w atmosferze i większym parowaniu z powodu bardzo wysokich temperatur powietrza, jednak głównym powodem coraz liczniejszych ostatnio katastrof są dokonane przez ludzi zmiany w krajobrazie.

Czy potrafimy uczyć się na błędach? Jakie działania powinniśmy podjąć, aby chronić się przed powodzią?

Niestety, wciąż dajemy wiarę szkodliwym mitom. Jednym z nich jest przekonanie, że jesteśmy w stanie kontrolować zjawiska przyrodnicze. Jesteśmy – co najwyżej – w stanie na nie wpływać – zwykle niekorzystnie. I właśnie teraz mieliśmy tego dowód. Nie da się wymienić w prosty sposób działań, które należałoby podjąć dla ochrony przeciwpowodziowej. Każda rzeka jest inna i każda wymaga innych działań. Powinniśmy słuchać fachowców, w tym zarówno hydrotechników, jak i hydrobiologów, przyrodników. W zlewniach mamy dużo negatywnych zmian. Przede wszystkim zabudowę terenów zalewowych – deweloperzy, ale też osoby prywatne, budowali na terenach, które miały negatywną opinię administracji wodnej, co pokazał raport NIK. Tereny zalewowe mogą być użytkowane rolniczo, ale nie powinny być wtedy chronione wałami, lecz udostępnione rzece. Zamiast bronić pól i łąk powinniśmy pozwolić rzece na ich zalanie, kiedy jest to niezbędne. Powinniśmy też stworzyć fundusz celowy na odszkodowania za ewentualne straty rolnicze. Ważne jest też zachowywanie obszarów mokradłowych, które retencjonują węgiel, bo są to także ogromne gąbki, magazyny wody. Trzeba spojrzeć na krajobraz jako przestrzeń, ogromny zbiornik. To jednak zbiornik na tyle mały, że reaguje na ludzkie działania.

Powódź i susza to dwa aspekty tego samego problemu?

W Polsce mamy do czynienia z suszą permanentną. W naszej szerokości geograficznej natura znalazła na suszę sposób – retencję naturalną. Niestety, cały czas próbujemy tę retencję zakłócać różnymi metodami, np. budując obiekty hydrotechniczne, jako rzekome zastępstwo retencji, czy przyspieszenia spływu wód opadowych.

Susza jest ogromnym problemem w Polsce, wciąż ignorowanym dzięki wprowadzającemu w błąd przekonaniu o odnawialności zasobów wód podziemnych, po które obecnie coraz powszechniej sięgają sektory użytkujące duże ilości wód, przede wszystkim rolnictwo. Takim podejściem wyrządzamy nie tylko sobie, ale także środowisku, ogromną krzywdę. Zasoby wód podziemnych bowiem to taki korek, który podtrzymuje wody na powierzchni. Zaczynamy wypompowywać tę wodę przekonani, że są to zasoby odnawialne. Takie myślenie to kardynalny błąd, bo wody podziemne nie odnawiają się tak, jak sobie to wyobrażamy. Około trzech lat trwa powrót kropli wody do pierwszego poziomu wodonośnego, a do niższych jeszcze dłużej. Nawodnieniem z wód podziemnych nie poprawimy przesuszenia krajobrazu.

 

Żródło: archiwum TPRIIG

Jednocześnie musimy pamiętać, że przesuszona zlewnia zaczyna zupełnie inaczej się zachowywać. Spływająca woda powinna przynajmniej w 10% wsiąkać, jeżeli wsiąka w mniejszym stopniu, to w jeszcze większym spływa. Jeżeli przesuszymy nadmiernie krajobraz, to zaczyna się zachowywać jak Sahara. Na Saharze, co ciekawe, też są powodzie i to błyskawiczne, demolujące znaczne obszary. Tam po prostu gleba nie przyjmuje wody, w związku z tym błyskawicznie zalewa ona doliny, po drodze zabierając wszystko, łącznie ze zwierzętami. My, swoimi nieprzemyślanymi działaniami, prowadzimy do przekształcenia Polski w pustynię.

Doprowadziliśmy do znikania rzek.

Przyczyną jest zaburzenie równowagi w zlewni. Nadmierne pobieranie wody nie pozwala rzekom na zasilanie ich w okresach bezopadowych, co do niedawna gwarantowało ich istnienie. W Polsce, szczególnie na obszarach przemysłowego rolnictwa, mamy do czynienia z intensywnymi poborami wody. Oczywiście nie mówimy tu o tradycyjnych rolnikach, którzy funkcjonują w większości w zgodzie z naturą. Mówimy o wielkich plantatorach, którzy nie dostosowują specyfiki swoich upraw do dostępności wody na danym obszarze, tylko po prostu wiercą głębsze studnie. Taką samą działalność prowadzą kopalnie odkrywkowe, a nawet małe żwirownie czy kopalnie piasku. Zarówno plantatorzy, jak i właściciele kopalni drenują zlewnie pozbawiając krajobraz rzek.

Jakie będą skutki powodzi z września 2024 r. dla rzek?

Tego nie wiemy. Nie wiemy też, jakie będą skutki tej powodzi dla ekosystemów. Pamiętajmy, że w dolinach zlokalizowano bardzo dużo zakładów przemysłowych, są oczyszczalnie ścieków i intensywne uprawy rolnicze. Pewna część tych inwestycji została zmyta wraz z wodą i poniesiona przez rzekę, powodując jej ogromne zanieczyszczenie.

Powódź to także katastrofa dla przyrody, np. dla ryb. Próbują uciekać do czystszych dopływów i niestety, w znakomitej większości, nie są w stanie znaleźć schronienia z powodu zabudowy poprzecznej na tych ciekach. Dla tych ryb sytuacja jest katastrofalna, bo rzeka niesie ogromną ilość zawiesiny, której tylko pewien poziom jest akceptowalny przez ryby. Gdy zostanie przekroczony, ryby giną z powodu zaklejonych osadami skrzeli.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rzeka Ina

Żródło: archiwum TPRIIG

Infrastruktura w kryzysie: starzejące się sieci i chińskie falowniki

Blackout to realne zagrożenie, które może wywrócić do góry nogami całe nasze życie. Nie znamy przyczyn wielkiej awarii zasilania w Hiszpanii i Portugalii, ale wiemy, że zawiodły państwowe firmy energetyczne o ogromnych środkach finansowych. Podmioty, które mają władzę, nie potrafiły ochronić społeczeństwa cofniętego technologicznie do XIX wieku. W Polsce stan niemodernizowanych sieci energetycznych również zagraża bezpieczeństwu. Bloki węglowe rozpadają się ze starości, a stare państwowe instalacje OZE – jak hydroelektrownia we Włocławku – wykorzystują turbiny odlane w 1970 roku we wschodniej Ukrainie, gdzie obecnie stacjonują rosyjskie wojska. Zagrożenia tkwią nie tylko w rozpadającej się infrastrukturze, ale i w bezrefleksyjnym kupowaniu nowej.

Cyberatak na energetykę – scenariusz XXI wieku

Technologia musi być bezpieczna, ponieważ to priorytet. Scenariusz wielkiej awarii zasilania z powodu ataku hakerskiego jest realny i prędzej czy później się ziści. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski wprowadza do prawa pojęcie „dostawcy wysokiego ryzyka”, a w mediach pojawia się termin „cyfrowa zdrada stanu”. Jeśli na naszych dachach dominują chińskie falowniki w instalacjach fotowoltaicznych podłączonych do internetu, stanowi to krytyczne zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego. Czy możemy ograniczać sprzedaż technologii firm uznanych za ryzykowne? Minister twierdzi, że to wręcz obowiązek – nawet przy wyższych kosztach. Wymaga to odwagi, której kibicuję wicepremierowi.

Siła lokalnych społeczności vs państwowe monopole

Społeczności energetyczne zwiększają bezpieczeństwo – lokalna produkcja energii pozwala kontrolować sieć. Przy projektowaniu instalacji można zabezpieczyć szpitale, budynki publiczne czy telekomunikację. Kluczowy jest dialog na poziomie lokalnym, szacunek i odpowiedzialność. Planiści państwowych monopoli nie rozpoznają potrzeb tak dobrze jak radni gminni. Paragraf 20 ustawy Prawo energetyczne daje gminom prawo decydowania o infrastrukturze – najwyższy czas z tego skorzystać.

Polska postAPO

Gdyby wielka awaria wydarzyła się w Polsce, pierwszym krokiem powinno być oznaczenie na mapie offgridowych instalacji fotowoltaicznych, biogazowni i magazynów energii. Większą wiarę pokładam w lokalne społeczności energetyczne niż w „potęgę” państwa, które – myśląc o zagrożeniach – wyposażyło wojewodów w telefony satelitarne. Będą mogli rozmawiać między sobą, ale do ludzi w terenie nie dodzwonią się po trzech godzinach, gdy padną sieci komórkowe.

 

Powiecie, że to niemożliwe? W Mouans-Sartoux karmią dzieci 100% bio.

Mouans-Sartoux to małe miasteczko położone we francuskim departamencie Alpy Nadmorskie, liczące mniej niż dziesięć tysięcy mieszkańców. Już w 2012 r. samorząd osiągnął niezwykle ambitny cel 100% produktów bio w stołówkach szkolnych, czyli wszystkie posiłki są przygotowywane wyłącznie z certyfikowanych produktów ekologicznych. Co najważniejsze, odbyło się to bez podniesienia cen tych posiłków.

Wprowadzenie produktów ekologicznych odbywało się stopniowo. Zaczęło się w 1999 r. od zakupów ekologicznej wołowiny po kryzysie tzw. choroby szalonych krów (BSE), co wprowadziło do szkolnych menu zaledwie 4% produktów bio. Następnie wskaźnik z roku na rok rósł: 9,6% w 2008 r., 23% w 2009 r., 50% w 2010 r., 73,6% w styczniu 2011 r., wreszcie od 1 stycznia 2012 r. osiągnięto wymarzone 100% bio. Dotyczy to ponad 1000 posiłków dziennie. Wszystko jest ekologiczne, bez pestycydów, nawozów sztucznych i GMO: warzywa, owoce, nabiał, mięso, a średnia cena posiłku wynosiła w 2023 r. 3,60 euro, co sytuowało się w środku przedziału cen posiłków we francuskich stołówkach szkolnych.

Lepsze, bo własne

Udało się to przede wszystkim dzięki własnej produkcji warzyw i owoców na zakupionym przez samorząd gospodarstwie z 6 ha ziemi uprawnej (w tym 3000 m2 w ośmiu nowych szklarniach), dzięki zatrudnieniu na pełny etat trzech rolników ogrodników, w tym uprzedniego właściciela gospodarstwa, który nadal zarządza produkcją. W szczycie sezonu pomagają im pracownicy zespołu terenów zieleni. Gospodarstwo stosuje zasady agroekologii, a od 2010 r. jest w całości certyfikowane jako producent rolnictwa ekologicznego. Uprawia się tam m.in. marchew, kapustę, pomidory, cukinię, cebulę, zioła – łącznie około 50 gatunków warzyw i ziół, a także owoce, a nawet drzewa oliwne, aby produkować własną oliwę (około 100 litrów rocznie). Sałata jest ścinana poprzedniego popołudnia na południowy lunch we wszystkich szkołach. Dzieci jedzą więc wyłącznie świeże, lokalne i sezonowe warzywa i owoce, nie ma w lutym pomidorów z ogrzewanych szklarni. Gospodarstwo produkuje ponad 25 ton roślin rocznie i zaspokaja 85% zapotrzebowania na warzywa i owoce trzech stołówek w trzech szkołach.

Mouans-Sartoux było miastem pionierskim, które nie znalazłszy wystarczającej oferty lokalnych warzyw i owoców bio, postanowiło je produkować. Od tamtej pory w jego ślady poszło 60 miast, które połączyły się we wspierającą się i wymieniającą doświadczenia sieć. Wicemer Mouans-Sartoux, odpowiedzialny od wielu lat za politykę żywnościową Gilles Pérole jest dziś jednocześnie liderem europejskiej sieci URBACT Biostołówki.

Koniec z marnotrawstwem

Drugą tajemnicą sukcesu samorządu miasta jest radykalna walka z marnotrawstwem żywności, które udało się zredukować o 80%. Przede wszystkim dzieciom proponuje się znacznie mniejsze porcje, a następnie dostają dokładki tego, co im najbardziej smakowało, jeżeli są jeszcze głodne. Ponadto co drugi posiłek podawany w stołówce szkolnej w Mouans-Sartoux jest wegetariański, co zmniejsza oddziaływanie na klimat, a jednocześnie cenę posiłku średnio o połowę w stosunku do przygotowanego na bazie mięsa. Produkty mleczne (sery, jogurty i twarogi) oraz wszystkie świeże owoce serwowane podczas lunchu są dofinansowane w ramach programu Unii Europejskiej. W zamówieniach publicznych na towary kupowane na zewnątrz praktykuje się klauzule preferencyjne dla wyprodukowanych lokalnie, w odległości nieprzekraczającej 200–250 km.

Posiłki są przygotowywane we własnych kuchniach przez personel zatrudniony na stałe. Obowiązują standardy żywienia domowego: nie stosuje się żadnych dodatków przemysłowych ani prefabrykowanych sosów. Wymaga to stałych szkoleń dla personelu. Wprowadzenie formuły „mniej mięsa, za to lepsze”, zwiększenie udziału produktów pełnoziarnistych i roślin strączkowych oraz masowe wprowadzanie warzyw do jadłospisu, liczne zajęcia sportowe i relaksacyjne dla dzieci oraz rozsiane po mieście sprzęty do zabaw i ćwiczeń fizycznych to elementy polityki odżywiania i troski o zdrowie najmłodszego pokolenia, zgodnej z przyjętą przez miasto Agendą 21. Stosowane przez samorząd zasady dla stołówek szkolnych: 100% bio, 100% lokalne, 100% kuchni domowej ze świeżych produktów oddziałują nie tylko na żywienie dzieci w szkołach.

Obserwatorium zrównoważonego żywienia

Częścią polityki żywnościowej Mouans-Sartoux jest obserwatorium zrównoważonego żywienia, które regularnie śledzi jej efekty, w tym zachowania mieszkańców. Z badania zrealizowanego w 2019 r., czyli po siedmiu latach wdrażania Agendy 21, wynika m.in., że polityka żywnościowa miasta zainspirowała 87% ankietowanych rodziców do zmiany praktyk zakupowych – 13% twierdzi, że odżywia się wyłącznie ekologicznie, 61% rodzin je produkty ekologiczne „często” lub codziennie, 27% robi zakupy bezpośrednio u producenta raz w tygodniu, a 12% na targowisku, 97% rodziców jest zadowolonych z posiłków szkolnych, a jedynie 8% dzieci uważa, że je za dużo warzyw.

Przykład menu ze szkoły w Mouans-Sartoux z 21 marca 2025 r.

  • tabouleh z kaszy bulgur z natką pietruszki
  • dal z czerwonej soczewicy
  • ryż i warzywa sezonowe
  • ser do wyboru
  • owoc sezonowy

Pełne menu szkół w Mouans-Sartoux na marzec 2025: https://www.mouans-sartoux.net/images/Menus_mars_2025.pdf

Unijna wspólna polityka rolna (WPR) jest ważnym narzędziem wsparcia sektora rolnego, zwłaszcza wsparcia dochodów gospodarstw rolnych. Równie ważne są jej cele powiązane z rozwojem obszarów wiejskich, wzmocnieniem ich stabilności społecznej, środowiskowej i gospodarczej. Wagę WPR podkreśla fakt, że każdego roku na jej wdrażanie przeznacza się około 1/3 całkowitego budżetu Unii Europejskiej.

Przyjrzyjmy się szczegółowo możliwościom, jakie WPR daje rolnikom i rolniczkom w zakresie działań na rzecz przyrody i klimatu czyli tzw. zielonej architekturze WPR. Ich wykorzystanie jest niezwykle istotne, by przeciwdziałać dwóm kryzysom planetarnym, tj. zachodzącej zmianie klimatu oraz postępującej utracie różnorodności biologicznej. Oba kryzysy negatywnie wpływają na produkcję żywności i już dziś są poważnym zagrożeniem nie tylko dla stabilności sektora rolnego, lecz także bezpieczeństwa żywnościowego.

Wymogi i zachęty

Zakres działań na rzecz ochrony przyrody i klimatu w ramach tzw. zielonej architektury WPR został znacząco zmieniony przez ostatnią reformę unijnej polityki rolnej zaplanowanej na lata 2023-2027. Utrzymano dotychczasowy podział na wymogi oraz dobrowolne interwencje i inwestycje. Wprowadzono jednak zmiany, których celem było zwiększenie ambicji środowiskowych oraz przybliżenie sektora rolnego do realizacji celów Europejskiego Zielonego Ładu i dwóch powiązanych z nim strategii: na rzecz różnorodności biologicznej i „Od pola do stołu”. 

Przede wszystkim poszerzono zakres warunków (tzw. warunkowości), od których spełnienia uzależnione jest otrzymywanie płatności obszarowych (płatność do hektara). Warunki te to tzw. normy dobrej kultury rolnej (DKR), określane także akronimem GAEC (ang. Good Agricultural and Environmental Conditions). Jednocześnie wprowadzono nowe narzędzia – ekoschematy. W odróżnieniu od GAEC są one dobrowolne, a decydujący się na ich realizację rolnicy podejmują jednoroczne zobowiązanie lub zobowiązania, za które otrzymują dodatkowe środki finansowe. Przysługują one za stosowanie praktyk sprzyjających różnorodności biologicznej lub retencji wody, zwiększających zasoby węgla w glebie czy wreszcie poprawiających warunki bytowe zwierząt gospodarskich. Rozszerzono także zakres działań rolno-środowiskowo-klimatycznych – najbardziej wymagających zobowiązań dobrowolnych. Ich realizacja trwa pięć lat i służy m.in. utrzymaniu ekstensywnego użytkowania torfowisk, łąk i pastwisk, które przyczynia się do zachowania w krajobrazie rolniczym cennych półnaturalnych siedlisk przyrodniczych i ginących gatunków roślin i zwierząt, szczególnie ptaków. Ponadto utrzymano wsparcie dla „zielonych” inwestycji.

Można odnieść wrażenie, że tak różnorodne działania powinny istotnie przyczyniać się do zapobiegania zmianie klimatu oraz ochrony i odbudowy zasobów przyrodniczych w krajobrazie rolniczym. Tak się jednak nie dzieje. Efektywność i skalę wdrażania wielu interwencji, zwłaszcza tych najbardziej ambitnych i mogących przynieść największe korzyści, znacząco obniżają bowiem nałożone limity oraz zbyt niskie kwoty płatności. Brak podejmowania działań wiąże się nierzadko również z brakiem wiedzy na ich temat wśród rolników. W rozpowszechnianiu prośrodowiskowych praktyk mogłyby pomóc kampanie informacyjne wskazujące na korzyści, jakie wynikają z podejmowania wysiłków na rzecz ochrony zasobów naturalnych oraz ograniczania zanieczyszczeń i emisji pochodzących z rolnictwa. Rolnicy i rolniczki muszą się bowiem przekonać, że bardzo często nowe dla nich rozwiązania, choć niejednokrotnie wiążą się z pewnym wysiłkiem, przekładają się na większą dostępność wody i dzikich owadów zapylających czy wreszcie ochronę przeciwpowodziową. Aby skala i efekty praktyk rolniczych mogły być zadowalające, należy też zadać pytanie o ich rezultaty z perspektywy potrzeb środowiskowych. Cóż bowiem z tego, że przeznacza się niemałe środki pieniężne na konkretne wymogi lub dobrowolne działania, jeśli retencja, stan gleb, wód i siedlisk przyrodniczych nie ulegają znaczącej poprawie. 

W Polsce brakuje głównie rozwiązań sprzyjających odbudowie mokradeł (w tym torfowisk) – ekosystemów niezwykle ważnych dla ograniczania zmiany klimatu i adaptacji do jej skutków. W przeszłości zniszczyliśmy w naszym kraju ponad 80% torfowisk, z czego znakomita część przekształcona została poprzez osuszenie w grunty rolne. Dziś ponowne nawodnienie zaledwie części z nich skompensowałoby znacząco emisje gazów cieplarnianych pochodzące z rolnictwa, a w wielu miejscach pomogłoby radzić sobie z niedoborami wody. Trudno też mówić o skutecznej ochronie wód przed zanieczyszczeniami spływającymi z obszarów rolniczych (nawozy i pestycydy). Jej ochronie służy ochrona i odtwarzanie stref buforowych (w tym stref mokradłowych) o ograniczonym użytkowaniu lub całkowicie wyłączonych z produkcji.

RODZAJ PŁATNOŚCI KRYTERIA (WARUNKI)
SPOSÓB OBOWIĄZYWANIA
I KONSEKWENCJE
PŁATNOŚĆ JEDNOLITA,
OBSZAROWA DO HEKTARA
ZIEMI UŻYTKOWANEJ
ROLNICZO
NORMY GAEC
NORMY SMR
OBOWIĄZKOWE, BRAK SPEŁNIENIA
SKUTKUJE MOŻLIWOŚCIĄ ZMNIEJSZENIA
PŁATNOŚCI O 3%
EKOSCHEMATYPIĘĆ EKOSCHEMATÓW OBSZAROWYCH LUB
EKOSCHEMAT
„DOBROSTAN ZWIERZĄT”
DOBROWOLNE, W ZALEŻNOŚCI
OD ZAKRESU BRAKU SPEŁNIANIA
KRYTERIÓW – POMNIEJSZENIE
ALBO BRAK PŁATNOŚCI
ROLNICTWO EKOLOGICZNE
SPEŁNIANIE WARUNKÓW WYZNACZONYCH PRZEZ
REGULACJE DOTYCZĄCE SYSTEMU ROLNICTWA
EKOLOGICZNEGO – PRZEPISY DOTYCZĄCE ROLNICTWA
EKOLOGICZNEGO UNII EUROPEJSKIEJ I POLSKIE, W TYM
PLAN STRATEGICZN
DOBROWOLNE, W ZALEŻNOŚCI OD
ZAKRESU BRAKU SPEŁNIANIA KRYTERIÓW
– POMNIEJSZENIE ALBO BRAK PŁATNOŚCI
PROGRAMY ROLNOŚRODOWISKOWEKRYTERIA DZIAŁAŃ REGULOWANE PRZEZ
PLAN STRATEGICZNY DLA WSPÓLNEJ
POLITYKI ROLNEJ NA LATA 2023–2027
DOBROWOLNE, W ZALEŻNOŚCI OD
ZAKRESU BRAKU SPEŁNIANIA KRYTERIÓW
– POMNIEJSZENIE ALBO BRAK PŁATNOŚCI
INWESTYCJE POWIĄZANE
Z OCHRONĄ ŚRODOWISKA
I KLIMATU W PRODUKCJI
ROLNEJ
KRYTERIA DZIAŁAŃ REGULOWANE PRZEZ
PLAN STRATEGICZNY DLA WSPÓLNEJ
POLITYKI ROLNEJ NA LATA 2023–2027
DOBROWOLNE, W ZALEŻNOŚCI OD
ZAKRESU BRAKU SPEŁNIANIA KRYTERIÓW
– POMNIEJSZENIE ALBO BRAK PŁATNOŚCI

Osłabienie obowiązkowych norm 

Choć ambicje nowej WPR uznane zostały przez naukowców i środowiskowe organizacje pozarządowe za dalekie od potrzeb wynikających ze środowiskowych problemów, z jakimi się borykamy, od początku reformy opóźniano wdrożenie niektórych wymogów. W 2024 r. (nieco ponad rok po wprowadzeniu reformy) na szczeblach unijnych rozpoczęto rozmowy o możliwości trwałego ich obniżenia. Pod naciskiem nasilających się protestów rolników, pomijając wagę kryzysów planetarnych i ich wpływu na rolnictwo, Komisja Europejska wprowadziła niekorzystne zmiany. Doprowadzono m.in. do wycofania ósmej normy DKR (GAEC 8) w zakresie dotyczącym minimalnego udział powierzchni gruntów ornych przeznaczonych na obszary nieprodukcyjne. 

W dużym uproszczeniu GAEC 8 dotyczył wyłączenia 3 – 4% gruntów ornych z produkcji rolnej. Najczęściej sprowadzano tę normę do ugorowania bez wykorzystania środków ochrony roślin, ale za obszary nieprodukcyjne uznaje się także miedze, zadrzewienia śródpolne oraz małe zbiorniki wodne. Nic bardziej mylnego niż nazywanie ich nieprodukcyjnymi. Wszystkie te elementy stanowią bowiem w krajobrazie rolniczym przestrzeń dla dzikiej przyrody, w tym dla owadów zapylających, od których „usług” uzależniona jest większość upraw. Co więcej, takie elementy urozmaicające krajobraz rolniczy pełnią funkcję ochronną gleb przed erozją, która już teraz jest poważnym zagrożeniem i przewiduje się, że będzie postępować. Nie do przecenienia pozostaje także ich znaczenie dla retencjonowania wody, której niedobory z roku na rok są coraz większym problemem polskiego rolnictwa. 

Ochronie i odtwarzaniu obszarów oraz elementów krajobrazu rolniczego, które wspierają różnorodność biologiczną, ma teraz służyć nowy ekoschemat Grunty wyłączone z produkcji. Jego wprowadzenie było warunkiem, jaki KE postawiła krajom członkowskim w zamian za obniżenie zakresu warunkowości. W Polsce do tej dobrowolnej, wynagradzanej dodatkowo praktyki można było przystąpić już w 2024 r., kiedy chęć udziału w niej zadeklarowało około 12 tys. rolników. Łącznie rolnicy zdecydowali się na ugorowanie niespełna 30 tys. ha gruntów ornych, co stanowi w Polsce zaledwie 0,21% wszystkich tego typu gruntów. To naprawdę niewiele w porównaniu z pierwotnie założonymi 3 – 4%.

Co dalej z transformacją rolnictwa? 

Coraz bardziej wyblakła staje się zatem zieleń reformy WPR, a jej zapisy zaczynają przypominać wypalone słońcem rżysko. Obserwujemy obecnie pogłębiającą się suszę, trudne do przewidzenia ekstremalne zjawiska pogodowe, w zastraszającym tempie ubywa dzikich gatunków. Brak środków zaradczych na te zjawiska zagraża produkcji żywności, a ona sama przyczynia się do tych zjawisk w istotny sposób. Głównymi beneficjentami korzystnych z pozoru ustępstw mogą ostatecznie okazać się producenci chemicznych środków ochrony roślin i nawozów mineralnych.

Tymczasem rozwiązania wydają się naprawdę proste. Choć wymagają zmiany niektórych praktyk i podejścia do kluczowych zagadnień w rolnictwie, nie wymagają jednak dużych nakładów. To oparte na przyrodzie praktyki, które mogą zwiększyć stabilność produkcji oraz poprawić odporność na susze i coraz częstsze anomalie pogodowe, powinny stać się priorytetem polityki rolnej oraz rolnikówi rolniczek. Ci ostatni potrzebują wsparcia i ścisłej współpracy ze strony instytucji publicznych i ośrodków doradztwa rolniczego. W zachęcaniu do działań na rzecz przyrody i klimatu ważną rolę muszą odegrać kampanie informacyjne, projekty pilotażowe (których w Polsce, niestety, brakuje) i godne naśladowania przykłady gospodarstw (tych, na szczęście, jest już trochę). W tych gospodarstwach retencjonuje się wodę, także dzięki „współpracy” z bobrami, chroni i odbudowuje pasy zadrzewień, zakłada systemy rolno-leśne czy wreszcie sieje wieloletnie pasy kwietne, a w konsekwencji – z korzyścią dla rentowności działalności rolniczej i szeroko rozumianego środowiska – zwiększa dostępność i jakość kluczowych zasobów. 

Źródła: Arboleas M. S., Sanchez Manzanaro S. 2024. Commission mulls weakening peatland protection requirement for farmers. Euractiv 2024-04-30, EEA 2024. European Climate Risk Assessment. European Environment Agency, Report 01/2024. Pępkowska-Król A. i in. Ochrona wód i mokradeł w krajobrazie rolniczym. OTOP, Koalicja Rolnictwo dla Przyrody Plan Strategiczny dla Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027. Wersja 4.2.

Aleksandra Pępkowska-Król – koordynatorka ds. rolnictwa w Ogólnopolskim Towarzystwie Ochrony Ptaków. Uczestniczka międzynarodowej grupy zadaniowej ds. rolnictwa (BirdLife Europe and Central Asia i Koalicji Rolnictwo dla Przyrody). 

 

W pierwszy dzień kwietnia 2025 roku wzięliśmy udział w prima aprillisowej zabawie . Bayer SA, gigant agrochemiczny, miał rzekomo porzucić pestycydy, przelać miliardy na walkę z rakiem, a jego akcjonariusze – sprzedać jachty i wyspy w geście pokuty. Żart okazał się zaskakująco bliski rzeczywistości.

Korporacyjna fikcja vs. gorzka prawda

Żart:

„Do 2026 roku koniec z glifosatem! Bayer inwestuje w ekologię i zdrowie”.

Rzeczywistość:

Bill Anderson, CEO Bayera, zapowiada: „Decyzja zapadnie w ciągu miesięcy”. Powód? Fala pozwów o odszkodowania za rzekome choroby wywołane przez Roundup. Zyski z herbicydu topnieją, a koszty procesów sięgają 3 mld USD rocznie.

Żart:

„Akcjonariusze sprzedają luksusowe majątki”.

Rzeczywistość:

Zamiast wysp i jachtów – cięcia kosztów. Bayer zwolnił 15% pracowników w 2024 roku.

Dlaczego Roundup stał się przekleństwem Bayera?

Sądowa karuzela: 140 tys. pozwów i miliardy strat

Od przejęcia Monsanto w 2018 roku Bayer zmaga się z lawiną pozwów o odszkodowania za rzekome choroby wywołane glifosatem. Do kwietnia 2025 r. firma przegrała 140 tys. spraw w USA, a łączna suma ugód sięgnęła 16 mld USD. Kluczowym argumentem powodań jest raport Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC) z 2015 r., uznający glifosat za „prawdopodobnie rakotwórczy”. Mimo że EPA i UE utrzymują, iż substancja jest bezpieczna, sądy w stanach takich jak Georgia czy Kalifornia przyznają milionowe odszkodowania – w marcu 2025 r. werdykt w Georgii wyniósł 2,1 mld USD.

Paradoks nauki: Regulacje vs. rzeczywistość

Podczas gdy EPA i Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) regularnie potwierdzają bezpieczeństwo glifosatu, sądy w USA opierają się na dowodach przedstawionych przez pozwanich. Badania zlecone przez Bayer, które trafiły do regulatorów, często nie spełniają współczesnych standardów naukowych – 6 z 11 analizowanych przez niezależnych ekspertów uznano za „częściowo wiarygodne”, a 3 za „niewiarygodne”. Tymczasem rolnicy, jak John Barnes z Georgii, który używał Roundupu przez 20 lat, wygrywają sprawy, dowodząc związku z chłoniakiem nieziarniczym.

Koszty vs. zyski: Matematyka, która nie wychodzi

Sprzedaż Roundupu generuje rocznie 6 mld USD, ale wydatki na adwokatów, ugody i rezerwy na przyszłe sprawy pochłaniają 50% tych przychodów.. W 2025 r. Bayer zarezerwował 5,9 mld USD na pozostałe 67 tys. spraw, ale kwota ta jest już niewystarczająca po rekordowym wyroku z Georgii. Dyrektor generalny Bill Anderson przyznał: „Ledwo wychodzimy na zero. Jeśli doliczymy koszty procesów, mówimy o stratach rzędu 2–3 mld USD rocznie”.

Bayer vs. system: Gra o immunitet – miliardowy koncern w  z prawem

W obliczu 167 tys. pozwów i 16 mld USD wydatków na ugody, Bayer uruchomił strategię, by uciec przed odpowiedzialnością za rzekome rakotwórcze działanie Roundupu. Jego celem nie jest już wygrana w sądach, lecz przepisanie zasad gry na poziomie legislacyjnym.

1. Lobbing w Kongresie: „Federalna tarcza” przeciwko stanom

Bayer forsuje ustawy w kluczowych stanach rolniczych, by zablokować pozwy oparte na „braku ostrzeżeń o raku”. W Georgii udało się przeforsować przepisy chroniące producentów pestycydów przed roszczeniami, jeśli ich produkty mają aprobatę EPA. W Missouri i Iowie próby spełzły na niczym – tamtejsze legislatury odrzuciły projekty po protestach organizacji społecznych i kampanii reklamowej Bayera na Meta o wartości 171 tys. USD

2. Batalia w Sądzie Najwyższym: Próba unieważnienia 67 tys. spraw

W kwietniu 2025 r. Bayer złożył petycję do Sądu Najwyższego w sprawie precedensu z Missouri, gdzie sąd stanowy przyznał poszkodowanemu ogrodnikowi 1,25 mln USD odszkodowania. Argument firmy: EPA uznała glifosat za bezpieczny, więc stanowe pozwy są niezgodne z prawem federalnym. To ryzykowny ruch – w 2022 r. Sąd odrzucił podobny wniosek Bayera, uznając, że brak ostrzeżeń EPA nie zwalnia z odpowiedzialności cywilnej. Tym razem koncern liczy na zmianę stanowiska dzięki konserwatywnej większości w SN.

3. Szantaż gospodarczy: „Wycofamy Roundup, jeśli nie dostaniemy immunitetu”

„Bez zmian legislacyjnych będziemy musieli opuścić rynek” – grzmi Bill Anderson, CEO Bayera. Groźba jest realna: w marcu 2025 r. koncern zamknął zakłady Roundupu w Idaho, wstrzymując 40% krajowej produkcji glifosatu. Efekt? Cena Roundupu skoczyła o 28%, a farmerzy z Iowa zaczęli masowo kupować tańszy, ale 5-krotnie bardziej toksyczny parakwat z Chin. Jednocześnie Bayer negocjuje z Kongresem: „Ochrona prawna albo Ameryka straci niezależność żywnościową”

Czy korporacje mogą się zmienić?

Nawet proroczy primaaprilisowy żart o nie zmienia faktu, że Bayer walczy o przetrwanie, a nie o planetę. Jednak presja sądów i opinii publicznej wymusza zmiany i otwiera okno do debaty na temat odpowiedzialności i kosztów społecznych, z którymi firmy musza się liczyć oraz konieczności poszukiwania alternatyw i rozwiązań, które nie niszczą zdrowia i środowiska.

„Nie możemy cofnąć przeszłości, ale możemy… ograniczyć straty” – ta mantra Bayera streszcza jego strategię. Era glifosatu dobiega końca nie przez altruizm, ale przez zimną kalkulację: 2,1 mld USD kary w jednej sprawie to więcej niż roczne zyski z Roundupu. I choć Bayer przetrwa, jego historia to przestroga: w świecie czujnych konsumentów i sądów, bezkarność korporacji ma swoje granice.

Wnioski?

Kryzys Bayera z Roundupem obnaża fundamentalny problem współczesnego rolnictwa: środki chemiczne niszczą gleby, a korporacje broniące zysków grożą utratą suwerenności żywnościowej. Monokultury uzależnione od herbicydów degradują ziemię – według FAO 30% światowych gleb jest już wyjałowionych przez intensywne stosowanie agrochemii. Tymczasem firmy jak Bayer, zamiast naprawiać szkody, uciekają się do szantażu: „Wycofamy Roundup, jeśli nie dostaniemy immunitetu”. To nie walka o „niezależność”, tylko próba utrzymania monopolu, który uzależnia rolników od swoich produktów. Czas odciąć się od paradygmatu „chemia albo głód” i postawić na rolnictwo, które regeneruje, a nie niszczy.

Żródła: Lawsuit Information Center , Reuters, Environmental Health News, 

II Grodziski Festiwal Permakultury – ekologia, edukacja i wspólnota
Stowarzyszenie Moc Korzeni zaprasza na drugą edycję Festiwalu Permakultury w dniach 17-18 maja 2025 w Dworku Adama Chełmońskiego (Adamowizna). Dwudniowe wydarzenie łączy warsztaty, wykłady i działania artystyczne, promując zrównoważony styl życia i głęboką ekologię. Wstęp wolny.

Permakultura – zrównoważona harmonia z naturą
Permakultura to holistyczne podejście do projektowania systemów rolniczych i społecznych, wzorowane na naturalnych ekosystemach. Jej celem jest tworzenie samowystarczalnych i regeneratywnych środowisk, łączących produkcję żywności, gospodarkę wodną oraz zarządzanie zasobami w sposób minimalizujący negatywny wpływ na planetę

Program skierowany do wszystkich grup wiekowych obejmuje m.in. grę terenową, spacery botaniczne oraz praktyczne zajęcia ogrodnicze. Festiwal ma budować świadomość ekologiczną i inspirować do harmonijnego współistnienia z przyrodą.

Data: 17-18 maja 2025
Lokalizacja: Dworek Adama Chełmońskiego w Adamowiźnie (gm. Grodzisk Mazowiecki)

Program na sobotę 17 maja 2025

12:00-17:00

  • 12:00 Joga na trawie (przynieś matę!).

  • 13:00 Łukasz Nowacki – Permakulturowa mantra czystej wody.

  • 14:00 dr Kasper Jakubowski – Mikrolasy Miyawaki – jak małe lasy zmieniają miejską przestrzeń?

  • 15:00 dr Joanna Albin – Ogród leśny – własne jedzenie w czasach chronicznej suszy.

  • 16:00 Wojciech Januszczyk – Tworząc – niszczymy. Ogród to nie raj.

  • 17:15 Spacer botaniczny z Katarzyną Pruzińską.

Stałe atrakcje (13:00-17:00):

  • Wystawa prac lokalnych artystów.

  • Kiermasz produktów lokalnych i naturalnych.

  • Otwarte stanowiska warsztatowe dla dzieci i dorosłych.

  • Pokazy pierwszej pomocy prowadzone przez harcerzy.

Warsztaty z zapisami:

  • Duże kwiaty z krepiny (Aneta Bidzińska) – dla dzieci i dorosłych (max. 10 os.).

  • Bezpieczeństwo żywnościowe (Marta Zwolińska-Budniok) – dla dorosłych (max. 12 os.).

Program na niedzielę 18 maja 2025

12:00-18:30

  • 12:00 Joga na trawie.

  • 12:30-16:00 Gra terenowa organizowana przez ZHP.

  • 12:00 Małgorzata Lorenz – Koniec z nudnymi grządkami.

  • 13:00 prof. dr hab. Ewelina Hallmann – Dlaczego warto wybierać żywność ekologiczną?

  • 14:00 dr Adam Barcikowski – Płynne podstawy istnienia: czy woda jest surowcem?

  • 15:00 Agnieszka Korniluk – O zwierzęciu, które zapomniało, że jest częścią natury.

  • 17:00 Koncert Karoliny Skrzyńskiej z zespołem.

Stałe atrakcje (12:00-18:30):

  • Kiermasz i kręgi rozmów.

  • Warsztat Mozaika bioróżnorodności (Katarzyna Banul-Wójcikowska) – dla dorosłych (max. 14 os.).

  • Pokazy pierwszej pomocy.

Warsztat specjalny:

  • Wypalanie w drewnie (Izabela Żylińska) – przynieś własny przedmiot (np. drewnianą szkatułkę).

Informacje praktyczne

  • Zapisy: Mail na adres stowarzyszenie.moc.korzeni@gmail.com (w tytule podaj nazwę warsztatu/gry oraz imię i nazwisko).

  • Wsparcie finansowe: Darowizny na konto PKO BP 90 1020 1055 0000 9602 0586 8007 z dopiskiem „Darowizna”.

  • Kontakt: 605 420 384.

Organizatorzy – Stowarzyszenie Moc Korzeni  , laureaci nagrody Perła Mazowsza 2024 w kategorii Energia i Natura.

Dzień Ziemi nie jest świętem człowieka, który „dba o środowisko”.
Spójrzmy na to, jako na moment zatrzymania. Szansę, aby przyjąć inną perspektywę.
W lesie dzięcioł nie pyta, czy może kuć dziuplę. Mrówki nie proszą o pozwolenie, by móc budować mrowisko. Każde z tych istnień ma swoje miejsce — nie dlatego, że jest potrzebne człowiekowi, ale dlatego, że po prostu jest.
Człowiek może stać się częścią tej większej całości, ale nie jako zarządca czy właściciel. Chodzi o bycie współistniejącym — jednym z wielu ogniw w naturalnym łańcuchu życia. Zamiast dominować, możemy żyć w równowadze z innymi istotami, szanując ich miejsce w ekosystemie. Nasza wartość tkwi nie w panowaniu, ale w umiejętności życia obok, w harmonii z tym, co już istnieje.
Czy potrafimy zejść z piedestału i po prostu być — obok innych istot?
Zacząć od prostego gestu: zostawić dzikie jabłko dla ptaków?
To właśnie te małe, codzienne decyzje — te momenty, w których wybieramy inaczej — mają potencjał do wprowadzenia ogromnej zmiany. Zamiast skupiać się na wielkich gestach i idei „ratowania planety”, powinniśmy zacząć od zmiany sposobu, w jaki postrzegamy naszą relację z naturą.
Czasem pytamy: co mogę zrobić?
Zasadzić drzewo? Ograniczyć plastik? Jeść mniej mięsa?
To dobre kroki — ale jeszcze ważniejsze jest dlaczego je podejmujemy.
Nie dla własnego komfortu. Nie ze strachu.
Ale z poczucia więzi. Z przekonania, że nie jesteśmy odrębni, tylko spleceni z tym światem.
Działanie zaczyna się nie wtedy, gdy zrobimy coś wielkiego — ale wtedy, gdy coś naprawdę poczujemy. Od chwili, w której spojrzymy na drzewo nie jak na „materiał”, ale jak na istotę.
Nie chodzi o to, czy uda nam się zmienić świat.
Chodzi o to, czy potrafimy zmienić sposób, w jaki w nim jesteśmy.
Nie jako użytkownicy, ale jako obecność, która nie wyklucza, nie przyspiesza, nie dominuje.
To nie jest lista zadań do odhaczenia.
To codzienny wybór stylu życia — spokojnego, współodczuwającego, bardziej słuchającego niż mówiącego.
Ziemia nie oczekuje od nas wielkich deklaracji czy heroicznych działań.
Wystarczy, że poświęcimy jej uwagę i troskę.
Chodzi o gotowość, by w praktyce dbać o równowagę i współistnieć z naturą — szanując miejsce każdego: ptaka, drzewa, rzeki i robaka.
Bo prawdziwa troska nie zaczyna się od działania.
Zaczyna się od relacji.
Życzymy Wam, abyście każdy dzień obchodzili jak Dzień Ziemi — z uważnością, szacunkiem i świadomością naszego połączenia z naturą.

Wyobraź sobie dużego psa – np. bernardyna – zamkniętego w metalowej klatce tak ciasnej, że nie może się nawet obrócić. Albo kociaka ściśniętego na przestrzeni podstawki do piwa. A teraz pomyśl, że oba te zwierzęta spędzają całe swoje życie zamknięte w ten sposób. A także, że takich czujących istot uwięzionych w klatkach jest w Unii Europejskiej ponad 300 milionów. Czy to nie brzmi jak niebywałe okrucieństwo wobec zwierząt?

Domyślam się, że Twoja odpowiedź brzmiała tak samo, jak odpowiedź niemal 1,4 miliona obywateli i obywatelek Unii Europejskiej, którzy poparli naszą kampanię „Koniec Epoki Klatkowej – End the Cage Age”, a swój głos sprzeciwu wobec takiego traktowania zwierząt wyrazili poprzez podpisanie Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej pod tą samą nazwą. Jeśli wciąż masz przed oczami psy i koty, wykonaj jeszcze jedno kreatywne zadanie. Wyobraź sobie, że w tych klatkach zamiast psów i kotów znajdują się… świnie, kury, króliki, cielęta, kaczki, gęsi, przepiórki. Tak niestety najczęściej wygląda hodowla w Europie. Czy doczekamy się w końcu wprowadzenia zakazu hodowli klatkowej zwierząt.

1 milion w obronie 300 milionów 

W 2018 r. razem z sześcioma kolegami i koleżankami reprezentującymi obywateli Grecji, Francji, Włoch, Holandii, Niemiec i Czech zawiązałam Komitet Obywatelski i wspólnie rozpoczęliśmy europejską inicjatywę obywatelską (EIO) “Koniec Epoki Klatkowej”.

Jako reprezentantka kraju, w którym liczba zwierząt hodowanych w klatkach przewyższa liczbę mieszkańców, wiedziałam, że nie będzie to łatwa droga, a nasza kampania potrwa wiele lat i nie sposób przewidzieć czy osiągnie sukces. 42 miliony zwierząt w klatkach to tak, jakby każdy mieszkaniec Polski, wliczając w to niemowlęta, ustawił przy swoim łóżku klatkę i trzymał w niej jedno zwierzę, a niektórzy mieliby wręcz po dwa. W całej UE takich dręczonych zwierząt znajdziemy aż 300 milionów. 

Założenia EIO są w teorii proste. W ciągu jednego roku, minimum milion obywateli UE zamieszkałych w co najmniej siedmiu różnych państwach członkowskich może wezwać Komisję Europejską (KE) do wystąpienia z nowym wnioskiem legislacyjnym w dziedzinie, w której jest do tego uprawniona.

Prawo to zapisane jest w traktatach UE, a inicjatywy obywatelskie są zdecydowanie czymś więcej niż petycje i wymagają formalnej odpowiedzi ze strony KE – także uzasadnienia w przypadku odrzucenia. Jako narzędzie demokracji bezpośredniej inicjatywa ma wskazywać europejskim decydentom problemy istotne dla obywateli, a jako narzędzie demokracji partycypacyjnej – pozwalać im brać udział w kształtowaniu europejskiej polityki. W praktyce próg milionowego poparcia przechodzi niewiele inicjatyw obywatelskich.

Nasz projekt „Koniec Epoki Klatkowej” uzyskał bezprecedensowe poparcie społeczeństw państw UE, w tym ponad 170 organizacji pozarządowych. Zgromadziliśmy blisko 1,4 miliona zweryfikowanych podpisów poparcia dla wycofania hodowli klatkowej. To niesamowite osiągnięcie w historii europejskich inicjatyw obywatelskich. W Polsce była to pierwsza tak masowo podpisywana inicjatywa na rzecz zwierząt gospodarskich. Uzyskała ostatecznie ponad półtora raza więcej zweryfikowanych podpisów niż wymagają tego założenia EIO. Po raz pierwszy obywatele i obywatelki UE pokazali decydentom politycznym, że los zwierząt hodowanych na potrzeby naszych talerzy nie jest sprawą im obojętną.

Żródło: © Compassion in World Farming

POLIS PROANIMALIS 

30 czerwca 2021 r. KE publicznie zadeklarowała swoje zobowiązanie do zmiany obecnego prawodawstwa UE przychylając się do naszej prośby i obiecując:

  • przedstawienie projektu aktu prawnego do końca 2023 r. w celu stopniowego wycofywania, a ostatecznie zakazania stosowania klatek dla kur, macior, cieląt, królików, kaczek, gęsi i innych zwierząt hodowlanych, 
  • stopniowe wycofywanie klatek dla zwierząt hodowlanych w całej Europie do 2027 r., 
  • zagwarantowanie, że wszystkie produkty importowane do UE będą zgodne zprzyszłymi standardami dotyczącymi chowu bezklatkowego, 
  • wdrożenie systemów zachęt i wsparcia finansowego dla europejskich gospodarstw podczas przechodzenia na chów bezklatkowy

To było przełomowe oświadczenie, które dawało nadzieję na większy dobrostan zwierząt, a także pokazało siłę demokracji w UE. Wydawało się wręcz, że założenia demokracji ateńskiej materializują się na naszych oczach, a utworzone przez nas – symbolicznie i metaforycznie – 1,4-milionowe polis proanimalis dokonało wspólnie czegoś o historycznym znaczeniu!

Puste klatki czy puste deklaracje?  

W grudniu 2023 r. minął jednak termin opublikowania projektu ustawy, a KE wciąż milczy. Niedotrzymanie obietnicy jest szokującym zlekceważeniem naszych demokratycznych praw i okrutną zdradą zwierząt gospodarskich zamkniętych w klatkach. Złamane obietnice oznaczają złamane życie 300 milionów zwierząt uwięzionych w metalowych i drucianych klatkach.

Od kiedy w 2016 r. przeprowadziliśmy pierwsze śledztwo w Polsce pokazując, jak żyją (czy może powinnam napisać – wegetują…?) kury w klatkach, podobnych śledztw z ferm świń, cieląt czy królików przeprowadziliśmy wiele nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie. Miliony kur wciąż tkwią w epoce klatkowej, a tzw. wzbogacone klatki niewiele różnią się od zakazanych już ponad dziesięć lat temu klatek bateryjnych. Lochy utrzymywane w kojcach lub jarzmach porodowych mają tak ograniczone ruch, że nie mogą się nawet obrócić. Króliki niekiedy nie mogą się wyciągnąć ani wyprostować i nie mają wystarczającej przestrzeni na wykonanie jednego skoku. Wysokość klatek dla przepiórek jest zbyt mała, aby mogły one realizować naturalny instynkt ucieczki, przez co uderzają głowami o sufit. Brak miejsca uniemożliwia cielętom zabawę, która jest ważna dla ich społecznego i psychicznego rozwoju. Zwierzęta przetrzymywane w systemach klatkowych często nie mają możliwości realizacji odpowiedniej ilości ruchu – chodzenia, biegania, skakania, pływania czy latania. Żaden z dotychczas opracowanych systemów klatkowych nie zapewnia przestrzeni wystarczającej do zaspokojenia potrzeb etologicznych jakiegokolwiek gatunku zwierząt hodowlanych.

Teraz zdecyduje Trybunał Sprawiedliwości

W związku ze złamaniem obietnicy i niewypełnieniem zobowiązania danego obywatelom UE, 18 marca 2024 r. razem z szóstką kolegów i koleżanek z Komitetu Obywatelskiego wszczęliśmy w Luksemburgu postępowanie prawne przeciwko KE. To pierwsza tego typu sprawa. W przypadku powodzenia KE będzie zmuszona przez Trybunał Sprawiedliwości UE do opublikowania swoich propozycji legislacyjnych w jasnych i rozsądnych ramach czasowych. 

Jak ujawnił oficjalny raport i sondaż KE z października 2023 r. (Eurobarometr): ogromna większość Europejczyków (89%) wciąż popiera zakaz stosowania indywidualnych klatek dla zwierząt hodowlanych. Wynik ten znalazł odzwierciedlenie także w Polsce, gdzie aż 87% badanych wyraziło się pozytywnie o planach wprowadzenia takiego zakazu.

Ponadto, odejście od hodowli klatkowej będzie opłacalne dla sektora rolniczego. Według Zachodniego Ośrodka Badań Społecznych i Ekonomicznych przeprowadzenie transformacji i przejście na chów bezklatkowy – a więc zachowanie hodowli w innej formie – poprawi w Polsce rentowność produkcji. Należy przy tym pamiętać, że współczesny system ferm przemysłowych, którego hodowla klatkowa jest symbolem, powoduje cały szereg niemałych kosztów eksternalizowanych dotykających całe społeczeństwo. Koszty te obejmują m.in. emisje odoru, zanieczyszczenie gleb, eutrofizację wód (także Morza Bałtyckiego), antybiotykooporność, zagrożenie epidemiczne i epizootyczne, a nawet obniżenie wartości nieruchomości mieszkalnych. 

Czekamy więc na decyzję Trybunału Sprawiedliwości, lecz kampanii nie przerywamy. To walka nie tylko o zwierzęta. To także walka o zdrowe społeczeństwo i naszą demokrację.

Odpowiedź KE. 

 

Zgromadzenie przed budynkiem Komisji Europejskiej Żródło: © Compassion in World Farming

Małgorzata Szadkowska – Prezeska polskiego oddz. Compassion in World Farming. Ekspertka Koalicji Klimatycznej oraz programu Climate Leadership powered by UN Environment, doradza podmiotom gospodarczym w zakresie bezpieczeństwa żywności, rolnictwa i dobrostanu zwierząt hodowlanych. Uznana za jedną ze 100 najbardziej wpływowych Kobiet w/g „Forbes Women Polska”. 

 

www.ciwf.com

 

Rewolucja w polskim i europejskim rolnictwie nabiera tempa.

18 marca 2025 roku dwie organizacje – Koalicja Żywa Ziemia i PAN Europe (Pesticide Action Network) – zorganizowały przełomową konferencję, podczas której czołowi eksperci z różnych dziedzin zaprezentowali konkretne rozwiązania mogące zastąpić szkodliwe syntetyczne pestycydy biologicznymi metodami ochrony roślin. Wydarzenie, objęte honorowym patronatem Komisji Europejskiej w Polsce, zgromadziło przedstawicieli nauki, rolnictwa, organizacji pozarządowych oraz decydentów.

Prezentowane podczas konferencji innowacyjne metody mają potencjał, by zrewolucjonizować europejskie rolnictwo, minimalizując wpływ chemizacji na zdrowie ludzi, zatrzymując degradację ekosystemów i jednocześnie zwiększając rentowność gospodarstw. Czy jest to możliwe? Doświadczenia pionierów takich rozwiązań pokazują, że tak!

Dlaczego alternatywna ochrona roślin jest dziś niezbędna?

Toksyczne dziedzictwo PFAS – „wieczne chemikalia” w naszym otoczeniu

W Unii Europejskiej wciąż dopuszczonych jest 34 pestycydów zawierających związki PFAS (per- i polifluoroalkilowe), nazywane „wiecznymi chemikaliami” ze względu na ich ekstremalną trwałość w środowisku1. Te substancje rozkładają się na kwas trifluorooctowy (TFA) – związek, którego nie można usunąć z wody pitnej przy pomocy obecnych technologii uzdatniania.

Niemcy już zaproponowały całkowity zakaz tych niebezpiecznych związków, klasyfikując TFA jako substancję toksyczną dla układu rozrodczego kategorii. Polska, sprawująca obecnie prezydencję w Radzie UE, ma wyjątkową szansę na przyspieszenie tego procesu, umieszczając kwestię całkowitego zakazu pestycydów PFAS w agendzie europejskiej.

Choroby cywilizacyjne a chemizacja rolnictwa – co wiemy na pewno?

Podczas konferencji zaprezentowano wstrząsające wyniki badań naukowych, które jednoznacznie wskazują na silną korelację między regularnym spożywaniem żywności zawierającej pozostałości pestycydów a alarmującym wzrostem zachorowań na szereg poważnych schorzeń. Co niepokojące, obecne przepisy nie wymagają badania długoterminowej toksyczności pestycydów przed ich dopuszczeniem na rynek, mimo dwóch orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE potwierdzających taką konieczność. Dodatkowo, nie bada się toksyczności substancji pomocniczych zawartych w preparatach, choć wiele z nich ma udowodnione szkodliwe działanie.

Zanieczyszczenie wód – problem na pokolenia

W 2021 roku jedynie 26,8% europejskich wód powierzchniowych spełniało normy dobrego stanu chemicznego. To oznacza, że ponad 73% wód w Europie jest już skażone chemikaliami, w tym pozostałościami pestycydów i ich metabolitami. Szczególnie niepokojący jest fakt, że TFA i inne trwałe metabolity pestycydów są praktycznie niemożliwe do usunięcia z zasobów wodnych. Będą one wpływać na jakość wody pitnej oraz ekosystemy wodne przez dziesiątki, a nawet setki lat.

Biologiczne alternatywy ochrony roślin – skuteczne rozwiązania w praktyce

Sukcesy wdrożeń alternatywnej ochrony roślin w Europie

Dr inż. Michał Pniak zaprezentował podczas konferencji liczne studia przypadków z polskiego i europejskiego sadownictwa, gdzie zastąpienie syntetycznych pestycydów preparatami mikrobiologicznymi nie tylko nie obniżyło jakości plonów, ale przyniosło wymierne korzyści ekonomiczne.

Szczególnie inspirujące są doświadczenia krajów takich jak Francja, Belgia, Holandia, Szwecja i Luksemburg, które już ponad dekadę temu zakazały stosowania syntetycznych pestycydów w przestrzeniach publicznych1. Ich wieloletnie doświadczenia dowodzą, że utrzymanie zieleni miejskiej bez chemii jest nie tylko możliwe, ale często bardziej efektywne kosztowo w dłuższej perspektywie.

Integrowana ochrona roślin – klucz do zmian w rolnictwie

Badania naukowe jednoznacznie wskazują, że dzięki wdrożeniu zasad integrowanej ochrony roślin (IPM – Integrated Pest Management) rolnicy mogą zmniejszyć stosowanie pestycydów o 50-80%, zachowując przy tym rentowność gospodarstw i nie odnotowując spadku plonów.

Integrowana ochrona roślin obejmuje:

  • Stosowanie płodozmianu i doboru odpowiednich odmian roślin

  • Monitoring szkodników przy użyciu pułapek i systemów ostrzegania

  • Stosowanie biologicznych wrogów naturalnych szkodników

  • Użycie mikrobiologicznych środków ochrony roślin

  • Metody mechaniczne i fizyczne zwalczania szkodników

  • Stosowanie syntetycznych środków ochrony roślin tylko jako ostatnia deska ratunku, w minimalnych ilościach i najnowszych, najmniej szkodliwych formulacjach

Wsparcie dla transformacji rolnictwa – kluczowa rola polityki rolnej UE

Zarówno eksperci jak i rolnicy obecni na konferencji podkreślali, że kluczową rolę w przejściu na alternatywne metody ochrony roślin musi odegrać reforma Wspólnej Polityki Rolnej po 2027 roku.

Badania pokazują, że rolnicy regularnie stosujący syntetyczne pestycydy mają 2-3 razy wyższe ryzyko zachorowań na niektóre choroby skóry, układu oddechowego oraz nowotwory. Przejście na alternatywne metody ochrony roślin to inwestycja w ich własne zdrowie.

Co istotne, by transformacja ta była skuteczna, konieczne jest:

  1. Zapewnienie rolnikom niezależnego doradztwa technicznego w zakresie alternatywnych metod ochrony roślin

  2. Finansowanie szkoleń i pokazów praktycznych metod biologicznej ochrony roślin

  3. Dopłaty do zakupu biologicznych środków ochrony roślin i sprzętu do ich aplikacji

  4. Uproszczenie procedur rejestracji biologicznych środków ochrony roślin przy zachowaniu standardów bezpieczeństwa

Wyzwania systemowe wymagające pilnych działań

Podwójne standardy w handlu – nieuczciwa konkurencja i zagrożenie dla konsumentów

Uczestnicy konferencji zgodnie wskazywali na problem podwójnych standardów w handlu międzynarodowym. Z jednej strony unijni rolnicy nie mogą stosować wielu pestycydów uznanych za niebezpieczne, z drugiej – UE importuje żywność z krajów trzecich, gdzie te same substancje są powszechnie używane.

Jednym z postulatów konferencji jest wprowadzenie zasady zerowego dopuszczalnego poziomu pozostałości dla pestycydów niezatwierdzonych w UE, co położyłoby kres tej praktyce.

 

Larwa Aphidoletes aphidimyza (powszechnie nazywanej mszycarzem) żerująca na zielonym Acyrthosiphon pisum, znanym powszechnie jako mszyca grochowa. Fot: Canva

Ochrona wód przed skażeniem – konieczność zintegrowanych działań

Eksperci alarmują, że ochrona zasobów wodnych wymaga pilnych i zintegrowanych działań. Ramowa Dyrektywa Wodna powinna być ściślej powiązana z polityką dotyczącą pestycydów.

Rozwiązaniem, które mogłoby znacząco ograniczyć zanieczyszczenie wód, jest:

  • Obowiązkowe tworzenie stref buforowych wolnych od chemii wokół ujęć wody i terenów chronionych

  • Zakaz stosowania pestycydów uznanych za wysoce toksyczne dla środowiska wodnego

  • Rygorystyczne monitorowanie pozostałości pestycydów w wodach powierzchniowych i gruntowych

  • Przyjęcie i wdrożenie unijnych norm jakości dla nowo proponowanych priorytetowych rodzajów zanieczyszczeń

Co dalej? Apel o konkretne działania na poziomie krajowym i unijnym

Konferencja zakończyła się sformułowaniem apelu do polskiego rządu, sprawującego prezydencję w Radzie UE, o podjęcie konkretnych działań:

  1. Przyspieszenie prac nad całkowitym zakazem stosowania pestycydów PFAS w UE i umieszczenie tej kwestii w agendzie Rady.

  2. Wprowadzenie obowiązku badania wszystkich składników środków ochrony roślin pod kątem rakotwórczości, mutagenności, toksyczności dla układu rozrodczego oraz zdolności do zaburzania gospodarki hormonalnej.

  3. Utworzenie specjalnego funduszu na modernizację gospodarstw w kierunku rolnictwa regeneratywnego i wsparcie rolników w przejściu na alternatywne metody ochrony roślin.

  4. Utrzymanie Ramowej Dyrektywy Wodnej na najwyższym poziomie ambicji i przeciwstawienie się próbom jej osłabienia.

  5. Wprowadzenie w Polsce zakazu stosowania wszystkich syntetycznych pestycydów w przestrzeniach publicznych, wzorem Francji i innych krajów UE.

 

Nadchodzące miesiące pokażą, czy unijni decydenci wykorzystają szansę na prawdziwie zrównoważoną transformację rolnictwa, która przyniesie korzyści zarówno producentom, jak i konsumentom żywności oraz środowisku naturalnemu.

Często zadawane pytania o alternatywną ochronę roślin

Czy biologiczne metody ochrony roślin są równie skuteczne jak syntetyczne pestycydy?

Badania naukowe i praktyczne doświadczenia rolników pokazują, że odpowiednio dobrane biologiczne metody ochrony roślin mogą być równie skuteczne jak syntetyczne pestycydy. Kluczem jest kompleksowe podejście łączące różne metody biologiczne i agrotechniczne w ramach integrowanej ochrony roślin. W niektórych uprawach (np. w uprawach pod osłonami) biologiczne metody okazują się nawet skuteczniejsze i bardziej ekonomiczne w dłuższej perspektywie.

Czy przejście na alternatywne metody ochrony roślin będzie kosztowne dla rolników?

Początkowe koszty przejścia na alternatywne metody ochrony roślin mogą być wyższe ze względu na konieczność zdobycia wiedzy i inwestycji w nowe technologie. Jednak w dłuższej perspektywie koszty się wyrównują lub stają się niższe dzięki mniejszemu zużyciu środków ochrony roślin, poprawie jakości gleby i zdrowia roślin. Kluczowe jest zapewnienie rolnikom odpowiedniego wsparcia finansowego i doradztwa technicznego w okresie przejściowym.

Jak konsumenci mogą wspierać rolnictwo stosujące alternatywne metody ochrony roślin?

Konsumenci mogą wspierać rolników stosujących alternatywne metody ochrony roślin poprzez:

  • Świadomy wybór produktów z certyfikowanych gospodarstw ekologicznych i integrowanych

  • Kupowanie produktów lokalnych, bezpośrednio od rolników (np. na targowiskach, w kooperatywach spożywczych)

  • Domaganie się od sieci handlowych informacji o pozostałościach pestycydów w sprzedawanej żywności

  • Wspieranie organizacji promujących zrównoważone rolnictwo

Artykuł powstał na podstawie materiałów z konferencji „Dialog Strategiczny na temat przyszłości rolnictwa w UE” zorganizowanej przez Koalicję Żywa Ziemia i PAN Europe 18 marca 2025 roku.

 

Wystąpienia prelegentek i prelegentów:

Prezentacje prelegentek i prelegentów:

Koalicja Żywa Ziemia zaprasza na webinar poświęcony wprowadzaniu żywności ekologicznej do szkół i przedszkoli, który odbędzie się 24 kwietnia 2025 roku w godzinach 10:00-13:00. Podczas wydarzenia eksperci przedstawią główne wnioski i rekomendacje dotyczące tego ważnego tematu.

Dlaczego żywność ekologiczna jest kluczowa dla zdrowia dzieci

Żywność ekologiczna charakteryzuje się wysoką jakością i jest produkowana bez użycia sztucznych nawozów i pestycydów. To znacząco ogranicza ryzyko wystąpienia chemicznych pozostałości, które mogą negatywnie wpływać na zdrowie dzieci. Badania potwierdzają, że wprowadzenie żywności ekologicznej do placówek edukacyjnych przynosi wymierne korzyści zdrowotne.

FAKT: Produkty ekologiczne zawierają więcej przeciwutleniaczy i witamin, a jednocześnie są wolne od szkodliwych pozostałości pestycydów.

Sprawdzone rozwiązania z Europy

W wielu krajach UE funkcjonują już skuteczne systemy wspierające włączanie żywności ekologicznej do wyżywienia w szkołach i przedszkolach. Przykładem jest program „Diet for a Green Planet” wdrożony w Szwecji, dzięki któremu placówki edukacyjne kupują produkty ekologiczne bezpośrednio od lokalnych rolników.

Podczas webinaru dr inż. Urszula Sołtysiak z Polskiej Izby Żywności Ekologicznej oraz Ewa Sufin ze Strefy Zieleni przedstawią szczegółowo rozwiązania z innych państw UE, które mogłyby zostać zaadaptowane w Polsce.

Wyzwania dla polskich samorządów

W Polsce wciąż istnieją liczne bariery hamujące wprowadzenie żywności ekologicznej do placówek edukacyjnych. Koalicja Żywa Ziemia zdiagnozowała te przeszkody i wskaże kierunki zmian, aby samorządy mogły włączyć kryterium wyboru żywności ekologicznej do zamówień publicznych.

Prof. Renata Kazimierczak (SGGW) i dr inż. Agata Szczebyło (WWF) zaprezentują wyniki badań dotyczących możliwości i zainteresowania samorządów tym tematem, bazując na studiach przypadków z Polski i badaniach ilościowych.

Ekonomiczne i prawne aspekty zmian

Jednym z głównych argumentów przeciwko wprowadzaniu żywności ekologicznej do szkół są wyższe koszty. Prof. Sylwia Żakowska-Biemans (SGGW) omówi ekonomiczne aspekty takich zmian, wskazując, że zrównoważone zamówienia publiczne mogą wspierać lokalnych producentów i przyczyniać się do rozwoju gospodarczego regionu.

Mecenas Aleksandra Bieniek i mecenas Magdalena Świąder przedstawią analizę przepisów prawnych oraz wskażą bariery prawne dotyczące wprowadzenia żywności ekologicznej do szkół i przedszkoli.

Raport i przyszłe działania

Koalicja Żywa Ziemia kończy pracę nad raportem „Wprowadzenie żywności ekologicznej do szkół i przedszkoli w Polsce„, który zostanie opublikowany w maju 2025 roku. Dokument zawiera szczegółową analizę aspektów zdrowotnych, ekonomicznych, prawnych i organizacyjnych oraz przykłady dobrych praktyk z innych krajów UE.

Po publikacji raportu planowana jest kontynuacja debaty publicznej, której celem będzie wypracowanie systemowych rozwiązań umożliwiających władzom samorządowym, szkołom i przedszkolom zamawianie żywności ekologicznej, najlepiej pochodzącej z produkcji lokalnej lub krótkich łańcuchów dostaw.

Program webinaru

Webinar odbędzie się 24 kwietnia 2025 roku (10:00-13:00) i obejmie następujące tematy:

  1. Rozwiązania dotyczące wprowadzania żywności ekologicznej do szkół i przedszkoli w UE

  2. Możliwości i zainteresowanie samorządów wprowadzeniem żywności ekologicznej

  3. Aspekty ekonomiczne wprowadzenia żywności ekologicznej do zamówień publicznych

  4. Wpływ żywności ekologicznej na zdrowie człowieka

  5. Analiza barier prawnych i propozycje zmian

  6. Debata z możliwością zadawania pytań

Jak dołączyć do webinaru?

Link do webinaru: https://fb.me/e/2XTycEztu

Zachęcamy wszystkich zainteresowanych tematem zdrowego żywienia dzieci do udziału w wydarzeniu. Wspólnie możemy wypracować rozwiązania, które przyczynią się do poprawy jakości posiłków w placówkach edukacyjnych i zdrowszej przyszłości naszych dzieci.

Zdjęcia: Koalicja Żywa Ziemia

Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem, a skutki zmian klimatu są wyraźnie widoczne. Rok 2024 był najcieplejszym w historii pomiarów, z rekordowymi temperaturami w regionach centralnych, wschodnich i południowo-wschodnich. Burze były często gwałtowne, a powodzie rozległe, co doprowadziło do śmierci co najmniej 335 osób i dotknęło szacunkowo 413 000 ludzi. W ciągu roku wystąpił wyraźny kontrast klimatyczny między wschodem a zachodem: na wschodzie panowały ekstremalnie suche i często rekordowo ciepłe warunki, natomiast na zachodzie – ciepłe, lecz wilgotne.

Anomalie i ekstrema w rocznej temperaturze powietrza przy powierzchni Ziemi w 2024 roku.

Powyżej: Anomalie i ekstrema w rocznej temperaturze powietrza przy powierzchni Ziemi w 2024 roku.

Anomalie i ekstrema w pomiarach rocznych opadów w 2024 roku.Dane: ERA5. Źródło: C3S.

Powyżej: Anomalie i ekstrema w pomiarach rocznych opadów w 2024 r.
Dane: ERA5. Źródło:C3S                                                                     

Raport „European State of the Climate 2024” (ESOTC 2024), opublikowany 15 kwietnia 2025 r. przez Copernicus Climate Change Service (C3S) oraz Światową Organizację Meteorologiczną (WMO), został opracowany z udziałem około 100 naukowców i stanowi całościowy, a zarazem treściwy przegląd klimatu Europy. W jego skład wchodzi m.in. nowa galeria grafik zawierająca 130 wykresów i infografik.

C3S jest realizowana przez Europejskie Centrum Średnioterminowych Prognoz Pogody (ECMWF) na zlecenie Komisji Europejskiej. Od 2018 roku usługa ta publikuje raport ESOTC, który stanowi szczegółową analizę klimatu Europy w danym roku – wykraczającą poza zwykłe pomiary temperatury i obejmującą szerokie spektrum zmiennych klimatycznych, takich jak stres cieplny i zimny, długość trwania nasłonecznienia i zachmurzenie, pożary lasów, stan lodowców i wiele innych. 

Florence Rabier, Dyrektor Generalna ECMWF: „Z inicjatywy Komisji Europejskiej, ECMWF realizuje program Copernicus Climate Change Service od ponad 10 lat i od 2018 roku przygotowuje raport European State of the Climate, który stanowi kluczowe narzędzie monitorowania zmian klimatycznych. Od zeszłego roku publikujemy go wspólnie z WMO. Raport za rok 2024 dowodzi, że prawie jedna trzecia sieci rzecznej przekroczyła próg wysokiego stanu wód, a stres cieplny nadal wzrasta w Europie, co podkreśla potrzebę budowania większej odporności. Obecnie 51% europejskich miast posiada dedykowany plan adaptacji do zmian klimatu – to potwierdza wartość naszych informacji, opartych na rzetelnych danych naukowych, w procesie podejmowania decyzji dotyczących adaptacji klimatycznej”.

„Raport ten podkreśla, że Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem i doświadcza poważnych skutków ekstremalnych zjawisk pogodowych oraz zmian klimatycznych. Każdy, nawet niewielki wzrost temperatury ma znaczenie, ponieważ potęguje zagrożenia dla naszego życia, ekonomii i całej planety. Adaptacja jest koniecznością. WMO oraz jej partnerzy intensyfikują więc działania na rzecz wzmocnienia systemów wczesnego ostrzegania i usług klimatycznych, aby wspierać decydentów i całe społeczeństwo w budowaniu większej odporności. Robimy postępy, ale musimy działać dalej, szybciej i wspólnie” dodała Celeste Saulo, Sekretarz Generalna WMO. 

„Raport C3S-WMO to przełomowe osiągnięcie, które wykorzystuje pełnię potencjału europejskich zasobów obserwacji Ziemi i usług Copernicus, a także wiedzy ekspertów. Copernicus jest częścią inwestycji UE w suwerenne dane klimatyczne, wspierających działania na rzecz łagodzenia i adaptacji zmian klimatycznych w Europie” podkreśla Elisabeth Hamdouch, Zastępczyni Dyrektora ds. Obserwacji Ziemi Komisji Europejskiej.

Kluczowe dane ESOTC 2024

  • Temperatura: Rok 2024 był najcieplejszym w historii pomiarów dla Europy, z rekordowo wysokimi temperaturami na niemal połowie kontynentu.
  • Temperatura powierzchni morza (SST): W ujęciu rocznym temperatura powierzchni mórz w Europie osiągnęła najwyższy poziom w historii – o 0,7°C powyżej średniej. Dla Morza Śródziemnego wyniosła 1,2°C powyżej średniej.
  • Opady: Wystąpił wyraźny kontrast w opadach między wschodem a zachodem kontynentu. W Europie Zachodniej rok ten należał do dziesięciu najbardziej deszczowych w analizowanym okresie od 1950 r.
  • Powodzie: Europa doświadczyła najbardziej rozległych powodzi od 2013 roku. Prawie jedna trzecia sieci rzecznej przekroczyła przynajmniej próg „wysokiego” stanu wód. Burze i powodzie dotknęły około 413 000 osób, powodując śmierć co najmniej 335 osób.
  • Stres cieplny: Liczba dni z „silnym”, „bardzo silnym” i „ekstremalnym” stresem cieplnym była drugą najwyższą w historii. W 60% krajów Europy odnotowano więcej dni niż przeciętnie z co najmniej „silnym stresem cieplnym”.
  • Energia odnawialna: Udział energii odnawialnej w produkcji energii elektrycznej w Europie osiągnął rekordowy poziom 45% w 2024 roku.
  • Ekstremalne zimno: Powierzchnia lądowa Europy, która doświadczyła mniej niż trzech miesięcy (90 dni) z przymrozkami, była największa w historii – około 69% (średnia to 50%).
  • Stres zimny: Odnotowano rekordowo niską liczbę dni z „silnym stresem zimnym”.
  • Lodowce: Wszystkie regiony Europy odnotowały utratę masy lodowej; lodowce w Skandynawii i na Svalbardzie miały najwyższe wskaźniki utraty masy w historii.
  • Pożary: We wrześniu w Portugalii spłonęło ok. 110 000 ha (1 100 km²) w ciągu jednego tygodnia, co stanowi około jedną czwartą całkowitej rocznej powierzchni spalonej w Europie. Ocenia się, że pożary dotknęły około 42 000 osób.

“Rok 2024 był najcieplejszym w historii pomiarów dla Europy. Odnotowaliśmy najdłuższą falę upałów w południowo-wschodniej Europie oraz rekordową utratę masy lodowców w Skandynawii i na Svalbardzie. Jednak 2024 to także wyraźne kontrasty klimatyczne między wschodem a zachodem kontynentu. Raport European State of the Climate to źródło informacji o zmieniającym się klimacie. Umiejętność korzystania z danych klimatycznych przy podejmowaniu decyzji powinna stać się naszym priorytetem” podkreślił Carlo Buontempo, Dyrektor Copernicus Climate Change Service, ECMWF.

Rozległe powodzie, ekstremalne upały i susza we wschodniej Europie

Raport ESOTC 2024 koncentruje się na przeglądzie powodzi w Europie, ze szczególnym uwzględnieniem ekstremalnych zjawisk w Europie Środkowej i Wschodniej związanych z układem niskiego ciśnienia Boris oraz tych, które miały miejsce w Walencji w Hiszpanii, jak również ekstremalnych upałów i suszy w południowo-wschodniej Europie latem.

30% sieci rzecznej w Europie przekroczyło w ciągu roku próg „wysokiego” stanu zagrożenia powodziowego, natomiast 12% przekroczyło próg „bardzo wysokiego” zagrożenia. We wrześniu niż genueński Boris dotknął setki tysięcy osób, powodując powodzie, ofiary śmiertelne i zniszczenia na terenie Niemiec, Polski, Austrii, Węgier, Czech, Słowacji, Rumunii i Włoch.

Pod koniec października w Hiszpanii wystąpiły ekstremalne opady deszczu i powodzie, prowadzące do katastrofalnych skutków i ofiar śmiertelnych w prowincji Walencja i regionach sąsiadujących.

Południowo-wschodnia Europa doświadczyła najdłuższej w historii fali upałów w lipcu 2024 roku, która trwała 13 dni i objęła 55% tego regionu. W trakcie lata odnotowano rekordową liczbę dni z przynajmniej „silnym stresem cieplnym” (66) oraz tzw. nocy tropikalnych (23).

Po raz pierwszy sekcje specjalne zawierają także informacje o trendach w zakresie powodzi, ekstremalnych upałów i suszy w Europie, podsumowując kluczowe ustalenia Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC). Przykładowo, Europa należy do regionów, w których prognozowany jest największy wzrost ryzyka powodziowego. Globalne ocieplenie o 1,5°C mogłoby skutkować 30 000 zgonów rocznie w Europie z powodu ekstremalnych upałów.

Polityka klimatyczna i działania zapobiegawcze

W tym roku interaktywna mapa najważniejszych wydarzeń została wzbogacona o nową warstwę przedstawiającą przykłady działań na rzecz odporności klimatycznej i inicjatyw adaptacyjnych realizowanych w miastach w całej Europie.

Zgodnie z sekcją raportu dotyczącą polityki i działań klimatycznych, 51% miast europejskich przyjęło specjalne plany adaptacji do zmian klimatu, co stanowi obiecujący postęp w porównaniu do 26% w 2018 r., co wskazuje na fakt, że dalsze wysiłki pozwolą uwolnić jeszcze większy potencjał skutecznej adaptacji do wyzwań klimatycznych.

Uderzające kontrasty klimatyczne

W 2024 roku mieszkańcy różnych części Europy doświadczali bardzo odmiennych warunków pogodowych i klimatycznych – szczególnie widoczny był kontrast między wschodem a zachodem kontynentu. Na wschodzie panowały suche, słoneczne i wyjątkowo ciepłe warunki, podczas gdy na zachodzie było bardziej pochmurno, wilgotno i zimno.

(Po lewej) Roczne anomalie czasu nasłonecznienia (%) w Europie w latach 1983–2024, przedstawiające dodatnie (pomarańczowe) i ujemne (szare) odchylenia.

(Po prawej) Anomalie czasu nasłonecznienia (w godzinach) w Europie w 2024 roku, z dodatnimi odchyleniami (odcienie pomarańczowego) i ujemnymi (odcienie szarości). Okres referencyjny: 1991–2020.

Dane: CM SAF SARAH-3 CDR i ICDR. Źródło: C3S/ECMWF/DWD/EUMETSAT.

Kontrast wschód–zachód był widoczny w wielu zmiennych klimatycznych, takich jak temperatura, opady, wilgotność gleby, zachmurzenie, nasłonecznienie, promieniowanie słoneczne oraz potencjał produkcji energii słonecznej. W rezultacie różnice te znalazły odzwierciedlenie również w europejskiej sieci rzecznej: w Europie Zachodniej występowały przepływy rzek powyżej średniej, natomiast w Europie Wschodniej – poniżej średniej.

Anomalie i ekstrema w rocznym średnim przepływie rzek w 2024 roku. Okres referencyjny: ekstrema 1992–2024, anomalie 1992–2020. Dane: EFAS. Źródło: CEMS/C3S/ECMWF.

Postęp w dziedzinie energii odnawialnej

Udział energii odnawialnej w produkcji energii elektrycznej w Europie w 2024 roku osiągnął rekordowy poziom 45%, w porównaniu z poprzednim z 2023 roku, kiedy osiągnął 43%. Jest to odzwierciedlenie działań Europy na rzecz budowy zdekarbonizowanego systemu energetycznego. Liczba krajów UE, w których energia odnawialna przewyższa pod względem produkcji energię z paliw kopalnych, niemal podwoiła się od 2019 roku – według raportów wzrosła z 12 do 20 państw.

Procentowy udział całkowitej rzeczywistej rocznej produkcji energii elektrycznej w Europie z energii słonecznej (żółty), wiatrowej (fioletowy) i wodnej (niebieski) w latach 2016–2024. Dane: ENTSO-E i Elexon. Źródło: C3S/ECMWF. Wersja interaktywna: https://datawrapper.dwcdn.net/LI3Pw/8/

Produkcja energii odnawialnej i zapotrzebowanie na energię elektryczną są silnie zależne od warunków pogodowych. Potencjał klimatyczny produkcji energii ze źródeł fotowoltaicznych odzwierciedlał kontrast między słonecznym wschodem a bardziej pochmurnym zachodem kontynentu.

Narastający stres cieplny – w dzień i w nocy

Liczba dni ze stresem cieplnym oraz tzw. nocy tropikalnych stale rośnie w Europie. W 2024 roku odnotowano drugą najwyższą w historii liczbę zarówno dni z wysokim stresem cieplnym, jak i nocy tropikalnych. Średnio dla całego kontynentu oznaczało to niemal miesiąc z przynajmniej „silnym stresem cieplnym” oraz około 12 nocy tropikalnych, choć wartości te znacznie różniły się w zależności od regionu – szczególnie południowo-wschodnia Europa notowała rekordowe liczby w obu kategoriach. Upał może powodować stres, na który wpływa nie tylko temperatura, ale także inne czynniki środowiskowe, takie jak wiatr i wilgotność. Wysokie temperatury w nocy mogą również wpływać na zdrowie, oferując niewiele wytchnienia od stresu cieplnego w ciągu dnia.

Średnia roczna liczba dni z przynajmniej „silnym”, „bardzo silnym” lub „ekstremalnym stresem cieplnym” w Europie w latach 1950–2024. Progi dla tych poziomów stresu cieplnego, zgodnie z Uniwersalnym Wskaźnikiem Klimatu Termicznego (Universal Thermal Climate Index; UTCI), wynoszą odpowiednio: 32°C, 38°C i 46°C. „Noce tropikalne” to noce, podczas których temperatura nie spada poniżej 20°C. Dane: ERA5-HEAT, ERA5. Źródło: C3S/ECMWF. Wersja interaktywna: https://www.datawrapper.de/_/vQNFB/

Kurczące się lodowce

Organizacja Narodów Zjednoczonych ogłosiła 2025 Międzynarodowym Rokiem Ochrony Lodowców. Dane zawarte w raporcie ESOTC 2024 wskazują, że we wszystkich regionach Europy lodowce traciły masę. Europa Środkowa należy do obszarów świata, w których lodowce kurczą się najszybciej – raport zawiera infografikę ilustrującą, jak bardzo zmniejszyły się lodowce alpejskie od lat 70. XX wieku.

W 2024 roku lodowce w Skandynawii i na Svalbardzie odnotowały najwyższe w historii tempo utraty masy i największą roczną stratę spośród wszystkich regionów lodowcowych na świecie – średnia utrata grubości wyniosła 1,8 m w Skandynawii i 2,7 m na Svalbardzie. Był to trzeci najcieplejszy rok w historii dla Arktyki jako całego regionu i czwarty najcieplejszy rok dla obszarów lądowych Arktyki.

Trzeci sezon letni z rzędu średnia temperatura na Svalbardzie osiągnęła nowy rekord. W ostatnich dekadach ten obszar należy do najszybciej ocieplających się miejsc na Ziemi.

 Cały raport do pobrania tutajInformacje:

Copernicus to komponent programu kosmicznego Unii Europejskiej w zakresie obserwacji Ziemi, który monitoruje naszą planetę i jej środowisko, przynosząc korzyści dla wszystkich obywateli Europy. Program jest koordynowany i zarządzany przez Komisję Europejską, a jego realizacja odbywa się we współpracy z państwami członkowskimi oraz organizacjami europejskimi.

Europejskie Centrum Średnioterminowych Prognoz Pogody (ECMWF) pełni jednocześnie funkcję instytutu badawczego oraz całodobowej służby operacyjnej, opracowującej globalne numeryczne prognozy pogody oraz inne dane na potrzeby państw członkowskich i stowarzyszonych, a także szerszej społeczności. Centrum dysponuje światowej klasy infrastrukturą superkomputerową do prognozowania pogody i prowadzi jeden z największych na świecie archiwów danych meteorologicznych.

„Uderzający kontrast” – w ten sposób naukowcy przedstawiają stan klimatu w Europie w 2024 r. I nie chodzi wcale o to, że nasz kontynent ociepla się najszybciej ze wszystkich. Więc o co?

Rosnąca nieustannie emisja gazów cieplarnianych sprawiła, że wszystkie najcieplejsze 10 lat w historii pomiarów pochodzi z ostatniej dekady. Sam 2024 r. przyniósł zaś najwyższą średnią temperaturę zarówno dla całego świata, jak i Europy. I podczas gdy Ziemia jest dziś o 1,3°C cieplejsza niż w okresie przedindustrialnym (okres 1850-1900), nasz kontynent jest cieplejszy już o 2,4-2,5°C.

Ale to, że Europa ogrzewa się najszybciej, wiadomo już od dawna. Z nowego raportu „European State of the Climate” wyłaniają się jednak dwie inne ważne obserwacje..

Pierwsza dotyczy tego, że 2024 r. okazał się rokiem „wyraźnego kontrastu”. Druga – że skoro konsekwencje zmiany klimatu są w Europie coraz bardziej odczuwalne, to najwyższa pora przygotowywać się na trudniejsze czasy.

Europa podzielona

Unijna agencja Copernicus Climate Change Service i Światowa Organizacja Meteorologiczna opublikowały właśnie raport o stanie klimatu w Europie w 2024.

Wynika z niego, że w ciągu roku wystąpił „uderzający kontrast klimatyczny” między wschodem a zachodem. Objawił się on w takich parametrach, jak m.in. temperatura, opady, wilgotność gleby, zachmurzenie i nasłonecznienie.

Średnia roczna anomalia temperatury w 2024, czyli jej odchylenie od wartości średniej z lat 1991-2020, na podstawie obserwacji (seria danych E-Obs). Kolory niebieskie oznaczają warunki chłodniejsze a czerwone – cieplejsze niż zwykle. Źródło: C3S/ECMWF (European State of the Climate 2024).

 

I tak na wschodzie panowały ekstremalnie suche, słoneczne i wyjątkowo ciepłe (często rekordowe) warunki, natomiast na zachodzie – mniej ciepłe, za to bardziej pochmurne i wilgotne. Różnice te znalazły też odzwierciedlenie w stanie rzek: w Europie Zachodniej przepływy były powyżej średniej, a w Europie Wschodniej – poniżej.

– Kontrast klimatyczny w Europie zdarza się często. Normalnie widać go jednak w podziale na północ i południe kontynentu – południe jest bardziej ciepłe i suche, a północ mniej ciepła i bardziej mokra niż średnia. Na takie trendy w przyszłości wskazują również prognozy Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu – zauważa dr Samantha Burgess, wicedyrektorka agencji Copernicus.

Skąd ten podział?

Dlaczego kontrast w 2024 r. był więc tak nietypowy?

– W 2024 r. mieliśmy układy wysokiego ciśnienia, które często znajdowały się nad Europą Wschodnią. Prowadziło to do mniejszej liczby chmur i mniejszych opadów, jaśniejszego nieba i silniejszego ogrzewania słonecznego. Warunki były więc cieplejsze niż przeciętne – wyjaśnia Burgess.

Z drugiej strony Europa Zachodnia często znajdowała się pod wpływem układów niskiego ciśnienia, które dodatkowo przynosiły burze atlantyckie i układy frontalne. Skutkowało to mokrymi, pochmurnymi i stosunkowo chłodnymi warunkami.

Anomalie i ekstrema rocznych sum opadów w 2024, czyli ich odchylenia od wartości średniej z lat 1991-2020, na podstawie reanalizy ERA-5. Kolory brązowe oznaczają opady mniejsze a niebieskie – większe niż zwykle. Rekordowo duże i rekordowo małe opady określono na podstawie okresu 1979-2024. Pozostałe kategorie: “dużo słabsze/większe niż zwykle” – słabsze/silniejsze niż w 90% przypadków z lat 1991-2020, “słabsze/silniejsze niż zwykle” – słabsze/silniejsze niż w 66% przypadków z lat 1991-2020, “w pobliżu średniej” – leżałyby w “środkowych 33%” okresu 1991-2020. Źródło: C3S/ECMWF (European State of the Climate 2024).

 

 

– Wysoka temperatura powietrza, a także wysokie temperatury w Morzu Śródziemnym i otaczającym Oceanie Atlantyckim oznaczają, że atmosfera zawiera więcej pary wodnej. Przez to Europa jest więc bardziej podatna na intensywne opady – wyjaśnia Carlo Buontempo, dyrektor agencji Copernicus.

Dużo ciepła, duża powódź

Dobrym i bolesnym przykładem na potwierdzenie tych słów są dwie potężne burze, o których konsekwencjach media mówiły w 2024 r. najwięcej.

We wrześniu niż genueński Boris dotknął setki tysięcy osób, powodując powodzie, ofiary śmiertelne i zniszczenia na terenie Niemiec, Polski, Austrii, Węgier, Czech, Słowacji, Rumunii i Włoch. Z kolei w październiku w Hiszpanii wystąpiły ekstremalne opady deszczu, które doprowadziły do katastrofalnych powodzi w prowincji Walencja i sąsiadujących regionach.

– Polacy na długo zapamiętają powodzie, które dotknęły nas jesienią 2024 r. Nie byliśmy jednak jedynym krajem, w którym takie zjawiska wystąpiły. Zasięg występowania powodzi był w Europie największy od ponad 10 lat – komentuje wnioski z raportu dr Aleksandra Kardaś, redaktorka naczelna „Nauki o Klimacie”.

Niestety, należy się spodziewać, że trendy te będą jedynie wzmacnianie. Bo nie dość, że Europa należy do regionów, w których prognozowany jest największy wzrost ryzyka powodziowego, to jeszcze wciąż coraz więcej osób sprowadza się na tereny zalewowe.

Fala za falą

Ale zmiana klimatu to również rosnące ryzyka związane z coraz wyższymi temperaturami.

W 2024 r. w Europie odnotowano średnio 45% dni znacznie cieplejszych niż średnia, z czego 12% dni było najcieplejszych w historii. Ale oczywiście różnice pomiędzy poszczególnymi regionami były znaczące.

Wysokie temperatury w największym stopniu odczuli mieszkańcy południowo-wschodniej Europy, która w lipcu doświadczyła najdłuższej w historii fali upałów. Trwała ona aż 13 dni i objęła 55% regionu. Dla całej Europy 2024 r. przyniósł drugą najwyższą w historii liczbę zarówno dni z wysokim stresem cieplnym, jak i nocy tropikalnych. Średnio dla całego kontynentu oznaczało to niemal miesiąc z przynajmniej „silnym stresem cieplnym”.

– Europa to najszybciej ogrzewający się kontynent świata. Widzimy to także w statystykach dotyczących stresu cieplnego, czyli występowania takich warunków meteorologicznych, w których nasze organizmy nie są w stanie skutecznie utrzymywać stałej temperatury. Takich, które grożą przegrzaniem. Składają się na to przede wszystkim wysokie temperatury w połączeniu z dużą wilgotnością – mówi dr Kardaś.

I dodaje: – Ryzyko stresu cieplnego jest w Europie coraz wyższe. Coraz częściej zdarzają się też noce tropikalne, czyli takie podczas których temperatura nie spada poniżej 20°C.

Adaptacja pilnie potrzebna

Przekroczenie progu 1,5°C globalnego ocieplenia oznacza, że tylko w samej Europie z powodu ekstremalnych upałów może umierać 30 tys. osób rocznie.

Do tego ekstremalne zjawiska pogodowe już teraz stanowią coraz większe zagrożenie dla obszaru zbudowanego i infrastruktury. Przewiduje się, że do końca wieku szkody z tym związane wzrosną w Europie nawet dziesięciokrotnie – i to tylko z powodu zmiany klimatu, a więc bez uwzględnienia takich czynników, jak chociażby starzejąca się infrastruktura.

Nie luksus, a wymóg

– W dobie narastającego kryzysu klimatycznego adaptacja do zmieniających się warunków nie jest luksusem czy dodatkiem. Jest czymś wręcz fundamentalnym – ocenia Marcin Popkiewicz, współzałożyciel portalu „Nauka o Klimacie” i badacz megatrendów.

Popkiewicz zauważa przy tym, że zmiany w kierunku zrównoważonego rozwoju, takie jak chociażby rozwój terenów zielonych czy uspokajanie ruchu w miastach, oznaczają poprawę jakości życia mieszkańców. – A to jest równie ważne. Nie chodzi przecież tylko o to, by przygotować się na gorsze, ale  i to, by chcieć mieć coraz lepiej – uważa ekspert.

Uwagę na pilność adaptacji zwraca też Kardaś. – Widać, że chociażby upały stają się dla nas corocznym i realnym ryzykiem dla zdrowia. Tak właśnie trzeba je traktować i mieć na ich wypadek odpowiednie plany. Na przykład być gotowym do przeorganizowania pracy, przesunięcia terminu wydarzenia czy zapewnienia miejsca do ochłody dla osób, którym wysokie temperatury utrudniają pozostawanie w domu – komentuje.

Innym z wymienianych przez nią przykładów jest konieczność adaptacji do rosnącego zagrożenia suszami.

Od Kijowa po Mediolan

W raporcie „European State of the Climate” przywołano też przykłady dobrych praktyk.

I tak na przykład miasta w Holandii coraz chętniej decydują się na demontaż płyt i kostki na przydomowych chodnikach, co pozwala lepiej gromadzić wodę podczas ulew i chłodzić budynki podczas upałów. Z kolei w Paryżu i Kijowie w ramach przeciwdziałania falom upałów postanowiono rozwijać tereny zielone w miastach. W Mediolanie zdecydowano się zaś na tworzenie schronisk klimatycznych, które pomagają ludziom podczas upałów. 

 

Poszerzona wersja artykułu dostępna na portalu Nauka o klimacie.

***

Szymon Bujalski 

Żródło: naukaoklimacie.pl