ISSN 2657-9596
Spaliny

Błędne koło motoryzacji

Karol Templewicz
8 sierpnia 2011

Polityka rządu PO-PSL prowadzi do spadku dostępności transportu publicznego i „przymusowej motoryzacji” nisko zarabiających – Karol Templewicz ocenia dokonania koalicji PO-PSL w polityce transportowej.

W ocenach rządu Tuska powtarza się opinia, że „wreszcie na poważnie zajął się budową autostrad”. Faktycznie, w ciągu czterech lat oddano nowe odcinki autostrad i zmodernizowano wiele dróg krajowych. GDDKiA podaje, że na realizację inwestycji drogowych wydaje rocznie ponad 20 mld złotych. Nakład na utrzymanie kilometra drogi jest sześciokrotnie wyższy od kwoty przeznaczonej na utrzymanie kilometra torów. Warto zapytać, czy przyznanie priorytetu inwestycjom drogowym jest sensowną polityką? Jaki jest rzeczywisty koszt budowy polskich autostrad?

Konieczność szybkiego budowania autostrad często jest uzasadniana niskim poziomem bezpieczeństwa na drogach. Przy tej okazji przywołuje się obraz tirów wyprzedzających „na trzeciego” na wąskiej szosie. Nie mówi się natomiast o tym, że ani ten, ani poprzednie rządy nawet nie próbowały zmierzyć się z faktem, że udział transportu drogowego w przewozie towarów jest w Polsce o wiele wyższy, niż w krajach starej Unii. I wciąż rośnie. Wydaje się, że włodarze uznali to za znak czasu i postanowili robić wszystko, żeby zwiększyć go jeszcze bardziej.

Jeden tir niszczy drogę tak, jak sto tysięcy samochodów osobowych. Ten sam ładunek przewieziony koleją nie szkodzi tak bardzo torowisku, bo jest ono do tego przystosowane. A jednak wzrost liczby tirów rozjeżdżających drogi, na których utrzymanie wydaje się o wiele więcej, niż na trwalsze tory, uznaje się za normalne. „Polityka transportowa” polegająca na budowaniu dróg, które trzeba nieustannie remontować, ponieważ są rozjeżdżane w zastraszającym tempie, by więcej ciężarówek mogło je rozjeżdżać jeszcze szybciej, od dawna nie budzi niczyjego zdziwienia.

Problem nie w tym, że buduje się autostrady. Nowa infrastruktura jest potrzebna. Niebezpieczne jest to, że buduje się je kosztem dróg lokalnych i pogłębiającej się zapaści kolei. Co roku „zawieszone do odwołania”, czyli zlikwidowane, zostają kolejne połączenia pasażerskie. Do tego wraz z każdym nowym rozkładem jazdy czas przejazdu pociągów się wydłuża i nie ma nadziei na szybką zmianę tego trendu. Tory są w opłakanym stanie. Na utrzymanie całej sieci przeznaczane jest około 1 mld złotych rocznie, co wystarcza tylko na doraźne działania. Poza częścią drobnych linii modernizacje są rzadkością.

Sytuacji na kolei nie poprawia planowana prywatyzacja PKP Intercity. Najpierw spółka została wydzielona z PKP tak, by przynosiła zyski. Deficytowe lokalne połączenia miały obsługiwać należące do samorządów wojewódzkich Przewozy Regionalne, które dostały gorszy tabor i odziedziczyły niewspółmiernie dużą część długu PKP. Uruchamiając InterRegio, tańszą alternatywę dla PKP IC, Przewozy Regionalne znalazły rozwiązanie, które pozwoliło uniknąć zwalniania pracowników i efektywnie wykorzystać tabor. Powstała rzeczywista konkurencja na torach. Sytuacja ta jednak nie trwała długo. Państwo przyznało Intercity monopol na głównych liniach. Była to część gwarancji umożliwiających spółce zakup przystosowanych do specjalnie zmodernizowanych torów pociągów Pendolino, które dzięki wychylnemu pudłu nie muszą znacznie zwalniać na zakrętach. Uzyskawszy gwarancje PKP Intercity ogłosiło, że kupi pociągi Pendolino, ale bez wychylnego pudła. Efektem działań rządu, który przedstawia się jako sprzyjający modernizacji i wolnemu rynkowi, jest niszczejąca infrastruktura kolejowa i brak konkurencji na torach.

Wydzielenie skazanych na straty Przewozów Regionalnych i oddanie ich w zarząd województw wpisuje się w ogólną tendencję przekazywania samorządom kolejnych zadań, ale bez odpowiednich środków na ich realizację. Szukając oszczędności, samorządy m.in. prywatyzują PKS-y. Ich nowi właściciele, tnąc koszty, ograniczają przewozy do najmniejszych lub niedogodnie położonych miejscowości.

Spadająca dostępność transportu publicznego wymusza na wielu, także biednych gospodarstwach domowych zakup samochodu. Wybór pada najczęściej na leciwe auto z Zachodu, co nie sprzyja poprawie bezpieczeństwa na drogach. Poziom życia „przymusowo zmotoryzowanych” spada, rośnie za to emisja spalin.

Określenie „polityka transportowa” odnosi się do działań państwa, które zmierzają do tego, by podróżowanie i przewożenie towarów było możliwie najtańsze, najwygodniejsze i przynosiło jak najmniej negatywnych konsekwencji zarówno dla społeczeństwa, jak i dla środowiska. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet jeśli rząd ma jakąś wizję takiej polityki, to albo opiera się ona na błędnych założeniach, albo jest realizowana wyjątkowo nieudolnie.

Fot. Ruben de Rijcke, Wikipedia.

Tekst ukazuje się w ramach cyklu Polska po 4 latach PO. Zapraszamy do lektury i dyskusji!

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.