Monika: Dominiko, jesteś artystką, a ja naukowczynią społeczną – porozmawiajmy o sztuce i przyrodzie. Nie w sensie teorii czy historii sztuki przedstawiającej naturę, ale o stanie świadomości, komunikowanym przez naturę wyobrażaną przez sztukę. Socjolog Hartmut Rosa pisze o rezonansie, czyli o szczególnej właściwości relacji człowieka ze światem. Jest to niejednoznaczny, nieliniowy sposób tworzenia więzi między istotami i rzeczami, które mogą być bliskie lub odległe. Rezonans sprawia, że uczestniczący w nim w zasadniczy sposób zmieniają się wzajemnie. Świat w ten sposób „mówi” do nas i słuchanie go sprawia, że pojawiają się doświadczenia nadające i tworzące sens. Nie da się go kupić, spowodować, wyprodukować, zaplanować – ale też nie jest przypadkiem, nie wydarza się mimo woli. Udział w nim wymaga dyscypliny, cierpliwości i świadomości. Dzięki rezonansowi możliwa jest regeneracja społeczeństw ludzkich. Jednym z potężnych nośników rezonansu jest sztuka. Dlatego nie jest to działalność czysto pięknoduchowska, lecz coś, co ma praktyczną moc generowania nowej energii.
Dominika:
Pan Maluśkiewicz był – tyci,
tyciuśki jak ziarnko kawy,
a oprócz tego podróżnik,
a oprócz tego ciekawy.
Więc nie można się dziwić,
że ujrzeć chciał wieloryba,
bo wieloryb jest przeogromny,
największy w świecie chyba.
To fragment z „Pana Maluśkiewicza” Juliana Tuwima, to wierszyk dla dzieci ale uderza w naszą fascynację życiem morskim, ale i w ten przedziwny fenomen – podróży których celem jest zobaczenie. Ale co potem? Po prostu wrócić? Zbadać? Użyć? Zabić? Chronić? Pokochać?
Drawing Restraint 9 to film/projekt Matthew Barney’a, niezwykle enigmatyczny i bogaty w symbole. Akcja w większości odbywa się na statku wielorybniczym w Japonii. A film dzieje się prawie zupełnie poza językiem, muzyka jest skomponowana przez Björk, która też gra główną bohaterkę, razem z Barney’em. Film ma makabryczny aspekt, w referencjach do zabijania wieloryba jest budowane jakieś poczucie że zabija się coś potężnego, świętego. W końcu kochankowie, którzy poznają się na statku zamieniają się w wieloryby, wszystko przechodzi jakąś przedziwną transformację, materia umiera, a potem przez rytuał znowu ożywa. Uderza w tym filmie niezwykły nawał kultury w wielu, wielu warstwach referencji: kostium, folklor, przemysł, performatywność; ten nawał jest zderzony z fizycznym ogromem wieloryba, który jest tu absolutnie centralny, choć pojawia się głównie jako symbol. Na statku budowana jest rzeźba z wazeliny, która w dużej mierze zastąpiła tłuszcz wielorybi w różnych przemysłach. Barney myślę ma w sobie coś takiego że potrafi przytrzeć na kulturę ludzką tak jakby robił to z dalekiej przyszłości, spoza naszej codziennej narracji, albo tak jakby nie bawił się w tą samą zabawę co my, zamiast tego wchodzi w nasze kolektywne sny, jak szeroko-oki chochlik-turysta… Wszystko tam się ze sobą miesza.
Monika: Niesamowity film! Wspaniała próba opowiedzenia świata na pograniczu człowieka i wieloryba językiem innym, niż werbalny. Alvaro Laiz też zafascynował się niedawno wielorybami, jego projekt im poświęcony jest próbą przełożenia języka istot morza na język ludzkiej sztuki. We współpracy z biologami i naukowcami specjalizującymi się w bioakustyce, rejestrował głosy wielorybów i innych ssaków morskich. Potem zapisał te dźwięki w formie symboli, które kojarzą się z piktogramami starożytnych kultur ludzkich. Artysta opowiadał mi, że podczas projektu miał wyraźne wrażenie, że wieloryby coś komunikują i że na jakimś pozawerbalnym i pozaracjonalnym poziomie, można poczuć, że słucha się ze zrozumieniem. Jednak nie byłby w stanie przełożyć tego na słowa – to świat z oceanu, podobnie jak z głębokiego snu – niedostępny dla słów.
Dominika: Bardzo interesujący projekt, pięknie czuć dźwięk w tych pracach, bardzo przestrzennie. Ja też myślę że wiele możemy zrozumieć przez sam kontakt z tymi istotami, bo słowa są tylko częścią komunikacji. Przypomina mi się praca „The Artist is Present” Mariny Abramovic, gdzie artystka patrzyła w oczy kolejnym ludziom, którzy siadali naprzeciw niej i których w ogromnej większości nigdy nie poznała. Wynikiem były niezwykle intensywne chwile, często wzruszenia, ale i poznania drugiej osoby w sposób niemożliwy do wyrażenia słowami. Ja kiedyś też taki eksperyment zrobiłam i uderzyło mnie to jak głęboko można się w drugim człowieku zanurzyć, jak przestrzenne, również pod kątem czasu, to doświadczenie było, jakie meandry emocji, bólu i miłości odsłaniały się zaledwie w kilka minut. Także to że potem już na każdego człowieka patrzyło się inaczej. A więc nawet w naszym świecie – świecie ludzi, którzy mówią tym samym językiem, jest możliwość komunikacji poza słowami, komunikacji intencjonalnej, odmiennej od mowy ciała. W pewnych aspektach jest to bardziej bezpośrednie i bardziej wartościowe niż słowa. Są teraz projekty gdzie języki zwierząt są „odszyfrowywane” przy użyciu AI jak Earth Species Project zajmujący się językami wielu gatunków oraz CETI Project dotyczący specyficznie wielorybów. Aza Ruskin, współtwórca projektu Earth Species opowiada jednak o potencjalnych niebezpieczeństwach swojej pracy. Jeżeli AI naprawdę potrafiłoby odszyfrować mowę zwierząt i ją symulować, otworzyłby się zupełnie nowy potencjał manipulowania zwierzętami – na przykład przez kłusowników. Nie wiem czy nie powinniśmy się zatrzymać na takim słuchaniu jakie praktykował Alvaro, czy nie jest tak że usłyszymy wystarczająco, że wystarczająco już wiemy. Im dalej się poruszamy w naszej rozmowie, tym bardziej dotkliwie czuje szaleństwo w jakim bierzemy udział.
Mocno zapadł mi w pamięci początek „Syren z Tytana” Kurta Vonneghuta, to książka którą czytałam wiele lat temu (incydentalnie mam wrażenie, że Elon Musk próbuje być jednym z jej bohaterów – Rumfordem), to fragment z pierwszej strony:
Dziś każdy już potrafi odnaleźć sens życia w sobie samym.
Ale ludzkość nie zawsze miała tak dobrze. Jeszcze niespełna sto lat temu, mężczyznom i kobietom bardzo trudno było dobrać się do skrytek, które w sobie nosili.
Nie potrafili nazwać po imieniu żadnej z pięćdziesięciu trzech bram duszy.
Każda pozłacana religia to był złoty interes.
Ludzkość, nieświadoma prawd zawartych w każdym człowieku, bez przerwy rozglądała się na zewnątrz – coraz bardziej rozpychała się na zewnątrz.’ (tł. Joanna Kozak)
‘Everyone now knows how to find the meaning of life within himself .
But mankind wasn’t always so lucky. Less than a century ago men and women did not have an easy access to the puzzle boxes within them.
They could not name even one of the fifty-three portals to the soul.
Gimerack religions were big business.
Mankind ignorant of the truths that lie within every human being looked outward – pushed ever outward.’
Więc piszę to po to, również do siebie, żeby nie zaniechać tej możliwości bycia ze zwierzętami która jest dla nas otwarta, która jest nam dana, żebyśmy jej nie zapomnieli… Dzielę się do tego wczesno-chrześcijańską rzeźbą – Jonasza zjadanego przez wielką rybę – potwora morskiego… No bo chyba jesteśmy w brzuchu wieloryba… w ciemności…
Monika: Hm, Musk i jego fantazje… Wątpię, czy AI pozwoli nam zrozumieć mowę zwierząt, w tym – zwierząt morskich. Komunikacja oparta na generatywnym kodzie nie pomaga nawiązać więzi z głębszym kontekstem i chyba nie stanowi sedna porozumienia się tych istot. Alvaro mówił o tym, że jedyne informacje jakie w ten sposób przekazują sobie zwierzęta morskie dotyczą takich spraw jak temperatury czy pasożyty, które niosą – ale jego obrazy pokazują coś zupełnie innego, jakieś powiązania, przepływy, przynależności, spoza logicznego języka. Może raczej pomoże nam zrozumieć ten świat język symboli. Na przykład gobelin Jeana Lurçata Latające ryby opowiada coś przy użyciu tego języka. Nazwałabym to pieśnią o naszym wspólnym domu marzeń. Ryby mieszkają w morzu – środowisko wodne to zapewne korzenie całego życia na Ziemi, stamtąd pochodzimy – ale jednocześnie coś tam jest takiego, jakaś odwrotna od materialnej grawitacja, co sprawia, że niektóre z morskich istot wyjdą na ląd, przemienią się w ssaki. Ale potem niektóre z nich – delfiny, wieloryby – wrócą do środowiska morskiego i zaczną się ponownie, wtórnie, dostosowywać do życia w wodzie. Ciągnie wilka do lasu a Jonasza do wody?
Dominika: No właśnie, w snach możemy żyć innymi wymiarami, innym czasem, inną grawitacją. Sny są wciąż tajemnicą. Surrealizm często zapożycza obrazu latającej ryby. To jakaś superimpozycja świata morskiego i naziemnego, konfuzja fizyczności, widok latającej ryby to coś co oddziałuje na odczucia kinetyczne, jest to pomieszanie wymiarów. A to wskazuje na fakt, że nasz świat jest wielowymiarowy, że niezauważenie przemieszczamy się pomiędzy tymi wymiarami. Ja bardzo lubię pod tym kątem Arizona Dream, film Emira Kusturicy w którym jest motyw latającej ryby, i który w ogóle od ryb się rozpoczyna. Ale ta latająca ryba staje się symbolem świata na pograniczu snów a może nawet świata duchowego – tu jest klip tej pięknej ryby, choć bardzo polecam obejrzenie całego filmu.
Monika: Tak, dokładnie tak – zwierzęta morskie sygnalizują (czy raczej symbolizują?) pogranicza, to, czego nie wiemy, czego nie znamy – i surrealiści doskonale to potrafili ująć. Na przykład ten prosty ale bardzo sugestywny portret człowieka-ryby autorstwa Jeana Cocteau mówi chyba to samo co stare mapy, gdzie tereny nieznane zaznaczane były przez morskie stwory? Weź taką przecudną mapę Islandii Abrahama Orteliusa z 1590 roku… Świat nie jest do końca poznany, poznawalny. Granic naszego poznania strzegą morskie stwory czy to w naszych podróżach w przestrzeniach geograficznych, czy w naszych próbach zrozumienia drugiego człowieka…
Dominika: Świat zwierząt morskich jako świat wyobraźni, podświadomości… Ja patrzę na maskę wodza plemiennego a zarazem artysty – Willie Seaweed. Maska przedstawia orkę i dwa kruki… W Kwakwaka’wakw liderzy plemion często bywali artystami, co jest też bardzo ciekawe – wskazuje na ogromne znaczenie świata symbolicznego i duchowego w tej kulturze. Wódz Robert Joseph, następca Willie’ego Seaweeda mówił o tym jak taniec w jego maskach pozwalał na chwilową transformację w inną świadomość, na odgrywanie kosmologii ale i światopoglądów jego ludu. To jak mocno orki są tam obecne ma do czynienia z tym jak blisko ci ludzie z orkami są – to jak dzielą przestrzeń życia, jak obserwują je przez całe generacje. Wydaje mi się to ciekawe zestawienie z Twoim Jeanem Cocteau – bo Willie Seaweed w swojej masce to trochę człowiek ryba. Ale i ta niezwykła mapa Islandii pokazuje stosunek do oceanu inny niż u Kwakwaka’wakw, bo tutaj ujawnia się jednak bliskość, nawet intymność z orkami, które również przenikają świat duchowy i symboliczny; to inne podejście do nieznanego ale i inne podejście do wiedzy.
Monika: Wspaniały Willie Seaweed! Pomyślałam o twórczyni wywodzącej się ze społeczności żyjących na dalekiej północy Skandynawii Samów. Britta Marakatt-Labba pochodzi z samskiej rodziny zajmującej się od pokoleń hodowlą reniferów. Skończyła Akademię Wzornictwa i Rzemiosła Artystycznego w Göteborgu, ale nie postawiła na szybką karierę w jednym z głównych nurtów sztuki, tylko współtworzyła kolektyw wspierający sztukę samską i sama zajęła się sztuką inspirowaną tradycyjnym samskim haftem. Przez bardzo wiele lat nikt spoza regionu nie poświęcał jej twórczości zbyt wiele uwagi – dopiero od niedawna została doceniona na skalę międzynarodową. Jej prace są dużego formatu, często monumentalne, opowiadają tradycyjne i mityczne samskie historie, na ogół w nieliniowy sposób. Dużo z jej prac inspirowanych jest szamanizmem. Jedna z nich przedstawia ogromną rybę, wewnątrz której siedzą Samowie, jakby w autobusie, Jeden z nich, prawdopodobnie szaman, zagląda przez paszczę ryby w głąb morza i łowi małą rybę na wędkę. Można czytać tę pracę jako wspólną wyprawę społeczności w inne stany świadomości, gdzie szaman jest przewodnikiem duchowym i potrafi też zapewnić pożywienie.
Dominika: Monika zawsze mnie czymś zaskoczysz! Co za wspaniała ryba Britty Marakatt-Labba! Cała społeczność w rybie, jak w autobusie albo w samolocie! Czytam sobie te nasze konstelacje, skojarzenia i pływanie myślami i obrazami, to tu to tam, no i dwa wątki mi się uwydatniają. Po pierwsze wyobraźni, podświadomości, granic wiedzy i granic poznania, a po drugie bycia razem – pomiędzy ludźmi ale i pomiędzy istotami z różnych gatunków, no i bycia zatopionym w pozajęzykowej komunikacji. Więc wysyłam rybę-naczynie z Brazylii, sprzed około 6000 lat – w okolicach żołądka ryba ma wgłębienie, w którym mieszano substancje psychoaktywne używane w rytuałach. Ja myślę, że substancje psychoaktywne są teraz bardziej w sferze komercji i więzienia duszy niż wyzwolenia, ale może jest jakiś inny sposób na wyprawę w świat pozaracjonalny… Wspólną wyprawę! Myślę że trochę nam tego trzeba. Bo zajmuję się codziennymi sprawami i co jakiś czas mówię do siebie, ‘opamiętaj się’… Tak dużo życia które popychamy naprzód jest zupełnie nieadekwatne, tyle kultury, która spycha nas na manowce…
Ten wiersz pisałaś kiedy wysłałam Ci zajawkę na nasz tekst o zwierzętach wodnych:
Jonah onboard
In the whale’s esophagus
he wrote songs about falling
In the whale’s stomach
he wrote book after book
and he wept bitter tears
In the whale’s liver
he wrote poetry in
iambic metre
In the whale’s bowel he dreamed of
roses and snakes
But the whale found it all rather
hard to digest
Obrazy
- Jonasz Połknięty, r. 280–90 n.e. Anatolia, The Cleveland Museum of Art
https://www.clevelandart.org/art/1965.237
- Islandia, Abraham Ortelius, r. 1585, miedzioryt
https://fr.wikipedia.org/wiki/Fichier:Abraham_Ortelius-Islandia-ca_1590.jpg
