Peer-to-peer i przyszłość kapitalizmu

Michel Bauwens , Jean Lievens
1 maja 2012

Czy ruch peer-to-peer (P2P) urzeczywistni niespełnione marzenie XIX- i XX-wiecznych ruchów społecznych? Sprawa nie jest rozstrzygnięta. Z Michelem Bauwensem, belgijskim teoretykiem, założycielem P2P Foundation, rozmawia Jean Lievens.

Jean Lievens: Wiemy już, jak działa peer-to-peer (P2P) w dziedzinie niematerialnej: Linux, Wikipedia, Arduino… Czy mógłbyś podać jakieś przykłady P2P w „realnym”, materialnym świecie, np. w dziedzinie produkcji?

Michel Bauwens: Choćby wspomniane przez ciebie Arduino wiąże się z produkcją materialną, ponieważ projektowane kolektywnie płyty-matki są wytwarzane i sprzedawane na rynku przez firmy posługujące się logo Arduino, Innym przykładem, który szczególnie lubię, jest Nutrient Dense Project – oparta na współpracy sieć badawcza rolników i zarazem naukowców-obywateli, którzy bezpośrednio stosują badania nad zawartością substancji odżywczych w produkowanej żywności. Jednym z bardziej ekscytujących obszarów jest produkcja tzw. samochodów open source, takich jak Rallye Motor czy finansowany przez DARPA (Agencję Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych Departamentu Obrony USA) wóz bojowy XC2V, oparty na wkładzie ponad 30 tys. projektów. Z kolei StreetScooter, samochód elektryczny zaprojektowany z udziałem ponad 50 firm jest w procesie realizacji – do 2013 r. powinien trafić na ulice niemieckich miast. Na stronie P2P Foundation mamy sekcję poświęconą Product Hacking, gdzie opisaliśmy blisko 300 projektów otwartego hardware’u, a to tylko wierzchołek góry lodowej!

Warto rozróżnić między fazą projektowania, w której crowdsourcing i współpraca nie różnią się jakościowo od współpracy przy tworzeniu oprogramowania, a fazą „wykonania”, która wymagałaby infrastruktury przystosowanej do potrzeb otwartego i rozproszonego wytwórstwa. Taka infrastruktura jest dziś jeszcze słabo dostępna. Ale zarazem mamy do czynienia z fascynującymi przemianami zmierzającymi w stronę dzielenia się materialną infrastrukturą produkcji: przestrzenie wspólnej pracy (co-working) i hackerspaces, systemy produktów-usług, np. w dziedzinie wspólnego korzystania z samochodów, czy miniaturyzacja produkcji dzięki drukowaniu przestrzennemu i Fab labs – przy czym każdy z tych przykładów ma swoje otwarte wersje i aspekty.

JL: Mówiąc o transformacji od kapitalizmu do P2P, porównujesz je do przejścia od niewolnictwa do feudalizmu czy od feudalizmu do kapitalizmu. W obu przypadkach zmiana następowała jednocześnie od góry i od dołu. W pierwszym przypadku sprawa jest jasna: zarówno niewolnicy, którzy w nowym systemie stawali się poddanymi, jak i właściciele niewolników, zmieniający się w panów feudalnych, wychodzili na tym lepiej. Co jednak z przejściem od feudalizmu do kapitalizmu? Przekształcenie się szlachty feudalnej w kapitalistów oznaczało narodziny nowej klasy, ale nie można powiedzieć, że robotnicy dobrze na tym wyszli. Gdzie ta pozytywna zmiana na dole?

MB: Przejście między dwiema formacjami opartego na nierówności społeczeństwa klasowego jest dla wytwarzających wartość klas na dole zawsze problematyczne. Można powiedzieć, że poddaństwo jest jako takie lepszą kondycją niż niewolnictwo, ale wciąż jest to forma wyzysku i dominacji, a wielu poddanych było wcześniej wolnymi chłopami. Przejście do kapitalizmu nie jest tak znowu odmienne. Chociaż wiązało się z nim – i nadal wiąże – mnóstwo problemów, przyznanie robotnikom formalnych praw było bezdyskusyjnie zmianą na lepsze, a przez długi czas towarzyszyła mu, przynajmniej w odniesieniu do klasy robotniczej w świecie zachodnim, znacząca poprawa materialnych warunków życia.

Jednak ogólnie rzecz biorąc, do zmiany dochodzi wtedy, gdy stary system jest już dłużej nie do utrzymania, zaś nowy jest ogólnie bardziej wydajny pod względem tworzenia dóbr materialnych. Wszystko zależy tu od kształtu umowy społecznej i od względnej siły poszczególnych aktorów. Np. w średniowieczu między X a XIII w. standard życia podnosił się, a w bliższych nam czasach silne ruchy pracownicze w znaczący sposób poprawiły sytuację robotników. Zawsze są jakieś plusy i minusy, a ludzie zwykle sami dobrze wiedzą, co wymaga poprawy. Wątpię np., żeby robotnicy chcieli powrotu do poddaństwa jako kondycji społecznej…

Sam mam kłopot z wyobrażeniem sobie społeczeństwa bezklasowego. Dlatego postrzegam producentów P2P jako siłę pozostającą w konflikcie z netarchicznym kapitałem. Walka dotyczy ich kondycji społecznej, praw i materialnych warunków życia. Będzie się ona toczyła do momentu, aż producenci P2P staną się podstawową warstwą społeczną, zaś dobra wspólne centralnym miejscem tworzenia wartości. Ale to nie jest jakiś naukowy scenariusz z zagwarantowanym zakończeniem, lecz raczej opis pełnego napięć pola, w którym rozwija się produkcja P2P.

JL: Pociągnijmy tę analogię dalej: czy dostrzegasz nową klasę, wyłaniającą się w warunkach kapitalizmu bądź też jakichś „oświeconych kapitalistów” zwracających się w stronę open source (jak to opisano w „Wikinomii”)?

MB: Podstawą tworzenia wartości są w coraz większym stopniu dobra wspólne, ale wartość jest nadal przechwytywana przez ekonomię rynkową. Wyłoniła się również nowa frakcja kapitału, kapitał netarchiczny, który rozumie tę zmianę i widzi w niej dla siebie źródło zysków. Oznacza to, że kapitaliści muszą z jednej strony umożliwiać i wzmacniać produkcję społeczną, z drugiej zaś podporządkowywać ją sobie, aby móc przechwytywać wytwarzaną w ten sposób wartość. Ten pierwszy wymóg narzuca im specyficzną strategię polegającą na wspieraniu dzielenia się, podczas gdy drugi każe im podtrzymywać ogólny kontekst ciągłej dominacji. Na tym w istocie polega główna sprzeczność wyłaniającej się epoki P2P – napięcie między wspólnotami producentów P2P a posiadaczami platform. Z punktu widzenia producentów P2P kwestią o podstawowym znaczeniu jest zdobycie kontroli nad własnymi warunkami życia i społecznej reprodukcji. Moim zdaniem najlepiej mogą to osiągnąć, tworząc własne kooperatywne/korporacyjne instytucje, które w ślad za „Diamentowym wiekiem” Neala Stephensona i portalem Lasindias.net określiłbym jako „fyle”. Chodzi o ciała nastawione na wspieranie wspólnot tak, aby umożliwić im podtrzymywanie pracy w obrębie wspólnego dobra i uniezależnienie jej od głównego nurtu gospodarki nastawionej na maksymalizację zysku.

JL: A czy dostrzegasz analogię między P2P a ruchem spółdzielczym zrodzonym w XIX w. z ducha socjalizmu utopijnego albo komunami hipisowskimi z lat 60. XX w.?

MB: Impuls wspólnotowy jest jednym z trwałych rysów ludzkości, wznosi się i opada w zależności od warunków społecznych. Dziś jesteśmy świadkami ponownego ożywienia tego impulsu. Z jedną ważną różnicą: w dzisiejszych czasach kooperatywne formy organizacji mogą działać, skupiając się wokół dóbr wspólnych opartych na otwartym projekcie, i dzięki temu być hiperinnowacyjne. Dzięki ekonomii zakresu (economy of scope) mogą przegonić ponadnarodowe korporacje oparte na kapitale giełdowym. Kooperatywy i świadomie tworzone wspólnoty nie są już więc „skarlałymi formami” gospodarki, lecz awangardą nowego systemu produkcji P2P. Jeśli połączy się współdzielone otwarte innowacje (zamiast sprywatyzowanej własności intelektualnej, która hamuje innowacje) z takimi nowymi ciałami maksymalizującymi produkcję i obszar tego, co wspólne, można uzyskać jakościowy skok w produktywności. To właśnie dlatego netarchiczni kapitaliści inwestują w platformy, i dlatego uczestnicy alternatywnej etycznej gospodarki powinni robić to samo – jeśli to bowiem zrobią, mogą zastąpić nastawione na zysk korporacje w roli centrum naszej ekonomii.

JL: Jeśli mówisz, że potrzebujemy przygotować alternatywę wobec kapitalizmu, to czy ruch P2P nie jest swoistym eskapizmem?

MB: Nieskończony wzrost nie jest możliwy w ograniczonym środowisku, a dziś osiągamy właśnie granice wzrostu. Oznacza to, że „ucieczka we wzrost” coraz gorzej sprawdza się jako sposób na problemy kapitalizmu. Udział 1% może zwiększać się jedynie w drodze wywłaszczania pozostałych 99% – i to właśnie obserwujemy dziś w Europie. Zwłaszcza Grecja stanowi poligon tego, co czeka pracujące warstwy ludności. Tak więc P2P nie ma nic wspólnego z eskapizmem. Stary system wali się na naszych oczach i będzie czymś zastąpiony, szkopuł w tym, że może być zastąpiony przez coś gorszego, może dojść do regresu, podobnie jak to się stało po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Alternatywą jest zorganizowanie systemu o wyższym poziomie osiągnięć i złożoności, w kierunku wskazywanym przez ruch P2P.

JL: Mówisz o Occupy jako przykładzie wspólnoty producentów P2P w dziedzinie polityki. Czym to się różni od znanych z historii ruchów „anarchistycznych” czy „komunistycznych”, takich jak Komuna Paryska, Barcelona w r. 1937 czy nawet rewolucja rosyjska?

MB: Przyjrzyjmy się typowej okupacji. Co widzimy? Wspólnotę, która produkuje swoją politykę w sposób autonomiczny, niepodporządkowany żadnemu hierarchicznemu czy autorytarnemu ruchowi politycznemu z gotowym programem. Widzimy instytucje for-benefit, zajmujące się zaopatrywaniem okupujących w żywność czy opiekę zdrowotną oraz powstającą wokół ruchu Occupy nową etyczną gospodarkę (np. Occupy’s Street Vendor Project). Wszystko to stanowi zapowiedź nowej formy społeczeństwa, w której lwia część wartości tworzona będzie w obrębie dóbr wspólnych, podtrzymywanych za pomocą instytucji non-profit, zaś środki do życia będą gwarantowane w ramach etycznej gospodarki. Oczywiście ruch Occupy wpisuje się w pewną tradycję, ale zarazem wnosi coś nowego: niezwykły potencjał organizacji, mobilizacji i wzajemnego uczenia się, który zawdzięcza sieciowej formie organizacji. Ruch Occupy działa jak otwarty API (Application Programming Interface) z modułami takimi jak „obozowisko protestujących” czy „zgromadzenie ogólne”, przy czym moduły te każdy może wykorzystywać jako szablony i modyfikować bez potrzeby scentralizowanego przywództwa. Dziś możemy mieć globalną koordynację i wzajemne dostosowywanie całej rzeszy małych grup i ich dynamik, to zaś wymaga nowego typu przywództwa. Dotarliśmy do historycznego punktu „peak hierarchy”, wyczerpania się możliwości dalszego tworzenia hierarchii, co oznacza nadejście momentu, w którym rozproszone sieci rzucają bezprecedensowe wyzwanie odgórnym instytucjom. To zmusza ruchy społeczne do rozglądania się za nowymi formami organizacji… które nie są z góry dane, lecz dopiero muszą być eksperymentalnie odkryte. W tym procesie od dawniejszych ruchów społecznych można się oczywiście nauczyć wielu cennych rzeczy.

JL: Aby cieszyć się rzeczywistym rozkwitem P2P, potrzebujemy uwolnić się od praw własności intelektualnej, praw autorskich, patentów itp. Jak twoim zdaniem możemy to osiągnąć?

MB: Osobiście nie jestem za całkowitym zniesieniem praw autorskich, gdyż sądzę, że wielu artystów i twórców uważa je za niezbędne. Co więc możemy zrobić? Można choćby skrócić okres ochrony z powrotem do rozsądnego poziomu. Prawa autorskie powinny być chronione nie dłużej, niż to było kiedyś, czyli przez 14 lat, a może nawet krócej – szwedzka Piratpartiet proponuje np. 5-letni limit. Po drugie możemy zaproponować twórcom szerszy wybór, propagując oparte na wyborze licencje takie jak Creative Commons. Ale najważniejsze to znaleźć nowy sposób finansowania twórczości. Można to zrobić poprzez zbiorowe licencjonowanie i inne formy finansowania publicznego, przez promowanie i wspieranie otwartych modeli biznesowych, a ostatecznie przez powszechny dochód gwarantowany, którego wprowadzenie oznaczałoby uznanie faktu, że każdy obywatel jest dziś twórcą i uczestnikiem produkcji wartości. Te cele można osiągnąć częściowo w drodze społecznych innowacji wyrastających ze wspólnot producentów P2P, którzy intensywnie eksperymentują dziś z otwartymi modelami biznesowymi, częściowo zaś dzięki silniejszym ruchom społecznym i politycznym, jak ruch na rzecz wolnej kultury, partie pirackie i inne przejawy nowej kultury dzielenia się.

JL: Wydaje mi się, że P2P tworzy swego rodzaju „zupełnie nowy świat”, bez żadnych odniesień do obecnego systemu politycznego. Skoro Occupy reprezentuje alternatywny sposób angażowania się w politykę, to jaki jest związek między polityką P2P a mieszczańską demokracją i partiami politycznymi?

MB: To bardzo trudne pytanie, a u jego źródeł tkwi pewien paradoks. Z jednej strony mamy w społeczeństwie rosnącą świadomość, że nasza dzisiejsza demokracja jest fasadowa: państwo przejęte zostało przez drapieżny kapitał finansowy, a politycy w klasycznym znaczeniu nie widzą innego wyjścia niż poddać się szantażowi rynków. Z drugiej strony widzimy, że prawa i wolności obywatelskie oraz indywidualne i społeczne dochody znajdują się pod coraz silniejszą presją, co prowadzi do politycznej i społecznej mobilizacji i angażowania się ludzi w politykę.

Ta pierwsza tendencja skłania do nieustannych demokratycznych innowacji wypływających z kultury P2P. Wystarczy pomyśleć o sieciowych mechanizmach zarządzania we wspólnotach producentów P2P czy wynalazkach takich jak dynamiczne głosowanie. Chociaż mechanizmy te funkcjonują poza głównym nurtem polityki, są zanurzone w nowych formach tworzenia wartości i nowych instytucjach P2P, a tym samym mają potencjał rozwoju. Druga tendencja prowadzi natomiast do wyłaniania się nowych politycznych i społecznych sił działających w obrębie istniejącego systemu, jak np. partie piratów. W Brazylii istnieje żywotny ruch kulturalny Eixo do Foro, tworzący własną przeciw-ekonomię skupioną wokół muzyki – także ten ruch upolitycznia się i angażuje na poziomie lokalnym. Można to nazwać „polityką diagonalną”, czyli wzajemnym dostosowywaniem się nowych sił i praktyk P2P z jednej, a realiów starych instytucji z drugiej strony. To nie jest do końca skuteczne, i proporcjonalnie do nieskuteczności takich działań pojawia się presja związana z pierwszą ze wspomnianych tendencji – nacisk na bardziej radykalną i rewolucyjną przebudowę naszych instytucji. Pewien działacz szwedzkiej Piratpartiet napisał, że ruch piracki to ostatnia szansa na uniknięcie rewolucji. O ile obecny system odmawia adaptacji, o tyle rośnie potrzeba bardziej radykalnych przeobrażeń.

JL: Jak postrzegasz wpływ P2P na ruch pracowniczy? Czy nie podważa on biurokratycznych struktur organizacji związkowych?

MB: Współpracuję blisko z młodymi związkowcami, którzy głęboko wierzą w potencjał zsieciowanych ruchów pracowniczych i którzy widzą, jak ruch Occupy zdołał zradykalizować ruch związkowy w USA. Stara, zbudowana na hierarchii instytucjonalna struktura związków zawodowych, a także ich rosnąca niezdolność do ochrony zdobyczy socjalnych w obrębie dzisiejszego reakcyjnego systemu, rodzą poczucie konieczności głębokiej odnowy w ruchu pracowniczym. W pewnym sensie ruch P2P jest już wyrazem nowej dominującej warstwy pracowników kognitywnych, która na Zachodzie stanowi podstawę produktywnej siły roboczej. P2P jest jednocześnie ich kulturą i warunkiem możliwości wykonywania produktywnej i użytecznej społecznie pracy. W tym sensie ruch P2P jest nowym ruchem pracowniczym XXI w., podobnie jak Oburzeni i Occupy stanowią pierwszy wyraz nowej wrażliwości pracowniczej i obywatelskiej.

JL: Twierdzisz, że P2P niesie ze sobą szansę na nową, „wyższą” formę społeczeństwa, która wcześniej nie była możliwa, bo nie było odpowiedniej technologii. Marksiści powtarzają to samo od ponad 150 lat. Czy myślisz, że wówczas byli w błędzie, a dziś mają rację, czy też raczej P2P jest czymś „kompletnie różnym”?

MB: Uważam, że marksizm, podobnie jak inne formy socjalizmu czy anarchizmu, był w gruncie rzeczy wyrazem pewnej dychotomii w obrębie kapitalistycznego systemu przemysłowego. Proponował po prostu, aby gospodarką przemysłową zarządzać w oparciu o inną logikę. Natomiast P2P stanowi przejaw wyłaniania się w warunkach kapitalizmu kognitywnego nowej klasy i nowej dynamiki społecznej. Marksizm był w istocie tylko negacją kapitalizmu i nie mógł tak naprawdę wskazać na jakiś nowy hiperproduktywny model organizacji produkcji. Socjalizm był jedynie hipotezą, a próby jego urzeczywistnienia w realnym świecie nieuchronnie kończyły się rozczarowaniem. Nie było wyłaniającego się socjalizmu w obrębie systemu kapitalistycznego, a jedynie „kapitalizm państwowy” poza nim. Tym, co wyróżnia ruch P2P, jest fakt, że może on wskazać na istniejące modele, które przewyższają klasyczny kapitalizm zarówno pod względem kooperacyjności, jak i konkurencyjności. To znaczy, że jako takie wykraczają już poza kapitalizm. Marks miał rację w swojej analizie kapitalizmu, ale mylił się, gdy mówił o socjalizmie. Jestem przekonany, że politycznie motywowany model zmiany społecznej jest chybiony, o ile nie opiera się na istniejącym nowym modelu produkcyjnym. Ruch P2P jest gotowy, by urzeczywistnić niespełnione marzenie XIX- i XX-wiecznych ruchów społecznych, ponieważ dysponuje hiperproduktywną alternatywą, której one nie miały. Polityka P2P wyrasta z już istniejącej praktyki społecznej, to różnica o fundamentalnym znaczeniu.

Wywiad ukazał się na forum Tanit. Dziękujemy Michelowi Bauwensowi za zgodę na przedruk.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *