Kapitalizm na zielonej smyczy? Zielony Nowy Ład i jego krytycy (I)

Bartłomiej Kozek
19 kwietnia 2013

O różnych wizjach Zielonego Nowego Ładu oraz o mocnych i słabych stronach tej koncepcji pisze Bartłomiej Kozek (część pierwsza).

Spośród wielu pomysłów na urządzenie stosunków między państwem, społeczeństwem i gospodarką idea Zielonego Nowego Ładu zyskała szczególnie dużo uwagi. W skrócie polega ona na skanalizowaniu inwestycji publicznych i prywatnych w te sektory ekonomii, które dają największe możliwości łączenia tworzenia miejsc pracy z ochroną środowiska, w szczególności zaś z ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych przyczyniających się do zmian klimatu. Idea ta – pod wpływem krytyk i dyskusji – zaczęła ewoluować, uwzględniając w kolejnych interpretacjach kwestie genderowe, związane z polityką społeczną i inwestycjami w wysokiej jakości usługi publiczne.

W poruszaniu tych ostatnich kwestii zbliża się do pojęcia „ekonomii opieki”, w Polsce popularyzowanego przez Think Tank Feministyczny Ewy Charkiewicz. Skupia się ono na dowartościowaniu wykonywanej głównie przez kobiety pracy reprodukcyjnej (np. wychowywanie dzieci czy opieka nad osobami starszymi), która pozostaje niezbędna dla prawidłowego funkcjonowania gospodarki produkcji. Dowartościowanie to powinno przyjąć formę podziału kosztów społecznej reprodukcji między gospodarstwami domowymi a władzami publicznymi, co stoi w kontrze do neoliberalnej praktyki prywatyzacji usług publicznych (takich jak ochrona zdrowia) i infrastruktury opiekuńczej (żłobki, przedszkola) w imię przerzucania odpowiedzialności za ich dostarczenie na rynek, a ich opłacanie na korzystające z nich jednostki.

Jak widać z tego bardzo przecież pobieżnego omówienia głównych założeń Zielonego Nowego Ładu, pozostaje on sceptyczny względem ekonomicznego monetaryzmu i wiary w to, że nie ograniczany regulacjami i podatkami wolny rynek zapewni efektywną alokację zasobów, realizującą zasady trwałego, zrównoważonego rozwoju ekologicznego, społecznego i ekonomicznego. Wśród powodów takiego stanu rzeczy wymienia się brak uwzględniania w funkcjonowaniu gospodarki zjawiska kosztów zewnętrznych – nie ujętych w kosztach działania przedsiębiorstw skutków ich funkcjonowania na środowisko i społeczeństwo, takich jak np. zanieczyszczenie wód i powietrza wraz z towarzyszącym im wzrostowi kosztów opieki medycznej z powodu pogorszenia stanu zdrowia. Oznacza to integrowanie ze sobą dotychczas traktowanych jako osobne dziedziny polityk gospodarczych, społecznych i ekonomicznych.

Pokazuje to jak bardzo rozległą, wręcz holistyczną wizją zmian niezbędnych do poprawy jakości życia jest Zielony Nowy Ład. By zilustrować ten fakt lepiej, postaram się pokrótce pokazać, jakie zmiany uznaje się za konieczne do jego urzeczywistnienia i jaką wizję relacji między instytucjami publicznymi, społeczeństwem oraz rynkiem pragnie się urzeczywistnić.

Kapitalizm na zielonej smyczy

Choć Zielony Nowy Ład jest koncepcją, którą zainteresowały się różnorodne organizacje – od brytyjskiej Fundacji Nowej Ekonomii (NEF), poprzez europejskie związki zawodowe, aż po agendę Narodów Zjednoczonych UNDP – to największą uwagę zyskała ona ze strony zielonych sił politycznych. Własne Zielone Nowe Łady przygotowywały partie zielonych od Kanady aż po Nową Zelandię. Najbardziej zaawansowani w jego użyciu są jednak zieloni w Europie – zarówno na poziomach krajowych, jak i na kontynentalnym. Europejska Partia Zielonych (EPZ) rozpoczęła intensywne prace nad rozwojem koncepcji jeszcze w 2008 r., kiedy na dobre rozszalał się globalny kryzys ekonomiczny, będący efektem deregulacji i towarzyszącego temu zjawisku rozrostu sektora finansowego, poszukującego zysków w kreowaniu kolejnych baniek spekulacyjnych zamiast w inwestycjach w realną gospodarkę.

W stanowisku Europejskich Zielonych „Weźmy kapitalizm na zieloną smycz” wyczytać możemy postulaty ekonomiczne, które ta rodzina polityczna rozwijała od lat, jak i nowe, dostosowane do ewolucji globalnej gospodarki, globalizacji oraz integracji europejskiej. Jako źródła kryzysu wyróżniono deregulację systemu finansowego (likwidacja ograniczeń związanych z łączeniem działalności oszczędnościowej oraz inwestycyjnej banków, prywatyzacja spółek publicznych i zabezpieczeń społecznych, takich jak emerytury, likwidacja barier dotyczących przejęć instytucji finansowych przez inne podmioty, tworzące banki „zbyt duże, żeby upaść”) i towarzyszący jej wzrost poziomu zadłużenia. Mieszanka rosnących nierówności społecznych, niskich stóp procentowych oraz coraz mniej progresywnego opodatkowania, w połączeniu z dominującym modelem konsumpcji dla wielu gospodarstw domowych w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej prowadziła do wzrostu zadłużenia gospodarstw domowych.

Jako receptę na kryzys EPZ sugerowała m.in. wprowadzenie podatku od transakcji finansowych, sprawdzanie wiarygodności wszelkich instrumentów finansowych poprzez nową europejską Fundację Testowania Usług Finansowych, zakazanie „krótkiej sprzedaży” papierów wartościowych, a także wprowadzenie ograniczeń w przejmowaniu kontroli w przedsiębiorstwach przez krótkoterminowy kapitał spekulacyjny. Zaklęty krąg, w którym prywatne agencje ratingowe oceniają firmy, które im za to płacą, a w ostatnim czasie zaczynają de facto decydować o losach demokratycznie wybranych rządów, miałoby przerwać powołanie niezależnej europejskiej agencji ratingowej. Co ciekawe, pomysły te, do niedawna traktowane jako „radykalne”, dziś są poważnie dyskutowane w europejskich instytucjach oraz na międzyrządowych spotkaniach.

Szczególnie wartym odnotowania raportem jest publikacja NEF „A Green New Deal. Joined-up policies to solve the triple crunch of the credit crisis, climate change and high oil prices”. Jego opracowaniem zajęła się pracująca już od 2007 r. grupa robocza, złożona z osób od lat zajmujących się tematyką ekonomiczną i ekologiczną. W jej skład weszli m.in. szef działu ekonomicznego brytyjskiego liberalno-lewicowego dziennika „Guardian”, Larry Elliott, były dyrektor Friends of the Earth Tony Jupiter, a także ówczesna eurodeputowana, a dzisiejsza reprezentantka Partii Zielonych Anglii i Walii w Izbie Gmin, Caroline Lucas. Zwracając uwagę na trzy globalne kryzysy – finansowy, klimatyczny, a także zbliżający się kryzys energetyczny – autorki i autorzy porównują wysiłek, potrzebny do ich rozwiązania, do wysiłku społecznego podczas II wojny światowej.

Przesadzają? Popatrzmy na krótkie i niekompletne wyliczenie zadań, stojących przed Wielką Brytanią, zaprezentowane w publikacji NEF. Każdy budynek powinien nie tylko pobierać, ale także wytwarzać energię. Wymagać to będzie wyszkolenia „armii węglowej” – robotników zajmujących się docieplaniem domów czy instalowaniem paneli fotowoltaicznych na dachach szkół, urzędów i mieszkań. Polityka Banku Anglii musi służyć zapewnianiu przystępnego kredytu potrzebnego do finansowania tego typu inicjatyw. Rozrost sektora finansowego, który w poszukiwaniu większych zysków skupił się na rozwijaniu coraz bardziej wyrafinowanych narzędzi finansowych, musi zostać poddany regulacji tak, by środki finansowe z powrotem zaczęły służyć „realnej gospodarce”. Szczególna uwaga powinna zostać poświęcona unikaniu płacenia podatków za pomocą transferowania zysków do rajów podatkowych. Można to osiągnąć poprzez wprowadzenie międzynarodowych reguł księgowania działalności firm ponadnarodowych poprzez wymóg wykazywania zysków i strat w księgach rachunkowych w rozbiciu na poszczególne kraje, w których prowadzą swoją działalność.

Na dobre prace nad doprecyzowaniem projektu ruszyły wraz z powstaniem Zielonej Fundacji Europejskiej (GEF) – think tanku zielonej polityki na szczeblu europejskim, dostarczającego analiz możliwości związanych z inwestycjami w rozwój odnawialnych źródeł energii, transportu zbiorowego czy energooszczędnego budownictwa. Efektem tych działań jest na bieżąco rosnący zestaw publikacji, zajmujący się m.in. polityką makroekonomiczną, przemysłową, transportową czy też dotyczącą polityki regionalnej Unii Europejskiej. Jedna z nich, „Funding the Green New Deal: Building a Green Financial System”, przygotowana przez globalny think tank Re-Define, prezentuje szczegółowe zalecenia dotyczące znajdowania zasobów dla finansowania ambitnych inwestycji infrastrukturalnych. Zdaniem autorów publikacji największy problem tkwi w niedostrzeganiu przez aktorów rynkowych długofalowych korzyści związanych z inwestycjami, np. w odnawialne źródła energii. Wymagają one większych funduszy początkowych na rozruch inwestycji, ale z czasem, dzięki uniezależnieniu od, głównie importowanych przez Unię Europejską, nieodnawialnych paliw kopalnych, spadają ich koszty eksploatacji. Innym problemem, dotykającym głównie sektora efektywności energetycznej, jest fakt, że rzekomy homo oeconomicus w rzeczywistości społecznej i ekonomicznej nie traktuje równorzędnie jednego euro zarobionego i zaoszczędzonego. Świadczy o tym choćby podejście dezawuujące wpływ wymiany żarówek na sytuację ekonomiczną gospodarstw domowych, prowadzące do rezygnacji z potencjału wygenerowanego ze zmniejszonego zużycia energii.

Kto za to zapłaci?

Jakie działania proponują twórcy raportu GEF i Re-Define? Jednym z podstawowych byłoby opodatkowanie szkodliwej ekologicznie działalności gospodarczej za pomocą podatku węglowego i włączania kolejnych sektorów przemysłu do systemu unijnego handlu emisjami. UE powinna mieć możliwość – w sytuacji, gdy cena emisji CO2 spadnie poniżej 30 euro, który to pułap uznawany jest za graniczny, jeśli o stymulowanie odchodzenia od paliw kopalnych chodzi – zmniejszać ilość dostępnych na rynku pozwoleń emisyjnych, a także wprowadzić ogólnoeuropejski podatek węglowy. Mógłby on obejmować tylko te sektory, które nie zostały włączone do handlu emisjami, być wprowadzanym jedynie w momencie zniżki kursu CO2 za tonę poniżej określonego pułapu, albo też być wprowadzonym niezależnie od handlu emisjami. Wszystko miałoby zależeć od politycznej woli europejskich przywódców i kierunku transformacji europejskiej gospodarki w stronę niskowęglową.

Pozyskane w ten sposób środki można by przeznaczyć z jednej strony na ograniczenie publicznych deficytów, które w niektórych krajach (takich jak Grecja, Włochy czy Hiszpania) z różnych powodów przyjęły niepokojące rozmiary, ale także na wsparcie finansowe dla badań, rozwoju i komercyjnego wdrażania nowych technologii efektywności energetycznej oraz produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Wprowadzenie podatku węglowego pozwoliłoby także na urzeczywistnienie składającej się na Zielony Nowy Ład idei ekologicznej reformy podatkowej – przesuwania opodatkowania z pracy i dochodu (przy zachowaniu progresywnego charakteru skali podatkowej) na zanieczyszczenia, konsumpcję oraz akumulację zasobów finansowych. Podstawy teoretyczne podatków ekologicznych jeszcze w latach 20. XX w. przygotował ekonomista Artur Pigou. Jego zdaniem poza podatkami mającymi na celu pozyskanie dochodów dla budżetów władz publicznych powinny istnieć także podatki innego typu, które mają za zadanie zrekompensować negatywne koszty zewnętrzne działalności gospodarczej – docelowo do poziomu równoważącego szkody przez nią wyrządzoną. W podatkach tego typu pozyskiwanie środków finansowych, choć istotne, jest mniej ważne niż zniechęcenie do działalności, szkodzącej środowisku i społeczeństwu.

Przykładem tego typu reformy było wprowadzenie podatku węglowego w Kolumbii Brytyjskiej, jednej z prowincji Kanady. Wprowadzany był on stopniowo, z jego początkową wysokością ustawioną na poziomie 10 dol. kanadyjskich (7,80 euro) za tonę CO2 w 2008 r., która do 2012 r. wzrosła do 30 dol. (23,39 euro). W tym samym czasie zdecydowano się na obniżkę stawek podatku dochodowego płaconego od dochodów poniżej 70 tys. dol. (54,6 tys. euro) o 5 punktów procentowych, podatków od przedsiębiorstw o 2,5 punktu procentowego, a także na systemową, dostosowawczą pomoc finansową skierowaną do ubogich gospodarstw domowych. W efekcie reforma ta była neutralna dla budżetu prowincji, a dla „statystycznego Kowalskiego”, jak wskazują symulacje, przyniosła wręcz zwiększenie puli dostępnych do dyspozycji środków finansowych.

Podobna reforma, przeprowadzona przez koalicję SPD i Zielonych w 1999 r., zmniejszyła poziom składek odprowadzanych na ubezpieczenie społeczne na rzecz podatków ekologicznych (w tym nałożenia na konsumentów energii większych obciążeń, finansujących gwarantowaną cenę skupu energii ze źródeł odnawialnych, jednocześnie zachęcających do oszczędzania energii). Jest ona uznawana za źródło powstania w ciągu pierwszych 3 lat od jej wprowadzania 250 tys. zielonych miejsc pracy oraz zredukowania emisji dwutlenku węgla o 2,4% do 2003 r.

Reforma ta jest jednak krytykowana przez część zielonych z powodu przerzucania obciążeń podatkowych z przedsiębiorców na konsumentki i konsumentów, co ich zdaniem prowadziło do sytuacji, w której zmiana opodatkowania miała regresywny charakter społeczny. Niejednoznaczne oceny tej reformy doprowadziły do tego, że wraz z rozwojem programów politycznych zielonych na całym świecie coraz bardziej istotnym elementem ich polityki energetycznej stało się przeciwdziałanie zjawisku „ubóstwa energetycznego” (przeznaczania ponad 10% dochodów gospodarstwa domowego na wydatki związane z energią). Zieloni w Nowej Zelandii proponują np. wprowadzenie progresywnych stawek za energię: do pewnego pułapu konsumpcji niższe, co skłaniałoby osoby wpadające do wyższych stawek do podejmowania działań na rzecz jej oszczędzania.

Innym źródłem finansowania może być opodatkowanie banków. Może ono przyjąć dwie formy, które można stosować jednocześnie – podatku bankowego oraz podatku od transakcji finansowych. Oba te podatki miałyby być niewielkiej wysokości (znacznie poniżej 1%). Miałyby one z jednej strony być rekompensatą dla budżetów państw, które zdecydowały się na wpompowanie publicznych środków w globalny system finansowy, z drugiej zaś – zniechęcać do przeprowadzania częstych wymian kapitałowych o charakterze spekulacyjnym zamiast inwestowania chociażby w umożliwiającą energetyczną rewolucję infrastrukturę. Szacunki mówią o potencjalnych zyskach dla publicznych budżetów ocenianych na 200–300 mld dol. amerykańskich w przypadku podatku od transakcji finansowych na poziomie 0,005% i kolejnych 75–110 mld dol. z podatku bankowego na poziomie 0,15%; około 1/3 tych kwot przypadłaby na kraje członkowskie Unii Europejskiej.

Artykuł pt. „Zielony Nowy Ład – nowa umowa społeczna” ukazał się pierwotnie na łamach „Przeglądu Naukowego Disputatio”, wydawanego przez Ośrodek Analiz Polityczno-Prawnych: http://oapp.pl. Za tydzień opublikujemy drugą część, poświęconą krytykom Zielonego Nowego Ładu oraz pomysłom na dostosowanie tej koncepcji do polskich warunków.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *