Marnowanie europejskiej szansy

Adam Ostolski
25 maja 2017

Beata Szydło chce nas wyprowadzić z Europy? Niekoniecznie, chociaż jej działania z pewnością utrudniają wejście Polski do unijnej czołówki.

Nie wiem, kto wymyślił spin, że premier Beata Szydło jednym przemówieniem wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej. Wystarczy, że napiszę, że chociaż to jest tylko spin, a nie analiza sytuacji, to jest to spin nieprawdziwy, niemądry i niebezpieczny.

Dlaczego nieprawdziwy? To jest oczywiste: artykułu 50 nie uruchamia się en passant w przemówieniu parlamentarnym na inny temat. Polityka europejska rządu PiS jest niebezpieczna, ale aby powstrzymać to niebezpieczeństwo, trzeba je zrozumieć, a żeby je zrozumieć, trzeba opierać się na analizie, a nie na bon motach.

Polityka rządu wobec Unii Europejskiej to przede wszystkim marnowanie wielkiej szansy, jaką otwiera nieoczekiwane wzmocnienie rangi Polski jako potencjalnego sojusznika albo Niemiec, albo duetu Francja-Hiszpania (wkrótce zapewne będzie to trio) w sporze o kształt reform UE.

Ponieważ uważam, że żadna ze stron nie ma racji, a i Polski rząd nie zaproponuje raczej nic dobrego, nie piszę o tym wzmocnieniu z nadzieją, lecz wyłącznie w trybie obserwacji. Wybór Macrona otworzył przed polską dyplomacją ogromne pole działania. I właśnie to przesypiamy.

Analizując więc rzecz merytorycznie, a nie cynglarsko, polityka rządu Szydło nie tyle nas „wypisuje” z Europy, co grozi naszą trwałą marginalizacją (i to w sytuacji, gdy Fortuna jest po naszej stronie!). A patrząc z drugiej strony, na politykę Brukseli wobec Warszawy, też chyba pora odejść od powierzchownego ujęcia, „czy Unia nas ukarze”. W najbliższym czasie raczej nie ukarze, bo Niemcy nam będą asekurować tyłek. Ale ważniejsze jest to, że rzeczywistość jest już na innej planszy: za chwilę nie będzie chodziło o to, czy Unia nas „ukarze” czy nie, tylko o to, że się może zaraz od nas odwrócić. I wtedy może okazać się, że czasy, gdy ktoś w ogóle chciał nas „karać”, to był niemal złoty wiek.

A dlaczego jest to spin niemądry? Manipulacja, którą wykonała premier, polegała na połączeniu zamachu w Manchesterze z kryzysem uchodźczym i z polityką Unii Europejskiej i podlanie tego mocno emocjonalnym sosem. Zamiast zręcznie rozbroić tę mieszankę, oponenci dorzucają do niej więcej składnika „Unia Europejska”. Jest to w zgodzie z odwieczną linią Platformy Obywatelskiej „przyjmijmy uchodźców, bo Unia nam każe”. Otóż to jest strategia wybitnie szkodliwa i dla sprawy i dla kogoś, kto z takim przekazem wychodzi.

Politycy podejrzewani nie bez podstaw o słupkosterowność mogliby się chociaż nauczyć czytać badania opinii społecznej. Argument „bo Unia nam każe” przekonuje 2% zwolenników przyjęcia uchodźców.

Co więcej, w sondażach poparcie dla przyjęcia uchodźców tak w ogóle jest zawsze wyraźnie wyższe niż poparcie dla „obowiązkowego” przyjęcia uchodźców. To znaczy, że argument „Europa kazała” nie tylko nie przekonuje nowych osób, ale wręcz odstrasza zwolenników. Wiązanie kwestii uchodźców z obowiązkiem, nakazem, przymusem skojarzonym z Unią szkodzi uchodźcom i szkodzi Unii. Tak, wiem, były czasy, gdy argument „bo Unia kazała” zamykał dyskusję, ale to było dawno temu.

A dlaczego jest to spin niebezpieczny? Ano dlatego, że przy obecnej dynamice konfliktu politycznego może okazać się samospełniająca się przepowiednią. Nie, nie chodzi mi to, że Komisja uzna, że Beata Szydło uruchomiła bezwiednie art. 50. Ale skłonność przyjmowania gęby przyprawianej przez przeciwnika za nową twarz jest mocna po obu stronach PO-PiSowego podziału. Na razie, przy wszystkich szaleństwach i zwyczajnym, ludzkim złu, ten rząd nie jest jednak eurosceptyczny. Ale może się takim stać, zwłaszcza jeśli dynamika sporu spowoduje wahnięcie opinii publicznej. Będziecie chcieli eurosceptycznego rządu, to go będziecie mieli. Niestety, droga opozycjo i szanowni intelektualiści kibicujący, nie tylko Wy będziecie mieli taki wygodny rząd, by weń walić, ale też wszyscy Polacy i Polki. Już nie taki wygodny. Metafory czasem mają konsekwencje.

I na koniec. Gdy my tu rozprawiamy o Szydło, co nas ponoć wyprowadziła z Europy, Komisja Junkcera złożyła w Parlamencie projekt wzmocnienia Europejskiego Filara Praw Socjalnych w formule „strefa euro plus wszyscy chętni”.

To jest ważna wiadomość zarówno dla tych, którzy popierają wejście Polski do strefy euro, jak i dla tych, którzy (jak niżej podpisany) są temu przeciwni. Dlaczego? Bo jeśli ta formuła się przyjmie i znajdzie zastosowanie też w innych obszarach, to jądrem integracji nie będzie „naga” strefa euro, lecz nowe obudowujące ją instytucje, otwarte również dla krajów spoza strefy. Dla przeciwników euro to jest dobra wiadomość, bo oznacza, że możemy być w centrum integracji niezależnie od przyjmowania jednolitej waluty. Dla zwolenników euro to jest ważna wiadomość, bo oznacza, że aby móc w przyszłości przyjąć jednolitą walutę, już dziś powinniśmy włączać się w integrację w dziedzinie praw socjalnych.

Polska tradycyjnie jest przeciwna integracji socjalnej, i to niezależnie czy rządzi SLD, PO czy PiS. Polska (wraz z Wielką Brytanią) blokowała rewizję dyrektywy o czasie pracy, Polska sprzeciwia się równych prawom dla pracowników delegowanych… Teraz te kwestie powracają jako potencjalne serce integracji. I trzeba się będzie opowiedzieć.

O to, czy popierają wejście Polski do wzmocnionego Europejskiego Filara Praw Socjalnych, zapytałem niedawno na Twitterze rzecznika rządu i czołowe postacie parlamentarnych klubów opozycyjnych. Nikt mi nie odpowiedział. Tak, wiem, pani premier łatwiej szczuć na uchodźców, a opozycji straszyć, że rząd nas wyprowadził z Europy. Nie trzeba robić researchu. A może jednak by się przydało?

Zdj. Piotr Tracz w domenie publicznej

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *