ISSN 2657-9596
Fot. Michal Jarmoluk/Pixabay

Ministrze Zdrowia, Ministrze Klimatu! Zatrzymajcie wspólnie odpady

Beata Borowiec
28 października 2020
Polski rynek suplementów oceniany jest jako obszar wysokiego zagrożenia, a wręcz nazywa się go „patologią w pigułce”.

Każdy z nas wcześniej czy później ulega chwytom marketingowym, które często sugerują, że działanie nic nie wartego suplementu jest równoznaczne z działaniem leku. Na początek wyjaśnijmy sobie jednak czym suplement diety jest, a czym nie jest.

Suplementy diety nie są wyrobami medycznymi, a jedynie uzupełniającymi produktami spożywczymi, będącymi skoncentrowanym źródłem składników odżywczych. Jak wskazują lekarze, te same składniki można znaleźć w każdej zrównoważonej i dobrze skomponowanej diecie.”

Obecnie właściwie każdy producent może wprowadzić suplement na rynek, deklarując jedynie jego skład organom sanitarnym w drodze tzw. notyfikacji. Najwyższa Izba Kontroli informuje, że w latach 2014-2016 połowa z takich notyfikacji nie została poddana weryfikacji, a kontrole ujawniły, że niezweryfikowane produkty często miały w swoim składzie niedozwolone, szkodliwe dla zdrowia składniki. W tzw. „spalaczach tłuszczu” wskazano na fałszowanie produktów stymulantami, podobnymi strukturalnie do amfetaminy. Z 45 losowo wybranych suplementów z zawartością niedozwolonych składników, aż 38 znajdowało się w sprzedaży, także internetowej. Na pierwszy rzut oka nie ma się do czego przyczepić. Skoro klient chce być nabijany w butelkę, to jego osobisty problem, w końcu mamy wolny rynek i każdy może wydawać swoje pieniądze na swój sposób! Świat wegan i wegetarian rośnie w imponującym tempie, a to stwarza fantastyczne warunki pod marketingowy greenwashing farmaceutyczny, na którym wizerunkowo odbija się poważnym i szczerym producentom. Wszyscy wiedzą, że bez mięsa i zagospodarowanego czasu na komponowanie diety należy starannie uzupełniać niedobory suplementami. Z pomocą nadciągają wtedy kolorowe pigułki.

Ministrze Zdrowia, co z naszym zdrowiem

Przyjrzyjmy się raportowi Najwyższej Izby Kontroli o suplementach sporządzonym dawno, bo aż trzy lata temu. Polacy wydają na suplementy ponad 3 mld zł. rocznie, zatem przydałoby się taki raport sporządzać częściej, tym bardziej, że wykazuje on ogromną ilość nieprawidłowości na rynku. W wyniku kontroli wyszło na jaw, że aż 89% próbek z grupy probiotyków nie posiadało stabilności w zakresie liczby żywych bakterii w okresie przydatności do spożycia. Oznacza to, że w pigułkach leżących na półce i czekających na spożycie, następował dynamiczny spadek liczby żywych bakterii. Takie pigułki wraz z opakowaniami stają się bezużytecznym odpadami. Raport wskazuje wyraźnie, że „Minister Zdrowia nierzetelnie wypełniał obowiązki związane z nadzorem nad przestrzeganiem przepisów prawa żywnościowego w odniesieniu do suplementów diety. Organ ten nie dokonywał oceny ryzyka, nie analizował prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzeń niepożądanych, niebezpiecznych lub wyrządzających szkodę.” W skrócie, wydajemy piniądze, wciskamy w siebie leki, których skuteczność jest co najmniej wątpliwa, a odpady się gromadzą na tony.

Ministrze Klimatu, czas na monitoring

Nieprawidłowości ujawniono także w zakresie nadzoru i kontroli reklam suplementów diety. W raporcie z tego tytułu oberwało się wspomnianemu Ministerstwu Zdrowia, Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz organom Inspekcji Sanitarnej, a nawet po części Radzie Ministrów. Do tej listy można śmiało dodać Ministerstwo Klimatu, które dogląda gospodarkę odpadami. Polacy kupują rocznie około 240 milionów opakowań, które z reguły składają się z części tekturowej trafiającej do niebieskiego pojemnika oraz listków i blistrów, które trafiają do odpadów zmieszanych. Abstrahując od kompletnego marnotrawstwa drewnianego surowca, zarówno recykling jak i składowanie odpadów nie są tanimi rozwiązaniami, a w gospodarce odpadami wiecznie brakuje pieniędzy. Oprócz tego marnuje się energię, bowiem odpady bez prądu się same nie przetworzą. Odgazowywanie składowisk i wiele powiązanych z utylizacją gazów narzędzi również niemało kosztuje. Koszty są w dużej mierze przerzucane na obywatela.

Pobudka Panowie Ministrowie

Po przeczytaniu raportu nasuwa się jeden wniosek – przez niedopracowane regulacje trwonimy mnóstwo energii i surowców, a zdrowsi nie jesteśmy. Gotowych rozwiązań jest całe mnóstwo, począwszy od edukacji w zakresie racjonalnego stosowania suplementów diety, wprowadzenia systemu opłat za notyfikację suplementów diety czy systemu ostrzegania konsumentów przed niezbadanymi suplementami diety znajdującymi się w obrocie, podwyższenie kar pieniężnych dla podmiotów wprowadzających do obrotu niebezpieczne lub nielegalne suplementy diety, monitorowanie reklam oraz wprowadzenie ich zakazu dla suplementów diety z wykorzystaniem wizerunku osób ze środowiska medycznego lub farmaceutycznego.

Oprócz system kaucyjnego, którego domagają się Polacy, a który znacznie ograniczyłby generowane przez nas odpady, niezwykle ważne jest uregulowanie rynku suplementów. Może się bowiem okazać, że dzięki ograniczeniu odpadów nie będą w przyszłości nakładane na obywatela większe opłaty za ich wywóz. Społeczeństwo i państwo muszą zrozumieć prostą zasadę – mniej odpadów to mniejsze koszty. W dobie nieubłaganie pilnej potrzeby zmian w obliczu ocieplenia klimatycznego, trzeba sięgnąć do pracy u podstaw w polskim ustawodawstwie. Czas na porządek przez duże P.

Beata Borowiec

Autorka jest współprowadzącą portalu o charakterze środowiskowym i prozwierzęcym Ekowyborca. Związana z łódzkim oddziałem Extinction Rebellion.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.