ISSN 2657-9596

Między powodzią a suszą

Marta Jermaczek-Sitak
14 września 2015

Rolnictwo to jedna z dziedzin gospodarki zużywających najwięcej wody, a jednocześnie bardzo wrażliwych na wszelkie zmiany i zaburzenia w jej obiegu.

Problemy z wodą

W ciągu 50 lat światowe zapotrzebowanie na wodę wzrosło trzykrotnie, w ciągu 20-30 lat ma się jeszcze podwoić. Ziemia pustynnieje na ogromną skalę. W ciągu ostatnich 30 lat na całym świecie podwoiła się powierzchnia obszarów dotkniętych suszą. Ekstremalne susze i zjawisko pustynnienia to obecnie problem wszystkich kontynentów, nie wyłączając Europy czy Stanów Zjednoczonych.

Ogromne straty, jakie przynoszą w rolnictwie susze i powodzie, odbijają się zarówno na światowych rynkach, jak i na losach ludzi w skali lokalnej. Choć w Polsce nie grozi nam jeszcze zamiana w pustynię, w drugiej połowie XX w. wykazano zwiększoną liczbę dni suchych w roku w niemal wszystkich regionach kraju. Szczególne zagrożone suszą są Wielkopolska, Ziemia Lubuska i Kujawy, gdzie powoduje ona miliardowe straty w rolnictwie.

Jedną z przyczyn suszy jest osuszanie mokradeł pod uprawy, zajmowanie jak największej przestrzeni pod intensywną produkcję rolną, dla zysku, bez oglądania się na środowisko czy przyszłe pokolenia. Rolnictwo potrzebuje wody, ale jej nadmiar, szczególnie w postaci powodzi i podtopień, również nie jest korzystny.

Wszystko jest w porządku, jeśli rolnictwo zlokalizowane jest poza terenami zalewowymi, jednak doliny rzeczne należą często do obszarów najżyźniejszych, a apetyt na nowe ziemie rośnie wraz z wyjałowieniem gleb na obszarach bezpiecznych. Tereny, które zawsze były zalewowymi łąkami czy mokradłami, są zajmowane przez uprawy lub zabudowywane. Konieczne są kolejne prace regulacyjne i melioracyjne.

Jednostronna melioracja

Słowo „melioracje” oznacza „polepszanie”, poprawę stosunków wodnych, ale w praktyce, przynajmniej w naszym kraju, jest to zwykle osuszanie, a nie nawadnianie. Rolnicy zalewani przez rzekę domagają się odszkodowań i utrzymywania rowów oraz cieków w takim stanie, aby woda szybko i sprawnie odpływała z zagospodarowanych terenów. Utrzymywanie takie polega na regularnym odmulaniu, odpowiednim kształtowaniu koryta cieku w kształt trapezu, wykaszaniu roślinności, usuwaniu przeszkód.

Woda rzeczywiście spływa, jednak proste, gładkie koryto skutkuje często wzrostem jej energii i kiedy w czasie powodzi jest jej więcej, czyni większe szkody, zwłaszcza na terenach położonych niżej. Tereny zalane przez powódź szybko wysychają – bez retencyjnej funkcji mokradeł po klęsce wielkiej wody przychodzi klęska suszy.

Wpływ na przyrodę

Prace regulacyjne i utrzymaniowe, zarówno na rzekach górskich, jak i nizinnych, nie są obojętne również dla przyrody. Zróżnicowane koryto rzeki ze strukturami takimi jak ploso, rynna, bystrzyna, bystrze, kaskada, kociołek itp., typowe dla rzeki naturalnej, ale też kształtujące się z czasem w wielu ciekach dawniej uregulowanych, a nawet na sztucznych kanałach i rowach, to miejsce życia setek gatunków.

Warstwa mułu usuwana koparką z dna rzeki to tak naprawdę strefa życia – jej wyrzucenie na brzeg można porównać do usunięcia darni na łące czy runa i ściółki w lesie. To tutaj żyją liczne gatunki bezkręgowców, w tym małże, tutaj żyją ryby czy ukorzeniają się rośliny – choćby rzadkie, biało kwitnące włosieniczniki.

Wykaszanie roślinności wodnej i przybrzeżnej to niszczenie siedlisk kolejnych organizmów – ptaków, owadów, ryb związanych z szuwarami, w których ukrywają się, żerują czy odbywają tarło. Pogłębiony, wyrównany kanał z trapezowato ukształtowanym, pozbawionym żyznego mułu dnem jest martwy – zwierzęta i rośliny potrzebują wiele czasu, by go zasiedlić, a niektóre nie wrócą tu nigdy.

Jednak prace utrzymaniowe nie wpływają tylko na organizmy związane z ciekiem. Chociaż założeniem konserwacji cieków nie jest zwykle trwałe obniżenie poziomu wody, to jednak nawet przyspieszenie jej spływu powoduje pogorszenie stanu wielu ekosystemów typowych dla dolin rzecznych – torfowisk, lasów łęgowych, podmokłych łąk i szuwarów. Zdarza się, że wskutek zamulenia czy zarośnięcia starych systemów melioracyjnych dolina rzeki spontanicznie renaturyzuje się, wracają rzadkie gatunki i ekosystemy związane z dłużej utrzymującym się zalewem – remont rowów, choć teoretycznie jest tylko powrotem do stanu „na papierze”, może drastycznie zmieniać warunki wodne. Inny problem to urządzenia hydrotechniczne – jazy czy tamy, blokujące wędrówkę na tarło ryb migrujących, choćby łososiowatych – pstrąga, troci, łososia.

Ramy prawne

Z pomocą ekosystemom wodnym i zależnym od wody przychodzi prawo unijne, w tym Ramowa Dyrektywa Wodna. Jednym z jej założeń jest obowiązek utrzymania cieków naturalnych w dobrym stanie ochrony, którego kryteria są ściśle określone. Dotyczy to również cieków o znacznym stopniu przekształcenia, które wywodzą się z cieków naturalnych.

Instytucje zajmujące się gospodarką wodną coraz lepiej rozumieją, że współpraca z przyrodnikami jest niezbędna. 20 maja w Grębocinie koło Mińska Mazowieckiego w ramach projektu „Społęczna kontrola zarządzania ekosystemami wodnymi w Polsce” odbyło się spotkanie przedstawicieli Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych z przyrodnikami z organizacji pozarządowych, a także naukowcami oraz urzędnikami.

Dwie strony przedstawiły swoje punkty widzenia, opowiedziały o problemach, wyzwaniach, perspektywach. Początkowo wydawało się, że między meliorantami a przyrodnikami trudno będzie znaleźć porozumienie, pozbyć się uprzedzeń i wyjść poza wzajemne oskarżenia, jednak po całym dniu dyskusji powstał wspólny dokument z kilkunastoma postulatami zmian prawnych umożliwiających prowadzenie prac utrzymaniowych i regulacyjnych w taki sposób, aby jak najmniej szkodziły one przyrodzie.

Czy uda się je wdrożyć? Pewnie potrzeba na to czasu, ale dialog – częściowo wymuszony przez prawo – już się rozpoczął.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.