ISSN 2657-9596
Fot. Chris Gallagher

Zanim wielka fala zaleje świat

Ewa Dryjańska , Lynn Sorrentino
22 maja 2020
Ludzkość  stoi wobec największego  w dziejach wyzwania – kryzysu klimatycznego. Topnienie lodowców postępuje na niespotykaną dotąd skalę. Podnoszenie się poziomu morza i coraz większa częstotliwość katastrofalnych powodzi  są w tych warunkach nieuchronne, nawet jeśli uda się zredukować do pewnego stopnia emisje gazów cieplarnianych.
Z Lynn Sorrentino* rozmawia Ewa Dryjańska.
Ewa Dryjańska: Kilka wysp w Oceanii zostało już wchłoniętych przez wody morskie, których poziom stale się podnosi na skutek zmian klimatu. Nie zmieniło to jednak zbytnio naszych zachowań w kwestii konsumpcji energii czy nawyków konsumenckich. Badania wskazują, że zalanie zagraża także w obecnym stuleciu znacznym obszarom   na wszystkich kontynentach, w tym w Polsce.

Lynn Sorrentino: Ten brak zainteresowania w związku ze zniknięciem części Wysp Salomona jest tu dobrym przykładem, bo informacja o tym ewidentnie została odnotowana w mediach w maju 2016 r. Miało to katastrofalne skutki dla tamtejszej społeczności. Świadomość globalnych problemów powoli rośnie, co mogliśmy zauważyć w postaci cotygodniowych szkolnych strajków dla klimatu, a także  większej wiedzy na ten temat w wielu miastach, coraz częściej zalewanych przez fale powodziowe. Jednak wiele badań wskazuje, że większość ludzi nie postrzega globalnego ocieplenia ani nabrzeżnych powodzi w kategoriach bezpośredniego, osobistego zagrożenia, ponieważ nie jest ono namacalne. Jest abstrakcyjne, w przeciwieństwie do “zwykłej” powodzi, na skutek której rodzina lub cała społeczność musi zostać przesiedlona. Prognozy są zgodne co do podnoszenia się poziomu mórz oraz częstych i ekstremalnych nabrzeżnych powodzi wywołanych przez zmiany klimatyczne, o czym informuje choćby Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu przy ONZ (IPCC). W miarę jak coraz więcej ludzi będzie doświadczać gwałtowniejszych i częstszych powodzi, poziom zaniepokojenia i percepcja zagrożenia będzie wzrastać. Na percepcję takich zagrożeń jak wzrost poziomu mórz, zmiany klimatyczne czy nabrzeżne powodzie wpływa wiele czynników, a poszczególne osoby są na nie narażone w różnym stopniu w zależności od zamożności, wykształcenia, stanu zdrowia, płci, wieku czy stopnia zintegrowania danej społeczności.

Kiedy dokładnie możemy się spodziewać zalania wybrzeży? Które dokładnie obszary mogą zostać zalane?

Według prognoz nadmorskie populacje osiągną do 2080 r. 800 milionów mieszkańców, tym dotkliwsze więc będą skutki podnoszenia się poziomu mórz dla mieszkańców, infrastruktury i systemu opieki medycznej. Ale już obecnie wiele nadmorskich miast ich doświadcza – to jest problem, z którym mamy do czynienia już teraz i będzie on się pogłębiał w kolejnych dekadach. IPCC ocenia, że bez natychmiastowych działań w kwestii emisji gazów cieplarnianych do 2100 r. zostanie dotkniętych przez nabrzeżne powodzie 400 milionów ludzi na całym świecie .

Co nabrzeżne powodzie będą oznaczały w praktyce dla dotkniętych nimi państw?

Przed powodzią powinno zostać przeprowadzone odpowiednie rozpoznanie, a miejscowa ludność powinna zostać dobrze uświadomiona w kwestii zagrożeń. Komunikacja i gruntowne informowanie opinii publicznej jest kluczowe dla zarządzania ryzykiem. Jednak ta analiza ryzyka powinna być też stale aktualizowana na podstawie różnych modeli i scenariuszy klimatycznych, biorących pod uwagę różne czynniki. Zarówno decydenci, naukowcy, urzędnicy, jak i przestawiciele lokalnych społeczności powinni mieć świadomość słabych punktów i aspektów łagodzących skutki kataklizmu. Należy wziąć pod uwagę ograniczenie skutków zarówno dla osób indywidualnych, społeczności, firm, jak i dla środowiska.  Priorytetowe powinny być inwestycje we wspólnoty najbardziej zagrożone. Niemożliwe jest przecenienie pilności tej kwestii.

Dotkliwość konsekwencji powodzi będzie zatem zależeć nie tylko od siły żywiołu, ale też od stopnia przygotowania służb, infrastruktury i społeczności. Ich skutki dla środowiska, a także fizycznego i psychicznego stanu zdrowia ludzi mogą utrzymywać się przez miesiące, lata, a nawet dekady. Może dojść do obrażeń na ciele, utonięć, zetknięcia z substancjami niebezpiecznymi, nagłego braku dostępu do czystej wody i wzmożonego stresu. Następstwem kataklizmu mogą być choroby zakaźne i brak pożywienia. Śmiertelność w pierwszym roku po powodzi wzrasta o 50%, gdyż szerzą się choroby takie jak zapalenie wątroby typu E, dolegliwości żołądkowo-jelitowe czy choroba Weila, prowadząca do niewydolności wątroby i nerek.

Raport Wspólnego Centrum Badawczego UE przewiduje, że częstotliwość powodzi na europejskim wybrzeżu wzrośnie pięciokrotnie, a trzy razy więcej ludzi niż dotychczas będzie dotkniętych powodziami rzecznymi. Koszty zniszczeń powodzi rzecznych wzrosną z 5,3 do 17,5 miliardów euro rocznie.

Na wybrzeżach oprócz dużych skupisk ludzkich znajdują się także obiekty przemysłowe lub instalacje wojskowe. Jak wygląda zagrożenie w tym przypadku?

Przykładem obiektu wojskowego zagrożonego przez podnoszący się poziom mórz jest betonowa kopuła przykrywająca odpady jądrowe na Wyspie Runit na Atolu Enewetak na Wyspach Marshalla. Podnoszące się wody, pęknięcia w konstrukcji i zagrożenia ze strony cyklonów mogą spowodować wyciek substancji radioaktywnych do Pacyfiku.

Wiele rządów ma opracowane prognozy i plany działań związane z ryzykiem powodzi dla obiektów militarnych i przemysłowych. Bardzo dużo robi w tej kwestii unijna Europejska Agencja Środowiska (EEA). Europejski System Świadomości Powodzi (EFAS) wspiera środki zapobiegawcze i zapewnia dane oraz szkolenia.

Jednak choć lokalne, państwowe i międzynarodowe organy mają plany zabezpieczenia infrastruktury przed powodziami związanymi ze zmianami klimatu, to przykłady ostatnich kataklizmów pokazują, że społeczne, ekologiczne i ekonomiczne koszty są bardzo wysokie, nawet w przypadku bardzo szczegółowego planu działania.

W następstwie powodzi lub huraganu może dojść do wycieków substancji chemicznych, namnożenia bakterii i osadzenia się toksycznych osadów na zalanych terenach. Wody powodziowe często przenoszą bakterie, które dostają się na miejsca upraw, prowadząc do chorób. Ten problem również będzie narastał wraz z intensyfikacją zjawisk powodziowych.

Jest wiele przykładów na to, jak gwałtowne zjawiska pogodowe spowodowały wyciek toksycznych substancji na pola lub obiekty przemysłowe oraz zalania elektrowni jądrowych, jak w przypadku elektrowni St. Lucie na Florydzie w 2014 r. Amerykańskie elektrownie jądrowe nie zostały zaprojektowane w sposób, który przygotowałby je na ekstremalne powodzie – stanowi to duże wyzwanie.

Po powodzi, która spowoduje wyciek substancji radioaktywnych, pojawia się logistyczny i ekonomiczny problem oczyszczenia terenu ze skażenia i składowania skażonej gleby. Skutki wycieków ropy, zanieczyszczenia ziemi i wody metalami ciężkimi, pestycydami, bakteriami czy ściekami utrzymują się latami i mogą trwale wpłynąć na lokalne społeczności. Np. niedawno na skutek tajfunu w Fukushimie w Japonii worki z radioaktywną ziemią zostały porwane przez wodę.

Holenderski naukowiec zasugerował zbudowanie gigantycznej tamy, która oddzieliłaby Morze Północne od Atlantyku, co miałoby zapobiec trwałemu zalaniu znacznej części europejskiego wybrzeża. Czy to dobry pomysł?

Koncepcja Sjoerda Groeskampa z Królewskiego Holenderskiego Instytutu Badań Morskich polega na wybudowaniu tamy o długości 475 km pomiędzy Szkocją a Norwegią i kolejnej tamy o długości 160 km pomiędzy Francją a Anglią. Taki projekt wymaga wielkiej liczby badań. Skutki dla morskiej fauny i flory byłyby w dużym stopniu negatywne. Prawdopodobnie ekosystemy w znacznym stopniu by się zmieniły, a morskie i nabrzeżne siedliska uległyby katastrofalnym zniszczeniom. Przedsięwzięcie o takiej skali wymagałoby zbadania jego skutków dla gatunków ryb i innych stworzeń morskich, szczególnie tych zagrożonych wyginięciem. Postulowałabym znalezienie jakiejś alternatywy, która niosłaby ze sobą mniej skutków ubocznych.

W swojej pracy badałaś również skutki socjologiczne, jakie pociąga za sobą życie w społeczności zagrożonej powodzią. Jakie są Twoje konkluzje?

W tym badaniu skupiłam się na wybrzeżu Walii i starałam się ustalić, czy poziom niepokoju w związku potencjalną powodzią u danej osoby wpływał na jej zdrowie i stan psychiczny. Skupiłam się szczególnie na takich kwestiach jak związek między ryzykiem powodzi a świadomością zagrożenia, demografią, zdrowiem, stanem psychicznym, utratą majątku, integracją wspólnoty.

Analiza statystyczna wykazała negatywny wpływ na zdrowie osób, które obawiały się o swoją własność, jednocześnie pozytywny efekt wywoływały obawy o ryzyko dla ich społeczności. Jak wykazały także inne badania, stopień zintegrowania społeczności i utrata własności mają dla mieszkańców zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki. Wspólnoty, gdzie są silne więzi, są bardziej odporne na tego typu zdarzenia.

Na pewno należy kontynuować badania nad skutkami zdrowotnymi obaw związanych z ryzykiem powodzi i tego, jak poziom zintegrowania społeczności i utrata własności mogą wpłynąć na osoby nieświadome ryzyka powodziowego. Rządy, które nie uwzględniają tego aspektu w swoich działaniach na rzecz przeciwdziałania powodziom i ich skutkom, narażają zdrowie swoich obywateli w dobie zmieniającego się klimatu.

Czy i jak możemy uniknąć globalnej katastrofy powodziowej?

Ludzkość ma do czynienia z największym wyzwaniem – kryzysem klimatycznym. Wzmożone topnienie lodowców postępuje na niespotykaną dotąd skalę. Podnoszenie się poziomu morza, a także zwiększająca się częstotliwość katastrofalnych powodzi  jest w tych warunkach nieuchronna, nawet jeśli uda się zredukować do pewnego stopnia emisje gazów cieplarnianych. By temu zapobiec, musiałyby zostać zastosowane nadzwyczajne rozwiązania. Pozostaje nam wdrożenie środków zaradczych i łagodzących skutki kataklizmów, zarówno dla nabrzeżnych megacities jak i małych nadmorskich wspólnot. Propozycja zorganizowanego wycofania ludzi z tych terenów, czyli pozwolenie, by zajęło je morze, powinna zostać przeanalizowana również pod kątem społecznych konsekwencji przesiedlenia dużych grup ludności w głąb lądu. Ekonomiczne, społeczne i środowiskowe koszty kryzysu klimatycznego dla naszych społeczeństw są olbrzymie. Dlatego musimy wprowadzić gruntowne zmiany do tego, jak i gdzie żyjemy. Priorytetem powinny być inwestycje w energetykę odnawialną. Powinniśmy także analizować zachodzące w świecie przemiany społeczne i kulturowe. Na całym świecie powinniśmy edukować ludzi w kwestiach nauki i zmian klimatu, by zwalczać dezinformację i denializm. To nie będzie łatwe.


*Lynn Sorrentino – prowadzi projekt Badania Nabrzeżnych Powodzi (ang. Coastal Flooding Research) https://coastalflooding.ch Twitter: @FloodingCoastal.  Zdobyła tytuł magistra ochrony środowiska morskiego na Uniwersytecie w Bangor w Walii oraz tytuł licencjata biologii na Stanowym Uniwersytecie Humboldta w Kalifornii. Pracuje w zakresie komunikacji i zarządzania projektami. W przeszłości pracowała przy organizacji spotkań państw – sygnatariuszy Konwencji Ramsarskiej, dotyczącej ochrony przyrody na obszarach wodno-błotnych oraz na Politechnice Federalnej w Lozannie.


Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.