TTIP, przejrzystość i „zamknięte czytelnie”

Heidi Hautala
24 września 2014

„Zamknięte czytelnie”, w których udostępnia się wybranym osobom tekst TTIP, mogą być sprzeczne z unijnymi traktatami.

Negocjowane właśnie przez Stanu Zjednoczone i Unię Europejską porozumienie TTIP bardzo różni się od tradycyjnych umów handlowych znanych z przeszłości. W istocie nie chodzi w nim tak bardzo o handel, co o osiągnięcie politycznego porozumienia dotyczącego „współpracy regulacyjnej” w formie wiążącej dwustronnej umowy.

Mimo to TTIP jest klasyfikowane jako „środek polityki handlowej UE”. W efekcie podlega ograniczeniom w kwestii otwartości negocjacji i dostępu do dokumentów negocjacyjnych. Komisja argumentuje, że nie można pozwolić, by oponent znał twoje karty. To mogło faktycznie stosować się do umów dotyczących sprzedaży koni w epoce XVIII-wiecznego merkantylizmu. Ale czy to właściwe podejście do umowy, która ma określić długofalową współpracę polityczną?

Na pewno nie.

Postawmy sprawę jasno. Jest bardzo mało prawdopodobne, że negocjatorzy z UE i USA nie znają nawzajem swoich pozycji. W czasach powszechnej inwigilacji przez NSA niewiele jest rzeczywistych tajemnic. Ograniczenia otwartości negocjacji TTIP służą więc raczej temu, by utrzymywać w niewiedzy nie oponentów, lecz tych, których nie ma przy stole negocjacyjnym.

Innym argumentem za utrzymywaniem rozmów w tajemnicy jest to, że Komisja jest traktatowo uprawniona do prowadzenia negocjacji w imieniu Unii. Komisja wierzy więc, że inne organy nie powinny się wtrącać do procesu negocjacji. W ramach podziału kompetencji Parlament Europejski i Rada, jako ciała ustawodawcze, będą miały na końcu negocjacji możliwość, by dokładnie przyjrzeć się ich wynikom i – jeżeli nie będą usatysfakcjonowani – odrzucić ratyfikację.

Ten argument jest trafny. Jednak artykuł 218 traktatu lizbońskiego, który daje Komisji prawo do negocjowania międzynarodowych umów handlowych, określa także warunki ich prowadzenia. Mówi: „Parlament Europejski jest natychmiast i w pełni informowany na wszystkich etapach procedury” (art. 218 ust.10 TFUE).

Jednak czy wybrani przedstawiciele polityczni w Parlamencie Europejskim są „natychmiast i w pełni” informowani? Komisja mówi, że dokłada wszelkich starań, aby informować Parlament i społeczeństwo. Fakt, że Komisja jest bezprecedensowo zainteresowana sfinalizowaniem tej umowy handlowej i zachowuje się w sposób znacznie bardziej przejrzysty niż podczas poprzednich negocjacji. Prawdziwy test tej otwartości jednak wciąż przed nami.

Jak dotąd, reprezentanci państw członkowskich wraz z wybranymi członkami Europarlamentu, otrzymywali dostęp to tekstów negocjacyjnych. Ten dostęp, mimo że ograniczony – i zamknięty dla szerszej publiczności – pozwolił na pewien ograniczony nadzór nad celami Komisji w negocjacjach TTIP. Jednak teraz, gdy obie negocjujące strony pracują nad uzgodnieniem wspólnego tekstu poszczególnych rozdziałów, ograniczenia dostępu stają się jeszcze bardziej restrykcyjne, uniemożliwiając Parlamentowi bycie „w pełni informowanym”.

Zamknięte czytelnie

Rozwiązanie, zaproponowane przez USA i zaakceptowane przez Komisję, obejmuje utworzenie „zamkniętych czytelni” (Reading Rooms) o ograniczonym dostępie, gdzie wybrane osoby będą mogły zapoznać się ze skonsolidowanym tekstem UE-USA, zawierającym stanowiska obu stron na określone tematy w formie prawnie wiążącej umowy międzynarodowej.

To rozwiązanie wprowadzono od 6. rundy negocjacji, która rozpoczęła się 14 lipca. Jedna taka zamknięta czytelnia znajduje się w budynku Komisji, a druga w Europarlamencie w Brukseli. Dostęp do nich mają wyłącznie niektórzy europosłowie: koordynatorzy grup politycznych, przewodniczący i wiceprzewodniczący Komisji Handlu Międzynarodowego oraz wybrani reprezentanci innych zaangażowanych w temat komisji. Zabronione jest sporządzanie notatek i używanie urządzeń elektronicznych. Czytający nie mają prawa dzielić informacji z osobami trzecimi.

Podobnie mają być traktowani reprezentanci państw członkowskich. Będą mieli dostęp do dodatkowych pokojów czytań w ambasadach USA w europejskich stolicach. Co zrozumiałe, 17 państw członkowskich wielokrotnie składało skargi do Komisji na spotkaniach Komitetu Polityki Handlowej w kwestii tego rozwiązania. Mowa o następujących krajach: Francja, Szwecja, Republika Czeska, Austria, Finlandia, Włochy, Holandia, Portugalia, Belgia, Polska, Słowacja, Słowenia, Litwa, Chorwacja, Austria i Węgry. Ostatnio wielu reprezentantów państw członkowskich w Komisji wykroczyło poza narzekania i zaczęło bez ogródek mówić, że zamknięte czytelnie „nie są rozwiązaniem” problemu z przejrzystością.

Takie ograniczenia uniemożliwiają rządom i eurodeputowanym rozpoczęcie szczegółowej analizy porozumienia ze swoimi doradcami i kolegami, gdyż dzielenie się informacją z osobami trzecimi jest surowo zabronione. A przecież owe skonsolidowane teksty negocjacyjne są w sercu negocjacji.

TTIP nieuchronnie wpłynie na procesy tworzenia prawa i regulacji. Polityczny nadzór jest zatem niezbędnym warunkiem takiego przedsięwzięcia. Jeżeli zgodzimy się, że w TTIP nie chodzi o handel, lecz jest to porozumienie polityczne, to nie ma podstaw dla owej tajemnicy, która osłania te rozmowy, poddkopując publiczne zaufanie. Biorąc pod uwagę, co jest na szali, ludzie i ich przedstawiciele potrzebują teraz więcej, a nie mniej informacji.

Dlatego Komisja powinna odrzucić rozwiązanie zaproponowane przez stronę amerykańską i wstrzymać dalsze negocjacje do wyjaśnienia, czy zamknięte czytelnie spełniają wymogi art. 218 ust.10 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Wpływ na USA

Co więcej, również amerykański Kongres niepokoi się brakiem przejrzystości w TTIP i jej siostrzanym porozumieniu TPP (partnerstwo transpacyficzne). Wysiłki Białego Domu w celu uzyskania specjalnych uprawnień prezydenckich do „promocji handlu” (trade promotion authority) czy „szybkiej ścieżki” negocjacyjnej w ramach ustawy Campa-Baucusa jak na razie poniosły porażkę, nie mając poparcia w Kongresie. „Szybka ścieżka” uniemożliwiłaby komisjom Kongresu przeglądanie i wnoszenie poprawek do negocjowanych umów handlowych, dając prezydentowi władzę szybkiego ich zawierania. Ustawa Campa-Baucusa została odrzucona po części dlatego, że nie dawała żadnych nowych mechanizmów przejrzystości w porównaniu z [wygasłą w 2007 r.] ustawą Trade Promotion Authority z 2002 r.

Więcej przejrzystości w Europie mogłoby oznaczać, że nowa ustawa TPA lub poprawiona ustawa Campa-Baucusa mogłaby zastosować ten standard. Zwiększyłoby to szanse ustawy TPA na przejście przez Kongres. Zapewniłoby też, że urzędnicy i politycy po obu stronach Atlantyku mogliby zrozumieć i zaabsorbować złożony i szeroki proces negocjacyjny.

Sprawa dla ETS?

Ważne rozsrzygnięcie przynosi niedawne orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości: wyrok pierwszej instancji z 3 lipca 2014 r. w sprawie C-350/12, Rada Unii Europejskiej przeciwko Sophie in’t Veld. Trybunał orzekł, że opinie prawne Rady dotyczące umów międzynarodowych nie powinny automatycznie być zwolnione z publikacji i, że Rada jest „zasadniczo zobowiązana wyjaśnić, w jaki sposób dostęp do tego dokumentu mógłby stanowić konkretne i faktyczne naruszenie interesu [publicznego]”. Pomoże rzucić nieco światłą na poprzednio nieujawnione opinie prawne, z których korzystała Rada, w tym te dotyczące TTIP. Mogłoby w efekcie wpłynąć na sposób, w jaki własne biura obsługi prawnej Parlamentu i Komisji będą działać w przyszłości.

Te wiadomości przyszły zaledwie w tydzień po innym i potencjalnie nawet ważniejszym orzeczeniem ETS w tzw. sprawie Mauritius (wyrok wielkiej izby z 24 czerwca 2014 r. w sprawie C-568/11, Parlament Europejski przeciwko Radzie Unii Europejskiej). Trybunał dobitnie podkreśla ważność aktualnej i wyczerpujące informacji dla Parlamentu w sprawie umów międzynarodowych pokroju TTIP: „Otóż gdy Parlament nie jest natychmiast i w pełni informowany na wszystkich etapach procedury zgodnie z art. 218 ust. 10 TFUE – w tym na etapie poprzedzającym zawarcie umowy – nie może on wykonywać prawa wglądu, które traktaty przyznały mu w dziedzinie WPZiB”. Te orzeczenia są ważnymi sygnałami, wspierającymi większą przejrzystość w negocjacjach TTIP.

Członkowie Parlamentu Europejskiego są bezpośrednio odpowiedzialni przez obywatelami Europy. Ich wiara w Europę zależy od zdolności europosłów wyjaśniania tego, co się dzieje i jakie mogą być tego skutki. Odmawianie europosłom dostępu do informacji uniemożliwia im wykonywanie swojej pracy. A jeśli negocjatorzy UE i USA będą dalej tak postępować, to przegrają TTIP na własne życzenie.

Do praw Parlamentu Europejskiego należy zapytanie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o ocenę zgodności ograniczonego dostępu do dokumentów TTIP w ramach zamkniętych czytelni, gdyż Parlament ma być „natychmiast i w pełni informowany na wszystkich etapach procedury”.

Artykuł pochodzi ze strony ttip2014.eu. Przeł. Tomasz Szustek.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *