Polityka migracyjna po węgiersku

Margit Feischmidt , Attila Melegh
20 lutego 2014

Węgry stały się interesującym poligonem doświadczalnym polityki w dziedzinie integracji i migracji, zwłaszcza ze względu na tzw. „imigrację koetniczną” (osób pochodzenia węgierskiego urodzonych w innych krajach) oraz, naturalnie, migracje ludności z innych państw Unii Europejskej. Ten skomplikowany proces daje swoistą lekcję na temat wykluczenia i integracji.

Integracja jest płynną i złożoną koncepcją, którą w ostatnich 30 latach przeciwstawiano asymilacji i akulturacji. Integracja zasadniczo oznacza budowanie transnarodowych przestrzeni społecznych łączących społeczności wysyłające i odbierające oraz samych migrantów bez faworyzowania żadnej z tych grup. Ta przestrzeń jest wspólna i niepodzielna, nie istnieje zatem coś takiego, jak „przestrzeń przyjmująca”, niezależnie od faktu, że europeizm (idea, wedle której Europa jest ostoją cywilizacji i zawdzięcza to przede wszystkim własnym osiągnięciom) i nacjonalizm ciężko pracują na to, by stworzyć takie wrażenie.

Kluczową kwestią jest potrzeba uniknięcia silnie obciążonego pytania, leżącego u podstaw badań integracji i polityki: „Kto (lub co) integruje kogo – i z czym?”. Jednak należy zaznaczyć, że w publicznych i akademickich dyskusjach to pytanie i dziś pozostaje najważniejsze. Najlepiej unikać tego typu „aktywistycznego” podejścia przez skupienie się na złożonych interakcjach (przestrzeniach), w których funkcjonują migranci, grupy migrantów, grupy i instytucje gospodarzy oraz grupy i społeczeństwa wysyłające, których wzajemne oddziaływania kształtują rozmaite warunki społeczne, normy i dyskursy publiczne.

Logika klubu

Istnieje kilka powodów, dla których ekskluzywne i restrykcyjne podejście europeistyczne i nacjonalistyczne okazuje się trwałe. Głęboko zinstytucjonalizowana konkurencja między narodami i blokami państw dziś prowadzi do przekonania, że istnieje potrzeba ściślejszego zarządzania populacją i migracją w celu zapewnienia lepszej pozycji kraju w globalnym współzawodnictwie ekonomicznym.

W tym schemacie „pożądani” migranci mają zapewniać: (a) lepsze umiejętności, (b) gotowość pracy za niższe wynagrodzenie, (c) zapobieżenie starzeniu się kraju i poprawę jego warunków demograficznych, (d) większą jednolitość etniczną. Zatem migrantów powinno się wybierać odpowiednio, a ci, którzy nie służą powyższym celom, powinni się do tych kryteriów dostosować albo zostać wykluczeni. Oznacza to stosowanie złożonych mechanizmów selekcji zakorzenionych w polityce migracyjnej i dyskursie jej dotyczącym.

W kwestii wykluczenia szczególnie istotny jest fakt, że migranci z innych państw Unii Europejskiej cieszą się prawami społecznymi i politycznymi związanymi z unijnym obywatelstwem, właśnie dlatego UE może odrzucać i tłumić wszelkie idee, które wychodzą poza „logikę klubu” i, w konsekwencji, postulują zapewnienie pełnych praw zarejestrowanym, a zwłaszcza niezarejestrowanym migrantom. Takie myślenie odrzuca solidarność pomiędzy obywatelami „europejskimi” i obywatelami krajów Trzeciego Świata. Ci ostatni są poddawani różnorakiej kontroli przy wjeździe i podczas pobytu na terenie UE, a dość jasnym celem pozostaje podtrzymanie odmowy obywatelstwa.

Brakujące ogniwo solidarności jest kompensowane formalnym, „równym” antydyskryminacyjnym traktowaniem w niektórych usługach socjalnych i przede wszystkim na rynku pracy, widać też wyraźną próbę lepszej integracji migrantów jako siły roboczej (w ramach tzw. reżimu workfare) bez zapewniania osłon socjalnych na szerszą skalę. Zatem wyraźnie służy to zwiększaniu globalnej konkurencyjności i akumulacji kapitału w kraju przyjmującym.

W ramach tego sposobu zarządzania i kontroli migracji zwraca się szczególną uwagę na wewnętrzną gotowość migranta do integracji, ponadto coraz silniejsza jest idea zapewniania legalnego pobytu tylko tym, którzy się zintegrują i przyjmą „najważniejsze europejskie” wartości.

Warto w tym kontekście przypomnieć Deklarację z Vichy z 2008 r. ministrów sprawiedliwości państw członkowskich UE dotyczącą integracji migrantów, w której jako jeden z wymogów wymienia się adaptację kulturową. Pojawia się ona też w niemieckiej dyskusji dotyczącej pojęcia „Leitkultur” („kultury wiodącej”), rozpoczętej przez socjaldemokratę Thilo Sarrazina, pojęcia ostatecznie przyswojonego przez Angelę Merkel. Możemy tu mówić o „zwrocie konserwatywnym”, idącym coraz dalej w kierunku obrony europejskich wartości i nakładającym największe ciężary integracji na barki migrantów. Europeizm i nacjonalizm triumfują.

Integracja po węgiersku

Węgry nie mają dokumentu, który regulowałby najważniejsze kwestie dotyczące polityki migracyjnej i integracji migrantów. W 2007 r. podjęto próbę stworzenia „białej księgi”, jednak wyciek dokumentu doprowadził do wybuchu oburzenia ze strony prawicowych polityków opozycji. Oburzenie to opierało się na błędnym przekonaniu, że ówczesny rząd socjalistów dążył do imigracji milionów Chińczyków. Obecnie trwają prace nad nowym dokumentem, który nie został jeszcze ujawniony.

Jako praktyka instytucjonalna węgierska polityka migracyjną opiera się na trzech filarach. Kraj wspiera swobodny przepływ ludzi w ramach UE i w pełni respektuje porozumienie z Schengen. Obywatele Unii są mile widziani i niemal brak przykładów krytycyzmu wobec migrantów, na przykład z Niemiec.

To prozachodnie i wspierające imigrację na dużą skalę podejście zarysowało się bardzo wyraźnie podczas niedawnej debaty nad imigrantami z Afryki Północnej, jednak z badań jakościowych wiemy, że oddziałuje ono także na węgierską politykę wizową. Powoduje ono wykluczenie potencjalnych migrantów z pewnych regionów i krajów (np. Afryki Subsaharyjskiej). Wiemy też bardzo dobrze (nawet z wywiadów), że polityka wizowa ma znaczenie, jeżeli chodzi o zdolność integracji migrantów.

Węgry prowadzą dość twardą i mało wspierającą politykę wobec obywateli krajów Trzeciego Świata o pochodzeniu niewęgierskim. Widać to najlepiej na przykładzie uchodźców, którzy teraz stoją w obliczu odrzucenia ich wniosków o pozwolenie na pobyt i rosnącej wrogości wobec nich (przykładem niech będą regularne wiece pod hasłem protestu przeciwko ich obecności organizowane przez skrajną prawicę). Państwo węgierskie uznaje ich przede wszystkim za zagrożenie dla bezpieczeństwa; zapewnia niewielką pomoc prawną i językową; kieruje się uprzedzeniami wobec nie-Europejczyków i/lub imigrantów z niższych klas społecznych, a także migrantów z rodzinami; wszyscy przeżywają poważne trudności.

Inny rodzaj migranta

Jak już zaznaczono powyżej, władze Węgier aprobują kontakty i migracje węgierskiej mniejszości z krajów sąsiednich. Nie są w tym podejściu odosobnione, ponieważ większość wschodnich, południowych i południowo-wschodnich krajów podąża podobną ścieżką, zaś z racji kolonialnej przeszłości nawet Francja i Wielka Brytania mają takie skłonności.

Jednak zdaje się, że na Węgrzech motywacja stojąca za takim podejściem jest bardziej jednoznaczna. Węgry postrzegają siebie jako kraj w pełni odpowiedzialny za kontynuację dziedzictwa „historycznych Węgier”, w sensie składu etnicznego i kulturowo-historycznego dziedzictwa nawet poza granicami kraju, co stopniowo doprowadziło do stworzenia powiązań prawnych ze „stowarzyszonymi” osobami żyjącymi poza Węgrami.

Specjalne prawa uchwalono wobec Węgrów przyjeżdżających z sąsiednich krajów, obecnie rozszerzone o możliwość nadania obywatelstwa bez konieczności zamieszkiwania w kraju. Węgry stały się pionierem w kwestii przyznawania szczególnych przywilejów etnicznych.

Jednocześnie wyniki badań opinii publicznej wskazują na silne różnice w stosunku do imigrantów o etnicznym pochodzeniu węgierskim i do tych, którzy go nie posiadają. W pierwszej dekadzie XXI w. wydawano specjalne dowody tożsamości etnicznym Węgrom. Zapewniały one przywileje, takie jak np. pomoc w uzyskaniu wizy państw trzecich. Teraz kraj proponuje pełne obywatelstwo wszystkim Węgrom, którzy mogą potwierdzić określone pochodzenie etniczne i/lub jednego przodka, który żyje lub żył na terytoriach węgierskich.

Ramy debaty

W dyskusji publicznej na temat migrantów można rozróżnić różne tendencje, które, gdy się je rozpatruje we wzajemnych relacjach, tworzą bardzo interesujące ramy dyskursywne.

Po pierwsze funkcjonuje wyraźnie nacjonalistyczny dyskurs traktujący prawa dotyczące etnicznych Węgrów jako akt upodmiotowienia i wirtualnego „zjednoczenia” narodu pomimo granic.

Po drugie można wyróżnić dyskurs liberalny, którego motywy przewodnie to, z definicji, walka z dyskryminacją, poszerzenie praw na inne grupy, akceptacja wielorakiej tożsamości i praw transnarodowych oraz walka z dominującym rasizmem.

Inny liczący się dyskurs jest oparty na społecznym wykluczeniu oraz dotyczy obrony krajowych pracowników i ochrony kraju przed „wschodnią” powodzią. W ten sposób polityka migracyjna osadzona jest w dyskursie opartym na pojęciach „cywilizacji” i „etniczności”.

Zapewnienie obywatelstwa jest najbardziej wyzwalające dla osób wywodzących się spoza Unii Europejskiej. Taka emancypacja jest korzystna na wielu poziomach, jednak nie wyklucza faktu, iż tej nowo przyjętej do kraju grupy ludzi używa się do celów politycznych (prawo głosu, quasi-imperialistyczne roszczenia wobec sąsiednich krajów), demograficznych i ekonomicznych. Tak więc emancypacja ma swoją cenę.

Co więcej, jest jasne, że ta emancypacja nie powinna dotyczyć innych obcokrajowców, których podrzędny status jest teraz oczywisty w kraju otwarcie celebrującym swój „etniczny charakter”, co można także rozszerzyć na sferę religijną, ponieważ kościoły są główną podporą tego hybrydowego pseudoimperialnego systemu.

Znamienne, że gdy wysocy urzędnicy rządowi udzielają wywiadów, twierdzą, iż obywatelstwo węgierskie jest dla nie-Węgrów atrakcyjne z powodu „piękna” języka węgierskiego. Z pewnością w tej atmosferze dziedzictwa imperialnego nie-Węgrzy poczują się jak dziwaczne stworzenia. Ten podział pogłębia się także ze względu na to, że węgierska opinia publiczna wydaje się nawet bardziej ksenofobiczna niż w większości krajów europejskich. Nic zatem dziwnego, że nie wypracowano w pełni żadnej polityki migracyjnej, ponieważ musi ona się zmieścić w segregacyjnym, dualnym systemie: Węgrzy contra niewęgierscy imigranci. Nie proponuje się przy tym podejścia traktującego migrację przynajmniej jako narzędzie rozwoju.

Odrobina nadziei

W kwestii praktyk integracyjnych można jasno stwierdzić, że kraj pozostaje w tyle za innymi krajami w regionie, jak Austria, Republika Czeska i Słowacja w kwestii rozwoju polityki migracyjnej. Jednak nie brak też bardzo pozytywnych sygnałów. Węgry uzyskują wynik ogólny 45 na skali MIPEX (www.mipex.org), całościowym wskaźniku integracji z 2010 r. Osiągają średni poziom w kwestii dostępu do rynku pracy, możliwości łączenia rodzin i długoterminowych pozwoleń na pobyt dla legalnie przebywających mieszkańców krajów trzeciego świata. Z uczestnictwem w polityce i dostępnością obywatelstwa jest już dużo gorzej.

Dla porównania polityka antydyskryminacyjna jest wyraźnie mocną stroną Węgier, które plasują się tu na trzecim miejscu pośród 28 krajów MIPEX. Węgierskie władze zdają się mieć podejście formalistyczne i legalistyczne, co może być alienujące, ale może też pomóc zachować neutralność.

To ostatni punkt, w którym węgierskie doświadczenie zasługuje na uwagę. Kolejne analizy empiryczne pokazały, że w edukacji i instytucjonalnej działalności kulturalnej zarówno zwykli mieszkańcy Węgier, jak i nauczyciele zwyczajnie próbują bagatelizować znaczenie różnorodności kulturowej, a szczególnie potrzebę zajęcia się tą trudną kwestią społeczną. Unikają tych problemów i najczęściej sprowadzają je do „indywidualnych” cech dzieci migrantów (i mniejszości). Cudzoziemskość jest swego rodzaju upośledzeniem, a odpowiedzialność za integrację spada na imigranta.

I tak koło się zamyka. Migrantów etnicznych i nie-etnicznych postrzega się jako zasoby przydatne w różnych konkurencjach. Jednak gdy którąkolwiek z tych kwestii (ich akceptacja, konflikty kulturowe) trzeba się zając, całe brzemię spoczywa na migrantach, ponieważ ludność lokalna jest już zajęta własną walką o przetrwanie, szczególnie w erze trudnych warunków na rynku pracy i obniżenia kwalifikacji.

Jednak nawet ten ostatni element nie budzi troski o solidarność między „Europejczykami”, „Węgrami”, etnicznymi Węgrami, obywatelami krajów Trzeciego Świata, w czasie, gdy cały kontynent traci swoją względną siłę. Odrodzenie dumy europejskiej i narodowej może prowadzić w pułapkę walki z nie tymi wrogami i problemami, co trzeba.

Artykuł „Integration of migrants – ideas and perspectives from Hungary” ukazał się w „Green European Journal”. Przeł. Tomasz Szustek.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.