Przeminęło z węglem

Kuba Gogolewski
19 kwietnia 2012

Od miesięcy atakują nas informacje o korzyściach, jakie polskiej gospodarce przynosi węgiel. Proszę sobie przypomnieć rzeczowy artykuł prasowy, audycję radiową czy też program telewizyjny o tym, w jakim stopniu górnictwo lub spalanie węgla wpływa na jakość życia, jakość gleb i plonów czy czystość wód. Ilu komentatorów czy redaktorów, których ceni się za obiektywność, podjęło publicznie ten temat? Ile opracowań czy publikacji powstałych przez ostatnie 20 lat pozwoliło chociaż zastanowić się, czy raz wybrana w latach 70. droga rozwoju jest słuszna?

Mówimy (a raczej nie mówimy) o kosztach rzędu miliardów złotych rocznie. W 2010 r. zysk netto sektora górniczego wyniósł 1,412 mld zł. Inwestycje były o blisko 1,2 mld zł większe. Z tego 400 mln zł górnictwo dostało bezpośrednio z budżetu. W latach 2011-2015 pomoc publiczna na zamykanie kopalń wyniesie 2,5 mld zł. W uchwalonej niecały miesiąc temu ustawie budżetowej na r. 2012 dotacje i subwencje dla górnictwa i kopalnictwa opiewają na 529 809 tys. zł. To blisko sześć razy tyle, ile budzące gorące dyskusje w mediach wydatki na Fundusz Kościelny.

Wojna polsko-brukselska

Ofiarą uzależnienia Polski od węgla padła też nasza polityka wobec Unii Europejskiej. Kością niezgody w relacjach Warszawy i Brukseli stała się kwestia tzw. derogacji, czyli darmowych uprawnień, które Polski rząd (jeśli zgodzi się na to Komisja Europejska) będzie mógł rozdać największym koncernom energetycznym w Polsce. Polski rząd próbuje oszukać Unię Europejską, twierdząc, że darmowe uprawnienia należą się elektrowniom, które istnieją tylko na papierze, a które zgodnie z umową miały powstać do czerwca zeszłego roku. Rozgrywce tej towarzyszy intensywna kampania medialna, mająca przekonać społeczeństwo, że polityka klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej oraz wszelkie akty prawne, które zwiększają koszty energetyki węglowej są szkodliwe dla krajowej gospodarki.

Wielkim przegranym tego sporu jest zdrowie mieszkańców Polski. Upór Polski zagraża też wysokości kwoty, która ma nam przypaść w nowym budżecie unijnym. Tracą też te regiony, które chciałyby się rozwijać w oparciu o odnawialne źródła energii. Broniąc wielkiej energetyki, nasi decydenci zapomnieli powiedzieć nam o tym, że sprzedaż uprawnień do emisji CO2 wygenerować może środki do budżetu, które przeznaczyć można na pomoc osobom dotkniętym problemem ubóstwa energetycznego lub na poprawę efektywności energetycznej polskich domów. Chodzi o niebagatelną kwotę ponad 20 mld zł w okresie 2013-2020. To jedna czwarta pieniędzy z budżetu UE, które mają podzielić między siebie wszystkie pozostałe sektory polskiej gospodarki.

Ile kosztuje nas węgiel?

Poza wspomnianymi już kosztami subsydiów dla górnictwa i planowanym rozdaniem uprawnień do emisji CO2 węglowym koncernom energetycznym (3,8 mld zł w 2013 r.) lista kosztów, jakie przerzuca na nas energetyka oparta na węglu w telegraficznym skrócie wygląda następująco:

– Koszty zewnętrzne wytwarzania elektryczności na bazie węgla: 28-101 mld zł rocznie
– Planowane inwestycje w siedem największych energetycznych bloków lub elektrowni węglowych: 48-51 mld zł (te same pieniądze zainwestowane w efektywność energetyczną pozwoliłyby na poddanie termomodernizacji ponad 3 mln domów jednorodzinnych w Polsce, przy okazji przyczyniając się do utworzenia 250 tys. miejsc pracy do 2020 r.).
– Import węgla w 2011 r. wyniósł 15 mln ton i kosztował 6,55 mld zł. Wszystko wskazuje na to, że uzależnienie od importu węgla (głównie z Rosji) będzie w kolejnych latach rosło.
– Rosnące subsydia dla firm energetycznych w postaci zielonych certyfikatów za współspalanie biomasy z węglem. Za ten szkodliwy dla środowiska proceder Skarb Państwa zapłacił firmom energetycznym w latach 2006-2010 3,9 mld zł.

Dlaczego tak mało się o tym mówi? Inwestycje w energetykę węglową i górnictwo to pole działania największych krajowych i zagranicznych koncernów energetycznych i wydobywczych. Ich zyski idą w dziesiątki miliardów złotych rocznie. Stąd też i ich wpływ na decydentów krajowych i na media jest olbrzymi. Choć rządowi i korporacyjni eksperci wmawiają nam, że węgiel jest najtańszym z paliw, w sumie dość drogo nas on kosztuje. Lekko licząc 50 mld zł rocznie. Reforma emerytalna, która przykuła uwagę mediów, ma przynieść oszczędności rzędu 40 mld zł na rok. Jest więc o czym rozmawiać.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *