Zanim zginą biedrzeńce, wrzosówki i kąkole…

Marta Jermaczek-Sitak
3 października 2012

W 2001 r. na szczycie Unii Europejskiej w Gothenburgu podpisano dokument, w którym UE zobowiązała się do zatrzymania w ciągu 10 lat wymierania wszystkich gatunków na terenie wspólnoty. Dwa lata temu, gdy oczywiste było, że cel nie został zrealizowany nawet w niewielkim procencie, termin ten został przedłużony o kolejne 10 lat. Ochrona przyrody wydaje się ważnym aspektem wspólnej polityki UE przynajmniej na poziomie deklaracji. Istotną częścią różnorodności biologicznej kontynentu są ekosystemy i gatunki związane z tradycyjnym rolnictwem.

Aby zrozumieć powiązania rolnictwa z ochroną przyrody, konieczne jest prześledzenie ich od samego początku. Kilka tysięcy lat temu większość powierzchni Europy pokrywały lasy. Człowiek je karczował, zakładał pola uprawne, łąki i pastwiska. Wraz z rozwojem rolnictwa powierzchnia lasów, torfowisk i innych naturalnych ekosystemów zaczęła się gwałtownie kurczyć, wiele gatunków wyginęło lub znalazło się na skraju wyginięcia. Jednak nowy rodzaj presji – koszenie, wypas – doprowadził do powstania nowych typów ekosystemów, nowych kombinacji gatunków, które przybyły do użytkowanej przez człowieka przestrzeni z sąsiedztwa – ze skrajów lasów, świetlistych zarośli, torfowisk, osuwisk, namulisk czy brzegów rzek.

Bogate gatunkowo, barwne łąki, kwietne murawy ciepłolubne – to chyba najbardziej udany efekt długiego związku człowieka z przyrodą. Niektóre gatunki nie są co prawda składnikiem rodzimej flory, jednak tysiące lat temu przywędrowały wraz z pierwszymi osadnikami, w większości z cieplejszego południa. Obecnie trudno sobie wyobrazić krajobraz bez nich – to maki, chabry, kąkole i inne gatunki od wieków związane z krajobrazem pól uprawnych, zwane też niezbyt sympatycznie chwastami. Choć człowiek od wieków zagarniał coraz większe przestrzenie dla swoich potrzeb, można powiedzieć, że do czasów rewolucji przemysłowej w rolnictwie panowała pewnego rodzaju harmonia, wyznaczana przez niezmienny rytm zjawisk przyrodniczych i dopasowanych do niego działań człowieka. Zmieniło to wprowadzenie masowej, przemysłowej produkcji rolniczej, silnie zmechanizowanej i schemizowanej.

Główne zagrożenia dla ekosystemów związanych z rolnictwem wynikają obecnie z dwóch równoległych tendencji. Z jednej strony chodzi o intensyfikację rolnictwa, dążenie do jak największej wydajności produkcji roślinnej i zwierzęcej, jak największej obfitości plonów, zwykle zresztą kosztem ich jakości. Łąka koszona do tej pory raz lub dwa razy w roku jest więc intensywnie nawożona, polewana herbicydami i zasiewana najobficiej plonującymi, niekoniecznie rodzimymi gatunkami traw, a następnie koszona nawet pięć razy w roku. Oczywiście nie ma już wtedy nic wspólnego z bujną, kwietną, różnorodną gatunkowo łąką – jest tylko ubogą uprawą traw, z której jednak zebrać można kilka razy więcej siana. Z drugiej strony te miejsca, na których z jakiegoś powodu nie da się zintensyfikować produkcji, są porzucane i wyłączane z użytkowania. Z punktu widzenia ochrony przyrody może to być zjawisko pozytywne – porzucone łąki w dolinach rzecznych podlegają spontanicznej renaturyzacji, wyrasta na nich las, wracają do naturalnego stanu.

Nie zawsze jednak przestrzeń rolnicza jest „oddawana” z powrotem przyrodzie – często zajmowana jest przez budownictwo czy tereny przemysłowe. Poza tym wiele rzadkich gatunków i siedlisk związanych jest właśnie z terenami użytkowanymi przez człowieka, jednak stosunkowo niskoproduktywnymi, jak murawy napiaskowe, łąki zmiennowilgotne itp. Takie ekosystemy należą obecnie do najsilniej zagrożonych w przestrzeni rolniczej.

Zagrożenia związane z rolnictwem to również eutrofizacja i przesuszenie, dotykające zarówno ekosystemów naturalnych, jak i półnaturalnych. Inny przykład może dotyczyć hodowli zwierząt – krowy na kwietnym pastwisku czy kury grzebiące beztrosko na wiejskim podwórku zostały zastąpione przez nieludzkie, uprzemysłowione fermy, gdzie zwierzęta, zwykle z kilku starannie wyselekcjonowanych, wysokoproduktywnych ras cierpią i umierają w bezdusznych warunkach masowej produkcji. Jednocześnie na wsiach zamiera hodowla na niewielką skalę, przydomowe łąki czy pastwiska zarastają lub są zabudowywane, a lokalne, nie tak produktywne rasy stają się bardziej ciekawostką niż stałym elementem wiejskiego krajobrazu.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat doprowadziliśmy do tego, że na liście gatunków i ekosystemów ginących znalazły się nie tylko te naturalne, związane z pierwotnymi lasami, jeziorami, torfowiskami, ale również te, do których rozprzestrzenienia przyczynił się bezpośrednio człowiek przez umiarkowane, łagodne formy rolnictwa. Dziś odchodzą w zapomnienie, a wraz z nimi wiele gatunków roślin, owadów czy ptaków związanych z łąkami czy pastwiskami, a nawet niektóre chwasty polne. Na polskiej liście gatunków wymarłych są np. gatunki związane z uprawami lnu.

Wspólna Polityka Rolna Unii Europejskiej od dawna świadomie dąży do coraz większego „zazieleniania” wspólnotowego rolnictwa. Wynika to nie tylko z potrzeby ochrony bioróżnorodności, ale również z przekonania, że rolnictwo przyjazne przyrodzie daje plony lepszej jakości. Choć czasem wydaje się, że unijne rolnictwo, dużo bardziej uprzemysłowione i schemizowane niż rolnictwo polskie sprzed kilkunastu lat, nie ma z ochroną przyrody wiele wspólnego, wspólnotowe prawo daje obecnie wiele narzędzi do jej zachowania. Były one i nadal będą wdrażane również w Polsce.

Od 2004 r. działa u nas tzw. program rolnośrodowiskowy – system płatności dla rolników, w których mogą oni otrzymać dodatkowe korzyści, jeśli gospodarują na swojej ziemi w określony, mniej lub bardziej przyjazny przyrodzie sposób. Aktualnie przygotowywana jest nowa edycja programów, które wejdą w życie w r. 2014. Trzeba mieć nadzieję, że zostaną one poprawione i uzupełnione w stosunku do dotychczas obowiązujących – choć ogólnie ich wpływ na przyrodę terenów rolniczych musiał być korzystny, istniało w nich wiele luk, w których rolnik otrzymywał wysokie dopłaty za działania niekoniecznie prawidłowe z punktu widzenia ochrony przyrody (np. wczesne koszenie łąk na terenach lęgowych ptaków). W dotychczasowym programie brakowało np. pakietów dostosowanych do ochrony łąkowych motyli, a także bobra europejskiego – gatunku, który jest przyczyną coraz większej liczby konfliktów między ochroną przyrody a rolnictwem. Nowy program powinien być bardziej elastyczny, pozostawiający możliwość dostosowania wymogów i płatności do konkretnej sytuacji, a przede wszystkim powiązany ze skutecznym systemem kontroli. Program ma też być dostosowany do ogólnych założeń nowej WPR, która wprowadza np. obowiązek pozostawiania w każdym gospodarstwie określonego odsetka powierzchni wyłączonej z użytkowania – zarośli, zadrzewień, oczek wodnych.

Program rolnośrodowiskowy to tylko jedno z narzędzi, mniej lub bardziej skuteczne w różnych sytuacjach, jednak – po pierwsze – jest to wciąż system sztucznych subsydiów, nie gwarantujący w żaden sposób trwałości narzuconych trendów, po drugie – w stosunku do coraz większego uprzemysłowienia produkcji rolnej to kropla w morzu potrzeb. Jedyną skuteczną drogą wydaje się ogólna zmiana podejścia do tradycyjnego rolnictwa – zarówno w rachunku ekonomicznym, jak i w społecznej świadomości.

Tradycyjne rolnictwo, nieodłącznie związane z ochroną środowiska i przyrody, nie może być traktowane jak skansen czy nieopłacalne dziwactwo, ale jedyna szansa na powrót do produkcji nastawionej nie na ilość żywności (tej mamy w Europie pod dostatkiem), ale na jej jakość. Wydaje się, że ta zmiana powoli zachodzi. Choć polskie wsie coraz bardziej przypominają przedmieścia z równo wystrzyżonymi trawnikami i bez śladu choć jednej krowy, coraz więcej osób – niekiedy „nawróconych mieszczuchów” – wraca do uprawy roli czy hodowli zwierząt na własny użytek. Żywność ekologiczna, choć droższa, ma coraz więcej zwolenników, coraz więcej mówi się o negatywnych aspektach przemysłowego rolnictwa. Wszystko to nie pozostaje bez wpływu na stan przyrody w krajobrazie wiejskim. W ścisłym związku z ochroną przyrody, szczególnie ekosystemów podmokłych, pozostaje również ochrona klimatu. Znów przydaje się wiedza z ekologii – nauki o zależnościach i związkach. Czy będziemy umieli prawidłowo ją wykorzystać?

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *