ISSN 2657-9596
Fot. Pixabay

Z przyrodą, a nie przeciw niej. Rolnik Roku 2021

Halszka Gronek , Patryk Kokociński
04/05/2022

Podczas gali towarzyszącej Międzynarodowym Targom Potato Poland 2021 odbyło się uroczyste wręczenie nagród w krajowym etapie konkursu Rolnik Roku regionu Morza Bałtyckiego 2021. Zwycięzcą został Patryk Kokociński prowadzący gospodarstwo konwencjonalne w woj. wielkopolskim. Wprowadził szereg przyjaznych dla ekosystemu morskiego praktyk, co docenili m.in. eksperci WWF Polska zasiadający w kapitule konkursu. Z Patrykiem Kokocińskim rozmawiamy o jego wizji rolnictwa, innowacyjnych rozwiązaniach i niecodziennym spojrzeniu na przyrodę.

Halszka Gronek: Z wykształcenia jesteś biologiem, z pasji ornitologiem, a z zawodu – rolnikiem. Jak udaje Ci się prowadząc gospodarstwo łączyć tak różne światy?

Patryk Kokociński: To jest trochę tak, jakbym stał okrakiem między światem przyrody i światem rolnictwa. Ale to, czego nauczyły mnie studia i praca w gospodarstwie, to fakt, że nie warto z naturą walczyć. Lepiej nauczyć się z nią współdziałać.

HG: Czy w obecnych realiach i nastrojach panujących w rolnictwie nie jest to dość utopijna wizja?
Rolnik roku wwf,
Patryk Kokociński, Rolnik Roku 2021.

PK: Niestety wciąż pokutuje myślenie, że rolnictwo to czynienie sobie ziemi poddaną, a uprawa roli czy hodowla zwierząt musi się wiązać z konkurencją z przyrodą. Że jest albo przyroda, albo my – rolnicy. Tymczasem ja wierzę w to, że rozwój firmy nie musi opierać się na wydzieraniu czegoś przyrodzie i zdobywaniu kolejnych jej fragmentów. Myślę, że mamy dziś wszystkie narzędzia do tego, by prowadzić gospodarstwa lepiej.

HG: Lepiej z jednej strony dla rolników, a z drugiej – dla natury. Zmiana nastawienia, której jesteś jednym z piewców, sprawiła, że w twoje okolice, czyli do Wielkopolski, powróciły dawno niewidziane ptaki, a także tradycyjne w naszym krajobrazie wierzby głowiaste. I wróciła też woda.

PK: To najważniejsza kwestia. Bez wody nie ma rolnictwa i myślę, że jest to z jednej strony największy z uroków rolnictwa, ale z drugiej – także jego przekleństwo. Choćbyśmy my – rolnicy – nie wiem jak się starali, i jak duże pieniądze wkładali w nasze uprawy, to bez wody nie zrobimy absolutnie niczego. Nie będzie plonów, nie będzie paszy dla zwierząt. Nasze ręce będą związane.

HG: Dla twojego gospodarstwa taki scenariusz jest szczególnie niepokojący. Przypomnijmy, że leży ono w Wielkopolsce, czyli jednym z najbardziej dotkniętych deficytem wody regionów Polski.

PK: I niestety ten scenariusz zaczął się spełniać. W ostatnim czasie gołym okiem było widać, jak z roku na rok sytuacja się pogarszała. W rok 2018 nastała u nas – i chyba nie będzie to przesadą – najbardziej dotkliwa susza w całym XXI wieku. W całym roku spadło niespełna 380 litrów/m2 wody. Norma jest znacznie wyższa – oscyluje wokół poziomu 500 litrów/m2.

HG: Czym skutkowała taka susza?

PK: Dla nas sytuacja była dramatyczna. Razem z rodziną prowadzimy gospodarstwo w sposób konwencjonalny, działalność nastawiona jest na produkcję mleka. W systemie wolnostanowiskowym utrzymujemy 100 krów mlecznych rasy polskiej holsztyńsko-fryzyjskiej oraz 120 młodych zwierząt. Większość produkcji roślinnej nastawiona jest na zaspokojenie potrzeb stada. Bez wody stanęła niemal cała nasza działalność – nie tylko roślinna, lecz także ta skoncentrowana na hodowli zwierząt, dla których zaczęło brakować paszy. W niektórych plantacjach kukurydzy susza spowodowała straty rzędu 70%. W takiej sytuacji ciężko mówić o dobrej jakości paszy, a nawet o dostępności jakiekolwiek paszy.

HG: Ale nie zrezygnowałeś. Mimo przeciwności losu postanowiłeś wziąć sprawy w swoje ręce.

PK: Zdecydowaliśmy, by zamiast wykorzystywać wodę ze studni głębinowej, tak jak to robią niektórzy rolnicy, postawić między innymi na retencję korytową, czyli zastawki na istniejących już rowach melioracyjnych. Kiedyś, na terenie naszej miejscowości było kilkanaście różnego rodzaju dobrze działających zastawek. Niestety albo zostały zniszczone przez ciężki sprzęt, albo tak skorodowały, że nie dało się ich ruszyć. Stanęliśmy przed wyborem, czy wymienić je na nowe, czy może jednak zrobić coś swojego.

HG: I zrobiliście swoje.

PK: Tak, tego wymagała sytuacja. Podnieśliśmy poziom wody w rowach o kilkadziesiąt centymetrów, sprawiając tym samym, że stała się ona bardziej dostępna dla roślin uprawnych. Rozwiązanie okazało się skuteczne. Dość szybko, bo już w 2019 roku, przyroda poddała nas próbie. Nastała kolejna rekordowa susza – przez cały rok spadło około 400 litrów/m2 deszczu. Wtedy część działek była już objęta naszą retencją, a część jeszcze nie ze względu na czasochłonną budowę systemu. Odnotowaliśmy różnicę rzędu 2 ton w przypadku uprawy jęczmienia ozimego, oczywiście na korzyść działek objętych retencją. Wynik mówił sam za siebie – rozwiązania, jakie stworzyliśmy, były po prostu opłacalne.

HG: Zastawki na rowach melioracyjnych to tylko jeden ze sposobów zatrzymywania wody zastosowanych w waszym gospodarstwie. Opowiesz o innych?

PK: Zachowaliśmy oczka wodne, postanowiliśmy nie kosić poboczy i zdecydowaliśmy się na nasadzenia zadrzewień śródpolnych. Wierzby głowiaste wśród pól to coś, co się nam nieodzownie kojarzy z polskim krajobrazem, ale tak naprawdę te drzewa są dziś już jedynie reliktem czy wspomnieniem po dawnych czasach. My postanowiliśmy te nasadzenia odtworzyć opierając się na dostępnych publikacjach i badaniach jasno pokazujących, że obecność drzew w krajobrazie rolniczym wpływa pozytywnie na wydajność ziem. Drzewa wpływają na mikroklimat – sprawiają, że wilgotność powietrza w ich pobliżu jest wyższa, a do tego chronią uprawy przed erozją wietrzną, przez wielu rolników nazywaną ich zmorą. Rząd nasadzeń drzewnych wśród pól jest w stanie ocalić uprawy – chroni zwłaszcza górną i najżyźniejszą warstwę gleby, która w wypadku występowania silnych wiatrów jest po prostu wywiewana. Drzewa zmniejszają siłę podmuchu nawet w pasie kilkuset metrów – trzeba tylko je mądrze nasadzić.

HG: A jak w przypadku waszego gospodarstwa rozwiązujecie sprawę nawożenia?

PK: U nas dużym atutem jest dostępność nawozów naturalnych, czyli obornika i gnojowicy. Dzięki nim mogliśmy nawet o 70% zredukować zapotrzebowanie na nawozy mineralne. To jest nie tylko duża oszczędność czasu, ale też pieniędzy. Dzisiaj nawozy mineralne są coraz droższe i myślę, że już tańsze nie będą. Staramy się też odpowiednio dobierać dawkę nawozów względem rzeczywistego zapotrzebowania roślin i gleby. Nie chcemy jej przeżyźniać, bo nie jest to dobre ani dla uprawy, ani dla środowiska naturalnego, w tym wodnego. Dlatego używamy np. wozu asenizacyjnego, który z dużą precyzją dawkuje roślinom nawóz. Z kolei nawożenie poprzedzamy cyklicznym badaniem gleby pod kątem zawartości składników pokarmowych. Niestety dużym problemem we współczesnym rolnictwie jest działanie na ślepo. Dotyczy ono szeregu związków i substancji, które są wykorzystywane w rolnictwie. Zdarzają się sytuacje, w których rolnik w ogóle nie potrzebuje pola nawozić, bo warunki są optymalne do wzrostu roślin, a mimo to – nie mając wiedzy – aplikuje nawóz na ślepo. Nadmiar niemożliwy do wykorzystania przez rośliny trafia bezpośrednio do gleby i dalej systemem melioracji do zbiorników, cieków i naszego morza.

HG: Niestety wciąż zbyt mało znanym faktem jest to, że rolnictwo odpowiada za niemal połowę substancji biogennych dostarczanych rzekami do Bałtyku. W efekcie Bałtyk umiera. Nadmiar tych substancji prowadzi do eutrofizacji i powstawania stref beztlenowych. Martwe strefy stanowią już 18% dna morza.

PK: Ja jako biolog z wykształcenia jestem świadomy tego problemu. I bardzo, naprawdę bardzo chciałbym przyczynić się do zwiększenia świadomości wśród rolników. Zależy mi na tym, by przekonać ludzi – i myślę, że tym co robimy przekonujemy ich – że te nasze grunty, ta ziemia, którą uprawiamy, jest w 100% zależna od przyrody. Nie da się oddzielić świata rolników od świata przyrody i nie da się absolutnie funkcjonować w kontrze jednego do drugiego. Jedyne, co możemy zrobić z korzyścią dla obu stron, to po prostu mądrze użytkować przyrodę i ją wspierać. Zyskamy na tym wszyscy – i my, i środowisko.

ROLNIKU ROKU

Konkurs “Rolnik Roku regionu Morza Bałtyckiego” jest organizowany od 2009 roku. Jego celem jest wyróżnienie gospodarstw rolnych wspierających i propagujących zrównoważone rolnictwo. Nagrody przyznawane są za stosowanie praktyk przyjaznych środowisku morskiemu, a w szczególności praktyk ograniczających odpływ substancji biogennych do wód.

Plebiscyt ma dwa etapy: pierwszy krajowy i drugi przeznaczony dla zwycięzców z krajów leżących w zlewisku Morza Bałtyckiego.

W kapitule konkursu zasiadają eksperci z Fundacji WWF Polska, a także z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministerstwa Infrastruktury, Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Centrum Doradztwa Rolniczego w Radomiu oraz Polskiego Klubu Ekologicznego/Koalicji Żywa Ziemia.

Wszystkich zainteresowanych wzięciem udziału w konkursie zachęcamy do nadsyłania zgłoszeń do edycji 2022. Szczegóły wkrótce na stronie internetowej Fundacji WWF Polska.


 

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.