ISSN 2657-9596
Grafika: Marcel Elia/Pixabay

Houston, będziemy mieć problem

Monika Kostera , Adam Węgłowski
6 lutego 2024

Odcinek 5.

Poprzedni odcinek: Badanie w Watykanie

Dzięki tym wybitnym idiotom Smyszce i Żylikowi, którzy prawie spowodowali Zmianę Historii (aż musieli interweniować członkowie senatu), kursy z etyki z 60 godzin rozpanoszyły się do 360. Co więcej, doktoranci dostali absolutny szlaban na spotykanie się z jakimikolwiek kluczowymi postaciami historycznymi. Pech chciał, że mieliśmy już w kieszeni zgodę na badanie misji Apollo, lecz zgoda została cofnięta. Nawet nie pozwolono nam zbadać super sympatycznego Chrisa Hadfielda, kanadyjskiego astronauty i pisarza, który uczestniczył w kilku misjach i nagrał piosenkę Davida Bowie na pokładzie statku kosmicznego. Odkąd loty w kosmos są zabronione z powodów ekologicznych, mamy wyłącznie możliwość badania ich w przeszłości, więc naprawdę, szkoda. Dziękujemy Wam koleżanko i kolego! Dziękujemy bardzo, porra.

Musieliśmy stonować nasz opis badań i w końcu dostaliśmy zgodę – ufff – na zbadanie ośrodka obliczeniowego, który opracowywał oprogramowanie lotu dla misji Apollo 11. Dostaliśmy – my, czyli Czasław i Jagna – absolutny zakaz nawet patrzenia na przyszłych astronautów. Mieliśmy skoncentrować się na tym, jak przygotowywane było oprogramowanie, jak przebiegała współpraca tych prekursorów informatyki, jak pisano kod, jak zgłaszano innowacyjne wnioski. Wszystko niezwykle ciekawe i bardzo ważne: bez tego programu nie byłoby lotu na Księżyc ani słynnego spaceru Neila Armstronga po Srebrnym Globie.

W ogóle był to niesamowity czas. W Paryżu rewolucja 1968 roku, która promieniowała właściwie na cały świat, zaczęła się na uniwersytecie w Nanterre. Lada moment miał być koncert w Woodstock, który przedefiniował kulturę na długie lata, być może na zawsze. Zamordowano wielkiego świętego Kościoła Ekumenicznego, Martina Luthera Kinga i budzącego sympatię bojownika o pokój Roberta Kennedy’ego. Masakra ludności cywilnej w My Lai przez wojsko amerykańskie wywołała szok. W Brazylii pierwszy zryw rewolucyjny przeciwko dyktaturze – też zapoczątkowany przez studentów. Echa Praskiej Wiosny. Czkawka po marcowych migdałach w Polsce. Nie obawialiśmy się nudy.

Nie obyło się jednak bez utrudnień. Okazało się, że musieliśmy wcielić się w osoby sporo młodsze, bo nasi promotorzy stanowczo sprzeciwiali się angażowaniu nas w poważniejsze projekty z przeszłości, więc wchodził w grę tylko etat stażysty. W tamtych czasach doktorant raczej nie był stażystą w poważnych instytucjach naukowych, tylko etatowym pracownikiem, więc musieliśmy udawać studentów. Na szczęście wyglądamy młodo i pięknie, więc problem polegał tylko na odgrywaniu dużo mniej mądrych, niż naprawdę jesteśmy. Jagna zaopatrzyła się w jeansy, koraliki i bluzki z falbankami. Czasiek wskoczył w identyczne spodnie i koraliki, miał jedwabną bandankę i kolorowy T-shirt z dużym symbolem pokoju. Trochę się śmiał, że jest chodzącą reklamą Partii Pokoju, ale w sumie nie za bardzo mu to przeszkadzało. Oboje mieliśmy okrągłe kolorowe okulary, co bardzo nam było na rękę, bo w okularach można było zmieścić sporo współczesnej elektroniki, między innymi komunikatorki i energometry. Ze spadkiem energii zresztą nie mieliśmy żadnych problemów, w naszej badanej epoce aż dudniło od przeróżnych energii politycznych, społecznych i twórczych.

Czasiek natychmiast po przybyciu na miejsce i wmeldowaniu się do akademika kupił gitarę, którą pomalował w kwiatki, i zaczął pozować z nią na korytarzach, przyciągając spojrzenia równie jak on długowłosych dziewczyn. Przedstawiał się jako Jim, bezczelnie dodając samowolnie Morrison, mimo że zgodnie z wnioskiem miało się nazywać Johnson. Jagna za to przyjęła imię Grace Slick (choć miało być Jackson), bo i jej edukacja muzyczna nie poszła na marne. Zamieszkała w sąsiednim akademiku z trzema koleżankami w pokoju, co było bardzo cenne etnograficznie, bo od razu hurtem mieliśmy trzy wysoce zmotywowane do dzielenia się absolutnie wszystkim informantki. Niepotrzebny ten kurs o motywowaniu informantów (tu się zgadzamy w pełni z raportem Smyszki i Żelika). Jak ktoś nie umie motywować informantów, to niech nauczy się hodować różne miłe roślinki w doniczkach. Nasze oba akademiki były pełne miłej zieleni, jak prawdziwe szklarnie.

Czasami chodzimy na wykłady – studiujemy fizykę. Tu wszyscy są mega wyluzowani, nie ma ani jednego kursu z etyki, można nie przychodzić na zajęcia, bo nikt nie sprawdza listy, nawet analogowo. Wszyscy studenci cały czas rozmawiają o polityce i większość ma takie same poglądy, jak my. Więc jesteśmy popularni. W pozostałe dni pracujemy w laboratorium NASA i prowadzimy nasze właściwe badania.

Ej, a wiecie, że to całe planowane lądowanie na Księżycu to ściema? Nie będzie żadnego człowieka na Księżycu. To pic na wodę, fotomontaż, który filmuje Kubrick – usłyszeliśmy któregoś wieczora wśród ziołowych oparów od ziomka noszącego ksywę Jaszczur.

Że co? – zdziwiliśmy się.

No Kubrick. Stanley Kubrick. Ten od „Odysei kosmicznej”. Do kina nie chodzicie? – syknął Jaszczur.
Wzruszyliśmy ramionami. Oczywiście, że znaliśmy reżysera i jego dzieło z lekcji historii. I znaliśmy teorię spiskową dotycząca Apollo 11 i Księżyca. Sądziliśmy jednak, że powstała parę lat po lądowaniu, a nie przed!

To jedna wielka ściema. Zapamiętajcie moje słowa. Wiem, co mówię, bo moja dziewczyna Betty pracuje na tym planie filmowym – pytlował Jaszczur.

Serio?

Ba. Dla niepoznaki nazwali ten film „Samice z Księżyca atakują”.

Ej, przecież to brzmi jak nazwa filmu porno – Jim Czasiek aż zachłysnął się piwem.

A co, mieli go nazwać „Udawane lądowanie na Srebrnym Globie”? – obruszył się Jaszczur.

Trudno w to uwierzyć.

To wam udowodnię, zobaczycie! – wściekł się Jaszczur i bez słowa nas opuścił.

Dwa dni później wrócił stropiony. Betty wyznała mu, że naprawdę postanowiła zostać gwiazdą porno, ale wstydziła mu się powiedzieć. Dlatego wymyśliła historyjkę z lądowaniem na Księżycu.

Zawstydzonemu Jaszczurowi to wystarczyło. Tym razem to jednak my byliśmy niedowiarkami. Coś nam w tej historii nie pasowało. Dziewczyna z branży porno postanowiła zakamuflować przed chłopakiem podjętą ścieżkę kariery podpierając się teorią spiskową, której nie mogła znać, bo w 1968 roku jeszcze nie powstała?

To było tak dziwne, że porzuciliśmy dotychczasowe plany. Postanowiliśmy poznać Betty i samemu ocenić jej wiarygodność. Okazałą się sympatyczną, długowłosą pieguską w okularach, pozbawioną ekstrawagancji, wręcz skromną „dziewczyną z sąsiedztwa”, jak kiedyś mawiano. Podczas wieczorku zapoznawczego wypiliśmy kilka piw, powdychaliśmy trochę „wynalazków” Jaszczura, posłuchaliśmy psychodelicznej muzyki, ale przede wszystkim uważnie obserwowaliśmy. A przynajmniej tak nam się wydawało. Nic podejrzanego bowiem nie wypatrzyliśmy. Może dlatego, że przesadziliśmy z używkami? Dowodem była Jagna.

Co ty masz na sobie? – zaśmiał się Jim Czasiek rano, przy śniadaniu.

W sensie? – poprawiła okulary na nosie.

No właśnie. Właśnie tam. Co masz na nosie?

Okulary.

To są pingle Betty. Najarałaś się i przez pomyłkę… – Jim Czasiek nagle spoważniał – Zostawiłaś jej nasz sprzęt! Będzie chryja! O w mordę! Wyrzucą nas! Koniec! Koniec z karierą naukową, z doktoratem, żegnaj przyszły profesorze Czaśku, czeka cię co najwyżej kariera archeologa muzealnego trzeciej kategorii…

Przestań – przerwała mu Jagna poważnym tonem.

Jak mam przestać, jak przez ciebie cały naukowy projekt diabli wzięli! – panikował Czasiek, coraz żałośniej odróżniając się od Jima Morrisona.

Przestań! – krzyknęła Jagna. – Dasz mi w końcu coś powiedzieć?

A co to zmieni?

Tak, doszło do jakiejś głupiej pomyłki, podmianki. Mam na nosie okulary Betty – odparła Jagna. – Ale wszystko działa. W nich też jest energometr.

Że co?! – Czasiek aż podskoczył na kwiecistej sofie.

Betty najwyraźniej jest jedną z nas.

Czaśka-Jima zatkało, co było miłym widokiem. Trwaj chwilo, aż się chciało zakrzyknąć. Ale się tego nie zrobiło, ponieważ Czasiek wykonał skok jak jego pseudo-imiennik na scenie w Kopenhadze, prawie zawisając w powietrzu. Nie wydał jednak z siebie żadnego poetyckiego okrzyku, tylko zerwał Jagnie z głowy okulary niczym rasowy chuligan.

Nie przyjechaliśmy tu po to, żeby zostać zadymiarzami – wyjaśniła Jagna, a jej mina sprawiła wrażenie (wyłącznie na Czaśku, co należy zaznaczyć), jakby wykładała etykę badawczą.

Potem zajęli się porównywaniem okularów, sprawdzaniem opcji i wersji oprogramowania. Zdecydowanie, znajome urządzenia. Wszystko się zgadza. A jednak wersje jakieś inne. Może beta. A może?… Ta ostatnia myśl odrobinkę ich zmroziła. Jak mawiał Jaszczur: jeśli nie wiesz co robić, zapal skręta. Zapalili. A potem wpadli znajomi i wyciągnęli ich na koncert poezji śpiewanej, który, jak się później okazało, nie do końca legalnie zorganizowano w kantynie uniwersyteckiej. Były z tego jakieś kłopoty, ale niewielkie. Przecież wszyscy na uniwerku super wyluzowani.

Graliśmy na gitarach, tańczyliśmy, śpiewaliśmy poezję. Nagle wstała Betty, która wyglądała dość zajebiście w Jagnowych okularach i zaczęła deklamować.

O merda, co ona tam opowiada? – zaniepokoił się dyskretnie Czasiek.

Ano merda. Ona recytuje moje notatki – wyjaśniła spokojnie Jagna. A następnie wybuchła niepowstrzymanym śmiechem i nie dało się z nią dogadać aż do następnego dnia. Wtedy to obudziła waleniem w drzwi nie tylko Czaśka, ale cały jego pokój (a niebiosa wiedzą, że nie było to łatwym zadaniem) i w ogóle połowę męskiego akademika.

Popatrz, co przyszło! – machała papierem, na którym widać było jakieś bardzo analogowe wydruki, co z trudem wnikało w utrudzony poetycko mózg Czaśka. – Wyjebali nas. Eles nos expulsaram do trabalho.

Trabalho? Eee, to nic takiego. Staż jak staż. My już nie badamy tych informatyków i tak, nie wiem czy zauważyłaś – ziewnął Czasiek.

Nie zauważyłam, bo nie zadałeś sobie trudu, mamucie, żeby ze mną porozmawiać! – piekliła się Jagna. – Co jest z twoją głową? Cofasz się w rozwoju? Zachowujesz się jak jaskiniowiec!

Wyluzuj – wtrącił łagodnie rozkudłany Czaśkowy współlokator.

Wyluzuj – dodała Betty, która jakimś cudem też tutaj się znalazła. Nawet bardzo tutaj, bo właśnie wynurzyła się spod Czaśkowej kołdry.

Wyluzuj – uśmiechnął się spontanicznie Czasiek.

Trzy pierwsze odcinki cyklu można przeczytać w Nowym Obywatelu.


 

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.