ISSN 2657-9596
Fot. Nik Shuliahin/Unsplash

Miliardy dofinansowania na karmienie energetycznego Zombie

8 stycznia 2020
ClientEarth Prawnicy dla Ziemi i WiseEuropa wzięły pod lupę publiczne subsydia, z jakich korzysta polska energetyka.

Okazało się, że pochłaniają one ponad 7 mld zł rocznie z budżetu państwa i kieszeni odbiorców energii. Korzystają z nich głównie elektrownie węglowe. W 2019 r. Elektrownia Bełchatów dostała aż pół miliarda zł dopłat, co odpowiada około 10 proc. jej całkowitych przychodów.

„W latach 2013-2018 budżet i konsumenci dopłacili do energetyki węglowej prawie 30 mld zł. Dla porównania, za równowartość tych pieniędzy można byłoby postawić w Polsce elektrownię jądrową, uważaną przecież za ekstremalnie drogą, lub dwie duże farmy wiatrowe na Bałtyku” – mówi Wojciech Kukuła z ClientEarth, współautor raportu.

Dopłacamy do energetyki 7 mld złotych rocznie. Aż dwie trzecie wsparcia trafia do energetyki konwencjonalnej

ClientEarth Prawnicy dla Ziemi i WiseEuropa wzięły pod lupę wszystkie formy publicznych subsydiów, z jakich korzysta polska energetyka. Łącznie kilkanaście mechanizmów pochłania ponad 7 mld złotych rocznie z budżetu państwa i kieszeni odbiorców energii. Korzystają z nich głównie elektrownie węglowe.

Opublikowany dziś raport pt. „Subsydia: motor czy hamulec polskiej transformacji energetycznej?” to kompendium przedstawiające wszystkie formy pomocy publicznej, które trafiają do sektora energetycznego od wejścia Polski do Unii Europejskiej, z perspektywą do 2023 r. Raport ocenia te mechanizmy pod kątem ich legalności, kosztów, efektów środowiskowych oraz wpływu na transformację energetyczną.

„Okazuje się, że pomimo szumnych zapowiedzi polityków o zwiększaniu wsparcia dla zielonych technologii, strumień publicznych pieniędzy nie płynie w kierunku OZE. Wciąż około dwóch trzecich środków zasila energetykę konwencjonalną, głównie węglową” – mówi Wojciech Kukuła z ClientEarth, współautor raportu.

Węgiel dotacjami stoi

Tylko w latach 2013-2018 z budżetu państwa i rachunków za energię dopłaciliśmy do energetyki około 45 mld złotych. Aż 30 mld trafiło do energetyki konwencjonalnej.

„Dla porównania, za pieniądze, które trafiły do elektrowni węglowych można byłoby postawić w Polsce elektrownię jądrową, uważaną przecież za ekstremalnie drogą, lub dwie duże farmy wiatrowe na Bałtyku” – dodaje Kukuła.

Najwięcej, bo około 8 mld zł, trafiło do energetyki konwencjonalnej z bezpłatnych uprawnień do emisji gazów cieplarnianych przyznanych w ramach EU ETS i z rekompensat za rozwiązanie kontraktów długoterminowych (tzw. KDT), które tylko w tym okresie kosztowały odbiorców energii 7 mld zł. Korzystała ona także ze wsparcia w ramach operacyjnej rezerwy mocy i interwencyjnej rezerwy zimnej, kolorowych certyfikatów dla współspalania biomasy z węglem i kogeneracji, czy ustawy o cenach energii.

Koncerny energetyczne korzystają również z finansowania z Polskiego Funduszu Rozwoju oraz Banku Gospodarstwa Krajowego. Dzięki nim udało się m.in. domknąć budowę nowego bloku na węgiel kamienny w Jaworznie. W celu uzyskania pewności prawnej, tego typu wsparcie powinno być zgłaszane Komisji Europejskiej.

Państwo hojnie dofinansowuje też Elektrownię Bełchatów – największą instalację energetyczną w Polsce, szczycącą się niskimi kosztami wytwarzanej energii. Tymczasem tylko w 2019 r. elektrownia dostała aż pół miliarda złotych dopłat, co odpowiada około 10 proc. jej całkowitych przychodów. Łącznie w latach 2013-2019 otrzymała ona ponad 2,5 mld złotych w formie bezpłatnych uprawnień do emisji CO2. Ponieważ elektrownia współspalała biomasę z węglem, korzystała też ze środków przeznaczonych na wsparcie zielonej energetyki. Między 2010 i 2013 rokiem przychody z zielonych certyfikatów zasiliły jej budżet o prawie ćwierć miliarda złotych. Elektrownia mogła też liczyć na preferencyjne kredyty i fundusze europejskie.

Po 2020 r. wartość dotacji dla Elektrowni Bełchatów jeszcze wzrośnie. W ramach rynku mocy będzie ona dostawać nawet 800 mln złotych rocznie.

Zielona energia się opłaca

Na znacznie skromniejsze wsparcie może liczyć energetyka odnawialna. W latach 2013-2018 systemy wsparcia OZE kosztowały Polaków niecałe 15 mld złotych, czyli raptem jedną trzecią łącznej wartości subsydiów, które w tym czasie otrzymała krajowa elektroenergetyka. W perspektywie kolejnej dekady nie należy jednak spodziewać się zmian. W latach 2021-2023 koszt netto rynku mocy wyniesie około 11 mld zł, podczas gdy koszt netto aukcyjnego systemu wsparcia OZE – zaledwie 0,3 mld zł. Obydwa systemy są finansowane z rachunków odbiorców energii.

W przeciwieństwie do rynku mocy, aukcje OZE są optymalnym systemem wsparcia, zarówno pod względem korzyści dla konsumentów, jak i efektów ekologicznych. Potwierdzają to wyniki ostatnich przetargów. Ceny uzyskane na rozstrzygniętej w czwartek aukcji dla nowych elektrowni wiatrowych i słonecznych, średnio niecałe 210 zł/MWh, po raz kolejny okazały się niższe od rynkowych. Natomiast grudniowa aukcja rynku mocy zamknęła się rekordowo wysoką ceną, niemal 260 zł/kW/rok.

„Aukcje OZE przestają funkcjonować jak subsydia. Mechanizm będzie niebawem przynosić oszczędności konsumentom energii. Rząd powinien więc postarać się o wydłużenie jego obowiązywania, tak aby aukcje mogły być organizowane także po 2021 roku” – ocenia Kukuła.

Inni wydają mądrzej

Raport wskazuje, że Polska – w odniesieniu do wielkości PKB – przeznacza na wsparcie sektora energetycznego podobne sumy, co Niemcy i Wielka Brytania, ale z gorszymi efektami ekologicznymi. W latach 2012-2016 Wielka Brytania zredukowała emisyjność swojej energetyki o połowę, a Polska tylko o około 10 proc.

„Dotychczasowe mechanizmy wsparcia w polskim sektorze energetycznym dążyły głównie do utrzymania status quo w branży. Pomimo wielomiliardowego wsparcia, nie udało się zbudować trwałej konkurencyjności spółek energetycznych opartych na tradycyjnych technologiach węglowych” – mówi Aleksander Śniegocki z WiseEuropa, współautor raportu.

„Bez modernizacji technologii i modeli biznesowych, branżę będzie czekać stagnacja: energetyka konwencjonalna będzie się stopniowo kurczyła, generując wysokie koszty dla konsumentów, a w jej miejsce nie zdążą wejść nowe, zeroemisyjne źródła energii” – podsumowuje Śniegocki.

Raport dostępny jest do bezpłatnego pobrania w bibliotece Fundacji.

Źródło: Informacja prasowa ClienEarth – Prawnicy dla Ziemi


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.