ISSN 2657-9596

Dwa mury

Juliusz Adel
13 października 2021

Historia Berlina ma wiele obliczy. Najbardziej znanym jest dzielący miasto mur. 13 sierpnia minęło 60 lat od rozpoczęcia jego budowy. W listopadzie mur ma dwie rocznice: 9 listopada 1989 roku mur przestał dzielić, a dokładnie 30 lat temu, czyli w listopadzie 1991 mur przestał istnieć – zostały tylko fragmenty, które opowiadają turystom swoją historię.

Ale zacznę od początku. Po przegranej II wojnie Niemcy zostały podzielone na cztery strefy okupacyjne (amerykańską, francuską, angielską i radziecką), podobnie wyglądał podział stolicy państwa. W latach 1948-49 Berlin Zachodni jest całkowicie odcięty od prądu, dostaw. Z pomocą przychodzą alianci tworząc “most powietrzny” i zapewniając podstawowe produkty. W kwietniu 1949 roku powstaje RFN, zaś w październiku NRD – dwa państwa niemieckie o dwóch różnych ustrojach, oraz najbardziej na wschód wysunięty przyczółek świata zachodu – Berlin Zachodni. Ponieważ nie każdemu mieszkańcowi NRD odpowiadał system wschodni, dość licznie przedostawali się oni do RFN. To z kolei nie odpowiadało ówczesnym władzom wschodnim i najpierw postawiono zasieki z drutu kolczastego, a następnie w 1961 roku rozpoczęto budowę liczącego 156 km muru berlińskiego.

Miał on skutecznie zatrzymać ludzi w NRD. Warto wspomnieć, że każda z uciekających osób po przekroczeniu granicy i znalezieniu się w Berlinie Zachodnim mogła poczuć uścisk pomocnej dłoni. Najważniejsze dla uciekinierów z NRD było to, aby mieć mur za plecami, stojąc twarzą do muru można było zginąć.

Szacunki są różne, bo podaje się od 78 do 250 ofiar śmiertelnych podzielenia miasta. Różnice wynikają z przyczyn śmierci. Ludzie ginęli, ponieważ mieli wypadki podczas przekraczania granicy, po nieudanej próbie ucieczki popełniali samobójstwa, zostali zastrzeleni podczas próby pokonania muru… Ginęli również strażnicy pilnujący muru. Jako ostateczną liczbę ofiar muru podaje się 136 osób. Po zjednoczeniu Niemiec odbyły się liczne procesy, w których oskarżono władze NRD oraz pełniących na granicy strażników. 35 strażników uniewinniono, ale 44 zostało skazanych na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Kawałki muru istnieją do dzisiaj, a w miejscach gdzie ginęli ludzie próbujący przekroczyć mur stoją charakterystyczne pomniki w kształcie czworokątnego słupa informujące o ofiarach, które poniosły śmierć podczas próby przekroczenia granicy w danym miejscu.

Na granicy białorusko-polskiej zaczyna się dziać niemal analogiczna sytuacja. Na razie powstają zasieki z drutu żyletkowego. Z jedną małą różnicą. W podzielonym Berlinie nie można było wyjść poza mur i przywitać się z osobą czekającą z wyciągniętą dłonią. Trzeba było pokonać mur, mieć go za plecami. Na tej granicy, białorusko-polskiej, po polskiej stronie nikt nie czeka z wyciągniętą dłonią, a ci, którzy chcieliby tę dłoń wyciągnąć, skutecznie są od granicy odsuwani, zaś zasieki z drutu kolczastego rozciągane są między uchodźcami a strażnikami wpatrzonymi w koczujących ludzi. Ci strażnicy nie strzelają, ale biernie patrzą na szukających pomocy, głodnych i wyziębionych ludzi. Wprowadzenie stanu wyjątkowego w obszarze przygranicznym miało na celu odcięcie ludzi od informacji, ale już wiadomo, że na granicy, na oczach strażników zaczynają umierać ludzie.

Ciekawi mnie, jak strażnicy wpatrzeni przez zwoje drutu kolczastego w koczujących na granicy uchodźców zachowają się w dniu wigilii Bożego Narodzenia. Raczej na pewno tradycja nakaże im, rozstawiając talerze na kolację wigilijną, postawić dodatkowe nakrycie dla „zbłąkanego wędrowca”.

Co dalej? Czy powstanie 418-kilometrowy mur na granicy?

Kiedy i jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte wobec tych strażników? Warto w tym momencie przytoczyć art. 162 § 1 k.k., który mówi, że „kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3″.

I na koniec jeszcze jedno pytanie: czy my także za kilka lat na granicy polsko-białoruskiej postawimy upamiętniające monumenty, aby nauczyć następne pokolenia, że oba te mury, ten berliński i ten polski, to tylko granice człowieczeństwa?


 

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dwa mury

Juliusz Adel

Historia Berlina ma wiele obliczy. Najbardziej znanym jest dzielący miasto mur. 13 sierpnia minęło 60 lat od rozpoczęcia jego budowy. W listopadzie mur ma dwie rocznice: 9 listopada 1989 roku mur przestał dzielić, a dokładnie 30 lat temu, czyli w listopadzie 1991 mur przestał istnieć – zostały tylko fragmenty, które opowiadają turystom swoją historię.

Ale zacznę od początku. Po przegranej II wojnie Niemcy zostały podzielone na cztery strefy okupacyjne (amerykańską, francuską, angielską i radziecką), podobnie wyglądał podział stolicy państwa. W latach 1948-49 Berlin Zachodni jest całkowicie odcięty od prądu, dostaw. Z pomocą przychodzą alianci tworząc “most powietrzny” i zapewniając podstawowe produkty. W kwietniu 1949 roku powstaje RFN, zaś w październiku NRD – dwa państwa niemieckie o dwóch różnych ustrojach, oraz najbardziej na wschód wysunięty przyczółek świata zachodu – Berlin Zachodni. Ponieważ nie każdemu mieszkańcowi NRD odpowiadał system wschodni, dość licznie przedostawali się oni do RFN. To z kolei nie odpowiadało ówczesnym władzom wschodnim i najpierw postawiono zasieki z drutu kolczastego, a następnie w 1961 roku rozpoczęto budowę liczącego 156 km muru berlińskiego.

Miał on skutecznie zatrzymać ludzi w NRD. Warto wspomnieć, że każda z uciekających osób po przekroczeniu granicy i znalezieniu się w Berlinie Zachodnim mogła poczuć uścisk pomocnej dłoni. Najważniejsze dla uciekinierów z NRD było to, aby mieć mur za plecami, stojąc twarzą do muru można było zginąć.

Szacunki są różne, bo podaje się od 78 do 250 ofiar śmiertelnych podzielenia miasta. Różnice wynikają z przyczyn śmierci. Ludzie ginęli, ponieważ mieli wypadki podczas przekraczania granicy, po nieudanej próbie ucieczki popełniali samobójstwa, zostali zastrzeleni podczas próby pokonania muru… Ginęli również strażnicy pilnujący muru. Jako ostateczną liczbę ofiar muru podaje się 136 osób. Po zjednoczeniu Niemiec odbyły się liczne procesy, w których oskarżono władze NRD oraz pełniących na granicy strażników. 35 strażników uniewinniono, ale 44 zostało skazanych na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Kawałki muru istnieją do dzisiaj, a w miejscach gdzie ginęli ludzie próbujący przekroczyć mur stoją charakterystyczne pomniki w kształcie czworokątnego słupa informujące o ofiarach, które poniosły śmierć podczas próby przekroczenia granicy w danym miejscu.

Na granicy białorusko-polskiej zaczyna się dziać niemal analogiczna sytuacja. Na razie powstają zasieki z drutu żyletkowego. Z jedną małą różnicą. W podzielonym Berlinie nie można było wyjść poza mur i przywitać się z osobą czekającą z wyciągniętą dłonią. Trzeba było pokonać mur, mieć go za plecami. Na tej granicy, białorusko-polskiej, po polskiej stronie nikt nie czeka z wyciągniętą dłonią, a ci, którzy chcieliby tę dłoń wyciągnąć, skutecznie są od granicy odsuwani, zaś zasieki z drutu kolczastego rozciągane są między uchodźcami a strażnikami wpatrzonymi w koczujących ludzi. Ci strażnicy nie strzelają, ale biernie patrzą na szukających pomocy, głodnych i wyziębionych ludzi. Wprowadzenie stanu wyjątkowego w obszarze przygranicznym miało na celu odcięcie ludzi od informacji, ale już wiadomo, że na granicy, na oczach strażników zaczynają umierać ludzie.

Ciekawi mnie, jak strażnicy wpatrzeni przez zwoje drutu kolczastego w koczujących na granicy uchodźców zachowają się w dniu wigilii Bożego Narodzenia. Raczej na pewno tradycja nakaże im, rozstawiając talerze na kolację wigilijną, postawić dodatkowe nakrycie dla „zbłąkanego wędrowca”.

Co dalej? Czy powstanie 418-kilometrowy mur na granicy?

Kiedy i jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte wobec tych strażników? Warto w tym momencie przytoczyć art. 162 § 1 k.k., który mówi, że „kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3″.

I na koniec jeszcze jedno pytanie: czy my także za kilka lat na granicy polsko-białoruskiej postawimy upamiętniające monumenty, aby nauczyć następne pokolenia, że oba te mury, ten berliński i ten polski, to tylko granice człowieczeństwa?


 

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.