Burmistrz gminy i miasta Ćmielów (świętokrzyskie), Joanna Suska, ogłosiła w lokalnych mediach, że zarządzanej przez nią gminie grozi likwidacja. Według pani burmistrz powodem likwidacji gminy ma być istnienie Rudzkiego Parku Kulturowego, który powołała Rada Gminy Ćmielów w czasie, gdy burmistrzem była ta sama Joanna Suska. Rudzki Park Kulturowy (RPK) został powołany jako skutek zobowiązania się państwa do należytej ochrony obiektu światowego dziedzictwa UNESCO – Krzemionkowskiego Regionu Pradziejowego Górnictwa Krzemienia Pasiastego.

W tle tej historii są inwestorzy i pomysł na uprzemysłowienie gminy poprzez realizację przedsięwzięć mogących doprowadzić do utraty statusu UNESCO przez wspomniany region. Światowy Komitet UNESCO stale monitoruje proces wprowadzenia właściwych form ochrony w otoczeniu dobra, w tym powołania i utrzymania parku kulturowego.

Kontekst prawny

Krzemionki uzyskały status dobra UNESCO w 2019 roku. Są jedynym polskim obiektem tej rangi, chroniącym unikalne na skalę światową wartości archeologiczne. To najlepiej zachowany i największy zespół pradziejowych kopalni krzemienia pasiastego na świecie. Status obiektu UNESCO nie daje jednak żadnej ochrony w polskim systemie prawnym.

Krzemionki, będące największym komponentem zespołu, to także w części rezerwat przyrody „Krzemionki Opatowskie”, obszar Natura 2000 Krzemionki, zabytek archeologiczny i Pomnik Historii ustanowiony przez Prezydenta RP. Cały region krzemionkowski składa się z czterech komponentów oddalonych od siebie o kilka–kilkanaście kilometrów (Krzemionki, Korycizna, Borownia, Gawroniec). Zawiera on pola górnicze, ośrodki przetwórstwa krzemienia pasiastego i osadę neolityczną, stanowiąc tym samym jedyny taki zespół na świecie.

Region krzemionkowski jako całość to obiekt tej rangi co piramidy egipskie lub Stonehenge. Poszczególne komponenty UNESCO oddzielone są od siebie obszarami wiejskimi i rolniczymi oraz drogami. Zachowały się tutaj zabytkowe układy urbanistyczne i ruralistyczne oraz liczne obiekty historyczne, archeologiczne i architektoniczne, tworzące ciekawy i warty ochrony krajobraz kulturowy.

Krajobraz rolniczy Rudzkiego Parku Kulturowego fot. Łukasz Misiuna

Krajobraz rolniczy Rudzkiego Parku Kulturowego fot. Łukasz Misiuna

Elementem krajobrazu przyrodniczego, który oddziela od siebie komponenty UNESCO, jest rzeka Kamienna ze swoją doliną, objęta ochroną jako obszar Natura 2000 Dolina Kamiennej. W okolicy znajdują się inne rezerwaty przyrody. Cały ten system przyrodniczo–kulturowych powiązań i zależności jest jedną z dwóch największych wartości województwa świętokrzyskiego (obok Świętokrzyskiego Parku Narodowego) i jednym z najważniejszych oraz najcenniejszych w Polsce, ale też w Europie.

Aby zapewnić – przynajmniej po części – ochronę otoczenia dwóch komponentów: Krzemionek i Borowni, wywiązując się tym samym (również częściowo) z deklaracji złożonej Światowemu Komitetowi UNESCO, powstał Rudzki Park Kulturowy. Park kulturowy jest ustawową formą ochrony zabytków. RPK został powołany uchwałą Rady Gminy Ćmielów w 2023 roku.

Zgodnie z tą uchwałą, RPK powołuje się dla ochrony dziedzictwa kulturowego, historycznego oraz walorów przyrodniczo–krajobrazowych doliny rzeki Kamiennej. W jego granicach wprowadzono zakazy między innymi tworzenia kopalń, wielkoobszarowych farm fotowoltaicznych i składowisk odpadów.

Pierwotnie w proces powołania parku kulturowego były zaangażowane władze gmin Bodzechów, Ćmielów i Ożarów. Podpisały one list intencyjny w tej sprawie, który Komitet Światowy uznał za deklarację wystarczającą dla podniesienia regionu krzemionkowskiego do rangi dobra UNESCO. Gminy Bodzechów i Ożarów nie podjęły działań celem powołania parków na swoich terenach, zatem RPK stanowi jedyną z wprowadzonych zgodnie z deklaracjami formę ochrony, będąc przy tym tylko częścią pierwotnie postulowanego obszaru chronionego.

Uchwałą Rady Gminy Ćmielów RPK został zniesiony w marcu 2025 roku. Uchwałę znoszącą RPK uchylił wojewoda świętokrzyski jako pozbawioną podstaw prawnych. Jego stanowisko podtrzymał Wojewódzki Sąd Administracyjny. Ćmielowska rada złożyła skargę kasacyjną od wyroku WSA do NSA. Jest jednak prawdopodobne, że rada ta wraz z panią burmistrz podejmą kolejną próbę likwidacji RPK.

Apetyt na biznes kosztem UNESCO

Przynajmniej od 2019 roku trwają spory administracyjne: z jednej strony pomiędzy inwestorami i gminą, z drugiej – pomiędzy społecznością lokalną, organizacjami pozarządowymi i Muzeum Historyczno–Archeologicznym w Ostrowcu Świętokrzyskim (opiekującym się bezpośrednio obiektem UNESCO).

Do tej pory w bezpośrednim sąsiedztwie UNESCO i rezerwatu planowano utworzenie kopalni wapienia o powierzchni ponad 100 ha (pisałem o tym tu: https://dzikiezycie.pl/archiwum/2020/listopad-2020/swiatowy-obiekt-unesco-krzemionki-zagrozony-planami-budowy-kopalni-wapienia i tu: https://nowyobywatel.pl/2020/10/25/swiatowy-obiekt-unesco-zagrozony-budowa-kopalni/) oraz wielkoobszarowych farm fotowoltaicznych z magazynami energii.

Rudzki Park Kulturowy w lokalnym systemie ochrony przyrody. UNESCO

Rudzki Park Kulturowy w lokalnym systemie ochrony przyrody.

W sprawie inwazyjnych inwestycji procedowano łącznie kilkanaście wniosków. Jak dotąd wszystkie te inwestycje nie doszły do skutku dzięki współpracy Muzeum, społeczności lokalnej, organizacji pozarządowych i niektórych samorządowców oraz posłów. Ważną rolę odegrał tu Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Kielcach, który nie uzgadniał możliwości realizacji tak opresyjnych inwestycji wobec zabytków kultury i wartości przyrodniczych.

Presja inwestycyjna ciągle trwa i składane są kolejne wnioski. Inwestorzy są nieustępliwi, mimo kolejnych porażek. Skąd ich determinacja?

Są dwa powody.

Po pierwsze, Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) dla tego terenu został uchwalony 13.03.2003 r. Nie wniesiono do niego istotnych zmian dotyczących powołania obiektu UNESCO, planów utworzenia parku kulturowego, ani zmian ustawowych dotyczących ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym czy uchwalenia ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami z dnia 23.07.2003 r. Zatem plan ten jest anachroniczny i wymaga pilnej aktualizacji.

Co więcej, jest niezgodny z obowiązującym obecnie prawem i stanem wiedzy naukowej. Niestety dopuszcza eksploatację złoża wapieni, jednakże nie obliguje do tego. Rada Gminy Ćmielów nie zajęła się uchwaleniem nowego lub modyfikacją istniejącego MPZP. Obecny ma już 22 lata. Rzeczywistość wokół zmieniła się radykalnie, również ta prawna.

Rada Miejska w Ćmielowie 6 marca 2024 roku podjęła uchwałę wskazującą, że plan ten jest nieaktualny. Obecnie Urząd Miasta i Gminy w Ćmielowie twierdzi, że MPZP jest aktualny. Burmistrz Suska uznała też, że uchwała Rady Miejskiej ma jedynie charakter „opiniodawczy”, a nie wiążący.

Jednak zgodnie z art. 32 ustawy z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1130, 1907, 1940, z 2025 r. poz. 527, 680) pani burmistrz musi między innymi dokonać analizy zmian w zagospodarowaniu przestrzennym gminy oraz uwzględnić wnioski o zmiany zapisów w MPZP. Następnie obowiązkiem pani burmistrz jest przekazanie wniosków i analiz dotyczących potrzeby zmian planistycznych Radzie Gminy – po uzyskaniu opinii komisji urbanistyczno–architektonicznej. Przynajmniej raz w czasie trwania jej kadencji.

Na tej podstawie Rada Gminy podejmuje uchwałę w sprawie aktualności MPZP. W przypadku uznania MPZP za nieaktualny w całości lub części, Rada Gminy i burmistrz muszą zgodnie z ustawą podjąć działania mające na celu albo opracowanie nowego MPZP, albo jego aktualizację. Tryb prac w obu przypadkach jest identyczny – przebiega jak przy opracowaniu i przyjęciu nowego MPZP.

Co ważne, Rada Miejska poprzedniej kadencji podjęła uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia planów miejscowych dla terenów północnych gminy Ćmielów. Dałoby to możliwość aktualizacji MPZP, o którym tu mowa. Jednak pani burmistrz Joanna Suska jako organ wykonawczy nie podjęła działań mających na celu realizację przyjętych uchwał. Twierdziła, że gminy nie stać na takie opracowania.

Rodzi się pytanie o to, jak zarządzana jest gmina Ćmielów, skoro nie stać jej na wywiązanie się z ustawowych obowiązków. Z tego udawanego impasu pani burmistrz mogła wyjść w prosty sposób. Zgłosili się bowiem do niej mieszkańcy z propozycją darowizny, dzięki której dałoby się opracować nowy MPZP. Pani burmistrz odpowiedziała na tę propozycję, przekazując informację, że gmina może tę darowiznę wykorzystać w dowolny sposób, niekoniecznie na sfinansowanie MPZP. Do niczego więc nie doszło.

Po drugie, wspomniane wyżej plany inwestycyjne. Póki co inicjatywy te udało się powstrzymać. Wykazano, że stanowią one, szczególnie plany związane z kopalnią wapienia, bezpośrednie zagrożenie dla neolitycznych kopalń oraz świata przyrody ożywionej. Wykazano też liczne uchybienia formalne w raporcie oddziaływania inwestycji na środowisko.

Poważnym zagrożeniem są też plany budowy kilku wielkoobszarowych farm fotowoltaicznych z magazynami energii w przybliżonej lokalizacji. Farmy te miałyby zająć setki hektarów. I tu Muzeum Historyczno–Archeologiczne w Ostrowcu Świętokrzyskim, we współpracy ze stowarzyszeniami „Krzemienna Dolina”, „Korycizna” i Stowarzyszeniem Społeczno–Przyrodniczym M.O.S.T., powstrzymało destrukcyjną presję inwestycyjną.

Powołanie RPK miało służyć ochronie UNESCO przed tego rodzaju inwestycjami dewastującymi krajobraz, środowisko i życie społeczności lokalnej.

Niedawno gminę obiegła wiadomość, że inwestor domaga się na drodze formalnej odszkodowania za to, że nie wydano mu administracyjnej zgody na eksploatację złóż.

Faktycznie nie istnieje obecnie droga prawna do domagania się odszkodowania i to, że inwestor na nią wstąpił, jest nadużyciem. To, że gmina Ćmielów i pani burmistrz używa w swoich publicznych wypowiedziach jako „straszaka” argumentu związanego z groźbą wypłaty odszkodowania, można rozumieć różnie – być może jako manipulację, być może jako wyraz niekompetencji.

Można też odnieść wrażenie, że pani burmistrz stawia się publicznie w roli ofiary, która ma wielki problem, bo na administrowanym przez nią terenie znajduje się światowy obiekt dziedzictwa UNESCO i park kulturowy. W przekazie medialnym gminy i jej burmistrza słychać skargę i bezsilność wobec sprzeciwu Muzeum, ministerstw, RDOŚ, polityków, samorządowców, organizacji pozarządowych i społeczności lokalnej wobec inwestycji dewastujących lokalny system prawny.

Burmistrz Suska prezentuje się jako ofiara systemu… prawnego, polskiego i międzynarodowego. Jej samorząd wyraźnie nie jest spójny z tym, co przyjęto powszechną zgodą i usankcjonowano.

Paprotnik kolczysty fot. Łukasz Misiuna

Paprotnik kolczysty fot. Łukasz Misiuna

Wracając do roszczeń o odszkodowanie: nie mają one oparcia prawnego z kilku powodów:
– ziemia jest rolna, użytkowana rolniczo (i dzierżawiona przez okolicznych rolników),
– potencjalny inwestor dzierżawi od nich część tej ziemi,
– istnieją pod tą ziemią udokumentowane złoża wapieni,
– MPZP, który powstał przed utworzeniem RPK, przewiduje możliwość eksploatacji złoża,
– MPZP uchwalono wiele lat przed utworzeniem tu obiektu UNESCO i RPK,
– eksploatacja złoża zagraża zbiornikowi wód podziemnych (znajduje się około 30 m pod powierzchnią ziemi w tej lokalizacji), będących wodopojem dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi,
– eksploatacja złoża fizycznie zagraża istnieniu neolitycznych kopalń w Krzemionkach (wiek około 5000 lat),
– eksploatacja złoża z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do utraty statusu UNESCO,
– nikt nie ma koncesji na eksploatację złoża, bo taka koncesja nie istnieje.

Nie istnieje w związku z tym przedmiot sprawy, czyli eksploatacja, bo zasoby są w rękach Skarbu Państwa. Ani właściciel, ani dzierżawca nie mają praw do ich wydobycia. Ziemia jest użytkowana rolniczo i tyle na niej póki co można. RDOŚ w Kielcach odmówił uzgodnienia eksploatacji wapieni w tym miejscu.

W obronie regionu krzemionkowskiego stanęło środowisko polskich naukowców, ogłaszając swoje stanowiska w sprawie nieracjonalności i szkodliwości zamierzeń inwestycyjnych. Oto kilka z tych głosów, których – zdaje się – nie słyszy lub nie rozumie pani burmistrz:

„Uruchomienie wydobycia złóż wapienia „Ruda Kościelna” w miejscowości Ruda Kościelna, gm. Ćmielów, eksploatacją powierzchniową w odległości zaledwie ok. 150 m od granicy obszaru kompleksu kopalń „Krzemionki”, będącego dobrem światowego dziedzictwa, oraz 25 m od kopalni krzemienia pasiastego „Księża Rola”, wpisanej do rejestru zabytków, będzie nie tylko jednoznacznym zaprzepaszczeniem prac kilku pokoleń archeologów, geologów i przyrodników, ale przede wszystkim będzie działaniem niezgodnym ze statutem dobra światowego dziedzictwa. Złamanie tych warunków może w konsekwencji doprowadzić do wykreślenia Krzemionkowskiego Regionu Prehistorycznego Górnictwa Krzemienia Pasiastego z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO”.

Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk, prof. dr hab. Marian Rębkowski (pismo z dn. 13.07.2020).

„Ten najstarszy, autentyczny, unikatowy w skali światowej obiekt z ziem polskich można porównać w skali rozpoznawalności z francuskim Lascaux czy brytyjskim Stonehenge. (…) Krótkowzroczne cele i zyski ekonomiczne nie mogą przysłonić wartości dumy polskiej archeologii oraz światowej spuścizny kulturowej”.

Uniwersytet Marii Skłodowskiej–Curie w Lublinie, Instytut Archeologii, dr hab. Piotr Łuczkiewicz (pismo z dn. 6.08.2020 r.).

„Komitet Nauk Pra- i Protohistorycznych Polskiej Akademii Nauk wyraża głębokie zaniepokojenie informacjami na temat planowanej eksploatacji wapieni górnojurajskich w miejscowości Ruda Kościelna, gmina Ćmielów, w bezpośrednim sąsiedztwie rozległego, pradziejowego pola górniczego, na którym od około 4 tys. do 2 tys. lat p.n.e. człowiek prehistoryczny na wielką skalę wydobywał i przerabiał na narzędzia miejscowy krzemień, tzw. pasiasty. Po zapoznaniu się z dokumentacją planowanej inwestycji Komitet wyraża zdecydowany sprzeciw wobec przemysłowej eksploatacji wapienia w bliskim sąsiedztwie zabytkowej kopalni krzemienia”.

Komitet Nauk Pra- i Protohistorycznych Polskiej Akademii Nauk, prof. dr hab. Sylwester Czopek (pismo z dn. 12.08.2020).

„Trzeba podkreślić, że wspomniane kopalnie objęte ochroną są dotychczas jedynymi na świecie, gdzie takie struktury odkryto i opisano. (…) W świetle obecnej doktryny konserwatorskiej nie uważa się, aby jakiekolwiek czynniki ekonomiczne mogły być wystarczającą przesłanką dla niszczenia otoczenia obiektów o światowym znaczeniu, zarówno naukowym, jak krajobrazowym i turystycznym”.

Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie, mgr Witold Migal (pismo z dn. 30.07.2020).

Zastraszanie i dezinformacja gminna?

Można odnieść wrażenie, że seria niepowodzeń inwestycyjnych w sąsiedztwie regionu krzemionkowskiego jest trudna do przełknięcia przez panią burmistrz Suską. Jakiś czas temu w lokalnych mediach rozpoczęła kampanię, która dezinformuje społeczność lokalną i która wprost wymierzona jest w RPK i region krzemionkowski.

Administracyjne i medialne zachowania pani burmistrz Suski są co najmniej niejednoznaczne, żeby nie powiedzieć – niespójne. Raz spotyka się ze społecznością lokalną, zapewniając, że jest „za UNESCO”, innym razem w mediach ogłasza, że UNESCO i RPK zagrażają istnieniu gminy Ćmielów.

W związku z niepodjęciem się opracowania aktualnego MPZP dla północnej części gminy Ćmielów (tam, gdzie powstał RPK i gdzie nie udało się dotąd zrealizować żadnej z planowanych inwestycji), pani burmistrz odmawia mieszkańcom realizacji różnych, prywatnych inwestycji w obrębie ich posesji. Ewentualnie wydaje decyzje akceptujące na przykład usunięcie drzew zagrażających domom czy liniom energetycznym, ale stawiając warunki, które dla zwykłego śmiertelnika są w zasadzie niemożliwe do spełnienia.

W jednym z wniosków mieszkanka zgłosiła potrzebę wycinki kilkunastu świerków, które zagrażają linii energetycznej, domostwu i których obecność uniemożliwia lub znacznie utrudnia wkopanie szamba. Bez niego stare gospodarstwo nie może funkcjonować.

Rzeka Kamienna, obszar Natura 2000 Dolina Kamiennej w Rudzkim Parku Kulturowym (obiekt UNESCO) fot.Łukasz Misiuna

Rzeka Kamienna, obszar Natura 2000 Dolina Kamiennej w Rudzkim Parku Kulturowym fot.Łukasz Misiuna

Pani burmistrz co prawda nie naliczyła opłat za wycinkę drzew, nakazała za to realizację takich nasadzeń kompensacyjnych, które w zasadzie są finansowo i organizacyjnie nie do spełnienia – przynajmniej nie dla tej akurat osoby. Podobnych przypadków jest więcej.

Burmistrz w ten sposób, stosując aparat administracyjny, stara się wywołać w mieszkańcach niechęć do RPK i UNESCO, które w jej przekazie są winne niedoli mieszkańców gminy. Bo przez RPK i UNESCO „nie da się nic zbudować”.

Tyle że gdyby gmina wywiązała się z ustawowego obowiązku, jakim jest opracowanie aktualizacji MPZP, problem inercji inwestycyjnej w obrębie gospodarstw by zniknął. Uchwała o RPK nie zawiera zakazów dotyczących rozbudowy, przebudowy, budowy gospodarstw czy wycinki drzew zagrażających ludziom i infrastrukturze.

Jednak dopóki nie ma aktualnego, zgodnego z prawem MPZP, dopóty część mieszkańców gminy Ćmielów jest skazana na niesprawiedliwe i nieuczciwe uniemożliwianie im zadbania o swoje gospodarstwa. Nie da się nie odnieść wrażenia, że to działania odwetowe.

Ochrona przyrody w RPK i zarządzanie zasobami przyrody

W RPK na mocy uchwały rady gminy chroni się też wartości przyrodnicze i krajobrazowe. Wspomniane działki są poddawane przyrodniczej inwentaryzacji, która w ciągu ostatnich kilku lat wykazała w RPK kilkaset chronionych gatunków roślin i zwierząt, kilkanaście gatunków Natura 2000 i kilkadziesiąt gatunków zagrożonych wymarciem, wymienionych na czerwonych listach i w czerwonych księgach ginących gatunków.

Żeby zacząć kopać tu wapienną skałę, najpierw trzeba by się „kopać” z prawem ochrony przyrody i całą drogą, długotrwałą procedurą oceny wpływu inwestycji zarówno na przyrodę, jak i na zabytki. Dla tej inwestycji (planowanej kopalni) już raz się to nie powiodło.

Nie jest to jednak powód, żeby nie opracować MPZP i nie jest to powód, żeby utrudniać mieszkańcom życie. Ani nie jest to powód, żeby dążyć do likwidacji RPK, a w dalszej konsekwencji – wpisu na listę UNESCO.

W mojej ocenie burmistrz marnuje zasoby na nieczystą walkę o likwidację RPK, którego istnienie warunkuje istnienie obiektu światowego dziedzictwa. Dążąc do zniesienia RPK, dąży do zaprzepaszczenia wieloletnich starań wielu osób o podniesienie statusu Krzemionek i tej części doliny Kamiennej.

Utworzenie tu kopalni czy wielkoobszarowych farm fotowoltaicznych przyniesie gminie wpływy z podatków, może przez jakieś 30 lat. Potem zostanie albo składowisko odpadów, albo potężna dziura w ziemi. Nie będzie jednak obiektu UNESCO, a może i ważnego zbiornika wód podziemnych oraz świata, jaki znają i cenią mieszkańcy RPK. Wartość prywatnych nieruchomości spadnie. Ludzie przestaną tu kupować gospodarstwa.

Zamiast tego burmistrz może opracować nowy MPZP i koncepcję rozwoju tej części gminy Ćmielów w oparciu o archeologiczne, historyczne, krajobrazowe i przyrodnicze zasoby o najwyższej randze. Czyli o to, czego chcą tu mieszkańcy.

Wydaje się, że to zbyt złożona perspektywa i zbyt odroczona w politycznym i biznesowym świecie, który wyraźnie splótł się tu ze sobą.

Dotychczas gmina Ćmielów nie podjęła żadnych działań ukierunkowanych na wsparcie obiektów UNESCO i RPK. Nie podjęła żadnych działań, dzięki którym zarządzana przez nią gmina mogłaby skorzystać z niecodziennego faktu, że ma do dyspozycji wartości, których nigdzie indziej nie ma.

 

Większość osób ze środowisk „ekologicznych” podziela wrażenie, że ekologia stała się w tym roku „passe” i ludzie wydają się nią zmęczeni. Jakie są możliwe przyczyny tego zjawiska ?

Kampania prezydencka, zarówno ta w Polsce, jak i rok wcześniej w USA, odbywała się z ewidentnym udziałem putinowskich służb, masowo inwigilujących media społecznościowe. Moskwa, co jest dla wszystkich oczywiste, jest żywotnie zainteresowana podtrzymywaniem popytu na węglowodory w Europie i zupełnie jej nie w smak rewolucja OZE.

Ekologia, i w Polsce i w Europie, to również polityka. Przekonaliśmy się o tym, natychmiast po wyborach, gdy nowy prezydent zmarnował szansę na rozwój energetyki wiatrowej w Polsce, która mogła stanowić doskonałe uzupełnienie fotowoltaiki, mało wydajnej w okresie jesienno – zimowym. 

Wiatraki, w odległości postulowanych 500 metrów od domów nie generują praktycznie żadnego hałasu, a już na pewno mniejszy niż samochody. A chyba mało kto z nas może się cieszyć luksusem mieszkania w takiej odległości od ulicy czy drogi. 

Mity o tym, że wyprodukowanie wiatraka generuje więcej CO2 na jednostkę jego przyszłej nominalnej mocy niż analogiczna inwestycja w elektrownię cieplną są tylko mitami, a ich wyznawcy zdają się ignorować, że po uruchomieniu, wiatrak nie emituje już CO2, podczas gdy elektrownia węglowa dopiero zaczyna się rozkręcać i to na ogromną skalę.

Szkoda, że ceny prądu nie mogą być selektywne w zależności od preferencji wyborczych – każdy powinien ponosić odpowiedzialność za swoje wybory i skutki, które dotykają wszystkich. W tym przypadku za ceny prądu w zimie, gdy mogłoby go być więcej z OZE i tym samym po niższych cenach. 

Promocja przydomowych wiatraków „do 12m wysokości” to chyba zabieg medialno – kosmetyczny i trochę nieporozumienie, bo takie instalacje mogą mieć znaczenie wyłącznie hobbystyczne, podobne do fotowoltaiki balkonowej.  Takie instalacje mogą wesprzeć nasz domowy budżet energetyczny „kwotą” rzędu 100 – 200 kWh rocznie czyli pokryć 10% potrzeb. Oczywiście każda kilowatogodzina z wiatru i słońca (zamiast węgla) bardzo cieszy, ale to ilości marginalne.

Kolejna przyczyna spadku zapału do ekologii, to systematyczne obrzydzanie Polakom idei fotowoltaiki, spowodowane nieustannym manipulowaniem przy zasadach jej rozliczania przez rodzime korporacje energetyczne.

Programy wspierające fotowoltaikę, przy jednoczesnym braku elektrowni szczytowo – pompowych (ESP) w Polsce, które magazynowały by tę energię za dnia i oddawały wieczorem, gdy popyt jest największy, doprowadziły do jej nieopłacalności i nadprodukcji w słoneczne dni. Łączna moc paneli w Polsce (ok.30 GW) znacznie przekracza potrzeby energetyczne kraju (ok. 20GW).

Już w PRL planowano budowę kilkunastu dużych ESP, a powstały tylko dwie. Trzecia będzie gotowa dopiero w roku 2030-tym, w Młotach. Ten problem próbuje się rozwiązywać teraz, promując inwestowanie w domowe magazyny energii, co powinno od samego początku iść w parze z promowaniem fotowoltaiki.

Dotując fotowoltaikę, zapomniano jednocześnie o zwykłych kolektorach – panelach solarnych do podgrzewania wody, które w polskich warunkach pozwalają oszczędzać gaz, węgiel czy nawet prąd przez 8 miesięcy w roku. Dotacje na technikę solarną, dużo mniejsze niż te na foto – panele, mogłyby mieć największą efektywność ekonomiczną w ograniczaniu prywatnej konsumpcji węgla i gazu w polskich warunkach a tym samym emisji pyłów i CO2. 

Instalacje solarne są znacznie, nawet 5-cio krotnie tańsze od fotowoltaicznych i zwracają się już po kilku sezonach. Znowu należy postawić pytanie, dlaczego kolejne rządy RP oraz sama UE ignoruje je od dekad? Czy to wpływy rosyjskich eksporterów węgla i gazu? Sądząc po trzęsieniach ziemi w niemieckiej polityce ostatnich lat, prawdopodobnie tak. 

Zastanawiające jest też, dlaczego Polacy ulegają „owczym” pędom, instalując fotowoltaikę na potęgę i pomijając solarne podgrzewanie wody. Łączna moc cieplna kolektorów słonecznych w Polsce jest kilkanaście razy mniejsza niż foto paneli (wynosi zaledwie ok. 2.5 GW). Kompletna instalacja ze zbiornikiem do podgrzanej wody to koszt 6-8 tys zł, z montażem około 10 tys zł. Warto porównać taką inwestycję z rocznymi rachunkami za gaz.

Masowe wsparcie dla kolektorów solarnych, które mogłoby być realizowane w Polsce od przynajmniej 20-tu lat spowodowałoby istotną redukcję importu gazu z Rosji w przeszłości oraz USA i Skandynawii obecnie. Przeliczmy – ok. 4 miliony gospodarstw podgrzewa gazem wodę, zużywając około 500 m3 gazu rocznie, czyli razem 2 mld m3, 10% rocznego zużycia gazu w Polsce (razem z przemysłem).

Rozpowszechnienie kolektorów solarnych na taką skalę, jaką cieszy się fotowoltaika, pozwoliłoby zredukować zużycie gazu przez gospodarstwa domowe o połowę, czyli o 1 mld m3. Może warto to zrobić, zamiast kupować gaz za granicą ? O ile oczywiście mamy odwagę przeciwstawić się lobbingowi – kiedyś rosyjskiemu, a obecnie amerykańskiemu, skąd pochodzi obecnie ponad 40% naszego gazu. Samodzielnie wydobywamy tylko 15%.

Warto rozmawiać o polityce przy okazji ekologii – przecież głównym celem unijnego programu RepowerEU jest uniezależnienie Europy od źródeł energii ze wschodu. To w ramach tego programu rozwijamy w tym roku projekt ZieloneGodziny.pl Przy tej okazji zapraszamy do ściągnięcia aplikacji Zielonych Godzin i wzięcia udziału w naszym ekologicznym konkursie słonecznego prania.

Nie koncerny, nie miliardowe inwestycje, lecz to mieszkańcy i samorządowcy postanowili działać. Kamienna Góra i Czarny Bór – dwie sąsiednie gminy koło Wałbrzycha – razem z lokalną spółką komunalną założyły spółdzielnię energetyczną „Sudecka Energia”. Celem jest obniżenie rachunków i uniezależnienie się od dużych dostawców prądu. Net-metering, dzięki któremu takie instalacje są opłacalne, wkrótce może zniknąć. Net-metering umożliwia nam stabilny start i szansę na prawdziwą niezależność – podkreśla Krzysztof Solarz, pomysłodawca inicjatywy.

Net-metering – cichy bohater transformacji

Wprowadzony w Polsce w 2016 r. system net-meteringu jest uważany za cichego bohatera transformacji energetycznej. Dzięki niemu rachunki gospodarstw domowych się obniżyły, a Polacy zaczęli masowo instalować panele fotowoltaiczne na swoich posesjach. Monika Jaszcza z Polskiej Zielonej Sieci zauważa, że bez tego mechanizmu trudno byłoby mówić o tak szerokim zaangażowaniu obywateli w zmianę systemu energetycznego. 

Ten mechanizm zamienił każdy dom w potencjalną elektrownię i pozwolił ludziom poczuć realny wpływ na wytwarzanie energii w Polsce – podkreśla ekspertka. 

Zasada działania net-meteringu jest prosta: właściciel instalacji PV przekazuje nadwyżkę prądu do sieci i później może odebrać część tej energii bez dodatkowych opłat. – Wyobraź sobie, że wymieniasz się jabłkami z sąsiadem. Dajesz mu dziesięć skrzynek jesienią, kiedy drzewa uginają się od owoców, a zimą, gdy spiżarnia świeci pustkami, sąsiad oddaje ci siedem czy osiem skrzynek. Mechanizm jest klarowny i przewidywalny – tłumaczy Monika Jaszcza. 

Podobne zasady obowiązują w spółdzielniach energetycznych. Gdy w słoneczne dni wspólnota przekazuje nadwyżkę wyprodukowanej energii do sieci, później może odebrać nawet 60% oddanej ilości. Pozostałe 40% jest zatrzymywane przez operatora jako koszt magazynowania i przesyłu energii. Dzięki temu lokalne instalacje słoneczne mają nadal ekonomiczny sens.

Spółdzielnie na czasowym przywileju

W roku 2022 wprowadzono nowy model rozliczeń pod nazwą net-billing. W tym przypadku nowi prosumenci sprzedają nadwyżki energii z fotowoltaiki po cenach hurtowych, a kiedy kupują prąd z sieci, są rozliczani w cenach detalicznych. – To tak, jakbyś oddał sąsiadowi dziesięć skrzynek jabłek, a on zamiast owoców wypłacił ci pieniądze, ale po cenie skupu, niższej niż na targu. Gdy później potrzebujesz owoców, musisz odkupić je po cenie detalicznej. Efekt? Za dziesięć skrzynek odzyskasz równowartość może czterech albo pięciu – wyjaśnia ekspertka Polskiej Zielonej Sieci. W praktyce oznacza to dłuższy czas zwrotu z inwestycji i mniejsze oszczędności dla nowych prosumentów.

Obecne przepisy pozwalają spółdzielniom korzystać z net-meteringu. Wiele samorządów postrzega to jako szansę, aby inwestycje w fotowoltaikę – często współfinansowane z dotacji unijnych – przynosiły efekty. Ten mechanizm jest jednocześnie ograniczony czasowo: gmina lub społeczność mogą korzystać z upustów tylko przez 15 lat od uruchomienia pierwszej instalacji PV. Po tym okresie wiele z nich staje się nieopłacalnych. Coraz więcej gmin decyduje się więc na zakładanie spółdzielni energetycznych, by zabezpieczyć sobie możliwość rozliczania się na dotychczasowych zasadach. Eksperci ostrzegają jednak, że jeśli spółdzielnie stracą ten przywilej, to rozwój energetyki obywatelskiej wyhamuje.

Obawy operatora sieci

Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) alarmują, że rosnąca liczba mikroinstalacji PV może zaburzyć bilans całego systemu. Według Urzędu Regulacji Energetyki (URE) w 2024 r. małe źródła OZE wyprodukowały rekordowe 4,8 TWh energii, a liczba prosumentów od 2016 r. wzrosła niemal dziewięciokrotnie. – Rozwój energetyki rozproszonej i społecznościowej jest jak najbardziej pożądany, ale jednostki te muszą być jednocześnie samowystarczalne – wyjaśnił Robert Tomaszewski, dyrektor ds. strategii PSE, podczas konferencji Polskiej Zielonej Sieci w czerwcu 2025 r. – Samobilansowanie, maksymalny rozwój autokonsumpcji i stopniowe odchodzenie od net-meteringu to jedyna droga. Nie możemy traktować sieci przesyłowych jak olbrzymiego magazynu energii.

PSE zaproponowały rządowi pakiet antyblackoutowy. Według operatora miałoby to służyć stabilności sieci. Zakłada on m.in. zawieszenie tworzenia nowych instalacji w systemie upustów oraz objęcie powstających spółdzielni energetycznych modelem net-billingu. – Taka zmiana wprowadziłaby ogromną niepewność inwestycyjną, wydłużyłaby czas zwrotu z inwestycji i zniechęciła mieszkańców do udziału w spółdzielniach energetycznych – ostrzega Krzysztof Solarz.

Więcej niż rachunki za prąd

Przedstawiciele spółdzielni energetycznych odpowiadają, że dla nich net-metering nie jest dodatkiem, lecz warunkiem koniecznym. – W Polsce istnieje tylko jedna działająca społeczność energetyczna: spółdzielnie energetyczne. Inne formy, takie jak tzw. prosument lokatorski, w praktyce nie funkcjonują – mówi Łukasz Pałucki, prezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Energetycznych. Jego zdaniem korzystne zasady rozliczeń są dziś główną zachętą do wspólnych inwestycji. –  Transformacja energetyczna powinna opierać się na energii wytwarzanej przez obywateli dla obywateli. To właśnie dzięki sprzyjającym regułom rozliczeń opłaca się inwestować we wspólne instalacje, zwłaszcza gdy ktoś nie może być prosumentem indywidualnym – podkreśla z kolei Agnieszka Stupkiewicz z Fundacji Frank Bold.

Doświadczenia „Sudeckiej Energii” dowodzą, że energetyka obywatelska potrafi działać i przynosić realne efekty. Inicjatywy te potrzebują jednak stabilnych ram, by się rozwijać. – Bez właściwych mechanizmów wsparcia zainteresowanie szybko wygaśnie – ostrzega Agnieszka Stupkiewicz. Spółdzielnie energetyczne nie powstają dla zysku, lecz by służyć społecznościom lokalnym. Ich upadek byłby ciosem także dla samorządów, które widzą w nich szansę na rozwój.

Warto dodać, że stosowanie net-meteringu w spółdzielniach jest zgodne z prawem unijnym i duchem europejskiej polityki klimatycznej. Zamiast więc ograniczać czy karać wspólnoty energetyczne, należałoby je wzmacniać i wspierać. Bez stabilnych zasad ten młody ruch zostanie zduszony regulacjami pisanymi pod duże koncerny. – Próba zmiany zasad rozliczeń oznaczałaby de facto unicestwienie młodych spółdzielni energetycznych – podsumowuje Łukasz Pałucki.

Dominika jest artystką, a Monika –naukowczynią społeczną. Zapraszamy do rozmowy o sztuce i przyrodzie. Nie w sensie teorii czy historii sztuki przedstawiającej naturę, ale o stanie świadomości, komunikowanym przez naturę wyobrażaną przez sztukę.

Socjolog Hartmut Rosa pisze o rezonansie, czyli o szczególnej właściwości relacji człowieka ze światem. Jest to niejednoznaczny, nieliniowy sposób tworzenia więzi między istotami i rzeczami, które mogą być bliskie lub odległe. Rezonans sprawia, że uczestniczący w nim w zasadniczy sposób zmieniają się wzajemnie. Świat w ten sposób „mówi” do nas i słuchanie go sprawia, że pojawiają się doświadczenia nadające i tworzące sens. Nie da się go kupić, spowodować, wyprodukować, zaplanować – ale też nie jest przypadkiem, nie wydarza się mimo woli. Udział w nim wymaga dyscypliny, cierpliwości i świadomości. Dzięki rezonansowi możliwa jest regeneracja społeczeństw ludzkich. Jednym z potężnych nośników rezonansu jest sztuka. Dlatego nie jest to działalność czysto pięknoduchowska, lecz coś, co ma praktyczną moc generowania nowej energii.

Monika: Weźmy na przykład Théodore’a Rousseau, jednego z pierwszych systematycznych i szczególnie skutecznych ekologów. Był inicjatorem grupy malarzy z Barbizonu, którzy w odróżnieniu od obowiązujących wówczas kanonów malowali w naturze, nie w studio i przedstawiali przyrodę, nie sceny mitologiczne i historyczne. Rousseau malował często drzewa z wielkim oddaniem i empatią, mówił, że wsłuchuje się w nie i współodczuwa z nimi. Jego prace rzeczywiście oddają coś żywego, niepowtarzalnego, każdy liść żyje. To dzięki zaangażowaniu barbizończyków część lasu w Fontainebleau została oficjalnie uznana za rezerwat przyrody i jest nim do dziś. To mój ulubiony malarz drzew. A jaki jest Twój, Dominiko?

Théodore Rousseau, Skraj lasu w Monts-Girard, Fontainebleau, 1852–54, olej na desce, 80 x 121.9 cm

Dominika: „O stanie świadomości, komunikowanym przez naturę wyobrażaną przez sztukę”… Ja bym powiedziała że sztuka nie tyle wyobraża, co jest owocem pewnego aktu wspólnoty, może nawet komunii. Myślę o tym czy może to być wspólnota świadomości, np świadomości człowieka i drzewa. Taka wyprawa poza siebie to przygoda, potrzeba do niej otwartości i pewnego wycofania woli. Być może to jest powiązane z rezonansem. Sztuka którą najbardziej kocham wynika właśnie z takiego aktu wspólnoty, z pewnego ‘stanowiska duszy’ powiedziałabym….

Tak dużo bogactwa jest w tym Twoim pierwszym paragrafie, mnóstwo zakamarków, w które można by pójść. Nigdy nie słyszałam o Hartmucie Rosa, a ta teoria rezonansu wygląda bardzo interesująco więc na pewno będę ją odkrywać. No właśnie słuchanie (jak i patrzenie) jest kluczowe. Wydaje mi się, że to jest obecne w różnych narracjach obecnego wieku – u Franciszka chociażby (przyszłość jest w słuchaniu) albo u Timothiego Mortona (w „mrocznej ekologii”). Moja dobra znajoma i fantastyczny muzyk, Flo Lines opowiadała mi o sympozjum-obozie zorganizowanym przez Emergence Magazine, który jest magazynem skoncentrowanym na duchowości, ekologii i sztuce; rytuałem kończącym wyjazd było wspólne oglądanie zachodu słońca, od początku do końca,  w ciszy. Bardzo mocno się we mnie zapisała atmosfera jej opowieści. Jej wyraz twarzy, oczy, ton głosu. To było coś transformacyjnego. Myślę o tym, żeby móc wybrać z kim i z czym jestem tak blisko, z kim i z czym dzielę swoje oczy. I jakie są z tego owoce.

No bo masz racje, taki związek ze światem, który się dzieje przez głęboką uwagę, nie da się go kupić, ale być może pewne nachalne rzeczy trzeba odrzucić, żeby zrobić na niego miejsce. Czas i rytm są tu ważne.

Rousseau jest genialny. Tak, u Rousseau jest miłość i czułość. Jest niezwykła różnorodność – przygoda – otwartość na nowe światło, kolor i przestrzeń. Tekstura, materialność drzew zmienia się z obrazu na obraz.

Ja lubie polskich pejzażystów jak Henryk Szczygliński. U niego drzewa są czasem trochę niebezpieczne i mroczne. Ja tak zazwyczaj czuje kiedy jestem w lesie w nocy, tak jakby one chciały już wtedy zostać same.

Ale ostatnio największe wrażenie na mnie wywarł Fragonard z jego najsłynniejszym obrazem ‘Swing’, który traktowałam dosyć zdawkowo za młodziaka. Trafiłam na niego zupełnie przypadkowo w Wallace Collection w Londynie i powalił mnie na kolana. Właśnie tą zielenią leśną, buszem ociekającym sensualnością, hiper zmysłowym, głębokim i żywym. I poczułam się tak jak czasem się czuję oglądając obrazy, staje się ich wzrokiem, stoję tam gdzie oni stali i czuję tą komunię z tym co oni przed sobą mieli.

Co ciekawe, patrząc na ten obraz na żywo, scenka rodzajowa gdzieś znika, to właśnie drzewa mają w nim najwięcej obecności. Tak i u Rousseau, natura nie jest tłem dla ludzi…

Monika: O, ja też uwielbiam drzewa Fragonarda! Szczyglińskiego nie znałam, dziękuję za podpowiedź. Szczególnie lubię, jak jego drzewa rozmawiają z resztą krajobrazu – ze śniegiem, z polami, ale szczególnie z wodą. To co piszesz o patrzeniu i słuchaniu jest zgodne  w tym, co pisze o świadomości ludzkiej Awerroes – sięgamy poza siebie, przekraczamy własne granice patrząc i słuchając, więc kontemplacja drzewa – i sztuki -–jest tak jak piszesz, oddawaniem i czerpaniem jednocześnie, bardzo intensywną relacją. Ma to zresztą różne konsekwencje, to bywają wielkie energie. Szwedzki pejzażysta Carl Fredrik Hill podobno marzył o tym, żeby namalować drzewo żywe, każdy liść, każde drgnienie. Widać to szczególnie w jego cenionym dziele z 1877 roku przedstawiającym krajobraz wiejski wokół Sekwany z wielkim smukłym drzewem na pierwszym planie. Istnieją trzy wersje tego obrazu każda w innych kolorach. Na oryginale drzewo – słowo daję, widziałam na wystawie – porusza się na wietrze. Inne drzewa pozostają nieruchome, jak aktorzy drugoplanowi, choć także bardzo realni. Rok później artysta doznał ataku psychozy, silnych halucynacji i ataków paniki i został hospitalizowany. Tworzył później prace na podstawie swoich halucynacji, zdarzają się również drzewa, ale już nie one przemawiają z tych obrazów.

Całkiem inaczej Lars Hertervig, norweski malarz, którego często wymienia się jednym tchem z Hillem, dlatego, bo malował drzewa śniące, albo wyśnione. Na przykład  obraz z 1865 roku przedstawiający drzewa wokół jeziorka. To jeden z najbardziej ruchliwych obrazów, jakie znam, ale w zupełnie inny sposób, niż  u Hilla – nie ma się wrażenia fizycznego ruchu, tylko ruch w sensie poetyckim, jak Bachelardowskie rêverie, śnienie na jawie. Podobnie jego stare sosny – fizycznie stoją solidnie w miejscu, ale gdy przestaniemy się koncentrować na ich materialności czy to wyobrażonej, czy tej faktycznej, jako płótna pokrytego farbą, to prowadzą prosto do lasów dzieciństwa, gdzie możliwe były trolle i Baba Jaga.

Ty też lubisz takie śniące drzewa z obrazów?

Dominika: „The Tarn” Herterviga – tam chmury i drzewa przepięknie grają ze sobą, są takie poszarpane, coś bardzo dziwnego w tej materii, jest ona dogłębnie fizyczna a zarazem niematerialna. I u Harterviga i u Hilla uwielbiam ruch pędzla, plamę. Bardzo lubię też to że te obrazy nie są monumentalnych rozmiarów. Można naprawdę wyobrazić sobie że te płótna były zabierane w plener.

Kojarzysz taki wiersz Gerarda Manley Hopkinsa “No Worst, there is none”? Jest tam taka fraza

O the mind, mind has mountains; cliffs of fall
Frightful, sheer, no-man-fathomed. Hold them cheap
May who ne’er hung there. (…)

Ja też przestałam zajmować się performansem bo w pewnym momencie wypaliło mnie to emocjonalnie. To wszystko wygląda zupełnie inaczej teraz, no bo uczymy się z czasem jak gospodarować sobą, jak być dla siebie czułą osobą. Jednak wybierając się w nieznane można się zagubić, a też i jest spory wątek w świecie sztuki szczególnie w ostatnim wieku, propagujący zatracanie się bez pamięci. Myślę że wcale nie ma ku temu potrzeby. Sedno nie jest w przesadzie, w przesadzie natomiast może być adrenalina. A toooo…. tyle pułapek! Umysł ma góry!

Nooooo a śniące drzewa. Te o których Ty mówisz przywodzą mi na myśl japońskie malarstwo… „Sosna w gorącym źródle Yudanaka” Kasamatsu Shiro…

Monika: Wspaniała sosna! Naprawdę poruszające. W ogóle Japończycy coś wiedzą o drzewach. Nie wiem, czy znasz tę postać – chirurg drzew Chikara Horiguchi, obecnie 80-letni arborysta, troszczy się o drzewa, które przeżyły wybuch bomby atomowej w Hiroszimie. 159 drzew przeżyło ten atak, który zmiótł z ziemi wszelkie życie. Połamane i spalone jednak wypuściły pędy – to cud botaniczny, nazywany przez Japończyków „hibakujumoku”, czyli drzewami po bombardowaniu atomowym. To jedna z najpiękniejszych rzeczy, o jakich słyszałam. Starutkie drzewa rosną krzywo, ich korzenie czasami wystają ponad ziemię – w kierunku od miejsca detonacji. Ludzie kochają te drzewa, starają się usłyszeć ich przesłanie. Horiguchi martwi się o nie, wolałby żeby odwiedzający nie dotykali ich, ale rozumie, że wysłuchanie ich jest potrzebne, wręcz konieczne.

Mądrość drzew zawarta w ich żywotnej formie, przywoływanej przez filozofów i poetów. Gaston Bachelard przywołuje francuski wiersz Rilkego o orzechu włoskim:

Arbre, toujours au milieu
De tout ce qui l’entoure
Arbre qui savoure
La voûte entière des cieux

Filozof mówi, że dla malarza drzewo jest skomponowane w swej krągłości, żywej, myślącej i wyciągniętej ku Bogu. Drzewa Hiroszimy poduch śmierci odepchnął od tej formy, ale jednak odtwarzają ją, słowami Bachelarda “wyobrażają trwałość istnienia”. To stwierdzenie mnie fascynuje. Czy dla Ciebie świat zaokrągla się wokół kopuły drzewa, jak opisywał to Bachelard?

Dominika: Myślałam o tym na spacerze… pada śnieg, cały dzień i wszystko jest czarno-białe, ale szczególnie drzewa wyglądają niezwykle, dramatycznie albo delikatnie, koronkowo. Tworzą razem jakieś tajemnicze tunele i zadaszenia. Liściaste zimą wyglądają trochę jakby były do góry nogami i to przywodzi mi na myśl ich symetrię. To że łączą ziemię i niebo. I właśnie tak, to zaokrąglenie i otwarcie się na niebo zaczyna się od korzeni. Soki, sole, ziemia. Domyślam się że to dlatego te 159 drzew przetrwało w Hiroshimie. Starutkie drzewa, co powiedzą? ….„wyobrażają trwałość istnienia”. Kiedyś siedziałam pod drzewem w parku w King Eduard Memorial Park, nad Tamizą i słuchałam, oparta o jedno drzewo, drugie miałam przed sobą. Słuchałam ich dwugłosu. Ich rytm bardzo mnie uspokoił. Bardzo byłam wtedy zafascynowana pewną teorią czasu  causal set theory, o której usłyszałam w wywiadzie z fizyczką teoretyczną Fay Dawker. Jednym z aspektów tej teorii jest to, że czas płynie w specyficznym sensie inaczej dla różnych materii, czasoprzestrzeń jest dyskretna, atomowa, każde zdarzenie jest budowaniem, klocek po klocku, zmiana za zmianą. W tej medytacji wydało mi się że poczułam rytm życia tych drzew. Był on spokojny, wydłużony. To właśnie przyszło mi do głowy w związku z wyobrażaniem trwałości istnienia’. Spokój tego rytmu wydał mi się domem. Sposób w jaki drzewa rozlewają się w teraźniejszości jest otwartym ruchem i ma zrelaksowany rytm. Jeszcze raz: taki spokój jest domem. Można go posłuchać. Przypomniałaś mi o tym, dziękuję.

Nie znałam Horiguchi, ależ to piękna historia. Dotknąć drzewa, które pamięta, które było dotknięte tamtym i przetrwało. I co to znaczy że on rozumiał, że to ważne. Kilka słów, ale co się może kryć w tym małym akcie, dotknięcia drzewa, posłuchania drzewa.

Patrzę teraz na „Sosny” Hasegawa Tōhaku, ginące we mgle…

Monika: Tak, oby to było już tylko historia… Drzewa radzą, uczą żyć. Dobrze pokazuje to nasz punkt wyjścia, czyli malarze Barbizonu, a szczególnie Théodore’a Rousseau, który pod wpływem swojego wsłuchiwania się w to, co mówią drzewa, czy może w ich rytm życia tak jak Ty, w 1853 roku doprowadził do utworzenia „rezerwatu artystycznego”, który został potem  powiększony do ponad tysiąca hektarów na mocy dekretu cesarskiego z 13 sierpnia 1861 roku, czyniąc go pierwszym na świecie parkiem naturalnym  świata.

Ja też patrzę na sosnę, tę, o której mówiłaś wcześniej, namalowaną przez Kasamatsu Shiro i cieszę się, bo widzę, że ona pociesza i naucza przechodzącego pod nią wędrowca. Drzewa uczą żyć, a artyści pokazują, w jaki sposób życie jest naszym wspólnym domem.

Dominika Kieruzel, Siedziałam pod drzewem w niedzielę rano, 2017, akwarela, woda Tamizy, 19.5 x 14.5cm

Dominika Kieruzel, Siedziałam pod drzewem w niedzielę rano, 2017, akwarela, woda Tamizy, 19.5 x 14.5cm

Obrazy:

1) Théodore Rousseau, Skraj lasu w Monts-Girard, Fontainebleau, 1852–54, olej na desce, 80 x 121.9 cm

2)  Dominika Kieruzel, Siedziałam pod drzewem w niedzielę rano, 2017, akwarela, woda Tamizy, 19.5 x 14.5cm

Jak sprawdzić, czy dana gmina spełnia niezbędne minimum pokrycia swoich potrzeb energetycznych, aby założyć spółdzielnię energetyczną? I jak dobrze zaplanować dystrybucję energii w ramach takiej struktury?

Polskie samorządy w ostatnich latach coraz chętniej inwestują we własne odnawialne źródła energii. Z danych zebranych w „Ogólnopolskim badaniu inwestycji fotowoltaicznych w jednostkach samorządu terytorialnego” (w ramach projektu realizowanego przez Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA, Fundację Zielone Światło i Zielony Instytut) od kwietnia 2022 r. gminy i powiaty wydały na instalacje fotowoltaiczne ponad 1,5 mld zł. To właśnie w tym czasie zostały zmienione także przepisy dotyczące rozliczania energii z fotowoltaiki. Obowiązującym obecnie modelem rozliczania produkowanej w instalacji PV energii jest net-billing. Zakłada on, że nadwyżki produkcji energii (czyli to, czego nie zużyjemy w danej chwili) są sprzedawane operatorowi sieci energetycznej, a w razie braku produkcji energii z własnej instalacji prosument musi kupić energię z sieci. Ten model rozliczeniowy jest dla użytkowników instalacji PV mniej korzystny ekonomicznie niż obowiązujący wcześniej system net-meteringu.

Jak, pomimo tych zmian, zwiększyć wykorzystanie produkowanej energii ze słońca (i innych OZE), a co za tym idzie – oszczędności w gminie? Odpowiedź jest prosta: założyć spółdzielnię energetyczną!

Czym jest spółdzielnia energetyczna?

Spółdzielnia energetyczna działa na podstawie przepisów ustawy OZE, ustawy o spółdzielniach oraz ustawy o spółdzielniach rolników. Jej celem jest wytwarzanie, dystrybucja i magazynowanie energii z instalacji OZE na rzecz jej członków. 

Spółdzielnię energetyczną mogą powołać trzy osoby prawne, dziesięć fizycznych lub 5 producentów rolnych (Dz.U. z 2023 r. poz. 1145, Dz.U. z 2023 r. poz. 1318).

Jednym z warunków niezbędnych do powołania spółdzielni energetycznej, a także do jej uzasadnionego ekonomicznie działania jest pokrycie określonej części zapotrzebowania jej członków na energię. Oznacza to, że instalacje i magazyny wchodzące w skład spółdzielni energetycznej powinny pokrywać minimum 70% zapotrzebowania na energię w skali roku. Do końca tego 2025 r. próg ten został obniżony do 40%, jednak im wyższy procent pokrycia zapotrzebowania na energię w spółdzielni, tym bardziej opłacalna będzie cała inicjatywa.

Choć przepisy mówią o pokryciu rocznego zapotrzebowania na energię, to określenie rzeczywistej wysokości tego zapotrzebowania w danej gminie wymaga analizy danych miesięcznych, a nawet dziennych. Wynika to z faktu, że energia w budynkach gminy nie jest zużywana równomiernie przez cały rok i dobę i tak samo energia produkowana z instalacji OZE (szczególnie zależnych od warunków atmosferycznych) nie jest wytwarzana równomiernie. Jak więc sprawdzić, czy gmina spełnia niezbędne minimum pokrycia swoich potrzeb energetycznych, aby założyć spółdzielnię energetyczną?

Jak określić swoje potrzeby?

Aby zaplanować dystrybucję energii w ramach spółdzielni energetycznej, potrzebne są następujące informacje:

 

  1. Zapotrzebowanie na energię

Zapotrzebowanie na energię poszczególnych budynków należących do gminy można określić na podstawie rachunków za energię elektryczną. Poza ilością energii ważne jest również to, kiedy ta energia jest (lub nie jest) zużywana. Dlatego warto zwrócić uwagę na charakterystykę poszczególnych punktów poboru energii. Co to oznacza w praktyce?

 

Przykład 1. Szkoły i urzędy gminy w ciągu dnia zużywają energię w podobnych godzinach. To, co je odróżnia, to okres wakacji: w miesiącach letnich szkoły będą zużywały mniej energii niż urzędy. Inaczej sprawa może się przedstawiać z przedszkolami i żłobkami, które często działają również podczas wakacji. W zależności od tego, jak to wygląda w danej gminie, każdy z tych budynków może mieć oddzielny profil zużycia energii.

 

Przykład 2. Oświetlenie drogowe jest odpowiedzialne za generowanie dużej części rachunków za energię elektryczną w gminie. Energia jest pobierana w charakterystyczny sposób, odmienny od innych liczników gminy: prąd jest pobierany po zmroku i w większym stopniu w miesiącach zimowych.

 

Inne miejsca, których liczniki wymagają osobnej analizy, to np. przepompownie ścieków i fontanny. 

Rachunki za energię elektryczną są wysyłane do gminy w różnych odstępach czasu (np. miesięcznych, dwumiesięcznych czy kwartalnych). Aby uprościć pracę przy zbieraniu danych, można skorzystać z uśrednionych profili zużycia energii w odniesieniu do danego licznika, które możemy znaleźć np. w internecie. Taka charakterystyka ma najczęściej formę wykresu zużycia energii w zależności od dnia w roku. Jeżeli te obliczenia okażą się zbyt dużym wyzwaniem, można skorzystać z pomocy firm wyspecjalizowanych w tworzeniu biznesplanów dla spółdzielni energetycznych.

Energia elektryczna to niejedyny rodzaj energii, jaki możemy wytwarzać i dystrybuować w ramach spółdzielni energetycznych. Warto sprawdzić, ile w gminie zużywa się ciepła (szczególnie, jeśli nie pochodzi z odnawialnego źródła energii) i gazu. Te informacje pozwolą w ostatnim kroku określić, jakie inwestycje w OZE mogą być najbardziej odpowiednie.

 

  1. Produkcja energii z własnych instalacji OZE

 

Jeżeli gmina posiada już instalacje OZE, należy zebrać dane o ilości produkowanej energii. Im bardziej szczegółowe, tym lepiej – szczególnie w przypadku instalacji korzystających z siły wiatru i promieni słonecznych. Te instalacje produkują energię raczej nierównomiernie, nawet w bieżącej minucie. Odczyty z falowników instalacji PV umożliwiają otrzymanie precyzyjnych danych w krótkich odstępach czasu, jednak dla ujęcia rocznego będą użyteczne dane co najmniej miesięczne. Możliwe jest dobranie bardziej szczegółowych danych wg różnych wzorów i tablic opisujących dobową produkcję energii z fotowoltaiki. Przydatne może być zwrócenie się o pomoc do firmy, która zamontowała instalację.

Tak jak w przypadku danych o zużyciu energii dane o produkcji mogą być przedstawione w tabeli, na podstawie której można wykonać wykres w ujęciu rocznym.

 

  1. Analiza wyników

 

Aby określić procentowe pokrycie zapotrzebowania na energię w trakcie roku z własnych instalacji OZE, wystarczy podzielić ilość produkowanej energii przez ilość energii zużywanej. 

W większości przypadków wynik ten nie będzie zadowalający, szczególnie jeżeli gmina posiada tylko instalacje PV, bez magazynów lub biogazowni. Ważną cechą spółdzielni energetycznych jest to, że może zostać założona przez przedsiębiorstwa gminne z wybranymi licznikami (PPE – punkty poboru energii). Warto w tym wypadku sprawdzić, które punkty poboru energii będą najbardziej odpowiadały profilowi produkcji odnawialnego źródła energii. W jaki sposób? Wybieramy dany okres i od produkcji energii odejmujemy zapotrzebowanie. Jeżeli wynik jest równy 0 – zapotrzebowanie jest pokryte, jeśli dodatni – występuje nadwyżka produkcji. W przypadku ujemnego pojawia się niedobór energii.

W odniesieniu do PV punktami poboru będą budynki i urządzenia pracujące w czasie największego nasłonecznienia od wschodu do zachodu słońca oraz w miesiące letnie.

Może się więc okazać, że na początkowym etapie warto założyć spółdzielnię na rzecz tylko kilku wybranych punktów poboru energii.

 

  1. Planowanie nowych inwestycji

 

Oszczędności wygenerowane przez spółdzielnię mogą stanowić kapitał na budowę nowych mocy wytwórczych. Dzięki temu będą mogły być do niej przyłączane kolejne podmioty. Na etapie planowania spółdzielni energetycznej należy zbadać, jakie dodatkowe źródła energii mogą być potrzebne. Nie muszą to być tylko panele fotowoltaiczne, warto rozważyć wpływ magazynów energii, wiatraków, pomp ciepła czy biogazowni (np. na osady ściekowe z oczyszczalni lub bioodpady z gminy) na bilans energetyczny. Pozwoli to na określenie celu w działaniu spółdzielni – cyklicznie pojawiają się dofinansowania na nowe moce wytwórcze lub realizację biznesplanów dla społeczności energetycznych, na które warto się przygotować.

 

Kilka uwag

Rozliczanie energii elektrycznej w spółdzielni energetycznej, szczególnie z fotowoltaiki, jest bardziej opłacalne niż w systemie prosumenckim (net-billing). Energia zużywana w autokonsumpcji podlega zmniejszonej ilości opłat dystrybucyjnych na rzecz spółki energetycznej. Dodatkowo, w przypadku nadprodukcji, energia może zostać przekazana do sieci energetycznej i odebrana w razie potrzeby. Należy jednak pamiętać, że można odebrać 60% zmagazynowanej energii. Spółdzielnie energetyczne podają, że pozwala im to na oszczędności na rachunkach za prąd w wymiarze od kilkudziesięciu do nawet 100% w skali okresu rozliczeniowego.

W przypadku niedoboru energii zarówno z produkcji własnej, jak i z magazynu wirtualnego istnieje możliwość dokupienia energii od spółki energetycznej. Niestety, większość spółek podczas zawierania umowy ze spółdzielnią energetyczną za dodatkową energię oferuje stawki wyższe niż w przypadku umów z gminą. Dlatego przy dobieraniu punktów poboru energii i źródeł wytwarzania energii należy zwrócić uwagę na taki bilans, aby uniknąć zakupu energii od spółki energetycznej.

Nie warto jednak dążyć do przewymiarowania planowanej instalacji. Dla tych samych punktów poboru energii większa instalacja nie będzie miała wpływu na poziom autokonsumpcji. Zwiększy się jedynie ilość energii zmagazynowanej. Jest ona dostępna do odebrania tylko w danym roku, a dodatkowo zakład energetyczny zatrzymuje dla siebie 40% tej energii. Celem spółdzielni nie jest produkcja i wysyłanie do wirtualnego magazynu jak największej ilości energii, lecz pokrycie własnych potrzeb na energię, czyli autokonsumpcja w czasie rzeczywistym.

Przy wykonywaniu obliczeń można sięgnąć po materiały takie jak podręcznik RENALDO, dostępny na stronie internetowej Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Na rynku pojawia się też coraz więcej specjalistów i firm, które oferują studia wykonalności dla spółdzielni energetycznych. To, co pomoże im również w przeprowadzeniu dokładnej analizy, to wysoka jakość zebranych danych o potrzebach energetycznych gminy. Warto więc prowadzić dokładny rejestr rachunków za energię dla poszczególnych punktów poboru energii oraz produkcję energii z własnych OZE. Umożliwia to precyzyjne zaplanowanie założenia spółdzielni energetycznej w gminie.


Julia Ługowska-Inicjatywa Społeczna Energetyka

artykuł pochodzi z magazynu „Zielona Gmina” (wydanie sierpień 2025) zielonagmina.pl

W grudniu Warszawa ponownie stanie się stolicą kina zaangażowanego. Jubileuszowa, 25. edycja festiwalu WATCH DOCS – jednego z najważniejszych wydarzeń filmowych poświęconych prawom człowieka – już za chwilę otworzy swoje sale i serca widzów. Od 5 do 14 grudnia w Kinie Muranów, Kinotece oraz KINOMUZEUM w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a także online na platformie MOJEeKINO.PL, publiczność zanurzy się w świecie filmów dokumentalnych, które nie boją się zadawać trudnych pytań.

Tegoroczną odsłonę otworzy „Cover-Up” – najnowsze dzieło Laury Poitras, laureatki Oscara za „Citizenfour”. Reżyserka wraz z Markiem Obenhausem portretuje legendarnego amerykańskiego dziennikarza śledczego Seymoura Hersha. To człowiek, którego teksty wielokrotnie wstrząsały światem polityki i mediów. Film, premierowo zaprezentowany na Festiwalu w Wenecji, to nie tylko historia jednego z najważniejszych reporterów XX wieku, ale też opowieść o nieustannej walce o prawdę.

„Najnowszy film Laury Poitras – legendy zaangażowanego dokumentu – ponownie zabiera nas do świata tajnych służb, winy, kary i ludzi, którzy znają cenę prawdy. Ogromnie cieszymy się, że jej wybitny dokument będzie miał swoją polską premierę właśnie podczas otwarcia jubileuszowej edycji WATCH DOCS” – podkreśla Konrad Wirkowski, dyrektor programowy festiwalu.

Laura Poitras, znana z bezkompromisowego podejścia i zmysłu obserwacji, przez dwadzieścia lat przekonywała Hersha do opowiedzenia o kulisach swojej pracy. Efekt to film, który przynosi nie tylko intymny portret bohatera, lecz także wgląd w społeczne i polityczne wstrząsy ostatnich dekad – od Wietnamu, przez Watergate, po Irak. Poitras, w charakterystycznym dla siebie stylu, łączy archiwalia, refleksję i zmysłowy rytm montażu, tworząc dzieło, które rezonuje długo po wyjściu z kina.

Tegoroczny jubileusz to również okazja do powrotu do najbardziej znaczących tytułów z historii WATCH DOCS. Od 5 do 31 grudnia na platformie Player dostępna będzie specjalna kolekcja filmów, które w ciągu ostatnich lat zyskały status kultowych. To hołd dla twórców i widzów, którzy razem budowali fenomen festiwalu – miejsca, gdzie kino spotyka się z empatią i zaangażowaniem społecznym.

WATCH DOCS to nie tylko festiwal. To ruch, głos, wspólnota. Od ćwierćwiecza Helsińska Fundacja Praw Człowieka – organizator wydarzenia – wraz z partnerami pokazuje, że film dokumentalny potrafi zmieniać sposób myślenia, otwierać oczy i poruszać emocje. Widzowie wiedzą, że nie będą to seanse łatwe, ale na pewno – ważne.

W jubileuszowym roku WATCH DOCS zaprasza do refleksji nad odpowiedzialnością, odwagą i wolnością. Bo właśnie te wartości – obok świetnego kina i artystycznej wrażliwości – definiują jego duszę.

Więcej informacji: www.watchdocs.pl
Zapisz się do newslettera: watchdocs.pl/newsletter-watch-docs

Spółdzielnie energetyczne zyskują popularność jako alternatywny model lokalnej produkcji i zarządzania energią, jednak ich skuteczność wymaga świadomego planowania, finansowania i spełnienia wielu warunków. W rozmowie z Krzysztofem Solarzem, dyrektorem  Inkubatora Przedsiębiorczości Gminy Kamienna Góra i ekspertem spółdzielni energetycznej „Sudecka Energia”, omawiamy ekonomię, ryzyka i rolę tych spółdzielni w polskiej transformacji energetycznej.

Agnieszka Korniluk: Coraz więcej firm i samorządów myśli o zakładaniu spółdzielni energetycznych, ale jest też wiele patologii i ryzyk. Co pan sądzi na ten temat?

Krzysztof Solarz: Uważam, że nie ma potrzeby zakładania spółdzielni wszędzie i za wszelką cenę. Są firmy, których przedstawiciele krążą między gminami, zarabiając 20-30 tys. zł na sprzedaży dokumentów, po czym znikają. Gminy i mieszkańcy pozostają z podmiotem gospodarczym, o którym często nic nie wiedzą. To poważny problem, z którym trzeba się zmierzyć.

Rzeczywiście coraz więcej samorządów rozważa powoływanie spółdzielni energetycznych. Trzeba jednak pamiętać, że zakładanie ich ad hoc wiąże się pewnym ryzykiem. Zdarza się, że gmina decyduje się na taki krok bez przygotowania pod wpływem firm, które obiecują szybkie efekty i gotowe dokumenty. Po podpisaniu umowy znikają, samorząd zaś pozostaje z podmiotem, którego funkcjonowanie jest jedynie formalne.

Spółdzielnia energetyczna nie jest produktem, który można sprzedać jak projekt fotowoltaiczny. To proces, który wymaga wiedzy, planowania i odpowiedzialności. Każda inicjatywa powinna być poprzedzona analizą zarówno energetyczną, jak i biznesową, aby było wiadomo, w jakich warunkach wspólnota ma sens i jakie inwestycje będą ją utrzymywać. Lepiej działać wolniej, ale z przekonaniem, że projekt ma solidne podstawy, niż tworzyć coś, co trzeba będzie później naprawiać.

AK: Czy istnieje ryzyko, że do spółdzielni energetycznych wejdą przedsiębiorcy działający wbrew jej zasadom?

KS: Zdarzają się takie przypadki. Pojawiają się przedsiębiorcy żonglujący przepisami, często powodując straty innych. Nie jestem przeciwny, aby inwestorzy sprzedawali energię gminom, ale trzeba dokładnie policzyć, czy to się opłaca. Gmina sama może podjąć się tego zadania i eliminować ryzyko oraz pośredników.

Nie ma przeszkód formalnych, by w jednej spółdzielni energetycznej miały udział samorządy i przedsiębiorcy prywatni. Prawo dopuszcza takie rozwiązanie, ale w praktyce takie rozwiązania często powodują więcej problemów, niż przynoszą korzyści. Pojawia się kwestia pomocy publicznej. Spółdzielnia przestaje być w pełni podmiotem publicznym, więc poziom dofinansowania z programów krajowych i unijnych się zmniejsza.

W związku z tym rekomenduję, aby przedsiębiorcy prywatni szukali odbiorców swojej energii wśród innych firm lub wspólnot prywatnych, natomiast gminy powinny inwestować we własne źródła OZE, by uzyskać jak największe oszczędności. Taki model jest bardziej przejrzysty, bezpieczny finansowo i pozwala lepiej wykorzystać środki publiczne.

Przedsiębiorcy prywatni i samorządy mogą i powinny współpracować, ale niekoniecznie w jednej strukturze, ponieważ mają inne cele i instrumenty działania. Kiedy oba rozwijają się równolegle, gospodarka lokalna zyskuje. Energia jest wykorzystywana w regionie, a inwestycje przynoszą korzyści na poziomie lokalnym.

AK: Czy zadaniem spółdzielni jest generowanie zysków?

KS: Nie, spółdzielnia nie powinna być nastawiona na zarabianie, tylko na oszczędzanie. Energia powinna być produkowana na własne potrzeby, nadwyżki zaś sprzedawane, by ograniczyć koszty. Model, w którym właściciel źródła sprzedaje energię członkom spółdzielni, jest problematyczny, gdyż gmina mogłaby sama eliminować pośredników.

Głównym celem spółdzielni jest obniżenie kosztów energii swoim członkom i zapewnienie im bezpieczeństwa energetycznego. Energia wytwarzana w ramach wspólnoty służy przede wszystkim zaspokajaniu potrzeb własnych. Ewentualne nadwyżki nie są towarem przeznaczonym do sprzedaży, lecz zasobem, który warto mądrze wykorzystać, np. zasilać nim fundusz inwestycyjny przeznaczony na budowę nowych źródeł odnawialnych.

Ten mechanizm pozwala utrzymać środki w lokalnym obiegu gospodarczym.

Model, w którym właściciel źródła sprzedaje energię członkom spółdzielni, ma niewiele wspólnego z ideą wspólnot energetycznych. Bardziej racjonalnym podejściem jest inwestowanie przez gminę we własne źródła OZE, które zasilają lokalne instytucje i społeczność. Taki system nie tylko zwiększa samowystarczalność energetyczną, ale także realnie wzmacnia gospodarkę na danym terenie.

AK: Jak wygląda praktyczny model funkcjonowania spółdzielni?

KS: W „Sudeckiej Energii” operujemy na mikroskopijnym wolumenie – trzy punkty poboru, obrót niewielki, więc to nieopłacalne. Gmina i spółki komunalne wpłaciły wpisowe i udziały po 1000 zł. Koszty utrzymania są finansowane poprzez świadczenie usług komercyjnych, m.in. doradztwo i pomoc w zakładaniu innych spółdzielni. Docelowo chcemy, aby spółdzielnia utrzymywała się z oszczędności dla członków, a prowizja nie wpływała na podniesienie cen energii powyżej rynkowej.

Spółdzielnia Energetyczna „Sudecka Energia” działa w praktyce, a nie tylko na papierze. Obecnie rozliczamy energię pomiędzy dwunastoma punktami poboru należącymi do gmin i spółki komunalnej. Korzystamy z instalacji fotowoltaicznych będących własnością naszych członków, bilansując produkcję i zużycie energii w skali lokalnej. Musimy jednak pamiętać, aby mechanizm rozliczeń był jak najbardziej opłącalny, w związku z tym trzeba myśleć o miksie OZE, a nie wyłącznie o fotowoltaice. 

Nasz model opiera się na prostym założeniu – spółdzielnia utrzymuje się z oszczędności generowanych dla swoich członków. Każdy podmiot zużywa mniej energii z sieci, a dzięki wspólnemu zarządzaniu przepływami energii i optymalizacji kosztów sieciowych oszczędności widać już po pierwszych rozliczeniach. Jednocześnie trzeba pamiętać, że spółdzielnia jest podmiotem gospodarczym i ponosi koszty swojego działania, które muszą być pokrywane z przychodów, zwykle ukrytych w mechanizmie rozliczeń wewnętrznych.

Szacujemy, że przy wolumenie rozliczeń na poziomie około 1 MW (moc źródła OZE) spółdzielnia będzie w pełni samowystarczalna finansowo. Oznacza to, że pokryje wszystkie koszty operacyjne niewielką marżą, której nie odczują członkowie w cenie energii. 

AK: A co z kosztami inwestycji w duże źródła, takie jak biogazownie czy turbiny wiatrowe?

KS: To bardzo drogie projekty – biogazownia rolnicza ok. 25 mln zł, komunalna – nawet 75 mln zł. Spółdzielnia nie ma takich funduszy, więc szukamy dotacji i środków zewnętrznych. Rozważamy wprowadzenie modelu, w którym mieszkańcy inwestują, ale dopiero wtedy, kiedy jest gotowy projekt i są zezwolenia. To obniża potrzebę kredytowania.

Inwestycje w duże źródła energii, takie jak biogazownie czy turbiny wiatrowe, to ogromne przedsięwzięcia pod względem zarówno technicznym, jak i finansowym. Dla spółdzielni energetycznych, które są młodymi podmiotami bez dużego majątku i historii kredytowej, pozyskanie klasycznego finansowania bankowego jest bardzo trudne. Dlatego szukamy atrakcyjnych i bezpiecznych modeli finansowych, które pozwolą rozwijać inwestycje bez nadmiernego obciążania budżetów gmin i członków spółdzielni.

Nie zależy nam na kredycie długoterminowym. Zamierzamy budować projekty etapami i korzystać z dotacji krajowych, regionalnych oraz unijnych, a także z mechanizmów, które umożliwiają zabezpieczenie zobowiązań w sposób alternatywny. Takie podejście minimalizuje ryzyko i pozwala zachować pełną kontrolę nad procesem inwestycyjnym.

Planujemy także uruchomienie modelu partycypowania w nim mieszkańców, który umożliwi im inwestowanie w gotowe, dobrze przygotowane projekty. Mieszkańcy staną się wtedy współwłaścicielami lokalnych źródeł energii, a zyski i korzyści pozostaną w regionie. To nie tylko sposób na finansowanie, lecz także na budowanie współodpowiedzialności za transformację energetyczną wśród mieszkańców.

AK: Jakie bariery ekonomiczne i legislacyjne mogą wystąpić podczas realizacji takich inwestycji?

KS: Obecnie administracja państwowa gwarantuje wsparcie biogazowni. Po włączeniu do spółdzielni nie jest już ono udzielane i musimy sprzedawać energię taniej niż po cenie rynkowej, co jest nieopłacalne. Trzeba zmienić przepisy prawne, by umożliwić efektywne włączanie takich źródeł do spółdzielni. Konieczne jest też dofinansowanie, gdyż same źródła są drogie.

W mojej ocenie system prawny dotyczący spółdzielni energetycznych jest już na tyle kompletny, że pozwala na ich realne funkcjonowanie. Nie potrzebujemy dziś rewolucji legislacyjnych, tylko stabilności przepisów i czasu, by wypracować dobre praktyki działania.

Główne bariery nie leżą w prawie, lecz w finansowaniu i organizacji. Spółdzielnie muszą nauczyć się korzystać z istniejących narzędzi, budować kompetencje i tworzyć wiarygodne modele inwestycyjne. To proces, który wymaga cierpliwości, ale daje trwałe efekty.

AK: Jak ocenia Pan plany likwidacji netmeteringu?

KS: Netmetering jest wręcz niezbędny na początkowym etapie. Bez niego 90–95% spółdzielni PV upadnie. Potrzebujemy czasu na pokazanie, że miks OZE działa i stabilizuje sieć. Trzeba podejść do tego racjonalnie, bez paniki.

Netmetering jest dziś fundamentem funkcjonowania większości spółdzielni energetycznych. Bez tego mechanizmu trudno utrzymać stabilność finansową wspólnot opartych głównie na fotowoltaice. Zanim zaczniemy mówić o jego likwidacji, potrzebujemy czasu na zbudowanie miksu źródeł (biogazu, wiatru i magazynów energii), który pozwoli bilansować energię w krótszym czasie.

Dopiero gdy powstaną spółdzielnie modelowe, pokazujące, że lokalne bilansowanie działa w praktyce, będzie można wprowadzać zmiany systemowe. Dziś najważniejsze są stabilność przepisów i wsparcie dla inicjatyw, które dopiero budują swoje zaplecze technologiczne i zaufanie społeczne.

AK: Czy w przestrzeni publicznej nie krążą nieprawdziwe informacje na temat spółdzielni?

KS: Niestety, firmy konkurencyjne szerzą panikę, że trzeba się spieszyć, by zdążyć przed wprowadzeniem większych wymogów OZE. To mit. Wszystko można zaplanować zgodnie z ekonomią. Edukacja i transparentna komunikacja to nasze główne narzędzia.
Dezinformacja pojawia się szczególnie ze strony firm, które próbują sprzedawać spółdzielnie jako gotowy produkt. Tymczasem to proces, który wymaga przygotowania, bilansu energetycznego i realnego planu działania. Najlepsze metody walki z mitami to edukacja i pokazywanie sprawdzonych przykładów spółdzielni, które działają w sposób przejrzysty i przemyślany.

AK: A jak wygląda świadomość mieszkańców i samorządów?

KS: Wielu włodarzy uważa, że dostarczanie energii nie należy do ich zadań, a mieszkańcy są bierni, dlatego planujemy kampanie edukacyjne i dialog z mieszkańcami. Bez tego opór społeczny może zablokować projekty.

Świadomość zarówno samorządów, jak i mieszkańców wciąż wymaga wzmocnienia. Włodarze często nie dostrzegają, że transformacja energetyczna już się odbywa i gminy powinny w nią się włączyć. Z kolei mieszkańców trzeba przekonać, że odnawialne źródła to nie zagrożenie, lecz realna korzyść. Edukacja, dyskusje z mieszkańcami, transparentność działań i dialog mogą zmienić opór w zaangażowanie.

AK: Czy widzi Pan przyszłość dla spółdzielni w Polsce?

KS: Tak, ale nie ma uniwersalnego wzorca. Każda spółdzielnia musi spełniać lokalne potrzeby, mieć lidera i znać specyfikę regionu. Współpraca i wymiana wiedzy muszą zastąpić konkurencję i podziały. To klucz do realnej, trwałej transformacji opartej na społecznej współpracy, a nie na zysku.

Spółdzielnie energetyczne mają przyszłość w naszym kraju. To kierunek, który jest nie tylko potrzebny, ale także nieunikniony. Transformacja energetyczna nie powiedzie się bez udziału społeczności lokalnych, a spółdzielnie są najlepszym narzędziem do łączenia samorządów, mieszkańców i przedsiębiorstw we wspólnym celu. Każda z nich musi jednak powstawać w oparciu o potrzeby, zasoby i ludzi, którzy rozumieją specyfikę swojego regionu.

Jestem optymistą. Widzimy coraz więcej dobrych przykładów i rosnące zainteresowanie samorządów. Potrzebujemy jednak stabilnych przepisów, atrakcyjnych mechanizmów finansowania i przede wszystkim czasu, by udowodnić, że ten model naprawdę działa. Spółdzielnie energetyczne nie są chwilową modą, lecz trwałym elementem nowoczesnej gospodarki. Jeśli będą miały przestrzeń do rozwoju, staną się jednym z filarów bezpiecznej, zrównoważonej energetyki w Polsce.


Krzysztof Solarz-dyrektor Inkubatora Przedsiębiorczości Gminy Kamienna Góra. Inicjator, założyciel oraz organizator Spółdzielni Energetycznej „Sudecka Energia” (od marca 2023 r.). Koordynator projektu utworzenia klastra energii pn.
„Energia Ziemi Kamiennogórskiej”, realizowanego w partnerstwie ze spółką Tauron Ciepło. Zawodowo związany również z samorządowym Stowarzyszeniem Energetyki Obywatelskiej Ziemi Świdnickiej, w którym koordynuje proces zakładania spółdzielni energetycznych oraz doradza członkom Stowarzyszenia w kwestiach energetycznych. Prelegent w ramach cyklu szkoleń dotyczących społeczności energetycznych, organizowanych przez Związek Miast Polskich oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.

 

 

Ministerstwo Energii planuje scentralizowanie sieci. Eksperci ostrzegają, że to rozwiązanie niekorzystne dla kraju.

Pakiet antyblackoutowy, opracowywany przez Ministerstwo Energii i Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE), ma na celu zwiększenie odporności polskiego systemu energetycznego na awarie i cyberataki w reakcji na masowy blackout na Półwyspie Iberyjskim 28 kwietnia 2025 r. Inicjatywa budzi jednak kontrowersje, ponieważ eksperci wskazują, że proponowane rozwiązania mogą prowadzić do nadmiernej centralizacji i ograniczać rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE) oraz roli prosumentów.

Założenia pakietu antyblackoutowego

Pakiet antyblackoutowy zawiera zmiany prawne mające chronić Krajowy System Elektroenergetyczny przed awariami i cyberatakami, zapewniając niezawodne dostawy energii. Ministerstwo Energii i PSE wskazują, że inicjatywa jest odpowiedzią na jeden z największych europejskich blackoutów, który ujawnił wrażliwość nowoczesnego społeczeństwa na zakłócenia zasilania. Pakiet obejmuje sześć kluczowych obszarów: zarządzanie systemem, lokalną produkcję komponentów (local content), cyberbezpieczeństwo, niezależność operatorów, przyłączenia do sieci oraz regulacje dotyczące prosumentów.

W ramach pakietu przewidziane są m.in. rozszerzone obowiązki zgłaszania planów pracy dotyczące instalacji przyłączonych do sieci, zwiększenie liczby podmiotów biorących udział w rynku bilansującym oraz uporządkowanie zasad przyłączania prosumentów, w tym zapewnienie operatorom pełnej kontroli nad ich instalacjami. Ponadto planowane są zmiany w zamówieniach publicznych, które mają zwiększyć udział krajowych producentów w dostawach sprzętu do sieci energetycznej.

Krytycy, w tym ekspertki z Polskiej Zielonej Sieci, podkreślają, że pakiet powstaje w pośpiechu i bez realnego udziału niezależnych ekspertów, co może prowadzić do wzmocnienia centralizacji zamiast rzeczywistej modernizacji systemu. Diana Maciąga z Polskiej Zielonej Sieci zauważa, że regulacje powinny wspierać transformację energetyczną, a nie ją hamować, ponieważ obecne rekomendacje PSE „uderzają w OZE i prosumentów zamiast modernizować sieć do współpracy z odnawialnymi źródłami”.

Autorzy krytyki wskazują, że scentralizowany system, oparty na kilku dużych węzłach, jest bardziej podatny na awarie i ataki, w tym podczas konfliktów zbrojnych. W przeciwieństwie do tego system rozproszony – oparty na milionach prosumentów, spółdzielniach i mikrosieciach – jest bardziej odporny, ponieważ awaria jednego punktu nie paraliżuje całej gospodarki. Joanna Furmaga, prezeska Polskiej Zielonej Sieci, podkreśla, że „rozproszenie zwiększa odporność sieci i pomaga utrzymać dostawy w kryzysie”.

Pakiet antyblackoutowy skupia się głównie na ochronie pracy sieci, pomijając kwestie bezpieczeństwa ludzi i reagowania na kryzys. Diana Maciąga zauważa, że dokument nie wskazuje, jak minimalizować skutki awarii ani jak zagwarantować dostawy energii odbiorcom infrastruktury krytycznej, takim jak szpitale, czy zapewnić ciągłość dostaw wody i łączności służb ratunkowych.

Eksperci wskazują, że realne rozwiązanie to inwestycje w inteligentne sieci (smart grid), magazyny energii i systemy zarządzania popytem (DSR), które zwiększają elastyczność systemu bez konieczności budowy nowych elektrowni gazowych. Doktor inż. Krzysztof Bodzek z Politechniki Śląskiej ostrzega, że bez inwestycji w te rozwiązania Polska nie odejdzie od scentralizowanej energetyki opartej na paliwach kopalnych i gazie. Przykład Hiszpanii, która ograniczyła czas blackoutu dzięki wsparciu Francji i Maroka, podkreśla znaczenie międzynarodowych interkonektorów, których rozwój w Polsce jest kluczowy dla bezpieczeństwa energetycznego.

 

Energetyka obywatelska to odwrócenie istniejącego porządku w energetyce. Oto odbiorca, czyli każdy z nas korzystający z energii, sam może stać się producentem lub korzystać z taniej i czystej energii, w tym ciepła, produkowanej lokalnie przez kogoś innego niż wielkie przedsiębiorstwo energetyczne.

Model ten opiera się na odnawialnych źródłach energii, pozwalając czerpać korzyści bez ogromnych nakładów finansowych, z jakimi wiąże się np. instalacja fotowoltaiki czy własnej turbiny wiatrowej. Ten krok w stronę demokratyzacji i decentralizacji systemu energetycznego jest nie tylko korzystny dla środowiska i naszych portfeli. To rozwiązanie cenne także z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego, o czym w niespokojnych czasach blackoutów i wojen hybrydowych musimy pamiętać. Ale by móc w pełni korzystać z zalet energetyki obywatelskiej, musimy wspierać jej rozwój konkretnymi rozwiązaniami prawnymi.

Czym charakteryzuje się energetyka obywatelska?

Energetyka obywatelska to jeden z kluczowych filarów unijnej strategii transformacji energetycznej, która za cel stawia sobie osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2050 r. Celem jest aktywizacja obywateli, samorządów i lokalnych podmiotów na rynku energii, w charakterze nie tylko odbiorców, ale także producentów lub dystrybutorów. Społeczności energetyczne mają potencjał demokratyzowania systemu energetycznego i zwiększania akceptacji dla OZE oraz transformacji energetycznej. Przecież szum wiatraka, który pracuje dla nas, będzie nas raczej cieszył, niż martwił.

Ten model pomaga także redukować poziom ubóstwa energetycznego oraz wzmacniać lokalne gospodarki. W społecznościach energetycznych Unia Europejska dostrzega narzędzie do decentralizacji produkcji energii, zwiększenia jej efektywności oraz budowania odporności systemów energetycznych na kryzysy.

Wejście tego modelu na rynek energetyczny wymaga przeprowadzenia licznych zmian. W szczególności konieczne jest wsparcie regulacyjne i finansowe, zwłaszcza tam, gdzie energetyka obywatelska stawia pierwsze kroki.

Takim państwem jest ciągle Polska. Nie mamy ani lat doświadczeń, ani dużej liczby społeczności energetycznych, mamy za to olbrzymi potencjał uśpiony w istniejących regulacjach prawnych. Warto zatem im się przyjrzeć.

Polskie ramy prawne i funkcjonowanie społeczności na ich podstawie

  • Prosument zbiorowy

Podmiot uregulowany w ustawie o OZE, który może być zastosowany w przypadku mikro- i małych instalacji przyłączonych do instalacji budynków wielolokalowych (mieszkalnych, usługowych i o mieszanym charakterze). Wyprodukowana energia może zasilać nie tylko części wspólne tych budynków, ale i lokale prywatne. Prosumenci korzystają ze wsparcia w postaci net-billingu, który polega na sprzedaży nadwyżek energii do sieci po cenach rynkowych oraz zakupie energii w razie potrzeby. Na koniec 2024 r. funkcjonowało jedynie trzech prosumentów zbiorowych. 

  • Prosument wirtualny

Przepisy ustawy o OZE w pełni wejdą w życie dopiero pod koniec 2026 r. W założeniach pozwolą na korzystanie z energii wyprodukowanej nawet na drugim końcu kraju. Prosumenci mają korzystać ze wsparcia w postaci net-billingu.

  1. Klaster energii 

Porozumienie zawierane na podstawie ustawy o OZE łączące jednostkę samorządu terytorialnego oraz podmioty zlokalizowane na obszarze pięciu gmin lub jednego powiatu. Klaster może prowadzić szeroką działalność w zakresie energetyki – od wytwarzania, przez jej dystrybucję, po m.in. magazynowanie. Nacisk w klastrze kładzie się na rynkowe zasady działania oraz umowę, która określi wzajemne relacje, prawa i obowiązki członków klastra. Energia produkowana w klastrze nie korzysta z żadnego mechanizmu wsparcia. Projekt przepisów w tym zakresie nie zyskał akceptacji Komisji Europejskiej. W rejestrze klastrów, który co prawda nie jest obligatoryjny, widnieje zaledwie jedenaście podmiotów (wg stanu na 4 listopada 2025 r.).

  1. Spółdzielnie energetyczne 

Podmioty także uregulowane ustawą o OZE. Mogą być tworzone na obszarze maksymalnie trzech sąsiadujących ze sobą gmin wiejskich lub miejsko-wiejskich. Ich celem jest wspólne wytwarzanie, magazynowanie i zużywanie energii lub ciepła z OZE na potrzeby członków. Spółdzielnia nie działa dla zysku – nie może sprzedawać nadwyżek energii, a jej działalność ma charakter społeczny i lokalny. Członkowie korzystają ze wsparcia w postaci net-meteringu, który pozwala odebrać 60% energii, która nie została zużyta. Obecnie do wykazu spółdzielni wpisane jest ponad 187 podmiotów (wg stanu na 4 listopada 2025 r.), ale liczba ta ciągle rośnie.

  1. Obywatelskie społeczności energetyczne 

Ta regulacja jest zawarta w Prawie energetycznym. Obejmuje ona szeroką grupę uczestników: osoby fizyczne, samorządy, mikroprzedsiębiorstwa i organizacje pozarządowe. Może prowadzić działalność w zakresie wytwarzania, dystrybucji, magazynowania i sprzedaży energii, pod warunkiem że jej głównym celem nie jest zysk, lecz korzyść społeczna i środowiskowa. W Polsce w ciągu roku funkcjonowania przepisów powstała tylko 1 OSE. Być może dlatego, że wsparcie, z którego mogą korzystać te społeczności, jest ograniczone do aukcji energii i sprzedaży energii po stałej cenie, o ile została wyprodukowana w biogazowni. Jeżeli OSE nie chce lub nie może skorzystać z tych mechanizmów wsparcia, musi korzystać z zasad rynkowych, bez dodatkowych preferencji.

Bariery na drodze do społecznej energetyki

Wdrażanie społeczności energetycznych napotyka liczne bariery: brak jasnych procedur, ograniczenia prawne oraz niewystarczające wsparcie finansowe. Mimo że regulacje prawne przewidują liczne formy kolektywnego wytwarzania energii, wiele z nich nie znajduje praktycznego zastosowania, ponieważ są nieczytelne. Problemem jest brak strategii rozwoju i kampanii społecznych przybliżających ideę energetyki obywatelskiej. Tego nadal brakuje w lipcowej wersji projektu Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu.

Więcej o barierach w odniesieniu do spółdzielni energetycznych można przeczytać w raporcie z badań: Czego potrzebują spółdzielnie energetyczne? Nowy raport Frank Bold | Frank Bold

Mimo tych trudności spółdzielnie energetyczne rozwijają się i przybywa ich z tygodnia na tydzień. Jest więc nadzieja, że transformacja energetyczna w końcu się dokona, jeśli nieodgórnie, to oddolnie, siłami i staraniami obywateli. Musimy więc pilnować, aby rozwiązania z potencjałem były rozwijane, a obywatele angażujący się w procesy inwestycyjne mieli pewność, że ich projekty będą funkcjonować przez długie lata.


Agnieszka Stupkiewicz- radczyni prawna i ekspertka Fundacji Frank Bold, specjalizująca się w prawnych aspektach społeczności energetycznych i energetyki obywatelskiej. Współautorka poradnika „Prawne aspekty tworzenia społeczności energetycznych” oraz licznych analiz dotyczących regulacji krajowych i unijnych. Wspiera samorządy w tworzeniu lokalnych inicjatyw energetycznych, prowadząc szkolenia i warsztaty m.in. dla gmin. Prelegentka na ogólnopolskich konferencjach branżowych. Wyróżniona przez „Forbes Women” w rankingu „25 prawniczek w biznesie 2023”.


Jeszcze do niedawna zawód elektryka kojarzył się głównie z pracą na słupach elektroenergetycznych, wykonywaniem instalacji, a cały sektor energetyczny – z pracą w kopalniach, elektrowniach węglowych i przy ciężkich maszynach przemysłowych.

Przez dekady energetyka bazowała na „ogniu”, czyli spalaniu paliw kopalnych, dostarczając energię elektryczną i ciepło dzięki turbinom parowym opalanym węglem. Obecnie sektor energetyczny przechodzi rewolucję. Rezygnuje z wszechobecnego „płomienia” na rzecz czystych technologii. 

W dalszym ciągu mimo rozwoju nowoczesnych rozwiązań ponad 80% energii pierwotnej ludzkości wciąż pochodzi ze spalania paliw kopalnych, a ten „ukryty płomień” nadal napędza nasze elektrownie, ogrzewa kaloryfery i zasila silniki samochodów, jednak dzięki rozwojowi technologii sytuacja się zmienia. Trwa zielona transformacja, w której zamiast ognia coraz częściej wykorzystujemy energię odnawialną nieodłącznie związaną z cyfrowymi systemami sterowania. Panele fotowoltaiczne, turbiny wiatrowe czy pompy ciepła dostarczają energię bez spalania. Ten zwrot ku energetyce bez ognia oznacza, że rola elektryka także ulega przeobrażeniu.

Zielona transformacja a nowe możliwości

Przestawienie gospodarki na odnawialne źródła energii i efektywność energetyczną nie tylko służy środowisku, ale też tworzy nowe miejsca pracy i specjalizacje. Mit „elektryka ze śrubokrętem” odchodzi do lamusa. Obecnie elektrycy coraz częściej specjalizują się w technologiach OZE, systemach magazynowania energii czy infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych. W skali globalnej przeciwdziałanie zmianom klimatu jest jednym z największych trendów kształtujących rynek pracy. To wpływa na zapotrzebowanie na specjalistów. Według The Future of Jobs 2025 (zwanego w dalszej części pracy raportem) specjaliści od energii odnawialnej, inżynierowie środowiska czy eksperci od pojazdów elektrycznych należą do 15 najszybciej rozwijających się zawodów na świecie. Dynamicznie rozwija się również obszar smart grid (inteligentnych sieci elektroenergetycznych), gdzie potrzebni są fachowcy potrafiący integrować różne źródła energii, sterować ich pracą i dbać o stabilność systemu. Zielona transformacja to zatem nie tylko wyzwanie ekologiczne, ale także szansa zawodowa, której nie należy postrzegać jako zagrożenie, ale wyzwanie z nową perspektywą dla elektryków. 

Cyfryzacja i automatyzacja: elektryk w erze Przemysłu 4.0

Równolegle z zieloną transformacją następuje cyfrowa transformacja przemysłu. Przemysł 4.0, czyli automatyzacja, robotyka, Internet Rzeczy (IoT) i sztuczna inteligencja, wkracza do fabryk i sieci energetycznych. Te globalne trendy mają bezprecedensowy wpływ na zawód elektryka. Aż 86% przedsiębiorstw spodziewa się, że rozwój sztucznej inteligencji i przetwarzania danych do 2030 r. znacząco zmieni ich działalność, a 58% przewiduje podobny wpływ automatyzacji i robotyki. Co więcej, nowoczesna energetyka także jest wymieniana jako kluczowy czynnik transformujący biznes. Dla elektryka oznacza to, że znajomość nowych technologii staje się koniecznością. 

W nowoczesnych systemach większość procesów monitoruje się i steruje zdalnie, często automatycznie. Systemy SCADA (Supervisory Control And Data Acquisition – system informatyczny nadzorujący przebieg procesu), sterowniki programowalne, czujniki to codzienne narzędzia elektryka 2.0, który coraz mniej czasu spędza ze śrubokrętem przy maszynie, a coraz więcej przy komputerze, konfigurując i diagnozując systemy.

Obecnie musi on także rozumieć zasady cyberbezpieczeństwa (chronić infrastrukturę przed atakami) oraz potrafić współpracować z systemami AI wspomagającymi np. predykcyjne utrzymanie ruchu (prognozowanie awarii na podstawie danych). Oczywiście wciąż potrzebna jest wiedza z elektrotechniki, bo prąd w dalszym ciągu „przestrzega” praw fizyki, jednak współczesne urządzenia to coś więcej. 

Umiejętność programowania procesów przemysłowych, budowanie systemów SCADA czy integracja systemów oraz inżynieria danych stają się kluczowymi umiejętnościami poszukiwanymi na rynku pracy. Elektryk łączy dziś rolę automatyka, informatyka i energetyka. To często fachowiec z interdyscyplinarną wiedzą.

Nowe kompetencje

To nowe wyzwanie dla całej branży elektryków. Oprócz klasycznej pracy elektrycy bardzo często analizują dane z tysięcy urządzeń, optymalizują ich pracę czy zdalnie diagnozują usterki. W przemyśle programują roboty przemysłowe i utrzymują komunikację między maszynami. W budynkach integrują inteligentne systemy zarządzania energią, czujniki, magazyny energii i ładowarki do aut elektrycznych. Osoby z wykształceniem elektrycznym, które potrafią zaprojektować infrastrukturę ładowania, zarządzać siecią stacji i serwisować akumulatory, są poszukiwani na rynku. Podobnie technicy systemów magazynowania energii czy operatorzy mikrosieci.

Wszystko to sprawia, że kompetencje elektryka przesuwają się z pracy fizycznej w stronę pracy umysłowej. Obok uprawnień SEP i umiejętności czytania schematów coraz częściej w CV elektryków pojawiają się takie pozycje jak znajomość języków programowania, podstawy automatyki i robotyki, obsługa narzędzi do analizy danych czy choćby biegłość w korzystaniu z nowoczesnych przyrządów diagnostycznych i modelowania. Co istotne, braki tych nowych kompetencji stały się poważną barierą dla firm. Jak podano w raporcie, aż 63% pracodawców wskazuje luki kompetencyjne jako największe wyzwanie utrudniające wdrażanie innowacji. To sygnał, że inwestowanie w rozwój umiejętności kadr jest koniecznością.

Nauka przez całe życie

Kluczowa jest edukacja zarówno na etapie kształcenia przyszłych elektryków, jak i ciągłe dokształcanie czynnych pracowników. Według raportu nawet 39% obecnych kompetencji inżynierów do 2030 r. stanie się nieaktualne, a 59% pracowników będzie musiało się przekwalifikować. To ogromna skala pokazująca, że niemal co drugi pracownik sektora technicznego musi nauczyć się czegoś nowego. Uczelnie i szkoły techniczne reagują na te potrzeby, modernizując programy nauczania i tworząc nowe interdyscyplinarne laboratoria. Studenci uczą się nie tylko klasycznej elektrotechniki, ale także umiejętności, które za kilka lat będą od nich wymagane na rynku pracy. Takie inicjatywy dają absolwentom przewagę na starcie i zwiększają szanse, że po wejściu na rynek od razu odnajdą się w nowym środowisku pracy. Ten proces dopiero się rozpoczął. 

Na zbudowanie nowych kompetencji przyjdzie poczekać kilka lat, a są one potrzebne już teraz. Dlatego równie ważne jest przekwalifikowanie obecnych pracowników energetyki i przemysłu. Osoby z doświadczeniem w tradycyjnej energetyce (np. w elektrowniach węglowych) często muszą zdobyć nowe kwalifikacje, by znaleźć swoje miejsce w zmieniającym się sektorze. Dlatego firmy coraz częściej inwestują w szkolenia, dostrzegając, że łatwiej jest przekwalifikować doświadczonego pracownika, niż znaleźć nowego na rynku. Trend uczenia się przez całe życie stał się w branży technicznej normą. Według danych WEF w ostatnich latach już około połowy pracowników na świecie przeszło dodatkowe szkolenia lub kursy, a odsetek ten szybko rośnie.

W praktyce elektryk z uprawnieniami sprzed 20 lat, który niczego nowego się nie nauczył, ryzykuje zawodowe wykluczenie. Z kolei ten, kto jest otwarty na naukę, staje się bezcenny na rynku pracy.

Ekologiczny i społeczny wymiar przemian

Transformacja zawodu elektryka ma szerszy kontekst społeczny i ekologiczny. Przyczynia się do redukcji emisji gazów cieplarnianych i poprawy stanu środowiska. Każdy elektryk, który specjalizuje się w technologiach czystej energii, włącza się do walki ze zmianą klimatu. Co więcej, rośnie świadomość, że zaoszczędzona energia jest najtańsza i najcenniejsza, bo nie wymaga paliwa i nie powoduje emisji. Dlatego elektrycy 2.0 często pełnią funkcję doradców ds. efektywności energetycznej, pomagając firmom i gospodarstwom domowym zmniejszyć zużycie energii poprzez automatyzację i modernizację instalacji. To korzyść nie tylko ekologiczna, ale i ekonomiczna dla społeczeństwa.

Zmiana profilu zawodowego elektryka to szersze zjawisko na rynku pracy. Technologia zmienia charakter pracy, ale niekoniecznie ją odbiera. Oczywiście, pewne tradycyjne stanowiska mogą znikać, lecz pojawiają się nowe, często bardziej atrakcyjne, bezpieczniejsze i lepiej płatne. W skali globalnej przewiduje się, że w związku z transformacją powstanie więcej miejsc pracy niż zostanie zlikwidowanych w wyniku wprowadzenia nowych technologii. Według raportu może zniknąć 85–92 mln etatów, ale jednocześnie powstanie ok. 170 mln nowych, związanych m.in. z cyfryzacją i zieloną gospodarką.

W Polsce odchodzenie od górnictwa i wielkiej energetyki jest wyzwaniem dla społeczności górniczych. Ale jest też szansą. Nowoczesna rozproszona energetyka i automatyzacja mogą stworzyć tysiące nowych etatów dla osób gotowych się przekwalifikować. Ważne, by proces ten odbywał się sprawiedliwie społecznie, z dbałością o wsparcie dla pracowników w wieku przedemerytalnym czy tych, którzy potrzebują więcej czasu na naukę.

Elektryk 2.0 – zawód z misją

Historia zatoczyła koło. Zawód elektryka ponownie znajduje się w centrum rewolucji przemysłowej, tym razem związanej z cyfryzacją i dekarbonizacją. Elektryk 2.0 to nie tylko osoba od „kabli i prądu”, ale także architekt nowoczesnej energetyki. Łączy wiedzę techniczną ze świadomością ekologiczną i ciągłą chęcią nauki. Od jego kompetencji zależy zarówno sprawne działanie maszyn, jak i osiągnięcie celów klimatycznych, ale przede wszystkim zapewnienie bezpiecznej transformacji.

Elektryk ponownie staje się zawodem przyszłości. Zawodem z misją, który łączy postęp technologiczny z troską o planetę. W świecie po transformacji energetycznej pojawi się ogromne zapotrzebowanie na takich właśnie wszechstronnych specjalistów. Być może największy boom na elektryków dopiero nadchodzi, tylko w nieco innej, zielono-cyfrowej odsłonie, innej niż ta, którą znamy z XX wieku. Wyzwań nie zabraknie, podobnie jak satysfakcji z bycia siłą napędową zmiany cywilizacyjnej.


Dr inż. Krzysztof Bodzek – pracownik naukowy Wydziału Elektrycznego Politechniki Śląskiej. Ekspert w dziedzinie odnawialnych źródeł energii i systemów bilansowania, specjalizujący się w strategiach transformacji energetycznej, elektroprosumeryzmie oraz efektywnym wykorzystaniu lokalnych zasobów energetycznych

 

04.12.2025, godzina 18:00 – zapraszamy na trzecie i ostatnie spotkanie z cyklu webinarów poświęconych spółdzielniom energetycznym. Wydarzenie na żywo dostępne będzie na kanale YouTube Zielone Wiadomości.

Eksperci dr inż. Krzysztof Bodzek i Julia Ługowska przedstawią najważniejsze kwestie prawne dotyczące zakładania i funkcjonowania spółdzielni energetycznych. Omówią także różne modele biznesowe oraz ekonomiczne aspekty ich działalności, pomagając uczestnikom ocenić opłacalność inwestycji w lokalną produkcję energii.

Webinar poruszy również temat przyszłości net-meteringu, jego ograniczeń oraz potrzeby modernizacji tego systemu. Spotkanie skierowane jest do samorządowców, urzędników, przedsiębiorców oraz wszystkich tych, którzy chcą aktywnie uczestniczyć w rozwoju społeczności energetycznych.

Udział w wydarzeniu pozwoli zdobyć niezbędną wiedzę, która ułatwi podejmowanie świadomych decyzji dotyczących rozwoju lokalnej i odnawialnej gospodarki energetycznej.

 

Energetyka obywatelska to dziś jedna z najbardziej inspirujących przestrzeni transformacji — dlatego 8 grudnia 2025 w Senacie RP zapraszamy na wyjątkowy Parlamentarny Okrągły Stół poświęcony Spółdzielniom Energetycznym i Obywatelskim Społecznościom Energetycznym. To spotkanie dla parlamentarzystów, przedstawicieli ministerstw, samorządowców, ekspertów i naukowców oraz wszystkich obywateli, którzy chcą uczestniczyć w tworzeniu nowoczesnej, społecznej i odpowiedzialnej energetyki w Polsce.

Data: 8 grudnia 2025 r.
Godzina: 9:30 – 12:30
Miejsce: sala 182, Senat RP, ul. Wiejska 6, 00-902 Warszawa

Plan konferencji

Prowadząca: Klaudia Urban, dziennikarka

9:30 – 9:40 – Otwarcie spotkania, Senatorka Joanna Sekuła

9:40 – 10:40 – Prezentacje – podsumowanie projektu, rekomendacje:

  • Energetyka obywatelska w Polsce: wprowadzenie – Radosław Gawlik, Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA
  • Spółdzielczość Energetyczna jako nowa forma prosumeryzmu – perspektywy rozwoju, szanse i zagrożenia – Łukasz Pałucki, prezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Energetycznych
  • Obywatelskie Społeczności Energetyczne w perspektywie UE i Polski – ramy prawne i finansowe, zaangażowanie społeczeństwa – Dariusz Szwed, Zielony Instytut

10:40 – 11:00 – Przerwa kawowa

11:00 – 12:30 – Otwarta dyskusja w formie okrągłego stołu: Korzyści dla społeczeństwa z rozwoju spółdzielni energetycznych i obywatelskich społeczności energetycznych

12:30 – Poczęstunek

Rejestracja

Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc o udziale decyduje kolejność zgłoszeń.

Udział jest bezpłatny.

Osoby zainteresowane udziałem w spotkaniu prosimy o zgłoszenie do Katarzyny Kubiczek: kkubiczek[małpa]eko.org.pl

Uwaga: w treści zgłoszenia prosimy o podanie danych:

  • imię i nazwisko,
  • afiliacja / nazwa instytucji (jeśli dotyczy),
  • numer PESEL,
  • numer telefonu kontaktowy.

Gwarancją uczestnictwa jest otrzymanie potwierdzenia rejestracji drogą e-mail. Niezbędne dane uczestników zostaną przekazane do biura przepustek Senatu RP.

Patronat medialny

 

 


Projekt realizowany w ramach Inwestycji G1.1.4 Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności: Wsparcie dla instytucji wdrażających reformy i inwestycje w ramach REPowerEU