Śląskie kopalnie od lat wylewają do Odry i Wisły setki milionów metrów sześciennych słonych ścieków – i robią to całkowicie legalnie. Raport Najwyższej Izby Kontroli ujawnia brutalną prawdę: państwo zezwala na dewastację środowiska w imię interesów spółek górniczych, zamiast chronić wspólne dobro.

Legalne trucie, systemowa bezradność

Kontrola objęła największe państwowe podmioty górnicze – Jastrzębską Spółkę Węglową, Polską Grupę Górniczą i Spółkę Restrukturyzacji Kopalń – oraz Wody Polskie, odpowiedzialne za nadzór i wydawanie pozwoleń. Z 67 analizowanych dokumentów w aż 64% warunki ochrony środowiska zapisano nieprecyzyjnie, a w 36% nie zapisano ich wcale. Innymi słowy: kopalnie dostały od państwa wolną rękę.

Efekt? Między 2020 a 2023 rokiem do rzek trafiło 733 mln m³ wód dołowych z ładunkiem 5,9 mln ton soli. Średnie zasolenie ścieków sięgało 8 g/l – więcej niż w Bałtyku. To właśnie takie warunki sprzyjały zakwitowi tzw. złotych alg, które w 2022 roku wytruły Odrę.

Kontrola bez kontroli

Raport NIK demaskuje pozorność nadzoru nad kopalniami. Wody Polskie bez szemrania akceptowały sprawozdania spółek, nie żądały dowodów, nieraz wydawały decyzje korzystniejsze niż żądały same zakłady. Monitoring jakości ścieków? Raz na dwa miesiące. Przeglądy pozwoleń? Rzadkie i nierzetelne, czasem całkowicie zaniechane.

To państwowe instytucje stworzyły system, w którym górnicze spółki same decydują o tym, jak bardzo zatrują rzeki.

Grosze za katastrofę

Najbardziej oburzająca jest cena, jaką kopalnie płacą za swoje praktyki. 5 groszy za kilogram soli – tyle kosztuje niszczenie wspólnych zasobów wodnych. Rocznie wychodzi 63–70 mln zł – śmieszna kwota wobec miliardowych obrotów sektora. Mało tego: przepisy pozwalają te opłaty jeszcze obniżać, o ile kopalnia jest w stanie chwilowo zatrzymać ścieki.

Zdaniem NIK taki system nie tylko nie zachęca do ochrony środowiska, ale nagradza bierność i minimalizm. To państwo de facto subsydiuje trucie własnych rzek.

Rachunek dla społeczeństwa

W dorzeczu Wisły w ciągu czterech lat znalazło się 469 mln m³ słonych wód i 3,7 mln ton soli. Do Odry – 264,5 mln m³ i 2,2 mln ton soli. W sumie 1,5 mln ton soli rocznie – tyle, co całe przemysłowe wysypisko.

Skutkiem jest trwałe pogorszenie jakości wód, degradacja ekosystemów i zubażanie bioróżnorodności. W wielu miejscach rzeki zaczynają przypominać słonawe estuaria zamiast naturalnych siedlisk.

Ekologia kontra interesy państwa

NIK domaga się zmian prawa wodnego: powiązania ulg w opłatach z realnymi systemami retencyjnymi, zniesienia ulg za symboliczne „podczyszczanie” i wprowadzenia stałego monitoringu jakości wód. Ale raport przypomina też, że ostrzeżenia pojawiały się już w 1999 roku. Od tego czasu zmieniło się jedno – państwo coraz mocniej wiąże się z górnictwem, a zasolenie rzek rośnie.

Śląska katastrofa ekologiczna to nie wypadek przy pracy. To efekt politycznych decyzji, które każą obywatelom i przyrodzie płacić za interesy spółek górniczych. Wszystkie trzy kontrolowane spółki mają dominujący udział Skarbu Państwa. Innymi słowy: rząd sam od lat zatwierdza i legitymizuje system legalnego trucia rzek.

Jeszcze jedna Odra?

Katastrofa na Odrze w 2022 roku była punktem zwrotnym – momentem, w którym Polska na własne oczy zobaczyła skutki dekad zaniedbań. Ale dziś, trzy lata później, raport NIK mówi jasno: nic się nie zmieniło. Rzeki wciąż są zrzutowiskiem dla kopalń. Ryzyko kolejnych katastrof ekologicznych jest nie tylko realne – ono jest nieuniknione.

Pytanie nie brzmi już „czy”, tylko „kiedy” i „kto poniesie koszty”.

Źródło: NIK

Rzeki są żyłami polskiego krajobrazu – łączą regiony, kultury i ludzi, ale też cierpią w milczeniu pod ciężarem ton odpadów pozostawionych po sezonie turystycznym. Już w ostatni weekend września, 27–28.09, wyruszy ogólnopolska akcja „Cała Polska na kajaki”, która po raz pierwszy w historii zorganizuje skoordynowane sprzątanie rzek z perspektywy kajaka. Dziesiątki kilometrów tras, kilkuset uczestników i jeden wspólny cel – oczyścić polskie rzeki i przypomnieć o ich znaczeniu.

 

mat.org

Rzeki pod lupą – po sezonie turystycznym

Pretekstem do wydarzenia jest obchodzony we wrześniu Światowy Dzień Rzek. To idealny moment, by sprawdzić, w jakim stanie są nasze akweny po wakacjach. – „Latem miliony osób korzystają z walorów polskich rzek. Jesień to czas bilansu. Chcemy zobaczyć, co pozostało po turystach” – mówi Daniel Parol, pomysłodawca wydarzenia i inicjator „Operacji Czysta Rzeka”.

To właśnie pod jego przewodnictwem od siedmiu lat odbywają się wiosenne akcje sprzątania rzek i ich okolic. Tym razem przyszedł czas na kontynuację działań także jesienią. Parol podkreśla, że kajaki pozwalają dotrzeć w miejsca niedostępne z lądu, gdzie odpady gromadzą się latami: – „To ekologiczny i aktywny sposób troski o przyrodę, który łączy rekreację z realnym działaniem”.

Największe wodne sprzątanie w kraju

W ramach projektu uczestnicy wyruszą na kilkanaście akcji w całej Polsce. Sprzątanie obejmie m.in.:

  • Wisłę (Kraków),

  • Bug (Wyszków),

  • Wartę (Śląsk),

  • Wieprz i Bystrzycę (Lubelszczyzna),

  • Bobrzę (Świętokrzyskie),

  • Widawę (Opolskie),

  • Drzewiczkę (Łódzkie),

  • Liwę, Pasłękę i Marózkę (Warmia i Mazury).

Tego typu skala czyni „Całą Polskę na kajaki” największym w historii wydarzeniem społecznym sprzątającym rzeki w Polsce.

Jak dołączyć?

Rejestracja odbywa się online poprzez stronę www.polskanakajaki.pl, gdzie dostępne są formularze zgłoszeniowe i lista akcji w poszczególnych województwach. Ze względu na bezpieczeństwo liczba miejsc jest ograniczona.

Wspólnota ludzi dla rzek

„Operacja Czysta Rzeka” przez siedem edycji połączyła już 65 990 uczestników, którzy wspólnymi siłami zebrali 1447 ton śmieci. Co roku projekt wspierają samorządy, firmy, organizacje społeczne, a także lokalni liderzy i media. – „To nie tylko sprzątanie, ale i budowanie świadomości. Pokazujemy, że rzeki to nie śmietnik, lecz fundament naszego środowiska i kultury” – podkreślają organizatorzy.

Więcej informacji:

 

Pozytywna energia, wzruszające przemówienia, wydarzenia towarzyszące, transparenty niesione przez ludzi w każdym wieku – tak wyglądała Warszawa 6 września. Tego dnia odbył się już siódmy Marsz Wyzwolenia Zwierząt. Największa w Polsce, cykliczna manifestacja prozwierzęca z roku na rok gromadzi coraz liczniejsze grono uczestników. Czy to znak, że coś drgnęło? Że wreszcie zaczynamy otwierać oczy na los zwierząt?

Pracy wciąż jest przed nami ogrom, nikt tu nie ma złudzeń. Ale dopóki są ludzie, jest i nadzieja. A tych ludzi w tym roku naprawdę nie brakowało – atmosfera była gęsta od entuzjazmu. Hasło „Idę dla zwierząt!” niosło tłum przez Nowy Świat, Świętokrzyską, Emilii Plater, Aleje Jerozolimskie i Marszałkowską, by w końcu wrócić w miejsce startu. Po drodze padały słowa mocne i poruszające: głos zabierali m.in. Sylwia Spurek, Joanna Hańderek, Dariusz Gzyra, Andrzej Elżanowski, Monika Kohut i Karolina Kuszlewicz.

Nie był to jednak koniec emocji. Już o 17.00 odbyły się dwie akcje, rozgrywane równolegle w dwóch miejscach – i to nieprzypadkowo. Przy pomniku Kopernika sto osób w skupieniu i ciszy trzymało tablice z portretami różnych zwierząt: „Jestem zwierzęciem. Myślę, czuję. Chcę żyć”. Kilkadziesiąt kroków dalej, przed kampusem głównym UW, aktywiści Anonymous for the Voiceless zorganizowali „Sześcian Prawdy”. Dwa różne obrazy, dwie różne formy, ale ten sam przekaz. Dzięki temu przechodnie nie mogli pozostać obojętni – nad Traktem Królewskim unosiła się aura ciszy, ale i prowokacji do myślenia.

Marsz Wyzwolenia Zwierząt, Warszawa 2025
Fot: Afra Wierska

Później klimat zmienił się na bardziej artystyczny i intelektualny. O 19.30 w Centrum Aktywizmu Klimatycznego „Gniazdo” odbyła się premiera książki „Protopia” – feministyczno‑wegańskiej publikacji pod redakcją Elwiry Sztetner, Edy Kranc i Michaliny W. Klasik. Towarzyszył jej wernisaż wystawy „Sentiokracja teraz!”, której prace były wyraźnym manifestem oporu wobec przemocy i patriarchalnych struktur dominacji nad zwierzętami i ludźmi. Kultura spotkała się tu z aktywizmem, a wegański poczęstunek zamknął całość w atmosferze wspólnoty.

Ale Marsz, choć ważny i piękny, nie wystarczy. To tylko kropla w morzu potrzeb. Jak mówi Edyta Grabarczyk z Partii Zielonych i Fundacji „Pożywienie – Darem Serca”: „Każdy posiłek to mały marsz dla zwierząt. Chcesz coś zmienić? Zacznij od swojego talerza”. Mocne słowa, ale trudno się nie zgodzić. Transparenty i okrzyki na ulicach mają sens, ale rewolucja naprawdę zaczyna się w codzienności – przy stole, przy zakupach, w wyborach, które wydają się błahe.

A jednak droga aktywizmu to także ciemna strona – zmęczenie, frustracja, ściana obojętności. Aktywistka Anna Sollich nie owija w bawełnę: „Najgorsze bywa poczucie bezsilności. Brak empatii wobec zwierząt, zwłaszcza hodowlanych, stereotypy dotyczące aktywistów, a w końcu też codzienne obcowanie z cierpieniem – to obciąża psychicznie. Do tego długie procesy sądowe, trudności dowodowe, brak środków na kampanie i schroniska… wszystko to może prowadzić do wypalenia”. Słucha się tego z ciężarem w sercu, bo to pokazuje, jak nierówna jest ta walka.

A jednak – trzeba walczyć. Bo jeśli my nie, to kto? I choć łatwo uwierzyć, że to daremny trud, przykłady pokazują coś innego. Ot, choćby ostatnia akcja w Gliwicach – presja społeczna doprowadziła do odwołania Mistrzostw Europy American Rodeo Polska. Ktoś powie: kropla w morzu. Ja powiem: kropla, która drąży skałę.

I tak, oby tak dalej. Do zobaczenia na kolejnym Marszu.

 

8 września 2025 roku w Warszawie odbyła się trzecia edycja Warsaw Climate Talks. Tym razem eksperci z Polski i Niemiec skupili się na roli odtwarzanych mokradeł i torfowisk w walce ze zmianą klimatu i rozwojem innowacyjnego rolnictwa. To właśnie te unikalne ekosystemy mogą okazać się jednym z najskuteczniejszych narzędzi w ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych oraz przeciwdziałaniu suszom.

Mokradła – naturalny sojusznik w walce ze zmianą klimatu

Otwarcia spotkania dokonał ambasador Niemiec w Polsce, Miguel Berger. Podkreślił on, że ponowne uwodnienie torfowisk to nie tylko działanie przyrodnicze, ale strategiczny element polityki klimatycznej. – „Rolnictwu musi się opłacać udział w tych działaniach, tak aby ochrona środowiska szła w parze z opłacalnością gospodarowania” – zaznaczył Berger, wskazując na konieczność tworzenia rozwiązań sprzyjających rolnikom.

Torfowiska w swojej naturalnej postaci działają jak gigantyczne magazyny węgla i wody. Kiedy są osuszane, stają się źródłem emisji CO₂. Ich odtwarzanie – poprzez podniesienie poziomu wód gruntowych – nie tylko redukuje emisje, ale także przyczynia się do lokalnej poprawy bilansu wodnego. To szczególnie istotne w Polsce, gdzie coraz częściej obserwuje się skutki wieloletnich susz.

Otwarcie Warsaw Climate Talks przez Miguela Bergera, ambasadora desygnowanego
Republiki Federalnej Niemiec w Polsce.
Zdjęcie: Centrum Ochrony Mokradeł

Wyzwania i możliwe rozwiązania

W pierwszym panelu dyskusyjnym, prowadzonym przez Monikę Łaskawską-Wolszczak z Centrum Ochrony Mokradeł, politycy i eksperci zgodzili się, że kluczowe znaczenie w procesie odtwarzania mokradeł ma współpraca resortów środowiska i rolnictwa. Jak wskazała prowadząca: – „Usprawnienie systemowych rozwiązań na rzecz zatrzymania wody w krajobrazie to konieczność naszych czasów.”

Przykłady oddolnych działań już istnieją. W części gospodarstw rolnicy samodzielnie podejmują próby poprawy uwodnienia swoich gruntów. Jednak, jak podkreślano, aby takie działania stały się częścią szerszej transformacji, potrzebne są ramy prawne, system wsparcia finansowego oraz długofalowe planowanie.

Rolnictwo bagienne jako innowacyjna ścieżka

Szerokim echem odbiła się druga część rozmów, poświęcona tzw. rolnictwu bagiennemu (paludikultury). To podejście, które zakłada uprawy i hodowlę dostosowaną do warunków wilgotnych gleb torfowych, bez ich osuszania. Bagienna biomasa – np. trzciny, turzyce czy sitowie – może służyć jako surowiec energetyczny, budowlany czy paszowy.

Rolnicy obecni na konferencji podkreślali, że dla rozwoju paludikultury kluczowe są stabilne łańcuchy dostaw i dostęp do rynku. – „Rolnicy potrzebują przede wszystkim długoterminowego bezpieczeństwa – wiedzy, że ta forma gospodarowania będzie wspierana i opłacalna” – mówili uczestnicy panelu.

Polska i Niemcy: wspólne cele, wspólne doświadczenia

Zdaniem Franziski Tanneberger, dyrektorki Greifswald Moor Centrum, oba kraje stoją wobec zbliżonych wyzwań. – „Jeśli chodzi o torfowiska, Polska i Niemcy mają ze sobą wiele wspólnego. Możemy się wspierać i uczyć od siebie nawzajem.” – podsumowała.

Warsaw Climate Talks po raz pierwszy odbyły się w 2023 roku i od tego momentu zyskują na znaczeniu jako platforma dialogu polsko-niemieckiego w kwestiach polityki klimatycznej. W poprzednich latach poruszano temat miksu energetycznego przyszłości i roli rolnictwa w osiąganiu neutralności klimatycznej. Tegoroczna edycja po raz pierwszy w centrum zainteresowania postawiła ekosystemowe rozwiązania o wysokim potencjale redukcyjnym.

Perspektywy na przyszłość

Dyskusja o odtwarzaniu mokradeł nie sprowadza się jedynie do ekologii – to także rozmowa o gospodarce rolnej, bezpieczeństwie żywnościowym i przyszłości obszarów wiejskich. W obliczu kryzysu klimatycznego eksperci są zgodni: mokradła muszą być traktowane jako część polityk rolnych i klimatycznych, a nie jako marginalny temat ochrony przyrody.

Warszawskie spotkanie pokazało, że torfowiska stają się przestrzenią innowacji – zarówno technologicznych, jak i społecznych. Ich odtworzenie daje szansę na połączenie ochrony klimatu z nowymi modelami gospodarowania, które mogą okazać się kluczowe dla przyszłości europejskiego rolnictwa.

Data: 23 września 2025 r.

Godzina: 11:00 – 14:00

Miejsce: Instytut Kultury Miejskiej, ul. Targ Rakowy 11, 80-806 Gdańsk

11:00 – 12:00 Część teoretyczna
W tej części warsztatów dowiemy się o tym:

  • Jakie podmioty mogą stać się OSE i w jaki sposób je zarejestrować?
  • Jakie korzyści OSE przynoszą swoim członkiniom i członkom, społeczeństwu?
  • Jakie działania może podejmować OSE (dyrektywa IEMD, nowelizacja prawa energetycznego z 2023 r.)
  • Czym jest i jak wygląda Wieloletni Plan Działań Społeczności Energetycznej 2025-2030 w kontekście dokumentów: Krajowy Plan Energii i Klimatu, Zielona Strategia Gdańska: SECAP – Plan Działań na Rzecz Zrównoważonej Energii i Klimatu dla Miasta Gdańska?
  • Jakie fundusze będą dostępne dla obywatelskich społeczności energetycznych oraz, w szerszej perspektywie, na rozwój uspołecznionej energetyki w woj. pomorskim??

12:00 – 12:30 Przerwa na wegański poczęstunek
12:30 – 14:00 Część praktyczna

W Instytucie Kultury Miejskiej zaprezentujemy praktyczne działania OSE, które zmniejszają zużycie energii elektrycznej, zwiększają efektywność energetyczną oraz umożliwiają własną produkcję energii ze źródeł odnawialnych.

Osoby zainteresowane udziałem w warsztatach prosimy o kontakt: kkubiczek[małpa]eko.org.pl

Dołącz do wydarzenia na Facebooku!


Projekt realizowany w ramach Inwestycji G1.1.4 Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności: Wsparcie dla instytucji wdrażających reformy i inwestycje w ramach REPowerEU

Wyobraź sobie świat, gdzie biurokracja przestaje być hamulcem, a staje się sprzymierzeńcem biznesu. Unia Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen właśnie podąża tą ścieżką. We wrześniu 2025 roku, podczas orędzia o stanie Unii, ogłoszono radykalne uproszczenia: o 25% mniej obciążeń dla firm, a w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw aż o 35%.

To brzmi jak hymn na cześć liberalnej polityki gospodarczej: mniej papierów, więcej inwestycji, szybciej wdrażane innowacje i nowe miejsca pracy. Pakiet deregulacyjny ma być złotym dotykiem dla unijnej gospodarki.

Ale czy możemy na pewno spać spokojnie?

To przede wszystkim likwidacja lub uproszczenie szeregu wymogów administracyjnych i biurokratycznych, które przedsiębiorstwa muszą spełniać, aby działać zgodnie z prawem UE. Komisja Europejska skupia się na różnych aspektach działalności gospodarczej — od uproszczenia rejestracji i procedur księgowych, przez digitalizację procesów i raportowania, po uproszczenia związane z zamówieniami publicznymi czy ochroną własności intelektualnej. Pakiet zmian legislacyjnych znany jako Pakiet Omnibus obejmuje uproszczenia w rejestracji działalności gospodarczej, procedurach księgowych, zamówieniach publicznych oraz prawo własności intelektualnej. Wszędzie tam, gdzie kiedyś były ostre wymogi, teraz pojawiają się „łatwiejsze drogi” i mniejsze nakłady biurokratyczne.

Problem w tym, że w centrum uproszczeń znalazły się dyrektywy dotyczące zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw (CSRD) oraz łańcuchów dostaw (CSDDD), które miały być gwarantem odpowiedzialności ekologicznej i społecznej firm. Nowe regulacje jednak obniżają zakres obowiązków, co może oznaczać, że mniej przedsiębiorstw będzie raportować rzeczywiste wpływy na środowisko i społeczeństwa — co z punktu widzenia klimatu jest krokiem wstecz.

Według raportu Europejskiego Trybunału Obrachunkowego z 2024 roku, już obecne luźniejsze regulacje umożliwiły firmom ominięcie części obowiązków raportowych, co rodzi ryzyko coraz większej „zielonej fasady” (greenwashing). Szacuje się, że w ciągu najbliższych 5 lat nawet 20% przedsiębiorstw może zminimalizować działania na rzecz ochrony środowiska, gdy regulacje staną się bardziej pobłażliwe.

Wzrost czy bezpieczeństwo?

Przedstawiciele biznesu i część rządów zapewniają, że to szansa na nową jakość dla europejskiej gospodarki. „Redukcja barier administracyjnych to klucz do odblokowania potencjału przedsiębiorców” — mówi Luana Żak z Konfederacji Lewiatan. Kampania prorozwojowa jest przekonująca, a przykłady cyfryzacji i uproszczeń w Polsce zdają się potwierdzać jej skuteczność.

Tyle że rzeczywistość od dziewięciu miesięcy pokazuje coś innego. Po pierwsze, próby znoszenia regulacji odbywają się kosztem praw pracowniczych, ochrony środowiska i standardów cyfrowych. Po drugie, rolę gospodarczych beneficjentów pełnią potężne korporacje, które mają coraz większy wpływ na unijne procesy ustawodawcze, podczas gdy głosy społeczne, ekologiczne i obywatelskie są marginalizowane.

Idea deregulacji nie jest nowością ostatnich miesięcy. W ostatnich dekadach partie polityczne o profilu liberalno-konserwatywnym  konsekwentnie promowały ułatwienia dla biznesu jako receptę na rozwój gospodarczy i innowacje. Nawet w ramach rządów socjaldemokratycznych obserwowano tendencje do upraszczania prawa, często pod presją rosnącego sektora prywatnego i globalnej konkurencji.

Deregulacja była i pozostaje zatem politycznym projektem o szerokim poparciu, lecz jednocześnie budzącym coraz więcej wątpliwości i silny opór środowisk społecznych i ekologicznych. Ten ważny temat wymaga od polityków i społeczeństwa szczególnej uwagi — by nie zapomnieć, że efekty gospodarcze mają swoje konsekwencje społeczne, a te z kolei wpływają na stan demokracji i jedność Europy.

Za mgłą wolności gospodarczej – powtórka z kryzysu

Na tle obecnych debat o deregulacji warto cofnąć się o dekadę i przypomnieć sobie, jak niebezpieczny może stać się proces masowego luzowania prawa.

Kryzys finansowy 2008 roku to nie była „wpadka”, czy chwilowe zawirowanie na rynkach. To był głęboki efekt prioriytetyzowania krótkoterminowego zysku nad stabilnością i odpowiedzialnością. Rozluźnienie reguł bezpieczeństwa w sektorze finansowym pozwoliło na handel skomplikowanymi instrumentami finansowymi, które wyglądały jak bezpieczne inwestycje, ale w praktyce były bombami zegarowymi. Wiele z nich opierało się na kredytach hipotecznych udzielanych osobom bez realnej zdolności spłaty. Gdy pękła bańka, miliony ludzi na całym świecie widziały, jak ich dorobek życia ulatnia się w ciągu zaledwie kilku dni. Mimo gigantycznych strat, winnych brak odpowiedzialności za skutki — będących efektem deregulacyjnej polityki i braku kontroli.

Podobnie było z aferą Dieselgate z 2015, gdzie Volkswagen, wykorzystując niuanse słabych i często niesprawdzonych regulacji, manipulował testami emisji spalin. To prosta, acz dramatyczna lekcja — bez odpowiedniego nadzoru korporacje nie wahają się zatruwać powietrza i narażać zdrowie milionów ludzi, licząc na winę słabo nadzorowanego systemu.

Nawet rolnictwo, które powinno być filarem zrównoważonego rozwoju, nie obyło się od negatywnych skutków deregulacji. Uproszczenia we Wspólnej Polityce Rolnej (WPR), wprowadzane na przestrzeni lat 2018-2023, miały na celu odciążenie rolników od nadmiernej biurokracji i poprawę konkurencyjności. Niestety, ich konsekwencją stała się zwiększona presja na środowisko – zniszczenia naturalnych siedlisk, zanieczyszczenie wód rolniczymi chemikaliami oraz dramatyczne ubytki bioróżnorodności.
W Polsce obserwujemy nasilające się okresy suszy, a straty w zasobach wodnych są alarmujące. Dlaczego Wisła, nasza najważniejsza rzeka, wysycha? Przede wszystkim dlatego, że w zlewni brakuje naturalnych zasobów magazynujących wodę – torfowisk, bagien i mokradeł, które są sukcesywnie niszczone. Deregulacja WPR częściowo przyczyniła się do tego stanu, ponieważ uproszczone procedury i presja na zwiększenie produkcji rolnej prowadziły do osuszania i wykorzystywania tych terenów pod uprawy.

Te przykłady to nie tylko wydarzenia z przeszłości — z  ich konsekwencjami borykamy się do dziś. To również przestrogi, które wyraźnie mówią, że deregulacja nie jest procesem neutralnym, lecz potężnym zjawiskiem z realnymi konsekwencjami dla całego społeczeństwa i środowiska. Jeśli teraz nie zatrzymamy tego procesu, przyszłość może okazać się szara, zatruta i pełna nierówności, za które zapłaci całe pokolenia.

Apel organizacji pozarządowych: czas zatrzymać falę deregulacji

W odpowiedzi na masowy proces uproszczenia przepisów, który prowadzi Komisja Europejska, ponad 470 organizacji pozarządowych, związków zawodowych oraz grup społecznych z całej Europy wystąpiło z głośnym apelem do władz Unii. Organizacje te ostrzegają, że obecna polityka deregulacyjna może doprowadzić do osłabienia podstawowych praw pracowniczych, obniżenia standardów ochrony środowiska oraz marginalizacji obywatelskiego i ekologicznego głosu w procesie decyzyjnym.

Według nich uproszczenia administracyjne nie mogą odbywać się kosztem zdrowia, bezpieczeństwa i sprawiedliwości społecznej. Podkreślają, że to właśnie dzięki skutecznym regulacjom i mechanizmom kontroli możliwe jest budowanie stabilnej i zrównoważonej gospodarki, która chroni obywateli i naturę.

Organizacje zwracają uwagę na przykłady z ostatnich lat — od kryzysu finansowego 2008 roku po wagę regulacji w walce ze zmianami klimatycznymi — i domagają się, aby proces legislacyjny był prowadzony z pełnym udziałem społeczeństwa obywatelskiego oraz z zachowaniem przejrzystości i odpowiedzialności.

Najważniejsze postulaty zawarte w tym apelu to:

  • zatrzymanie masowej deregulacji, która rozmywa fundamentalne prawa i bezpieczeństwo,

  • wzmocnienie praw pracowniczych i ochrony środowiska,

  • zwiększenie finansowania i kompetencji organów nadzorczych,

  • zapewnienie realnego udziału NGO, związków zawodowych i obywateli w procesach tworzenia i wdrażania prawa.

Apel spotkał się z mieszanymi reakcjami w instytucjach UE i państwach członkowskich, jednak wskazuje jednoznacznie, że deregulacja to proces, który wymaga nie tylko ekonomicznej kalkulacji, ale także głębokiej refleksji społecznej i politycznej.

Warto dodać, że deregulacja, choć domagają się jej partie o profilu liberalnym i centrolewicowym, cieszy się również poparciem części prawicowych rządów, które widzą w niej narzędzie do wzmocnienia przedsiębiorczości i ograniczenia roli państwa, co potęguje napięcia i podziały polityczne.

Wyścig po zysk, a kto płaci za straty?

Pakiet deregulacji, choć na pierwszy rzut oka jawi się jako motor napędowy szybkiego wzrostu gospodarczego Polski, niesie ze sobą poważne ryzyka, które często umykają w publicznej debacie. Polska, która w 2025 roku awansowała na 20. największą gospodarkę świata z PKB przekraczającym miliard dolarów, bije rekordy wzrostu na poziomie około 3,4% rocznie, co czyni ją liderem w Europie Środkowej i kandydującym do wejścia do elitarnego klubu G20. Dynamiczny rozwój sektora technologicznego i przemysłowego staje się wizytówką zmieniającej się Polski.

Niemniej jednak niemal połowa Polaków wciąż nie posiada żadnych oszczędności, a wielu zmaga się z finansową niepewnością dnia codziennego. Według statystyk stopa oszczędności gospodarstw domowych to około 10%, co jest wartością stosunkowo niską na tle innych krajów europejskich. To pokazuje, że szybki wzrost gospodarczy nie rozkłada się równomiernie i nie poprawia na razie sytuacji większości społeczeństwa.

Nowe zasady, które mają ułatwić funkcjonowanie przedsiębiorstw, mogą paradoksalnie przyczynić się do nadmiernej eksploatacji zasobów naturalnych — lasów, wód czy gleby, których ochrona często schodzi na dalszy plan. Uproszczenie prawa i zmniejszenie kontroli rodzi zagrożenie dla zrównoważonego rozwoju i długoterminowej stabilności ekonomicznej kraju. Co więcej, deregulacja sprzyja koncentracji kapitału i wzmacnia pozycję największych podmiotów kosztem mniejszych i lokalnych społeczności. Na gruncie społecznym skutkuje to pogłębianiem nierówności i marginalizacją najsłabszych grup. Ograniczona rola organizacji obywatelskich i osłabienie praw pracowniczych mogą prowadzić do społecznych napięć i destabilizacji.

Dodajmy do tego realny odpływ dochodów z Polski — już teraz obserwujemy, że niektóre firmy (np.InPost) tworzą struktury holdingowe poza granicami państwa, co faktycznie zmniejsza wpływy podatkowe i ogranicza zdolność finansowania kluczowych usług publicznych. To zjawisko podważa solidność fundamentów ekonomicznych wzrostu kraju i zagraża stabilności finansów publicznych. Czy taki kierunek zmian przyniesie Polsce faktyczny rozwój, czy tylko zwiększy lukę finansową i pogłębi nierówności?

Wobec tych wyzwań niezbędne jest postawienie pytania: czy wzrost gospodarczy, o który zabiegamy, będzie służył wszystkim obywatelom, czy jedynie elitom? Czy pakiet deregulacji poprawi sytuację zwykłych ludzi, czy pogłębi przepaść społeczną? To refleksja, która powinna być centralna w każdej dyskusji o przyszłości Polski i Unii Europejskiej. Bo samo bycie „tygrysem gospodarczym” nie wystarczy — prawdziwa wartość leży w tym, by rozwój był trwały, sprawiedliwy i inkluzywny.

Budujmy jutro na fundamencie odpowiedzialności

W historii widzimy, że skuteczne regulacje chronią nas wszystkich i budują stabilne społeczeństwa. Europa stoi dziś na rozdrożu — albo podda się presji korporacyjnego krótkoterminowego zysku, albo postawi na demokratyczną i sprawiedliwą przyszłość.

To jest czas, kiedy trzeba zadać sobie najważniejsze pytanie: czy chcemy świata, w którym godzimy się na utratę przyszłości, czy świata, gdzie odpowiedzialność i troska o planetę stają się podstawą każdego działania? Bo jedno jest pewne: rachunek zostanie wystawiony — tylko nie wiemy jeszcze, kto go ostatecznie zapłaci.

Dąbrowa Górnicza przez dwa wrześniowe dni (5.09 i 06.09) stała się sercem progresywnej debaty ekonomicznej w Polsce. IV Kongres Regeneracja! organizowany przez Polską Sieć Ekonomii, największe i najważniejsze forum dla tych, którzy szukają sprawiedliwych odpowiedzi na wyzwania współczesności, zgromadził blisko 850 osób. Była to edycja przełomowa – nie tylko dlatego, że po raz pierwszy trwała dwa dni, ale dlatego, że coraz wyraźniej widać, iż Regeneracja! staje się obowiązkowym punktem w kalendarzu wszystkich, którzy myślą o przyszłości gospodarki, pracy i społeczeństwa w epoce kryzysów klimatycznych i technologicznych.

fot. Piotr Kruszak/Polska Sieć Ekonomii

Miasto – symbol przemiany

Nieprzypadkowo gospodarzem Kongresu ponownie została Dąbrowa Górnicza. Miasto o przemysłowej i rewolucyjnej historii, które dziś odważnie podąża ścieżką zielonej transformacji, okazało się idealnym miejscem do debat o przyszłości. Pałac Kultury Zagłębia i Fabryka Pełna Życia wypełniły się uczestnikami rozmawiającymi o pracy, mieszkalnictwie, kulturze czy energetyce. Dawne centrum przemysłowe stało się na dwa dni laboratorium nowoczesnej i sprawiedliwej gospodarki.

Ekonomia, która szuka nowego modelu

Kongres, organizowany przez Polską Sieć Ekonomii, pozostał wierny gospodarczemu rdzeniowi. Kluczowe wystąpienie wygłosił prof. Marcin Piątkowski, ekonomista Banku Światowego i wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego. W rozmowie z prof. Joanną Senyszyn i dr. Michałem Możdżeniem podkreślił jedno: Polska stoi przed koniecznością wypracowania nowego modelu rozwoju. Dawne źródła sukcesu wyczerpały się – dziś potrzebne są instytucje silne, inkluzywne, zdolne połączyć innowację z równością.

fot. Piotr Kruszak/Polska Sieć Ekonomii

Tę diagnozę żywo zilustrowała debata między byłym premierem Mateuszem Morawieckim a Adrianem Zandbergiem z Partii Razem. Sala pękała w szwach, napięcie sięgało zenitu, a retoryczne ciosy obu stron wywoływały burzę emocji. To obraz Kongresu: żywa polityka w najostrzejszej formie, ale w klimacie otwartej wymiany myśli.

 

Kryzys mieszkaniowy i „betonowe złoto”

Jednym z najważniejszych tematów był kryzys mieszkaniowy. Na podstawie raportu Polskiej Sieci Ekonomii „Betonowe złoto. Jak poprawić dostępność mieszkań w Polsce?” debatowano o spirali cen i rosnącym przeludnieniu. Paneliści wskazywali na konieczność odbudowy budownictwa społecznego, rozwoju spółdzielczości i – najbardziej kontrowersyjnie – wprowadzenia podatku katastralnego. Dyskusja nie tylko diagnozowała problem, ale stała się politycznym pojedynkiem o wizję tego, czy mieszkanie w Polsce nadal ma być marzeniem czy prawem.

 

Kultura w dobie sztucznej inteligencji

Nowym elementem była ścieżka Regeneracja! Kultury. Cieszyła się tak ogromnym zainteresowaniem, że część debat przenosiła się na korytarze. Filozofowie Andrzej Leder i Jan Sowa, pisarz Zygmunt Miłoszewski czy autorka i aktywistka Magdalena Okraska spierali się o kształt twórczości w epoce dominacji algorytmów. Dyskutowano o odpowiedzialności platform cyfrowych i konieczności opracowania nowych modeli wynagradzania.

Spotkanie z autorami podcastu „Dwie Lewe Ręce” – Marcinem Giełzakiem i Jakubem Dymkiem – pokazało zaś, że kultura to również ironia, narracja i nowe języki opisywania współczesności.

Od gospodarki po energetykę

Ścieżka gospodarcza, najobszerniejsza z całego kongresu, przyciągnęła reprezentantów NBP i BOŚ. Duże emocje wywołał pomysł tzw. podatku zdrowotnego od korporacji szkodzących zdrowiu publicznemu. Z kolei w Regeneracji! Energetyki poruszano kwestię obywatelskiej energetyki jako gwarancji bezpieczeństwa – zarówno przed kryzysem klimatycznym, jak i geopolitycznym.

Spotkanie ludzi, nie tylko idei

Choć nazwiska panelistów gwarantowały medialne hity, prawdziwą siłą Regeneracji! okazały się setki zwykłych uczestników przyjeżdżających z całej Polski. To oni tworzyli klimat współpracy. Warsztaty nie były dodatkiem – stały się doświadczeniem wspólnotowym. Projektowanie chatbotów dla związków zawodowych, ćwiczenia kompetencji w zielonej energetyce czy wikimaraton ekonomiczny, podczas którego wspólnie edytowano artykuły w Wikipedii, zamieniły teorię w praktykę. Sala warsztatowa tętniła dynamiką – rozmowami, śmiechem, a nierzadko sporami, które jednak kończyły się współpracą.

Regeneracja to dopiero początek

IV edycja pokazała siłę Kongresu jako miejsca spotkania środowisk, które na co dzień rzadko siadają przy jednym stole – ekonomistów, polityków, aktywistów, artystów i obywateli. Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, współprzewodniczący PLSE, podkreślił: „Coraz więcej Polek i Polaków szuka odpowiedzi na pytanie, jak zbudować sprawiedliwą gospodarkę, która łączy lokalność, innowacje i solidarność”.

Nie był to zwykły kongres. To przestrzeń, w której rodzą się pomysły, strategie i – co równie ważne – wspólnotowe więzi. Regeneracja! to nie tylko konferencja. To kuźnia społecznej wyobraźni.

Po prawie ćwierćwieczu przerwy w Polsce następuje długo wyczekiwany przełom w ochronie przyrody. 11 września wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała ogłosił, że Stały Komitet Rady Ministrów zatwierdził projekt ustawy powołującej Park Narodowy Doliny Dolnej Odry. Ta decyzja ma ogromne znaczenie symboliczne, ponieważ po 24 latach Polska realnie zbliża się do stworzenia nowego parku narodowego – 24. w historii kraju. Jednak pomimo radości z tego kroku, na horyzoncie pojawia się poważne pytanie: czy faktycznie zostanie wypracowana skuteczna forma ochrony unikalnego ekosystemu, czy też nowy park stanie się tylko politycznym półśrodkiem?

Droga legislacyjna: jeszcze wiele kroków do pokonania

Droga legislacyjna do utworzenia PNDDO jest nadal daleka i skomplikowana. Projekt musi zostać przyjęty przez Radę Ministrów na posiedzeniu zaplanowanym na 16 września, następnie musi uzyskać akceptację obu izb parlamentu – Sejmu i Senatu, a finalnie wymaga podpisu prezydenta. Kolejnym, niezbędnym krokiem będzie wydanie rozporządzenia przez rząd, które precyzyjnie określi granice parku narodowego i warunki jego funkcjonowania. Choć docelowa data utworzenia parku ustalona jest na 1 listopada 2025 roku, nie można wykluczyć przesunięć związanych z procesem legislacyjnym i negocjacjami politycznymi. Przyspieszenie terminu ma umożliwić gminie Widuchowa wcześniejsze skorzystanie z tzw. subwencji ekologicznej, która wspiera finansowo samorządy z terenów zlokalizowanych na obszarach chronionych.

Granice parku: kompromis zamiast pełnej ochrony

Co jednak najbardziej budzi zastrzeżenia? Otóż pierwotne koncepcje tworzenia parku zakładały objęcie ochroną całej Doliny Dolnej Odry, rozciągającej się na ponad 6000 ha – teren o szczególnej wartości przyrodniczej, obejmujący mozaikę tzw. Międzyodrza, czyli unikatowych mokradeł, starorzeczy oraz kompleksów leśnych, które stanowią ostoję dla wielu gatunków ptaków, ryb i ssaków. Międzyodrze jest obszarem o dużym znaczeniu ekologicznym i hydrologicznym, uznawanym nie tylko w skali Polski, lecz także Europy, a nawet statusie obszaru Natura 2000. Tymczasem najnowszy projekt ogranicza powierzchnię parku do zaledwie 3856 ha, podzielonych na sześć rozłącznych enklaw. Wyłączono z granic m.in. główne ramiona Odry oraz starorzecze Starej Regalicy. Do tego gmina Gryfino odmówiła włączenia swoich terenów do parku, argumentując obawami związanymi z ograniczeniami inwestycyjnymi i rozwojowymi.

Otulina: słabe zabezpieczenie ekosystemu

Nie mniejszym problemem jest kształt i funkcjonalność proponowanej otuliny parku. Zgodnie z ustawą o ochronie przyrody, otulina powinna stanowić bufor chroniący park przed negatywnymi wpływami z terenów sąsiednich – na przykład zanieczyszczeń, presji urbanistycznej czy infrastrukturą transportową. Projekt przewiduje jednak wąskie, fragmentaryczne pasy otuliny, które nie zapewniają skutecznej ochrony przed tymi zagrożeniami. Rzeczywiste zabezpieczenie ekosystemu w tak rozczłonkowanym układzie jest mocno wątpliwe i budzi krytykę ze strony organizacji ekologicznych.

Zmiany legislacyjne i naciski ministerstw

Do tego dochodzi kwestia zmian legislacyjnych, które mają objąć nie tylko PNDDO, ale wszystkie parki narodowe i rezerwaty w Polsce. Ministerstwo Klimatu i Środowiska proponuje wprowadzenie możliwości dopuszczenia w planach ochrony tzw. kulturowych połowów ryb, tradycyjnych i regionalnych metod połowu organizmów wodnych na wodach śródlądowych i morskich. Choć może się to wydawać fortunnym gestem wobec lokalnych tradycji, stanowi zarazem furtkę do liberalizacji zasad ochrony w tych obszarach.

Sytuację komplikuje fakt, że Ministerstwo Obrony Narodowej postulowało, aby z zakresu zakazów ochronnych wyłączyć działania podejmowane w celu obronności i bezpieczeństwa państwa. Równolegle Ministerstwo Infrastruktury domagało się wyłączenia z ochrony wszelkich inwestycji związanych z gospodarką wodną, w tym utrzymania śródlądowych dróg wodnych oraz istniejącej infrastruktury hydrotechnicznej. Takie postulaty mogłyby znacznie osłabić ochronę przyrody w parkach narodowych, dopuszczając ingerencje ze strony wojska oraz rozbudowy infrastruktury gospodarki wodnej. MKiŚ, choć nie zgodziło się na pełne zaakceptowanie tych postulatów, zaproponowało kompromis – ograniczenie tych odstępstw jedynie do terenu Doliny Dolnej Odry. Stworzy to jednak precedens prawny, czyniąc PNDDO parkiem o wyjątkowym, odmiennej formie ochrony niż pozostałe 23 parki narodowe w Polsce.

Brak konsultacji społecznych i polityczne priorytety

Nasuwa się również problem transparentności i udziału społeczeństwa. Cała procedura powołania parku odbywa się w „trybie odrębnym”, czyli bez szerokich konsultacji społecznych ani udziału lokalnych społeczności i organizacji pozarządowych. Takie pomijanie głosów społecznych i eksperckich wywołuje liczne kontrowersje i pytania o demokrację środowiskową. Co więcej, polityczne priorytety rządu na najbliższe lata wydają się ograniczać do realizacji tylko tego jednego projektu – brak jest innych oficjalnych zobowiązań do rozbudowy sieci parków narodowych w Polsce, mimo wcześniejszych deklaracji koalicyjnych.

Czy Dolina Dolnej Odry stanie się prawdziwą ostoją?

W obliczu tych wszystkich zjawisk Dolina Dolnej Odry jawi się bardziej jako arena politycznych sporów, kompromisów i interesów niż kompleksowo chroniony obszar przyrodniczy. Rozczłonkowana powierzchnia parku, liczne wyłączenia z ochrony, szczególny – wyjątkowy prawnie – status oraz brak dostatecznej partycypacji społecznej rodzą poważne pytania: czy PNDDO stanie się faktyczną ostoją dzikiej przyrody, będącą zabezpieczeniem dla licznych chronionych gatunków i unikalnych siedlisk, czy tylko symbolicznym parkiem, mającym zaspokoić cele polityczne i administracyjne?

Takie wątpliwości i wyzwania będą musiały być przedmiotem ciągłej debaty, do której zaproszeni powinny być nie tylko politycy i urzędnicy, lecz także lokalne społeczności, przyrodnicy i wszyscy, którym leży na sercu przyszłość polskiej natury.

Monitorowanie dalszych losów ustawy oraz kształtu granic i przepisów dotyczących PNDDO jest dziś kluczowe. Od tych decyzji zależeć będzie, czy historia powołania kolejnego polskiego parku narodowego zakończy się sukcesem dla ochrony przyrody, czy też stanie się kolejnym rozczarowaniem systemu ochrony środowiska.

 

Źródła:
Wypowiedź wiceministra klimatu i środowiska Mikołaja Dorożały, 11 września 2025 r.;
Dokumenty i korespondencja w Rządowym Centrum Legislacji (RCL) – projekt ustawy o Parku Narodowym Doliny Dolnej Odry https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12401307/katalog/13151401#13151401;

informacja prasowa Klub Przyrodników

Media coraz częściej informują o rosnących kosztach energii elektrycznej i ciepła, które znacząco obciążają budżety domowe Polek i Polaków. Temat ten był także kluczowy podczas ostatniej kampanii prezydenckiej. Zjawisko ubóstwa energetycznego staje się więc poważnym problemem, z którym mierzą się zarówno władze centralne, jak i samorządowe. Szacunki mówią, że nawet do 30% gospodarstw domowych w Polsce może być dotkniętych tym problemem, choć Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej wskazuje na ok. 12% w ramach Planu Społeczno-Klimatycznego.

W tym kontekście Związek Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć organizuje webinar, który odbędzie się 11 września 2025 o godzinie 14:00. Tematem spotkania będzie walka z ubóstwem energetycznym i rola Funduszy Europejskich oraz Społecznego Funduszu Klimatycznego, które mogą wspierać działania w tym zakresie.

Nasze ekspertki, Alicja Piekarz i Aleksandra Krugły, przedstawią możliwości działań, jakie mogą podjąć zarówno instytucje, jak i organizacje pozarządowe, aby skuteczniej zwalczać problem ubóstwa energetycznego. Webinar poprowadzi Krzysztof Mrozek, ekspert ds. transformacji energetycznej w Polskiej Zielonej Sieci.

Prelegenci:

  • Alicja Piekarz – dyrektor działu Klimat i Energia w Polskiej Zielonej Sieci, specjalistka w zakresie społecznego wymiaru zielonej transformacji oraz autorka analiz dotyczących ubóstwa energetycznego.

  • Aleksandra Krugły – socjolożka i ekspertka polityk publicznych, z doświadczeniem w administracji rządowej i NGO, specjalizująca się w mieszkalnictwie, ekonomii społecznej oraz transformacji energetycznej.

  • Krzysztof Mrozek – dyrektor programu Fundusze Europejskie dla Klimatu, członek zespołu ds. transformacji energetycznej CEE Bankwatch Network.

Do udziału w webinarze szczególnie zapraszamy przedstawicieli i przedstawicielki organizacji pozarządowych, które chcą aktywnie uczestniczyć w działaniach przeciwdziałających ubóstwu energetycznemu.

Zapisy odbywają się przez formularz dostępny TUTAJ.

Spotkanie będzie tłumaczone na polski język migowy, a link do udziału w webinarze zostanie przesłany w dniu wydarzenia.

Nie przegap tej wyjątkowej okazji, by dowiedzieć się, jak Fundusze Europejskie mogą realnie wspierać walkę z ubóstwem energetycznym w Polsce i jak współpracować, by zmieniać sytuację na lepsze!

Webinar jest realizowany w ramach projektu “Działania informujące i promujące Fundusze Europejskie wśród organizacji pozarządowych” finansowanego ze środków Pomocy Technicznej dla Funduszy Europejskich 2021-2027.

Aktywiści z Inicjatywy Dzikie Karpaty po ponad półtora roku otrzymali od leśników wynik ekspertyzy dotyczącej wieku jodły wyciętej w 2023 roku w Nadleśnictwie Stuposiany, na terenie otuliny Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Wówczas aktywiści za pomocą lupki jubilerskiej ocenili wiek wyciętego drzewa na 290 lat. Ekspertyza wykonana na zlecenie Lasów Państwowych wykazała jednak, że działacze się mylili – jodła miała 337 lat.

Zdjęcie: Michał Grzywa

Drzewo z historią

Drzewo wykiełkowało w 1686 roku, kiedy Izaak Newton opisał teorię grawitacji, a w Polsce panował król Jan III Sobieski. Jodła przetrwała trzy rozbiory Polski, II wojnę światową i narodziny nowoczesnego państwa – nie przetrwała jednak polityki Lasów Państwowych. Drzewo nie doczekało się setnej rocznicy Lasów Państwowych, ścięto je w 2023 roku, kiedy było ponad 3 razy starsze od tej instytucji.

– To ogromna strata dla polskiej przyrody. Tak stare drzewa powinny być pomnikami przyrody, nie surowcem. Leśnicy sami nie wiedzą, jak stare i cenne lasy wycinają. Mimo to kontynuują swoje wycinki w jednym z najcenniejszych lasów w Polsce – Puszczy Karpackiej  – komentuje Michał Grzywa, aktywista Inicjatywy Dzikie Karpaty.

Liczyli, liczyli i wreszcie się doliczyli

Proces ustalania wieku tej jodły trwał rok, przekazanie wyniku kolejne pół. Aktywiści wielokrotnie dopytywali pismami o wynik, jednak leśnicy dopiero w czerwcu tego roku zdecydowali się przekazać informacje o wyciętym drzewie. Mimo że ekspertyza była gotowa już w grudniu ubiegłego roku. Leśnicy ten fakt tłumaczą nie złą wolą, a błędami w komunikacji. Sam wynik wieku tej jodły zaskoczył również leśników.

W listopadzie 2023 roku wspólnie z leśnikami przeprowadziliśmy wizję lokalną do wyciętej jodły, podczas której obiecano nam pobranie plastra ze ściętego drzewa i wykonanie ekspertyzy potwierdzającej wiek. Potem zapadła cisza. Mijały miesiące, wysyłaliśmy w tej sprawie pisma, odbywaliśmy z leśnikami spotkania, otrzymywaliśmy wymijające odpowiedzi. Mieliśmy poczucie, że leśnikom zależy, aby sprawa przycichła. – tłumaczy Zuzanna Romanowska, aktywistka Inicjatywy Dzikie Karpaty.

Plany wycinek, a nie ochrony

W przygotowanym przez leśników Planie Urządzenia Lasu dla Nadleśnictwa Stuposiany na lata 2025-2034 zaplanowano cięcia na ponad 90% powierzchni nadleśnictwa – w tym także w starodrzewach, na obszarach objętych moratorium, w projektowanych rezerwatach i w miejscu, gdzie rosła ta wycięta jodła. Mimo szumnych zapowiedzi Lasów Państwowych i rządzących dotyczących wzmacniania ochrony i wyłączenia 20% najcenniejszych lasów z gospodarki leśnej, rzeczywistość ochrony najcenniejszego lasu górskiego w Polsce wciąż wygląda zupełnie inaczej.

To nie jest wyjątek. To nie jest błąd. To systemowe działanie. Lasy Państwowe z całą powagą i spokojem prowadzą gospodarkę, której ofiarą padają jedne z najstarszych drzew w Europie. Puszcza Karpacka wciąż istnieje – ale jeśli nie zaczniemy jej chronić naprawdę, pozostaną nam po niej tylko pniaki, drogi zrywkowe, wspomnienia i fotografie. – tłumaczy Michał Grzywa, aktywista Inicjatywy Dzikie Karpaty.

Aktywiści z Dzikich Karpat alarmują, że Puszcza Karpacka wciąż nie jest odpowiednio chroniona, a procesy związane z ochroną najcenniejszych przyrodniczo obszarów są spowalniane, marginalizowane lub celowo ograniczane, przede wszystkim przez leśników. Eksperci i organizacje społeczne apelują o natychmiastowe wstrzymanie wycinek w najstarszych fragmentach i wdrożenie realnych mechanizmów ochronnych, zanim ostatnie ślady naturalnych lasów górskich znikną z mapy Polski w wyniku działań Lasów Państwowych.

Źródło: Inicjatywa Dzikie Karpaty

W poniedziałek 8 września 2025 roku Sąd Rejonowy w Hajnówce, obradował podczas rozprawy w Białymstoku, wydał wyrok uniewinniający pięcioro aktywistów potocznie nazywanych „Piątką z Hajnówki”. Oskarżano ich o ułatwianie cudzoziemcom nielegalnego pobytu na terytorium Polski oraz o przewożenie migrantów z rejonu polsko-białoruskiej granicy. Wyrok nie jest prawomocny.

Prokuratura zarzucała oskarżonym m.in. organizację przemytu migrantów. Cztery osoby zostały zatrzymane podczas przewozu grupy cudzoziemców – między innymi dziewięcioosobowej rodziny z Iraku oraz obywatela Egiptu – z terenu lasu w pobliżu granicy do miasta. Piąta osoba miała zapewnić migrantom schronienie, dostarczyć im pożywienie, ubrania oraz umożliwić odpoczynek.

Pierwotnie śledztwo dotyczyło pomocnictwa w nielegalnym przekraczaniu granicy, jednak po długim postępowaniu zarzuty zmieniono na ułatwianie niezgodnego z prawem pobytu na terenie Polski. Prokuratura domagała się kary roku i czterech miesięcy pozbawienia wolności dla każdego z oskarżonych.

Uzasadnienie wyroku

Sąd podkreślił, że w sprawie nie wykazano, aby oskarżeni dążyli do osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Istotnie odrzucono zarzut, by korzyść osiągnęli cudzoziemcy, gdyż takie rozumienie prawa uniemożliwiałoby jakąkolwiek pomoc migrantom na terytorium Polski.

Ponadto sąd zaznaczył, że aktywiści nie organizowali nielegalnego przekraczania granicy ani nie działali jako przemytnicy. Ich działania miały wyłącznie wymiar humanitarny, skoncentrowany na pomocy osobom znajdującym się w bezpośrednim zagrożeniu zdrowia i życia.

Reakcje społeczne i kontekst procesu

Proces „Piątki z Hajnówki” przyciągnął szerokie zainteresowanie mediów, opinii publicznej oraz organizacji praw człowieka. Z powodu dużej frekwencji przeniesiono go z Hajnówki do większej sali w Białymstoku. Przed gmachem sądu odbywały się manifestacje popierające oskarżonych, w których uczestniczyły dziesiątki osób, w tym politycy Zielonych, Lewicy i Razem.

Oskarżeni i ich obrońcy argumentowali, że proces nie dotyczy samej pomocy, ale jest próbą kryminalizacji działalności humanitarnej i wolontariatu w trudnych warunkach granicznych. Podkreślali, że brak realnego wsparcia państwa zmusza społeczników do działania z potrzeby ratowania życia i zdrowia migrantów oraz mieszkańców regionu.

W procesie udział brały również organizacje społeczne, takie jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Naczelna Rada Adwokacka, które jednoznacznie poparły uniewinnienie.

Znaczenie wyroku dla debaty publicznej

Chociaż wyrok sądu nie jest prawomocny, stanowi ważny sygnał dla debaty o migracji, prawach człowieka oraz obowiązkach społeczeństwa obywatelskiego wobec osób w kryzysie humanitarnym. Oddziela działalność przestępczą od niesienia pomocy humanitarnej, co ma znaczenie zarówno dla wolontariuszy, jak i przyszłych działań na rzecz migrantów.

Utworzenie spółdzielni energetycznej w Łapach uznaje się za kluczowy krok w stronę samowystarczalności energetycznej gminy i wzrostu lokalnych korzyści ekonomicznych, społecznych oraz ekologicznych.

Spółdzielnia energetyczna – idea i lokalne fundamenty

Spółdzielnia energetyczna polega na zrzeszeniu lokalnych producentów oraz odbiorców zielonej energii, głównie z własnych instalacji odnawialnych – od gospodarstw domowych, przez przedsiębiorstwa po instytucje samorządowe i publiczne. W Łapach w skład spółdzielni wejdzie gmina, Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej oraz Zakład Wodociągów i Kanalizacji. Dzięki uchwale Rady Miejskiej, dążenie do pełnej samowystarczalności energetycznej przestało być odległą perspektywą, a stało się realnym celem polityki lokalnej. Kluczowe jest także spełnienie wymogu co najmniej 40% udziału OZE w ogólnym zużyciu energii od 2025 roku, co wzmacnia znaczenie innowacyjnych inwestycji.

Korzyści i inwestycje – farma fotowoltaiczna oraz tańsza energia

Pierwszym etapem funkcjonowania spółdzielni będzie konsolidacja istniejących instalacji OZE w gminnych jednostkach, która pozwala na obniżenie kosztów administracyjnych i bardziej atrakcyjne rozliczenia. Planowana farma fotowoltaiczna na terenie strefy ekonomicznej będzie mieć kluczowe znaczenie dla przyszłości energetycznej gminy – pozwoli jednostkom podległym bilansować koszty energii na poziomie bliskim zera. Łapy dysponują wysokim potencjałem nasłonecznienia – ponad 1077 kWh/m² rocznie – oraz dużym zapleczem gruntów do inwestycji: ok. 13 931 hektarów, z czego większość to grunty orne i nieużytki. Członkowie spółdzielni mogą korzystać ze zwolnień z szeregu opłat systemowych i fiskalnych, np. opłaty OZE, akcyzy, mocowej, co bezpośrednio przekłada się na niższe rachunki. Model lokalnej bilansowości energii pozwala na stabilniejsze rozliczenia, nawet w nowym systemie net-billingu, a lokalna produkcja energii sprawia, że mieszkańcy są mniej narażeni na wahania cen na rynku krajowym.

Integracja, edukacja i dialog – opinie ekspertów oraz społeczności

Podczas spotkań konsultacyjnych i debat ekspertów – m.in. z udziałem Łukasza Pałuckiego, specjalisty ds. spółdzielni energetycznych – podkreślano, że korzyści z transformacji wymagają współpracy i zaangażowania całej społeczności. Pałucki wskazuje, że polska spółdzielczość energetyczna bazuje na wzajemnym zaufaniu, transparentności oraz partnerskim zarządzaniu – bez realnej relacji uczestników nawet najlepszy projekt nie przyniesie oczekiwanych efektów. Spółdzielnia nie jest mechanizmem do taniego prądu „z automatu” – wymaga zaangażowania, edukacji i gotowości na kooperację gospodarną i społeczną. Dodatkowo, mieszkańcy Łap poprzez udział w spółdzielni zyskują możliwość zwiększenia świadomości ekologicznej, ucząc się w praktyce rozliczania energii i zasad działania OZE.

Dzięki wspólnemu działaniu i otwartemu dialogowi Spółdzielnia Energetyczna Łapy może stać się wzorem na mapie polskich gmin, zapewniającym stabilność, bezpieczeństwo, niższe ceny energii oraz rzeczywistą transformację energetyczną.