Zajęcia

Ciszej nad szkołą

Przemysław Sadura
1 września 2011

Dziś nie chodzi o to, aby wskazywać jak ważna jest edukacja. Rząd już to wie. Chodzi o to, aby wzywać do realizacji celów edukacyjnych za pomocą sektora publicznego. Przemysław Sadura o 4 latach PO w dziedzinie edukacji.

Minister Katarzyna Hall, stojąca od 4 lat na czele MEN, zachowuje się tak, jakby miała jeden cel: wyciszyć szum wokół polskiej szkoły. Zadanie o tyle łatwe, że kiedy obejmowała urząd, świeża była pamięć o 14 miesiącach (tak, to był zaledwie rok!) kierowania MEN-em przez Giertycha i Orzechowskiego. Ten tandem osiągnięcia miał niemałe: nie podejmując żadnych działań poza konferencjami prasowymi i decyzjami personalnymi, sprowokował wybuch największych po 1989 r. protestów uczniowskich, wzburzenie środowisk broniących praw człowieka antysemickimi i homofobicznymi ekscesami, a wreszcie wprawił w osłupienie całą opinię publiczną, proponując rezygnację z teorii ewolucji na rzecz kreacjonizmu.

Nie trzeba wiele aby wypaść lepiej. Wystarczyłoby niewiele mówić i nie rzucać się w oczy. I taki styl rządzenia przyjęła Hall, niechętnie podejmując debatę na temat planowanych i podejmowanych działań. Wewnętrzne badania PO dotyczące oceny wizerunku ministrów i polityków wskazują, że plan się powiódł. Próżno szukać pani minister wśród najczęściej wskazywanych postaci.

Nie oznacza to jednak, że rząd Tuska nic nie robi w sferze edukacji. W jego działaniach widać niewyrażoną, ale cicho i konsekwentnie realizowaną wizję zmiany edukacji i Polski. Przeobrażeniu uległo samo nastawienie wobec edukacji, widoczne choćby w dokumencie Polska 2030. Raport wprawdzie nie zrywa wprost z prymitywnym neoliberalizmem minionych dekad, jednak swoim językiem uwidocznia przesunięcie w myśleniu zaplecza intelektualnego PO. Chodzi o wzrost zainteresowania edukacją i rozwojem społecznym. W raporcie dobrze zdiagnozowano rzeczywistość i wskazano słuszny kierunek zmian, np. zwiększenie kapitału społecznego, spójności społecznej i wyrównanie szans edukacyjnych, m.in. poprzez rozwój opieki przedszkolnej. Założono też ambitny plan: do 2030 r. 90% 3-5-latków ma chodzić do przedszkola. I wiele wskazuje, że uda się to osiągnąć. Widać aktywność rządu w sferze podnoszenia świadomości znaczenia opieki przedszkolnej. Także takie działania, jak obniżenie wieku szkolnego i ułatwienie zakładania żłobków, powodują, że można by odtrąbić częściowy sukces.

Niestety dla tej strategii równie istotny jak cel, jest sposób realizacji. Wysoki poziom uprzedszkolnienia ma być osiągnięty m.in. poprzez wzrost udziału placówek prywatnych i kosztem większego obciążenia samorządów i rodziców. Nie dostrzega się szczególnej więziotwórczej roli przedszkoli publicznych. Podobnie wygląda kwestia tzw. ustawy żłobkowej, która miała m.in. zwiększyć ilość miejsc w instytucjach opiekujących się najmłodszymi, upraszczając tworzenie żłobków i klubów malucha, ułatwiając legalne zatrudnianie opieki nad dziećmi do lat trzech, promując współpracę sąsiedzką i dofinansowując opiekę sprawowaną nawet przez członków rodziny i we własnym domu. Na razie ta ustawa jest porażką. Brak realnych środków na pokrycie kosztów funkcjonowania żłobków oznacza, że stać będzie na nie tylko zamożniejszych rodziców. Koszty i formalności związane z zalegalizowaniem pracy opiekunek przy niskim dofinansowaniu państwa oznaczają, że ustawa raczej nie wydobędzie tej części rynku pracy z szarej strefy. Nie inaczej ma się rzecz obniżeniem wieku szkolnego do 6 lat. Pomysł dobry, ale realizacja fatalna. Błędem jest niewłaściwa kolejność reformy: obniżenie wieku szkolnego byłoby posunięciem korzystnym dla dzieci i całego społeczeństwa, gdyby skierowane do szkoły 6-latki miały już za sobą doświadczenie edukacji przedszkolnej.

Z działań rządu wynika konieczność zmiany krytyki, jaką stosuje opozycja. Dziś nie chodzi o to, aby wskazywać jak ważna jest edukacja i wczesny do niej dostęp. Rząd już to wie i podejmuje stosowne działania. Chodzi o to, aby wzywać do realizacji tego celu za pomocą sektora publicznego. Stąd dużym refleksem wykazał się ZNP, wychodząc z inicjatywą ustawodawczą, mającą zagwarantować wszystkim dzieciom w kraju miejsce w przedszkolu publicznym dzięki objęciu wychowania przedszkolnego subwencją oświatową, czyli finansowaniu go – podobnie jak nauki w szkole – z budżetu centralnego. Zarazem jednak uwadze opozycji umyka inna sprawa. Czas zacząć mówić o opiece przedszkolnej podobnie jak o szkolnej: nie w kategoriach ilościowych (dostępność), ale jakościowych (program, wyposażenie, kompetencje personelu). Jeżeli szybko nie zadbamy o poprawę jakości opieki nad dziećmi w placówkach publicznych, dojdzie do rozwarstwienia związanego z odpływem dzieci z klasy średniej do sektora społecznego i prywatnego.

Zmiany wymaga zarówno sposób prowadzenia polityki edukacyjnej, jak i jej krytykowania przez opozycję. Polityka powinna być bardziej otwarta, jawna, nastawiona na dyskusję. Działania opozycji powinny być mniej reaktywne i wyprzedzać o krok działania rządu. Ministerstwo, za wszelką cenę starając się uniknąć rozgłosu i konfliktu. postanowiło wprowadzać nowe rozwiązania cichcem, zamiast o nich rozmawiać i do nich przekonywać. Nie udało się to przy okazji 6-latków, gdzie odpryskiem przyjętej strategii było powstanie ruchu Ratujmy Maluchy, ale udaje się w wielu innych obszarach. Aby uniknąć sporu resort-związki zawodowe, nauczycieli uspokajano kolejnymi podwyżkami i odsunięciem w bliżej nieokreśloną przyszłość kwestii Karty Nauczyciela. W ten sposób zachowuje się jednak nieefektywny, zbiurokratyzowany i sformalizowany system awansu zawodowego.

Ilu rzeczy nie wprowadza się do debaty publicznej? Co opinia publiczna wie o działaniach funkcjonującego pod nadzorem MEN Instytutu Badań Edukacyjnych, który prowadzi wiele ważnych i kosztownych badań nad systemem edukacji w Polsce? Brak dialogu i przejrzystości wzbudza niepewność środowiska dotyczącą celu niektórych projektów, jak miało to miejsce przy okazji badania czasu pracy nauczycieli. Mało kto orientuje się, że od dawna trwają – w tej chwili już bardzo zaawansowane – prace nad zmianą systemu oceniania jakości edukacji, co wiążę się z radykalną zmianą nadzoru i doradztwa pedagogicznego oraz systemu egzaminów zewnętrznych. Zapowiada się największa zmiana w edukacji od czasu oświatowej rewolucji ministra Handkego. Jednocześnie opinia publiczna, a nawet kręgi eksperckie wiedzą o tym bardzo mało.

Czy po czterech latach rządów Platformy Obywatelskiej polska szkoła jest inna, niż była wcześniej? Przeciętny obywatel z braku danych musiałby wybrać odpowiedź: trudno powiedzieć.

Tekst ukazuje się w ramach cyklu Polska po 4 latach PO. Zapraszamy do lektury i dyskusji!

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *