ISSN 2657-9596

Szkoła powinna dawać szanse na lepsze życie

Sławomir Broniarz , Bartłomiej Kozek
30/08/2013

Samorząd nie może zrzec się swoich obowiązków, przekazując działalność oświatową w ręce spółek prawa handlowego. Ze Sławomirem Broniarzem, prezesem Związku Nauczycielstwa Polskiego, rozmawia Bartłomiej Kozek.

Bartłomiej Kozek: Po wakacjach pracę ma stracić 7 tysięcy nauczycieli. To nieuchronna konsekwencja niżu demograficznego czy raczej skutek decyzji politycznych?

Sławomir Broniarz: Sytuacja, z którą teraz mamy do czynienia, wynika poniekąd z zaniechania polityków, bo przecież o tym, że zbliża się niż demograficzny, wiadomo od dawna. To druga kadencja tego rządu, a dopiero kilka dni temu ministerstwo edukacji ogłosiło, że zamierza uruchomić program wsparcia dla zwalnianych nauczycieli. Taki program powinien być już na etapie realizacji, a nie planowania.

BK: Kto odpowiada za zwolnienia nauczycieli: samorządy, które zamykają szkoły czy rząd, który skąpi na oświatę? A może Karta Nauczyciela?

SB: Niż demograficzny jest bezlitosny dla nauczycieli. Uczniów jest mniej, ale paradoksalnie, klasy nie pustoszeją. Jest wręcz przeciwnie, bo w wielu szkołach samorządy zagęszczają liczebność oddziałów. Powodem są oszczędności. A naszym zdaniem niż demograficzny może mieć też dobre strony: namawiamy samorządy i ministerstwo edukacji do zmniejszenia liczby uczniów w klasie oraz do wydłużenia opieki na świetlicy. To rozwiązanie projakościowe, poprawiające jakość nauczania, ale i warunki pracy. Natomiast Karta Nauczyciela stanowi element stabilizacji zawodowej.

BK: Kartę Nauczyciela obwinia się za wszelkie zło polskiego systemu edukacyjnego i od dawna wieszczy konieczność jej likwidacji. Czy rzeczywiście pogrzebią ją rosnące koszty dla samorządów? Czy kraje, które chwalą się lepszymi od Polski osiągnięciami w dziedzinie edukacji, np. Finlandia, traktują nauczycieli jak każdą inną grupę zawodową?

SB: W większości krajów nauczyciele objęci są specjalnymi uregulowaniami prawnymi. Taka jest po prostu specyfika tego zawodu! Na przykład we Francji urlop nauczyciela odpowiada okresowi trwania wakacji szkolnych. I też jest pełnopłatny, to znaczy nauczyciel otrzymuje podstawowe wynagrodzenie oraz wszystkie przysługujące mu dodatki. Większość krajów europejskich określa także w specjalnych ustawach pensum, czyli liczbę godzin dydaktycznych, a tylko trzy kraje tego nie robią – Szwecja, Holandia i Anglia. Życzyłbym natomiast polskim nauczycielom, by mieli taki status, jak ich fińscy koledzy i koleżanki. W Finlandii zawód nauczyciela cieszy się ogromnym prestiżem społecznym i należy do grupy najlepiej opłacanych profesji. Zapominamy, że Karta Nauczyciela określa nie tylko prawa, ale i obowiązki pedagogów. I kiedy samorządy mówią o niej wyłącznie w kontekście kosztów, my podkreślamy, że również dzięki tej ustawie polscy uczniowie wypadają coraz lepiej w międzynarodowych badaniach umiejętności. Karta ma swoje dobre strony!

BK: Czy związki zawodowe robią coś, żeby powstrzymać falę zwolnień?

SB: Oczywiście. Przypomnę tylko, że na początku roku mówiło się, że zwolnienia mogą dotyczyć kilkunastu tysięcy nauczycieli. Od wielu miesięcy członkowie ZNP starają się zachować jak najwięcej miejsc pracy w oświacie i nie dopuścić do zwolnień. Bronimy pracowników przed wypowiedzeniem, proponując różne rozwiązania dotyczące zatrudniania nauczycieli w pełnym, a także w niepełnym wymiarze czasu pracy. Namawiamy pedagogów do solidarności zawodowej i „podzielenia się” godzinami, a dyrektorów do rezygnacji z przydzielania godzin ponadwymiarowych, by zapewnić pełne zatrudnienie większej liczbie pracowników. Pomagamy w poszukiwaniu pracy, choć to nie jest proste, bo oferty pracy w szkolnictwie można zliczyć na przysłowiowych palcach jednej ręki. Związkowcy w tym zakresie współpracują z samorządowcami, a także z lokalnymi instytucjami zajmującymi się problematyką zatrudnienia i przeciwdziałania bezrobociu. Od lat, m.in. w „Pakcie dla edukacji”, proponujemy także rozwiązania w skali makro jak np. utworzenie ogólnopolskiego programu wspierania nauczycieli zwalnianych lub zagrożonych utratą pracy. Zaproponowaliśmy, by część zadań związanych z szeroko rozumianymi usługami społecznymi mogli wykonywać nauczyciele, np. jako asystenci rodziny.

BK: Nie wszędzie szkoły się zamyka. W niektórych miastach ich prowadzenie przejmują spółki komunalne. Jak to oceniacie?

SB: Negatywnie, bo takie działanie samorządów ma tylko jeden cel: oszczędności. Gmina wyzbywa się odpowiedzialności za edukację na swoim terenie, a to moim zdaniem, kłóci się z ideą samorządności i tak popularnymi dziś „potrzebami lokalnej społeczności”. Poza tym jest to niezgodne z prawem. Mówiliśmy o tym od początku! Dopiero teraz, po roku naszych protestów w sprawie Cieszanowa, ministerstwo orzekło, że spółka komunalna należąca do samorządu nie może prowadzić szkoły. Mamy czarno na białym: działalność oświatowa nie może być rozumiana jako działalność gospodarcza, a samorząd nie może zrzec się swoich obowiązków, przekazując działalność oświatową w ręce powoływanych przez siebie spółek prawa handlowego. Prawo nie zezwala na przekazanie szkoły publicznej do prowadzenia spółce powołanej przez gminę!

BK: Spotyka się czasem narzekania na poziom przygotowania nauczycieli. Z drugiej strony nauczyciele skarżą się na uciążliwą biurokrację i mnóstwo papierów, które muszą zgromadzić w ramach awansu zawodowego. Czy obecny system kształcenia i awansu nauczycieli jest zasadniczo dobry, czy należałoby go zmienić?

SB: Nauczycieli nic tak nie frustruje, jak stosy papierów do wypełnienia. Niestety, ten stos rośnie z każdą nową reformą edukacji, a te są nieustannie wprowadzane od 1999 r. Do awansu zawodowego mamy wiele zastrzeżeń, ale trudno obwiniać nauczycieli, że wykorzystują ścieżkę, którą przecież ktoś tak a nie inaczej skonstruował. Niepokoją nas natomiast zmiany przygotowywane przez resort edukacji w tym zakresie. Mianowicie MEN proponuje, by postępowanie kwalifikacyjne odbywało się na poziomie organu prowadzącego szkoły. Czyli to samorząd miałby decydować o tym, czy nauczyciel awansuje. Niestety, obawiamy się, że nie zawsze może kierować się przesłankami merytorycznymi. Decydujące mogą okazać się te finansowe: bo nauczyciel mianowany zarabia mniej niż dyplomowany.

BK: W ostatnich latach polskie szkoły w coraz mniejszym stopniu zdają się pełnić funkcje pozaedukacyjne – znikają z nich pielęgniarki, dentyści, prywatyzowane są stołówki. W jaki sposób proces ten wpływa na utrwalanie się już od najmłodszych lat nierówności społecznych i w jaki sposób mu przeciwdziałać?

SB: Od wielu lat polityka cięć w oświacie uderza w najmłodszych, a podział na lepszych i gorszych jest coraz bardziej widoczny. Dostrzegają go sami uczniowie, rozpoznając, kto do jakiej grupy należy. Dlatego tak bardzo – oprócz kampanii edukacyjnych, programów i zwykłej codziennej rozmowy na lekcjach wychowawczych o równości i współpracy – są potrzebne nie selektywne, ale powszechne świadczenia, jak np. stypendia, opieka medyczna i stomatologiczna w szkołach podstawowych. Niepokojące jest to, co się dzieje w ostatnim czasie ze szkolnymi stołówkami, kiedy coraz więcej tych placówek jest likwidowanych po to, by na ich miejsce wprowadzić catering. Jakość takiego wyżywienia jest na ogół gorsza, a ceny wyższe. Pracownicy stołówek tracą pracę, a uczniowie, którzy z przyczyn formalnych nie zakwalifikowali się na darmowe posiłki, możliwość otrzymania obiadu, który wyda zaprzyjaźniona kucharka. W takim modelu szkoła przestaje być wspólnotą, na rzecz której pracuje cała społeczność, a staje się kontrahentem, zamawiającym usługi na zewnątrz.

BK: W jaki sposób możemy przejść od niezbyt różowej teraźniejszości do szkoły i systemu edukacyjnego naszych marzeń? W jaki sposób – przy ograniczonych środkach – budować bardziej egalitarną szkołę, przygotowującą dzieci i młodzież do wyzwań współczesności?

SB: Musimy szczególną opieką otaczać publiczne szkoły samorządowe, budować nowe publiczne przedszkola i żłobki. Niestety to, że szkoła ma być prowadzona przez samorząd, przestaje być dziś oczywiste. Kładę też nacisk na publiczne, czyli dostępne dla wszystkich, niezależnie od tego, czy urodziłem się w „pogórniczym” Bytomiu czy na warszawskim Żoliborzu. Takie, gdzie w jednej ławce spotka się syn pracownika supermarketu z synem menadżera. Znam wielu absolwentów prywatnych szkół, którzy dopiero na studiach odkrywają, że są ludzie mniej zamożni. Dowiadują się o tym, kiedy okazuje się, że ich kolegów nie stać na drogie wakacje za granicą. Ale szkołę egalitarną trzeba także budować w oparciu o jakość kształcenia. I to jest zadanie dla nauczycieli i nauczycielek.

BK: Jeśli już mamy budować szkołę marzeń, to skąd mamy czerpać wzorce – z systemów edukacyjnych innych krajów, a może naszych własnych tradycji i doświadczeń? Jakie doświadczenia spoza Polski warto przenieść na nasz grunt i jak sprawić, by działały one dobrze w naszym kontekście społecznym i kulturowym?

SB: Współpracujemy z wieloma oświatowymi związkami zawodowymi, bo ZNP należy do Międzynarodówki Edukacyjnej (Education International). Na jej forum wymieniamy się opiniami i pomysłami. Lada chwila rozpocznie się wielka kampania EI w obronie publicznej edukacji, bo niestety w wielu krajach – niezależnie od dzielących nas różnic kulturowych i społecznych – oświata pada ofiarą kryzysu i cięć budżetowych. Tymczasem na ostatnim seminarium EI zgodziliśmy się co do tego, że dobra edukacja jest nie tylko podstawą rozwoju, ale także oparciem dla sprawiedliwego i równego społeczeństwa. Dlatego 5 października, w Międzynarodowym Dniu Nauczycieli, ruszy projekt „Mobilizacja dla Edukacji Publicznej Wysokiej Jakości”. Będziemy mówić o „dobrych rzeczach”, niezbędnych do zbudowania szkoły marzeń – quality teaching, quality tools, quality environment. Dla mnie szkoła marzeń to szkoła, która daje wszystkim szanse na lepsze życie.

BK: Kto może być sojusznikiem nauczycielek i nauczycieli w tworzeniu takiej lepszej szkoły?

SB: Przede wszystkim rodzice, którzy naturalnie są najbardziej zainteresowani edukacją. Ubolewam nad faktem, że nie udało się ich przekonać do korzyści wynikających z obniżenia wieku obowiązku szkolnego. Energia wielu rodziców – szczególnie tych działających w ramach akcji Ratuj Maluchy – została skierowana przeciw szkole. Żałuję, że zamiast razem zastanawiać się nad tym, jaka powinna być edukacja przyszłych pokoleń, niektórzy rodzice angażują się do walki z sześciolatkami.

BK: Dziękuję za rozmowę.

KES-logo-kw160px7 września 2013 r. odbędzie się w Warszawie Kongres Europa Społeczna, współorganizowany przez Partię Zieloni, Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych oraz Związek Nauczycielstwa Polskiego. Więcej informacji i rejestracja: www.europa-spoleczna.pl

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Discover more from Zielone Wiadomości

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading