Opowieść byłego nafciarza

Louis Allstadt , Ellen Cantarow
30 lipca 2013

Niewielu ludzi może poszczycić się taką wiedzą o kwestiach związanych z odwiertami ropy naftowej i gazu jak Louis W. Allstadt. Jako członek zarządu i wiceprezes Mobil Oil aż do przejścia na emeryturę w 2000 r. kierował działalnością firmy w zakresie wydobycia i produkcji ropy naftowej i gazu na zachodniej półkuli. Podczas 31 lat pracy w przedsiębiorstwie zarządzał także marketingiem i rafinacją w Japonii, jak również był odpowiedzialny za dostawy, operacje handlowe i transport na całym świecie. Tuż przed emeryturą nadzorował ze strony Mobil Oil fuzję z firmą Exxon, w wyniku której powstał ExxonMobil – największa korporacja na świecie.

Allstadt pochodzi ze skromnej niemiecko-amerykańskiej rodziny z Long Island – był pierwszym jej członkiem, który uzyskał wyższe wykształcenie, kończąc Akademię Marynarki Handlowej, a następnie studia w dziedzinie zarządzania na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Po studiach podjął pracę w firmie Mobil. Przed odejściem na emeryturę nie znał jeszcze nowej wyrafinowanej technologii szczelinowania hydraulicznego, którą opracowano dopiero w pod koniec lat 90. „Po prostu nie interesowało nas to w tamtym czasie”, powiedział. „Byliśmy całkowicie skupieni na rozwoju wydobycia konwencjonalnej ropy naftowej i gazu na morzu”.

Urocza, artystyczna wieś Cooperstown, siedziba słynnego muzeum historii baseballu – Baseball Hall of Fame, położona jest na brzegach jeziora Otsego, które dostarcza jej wodę pitną. Połyskująca, spokojna toń jeziora jest rajem dla kajakarzy i wioślarzy. W tym sielankowym otoczeniu Allstadt rozpoczął swoje lata odpoczynku, zamierzając zostawić za sobą przeszłość w przemyśle. Wraz ze swoją żoną Melindą ufundował galerię sztuki, zajął się ceramiką, kajakarstwem, instruktażem kajakarstwa i grą w tenisa.

Lecz wkrótce znajomi i przyjaciele zaczęli dopytywać go o szczelinowanie hydrauliczne – w pobliżu jeziora planowano bowiem wydobycie gazu łupkowego. Allstadt zaczął badać tę technologię i przepisy proponowane przez Departament Ochrony Środowiska Stanu Nowy Jork (1500 stron zatytułowanych „Supplemental Generic Environmental Impact Statement”, SGEIS). To, co odkrył, przeraziło go. W zeszłym roku na naszych stronach nazwał szczelinowanie hydrauliczne „konwencjonalnym wierceniem na steroidach”. Podczas naszej rozmowy w czerwcu 2013 r. powiedział, że SGEIS z 2011 r. jest „po prostu potworny”.

Allstadt stał się niezastąpionym przewodnikiem dla jednego z najpotężniejszych ruchów ekologicznych – nowojorskiego obywatelskiego ruchu przeciwko wydobyciu gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego. Ostatnio wybrany został radnym wioski Cooperstown. Jest skromny i trzyma się w cieniu, jego autorytet cechuje się osobistą prostotą i powściągliwością. Powiedział, że w tym wywiadzie po raz pierwszy będzie mówił o wpływie przemysłu na atmosferę planety. Dotąd koncentrował się raczej na „ulepszaniu technologii i zaostrzaniu przepisów”.

Kilka słów na temat chronologii wywiadu: uwagi Allstadta na temat wystąpienia Obamy o zmianach klimatu dodane zostały w rozmowie telefonicznej w lipcu 2013 r. Reszta wywiadu odbyła się w połowie czerwca 2013 r. Olśniewające czerwcowe słońce oświetlało zieleń ogrodów poniżej werandy na tyłach domu w Cooperstown, gdzie rozmawialiśmy.

Wyścig po przyszłość planety

Rozpoczęliśmy od kwestii wydobycia gazu łupkowego jako części zjawiska, które badacz przemysłu naftowego Michael Klare nazywa „wyścigiem po to, co pozostało”.

Louis Allstadt: To, co dzieje się obecnie w związku ze szczelinowaniem, jest prawdziwym sygnałem alarmowym – pokazuje, jak niezwykle trudne stało się wydobycie ropy lub gazu spod powierzchni ziemi w chwili, gdy większość konwencjonalnych złóż jest już wyeksploatowana, w każdym razie tych, które są łatwo dostępne.

Ellen Cantarow: A czy mógłbyś opisać zagrożenia związane z tą technologią?

LA: Najpierw trzeba powiedzieć, czym jest konwencjonalna ropa naftowa i gaz. Przed 2000 r. właściwie nie wydobywano nic innego. Ich wydobycie jest zasadniczo procesem przewiercania się przez nieprzepuszczalną, wierzchnią warstwę skały, pod którą uwięzione są ropa naftowa i gaz – czasami tylko gaz. Jeśli jest tam ropa, to zawsze towarzyszy jej też gaz. Gdy dostaniemy się do takiego złoża – które jest w gruncie rzeczy po prostu porowatą skałą – naturalne ciśnienie gazu sprawi, że gaz i ropa popłyną do góry. Zazwyczaj odwiert funkcjonuje w ten sposób przez 20–30 lat, zanim trzeba uciec się do wtórnych metod wydobycia, aby zwiększyć produkcję. Tę konwencjonalną technologię stosuje się zasadniczo od najwcześniejszych otworów wiertniczych w Pensylwanii, po większość obecnego wydobycia na morzu, które rozpoczęło się na płytkiej Zatoce Meksykańskiej i stopniowo przesuwało się na coraz głębsze wody.

Dzisiaj szanse na znalezienie większej ilości konwencjonalnych złóż są bardzo, bardzo małe, szczególnie na lądzie i w miejscach, gdzie były one intensywnie eksploatowane, jak Stany Zjednoczone, Europa czy Bliski Wschód. I przedsiębiorstwa wydobywcze w zasadzie przyjęły to do wiadomości. Wszystkie z nich mówią teraz o konieczności wydobycia niekonwencjonalnego gazu łupkowego i ropy łupkowej, eksploatacji piasków roponośnych oraz poszukiwania i wydobycia ropy i gazu na coraz głębszych wodach, aż po naprawdę nieprzyjazne regiony Arktyki i być może Antarktyki.

Tak więc kiedy mówiłaś o „wyścigu po to, co pozostało”, opisywałaś to, co właśnie się dzieje. Zarówno wiercenia poziome, jak i szczelinowanie znane są już od dawna. Przedstawiciele tej branży powtarzają to w kółko – metody te stosuje się od ok. 60 lat itp. To prawda. Co jest różne, to ilość płynu do szczelinowania i ilość wody powracającej na powierzchnię przy tych odwiertach. Zużywa się ich od 50 do 100 razy więcej niż w przypadku odwiertów konwencjonalnych.

Inna różnica polega na tym, że skała powyżej strefy docelowej nie jest koniecznie nieprzepuszczalna w podobny sposób, jak przy odwiertach konwencjonalnych. I dla mnie jest to co najmniej tak samo poważny problem jak ilość płynów. Przemysł powie wam, że mila lub dwie pomiędzy strefą szczelinowania wystarczy, aby nic nie mogło przedostać się do góry.

Lecz już są przypadki przedostawania się metanu do warstw wodonośnych i atmosfery. Czasem przez stare otwory wiertnicze, czasem przez naturalne szczeliny w skałach. Nie wiemy, jak dużo gazu wydostanie się na zewnątrz w miarę upływu czasu. To jest kwestia, której większość ludzi nie rozumie. Nie chodzi tylko o to, co dzieje się dzisiaj. Otwieramy kanały, którymi gaz może się powoli uwalniać na powierzchnię i do atmosfery. A na krótką metę – mniej niż 100 lat – metan jest o wiele silniejszym gazem cieplarnianym od dwutlenku węgla.

EC: Czy był jakiś konkretny powód, który sprawił, że zacząłeś myśleć o przenikaniu metanu?

LA: Było ich wiele. Przykładem może być jeden z aneksów do projektu SGEIS (wytycznych Departamentu Ochrony Środowiska dla przemysłu gazowego), który został opublikowany w lipcu 2011 r. i zawierał dział opisujący przeprowadzone przez Agencję Ochrony Środowiska (EPA) badanie dotyczące jedynych znanych przypadków podobnego rozłupywania skał. Miały one miejsce w rejonie wydobycia węgla. Analiza EPA wskazywała, że proces rozłupywania rozwijał się według nieoczekiwanego wzoru i na większą skalę niż się spodziewano. We wrześniu, gdy projekt SGEIS został wreszcie poddany pod dyskusję, rozdział ten wykreślono.

EC: Wstrząsające! Wiem, że ujawniono wiele faktów wskazujących na zmowę pomiędzy nowojorskim Departamentem Ochrony Środowiska a przemysłem wydobywczym. Czy to jest jeden z tych ważnych przykładów?

LA: Tak. Ignorowanie jedynego bezpośredniego świadectwa o rozłupywaniu skał lub usunięcie go z informacji dostępnych publicznie świadczy o tym, że przemysł ma tu coś do ukrycia. Moje nastawienie zmieniało się pod wpływem dowodów, że szczelinowanie jest procesem postępującym, który rozwija się według nieoczekiwanego wzorca. Pokazało to również, że proces ten może doprowadzić do przeniknięcia metanu do podziemnych warstw wodonośnych i do atmosfery.

Od nafciarza do aktywisty

EC: Wróćmy na chwilę do twojej pracy w firmie Mobil. Czy myślałeś wtedy o zmianach klimatu?

LA: Zacząłem o tym myśleć w latach 90. Kiedy po raz pierwszy o tym usłyszałem, byłem przekonany, że zmiany klimatu są wyolbrzymiane. Nie sądzę, żeby w tamtym czasie ktokolwiek w przemyśle specjalnie się tym przejmował.

EC: Czy mogłeś wówczas przypuszczać, że będziesz o tym rozmawiał z dziennikarzem?

LA: Nie, w żadnym razie.

EC: Czy mógłbyś opowiedzieć nam trochę o swojej pracy w Mobilu? Kierowałeś…

LA: Podlegały mi Stany Zjednoczone i Ameryka Łacińska.

EC: Zarządzałeś poszukiwaniami?

LA: Przede wszystkim produkcją. Nie było zbyt wiele poszukiwań na tym obszarze.

EC: Na czy polega zarządzanie produkcją?

LA: Produkcją jest wszystko to, co nie jest poszukiwaniem. W tamtym czasie odbywało się trochę poszukiwań, więcej na półkuli wschodniej niż na zachodzie. Lecz jeśli już odkryłeś pole, produkcja oznacza wykonywanie następnych odwiertów w celu określenia jego rozmiarów i zwiększenia wydobycia, lub powrót do już wyeksploatowanego pola i zastosowanie metod wtórnego wydobycia, albo kupowanie pól od kogoś innego i łączenie ich z twoimi, i tym podobne rzeczy.

EC: Jak długo się tym zajmowałeś?

LA: Zająłem się tym pod koniec mojej kariery zawodowej. Zaczynałem od logistyki, potem przeszedłem do marketingu i rafinacji. Przez 12 lat pracowałem w Japonii i Singapurze, na koniec zarządzając działalnością Mobilu w Japonii, co był największym przedsięwzięciem firmy poza USA. Następnie wróciłem do centrali w Stanach Zjednoczonych, gdzie odpowiadałem za logistykę – wszystkie przewozy, około 40 tankowców przewożących ropę po całym świecie, kupowanie potrzebnych nam rodzajów nieprzetworzonej ropy, sprzedaż tych, które nie były nam potrzebne, odpowiednie zaopatrzenie na czas wszystkich naszych rafinerii na całym świecie, a także handel ropą naftową z innymi przedsiębiorstwami. A potem Mobil dokonał poważnej reorganizacji, i stałem się odpowiedzialny za prace poszukiwawczo-wydobywcze. Kiedy nastąpiła fuzja z Exxonem, zarządzałem jej realizacją ze strony Mobilu. Pracowałem już w trzech głównych obszarach działalności przedsiębiorstwa i zamierzałem po fuzji przejść na emeryturę. Mój odpowiednik z Exxonu również to zrobił.

Przechodząc na emeryturę, nie miałem zamiaru już nic robić w przemyśle naftowym lub gazowym. Ale mniej więcej w czasie, gdy kupiliśmy ten dom i zaczęliśmy remont, ludzie, którzy wiedzieli, że byłem w biznesie naftowym, zaczęli mnie pytać, co sądzę o szczelinowaniu. Zupełnie tego nie śledziłem, więc odpowiadałem: „Dlaczego o to pytacie?”. Na to oni: „Mówią, że może będą budować odwierty do gazu 100 albo 150 stóp od jeziora”. Powiedziałem: „To wariactwo. Kompletnie bez sensu. Spróbuję się czegoś dowiedzieć”.

Tak to się zaczęło. Zacząłem się temu przyglądać i zrozumiałem, na czym polega ta nowa metoda. Przyjrzałem się przepisom stanu Nowy Jork – w tamtym okresie oni właśnie zaczynali pisanie pierwszego projektu SGEIS, i był on po prostu potworny. Te regulacje w większości nie miałyby sensu nawet w przypadku konwencjonalnych odwiertów, były tak słabe.

Na początku przygotowałem krótką prezentację. Ludzie zaczęli mnie pytać, czy mógłbym ją skomentować. Tak się składa, że jest kilka osób w promieniu paru mil od tego miejsca, które coś o tym wiedzą. Mieliśmy różne podejścia, różne style, lecz dzieliliśmy się informacjami. Koncentrowaliśmy się wówczas na SGEIS, projekcie stanowych wytycznych dla szczelinowania hydraulicznego na wielką skalę. Skończyło się na tym, że objechałem z wykładami cały stan. Czasami robiłem to sam lub w małej grupie. Czasami było to częścią dyskusji panelowej z udziałem ludzi z obu stron sporu o szczelinowanie.

Tylko miejsca stojące

Kanadyjskie przedsiębiorstwo wiertnicze rozpoczęło odwierty w pobliżu i to przyciągnęło uwagę ludzi… A następnie zaczęli robić testy sejsmiczne w mieście Middlefield. Wykonanie pierwszego testu dało bodziec do utworzenia, prawie z dnia na dzień, obywatelskiej grupy antyłupkowej. Były to głównie kobiety. Zaczęły przychodzić na radę miasta. Jestem właścicielem nieruchomości w tym mieście, więc podjechałem tam, porozmawiałem z kilkoma. Inne pobliskie miasto, Otsego, poprosiło mnie o udział w komisji doradczej ds. gazu. Więc zrobiłem to. Spotykaliśmy się raz w miesiącu. Niektórzy byli za wierceniami, niektórzy przeciw. Na spotkania w ratuszu zwykle mało kto przychodził, chyba że w takich sprawach jak ustawienie znaku drogowego. A teraz nagle były tylko miejsca stojące. I to, w jakiś sposób, coraz bardziej narastało.

Te dwie rady miejskie dość szybko zrozumiały, że muszą coś z tym zrobić, i radni zaczęli zastanawiać się, jak mogliby zabronić szczelinowania hydraulicznego na terenach znajdujących się w granicach miasta, wykorzystując przepisy określające warunki zagospodarowania przestrzennego – strategia, która od tamtej pory okazała się niezwykle skuteczna. To był początek myślenia o tym, że rzeczywiście można zakazać robienia odwiertów na podstawie przepisów dotyczących warunków zagospodarowania przestrzennego.

Wtedy nie byłem jeszcze pewien, czy zakaz jest właściwą drogą. Sądziłem, że być może istnieje jakieś rozwiązanie techniczne, i przy odpowiednio rygorystycznych przepisach można by było szczelinować. Przemysł przez lata rozwiązał parę olbrzymich problemów technicznych, np. jak wiercić 250 mil od brzegu wśród gór lodowych na wodach Nowej Fundlandii.

Tak naprawdę w przemyśle wydobywczym pracuje wielu zdolnych ludzi. Dopóki problem, nad którym pracują jest możliwy do rozwiązania, mogą wykonać bardzo dobrą pracę. Myślę, że w przypadku szczelinowania mamy do czynienia mamy do czynienia z wielkim problemem, na który szuka się małych rozwiązań. Rzeczywisty problem jest tak wielki jak cały glob i jego atmosfera. I oni nie są w stanie zobaczyć konsekwencji wyjścia z tego małego pudełka, w którym pracują.

EC: Więc wracając do twoich poprzednich komentarzy, jakie są przyszłe konsekwencje?

LA: Nie wiemy, jaka ilość metanu uwolni się za 20, 30, 100 lat. A ponieważ mamy setki tysięcy odwiertów, są duże szanse, że uwolni się go dużo, co spowoduje nasilenie globalnego ocieplenia… Mówi o tym Tony Ingraffea jako o części problemu [Anthony Ingraffea i Dwight C. Baum, profesor inżynierii na Uniwersytecie Cornell, w 2011 r. napisali wspólnie przełomowe studium na temat emisji gazów cieplarnianych w rezultacie szczelinowania hydraulicznego – przyp. red.].

Nie wiemy także, jak dużo tego gazu wydostanie się na powierzchnię innymi drogami niż szyby wiertnicze. Niestety wiele wskazuje na to, że uszczelnienie na dłuższą metę zawodzi. Cały czas tam na dole jest pewne ciśnienie, jakkolwiek zbyt małe dla komercyjnego wydobycia. I prędzej czy później stalowe rury zardzewieją, a cement popęka. Możemy mieć teraz lepszy cement, możemy troszkę ulepszyć techniki uszczelniania, lecz nawet jeśli nic nie przedostanie się przez szczeliny w warstwach skalnych powyżej, gdzie odbyło się szczelinowanie, te szyby z czasem ulegną zniszczeniu. I jest przynajmniej jedno badanie wskazujące na to, że 100 proc. uszczelnień w opuszczonych szybach po stu latach zawodzi, a wiele z nich o wiele wcześniej.

Szukając rozwiązania

EC: Więc jakie jest rozwiązanie?

LA: Myślę, że straciliśmy dużo czasu, który powinien być poświęcony badaniom nad rozwojem energii alternatywnych. Musimy przestać marnować czas i poważnie się tym zająć. Szkopuł w tym, że przemysł utrzymuje, że to jest paliwo „ pomostowe”, które pozwoli nam przetrwać, dopóki nie stworzy się alternatyw. Tyle że nikt nad nimi nie pracuje… Jak coś może być „pomostem”, jeśli nie ma fundamentów po drugiej stronie?

EC: Czy korporacje takie jak Mobil rozważały rozwój alternatywnych źródeł energii?

LA: Tak, w przeszłości, po pierwszym [1973] i drugim [1980] kryzysie paliwowym, kiedy nagle wzrosły ceny i mieliśmy kolejki i reglamentację, sporo się o tym mówiło i poczyniono znaczące inwestycje w alternatywne energie. Mobil zainwestował w energię solarną, tak samo Exxon. Trwało to przez kilka lat. Porzucono te projekty, bo nie spełniły się techniczne obietnice – ogniwa słoneczne nie wytwarzały wystarczającej ilości energii elektrycznej, żeby to było opłacalne. Pracowano też wówczas dużo nad ropą łupkową w zachodnich stanach. Nie chodziło o szczelinowanie, ale wydobywanie skał łupkowych i próby uzyskania z nich ropy naftowej. Nigdy się to nie udało. Później były próby z biopaliwami i wykorzystaniem glonów.

EC: Co sądzisz o wystąpieniu prezydenta Obamy w sprawie zmian klimatu?

LA: No cóż, mówiąc o rozbudowie rurociągu Keystone XL, stwierdził, że chce być pewny, że nie przyczyni się on do zwiększenia emisji CO2. Kiedy zaś mówi gazie ziemnym, nie wchodzi w szczegóły, po prostu zakładając, że jest on lepszy od węgla.

To przemówienie jest zgodne z poglądami prezesa ExxonMobil Rexa Tillersona, który powiedział na ostatnim zebraniu akcjonariuszy, że nie jest możliwe przestawienie się na alternatywne paliwa i dalsze funkcjonowanie gospodarki tak jak dotychczas. Społeczeństwo musi rozwiązać te problemy, przystosowując się do zmian klimatu: budując wały przeciwpowodziowe wokół miast itp.. Obama ma podobne podejście, mówi, że powinniśmy wzmocnić infrastrukturę. Tak naprawdę przemysł przerzuca koszty swojej działalności na społeczeństwo. Po prostu zajmijcie się tym i zbudujcie wały przeciwpowodziowe wokół Nowego Jorku, systemy odwadniające itp. Obama mówi to samo. Będziemy dalej produkować gaz, który będzie tani dzięki temu, że podatnicy zapłacą koszty radzenia sobie z globalnym ociepleniem. Obama zaproponował kilka bardzo pozytywnych kroków w kierunku rozwoju alternatywnych źródeł energii, ale nie zajął się wpływem metanu na globalne ocieplenie.

EC: Byłeś po obu stronach barykady – przez całe życie aż do przejścia na emeryturę promowałeś paliwa kopalne, a teraz próbujesz walczyć z wydobyciem gazu łupkowego. Czy twoim zdanie ruch antyłupkowy i inne ruchy ekologiczne są obecnie naszą główną nadzieją?

LA: Wszystko zależy od tego , jak szybko ruchy te zdołają wyedukować wystarczającą liczbę ludzi na temat zagrożeń związanych z wydobyciem gazu łupkowego i jego wpływu na zmiany klimatu. Potrzeba mas ludzi domagających się od polityków podjęcia działań, aby zrównoważyć olbrzymie pieniądze wydawane przez przemysł na wywieranie wpływu na ustawodawców. Potrzebna jest globalna mobilizacja. Coś musi obudzić ogół społeczeństwa. Będzie to albo edukacja prowadzona przez ruchy ekologiczne, albo jakiś rodzaj katastrofy klimatycznej, której nikt już nie będzie mógł zignorować.

Rozmowa ukazała się na portalu TruthOut. © Copyright by Truthout.org, przetłumaczono i opublikowano za zgodą Redakcji. Przeł. Jan Skoczylas.

zobacz także:

Reżyser  „Gaslandu” Josh Fox pisze do Prezydenta Obamy

Wydobycie gazu łupkowego bezpieczne dla środowiska?

zp8497586rq

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.