Białoruś brnie w atom

Tatiana Novikova , Marcin Wrzos
24 kwietnia 2013

O planach budowy elektrowni jądrowej na Białorusi i społecznym oporze wobec tych projektów opowiada Tatiana Novikova w rozmowie z Marcinem Wrzosem.

Marcin Wrzos: Białoruś jest w trakcie realizacji projektu budowy elektrowni atomowej. Jak zaawansowane są prace?

Tatiana Novikova: Budowa elektrowni atomowej w Białorusi postępuje szybko. Na razie została wybudowana infrastruktura: nowe linie kolejowe i drogi, baza produkcyjna, pomieszczenia biurowe. Trwają już prace przy budowie reaktorów pierwszego i drugiego bloku. Najgorsze jest to, że ma to miejsce, zanim jeszcze powstał projekt elektrowni Ostrowieckiej. To jest już wyraźne złamanie norm budowlanych i technicznych białoruskiego prawa! Uruchomienie pierwszego bloku elektrowni Ostrowieckiej jest zaplanowane na 2018, drugiego – na 2020 r.

MW: Po awarii w elektrowni atomowej w Czarnobylu skażone zostało niemal 2/3 terytorium Białorusi. Skutki tego odczuwane są do dzisiaj. Jak do tego doszło, że pomimo tak złych doświadczeń z energetyką jądrową zdecydowano się na budowę elektrowni?

TN: Decyzja o budowie elektrowni atomowej w Białorusi, kraju najbardziej poszkodowanym z powodu Czarnobyla, została przyjęta przez Łukaszenkę autorytarnie, bez udziału społeczeństwa. Żadne racje przeciwników, żadne kontrargumenty ekspertów czy uczonych nie były przyjmowane do wiadomości. To autorytarna decyzja – właśnie dlatego tak to się stało.

Gdyby decyzja o budowie elektrowni atomowej na Białorusi była przyjmowana drogą demokratyczną, to byłaby zupełnie inna. W 1998 r. z polecenia rządu Białorusi została powołana specjalna komisja, która rozpatrywała – zaznaczę, że w demokratyczny sposób – kwestię możliwości budowy elektrowni atomowej na Białorusi. Ta komisja przyjęła decyzję o bezcelowości takiej budowy i bezcelowości ponownego rozpatrzenia tej sprawy w przeciągu kolejnych 10 lat.

MW: Co się zmieniło od tego czasu?

TN: Władza na Białorusi stała się absolutnie autorytarną i już jej nie interesuje opinia specjalistów, uczonych i obywateli. Władze na Białorusi i w Rosji rozpowszechniają kłamliwe informacje o energii atomowej, o elektrowni Ostrowieckiej. Przekonują, że Białorusini zyskają tanią energię, a elektrownia atomowa będzie zupełnie bezpieczna. Proszę przeczytać prorządową białoruską prasę – jest ona pełna bezpodstawnych, stronniczych wypowiedzi o tym, że białoruska elektrownia atomowa jest najnowocześniejsza, najbezpieczniejsza, wytrzyma upadek samolotu, huragan i trzęsienie ziemi. Ale jest to tak dalekie od prawdy, jak neandertalczyk od mechaniki kwantowej.

MW: Jest pani koordynatorką antyatomowej kampanii na Białorusi. Jakie są jej założenia? Co udało się osiągnąć?

TN: Główne zasady Białoruskiej Kampanii Antyatomowej (BAJAK) polegają na tym, że ludzie, organizacje, grupy i inicjatywy jednoczą swoje siły dla osiągnięcia celu jakim jest Białoruś wolna od atomu. BAJAK nie jest organizacją, nie ma struktury, biura i pracowników. To kampania społeczna, którą prowadzą jej uczestnicy: ekologiczny, społeczny związek „Ekodom”, Białoruska Partia Zielonych, regionalna kampania społeczna „Elektrownia atomowa Ostrowiecka to przestępstwo!”, ruch „Uczeni za bezatomową Białorusią” i inne. Działalność kampanii buduje się wedle absolutnie demokratycznych reguł, decyzje podejmowane są przez wszystkich członków na zasadzie konsensusu.

Koalicji BAJAK udało się w 2009 r. nagłośnić problem budowy elektrowni atomowej na Białorusi. Nie tylko w kraju, ale również w Rosji i w Europie. My nie protestujemy przeciwko elektrowni ot tak – prowadzimy popartą argumentami, bazującą na naukowych podstawach krytykę. BAJAK doprowadził np. do stworzenia społeczno-ekologicznej ekspertyzy projektu białoruskiej elektrowni atomowej, przedstawił krytyczny raport wobec oficjalnej Oceny Oddziaływania na Środowisko projektu Białoruskiej Elektrowni Atomowej. Udało się nam zjednoczyć społeczeństwo obywatelskie na Białorusi wokół problemu elektrowni atomowej. Dzisiaj organizacje społeczne i partie polityczne podzielają stanowisko, że budowa elektrowni atomowej powinna być niezwłocznie zatrzymana.
Białoruskie i rosyjskie władze ignorują nas, naszą krytykę, opinie ekspertów, uczonych i przede wszystkim białoruskich obywateli. Możliwe, że nasza działalność opóźniła trochę realizację projektu. Nie udało się nam jednak zmusić władzy do rezygnacji z tej budowy. Niestety, żyjemy w totalitarnym kraju.

MW: Białoruskie władze nie tolerują krytyki. Jak w takich warunkach przyjmowane są wasze działania?

TN: Nasze działania, co oczywiste, są przyjmowane przez władze jako przeszkoda, jako działalność skierowana przeciwko kluczowemu dla państwa projektowi. Władze nie chcą zrozumieć, że bezpieczeństwu państwowemu nie zagrażamy my, ale budowa elektrowni atomowej. Dlatego na nas naciskają, aresztują i organizują represje.

MW: Jadąc na konferencję do Wilna, na oficjalne zaproszenie nie spodziewała się pani chyba, że zostanie uznana za persona non grata? Naprawdę stanowi pani zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Litwy?

TN: Litwa to demokratyczny kraj, w którym udało się przeprowadzić referendum na temat budowy elektrowni atomowej. Poprzedni rząd przestraszył się, że obywatele nie poprą jego planów i dlatego zdecydowano się na ograniczenie swobodnej dyskusji dotyczącej problemu atomowego poprzez tak nieoczekiwane działania, jak niewpuszczanie przeciwników elektrowni atomowej na swoje terytorium. Na szczęście sprawiedliwość zwyciężyła, obywatele Litwy w referendum nie poparli budowy elektrowni atomowej.

MW: Na szczęście zakaz wjazdu nie został rozszerzony na pozostałe kraje UE. Jak teraz wygląda sytuacja?

TN: Decyzja o wpisaniu mnie i moich kolegów na czarną listę straciła moc, a niedawno Okręgowy Sąd Administracyjny Wilna uchylił tę decyzję, uznając ją za bezpodstawną. Ja i Nikołaj Ulasewicz, który jest koordynatorem kampanii społecznej „Elektrownia Ostrowiecka to przestępstwo!”, zostaliśmy umieszczeni na czarnej liście jedynie na trzy miesiące. W moim przypadku zakaz skończył się 10 grudnia 2012 r. Potem udało mi się wjechać na Litwę. Mimo zakazu nie miałam problemów z wjazdem do pozostałych krajów strefy Schengen.

MW: Lobby atomowe cały czas zabiega o to by energetyka jądrowa była postrzegana jako nowoczesna alternatywa dla energetyki opartej na paliwach kopalnych…

TN: Dla mnie jest oczywiste, że energetyka atomowa to ślepa uliczka. Nie rozwinęłaby się, gdyby nie wyścig zbrojeń i produkcja broni atomowej. Kraje, które otrzymały ją w spadku po okresie zimnej wojny, dziś są zmuszone wydawać ogromne pieniądze na obsługę przestarzałych reaktorów, utylizację i składowanie niebezpiecznych odpadów jądrowych i wreszcie likwidację skutków awarii w Czarnobylu i Fukushimie, których tak naprawdę nie da się zlikwidować. Można je tylko nieco zmniejszyć, obniżając koncentrację radionuklidów.

Państwa takie jak Francja, USA, Rosja, Wielka Brytania zabrnęły ze swoim przemysłem jądrowym w ślepą uliczkę. Doskonale ilustruje to decyzja podjęta na szczeblu federalnym w USA, aby nie budować geologicznego zbiornika dla radioaktywnych odpadów. W szeregu stanów nie będzie się budować elektrowni atomowych, dopóki problem odpadów nie zostanie rozwiązany.

W przyszłości ludzkość zrezygnuje z przemysłu jądrowego, zarówno dla celów militarnych, jak i cywilnych. Rządy niestety blokują proces odchodzenia od atomu. Nie jest tajemnicą, że nie dzieje się tak z chęci uszczęśliwiania swoich narodów. Technologia atomowa jest idealnym straszakiem na sąsiadów. Można też na tym zarobić, niekoniecznie z korzyścią dla społeczeństwa.

MW: Na Litwie i w Polsce władze mimo społecznego oporu wciąż wydają się zdeterminowane do budowy własnych elektrowni atomowych. Podobnie jest na Białorusi. Czy grozi nam w regionie wysyp elektrownie atomowych?

TN: Mimo wszystko nie stawiałabym takich państw jak Polska czy Litwa w jednym rzędzie z Białorusią. I w Polsce i na Litwie istnieją demokratyczne mechanizmy. Społeczeństwo ma możliwość walki nieporównywalną z tą, jaką mamy tutaj w Białorusi. Dlatego myślę, że w Polsce i Litwie elektrownie atomowe nie zostaną zbudowane. W tym momencie ważne jest, by zatrzymać budowę białoruskiej elektrowni atomowej. Prowadzona jest ona z potwornym łamaniem technicznych norm i obowiązującego prawa. W przyszłości konsekwencje tego może ponosić Polska, Litwa i inne kraje Europy. Dokładnie takie, jeśli nie większe, jak w swoim czasie po awarii w Czarnobylu.

Przeł. Tomasz Goliński.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Białoruś brnie w atom

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *