Woda nie jest towarem jak każdy inny

Marta Jermaczek-Sitak
30 lipca 2012

Polska jest państwem o zasobach wodnych zbliżonych do Egiptu. Dlatego tak ważna jest sensowna gospodarka wodna, która zapewniłaby obecnym i przyszłym pokoleniom dostęp do dobrej jakości wody Tymczasem Komisja Europejska ogłosiła, że skierowała przeciwko Polsce zarzuty łamania unijnego prawa w tej dziedzinie.

Zasoby wody w Polsce należą do najmniejszych w Europie (jesteśmy na 22. miejscu na 26 krajów, według innych źródeł – na ostatnim). Na jednego mieszkańca Polski przypada średnio w ciągu roku 1580 metrów sześciennych wody odpływającej do morza, tymczasem na jednego mieszkańca Europy przypada 4560 metrów, na mieszkańca Niemiec – 2167 metrów, Afganistanu – 2448, Indii – 1878, zaś Rosji – 39904 metry. Państwem o zasobach wodnych zbliżonych do Polski jest Egipt, gdzie na mieszkańca przypada średnio 1100 metrów wody. Suszą zagrożone są duże powierzchnie w Wielkopolsce, na Lubelszczyźnie oraz Mazowszu.

Można zapytać, z czego wynikają te wartości i czy mamy na nie jakikolwiek wpływ? Z jednej strony zależą one od obfitości opadów, czyli mamy na nie wpływ o tyle, o ile możemy kształtować klimat. Z drugiej strony zależą też od gospodarowania wodą, zarówno podziemną, gruntową, jak i powierzchniową. Najważniejsze są problemy zanieczyszczenia wód, nadmierna eksploatacja (szczególnie wód podziemnych), a także gospodarowanie wodą w rolnictwie oraz właściwa ochrona przeciwpowodziowa, związana z kształtowaniem dolin rzecznych i retencją wodną.

Łączenie ze sobą problemu suszy i powodzi to tylko pozorny paradoks. Jeśli ochrona przed powodzią bazuje na anachronicznych rozwiązaniach, zakładających, że „niżej choćby potop”, a więc polega na przyspieszaniu spływu wody za wszelką cenę, aby jak najszybciej ominęła naszą gminę czy powiat, woda rzeczywiście spłynie… zalewając tereny położone niżej. Ochrona taka będzie nie tylko nieskuteczna, ale też przyczyni się do zniszczenia cennego środowiska przyrodniczego rzek i dolin rzecznych. Głębokie, dokładnie wyczyszczone rowy drenujące łąki i pola prowadzą do przesuszenia i erozji gleby, a jeśli w krajobrazie nie ma mokradeł czy lasów, działających jak gąbka, a więc spowalniających spływ wody i magazynujących ją na dłuższy czas – region pustynnieje.


W 2000 r. Rada Unii Europejskiej przyjęła Ramową Dyrektywę Wodną (Dyrektywa 2000/60/WE) – podstawowy akt prawny regulujący problem ochrony wód. Głównym założeniem dyrektywy jest zapewnienie obecnym i przyszłym pokoleniom dostępu do dobrej jakości wody, umożliwienie korzystania z wody na potrzeby przemysłu i rolnictwa, a także ochrona środowiska naturalnego, w tym ekosystemów wodnych. „Woda nie jest produktem handlowym takim jak każdy inny, ale raczej dziedzictwem, które musi być chronione, bronione i traktowane jako takie” – tak brzmią jej pierwsze słowa. Traktat akcesyjny zobowiązuje nas do przestrzegania tego dokumentu, co wiąże się z dostosowaniem do niej polskiego prawa. Jesteśmy także zobowiązani do podjęcia szeregu działań w zakresie ochrony wód. Harmonogram zakłada, że większość celów zostanie zrealizowana w ciągu 15 lat od wejścia w życie dyrektywy (czyli do 2015 r.), zaś osiągnięcie tzw. dobrego stanu i potencjału wód w ciągu 27 lat.

Dyrektywa wymaga od nas m.in. działań zapobiegających pogorszeniu się stanu akwenów powierzchniowych, ochrony i rekultywacji zbiorników i cieków silnie zmienionych (m.in. zanieczyszczonych rzek), a takkże ochrony, przywrócenia dobrego stanu ekologicznego wód, polepszenia stanu i rekultywacji zasobów wód podziemnych oraz osiągnięcia równowagi między zasilaniem warstw wodonośnych a poborem z ujęć wód podziemnych. Na osiągnięcie większości celów zostały nam zaledwie 3 lata!

Jak podały we wspólnym raporcie trzy polskie przyrodnicze organizacje pozarządowe – Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, WWF Polska oraz Klub Przyrodników – 26 marca 2012 r. Komisja Europejska ogłosiła, że skierowała przeciwko Polsce zarzuty łamania unijnego prawa w związku z gospodarką wodną. Zarzuty dotyczą utrzymywania rzek w sposób powodujący niszczenie ich wartości przyrodniczych i bez żadnych ocen wpływu na środowisko. „Obecnie, aby uniknąć wyroku Trybunału, Polska musi przekonać Komisję, że jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwo polskim rzekom i zacząć mądrze gospodarować zasobami wodnymi” – wyjaśniła Małgorzata Górska, rzecznik ds. polityki ochrony przyrody w Ogólnopolskim Towarzystwie Ochrony Ptaków.

„Istnieje wiele innych skutecznych i nowoczesnych metod ochrony przeciwpowodziowej oraz gospodarowania wodą” – tłumaczyła dr Marta Wiśniewska, konsultant ds. Infrastruktury i Środowiska w WWF Polska. – „Jeśli w naszych działaniach nie będziemy brać pod uwagę naturalnych uwarunkowań, to nie tylko rosnąć będzie ryzyko zagrożenia powodziami dla ludzi, szkody w mieniu i środowisku, ale będą także rosnąć straty w rolnictwie, turystyce i innych sektorach gospodarki zależnych od wody”.

Pełne wdrożenie dyrektywy wymaga radykalnych zmian w polskim prawie wodnym, wymaga też zmian w myśleniu o gospodarowaniu wodą, jest jednak szansą na utrzymanie zasobów wodnych na zadowalającym poziomie, a także pozwala na zachowanie ostoi bioróżnorodności: ekosystemów wodnych i mokradłowych oraz związanych z nimi gatunków.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *