Pasze GMO – kto zarabia, kto traci

Marek Kryda
27 sierpnia 2012

W Puszczy Amazońskiej, która jest największą puszczą równikową Ziemi, żyje ponad 600 gatunków ptaków, setki tysięcy gatunków owadów i ponad 40 tys. gatunków roślin kwitnących. Amazonia spełnia szczególną rolę: reguluje klimat naszej planety, „pompując” wilgotne, gorące powietrze z tropików do półkuli północnej. Specjaliści uważają, że największą katastrofą ekologiczną, jaka rozpoczyna się na naszej planecie, jest postępująca zagłada lasów tropikalnych. Niszczenie puszcz tropikalnych skutkuje ogromną emisją gazów cieplarnianych do atmosfery, przyczyniając się do zmian klimatycznych.

W ciągu ostatnich 40 lat wykarczowano 700 tys. km kw. Amazonii – obszar dwukrotnie większy od Polski. Aby zrobić miejsce dla upraw genetycznie modyfikowanej soi (która trafia także do Polski w postaci paszy), co 8 sekund znika kawałek dżungli wielkości boiska piłkarskiego, co roku wielkości Belgii. Zazwyczaj wycinka Puszczy Amazońskiej odbywa się według tego samego schematu: Najpierw ścina się drzewa – w 80% przypadków nielegalnie. Następnie pojawia się hodowla bydła, a na koniec plantacje soi GMO opryskiwane groźnym środkiem chemicznym – glifosatem.

Zagłada puszczy dotyka nie tylko ginących bezpowrotnie roślin i zwierząt. Giną także tradycyjne kultury odwiecznych mieszkańców Amazonii. W ciągu XX w. wyginęło całkowicie 90 plemion amazońskich Indian. Zdjęcia satelitarne pokazały, że tylko w samym r. 2004 wykarczowano ponad 25 tys. km kw. lasów Amazonii. Na niezmierzonych połaciach wykarczowanej Puszczy Amazońskiej w Brazylii rośnie soja. Dwie trzecie tych upraw kontrolują „Trzy Siostry” – obecne także w Polsce ponadnarodowe korporacje: Cargill, ADM i Bunge. Od nich pochodzą modyfikowane genetycznie nasiona, nawozy i silnie toksyczne dla ludzi i środowiska środki ochrony roślin. Giganty te następnie skupują soję od rolników i wysyłają ją do Polski i całej Europy. Cargill, który rozlokował się w stanie Mato Grosso, jest największym eksporterem soi w Brazylii.

Importowana do Polski śruta soi GMO skutecznie wypiera polskich rolników z krajowego rynku pasz. Dziś Polska sprowadza rocznie już prawie 2 mln ton takiej śruty, czyli ten import podwoił się w ciągu dekady. Do r. 2003 głównym rynkiem zakupu śruty były kraje UE (Niemcy, Holandia, Belgia), skąd pochodziła większość polskiego importu. Jednak od 2004 r. systematycznie zwiększa się import śruty soi z Brazylii i Argentyny, które należą do największych producentów roślin modyfikowanych genetycznie na świecie. W tej chwili całkowicie kontrolowana przez firmy zagraniczne branża paszowa w Polsce należy do najbardziej skonsolidowanych i zyskownych sektorów przemysłu rolno-spożywczego. Jedną trzecią łącznych jej przychodów, wynoszących ok. 2 mld zł rocznie, uzyskują dwa międzynarodowe giganty: De Heus Koudijs-Hima oraz Cargill. Prócz biotechnologów, którzy korzystają z funduszy międzynarodowych koncernów agrochemicznych przeznaczonych na badania, trudno znaleźć polskich beneficjentów tej monopolizacji nasiennictwa, dystrybucji środków ochrony roślin oraz rynku pasz w Polsce.

Używanie soi GMO pociąga za sobą także likwidację tradycyjnej hodowli zwierząt w Polsce. W tradycyjnym żywieniu świń stosuje się zboża i ziemniaki, wtedy na cały cykl do osiągnięcia wagi ubojowej potrzeba 6 miesięcy. Fermy przemysłowe, ograniczając możliwość ruchu zwierząt i stosując pasze ze śrutą sojową i innymi „promotorami wzrostu”, osiągają taką wagę zwierząt nawet w ciągu 3 miesięcy. Oczywisty jest tutaj element nieuczciwej konkurencji – tradycyjne gospodarstwa rolne nie mają szans wytrzymać konkurencji cenowej z kimś, kto hoduje nie dziesiątki, a tysiące świń, które na dodatek rosną dwa razy szybciej. Import genetycznie modyfikowanej soi sprzyja wypieraniu przez należące do zagranicznego kapitału wielkie fermy z rynku polskich rolników, którzy są w tych warunkach zmuszeni nie tylko do likwidacji tradycyjnych hodowli świń, ale także do zaprzestania produkcji pasz.

Wspierany przez polskie władze import soi odpowiada rocznej produkcji miliona polskich gospodarstw rodzinnych w wysokości po 2 tony paszy wysokobiałkowej na gospodarstwo. Trzeba tu zadać pytanie, dlaczego polski rolnik ma być uzależniony od decyzji niemieckiego czy amerykańskiego koncernu, dlaczego ma stracić prawo wyboru tego, jakie może zastosować uprawy i środki ochrony roślin i ile jest gotowy za nie zapłacić? Choć polskie pasze białkowe mogą być w tej chwili droższe od subsydiowanego importu soi GMO, to dzięki nim zarabia polski rolnik. Kupując śrutę sojową GMO z Argentyny, wydajemy 2 mld złotych, które mogłyby trafić do rolnika w Polsce. Dlaczego polski rolnik nie może sprzedawać własnej paszy w swoim kraju? Jaką korzyść dla Polski może przynieść mechaniczne utrzymanie przez nasze władze status quo, czyli sytuacji, w której pasze dostarcza do Polski tylko kilka firm o monopolistycznej pozycji?

Jak bardzo udało się uzależnić produkcję żywności w Polsce od dostaw soi GMO wielkich koncernów z Ameryki Południowej, świadczą szacunki Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, które mówią, że bez tego drogiego importu ceny drobiu w Polsce wzrosną o 40-50%, a mięsa wieprzowego o 15-20%. Z kolei ministerstwo rolnictwa twierdzi, że 90-95% śruty sojowej dostępnej na krajowym rynku stanowi śruta sztucznie zmutowana, zaś „wprowadzenie zakazu jej stosowania spowodowałoby drastyczny deficyt białka paszowego w kraju i pogorszenie konkurencyjności krajowej produkcji zwierzęcej”.

W tym samym czasie likwiduje się uprawy roślin strączkowych, które mogłyby być dochodową dla polskich rolników alternatywą dla importu soi GMO z drugiej półkuli. Po cichu i bez rozgłosu areał uprawy tych roślin w Polsce dramatycznie się zmniejsza. Również zbiory pastewnych roślin strączkowych w r. 2006 wyniosły 147,1 tys. ton, czyli o 40,3 tys. ton mniej niż w r. 2005 (187,4 tys. ton).

Schemizowane, stosujące GMO rolnictwo przemysłowe powinno być nazywane przemysłem, a nie rolnictwem. Podstawą prawdziwego rolnictwa jest działalność zgodna z naturalnymi cyklami: porami dnia i roku, cyklami płodności zwierząt, sezonowością określonych produktów. Rolnictwo przemysłowe natomiast jest zaprzeczeniem naturalności – na setkach hektarów bez kwiatów polnych i pszczół rośnie tylko jedna roślina, w zamkniętych chlewniach czy kurnikach, gdzie światło świeci się nieustannie, zwierzęta nie wiedzą, czy to dzień czy noc, wiosna czy lato. Tutaj sztucznie się zapładnia zwierzęta, tu wszczepia się maciorom zarodki; ruję, a nawet porody wywołuje się farmakologicznie. Tutaj karmione GMO, hormonami i metalami ciężkimi zwierzę jest zdegradowane do funkcji trybiku w wielkiej maszynerii „nowoczesnego rolnictwa”. I w imię czego to wszystko? Zwiększenia produkcji żywności, której i tak mamy w nadmiarze?

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

14 thoughts on “Pasze GMO – kto zarabia, kto traci

  • 30 sierpnia 2012 at 07:47
    Permalink

    Tragiczna prawda. Mam nadzieję, że Natura poradzi sobie z tym problemem.

    Reply
  • Pingback: Prezydent podpisał nowelizację ustawy o paszach » GMO - Wiadomości

  • Pingback: Prezydent podpisał nowelizację ustawy o paszach | Ekobuddyzm - buddyzm ekologiczny

  • 4 września 2012 at 13:49
    Permalink

    „W ciągu ostatnich 40 lat wykarczowano 700 tys. km kw. Amazonii – obszar dwukrotnie większy od Polski. Aby zrobić miejsce dla upraw genetycznie modyfikowanej soi…”Panie Marku mija się Pan mocno z prawda. Głównym celem karczowania drzew jest pozyskiwanie drewna i miejsc na pastwiska. Drewno szlachetne sprzedawane jest do produkcji mebli te gorsze przerabiane jest na biomasy. Brazylia jet największym eksporterem wołowiny jak i biomas. Na opuszczonych pastwiskach dopiero sadzi się soje ale tez rośliny do produkcji biopaliw ( o czym zapomniał Pan napisać) Argentyna jak i Brazylia są znaczącym producentem biopaliw. Ten straszny środek glifosaten jest stosowany u nas pod nazwa roundupu.
    Zdaje się ze nie zna Pan Polskiej wsi. Do hodowli zwierząt jak i kur rolnik kupuje tańszą karmę ta z modyfikowana kukurydza czy soją. Oczywiście są ekologiczne farmy które sprzedają mięso po odpowiedniej cenie i może Pan kupić w sklepach z ekologiczną żywnością. Świat się zmienia i GMO coraz częściej jest obecne na naszych stołach. Postępu nie zatrzymamy.

    Reply
  • 5 września 2012 at 06:37
    Permalink

    Schemizowane, stosujące GMO rolnictwo przemysłowe powinno być nazywane przemysłem, a nie rolnictwem. Podstawą prawdziwego rolnictwa jest działalność zgodna z naturalnymi cyklami: porami dnia i roku, cyklami płodności zwierząt, sezonowością określonych produktów. Rolnictwo przemysłowe natomiast jest zaprzeczeniem naturalności – na setkach hektarów bez kwiatów polnych i pszczół rośnie tylko jedna roślina, w zamkniętych chlewniach czy kurnikach, gdzie światło świeci się nieustannie, zwierzęta nie wiedzą, czy to dzień czy noc, wiosna czy lato. Tutaj sztucznie się zapładnia zwierzęta, tu wszczepia się maciorom zarodki; ruję, a nawet porody wywołuje się farmakologicznie. Tutaj karmione GMO, hormonami i metalami ciężkimi zwierzę jest zdegradowane do funkcji trybiku w wielkiej maszynerii „nowoczesnego rolnictwa”. I w imię czego to wszystko? Zwiększenia produkcji żywności, której i tak mamy w nadmiarze? „
    Panie Marku gdzie Pan żyje. To są marzenia z dawnych lat. Proszę pamiętać z nas jest 7 miliardów i ta liczba rośnie. Tych ludzi trzeba wyżywić. Takie rolnictwo o którym Pan marzy już przechodzi do przeszłości. Teraz jest rolnictwo przemysłowe bez względu czy stosuje GMO czy nie. Dziwie się ze Pan o tym nie wie. Gospodarstwa opłacalne to duże powyżej 500 hektarów. To tez dotyczy tez dużych hodowli zwierząt. Jako weterynarz powinien Pan wiedzieć ze większość rolników którzy mają po kilka krów stosuje sztuczne zapłodnienie. Metale ciężkie o których Pan pisze znajdują się w rożnego rodzaju naturalnym pokarmie. Kura w sklepie z jedzeniem ekologicznym kosztuje kg 35 zł w hipermarkecie 7,50zł
    Myślę ze zna Pan teorie Darwina. W skrócie życie na ziemi powstało na drodze ewolucji. Ta ewolucja cały czas się dokonuje. Mamy nowe gatunki jabłek, bananów rosnące na trzymetrowych drzewach , z oleju rzepakowego genetycy usunęli szkodliwe składniki i teraz olej ten jest najzdrowszy itd. W sklepach może Pan kupić modyfikowana kukurydze czy soje. Nie mówiąc o mięsie, czy w wędlinach.
    Modyfikacje roślin uprawnych polegają przede wszystkim na wprowadzeniu lub usunięciu z nich określonych genów. Modyfikacje mają przede wszystkim na celu:
    zwiększenie odporności na herbicydy i szkodniki,
    zwiększenie odporności na infekcje wirusowe, bakteryjne i grzybowe,
    zwiększenie tolerancji na stres abiotyczny (głównie zmiany klimatyczne),
    przedłużenie trwałości owoców,
    poprawę składu kwasów tłuszczowych oraz aminokwasów białek,
    unormowanie stężenia fitoestrogenów,
    zwiększenie zawartości suchej masy,
    zmianę zawartości węglowodanów, karotenoidów i witamin,
    usunięcie składników antyżywieniowych – toksyn, związków utrudniających przyswajanie składników odżywczych oraz związków które podczas obróbki kulinarnej ulegają reakcjom chemicznym wytwarzając toksyny. Modyfikacje te zwiększają np. zawartość nutraceutyków, czyli substancji niezbędnych dla zdrowia.
    Myślę ze Pan Panie Marku o tym dobrze wie?

    Reply
    • 4 grudnia 2012 at 18:09
      Permalink

      Cytuję kolegę: „Modyfikacje mają przede wszystkim na celu:
      zwiększenie odporności na herbicydy i szkodniki itd etc (…)”
      Odpowiadam: otóż kolego. Modyfikacje genetyczne mają na celu przede wszystkim ich opatentowanie. Cała reszta to przy okazji i niekoniecznie. Trzeba być naiwnym frajerem żeby wierzyć że walka o zmonopolizowanie rynku produkcji żywności miała na celu dobro czy zdrowie jakiejkolwiek społeczności bądź narodu.

      Reply
    • 11 grudnia 2012 at 11:36
      Permalink

      Jacku, kreowanie nowych gatunków roślin czy zwierząt przez człowieka z całą pewnością nie jest ewolucją, która jest procesem powolnym i opartym na doborze naturalnym, a nie na świadomej ingerencji człowieka. To, co robi człowiek, to nie ewolucja a rewolucja i jest ona gwałtem na tej pierwszej. W przyrodzie takie gwałtowne przemiany nigdy się nie zdarzają. Darwin się w grobie przewraca.

      Reply
  • Pingback: Nowy numer Zielonych Wiadomości poświęcony rolnictwu i GMO » GMO - Wiadomości

  • 10 października 2012 at 19:13
    Permalink

    Chcę jeść żywność niezmodyfikowaną genetycznie. Człowiek niestety jest szkodnikiem nr 1 na ziemi i objawia się to wprowadzaniem do upraw roślin GMO – produkowanych przez wielkie koncerny, które można policzyć na palcach jednej ręki oraz traktowaniu tychże roślin herbicydami w stylu „Randap”, które potem ludzie i zwierzęta konsumują, z tragicznymi skutkami dla zdrowia jak wykazują badania (te niefinansowane przez koncerny oczywiście, ostatni casus Francja). A to wiąże się z niebezpiecznym zjawiskiem patentowania żywności. Nie ma dowodów, że żywność GMO doprowadziła do zmniejszenia głodu na świecie. Argument ten jest nadużywany przez lobby i powiedzmy szczerze – wyświechtany. Nie dbam o to, czy dany owoc lub warzywo ma jakąś „niepożądaną” cechę (słyszałam kiedyś w radiu jedną panią naukowiec, której przeszkadzało to, że przy krojeniu cebuli ronimy łzy, a jest nam to przecież niepotrzebne i lepiej zmodyfikować cebulę!).Świat schodzi … na ludzi.

    Reply
  • Pingback: GMO to nie to! | Ekobuddyzm - buddyzm ekologiczny

  • 8 grudnia 2012 at 21:40
    Permalink

    Panie Jacku jak pięknie pan pisze o zaletach tej żywności……. tak musi już być? świat idzie do przodu? to ty człowieku mnie przerażasz swoimi poglądami, chyba nie jesteś do końca świadomy faktu,że badania konsekwencji spożywania tej jakże znakomitej żywności wciąż nie są znane, dlaczego 9 cywilizowanych państw UE zakazało obrotu żywnością GMO? bo pewnie ich na to stać? to w takim razie dlaczego Kenia zdecydowała się również na taki zakaz importu żywności? miała przyczynić się do zmniejszenia głodu na świecie i taka Kenia na to się nie zgadza….może dlatego, że ona (żywność GMO) po prostu nie jest bezpieczna i państwa, w których przejmują się jednostkami, do których należy również pan panie jacku, po prostu wprowadzają zakazy., nie miał jednak pan szczęścia trafić na takie państwo, na odpowiedzialny rząd, który wprowadziłby taki zakaz, mało tego po cichutku bez naszej wiedzy decydują o tym co mamy jeść( mówię tu o głosowaniu nad ustawą z 11.2012)
    zdrówka życzę i doczekania późnej starości u boku żyjącej zdrowej żony, wnuków bez chorób genetycznych i „większą kasą” w portfelu po zakupach w markecie

    Reply
  • 10 grudnia 2012 at 13:32
    Permalink

    A można łatwo zlikwidować te wszystkie problemy. Wystarczy przejść na weganizm!

    Reply
  • 7 czerwca 2015 at 15:02
    Permalink

    A ja nie jem genetycznie modyfikowanej żywności, bo jestem weganką. Można by zlikfidować głód na świecie, gdyby ludzie ograniczyli spożycie produktów odzwierzęcych. Większość upraw roślin jadalnych na świecie jest przeznaczona na paszę dla zwierząt chodowlanych.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *