„Rozumie pani, cięcia…”

Agata Młodawska
5 września 2013

O tym, jak Hiszpania oszczędza na zdrowiu, pisze Agata Młodawska.

Z punktu widzenia osoby, która nie cierpi na przewlekłe choroby, hiszpański system opieki zdrowotnej jest przede wszystkim bohaterem medialnych newsów. Drobniejszymi dolegliwościami można odpowiednio pokierować, zmieścić je w godzinach przyjęć dla pacjentów korzystających z publicznej służby zdrowia. Komplikacje pojawiają się na ogół, kiedy podejrzewa się przypadłość wykraczającą poza kompetencje lekarza rodzinnego. Przypuśćmy, że potrzebna jest cytologia: „Bezpłatna cytologia przysługuje raz na 3 lata, chyba że pani coś wykryją. Wcześniej była raz w roku, ale teraz, rozumie pani, cięcia”. Dopóki jednak kontakt ze służbą zdrowia sprowadza się do rutynowych kontroli, można wszystko w miarę sprawnie zaaranżować. Przytrafiające się raz na jakiś trzymiesięczne kolejki do specjalisty można przeskoczyć, zgłaszając się od razu na pogotowie. Zaciskając pasa, płaci się za leki więcej niż w Polsce. Na osłodę nieustannie powtarza się zaklęcia: dobrze że jest praca, dobrze że jest zameldowanie (warunek otrzymania karty zdrowotnej), dobrze że jest paszport unijny (odpadają formalności związane z załatwieniem pozwolenia na pracę).

Zaklęcia mają jednak pewne poważne ograniczenie: działają tylko w przypadku osób, którym udało się utrzymać pracę. Z badań cytowanych przez autorów i autorki artykułu „Will austerity cuts dismantle the Spanish Health Care System?” opublikowanego w 2013 r. w „British Journal of Medicine” wynika, że w latach 2010–2011 liczba osób zmagających się z zaburzeniami psychicznymi (depresją, alkoholizmem) wzrosła o 19% w porównaniu do lat 2006–2007. Wzrosła również liczba samobójstw. Tymczasem sektor zdrowotny ma coraz mniejsze możliwości, żeby odpowiadać na to zapotrzebowanie społeczne.

W 2012 r. cięcia w sektorze opieki zdrowotnej wyniosły 13%, przy czym najbardziej ucierpiały środki przeznaczone na profesjonalne kształcenie lekarzy, które zmniejszono o 75%. Ograniczono wydatki na pomoc dla osób starszych i niepełnosprawnych. Wspomnieć także należy o dekrecie królewskim, który (wydany z pominięciem parlamentarnej debaty) pozbawił imigrantów o nieudokumentowanej sytuacji (z wyjątkiem dzieci i kobiet w ciąży) prawa do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Zgodnie z nowymi przepisami od 1 września 2012 r. opłaty za dostęp do służby zdrowia miały wynieść 59,20 euro dla imigrantów do 65. roku życia i 155,4 euro dla starszych. Dla porównania, minimalna pensja w Hiszpanii wynosi 640 euro.

W kraju zdecentralizowanym, jakim jest Hiszpania, duże znaczenie ma polityka zdrowotna prowadzona przez władze lokalne. Część wspólnot autonomicznych starała się raczej zminimalizować cięcia w służbie zdrowia. Inne podążały za tendencjami rządu centralnego. W Katalonii działania partii rządzącej Union y Convergencia (10% cięcia wydatków na służbę zdrowia w 2012 r.) skutkowały zmniejszeniem liczby łóżek szpitalnych i sal operacyjnych o jedną trzecią, ograniczeniami pracy oddziałów pogotowia ratunkowego w godzinach nocnych lub nawet zawieszeniem przyjmowania pacjentów w godzinach popołudniowych w niektórych placówkach. Taka polityka spotkała się z protestami – część organizacji pozarządowych oraz stowarzyszeń lokalnych rozpoczęła postępowanie sądowe przeciwko ministrowi zdrowia. Nie bez znaczenia były podejrzenia o korupcję i celowe działania na niekorzyść sektora publicznego oraz spektakularne przypadki śmierci pacjentów na skutek zbyt długiego transportu do najbliższej placówki.

Porównując doświadczenia polskie i hiszpańskie, nie sposób nie dostrzec oporu społecznego, z jakim w Hiszpanii spotkały się podobne działania. O ile w Polsce prywatyzacja szpitali nie budzi masowych społecznych protestów (trudno jednak znaleźć problem społeczny, który takowe by wzbudzał), o tyle w Hiszpanii sprzeciw wobec cięć w służbie zdrowia jest stałym hasłem na wielu demonstracjach. Z moich obserwacji wynika, że publiczną służbę zdrowia postrzega się tu nie jako gwałt na brutalnie okradzionych podatnikach, ale jako dobro wspólne wypracowane wysiłkiem wielu pokoleń. Dobro będące własnością całego społeczeństwa, a nie polityków.

Z badań przeprowadzonych na zlecenie dziennika „El Pais” wynika, że ogromna większość społeczeństwa (92%) dobrze ocenia jakość pracy lekarzy zatrudnionych w publicznych placówkach. To bardzo dobra ilustracja rozdźwięku pomiędzy obecną polityką a oczekiwaniami obywateli, komentuje autor artykułu: najlepiej oceniana jest praca grupy zawodowej, którą cięcia dotknęły w znacznym stopniu.

Oczywiście można się spierać o wpływ protestów społecznych na politykę władz w Hiszpanii, powołując się na brak radykalnych zmian społecznych, które byłyby spowodowane działalnością ruchu Oburzonych. Jednak oddolny sprzeciw wobec polityki rządu centralnego był – w przypadku wyjęcia imigrantów o nieudokumentowanej sytuacji – wsparty przez działania części lekarskich stowarzyszeń zawodowych oraz władze czterech regionów autonomicznych (Kraj Basków, Asturia, Andaluzja i, paradoksalnie, Katalonia). Sprzeciw ten nie był wyłącznie gestem symbolicznym. W grudniu 2012 r. hiszpański odpowiednik Trybunału Konstytucyjnego podtrzymał decyzję rządu baskijskiego dotyczącą utrzymania darmowej opieki zdrowotnej dla imigrantów o nieudokumentowanej sytuacji. Obok wyliczeń cięć i ich konsekwencji w poszczególnych krajach, warto również zwrócić uwagę na społeczny odbiór takiej polityki.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.