ISSN 2657-9596

Kryzys: czekając na powtórkę

James Meadway
14 lipca 2014

Już tylko jeden szok dzieli nas od kolejnego kryzysu – taki werdykt na temat brytyjskiej gospodarki znaleźć można w znakomitym raporcie How serious a threat is the UK’s financialised economy? autorstwa Jima Cuthberta opublikowanym przez think tank Jimmy Reid Foundation. Jest to zwięzła, metodyczna analiza, ukazująca stopień przeciążenia naszej gospodarki, a przy tym stanowiąca świetną ilustrację zalet podejścia bilansowego do wielkich problemów ekonomicznych.

Finansjalizacja – pompowanie sektora finansowego i kolonizacja przez niego wszystkich obszarów życia – doprowadziła do katastrofy w 2008 r. Od tej pory, jak dowodzi Cuthbert, osobliwie niewiele zrobiono, aby chociaż ograniczyć ten proces. Krótkie tąpnięcie, po którym gospodarstwa domowe i firmy podjęły pewne próby spłacenia swoich długów – co bezpośrednio odpowiadało za brak ożywienia w latach 2009-2012 – i koniec końców jesteśmy tu, gdzie byliśmy, zanim zaczął się kryzys. Powrót wzrostu budowanego na górze długów oznacza, że gromadzimy jeszcze większe ryzyko na przyszłość.

Warto raz jeszcze podkreślić, że znaczenie długu publicznego jest w tym wszystkim minimalne. Zadłużenie rządów zaczęło gwałtownie rosnąć dopiero w bezpośrednim następstwie załamania, natomiast przez całą dekadę przed kryzysem pozostawało bardzo stabilne. Według danych Cuthberta wynosi ono obecnie 105% PKB. To poziom wysoki, i bez wątpienia wyższy niż historyczna przeciętna, ale całkowicie nieistotny w porównaniu z poziomem całkowitych zobowiązań brytyjskiego sektora finansowego, wynoszących 1.364% PKB.

New Economics Foundation w przeszłości podawała znacznie niższe szacunki. Z pełną świadomością przyjęliśmy zachowawcze podejście w naszych szacunkach, odwołując się do metody użytej w raporcie ogłoszonym przez McKinsey Global Institute w lipcu 2011 r. Debt and deleveraging: The global credit bubble and its economic consequences. Nawet przy tych ostrożnych szacunkach widać bowiem klarownie niezbędność transformacji. Dane Cuthberta są wyższe, gdyż uwzględnia on w rachunku derywaty finansowe, które rozpleniły się szeroko w pierwszej dekadzie XXI w.

Są to (w przeważającej mierze) zobowiązania sektora prywatnego wobec (w przeważającej mierze) prywatnych instytucji finansowych. Obraz ten do pewnego stopnia zakłóca, oczywiście, na poły publiczny status dwóch największych brytyjskich banków. Ale kryzys roku 2008 ujawnił, że forma własności nie musi mieć znaczenia. W wypadku poważniejszego załamania to całe społeczeństwo może być zmuszone ponieść koszty, za które odpowiada prywatny system finansowy. I tak się właśnie stało, wraz z pakietami ratunkowymi dla banków i recesją.

Jak sugeruje Cuthbert, wyjaśnieniem widocznie nieracjonalnej polityki zaciskania pasa nie jest wcale potrzeba zmniejszenia długu publicznego tu i teraz (co tak czy owak zupełnie się dotąd nie udało). Chodzi raczej o to, by – na ile to tylko możliwe – przygotować sobie pole manewru na wypadek przyszłego załamania. Pakiety ratunkowe ostatnim razem doprowadziły nas na skraj bankructwa, nie ma najmniejszej szansy, by przy następnej okazji mogły być równie hojne. A “następna okazja” może według dostępnych danych nadejść szybciej, niż byśmy sobie życzyli.

Wszystko to potwierdza diagnozę, jaką w ostatnich latach prezentuje New Economics Foundation. Bez zasadniczej zmiany reguł naszej gospodarki i wyraźnej zmiany kierunku skazani jesteśmy na powtórkę ze scenariusza, który doprowadził nas do kryzysu w 2008 r. Nie możemy pozwolić sobie na banki na rynku mieszkań, na wzrost napędzany długiem zamiast dochodów, ani na rosnącą zależność od pieniędzy pożyczanych od reszty świata.

Tak naprawdę jesteśmy w sytuacji gorszej niż w 2008 r., ponieważ nie oczyściliśmy gruntu. Ogólny poziom długu troszkę spadł w okresie po załamaniu, ale nowe długi dodają się po prostu do już sięgającej nieba góry zobowiązań. Punktem zapalnym może być cokolwiek – w kraju, np. wstrząs na rynku nieruchomości albo wycofanie się banku centralnego z luzowania ilościowego, albo za granicą, powiedzmy jakiś szok w Chinach bądź w strefie euro. Bez dogłębnej zmiany w funkcjonowaniu gospodarki Wielka Brytania będzie wystawiona na rosnące ryzyko.

Artykuł Another crash around the corner? ukazał się na stronie New Economics Foundation.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.