Foto. Compassion in the World Farming/Flickr/Creative Commons

Wolny handel a prawa zwierząt

Joanna Stiller
27 sierpnia 2014

Joanna Stiller z organizacji Compassion in World Farming wyjaśnia, jaki może być wpływ przyjęcia TTIP na prawa i dobrostan zwierząt.

W zaciszu rządowych gabinetów toczą się rozmowy o Transatlantyckim Partnerstwie w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP). Wzbudza to kontrowersje nie tylko ze względu na niejawny przebieg prac i brak przejrzystości. Największe obawy dotyczą zapisów regulujących ochronę własności intelektualnej czy też otwarcie wielu sektorów usług publicznych. Warto jednak wspomnieć przy okazji o kwestii hodowli i dobrostanu zwierząt oraz związanych z tym konsekwencjach dla zdrowia publicznego.

Zatrzymanie pozytywnych tendencji

W USA mocno promuje się intensywny model rolnictwa. Przemysłowe fermy zwierząt są głównym dostawcą produktów odzwierzęcych na rynek wewnętrzny, a koncerny rolne mają spore zaplecze lobbingowe. Potrafią wywierać silną presję, co wyraźnie widać na przykładzie prac, a następnie prób wprowadzania w życie na terenie poszczególnych stanów tzw. ag-gag bills, czyli ustaw zabraniających dokumentowania oraz publikowania materiałów pokazujących warunki chowu zwierząt na fermach.

Śmiało można powiedzieć, że w Stanach interes producentów stawia się wyżej niż dobrostan zwierząt. Tymczasem na terenie Unii Europejskiej obowiązują zdecydowanie wyższe standardy chowu zwierząt i obserwuje się tendencję do ich dalszej poprawy, mimo konieczności dodatkowych wydatków ze strony hodowców. Nawet jeśli wskutek przyjęcia TTIP przepisy nie zostaną zmienione na mniej restrykcyjne, to ten pozytywny kierunek zmian może zostać zatrzymany.

Do tej pory Unia Europejska systematycznie wprowadzała przepisy poprawiające warunki chowu zwierząt. Powstały dyrektywy poświęcone konkretnym gatunkom, np. nakazujące używania wzbogaconych klatek dla kur albo ograniczające trzymanie świń w pojedynczych kojcach, w których nie mogą się obrócić.

Czytaj więcej: Keith Taylor o tym, jak Unia Europejska działa na rzecz dobrostanu zwierząt hodowlanych

Jednak w USA większość tego typu inicjatyw przyjmowana jest z oporem. Tłumaczone jest to argumentem o tworzeniu barier w wolnym handlu i działaniem na niekorzyść producentów. Co gorsza, w ramach rozmów o TTIP negocjuje się również dość kontrowersyjny zapis o arbitrażu inwestycyjnym (ISDS), który pozwoliłby korporacjom zaskarżać decyzje poszczególnych krajów, gdyby uznały, że obowiązujące zasady wpływają niekorzystnie na ich zyski.

Okrucieństwo z importu (nieoznakowane)

Podpisując porozumienie z krajem, gdzie obowiązują niższe standardy, możemy doprowadzić do sytuacji, gdy na europejski rynek dopuszczone zostaną produkty, których sprzedaż obecnie nie jest dozwolona.

Unia Europejska nie tylko stara się podwyższać standardy hodowli i produkcji, ale wymaga tego również od produktów importowanych. Tymczasem może się okazać, że w imię wolnego handlu otworzymy nasz rynek dla producentów, którzy stosują się do znacznie słabszych przepisów dotyczących zdrowia publicznego, środowiska i ochrony zwierząt hodowlanych.

Może się to uwidaczniać nawet w kwestii oznakowania żywności. W UE obowiązuje już system oznakowania jajek zgodnie z metodą produkcji, działają też inicjatywy na rzecz wprowadzania podobnego etykietowania innych produktów. W oczach amerykańskich producentów taki system z pewnością uznany zostanie za dyskryminujący i można się spodziewać działań w kierunku jego zniesienia pomimo istniejącego wśród obywateli UE poparcia.

Prawdopodobnie jedną z pierwszych rzeczy, jakimi zajmie się nowy Parlament Europejski będzie temat klonowania zwierząt i ich wykorzystania w rolnictwie. Państwa członkowie UE są dość sceptyczne wobec takiej metody hodowli. Dozwolone jest to jednak w Stanach, a produkty z takich zwierząt są dostępne na rynku.

Klonowanie zwierząt to jednak nie tylko kwestia filozoficzna związana z tym, czy mamy prawo ingerować w naturę, ale bardzo realny problem, który w przypadku zwierząt objawia się zaburzeniami rozwoju układu krążenia i kostno-szkieletowego.

Pożegnanie antybiotyków

Warunki, w jakich hoduje się zwierzęta, są istotne z etycznego punktu widzenia. Biorąc jednak pod uwagę, że większość zwierząt hodowanych jest na pożywienie dla ludzi, warto mieć na uwadze, jakie skutki może to mieć dla bezpieczeństwa żywności i zdrowia publicznego.

Jedną z problematycznych kwestii z tym związanych jest używanie antybiotyków. Wykorzystanie ich w momencie pojawienia się choroby nie budzi niczyich zastrzeżeń, zakazane jest jednak ich używanie jako substancji przyspieszających wzrost zwierząt. Tymczasem w USA praktyki takie są dozwolone. Szacuje się, że 80% antybiotyków sprzedawanych na terenie USA jest wykorzystywanych właśnie w hodowli zwierząt, przy czym spora część stanowi tzw. promotory wzrostu. Antybiotyki są też stosowane rutynowo w celu zapobiegania pojawieniu się chorób.

Może mieć to bardzo niebezpieczne konsekwencje, jako że nadużywanie antybiotyków prowadzi do powstawania szczepów bakterii opornych na leki. Kiedy więc dana choroba pojawi się wśród ludzi, może się okazać, że antybiotyki, które wcześniej bez problemu radziły sobie z danymi bakteriami, są już nieskuteczne albo ich działanie jest znacznie ograniczone.

Czytaj więcej: Philip Lymbery o problemach z przemysłową hodowlą zwierząt

To tylko część problemów związanych z dobrostanem zwierząt hodowlanych i bezpieczeństwem żywności, jakie mogą się pojawić w przyszłości. Dlatego Compassion in World Farming ma poważne zastrzeżenia co do zawierania tak poważnych umów bez odpowiednich zabezpieczeń oraz konsultowania zapisów ze społeczeństwem.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *