Gra pozorów wokół OZE

Grzegorz Wiśniewski
28 sierpnia 2014

Jak naprawdę wygląda rządowe wsparcie dla prosumenckiej energetyki odnawialnej?

Projekt ustawy o OZE po wielu perypetiach trafił w końcu do Sejmu. Efekt paroletniej pracy rządu – nad od początku nieprzemyślaną koncepcją regulacyjną – rozczarowuje. Ma ona niewiele wspólnego z ideą kształtowania zrównoważonego rozwoju energetyki odnawialnej ani tym bardziej prosumenckiej.

W Sejmie czeka na procedowanie również projekt „prosumenckiej” nowelizacji prawa energetycznego zgłoszony przez posłów PSL. Generalnie pomysł autorów projektu nowelizacji idzie w dobrym kierunku: podniesienie ceny sprzedaży nadwyżek energii do sieci z 80% do 100% ceny z rynku konkurencyjnego i poszerzenie definicji prosumenta, do tej pory rozumianego, jako osoba fizyczna, o tzw. „ułomne osoby prawne” typu spółdzielnia, wspólnota mieszkaniowa itp. Niestety, zanim do Sejmu trafił projekt ustawy o OZE, dociera tam już antyprosumencki przekaz. Na konferencjach i spotkaniach komisji sejmowych i senackich organizacje branżowe energetyki konwencjonalnej informują parlamentarzystów, że dla biednej wdowy spod Nowego Sącza korzystniejsze jest płacenie za współspalanie biomasy w elektrowniach węglowych niż energetyka prosumencka, a na dodatek prosument się „nieuczciwie” wzbogaci.

W obecnych i projektowanych uwarunkowaniach prawnych sektor mikroinstalacji w Polsce się nie rozwinie. Jednak zanim wskaże się rozwiązania, należy oczyścić przedpole, wyeliminować dezinformację, otworzyć umysły karmione propagandą klęski albo sukcesu na istotę sprawy, czyli wymóg zapewnienia opłacalności inwestycji w wymiarze mikroekonomicznym i szersze uwarunkowania społeczne i gospodarcze. Aby przystąpić do realnej naprawy zasadniczych błędów w pracy nad projektem ustawy o OZE i dokonać korekty rozwiązań prawnych tak, aby rzeczywiście mogły służyć rozwojowi energetyki prosumenckiej, a nie tylko poprawie samopoczucia rządu, trzeba spełnić kilka warunków wstępnych.

Zaprzestanie w debacie publicznej posługiwania się półprawdami i kierowania dogmatami

Nowe zasady pomocy publicznej UE dla ochrony środowiska i energetyki na lata 2014-2020 poszerzają zacznie dopuszczalny zakres intensywności i form pomocy, łącznie z możliwością zastosowania wykluczanych w Polsce taryf stałych (FiT), dla wszystkich źródeł o mocy poniżej 500 kW. Także tzw. generalne zasady wyłączeń blokowych (GBER) wskazują na możliwość zastosowania daleko idącej pomocy eksploatacyjnej dla małych OZE.

Nie jest też prawdą, że degresywny system taryf (FiT) zaadresowany w szczególności do małych i mikroinstalacji OZE jest systemem droższym niż inne, a zwłaszcza takie jak system aukcyjny czy zielonych certyfikatów. Opracowania Komisji Europejskiej oraz wyniki monitoringu stosowanych na świecie instrumentów wsparcia, uwzględniające np. wysokość i tempo spadku kosztów OZE, dowodzą, że system FiT, uzupełniany i zastępowany z czasem takimi instrumentami jak FiP i net metering, prowadzi do niższych kosztów oraz sprawiedliwego rozłożenia korzyści, z uwzględnieniem czynników społecznych i gospodarczych.

Trudno zatem politycznie deklarować poparcie energetyki prosumenckiej, a jednocześnie forsować w krajowym systemie prawnym systemy wsparcia OZE uniemożliwiających jej rozwój, takie jak aukcje czy nieelastyczne systemy zielonych certyfikatów, co zostało już udowodnione w wielu krajach.

Nadanie rangi i określenie miejsca energetyki prosumenckiej w polityce energetycznej państwa

Wyodrębnienie mikroinstalacji, a szerzej segmentu mikroenergetyki prosumenckiej z energetyki odnawialnej umożliwia zwrócenie uwagi nie na produkcję, ale na końcowe wykorzystanie energii i jej zużycie przez konkretnych odbiorców i poprawę lokalnego bezpieczeństwa energetycznego.

Inna polityka powoduje niekontrolowany rozwój wielkoskalowych OZE, generujących koszty w całej gospodarce, jak np. współspalanie biomasy z węglem. KPD (jak i polityka energetyczna) wymaga wydzielania obszaru mikrogeneracji prosumenckiej w perspektywie średnio i długookresowej. Zwraca uwagę całkowite pomijanie tych kwestii nawet w prawnie wymaganych dokumentach z prognozami krótkoterminowymi i średnioterminowymi, takich jak coroczne sprawozdanie z wyników monitorowania bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej, zwłaszcza, że mówimy tu (opracowania Instytutu Energetyki Odnawialnej) o potencjalnej grupie 2,5 mln prosumentów w 2020 r.

Krytyczna ocena dotychczasowych rozwiązań prawnych

8 kwietnia 2014 r., po czterech latach prac, Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii (wersja 6.3). Jest to projekt znacząco różny od wersji projektu ustawy w wersji 2.1 z lipca 2012 r. Zastępuje proponowany wcześniej system taryf gwarantowanych na sprzedaż energii do sieci (o wysokości dostosowanej do poszczególnych mikroinstalacji OZE, od 0,65 do 1,1 zł/kWh) jedną ceną „urzędową” dla wszystkich mikroinstalacji połączoną z mechanizmem rozliczeń salda energii zakupionej przez prosumenta i odsprzedanej do sieci w okresie półrocznym.

Analizy przeprowadzone przez Instytut Energetyki Odnawialnej dowodzą, że mechanizm ten jest w istocie dofinansowaniem przez prosumentów sprzedawców energii. Proponowane w projekcie ustawy o OZE rozwiązane w postaci umownego rozliczenia netto, czyli uproszczonego półrocznego bilansowania podaży energii z mikroinstalacji i zużycia energii u prosumenta (tzw. net metering) tylko nieznacznie poprawia opłacalność inwestycji w mikroinstalacje pogodowo niestabilne (mikrowiatraki i dachowe elektrownie słoneczne), ale za to ułatwia cyniczny atak koncernów energetycznych i demotywuje ew. przyszłych prosumentów do działań po stronie popytowej i lepszego bilansowania podaży i popytu na energię w gospodarstwie domowym.

Zaproponowany system wsparcia mikroinstalacji, w którym opłaca się „kombinowanie”, nie buduje społeczeństwa obywatelskiego, nie buduje rynku, zaufania do państwa i kapitału społecznego do dalszego rozwoju mikroinstalacji OZE. Może tylko ośmieszyć całą koncepcję energetyki prosumenckiej i obywatelskiej i dać silne argumenty jej przeciwnikom.

Rozwiązania prawne, które umożliwiłyby autentyczny rozwój mikroinstalacji i ich komercjalizację

W kraju funkcjonuje tylko 270 mikroinstalacji OZE przyłączonych do sieci i są to prawie wyłącznie mikroelektrownie wodne. Wprowadzenie nowelizacją prawa energetycznego (tzw. „mały trójpak”) w lipcu 2013 r. uproszczeń administracyjnych dla mikroinstalacji OZE nie wpłynęło na pobudzenie rynku.

W tych warunkach nie może być pominięty i zbagatelizowany z przyczyn doktrynalnych etap kształtowania rynku polegający na wprowadzeniu taryf FiT. Powinien on jednak być dobrze uzasadniony od strony mikroekonomicznej i makroekonomicznej – minimalizacja kosztów systemowych i całkowitych kosztów wdrożenia ustawy. Punktem wyjścia do przygotowania poprawki prosumenckiej do prawa energetycznego (lub docelowo do projektu ustawy o OZE) powinna być propozycja merytoryczna wypracowana w ramach projektu ustawy w wersji 2.1, z 2012 r., ale wymaga ona obecnie dostosowania do nowych uwarunkowań.

Dopóki rynek mikroinstalacji nie stanie się rynkiem masowym, ich koszty pozostaną wysokie w szczególności dla instalacji o najmniejszych mocach zainstalowanych. Dlatego, aby umożliwić ich rozwój i ograniczyć ryzyko ew. nadmiarowego wsparcia dla instalacji większych, zasadny jest podział (dla każdej z technologii) na odpowiednio mniejsze zakresy mocy niż ten proponowany w rządowym projekcie ustawy – 40 kW, z uwzględnieniem możliwych obszarów zastosowań.

Najwyższe taryfy stałe i zdjęcie z obywateli obowiązku opracowywania skomplikowanych biznesplanów i bilansowania energii, co jest prawnym obowiązkiem spółek energetycznych, powinny uzyskać mikroinstalacje do 3 kW, niższe te o mocy do 12 kW. W tym zakresie zadziała na coraz bardziej masowym rynku efekt skali i koszty oraz taryfy będą spadać najszybciej. Przy takim podejściu korzyści będą rozłożone bardziej sprawiedliwie. Instalacje o mocy 12- 40 kW powinny pozostać w systemie proponowanym w rządowym projekcie ustawy o OZE z możliwością bilansowania w dłuższym okresie (np. półrocznego, tak jak proponuje rząd), ale sprzedażą nadwyżek energii po 100% ceny hurtowej. W takim systemie mikroinstalacje OZE do produkcji energii elektrycznej nie powinny być wspierane dotacjami inwestycyjnymi.

Unikanie prostych komunikatów, że rozwój mikroinstalacji OZE wymaga początkowo silniejszego wsparcia i prospołecznego (a nie korporacyjnego) podejścia i że, tak jak każda dobra inwestycja, także proces komercjalizacji mikroinstalacji niesie ze sobą koszty początkowe, nie doprowadzi ani do tego, że rynek się rozwinie, ani do tego, że koszty wdrożenia dyrektywy 2009/28/WE będą niższe.

Uchwale- nie ustawy o OZE w obecnej wersji, która zakłada, że prosument będzie dotował koncerny energetyczne, wcale nie oznacza zmniejszenia kosztów rozwoju OZE, a ich zwiększenie.

Anonimowi dla opinii publicznej autorzy projektu ustawy nie zadali sobie trudu sprawdzenia czy to, co proponują, będzie dla prosumenta opłacalne, czyli nie wykonali podstawowej, najprostszej pracy domowej, jaką jest rzetelna ocena realnych skutków proponowanej regulacji, ale w mętnym przekazie medialnym namawiają jej adresata do podjęcia działań, które doprowadzą de facto do pogorszenia jego sytuacji finansowej – dotowania koncernów i administracji państwowej kosztem zmniejszania dochodu dyspozycyjnego jego rodziny.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.