Dochód podstawowy – jaki pierwszy krok?

Bartłomiej Kozek
2 września 2016

W dyskusjach na temat idei wypłacanego bezwarunkowo dochodu gwarantowanego wiele słyszymy na temat jego docelowej wizji. W jaki sposób możemy jednak do niej dojść?

Jeszcze kilka lat temu minimalny dochód gwarantowany (w tej czy innej formie bądź nazwie) wydawał się koncepcją, o której dyskutuje się głównie w gronie lewicowych lub libertariańskich akademików.

Od tego czasu jednak coraz więcej uwagi – także w mediach głównego nurtu czy na konferencjach możnych tego świata – zaczęto poświęcać przyszłości pracy, szczególnie w obliczu jej rosnącego zautomatyzowania.

Kontrowersyjna propozycja

Dla niektórych temat ten wydaje się odciągać uwagę od potrzeby walki o prawa pracownicze, hojną sieć zabezpieczeń społecznych czy dążenie do pełnego zatrudnienia. Takie stanowisko jest nadal dość powszechne chociażby w środowiskach związków zawodowych.

Innych zmusza z kolei do zastanowienia się nad tym, jak mogłaby wyglądać polityka społeczna, dostosowana do świata coraz bardziej niestabilnego i możliwego do zastąpienia przez roboty zatrudnienia.

W tym właśnie kontekście coraz częściej wraca pomysł na płacenie każdej osobie ze statusem obywatelstwa bądź rezydującej w danym kraju stałej sumy pieniężnej, umożliwiającej skromne funkcjonowanie niezależnie od zatrudnienia bądź jego braku.

Dla niektórych – jak dla brytyjskiego tygodnika The Economist – jest na to jeszcze za wcześnie, nie mamy bowiem jeszcze do czynienia z tak dalece posuniętą robotyzacją, jaką straszą futurolodzy.

Dla wielu, stykających się z tą ideą tak jak uczestniczący w niedawnym referendum w Szwajcarii wysokie kwoty gwarantowanych wypłat każą zadawać z kolei pytania o możliwość sfinansowania takiego ambitnego programu.

Poza wspomnianą kwestią finansową bada się również jego wpływ m.in. na chęć jego beneficjentów do podejmowania pracy czy też wpływ na zmniejszanie nierówności społecznych.

Zarówno praktycznie – poprzez już realizowane bądź planowane programy pilotażowe w tak różnych krajach jak Holandia, Finlandia czy Namibia, jak i teoretycznie, modelując jego wdrożenie w różnych wariantach.

Idea spotyka tabelki

Tym drugim torem poszedł brytyjski, lewicowy think tank Compass, przygotowując raport „Universal Basic Income: An idea whose time has come?”.

Postanowił on na bazie dostępnych danych statystycznych oraz modeli ekonometrycznych przygotować symulację kilku wariantów dochodu podstawowego – zarówno skromniejszego, jedynie dopełniającego już istniejące świadczenia społeczne, jak i pełnego, który mógłby zastąpić nawet emerytury.

Co wyszło z tych symulacji? Na jakiego typu świadczenie stać by dziś było Zjednoczone Królestwo?

Badacze organizacji zdają się najbardziej przychylać do dwóch scenariuszy, mogących być pierwszym krokiem do przyszłego wprowadzenia większego, w pełni uniwersalnego świadczenia.

W obu wypadkach w sieci zabezpieczeń społecznych nadal pozostałoby sporo świadczeń warunkowych, które zdaniem badaczy utrudniają skorzystanie z nich oraz stygmatyzują osoby je pobierające.

W ramy dochodu gwarantowanego nie zostałyby również włączone emerytury.

Na jak duże wypłaty mogłyby liczyć osoby je otrzymujące? W nieco skromniejszym wariancie osobom na emeryturze wypłacano by 41, dzieciom – 49, dorosłym do 25 roku życia – 51, a starszym – 61 funtów tygodniowo. W bardziej „hojnym” wariancie każe z tych świadczeń byłoby wyższe o 10 funtów.

Przeliczając wspomniane kwoty na złotówki otrzymalibyśmy w wariancie 1 (w zależności od ilości tygodniowych wypłat w miesiącu) równowartość ok. 835 do ok. 1050 złotych na osobę na emeryturze, 1000-1250 zł na dziecko, 1040-1300 zł jako osoba do 25 lat oraz 1240-1550 zł w wypadku osoby dorosłej. W wariancie drugim kwoty te rosną o 200-250 złotych.

Koszty

Jaka byłaby cena wprowadzenia takiego systemu? Z pewnością wymagałyby sporych zmian w systemie podatkowym. Gdyby to na jego barki przeniesiono finansowanie projektu, Brytyjki i Brytyjczycy musieliby pożegnać się z – całkiem sporą, bo wynoszącą 11.000 funtów – kwotą wolną od podatku oraz zaakceptować podwyżkę składek na ubezpieczenie społeczne.

W górę poszłyby również stawki podatku dochodowego, dziś wynoszące 20, 40 oraz 45%. Skromniejszy wariant świadczeń spowodowałby ich zwyżkę o 3 punkty procentowe, bardziej hojny – o 5.

Scenariusze te nie przewidują podwyżek VAT czy CIT i zakładają, że po podliczeniu dodatkowych przychodów oraz oszczędności z tytułu mniejszych kosztów wypłacania świadczeń warunkowych dodatkowe koszty dla budżetu wyniósłby 0,7 lub 8,2 miliarda funtów rocznie.

Analitycy sugerują zresztą alternatywne niż opodatkowanie pracy możliwości finansowania dochodu podstawowego. Wśród nich wymieniają m.in. wyższe opodatkowanie majątku i kapitału, mogące dodatkowo zmniejszyć nierówności społeczne. Innym pomysłem byłoby również stworzenie publicznego funduszu majątkowego, z którego zyski szłyby na finansowanie projektu.

Korzyści

Po co tyle wysiłku? Okazuje się, że tak zaprojektowany program miałby niebagatelny wpływ na zmniejszenie poziomów biedy i wykluczenia społecznego w Wielkiej Brytanii.

W zależności od scenariusza od 65 do 72,8% gospodarstw domowych z najniższego decyla (10%) doświadczyłoby wzrostu poziomu dochodów większego niż 5%. W decylu 2 wskaźniki te wyniosłyby odpowiednio 63,8 lub 75,6%.

Co ciekawe, mimo iż minimalny dochód gwarantowany zastąpiłby dotychczasowe, uniwersalne świadczenie na dzieci i tak przyczyniłby się do znaczącego zmniejszenia relatywnego ubóstwa w tej grupie o 38-44%!

Mniejsze, ale zauważalne spadki zanotowano by również we wskaźnikach ubóstwa wśród osób w wieku produkcyjnym oraz na emeryturze.

Co ważne, oba te scenariusze mają szasnę zwiększyć dochody grupie 80% najuboższych Brytyjek i Brytyjczyków. Pozytywnie wpłynęłyby na sytuację par z dziećmi oraz osób wychowujących je samotnie, choć nieco pogorszyłyby stan domowych budżetów singli oraz par bez dzieci.

Alternatywy

Dlaczego te, a nie pozostałe scenariusze analitycy z Compass uważają za najlepsze? Łączą one w sobie realność ich sfinansowania ze sporymi, pozytywnymi skutkami społecznymi ich wprowadzenia.

Inne opcje, jak wynika z ich analiz, są albo znacznie bardziej kosztowne (pełen minimalny dochód gwarantowany przy utrzymaniu kwoty wolnej od podatku kosztowałby budżet dodatkowe 43 miliardy funtów rocznie), albo wiążą się z kiepskimi rezultatami dystrybucji dochodów (we wszystkich trzech alternatywnych przypadkach zwiększa się poziom relatywnego ubóstwa dzieci).

Z badaniem think tanku warto się zapoznać nawet pomimo faktu, że brytyjskie realia różnią się od polskich. W nadwiślańskich realiach inaczej wyglądałyby skutki zniesienia i tak niskiej kwoty wolnej, konieczne byłyby również zapewne bardziej poważne zmiany w systemie podatkowym (np. więcej i bardziej progresywne stawki podatku dochodowego).

Jego największą zaletą jest jednak to, że uwalnia ono wyobraźnię.

Odczuwalny był do tej pory brak analiz, umożliwiających pokazanie realności wdrożenia projektu minimalnego dochodu gwarantowanego. Krążące w debacie kwoty (takie jak 2.500 franków szwajcarskich u Helwetów) nie ułatwiały sprawy.

Nawet jeśli w efekcie okazuje się, że na dziś dzień pełen dochód podstawowy może nie być najlepszym pomysłem, to przynajmniej wiemy już, o jakich etapach przejściowych w jego wprowadzaniu możemy myśleć, kiedy zmiany na rynku pracy faktycznie pójdą w kierunku jej dalszej prekaryzacji i automatyzacji.

Zdj. Publikacja Compass „Universal Basic Income: An idea whose time has come?”

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Dochód podstawowy – jaki pierwszy krok?

  • 5 września 2016 at 11:43
    Permalink

    Automatyzacja, mechanizacja, czy robotyzacja pracy zachodzą od stuleci. Co mieli powiedzieć młynarze gdy na wynalazki młynu wodnego i wietrznego? No, a szewcy, gdy zamontowano pierwsze maszyny?
    Kiedyś np. jeden szewc szył parę butów na dzień, a dziś produkujemy tysiące butów w jednej fabryce. Produkujemy tysiące razy więcej niż jeszcze trzy stulecia temu, a wciąż znajdujemy zatrudnienie. Już u początków kapitalizmu i przemysłu krzyczano jak to maszyny odbierają pracę ludziom i za parę dekad już nie będzie miejsc pracy dla ludzi. Póki co, bardzo się mylono.

    Postępująca prekaryzacja jest wynikiem kilku czynników. W Polsce są to np.:
    – nieopłacalność „umowy o pracę” przez jej jednoczesne nadmierne opodatkowanie (ok. 40% wartości umowy) i przeregulowanie. Pracodawcy nie opłaca się zatrudnianie na umowę, która jest dla niego prawnie niekorzystna i jeszcze najdroższa z możliwych.
    – Wzrost obciążeń pracy. Podatki (nazywane składkami) od pracy wciąż rosną, w szczególności składka na ZUS.
    – Rzeczywista presja na obniżkę kosztów związana z globalizacją i konkurencją globalną. (W tym: Tania siła robocza w „krajach wschodzących” wywiera presję na płace w rozwiniętych gospodarkach)
    – Rozrost państwa i związane z nim: coraz większa biurokratyzacja i wzrost zatrudnienia w administracji (wiele ostatnio zawdzięczamy tu UE), wzrost podatków i wymagań względem przedsiębiorstw. Blokowana w ten sposób przedsiębiorczość powoduje spadek podaży miejsc pracy, a przy stałym popycie na pracę spadek ceny – spadek płac.
    – Przedsiębiorcy łatwiej wymusić zmianę trybu zatrudnienia niż obniżyć płacę w dodatku, iż tych najniższych nie może obniżyć ze względu na płacę minimalną.

    Jak pokazała historia przez stulecia mechanizacja pracy nie stanowiła zagrożenia dla pracujących, ale ich wzbogacała i polepszała warunki pracy. Rozwiązaniem nie jest więc dalsze rozdawnictwo pieniędzy (co jedynie pogłębia problem), ale zwiększenie podaży pracy przez zmniejszenie nałożonego na nią obciążenia. Obniżyć opodatkowanie pracy, a w zamian zmniejszyć wydatki państwa oraz częściowo przenieś opodatkowanie na kapitał. Dodatkowo likwidować przepisy utrudniające działalność gospodarczą i blokują inicjatywy obywatelskie.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *