ISSN 2657-9596

Kapitalizm – machina zagłady

Richard Heinberg
3 maja 2021
Nie żyjący już brytyjski ekonomista, David Fleming poczynił wiele wnikliwych spostrzeżeń – jedno z nich przyciągnęło ostatnio moją uwagę, a dotyczy ono kapitału.

Fleming wyróżnił sześć rodzajów kapitału (naturalny, ludzki, społeczny, naukowy/kulturalny, materialny oraz finansowy) i zauważył, że każdy z nich może zostać użyty na jeden z dwóch sposobów: jako kapitał podstawowy (na bieżące utrzymanie społeczeństwa) lub jako kapitał wzrostu (na zwiększenie populacji i konsumpcji). Oto sedno jego spostrzeżenia: zdrowe społeczeństwo zachowuje swój kapitał podstawowy, lecz co pewien czas niszczy bądź uszczupla kapitał, który mógłby posłużyć do wzrostu.

Dla nowoczesnych umysłów wydaje się to szaleństwem – jak palenie stosów papierowych pieniędzy. Dlaczego społeczeństwo miałoby to robić? Po prostu dlatego, że zdrowe społeczeństwo rozumie, że niepohamowany wzrost jest samobójczy. Kiedy wielkość populacji i poziomy konsumpcji przekraczają zdolności regeneracyjne ekosystemów, pojawi się głód (bądź epidemia lub wojna), aby je zredukować. Jeżeli przekroczenie pojemności naszego ekosystemu jest znaczne, ta redukcja będzie na tyle głęboka, że można ją nazwać „upadkiem”. I jest to coś, czego należy uniknąć.

W jaki sposób zdrowe społeczności niszczą swój kapitał wzrostu? Czasami po prostu organizując wielką imprezę. Małe, półosiadłe społeczności, które utrzymywały się z ogrodnictwa, zazwyczaj urządzały doroczną fetę, podczas której zjadano nadwyżkę pożywienia i rozdawano lub palono ubrania i inny dobytek. „Wielki Człowiek” – cieszący się największym poważaniem członek wspólnoty- potwierdzał swoją pozycję rozdając bądź niszcząc praktycznie wszystko, co do niego należało. Przykładem tego rodzaju tradycji kulturalnej było święto wymiany darów u Indian północnoamerykańskich – potlacz. Bardziej złożone społeczeństwa preindustrialne przeznaczały ogromne sumy pieniędzy na budowę piramid lub katedr, wykonywanie bezużytecznych ornamentów, jak również na intensywne przygotowania do długotrwałych karnawałów. Wszystkie te aktywności miały również na celu wypalenie nadmiaru energii wśród młodych mężczyzn, którzy najczęściej są największymi wichrzycielami w każdym społeczeństwie.

W małych społecznościach, o prostej strukturze społecznej, dysponujących jedynie podstawową technologią, wzrost szybciej ulega samoograniczeniu, a zatem tego rodzaju wspólnoty zazwyczaj sprawniej niszczą swój kapitał wzrostu. W większych społeczeństwach, które odznaczają się złożoną strukturą społeczną i są bardziej zaawansowane technologicznie, autodestrukcyjne skutki wzrostu ujawniają się dopiero w dłuższym okresie czasu, ponieważ zasoby można importować z bardziej odległych regionów, a więc ludziom łatwiej jest ignorować nieuniknione zagrożenia i wciskać pedał gazu do dechy, upajając się intensywnymi emocjami, jakich dostarcza wzrost.

Witajcie w Machinie

Współczesne społeczeństwo przemysłowe postępuje w sposób, który jest dokładną odwrotnością tego, co robi społeczeństwo zdrowe: zużywa swój najważniejszy kapitał podstawowy (szczególnie zasoby naturalne – lasy, łowiska i minerały) i wykorzystuje wszystkie sześć rodzajów kapitału w celu podtrzymania wzrostu.

Kapitalizm można zdefiniować jako planową i systematyczną społeczną promocję akumulacji kapitału wzrostu poprzez użycie pieniędzy i długu, wprowadzanie prywatnych praw własności (szczególnie ziemi i zasobów naturalnych) oraz proliferację zachęt i zabezpieczeń dla inwestorów. Kiedy już zostanie wprawiony w ruch, z powodów, które za chwilę wyjaśnię, ten dynamiczny zestaw rozwiązań ma tendencję do stawania się samonapędzającym się mechanizmem. Pierwotna machina wzrostu została wynaleziona około 5 000 lat temu wraz z pojawieniem się społeczności państwowych oraz pieniędzy, pisma i niewolnictwa. Wersja turbo-kapitalizmu została w dziejach ludzkości uruchomiona co najmniej dwa razy – w Chinach w jedenastym wieku (chociaż została szybko zatrzymana przez tradycyjne władze, które postrzegały ją jako zagrożenie dla swojego panowania) i w Europie począwszy od szesnastego wieku (gdy rosnąca w siłę klasa kupiecka ostatecznie zatryumfowała nad swoimi kościelnymi i arystokratycznymi przeciwnikami).

Jeżeli społeczność jest geograficznie ograniczona, planowe pobudzanie akumulacji kapitału wzrostu skutkuje po prostu lokalnym przekroczeniem możliwości ekosystemu lub jego załamaniem. Kiedy tylko nabierze rozpędu, końcowy rezultat jest pewny. Lecz w przypadku dzisiejszych społeczeństw, mechanizmy w wzrostu stały się pod wieloma ważnymi względami globalne, a jego konsekwencje również mają zasięg światowy (pomyślcie o zmianach klimatu). Połączona globalna gospodarka stała się czymś w rodzaju super-organizmu z kolektywnym metabolizmem i inherentnym imperatywem ekspansji za wszelką cenę. Oznacza to, że załamanie również będzie globalne – w rzeczy samej będzie rodzajem zagłady, po której kontynuacja ludzkiego eksperymentu może się okazać bardzo trudna. Prawdopodobnie część istot żywych – ludzkich i nieludzkich – przeżyje, ale może być ich mało, a ich sytuacja może być żałosna, więc możliwe, że nie będą w stanie przeprowadzić istotnej ekologicznej bądź społecznej odnowy przez wiele następnych stuleci, jeśli w ogóle.

Machina zagłady była popularnym motywem science fiction i futurystycznych wizji planowania wojen w latach pięćdziesiątych (na przykład pojawia się w fabule klasycznego filmu Stanleya Kubricka „Dr. Strangelove” z 1964 roku). Machina zagłady jest zasadniczo teoretycznym urządzeniem (rodzajem bomby z detonatorem), które jest wystarczająco potężne, by zniszczyć całe życie na Ziemi. W wielu fikcyjnych scenariuszach, gdy urządzenie zegarowe jest nastawione i rozpoczęło się odliczanie, jakiekolwiek próby rozbrojenia takiej bomby mogą się tylko zakończyć jej natychmiastową detonacją.

Przemysłowy kapitalizm przypomina tego rodzaju machinę zagłady. Jeśli pozwolimy jej na kontynuację „odliczania” aż do tragicznego końca, zużyje niemal wszystkie zasoby Ziemi i jej naturalne siedliska, zalewając ją jednocześnie miliardami ton śmieci. Nikt nie chciałby takiego końca. Ale wszyscy jesteśmy zależni od machiny, która zapewnia nam utrzymanie, i zatrzymanie jej spowoduje gospodarcze załamanie, wtrącając miliardy ludzi w stan nędzy i głodu. Zatem każdy chce, żeby gospodarka rosła – a tym samym, żeby machina kontynuowała pracę w kierunku swojej nieuchronnej zagłady. Ale im dłużej będzie trwał wzrost, tym głębszy końcowy upadek. Całe nasze społeczeństwo jest taką machiną, a my jesteśmy trybikami w jej kołach zębatych.

To nie przypadek, że machina zagłady globalnego kapitalizmu przemysłowego została zbudowana w znacznym stopniu nie tylko kosztem zdolności natury do dalszego podtrzymywania życia na naszej planecie, lecz również pracy uboższych segmentów ludzkości, które będą najszybciej dotknięte zniszczeniem maszyny. Jak zauważa Jason Hickel w zwięzłym i ciętym wywiadzie: „Globalne Południe jest źródłem około 80 procent zasobów i pracy koniecznych dla funkcjonowania światowej gospodarki, a mimo to ludzie, którzy dostarczają tę pracę i te zasoby, otrzymują około 5% generowanych przez nią każdego roku dochodów”.

Jak na ironię machina zagłady została stworzona z intencjami, które chwilami wydają się być najlepszymi z możliwych. Konsumpcjonizm – system, w którym reklama i kredyt konsumencki podsycają wciąż zwiększające się zapotrzebowanie na wytwarzane produkty – został wynaleziony w latach trzydziestych przez biznes i elity rządowe jako rozwiązanie bardzo realnego problemu nadprodukcji i bezrobocia, które były skutkami ubocznymi wcześniejszego wzrostu (jak powiedział kiedyś dziennikarz Eric Sevareid: „Głównymi przyczyną problemów są rozwiązania”). Dzisiaj „zielony” wzrost jest przedstawiany jako rozwiązanie problemów wynikających z używania paliw kopalnych, które same miały być antidotum na różnego rodzaju kłopoty, w tym stagnację produkcji rolniczej na skutek zapotrzebowania na więcej źródeł azotu.

Prawie każdy chce więcej wzrostu gospodarczego, aby załatać nasze problemy w perspektywie krótkoterminowej, nawet jeśli w dłuższym okresie doprowadzi to do znacznego pogorszenia sytuacji.

Czy jest jakieś wyjście z tej matni?

Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że znajdują się w machinie zagłady. Ale ci, którzy to rozumieją, w sposób naturalny czują się odpowiedzialni za uwolnienie siebie i innych w sposób, który zminimalizuje ogólne szkody i zniszczenia. Pamiętajmy: im szybciej machina się zatrzyma, tym mniejsza ogólna liczba ofiar; jednak nagłe zatrzymanie machiny w tej chwili, spowodowałoby straty już teraz. Jaka strategia ma największy sens?

  1. Przeprojektować i zreformować machinę. Teoretycznie jest możliwe stopniowe rozebranie maszyny na części od środka, a następnie przeprojektowanie i zastąpienie każdej z nich taką, która przynajmniej symulowałaby sposób, w jaki funkcjonuje zdrowa kultura – wszystko w czasie, gdy machina wciąż jeszcze działa. Po pewnym czasie wszystko by się zmieniło, a nikt nie odczułby poważniejszych niedogodności. Jak można to zrobić? W każdej gałęzi przemysłu po kolei, dzisiejszy linearny model gospodarczy (od wydobycia surowców poprzez produkcję, po usuwanie odpadów) mógłby zostać zmieniony na bardziej cyrkularny (ponowne wykorzystanie i recykling, powtarzane bez końca). Moglibyśmy zastąpić paliwa kopalne niskoemisyjnymi źródłami energii. Moglibyśmy zmienić zasady i uzgodnienia globalnej gospodarki, które systematycznie i rozmyślnie przekazują bogactwo do niektórych krajów, powiększając jednocześnie ubóstwo innych. W międzyczasie można by zastąpić obecne wskaźniki gospodarcze (zwłaszcza PKB), które promują wzrost konsumpcji zasobów, na wskaźniki alternatywne (takie jak Szczęście Narodowe Brutto), które promują jakość życia. Strategię tę najbardziej otwarcie popierają ekonomiści ekologiczni, ale także zwolennicy praw reprodukcyjnych kobiet i aktywiści na rzecz szerokiego wachlarza regulacji środowiskowych.
  2. Tworzyć alternatywy. Niektórzy ludzie wybrali strategię budowania społeczności, które stosują się bardziej do zasad zdrowej kultury. Mają nadzieję, że gdy nieuchronna klęska machiny będzie się stawała coraz bardziej oczywista, ludzie porzucą ją i wybiorą alternatywy. Maszyna tak czy siak ulegnie samozniszczeniu, ale więcej ludzi ocaleje, ponieważ wcześniej nauczą się niektórych umiejętności niezbędnych w sytuacji, jaka nastąpi po całkowitym załamaniu. Do zwolenników takiego podejścia należą między innymi liderzy ekowiosek, permakultury, ruchu Transition i ruchów na rzecz gospodarek lokalnych.
  3. Chronić kulturalny i naturalny kapitał podstawowy. Społeczności rdzenne mogą przetrwać i zaadoptować się do nowych warunków, pod warunkiem że nie zostaną pochłonięte przez globalny kapitalizm lub zniszczone na skutek załamania ekosystemów, od których zależy ich egzystencja. Dlatego zasadne jest bronienie ich przed kapitalistycznym najazdem, nie tylko, aby chronić ich prawa człowieka, lecz również, aby zwiększyć szansę na przetrwanie ludzkości. Jednocześnie niektóre ekosystemy są wciąż dzikie – potrzebują ochrony przed kapitalistyczną eksploatacją, aby nadal mogły pełnić rolę siedlisk gatunków pozaludzkich i ludności autochtonicznej. Strategie te od dziesiątek lat stosują działacze ruchów na rzecz ochrony przyrody i praw ludów tubylczych.
  4. Sabotować. Rozumowanie jest proste: jeśli całkowita liczba ofiar będzie się zwiększać, im później nastąpi upadek, należy go przyspieszyć – im szybciej, tym lepiej! Idea rozmyślnego inicjowania załamania społecznego rozpowszechnia się po cichu od pewnego czasu, ale z oczywistych względów do niedawna nikt nie mówił o niej otwarcie (manifest Unabombera był godnym uwagi wyjątkiem). Teraz to się zmienia. „Akceleracjoniści” po lewej i prawej stronie sceny politycznej (głównie ci drudzy) przyznają, że przemysłowy kapitalizm jest niezrównoważony i szukają sposobów na doprowadzenie go do ostatecznego końca. Z punktu widzenia tych, którzy nie są przekonani do tego podejścia, te pomysły mają jedną poważną wadę – akceleracjoniści o różnej orientacji politycznej wnoszą swoje własne agendy społeczne – zależnie od tego, kto planuje załamanie, przetrwanie może być możliwe na warunkach, które są dla większości ludzi przerażające (pomyślcie o watażkach i chłopach pańszczyźnianych oraz o ludobójstwie). Ponadto, jeśli załamanie jest wciąż w początkowych stadiach, przyspieszanie go nikomu nie wyjdzie na dobre, ani teraz, ani w przyszłości. Ktokolwiek doprowadziłby do całkowitego upadku, miałby prawdopodobnie krew na rękach. Większość sposobów na przeprowadzenie tego byłaby całkowicie niezgodne z prawem i łączy się z ryzykiem ogromnej liczby niezamierzonych ofiar.

Przygotowywanie się na to, co nastąpi

Ogólnie rzecz biorąc, te cztery strategie odniosły jak do tej pory niewielki skutek. Nie mówię tego, po to, by umniejszyć znaczenie wspaniałej pracy wielu ludzi na rzecz reformy systemu i ochrony ekosystemów, lecz po prostu stwierdzam fakt: nie było ich wystarczająco dużo, a siły, którym się przeciwstawiają, są niezwykle potężne.

To, że machina jest wciąż na swojej ścieżce do zniszczenia świata, sugeruje, że możemy potrzebować piątej strategii. Do głowy przychodzi mi fraza: „przygotowujcie się na uderzenie”.

Od kilku lat moja organizacja, Post Carbon Institute, propaguje budowanie odporności społeczności jako drogę do przetrwania i zwiększenia możliwości uzdrowienia. Inne organizacje – w tym największy na świecie think tank, Rand Corporation – również uznały kształtowanie odporności za priorytet, jakkolwiek często tylko z częściowym zrozumieniem globalnych zagrożeń, które sprawiają, że odporność ma tak ogromne znaczenie.

Odporność – zdolność do znoszenia wstrząsów i odnowy bądź adaptacji – może być kultywowana jako indywidualna cecha psychologiczna, cel gospodarstwa domowego lub projekt społeczności. W czasach gdy pożary lasów, susze i ekstremalne wydarzenia pogodowe stają się coraz bardziej powszechne i dotkliwe, miasta na całym świecie zaczynają się do nich przygotowywać. My, w Post Carbon Institute, zalecamy postawienie sobie za cel uzyskanie „głębokiej odporności” – polega to na dokonaniu przez społeczności oceny, które praktyczne usługi i cechy kulturowe są dla nich najważniejsze, a następnie na dążeniu do ich zabezpieczenia poprzez zmiany strukturalne. Należy również przeprojektować gospodarki i instytucje tak, by mogły nadal funkcjonować w post-węglowej i post-wzrostowej przyszłości. W procesach oceny i planowania odporności powinni idealnie uczestniczyć przedstawiciele wszystkich najważniejszych segmentów społeczności i uczestnikom należy zapewnić odpowiednie środki, aby mogli inicjować projekty na skalę, jaka jest rzeczywiście potrzebna.

Budowanie odporności rozpoczyna się od identyfikacji słabych punktów i możliwości. Więcej uwagi poświęca się zwykle zagrożeniom i wrażliwości – na przykład prawdopodobnym wpływom powodzi, pożarów i ekstremalnych zjawisk pogodowych na systemy żywnościowe i wodne. Jest wiele rzeczy, na które trzeba się przygotować, i większość społeczności jest żałośnie bezbronna (jak niedawno mogliśmy zobaczyć w Teksasie). Trwająca pandemia koronawirusa stała się dla wielu społeczności ciężką lekcją na temat ich podatności na „znane nieznane” zagrożenia i prawdopodobieństwa, że kryzys w jednym systemie lub miejscu na świecie (np. pandemia rozpoczęła się w Wuhan w Chinach) może uruchomić kaskadę problemów w innych systemach w innych miejscach. Krajowe oceny ryzyka w państwach UE służą rozpoznaniu i ocenie potencjalnych zagrożeń i mają stanowić podstawę do podjęcia działań na rzecz zmniejszenia podatności na nie. Społeczności na całym świecie mogłyby podjąć podobne środki, tak jak zalecaliśmy w naszej serii video „Think Resilience”, używając narzędzi oceny, takich jak te stworzone przez Stockholm Resilience Centre. Niektóre miasta, w tym Amsterdam, wykorzystują w procesach planowania odporności „ekonomię pączka” Kate Raworth.

Jeżeli jednak weźmiemy sobie do serca spostrzeżenie Fleminga, powinniśmy również pomyśleć o sposobach na zwiększenie naszych szans na przetrwanie, gdy machina zagłady szybko zmierza w kierunku swojej nieuchronnej ruiny. Przypomnijcie sobie: kapitalizm nadaje priorytet akumulacji kapitału wzrostu. W tym momencie, po dziesięcioleciach akumulacji, kapitał wzrostu jest ukryty w ogromnych ilościach w przedsięwzięciach i miejscach, które sprawiają, że stanowi śmiertelne zagrożenie dla zwykłych ludzi i ekosystemów, a jednocześnie jest niedostępny i bezużyteczny dla jakichkolwiek sensownych ludzkich zamierzeń. Oczywistym tego przykładem są biliony dolarów posiadane przez zaledwie kilka ekstremalnie bogatych osób – o wiele więcej niż ludzie ci byliby w stanie wydać w ciągu całych wieków. Dla tego rodzaju ludzi zwiększenie ich majątku liczonego w dolarach o jeszcze jeden rząd wielkości, stało się celem samym w sobie; nie ma to żadnego praktycznego uzasadnienia oprócz powiększenia ich inwestycji, aby mogli dodać jeszcze jedno zero do swojego salda na koncie. Jak wiele dobra można by dokonać za pomocą tych pieniędzy, gdyby je przeznaczyć na regenerację ekosystemów lub zbudowanie naprawdę pięknej i trwałej infrastruktury, czy też zmniejszenie biedy wśród powiększającej się liczby ubogiej ludności świata?

Kiedy machina padnie, ogromne ilości kapitału finansowego prawdopodobnie po prostu znikną. W pewnym sensie będzie to dobre: ostatecznie większość tego kapitału była używana na intensyfikację wydobycia zasobów i wytwarzanie większej ilości zanieczyszczeń. Ale upadek można również postrzegać jako miliardy niewykorzystanych możliwości – ponieważ wszystkie przeznaczane na wzrost pieniądze, mogłyby posłużyć za kapitał podstawowy dla skromnej, zrównoważonej kultury.

Pomyślcie tylko o tych wszystkich komercyjnych nieruchomościach czekających na zasiedlenie przez dzisiejszych bezdomnych lub na przekształcenie w warsztaty rzemieślnicze; lub o pasach startowych na lotniskach, które nie mogą doczekać się przeistoczenia w ogródki społecznościowe. Co zrobić z tonami nieregularnych kawałków betonu z rozebranych ulic, pasów startowych i ohydnych biurowców? Nazwijcie je „urbanite” (mieszkańcy miasta – przyp. tłum.) i użyjcie do budowy ścieżek i ścian.

David Holmgren napisał dużo o tym, w jaki sposób słabo zaludnione przedmieścia mogłyby zostać przekształcone w wioski permakulturowe. Rob Hopkins zachęca nas do użycia naszej wyobraźni, aby znaleźć konkretne sposoby, na jakie gospodarcza re-lokalizacja mogłaby uczynić życie każdego i każdej z nas bardziej interesującym i twórczym; wyobraźnia jest również konieczna, abyśmy nauczyli się myśleć poza kapitalistycznym „pudełkiem”.

Po co czekać na załamanie? Zmiana przeznaczenia kapitału wzrostu teraz, może pomóc rozbroić machinę zagłady raczej wcześniej niż później. Jest to działanie wywrotowe (strategia 4 powyżej), a jednocześnie regeneracyjne. Rozejrzyjcie się wokół i zacznijcie spisywać formy i lokalizacje kapitału wzrostu, który aż się prosi, żeby użyć go na stworzenie podwalin zrównoważonej kultury – lub urządzenie hucznej imprezy. Gdy w końcu wyjdziemy z pandemii, pojawią się niezliczone możliwości – nie tylko na to, by „odbudować lepiej”, lecz również przemyśleć na nowo systemy, aby zmniejszyć naszą podatność na zagrożenia, zamiast jeszcze bardziej ją zwiększać.

Gdy złowieszcza detonacja machiny zagłady zbliża się wielkimi krokami, łatwiej jest dostrzec, jak w synergiczny sposób można stosować wszystkie te strategie razem. Wprowadzajcie reformy, chrońcie, twórzcie alternatywy, uprawiajcie sabotaż, i przygotowujcie się na uderzenie: takie powinny być nasze hasła przewodnie na resztę obecnego stulecia.

Przełożył: Jan Skoczylas

źródło: Post Carbon Institute

Zdjęcie: Gemma Evans, Unsplash

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.