Bruksela potrzebuje porozumienia

Bartłomiej Kozek , Maciej Tomaszewski
21 września 2018

Wybory samorządowe odbywają się tej jesieni nie tylko w Polsce. Maciej Tomaszewski – polski kandydat na liście Zielonych z partii Ecolo – dzieli się swoimi doświadczeniami z kampanii w Brukseli.

Bartłomiej Kozek: Co skłoniło Cię do kandydowania w wyborach lokalnych w Belgii? Który szczebel samorządu wybrałeś – i dlaczego?

Maciej Tomaszewski: Przez wiele lat nie mogłem odnaleźć się w Brukseli. To skomplikowane, trudne do odkrycia miasto. Większość czasu spędzałem w międzynarodowym towarzystwie, które ma podobny problem. W pewnym momencie powiedziałem jednak sobie, że czas to zmienić. Zapisałem się najpierw na warsztaty teatralne, a potem do Partii francuskojęzycznych Zielonych – Ecolo. Dzięki temu udało mi się poznać wielu Belgów. Staram się ułatwiać kontakty miedzy międzynarodowymi mieszkańcami Brukseli i Belgami. Póki co idzie mi dobrze.

Wybrałem szczebel miasta. Bruksela, w bardzo dużym uproszczeniu, to odpowiednik naszego województwa. To tak naprawdę 19 osobnych miast. Jako Polak, nie-Belg, mam prawo do glosowania i kandydowania jedynie na poziomie miasta albo Parlamentu Europejskiego. Jako ze chciałbym polepszyć jakość życia w moim mieście, wybór odpowiedniego szczebla wydawał się naturalny.

System podziału władzy w Belgii wydaje się bardzo skomplikowany. Wytłumaczysz naszym Czytelni(cz)kom na przykładzie Brukseli w jaki sposób działa w praktyce?

Jak już wspomniałem, w dużym uproszczeniu, Bruksela jest odpowiednikiem naszego województwa. Bruksela jako całość jest odpowiedzialna przykładowo za transport publiczny i za zarządzanie niektórymi większymi drogi. 19 osobnych miast jest z kolei odpowiedzialne za kwestie takie jak czystość na ulicach, pomoc społeczna, mieszkania socjalne, większość dróg i ścieżek rowerowych. Z kolei za nauczanie i kulturę w dużym stopniu odpowiedzialne są wspólnoty językowe, francuskojęzyczna i flamandzka…

Łatwo się w tym wszystkim pogubić. W praktyce jakiekolwiek działanie w Brukseli jest efektem długich i trudnych negocjacji miedzy rożnymi szczeblami władzy.

Jakie Twoim zdaniem są największe wyzwania rozwojowe miasta – i jakie są Twoje propozycje rozwiązań?

Moim zdaniem najważniejsze są dwie kwestie. Po pierwsze, różne wspólnoty zamieszkujące rzadko ze sobą rozmawiają. Społeczność międzynarodowa utrzymuje kontakty głownie ze sobą. To nie dziwi, gdyż ma ona swoje specyficzne problemy – jak utrzymać kontakty z rozproszoną po pary krajach rodziną albo jak pokonać trudności związane ze związkiem na odległość. To zresztą problemy, które sam próbuję albo próbowałem pokonać.

Belgowie są z kolei mocno skupieni na swoich kwestiach. Nie jest to dziwne, gdyż, jak już wspomniałem, jakiekolwiek działania w mieście są wynikiem trudnych negocjacji. Pamiętajmy, że w Brukseli można spotkać przedstawicieli ponad 180 narodowości. To unikatowe miasto, w którym codziennie słyszy się dźwięki najróżniejszych języków oraz odgłosy walizek podróżujących do różnych zakątków świata.

Potrzeba nam miasta, które zachęca do dialogu. Podam przykład. Obecnie budowany deptak w centrum miasta nie zachęca do wybrania się do centrum Brukseli. To pusta przestrzeń, niemal zupełnie pozbawiona zieleni i ławek. Wraz z mieszkańcami i całą partią Ecolo chciałbym zastanowić się, jak zmienić tę przestrzeń.

Poza tym w centrum miasta, szczególnie na wspomnianym deptaku, mieszka wielu bezdomnych. Wielu z tych bezdomnych to niestety nasi rodacy. Będę zatem walczyć razem o to, aby w pomocy społecznej była chociaż jedna osoba mówiąca po polsku.

Pod jakimi hasłami przebiegać będą tegoroczne wybory? Jakich wyników spodziewać się po partiach ekopolitycznych w Brukseli – Ecolo i GROEN?

Nasze trzy hasła to zazielenić miasto, wesprzeć młodych oraz zapewnić lepsze funkcjonowanie administracji. Póki co sondaże są dla nas pomyślne, ale nie spoczywamy na laurach. Potencjalni wyborcy chcą być wysłuchani oraz chcą bezpośrednich spotkań z kandydatami. Chcemy – i musimy – odpowiedzieć na te potrzeby.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że w Belgii nie ma partii narodowych. Flamandowie mieszkający na północy mają swoją partię, a Walonowie mówiący po francusku i mieszkający na południu – swoją. Sam jestem członkiem francuskojęzycznej Partii Ecolo. We Flandrii działa z kolei GROEN. Wyjątkowo w Brukseli – mówiąc w pewnym uproszczeniu – mieszkańcy mogą wybrać jedną z tych partii. Mamy tu wspólna listę. Choć niektóre inne ugrupowania mają już takie rozwiązania, to nasza współpraca w tym zakresie jest najbardziej rozwinięta. Wszelkie akcje przeprowadzamy razem.

Z jakich narzędzi zamierzasz korzystać w swojej kampanii? Czy liczysz tu przede wszystkim na swoją pomysłowość czy otrzymujesz wsparcie od Zielonych?

Najważniejszy jest dla nas kontakt z mieszkańcami. Sporo czasu spędzamy na rozmowach z potencjalnymi wyborcami. Proponujemy rozmowy przechodniom albo rozmawiamy bezpośrednio w ich mieszkaniach. Ten ostatni środek stosujemy dlatego, ze cześć wyborców (np. osoby z niepełnosprawnościami) nie pojawia się się w przestrzeni publicznej. Naszym priorytetem jest również poszanowanie czyichś wyborów i prywatności. Nie nalegamy, jeśli potencjalny wyborca nie chce z nami rozmawiać.

Oczywiście nie omija nas wieszanie plakatów czy rozdawanie ulotek. Te akcje są ważne, ale ich celem jest ułatwienie bezpośredniego kontaktu z potencjalnymi wyborcami. Naszym głównym celem nie jest przekonanie wyborcy o tym, że nasz program jest zdecydowanie najlepszy, ale wysłuchanie jego zdania. To oni najlepiej wiedzą, z jakimi problemami się mierzą i jakie są możliwe rozwiązania.

Takie dyskusje to lekcje pokory. Nasi potencjalni wyborcy często wspominają o bardzo trudnych sprawach. Po przeprowadzaniu akcji często siadamy razem przy małym, ale dobrym piwie. Opowiadamy sobie o naszych doświadczeniach i dzielimy doświadczeniem. Pomagam sobie również uzależnieniem od mojego ulubionego stylu jogi.

Czy Polonia w Brukseli angażuje się w lokalne życie społeczne i polityczne?

Dobre pytanie. Jak zdefiniować zaangażowanie?

Polonia w moim mieście składa się z bardzo różnych grup. Rozróżniłbym trzy. Pierwsza to Polacy, którzy przyjechali tu dawno temu i mają obywatelstwo belgijskie. Ci ludzie czują się w Brukseli jak w domu, choć starają się utrzymać rodzinne tradycje.

Druga z nich to Polacy, którzy przyjechali do Brukseli po naszym wejściu do Unii Europejskiej. To ludzie z dobrym wykształceniem technicznym. Spora cześć z tych osób ma nadal rodziny w Polsce. Wielu z nich przyjeżdża do Belgii na kilka lat aby oszczędzić pieniądze, a potem wybudować dom w Polsce.

Wreszcie trzecia grupa to ludzie, którzy pracują dla różnych instytucji, głownie tych unijnych.

Mimo wielu różnic Polacy uznawani są za bardzo dobrych pracowników. Polscy budowlańcy cenią się wysoko. Są poszukiwani przez Belgów i pobierają belgijskie stawki – nie ma zatem dumpingu socjalnego. Polacy odgrywają w efekcie ważną role w życiu gospodarczym miasta.

Polaków w Brukseli jest sporo. Mam polska gosposię. Na liście polskiej Ambasady można znaleźć listę polskich lekarzy. Moja kosmetyczka jest Polką – jest świetna zarówno w swoim zawodzie, jak i jako przyjaciółka. Mieszkając w Brukseli można spędzić całe życie mówiąc tylko po polsku. Nie dotyczy to zresztą tylko Polaków. Wiele innych narodowości ma podobną sytuację.

Wspólna dyskusja jest możliwa tylko, jeśli mówimy wspólnym językiem. Jak już wspomniałem, nauczaniem języków zajmują się głownie wspólnoty językowe. Miasto może promować dobre rozwiązania przez nie realizowane. Wielu Polaków nie wie, że można się uczyć oficjalnych języków urzędowych albo za darmo, albo za niewielkie pieniądze. Miasto może zatem odegrać ważną rolę w promowaniu istniejących rozwiązań i podnoszenia świadomości ich istnienia.

Maciej Tomaszewski startuje z 33. miejsca listy Ecolo-GROEN do Rady Brukseli

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.